Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Nazwa konta postaci: Galand_
Nazwa postaci: Ander Hewer
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Człowiek
Wiek postaci: 23
Wyznanie postaci: Chauntea
Pochodzenie: okolice Mirabar
Wygląd postaci.
Ander jest wysokim, szczupłym młodzieńcem o niebieskich oczach i płomienno rudych włosach. Ma jasną karnację. Na czole, tuż poniżej linii włosów, widać bliznę.
Historia.
Jego rodzinna wioska leży o dzień drogi konno na wschód od miasta Mirabar. Jako że ojciec był drwalem, zresztą jak reszta mężczyzn w wiosce, ale jego chata była położona z dala od reszty zabudowań, zaraz przy lesie Lurkwood. Nigdy nie miał rodzeństwa, przez co ojciec wszystkie swoje frustracje wyżywał na nim lub na matce. Niektórzy mówili, że jemu bardziej do plemion okolicznych barbarzyńców niż do ludzi.
Od najmłodszych lat ciężko pracował. Jednak nigdy nie mógł się pogodzić z tym co robi. Ale ze strachu przed ojcem zawsze wykonywał polecenia. Później płakał... czuł wszystkie rany które zadał przyrodzie, każde uderzenie siekiery, każde zatrzaśnięte wnyki. Jak tylko mógł zagłębiał się sam w las. Raz wrócił za późno, nawet nie wszedł do chaty kiedy to się stało. Ojciec bez żadnych wyjaśnień zamachnął się i z całej siły go uderzył, później nie patrząc za siebie odszedł. Ander upadł... tyle zdążył zapamiętać. Z późniejszych opowiadań matki dowiedział się więcej. Uderzył głową o kamienie, rozciął głowę. Było z nim ciężko. Pomimo tego że jago matka uchodziła w wiosce za dobrą zielarkę, nie potrafiła go wyleczyć. Wiedziała że musi poprosić o pomoc starego znajomego, jednak wiedziała że jej mąż nigdy się na to nie zgodzi. Jednak miłość do jedynego syna zwyciężyła. Kiedy rano jej mąż wyszedł w las, wzięła konia i pojechała. Dotarła na miejsce po dwóch godzinach, koń padał ze zmęczenia. Z porośniętej mchem niewielkiej chatki wyszedł stary człowiek. Mieszkał sam, nikt nie wiedział skąd pochodzi, kim jest, co tam robi. Ludzie się go bali. Ale matka Andera nie.
- Mój syn umiera, proszę, pomóż mi. – powiedziała przez łzy.
- Wiem, puszcza cierpi razem z tymi którzy ją kochają. Wiedziałem że się tu zjawisz. Pomogę mu. Ale wiesz z czym się to wiąże? On nie może tu zostać, nie z takim ojcem. Jego przeznaczeniem nie jest ścinanie drzew.
Do jej oczu napłynęło jeszcze więcej łez.
- Jedźmy.
Wrócili do chaty. Ojca na szczęście nie było. Starzec podszedł do łóżka na którym w gorączce leżał Ander...
Nigdy się nie dowiedział jakim cudem wyzdrowiał. Stał teraz na pokładzie łodzi, myśląc o matce. I o słowach, które usłyszał od nieznajomego nad łożem.
- Puszcza Cię wzywa. Ale Ty musisz zdecydować czy odpowiesz na jej wezwanie. Możesz pozostać tu i stać się cieniem swojego ojca. Albo być kimś zupełnie innym, lepszym...
Ukradł konia, później już tylko Mirabar i trakt do Luskan. I port. Kapitan mówił że podróż nie będzie długa... I nie była. Już widział ląd.
Hm... Raptem ok. 600 mil morskich ;P
Akceptuję.
Akceptuję
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL