ďťż
[ Druid ] Deirdre


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

- Nazwa konta postaci: SileasPL
- Nazwa postaci: Deirdre
- Płeć postaci: kobieta
- Rasa postaci: niziołek lekkostopy
- Wiek postaci: 33
- Wyznanie postaci: Sheela Peryroyl
- Pochodzenie postaci: Dolina Zachodzącego Słońca
- Charakter postaci: Neutralny
- Znane języki : Wspólny, Leśny, Chondathski

Opis:

Deirdre jest niewielkiego wzrostu i kruchej budowy niziołką. Długie włosy o rudawym ocieniu rozpuszczone ma na ramiona, a nad uchem wpięty kwiat. Łagodne rysy twarzy rozpogadza dodatkowo spokojne spojrzenie zielonych oczu, jak i leciutki uśmiech, rzadko znikający z oblicza niziołki.

Historia:

Tak wielu naszych rodaków żyje w większych miastach, wśród ludzi i innych ras.. tak wielu z nich wybiera też drogę podróżnika, nie zagrzewając długo jednego miejsca. Są wśród nas jednak i tacy, którzy żyją w niewielkich niziołczych społecznościach, dożywając sędziwego wieku wśród najbliższych. Pochodzę właśnie z takiej wioski, jednej z wielu rozłożonych nieopodal skraju Rozciągniętego Lasu.

Było to spokojne miejsce, a zamieszkiwali je głównie farmerzy. Nasz dzień zaczynał się od prac w polu i oborze, a kończył na wspólnych spotkaniach przy stole, snutych opowieściach i radowaniu się dobrze skończoną pracą. Nasz dom zawsze pełen był życia i uśmiechu, zamieszkiwali go nie tylko moi rodzice oraz pięciorgo rodzeństwa, ale i dziadkowie. Byłam najmłodszą z całej mej rodziny, ale nie oznaczało to wcale, iż będe mieć mniej obowiązków, o nie!

Nasze życie toczyło się spokojnie, mimo strachu - który odczuwaliśmy na wieść o cieniu Czarnej Sieci rozciągającym się nad Doliną Zachodzącego Słońca. Pogłoski jednak pojawiały się - i zanikały, a nasza okolica pozostawała spokojna i cicha. Wiele zawdzięczaliśmy Zielonym Dzieciom z Rozciągniętego Lasu, naszym rodakom, czczących powściągliwą Sheelę Peryroyl. W jej imieniu nie tylko nadzorowali nasze prace w polu, pomagali nam chronić nasze plony przed nieszczęsciem, ale również bawili się z nami i radowali po udanych zbiorach. Chronili także nasze domostwa przed agresywną zwierzyną, nękaną przez rany czy głód. Równowaga pomiędzy naturą, a wiejskim życiem była dla nas niezmiernie ważna, a łaska bogini gwarantowała dostatnie życie.

Przyznaję, że fascynowało mnie życie Zielonych Dzieci. To, jakim respektem cieszyli się wśród mieszkańców wiosek oraz jaką wiedzę o naturze posiadali. Bogini darzyła ich też szczególną łaską, a ja... po prostu ze szczerego serca pragnęłam jej służyć, nie tylko trudem swojej pracy w polu. Kiedy osiągnęłam pełnoletność, oznajmiłam swej rodzinie - iż pragnę podążyć ścieżką Sheely. Radowali się z mego wyboru, życząc mi powodzenia, w końcu... nie każdy jest w stanie osiągnąć taki stopień wtajemniczenia, by zostać Zielonym Dzieckiem.

Oddałam się zatem w ręce druidów, krocząc niepewnie ku swojemu przeznaczeniu. Spędziłam wśród nich całe 13 lat, ucząc się, wykonując polecenia starszych, chroniąc pobliskie osady i biorąc udział w sezonowych świętach - spędzanych na tańcach, śpiewach. Serce się radowało na widok młodych niziołczych par, natchnionych uczuciem, zyskujących sobie szczególną przychylność Sheeli. Podczas mojego szkolenia, jednym z zadań było odnalezienie zwierzęcego towarzysza, jakiego wskaże mi bogini. Miałam spędzić trzy dni i trzy noce samotnie w lesie, czekając na znak. Ani pierwszy, ani drugi dzień nie przyniósł mi nic dobrego - jednak nie traciłam nadziei, iż Sheela obdarzy mnie swoją łaską. Pod koniec trzeciego dnia natrafiłam na rannego niedźwiedzia, wokół niego delikatnie poruszały się na wietrze stokrotki.. Nie miałam wątpliwości, że właśnie znalazłam swojego zwierzęcego towarzysza. Zaopiekowałam się nim, a on pozostał mi wierny. Mimo to, iż byłam szczęśliwa czułam, że... to wszystko nie jest tym, co powinnam robić w życiu.

Tutaj, gdzie Sheela jest tak kochana i szanowana, wszystko było proste. Dzikie tereny nie były przejmowane, lasy karczowane w wolnym tempie, nie naruszającym jej woli. Drżałam jednak na myśl o tym, że poza naszą okolicą wszystko może wyglądać zupełnie inaczej, że inne rasy mogą nie zdawać sobie sprawę z tego, jak ważna jest równowaga między tym, co tworzymy własnymi rękoma, a tym - co naturalne, dzikie, piękne.

Po wielu staraniach, uzyskałam pozwolenie starszych na opuszczenie kręgu. Zalecili mi udać się do kręgu w Kniei Otulisko w pobliżu Wrót Baldura. Wszak im większe miasto, tym więcej problemów w zachowaniu odpowiedniej równowagi pomiędzy tymi, jakże skrajnymi światami. Wraz z ciotecznym rodzeństwem, którzy udawali się sprzedać plony do Berdusku, opuściłam z pewną dozą wątpliwości swoją rodzinną okolicę. Stamtąd, wraz z karawaną dążącą na zachód, dotarłam w okolice Kniei.

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy krąg odmówił mi udzielenia im pomocy! Potrzebowali niestety kogoś bardziej doświadczonego ode mnie, a ja znów nie chciałam zajmować się podrzędnymi obowiązkami. Widząc moją zawiedzioną minkę, jeden z druidów wspomniał - iż zna odpowiednie miejsce dla mnie. Ponoć na pewnej wyspie niedaleko, zwanej Aeris, naturalny balans został magicznie zakłócony i stale brakuje druidów, którzy mogliby dokładnie zbadać tą sprawę i być oparciem dla miejscowej ludności. Nie zwlekałam długo, po odpoczynku i przydzieleniu mi jednego druida jako towarzysza, udaliśmy się do Wrót Baldura, skąd nie wahając się ani chwili, wsiadłam na statek płynący na Aeris.

Yugh... gdyby jeszcze nie moja choroba morska, byłabym naprawdę szczęśliwa.


Akceptuję
Akceptuję

Przyjemnie sie czyta.
Dziękuję, chociaż mi się osobiście aż tak nie podoba ;)
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl