ďťż
[ Druid ] Borcha Rimmi


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Nazwa konta: Kamyko
Nazwa Postaci: Borcha Rimmi
Płeć postaci: mężczyzna
Rasa postaci: Elf słoneczny
Klasa postaci: Druid
Wiek postaci: 147
Wyznanie postaci: Sylwanus
Pochodzenie postaci: Obóz myśliwych na skraju lasu Ardeep, na wschód od Waterdeep
Charakter postaci: neutralny
Języki: elfi, wspólny, druidyczny, leśny, illuskański, chondathski

Statystyki :
Siła : 12
Zręczność : 14
Kondycja : 12
Inteligencja : 16
Mądrość : 16
Charyzma : 8

Widzisz przed sobą grubiutkiego elfa mierzącego około stu czterdziestu centymetrów wzrostu. Na jego ciemnej twarzy widnieje szeroki uśmiech, a w jego piwnych oczach widać radość życia. Włosy ma krótkie koloru brązowego, część z nich jest spięta z tyłu sznurkiem.


1. Druid wymaga historii.

* + Powerbulidowe staty. co to znaczy?
Jeżeli to to co myślę, to takie atrybuty mi wyszły w grze, chyba że są inne zasady o których nie wiem.
* jeżeli chodzi o elfa słonecznego który jest druidem to przyznam się że też mi to nie pasowało ale wszystko się może zdarzyć:)
* 1 post jest na wygaśnięciu ponieważ moja nadgorliwość w używaniu Tab-a i kółka myszki jednocześnie nie ma sobie równych i znowu dała o sobie znać.
* co trzeba wspominać o Sylwanusie ? On jest chyba właśnie druidzkim Bogiem. Jeżeli nie może być to wstawię Obad-hai.
* co do GRUBEGO ELFA..... teraz jak na to patrze to rzeczywiście musiałem doznać jakiegoś zaćmienia, że mi taka bzdura przyszła do głowy. W ogóle czy to fizycznie możliwe;D
*historia pojawi się wkrótce
Poprawki już wkrótce.
Cytat* co trzeba wspominać o Sylwanusie ? On jest chyba właśnie druidzkim Bogiem. Jeżeli nie może być to wstawię Obad-hai.
Elfy wyznają zazwyczaj Seldarine. Gdy mówię zazwyczaj po głowie mi chodzi : Trzeba bardzo się starać zeby elf NIE wyznawał Seldarine: Elfy mają wielu ELFICH bogów natury.

A Obad-hai - to chyba raczej na pewno nie ten świat.

I wciąż trudno uzasadnić dlaczego ZŁOTY elf jest druidem.


W takom razie niech trochę zdziczeję, to mu na pewno wyjdzie na dobre:) Dziki elf raczej na pewno może być druidem.
Co jest nie tak z miejscem pochodzenia?
Owszem. Tam się nie spotyka złotych elfów. Dzikich zresztą też.
Namisera Patronka Lasów, natury, płodności i wszystkiego co żywe.- może być jako bóstwo?,
a w ogóle którego panteonu używamy?
Nie ma tam dzikich elfów..... a księżycowe są?
CytatNamisera
Faerun, Faerun for god sacke.
Seldarine, czyli elfi panteon
Proponuję, abyś poprosił kogoś z grupy Pomocników, aby Ci nieco wyjaśnił zasady naszego serwera (chodzi mi o umiejscowienie w świecie etc.) a także pomógł z historią druida. Po co masz się frustrować i po co my się mamy frustrować
Nazwa konta: Kamyko
Nazwa Postaci: Borcha Rimmi
Płeć postaci: mężczyzna
Rasa postaci: elf księżycowy
Klasa postaci: Druid
Wiek postaci: 137
Wyznanie postaci: Mielikki
Pochodzenie postaci: niedaleko Waterdeep
Charakter postaci: neutralny dobry
Języki: elfi, wspólny, druidyczny, leśny, illuskański, chondathski
Zwierzęcy towarzysz: Kunkun (dzik)

Statystyki :
Siła : 10
Zręczność : 14
Kondycja : 12
Inteligencja : 16
Mądrość : 16
Charyzma : 8

OPIS:
Widzisz niskiego, szczupłego elfa, o jasnej karnacji twarzy. Część jego włosów jest spięta z tyłu głowy żółtym sznurkiem. Na jego twarzy widnieje szeroki uśmiech, a w jego Ciemno zielonych oczach widać radość życia.

Urodziłem się niedaleko miasta portowego Waterdeep. Mój ojciec kiedyś był myśliwym, przynajmniej do czasu kiedy spotkał moją Matkę z kręgu druidów w Wysokim lesie. Wtedy to porzucił polowania i zajął się wyrabianiem łuków aby utrzymać rodzinę. Mieliśmy średniej wielkości domostwo na uboczu małej wioski, niedaleko traktu. Ojciec mówił że dostał ją w spadku po przyjacielu. Miałem spokojne dzieciństwo, dzieciaki dawały mi czasami w kość. Rodzice radzili mi nie zadawać się z dziećmi ludzi, ponieważ starzeją się oni szybko i mógłbym się rozczarować gdy doroślejsi koledzy nie chcieliby się ze mną zadawać.
Uwielbiałem słuchać o przygodach ojca kiedy był młodym elfem. Najbardziej jednak uwielbiałem wymykać się z domu razem z matką. Jakoś zawsze ciągnęło mnie do lasu. Tylko tam mogłem znaleźć spokój od całego tego harmidru w wiosce.
Zawsze podziwiałem moich rodziców więc chciałem robić w życiu to co oni. Decyzję co kierunku mojego wychowania podjęła matka która widziała podobno we mnie coś co nazywała „zwierzęcym duchem”. Od matki zgłębiłem prawdziwą wiedze na temat natury. To ona nauczyła mnie wszystkiego o byciu druidem i wpoiła nauki Leśnej Królowej. Ojciec nauczył mnie strzelać z łuku i władać mieczem, oraz tego, że śmierć jest naturalnym elementem w niekończącym się cyklu życia, i że dzięki niej w przyrodzie zachowana jest wciąż równowaga.
Pewnego dnia znalazłem w lesie małego warchlaka. Pomyślałem, że maluch pewnie się zgubił i szukał matki. Zostawiłem go i ruszyłem dalej przez las. Nie uszedłem kilka kroków jak zobaczyłem na trawie dużą plamę świeżej krwi. Dookoła było pełno ludzkich śladów. Pomyślałem, że maluch pewnie już nigdy nie zobaczy matki, no cóż takie jest niekończące koło życia. Zaczęły dręczyć mnie pytania ; czy czasem ludzie nie zakłócili go zabijając małemu matkę? Maluch teraz pewnie zginie z głodu albo padnie łupem drapieżników. Postanowiłem że wezmę go ze sobą i pomogę mu przebrnąć ten ciężki okres w jego życiu. Mały nie protestował i powędrował ze mną do domu. Nim się obejrzałem Kunkun (bo tak go nazwałem) przywiązał się do mnie i zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Niewiele później zakończyłem szkolenie i mogłem się już tytułować mianem druida. Jeszcze przez jakiś czas żyłem razem z rodzicami, razem z matką pomagałem ludziom w wiosce. Wkrótce jednak znudziło mnie takie życie i zapragnąłem przygód, zwiedzania krain Faerunu i poznawaniu jego fauny i flory. Uważałem że jestem już dorosły i jestem już gotowy opuścić dom. Rodzice nie byli zadowoleni moim postanowieniem, ale rozumieli że ciągnie mnie do świata. Oprócz prowiantu, ziół i pieniędzy na drogę dostałem Długi łuk który to ojciec wykonał specjalnie na tą okazję. Od matki dostałem ostatnią poradę że gdzieżby mnie nogi nie poniosły to w druidzkich kręgach zawsze znajdę schronienie i pomoc.
Razem z Kunkun-em wyruszyłem na północ ku Waterdeep. Sam jeszcze nie wiedziałem dokąd zmierzam. Uległem ogólnej euforii o nowym lądzie, Aeris. Następne co pamiętam to fale bijące o burtę na statku do wyspy Aeris.
włosy koloru blado niebieskiego
Witam,

Yomin, mam wprost napisać, że mi to nie pachnie:
a) elfem
b) druidem

a śmierdzi:
a) PB?

Staram się jakoś pomóc graczowi bo:
a) nie doczytał
b) poprosił o pomoc nieodpowiednia osobę.

Nie musisz kwawerku, sam to zauważyłem
Nazwa konta: Kamyko
Nazwa Postaci: Calerian Relimmi
Płeć postaci: mężczyzna
Rasa postaci: elf księżycowy
Klasa postaci: Druid
Wiek postaci: 137
Wyznanie postaci: Mielikki
Pochodzenie postaci: niedaleko Waterdeep
Charakter postaci: neutralny dobry
Języki: elfi, wspólny, druidyczny, leśny, illuskański, chondathski
Zwierzęcy towarzysz: Kunkun (dzik)

Statystyki :
Siła : 12
Zręczność : 16
Kondycja : 12
Inteligencja : 14
Mądrość : 16
Charyzma : 8

OPIS:
Jest wysokim, dobrze zbudowanym elfem, o jasnej karnacji twarzy. Ma ciemno zielone oczy i blado niebieskie włosy, których część jest spięta z tyłu głowy żółtym sznurkiem.

Urodziłem się niedaleko miasta portowego Waterdeep. Mój ojciec kiedyś był myśliwym, przynajmniej do czasu kiedy spotkał moją Matkę z kręgu druidów w Wysokim lesie. Wtedy to porzucił polowania i zajął się wyrabianiem łuków aby utrzymać rodzinę. Mieliśmy średniej wielkości domostwo na uboczu małej wioski, niedaleko traktu. Ojciec mówił że dostał ją w spadku po przyjacielu. Miałem spokojne dzieciństwo, dzieciaki dawały mi czasami w kość. Rodzice radzili mi nie zadawać się z dziećmi ludzi, ponieważ starzeją się oni szybko i mógłbym się rozczarować gdy doroślejsi koledzy nie chcieliby się ze mną zadawać.
Uwielbiałem słuchać o przygodach ojca kiedy był młodym elfem. Najbardziej jednak uwielbiałem wymykać się z domu razem z matką. Jakoś zawsze ciągnęło mnie do lasu. Tylko tam mogłem znaleźć spokój od całego tego harmidru w wiosce.
Zawsze podziwiałem moich rodziców więc chciałem robić w życiu to co oni. Decyzję co kierunku mojego wychowania podjęła matka która widziała podobno we mnie coś co nazywała „zwierzęcym duchem”. Od matki zgłębiłem prawdziwą wiedze na temat natury. To ona nauczyła mnie wszystkiego o byciu druidem i wpoiła nauki Leśnej Królowej. Ojciec nauczył mnie strzelać z łuku i władać mieczem, oraz tego, że śmierć jest naturalnym elementem w niekończącym się cyklu życia, i że dzięki niej w przyrodzie zachowana jest wciąż równowaga.
Pewnego dnia znalazłem w lesie małego warchlaka. Pomyślałem, że maluch pewnie się zgubił i szukał matki. Zostawiłem go i ruszyłem dalej przez las. Nie uszedłem kilka kroków jak zobaczyłem na trawie dużą plamę świeżej krwi. Dookoła było pełno ludzkich śladów. Pomyślałem, że maluch pewnie już nigdy nie zobaczy matki, no cóż takie jest niekończące koło życia. Zaczęły dręczyć mnie pytania ; czy czasem ludzie nie zakłócili go zabijając małemu matkę? Maluch teraz pewnie zginie z głodu albo padnie łupem drapieżników. Postanowiłem że wezmę go ze sobą i pomogę mu przebrnąć ten ciężki okres w jego życiu. Mały nie protestował i powędrował ze mną do domu. Nim się obejrzałem Kunkun (bo tak go nazwałem) przywiązał się do mnie i zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Rok później zakończyłem szkolenie na druida. Razem z matką wyruszyliśmy do Wysokiego lasu gdzie przeszedłem ceremonię inicjacyjną, oraz otrzymałem ceremonialny scimitar.
Jeszcze przez jakiś czas żyłem razem z rodzicami, razem z matką pomagałem ludziom w wiosce, zbierałem zioła, leczyłem rany, choroby i zatrucia. Wkrótce jednak znudziło mnie takie życie i zapragnąłem przygód, zwiedzania krain Faerunu i poznawaniu jego fauny i flory. Rodzice nie byli zadowoleni moim postanowieniem, dlatego uszanowałem ich wolę i zostałem. Posłusznie trwałem przy rodzicach nie długi czas. Nie trzeba było bystrego wzroku żeby zauważyć jak męczę się zmęczony monotonią codziennego życia. Rodzice rozumieli że mam „zwieżęcą duszę” która pragnie wolności i swobody. Gdy mi oznajmili, że pozwalają mi opuścić domostwo, byłem bardzo szczęśliwy, a jednocześnie smutny że będę musiał ich opuścić. Oprócz prowiantu, ziół i pieniędzy na drogę dostałem Długi łuk który to ojciec wykonał specjalnie na tą okazję. Od matki dostałem ostatnią poradę że gdzieżby mnie nogi nie poniosły to w druidzkich kręgach zawsze znajdę schronienie i pomoc.
Razem z Kunkun-em wyruszyłem na północ ku Waterdeep. Sam jeszcze nie wiedziałem dokąd zmierzam. Uległem ogólnej euforii o nowym lądzie, Aeris. Następne co pamiętam to fale bijące o burtę na statku do wyspy Aeris.
Nazwa konta: Kamyko
Nazwa Postaci: Calerian Relimmi
Płeć postaci: mężczyzna
Rasa postaci: elf księżycowy
Klasa postaci: Druid
Wiek postaci: 137
Wyznanie postaci: Mielikki
Pochodzenie postaci: niedaleko Waterdeep
Charakter postaci: neutralny dobry
Języki: elfi, wspólny, druidyczny, leśny, illuskański, chondathski
Zwierzęcy towarzysz: Kunkun (dzik)

Statystyki :
Siła : 12
Zręczność : 16
Kondycja : 12
Inteligencja : 14
Mądrość : 16
Charyzma : 8

OPIS:
Jest wysokim, dobrze zbudowanym elfem, o jasnej karnacji twarzy. Ma ciemno zielone oczy i blado niebieskie włosy, których część jest spięta z tyłu głowy żółtym sznurkiem.

Urodziłem się niedaleko miasta portowego Waterdeep. Mój ojciec kiedyś był myśliwym, przynajmniej do czasu kiedy spotkał moją Matkę z kręgu druidów w Wysokim lesie. Wtedy to porzucił polowania i zajął się wyrabianiem łuków aby utrzymać rodzinę. Mieliśmy średniej wielkości domostwo na uboczu małej wioski, niedaleko traktu. Ojciec mówił że dostał ją w spadku po przyjacielu. Miałem spokojne dzieciństwo, dzieciaki dawały mi czasami w kość. Rodzice radzili mi nie zadawać się z dziećmi ludzi, ponieważ starzeją się oni szybko i mógłbym się rozczarować gdy doroślejsi koledzy nie chcieliby się ze mną zadawać.
Uwielbiałem słuchać o przygodach ojca kiedy był młodym elfem. Najbardziej jednak uwielbiałem wymykać się z domu razem z matką. Jakoś zawsze ciągnęło mnie do lasu. Tylko tam mogłem znaleźć spokój od całego tego harmidru w wiosce.
Zawsze podziwiałem moich rodziców więc chciałem robić w życiu to co oni. Decyzję co kierunku mojego wychowania podjęła matka która widziała podobno we mnie coś co nazywała „zwierzęcym duchem”. Od matki zgłębiłem prawdziwą wiedze na temat natury. To ona nauczyła mnie wszystkiego o byciu druidem i wpoiła nauki Leśnej Królowej. Ojciec nauczył mnie strzelać z łuku i władać mieczem, oraz tego, że śmierć jest naturalnym elementem w niekończącym się cyklu życia, i że dzięki niej w przyrodzie zachowana jest wciąż równowaga.
Pewnego dnia znalazłem w lesie małego warchlaka. Pomyślałem, że maluch pewnie się zgubił i szukał matki. Zostawiłem go i ruszyłem dalej przez las. Nie uszedłem kilka kroków jak zobaczyłem na trawie dużą plamę świeżej krwi. Dookoła było pełno ludzkich śladów. Pomyślałem, że maluch pewnie już nigdy nie zobaczy matki, no cóż takie jest niekończące koło życia. Zaczęły dręczyć mnie pytania ; czy czasem ludzie nie zakłócili go zabijając małemu matkę? Maluch teraz pewnie zginie z głodu albo padnie łupem drapieżników. Postanowiłem że wezmę go ze sobą i pomogę mu przebrnąć ten ciężki okres w jego życiu. Mały nie protestował i powędrował ze mną do domu. Nim się obejrzałem Kunkun (bo tak go nazwałem) przywiązał się do mnie i zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Rok później zakończyłem szkolenie na druida. Razem z matką wyruszyliśmy do Wysokiego lasu gdzie przeszedłem ceremonię inicjacyjną, oraz otrzymałem ceremonialny scimitar.
Jeszcze przez jakiś czas żyłem razem z rodzicami, razem z matką pomagałem ludziom w wiosce, zbierałem zioła, leczyłem rany, choroby i zatrucia. Wkrótce jednak znudziło mnie takie życie i zapragnąłem przygód, zwiedzania krain Faerunu i poznawaniu jego fauny i flory. Rodzice nie byli zadowoleni moim postanowieniem, dlatego uszanowałem ich wolę i zostałem. Posłusznie trwałem przy rodzicach nie długi czas. Nie trzeba było bystrego wzroku żeby zauważyć jak męczę się zmęczony monotonią codziennego życia. Rodzice rozumieli że mam „zwierzęcą duszę” która pragnie wolności i swobody. Gdy mi oznajmili, że pozwalają mi opuścić domostwo, byłem bardzo szczęśliwy, a jednocześnie smutny że będę musiał ich opuścić. Oprócz prowiantu, ziół i pieniędzy na drogę dostałem Długi łuk który to ojciec wykonał specjalnie na tą okazję. Od matki dostałem ostatnią poradę że gdzieżby mnie nogi nie poniosły to w druidzkich kręgach zawsze znajdę schronienie i pomoc.
Razem z Kunkun-em wyruszyłem na północ ku Waterdeep. Sam jeszcze nie wiedziałem dokąd zmierzam. Uległem ogólnej euforii o nowym lądzie, Aeris. Następne co pamiętam to fale bijące o burtę na statku do wyspy Aeris.
A jak przerobie go trochę na człowieka to będzie pasować??
Ronwe, na pewno będzie Ci łatwiej
Nazwa konta: Kamyko
Nazwa Postaci: Borcha Rimmi
Płeć postaci: mężczyzna
Rasa postaci: człowiek
Klasa postaci: Druid
Wiek postaci: 24
Wyznanie postaci: Mielikki
Pochodzenie postaci: niedaleko Waterdeep
Charakter postaci: neutralny dobry
Języki: wspólny, druidyczny, leśny, illuskański,
Zwierzęcy towarzysz: Kunkun (dzik)

Statystyki :
Siła : 12
Zręczność : 14
Kondycja : 14
Inteligencja : 14
Mądrość : 16
Charyzma : 8

OPIS:
Jest wysokim, szczupłym człowiekiem o jasnej karnacji twarzy. Ma brązowe oczy i czarne włosy, których część jest spięta z tyłu głowy niebieskim sznurkiem.

Urodziłem się niedaleko miasta portowego Waterdeep. Mój ojciec kiedyś był myśliwym, przynajmniej do czasu kiedy spotkał moją Matkę z kręgu druidów w Wysokim lesie. Wtedy to porzucił polowania i zajął się wyrabianiem łuków aby utrzymać rodzinę. Mieliśmy średniej wielkości domostwo na uboczu małej wioski, niedaleko traktu. Ojciec mówił że dostał ją w spadku po przyjacielu. Miałem spokojne dzieciństwo, dzieciaki dawały mi czasami w kość.
Uwielbiałem słuchać o przygodach ojca kiedy był młody. Najbardziej jednak uwielbiałem wymykać się z domu razem z matką. Jakoś zawsze ciągnęło mnie do lasu. Tylko tam mogłem znaleźć spokój od całego tego harmidru w wiosce.
Zawsze podziwiałem moich rodziców więc chciałem robić w życiu to co oni. Decyzję co kierunku mojego wychowania podjęła matka która widziała podobno we mnie coś co nazywała „zwierzęcym duchem”. Od matki zgłębiłem prawdziwą wiedze na temat natury. To ona nauczyła mnie wszystkiego o byciu druidem i wpoiła nauki Leśnej Królowej. Ojciec nauczył mnie strzelać z łuku i władać mieczem, oraz tego, że śmierć jest naturalnym elementem w niekończącym się cyklu życia, i że dzięki niej w przyrodzie zachowana jest wciąż równowaga.
Pewnego dnia znalazłem w lesie małego warchlaka. Pomyślałem, że maluch pewnie się zgubił i szukał matki. Zostawiłem go i ruszyłem dalej przez las. Nie uszedłem kilka kroków jak zobaczyłem na trawie dużą plamę świeżej krwi. Dookoła było pełno ludzkich śladów. Pomyślałem, że maluch pewnie już nigdy nie zobaczy matki, no cóż takie jest niekończące koło życia. Zaczęły dręczyć mnie pytania ; czy czasem ludzie nie zakłócili go zabijając małemu matkę? Maluch teraz pewnie zginie z głodu albo padnie łupem drapieżników. Postanowiłem że wezmę go ze sobą i pomogę mu przebrnąć ten ciężki okres w jego życiu. Mały nie protestował i powędrował ze mną do domu. Nim się obejrzałem Kunkun (bo tak go nazwałem) przywiązał się do mnie i zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Rok później zakończyłem szkolenie na druida. Razem z matką wyruszyliśmy do Wysokiego lasu gdzie przeszedłem ceremonię inicjacyjną, oraz otrzymałem ceremonialny sierp.
Jeszcze przez jakiś czas żyłem razem z rodzicami, razem z matką pomagałem ludziom w wiosce, zbierałem zioła, leczyłem rany, choroby i zatrucia. Wkrótce jednak znudziło mnie takie życie i zapragnąłem przygód, zwiedzania krain Faerunu i poznawaniu jego fauny i flory. Rodzice nie byli zadowoleni moim postanowieniem, dlatego uszanowałem ich wolę i zostałem. Posłusznie trwałem przy rodzicach nie długi czas. Nie trzeba było bystrego wzroku żeby zauważyć jak męczę się zmęczony monotonią codziennego życia. Rodzice rozumieli że mam duszę która pragnie wolności i swobody. Gdy mi oznajmili, że pozwalają mi opuścić domostwo, byłem bardzo szczęśliwy, a jednocześnie smutny że będę musiał ich opuścić. Oprócz prowiantu, ziół i pieniędzy na drogę dostałem Długi łuk który to ojciec wykonał specjalnie na tą okazję. Od matki dostałem ostatnią poradę że gdzieżby mnie nogi nie poniosły to w druidzkich kręgach zawsze znajdę schronienie i pomoc.
Razem z Kunkun-em wyruszyłem na północ ku Waterdeep. Sam jeszcze nie wiedziałem dokąd zmierzam. Uległem ogólnej euforii o nowym lądzie, Aeris. Następne co pamiętam to fale bijące o burtę na statku do wyspy Aeris.
Dokonałem poprawek.
I jak, mogę grać taką postacią?
Akceptuję
Akceptuję
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl