Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
-Nazwa konta: ashelin
-Imię postaci: Vichard
-Nazwisko postaci: Armaphentur
-Rasa postaci: Człowiek
-Płeć postaci: Mężczyzna
-Wiek postaci: 19
-Klasa postaci: Kleryk
-Charakter postaci: Neutralny dobry
-Pochodzenie: Ormath
-Bóstwo postaci: Eldath
-Domeny: Ziemia, Leczenie
Opis postaci:
Wysoki, młody, mężczyzna o ciemnej cerze i brązowych włosach. Jego niemal czarne oczy omiatają otoczenie bardzo dokładnie.
Moja historia zaczęła się jakieś 19 lat temu, kiedy urodziłem się w chacie rolników, mających swoją ziemię niedaleko klasztoru – świątyni Eldatha, w okolicach miasta Ormath, mieścił się tam także szpital. Jako dziecko pomagałem rodzicom w pracach polowych, a w wolnych chwilach chodziłem do klasztoru podpatrywać tamtejszych mnichów i kleryków. Z wiekiem zaczęło mnie to coraz bardziej interesować i chodziłem tam coraz częściej. Pewnego dnia przeor spytał czy nie chciałbym zostać klerykiem w służbie Eldatha, ale nie mieliśmy pieniędzy, nie mogłem poświęcić dobra rodziny dla moich zachcianek. Musiałem odrzucić propozycję. Dostałem jednak ofertę pracy w szpitalu. Wieczorami miałem tam chodzić i opiekować się chorymi wraz z klerykami. Polubiłem tą pracę i zacząłem poświęcać jej coraz więcej czasu. Byłem gorliwym wyznawcą Eldatha, więc, pomimo braku odpowiedniej wiedzy i szkolenia, udawało mi się rzucać proste zaklęcia leczące.
Ojciec od jakiegoś czasu chodził struty, aż w końcu zawołał mnie na pole, żeby porozmawiać. Mówił, że widział mnie w szpitalu, według niego wyglądałem tam na dużo szczęśliwszego niż na polu. Powiedział, że jeśli chcę to mogę zostać klerykiem i pomagać innym. Ucieszyłem się. Zapewniłem ojca, że będę wspierał rodzinę finansowo w miarę moich możliwości i jeszcze tego samego wieczora byłem spakowany i poszedłem do przeora z prośbą o udzielenie mi nauk. Zgodził się.
Mijały dni, lata... A ja uczyłem się, modliłem i ciągle pracowałem w szpitalu. Moimi ulubionymi domenami stały się Leczenie i Ziemia. Wyboru tej pierwszej chyba nie trzeba uzasadniać... W domenie ziemi zainteresowały mnie szczególnie możliwości ochrony. Niedawno przeszedłem podstawowe szkolenie bojowe. Przez ten czas nauczyłem się wykorzystywać potęgę wiary jako broń i pomoc w walce.
Jestem młody. Chciałem poznać trochę świata. Poprosiłem przeora o przydzielenie mi jakiegoś zadania gdzieś dalej... Nie można przecież całego życia spędzić w jednym mieście, w jednym budynku... Przeor uśmiechnął się i powiedział, że oczekiwał tego dnia i wiedział, że musi nadejść. Miałem wyruszyć na Aeris aby pomagać, leczyć i zwalczać zło. Dlaczego wybrał akurat to miejsce? Nie wiem, nie spytałem. Po kilku dniach pożegnań i przygotowań wyruszyłem wraż z karawaną kupców do Athkatli, skąd miałem popłynąć na Aeris. Podróż przebiegła spokojnie. Po niecałych dwóch miesiącach dotarliśmy do Athkatli. Poszedłem przenocować do karczmy. Niestety zostałem okradziony i nie miałem przy sobie ani grosza... Całe szczęście kapitan statku, którym miałem wypłynąć zgodził się przewieźć mnie za darmo... Jako sługę bożego. Kiedy dotarliśmy do portu w Silwood pożegnałem się serdecznie z kapitanem, podziękowałem za uprzejmość i zszedłem na ląd...
1. Eldath to kobieta
2. Zdajesz sobie sprawę, iż duchowieństwo Eldath to pacyfiści? Zaś doktryna zakazuje odbierania życia?
A czy jakbym zmienił ją na Ilmatera to by było do zaakceptowania? Wiem, że nie jest on zbyt popularny w tamtych stronach, ale chyba mógłby być patronem szpitala.
Najpierw może byś jednak przeczytał o samym mieście, a później strzelał w ciemno?
Dla mnie byłoby - po usunięciu zbędnych wielokropków, dopasowaniu miejsca pochodzenia i wyborze właściwych domen.
A dla mnie - nie.
W Ormath są świątynie Tempusa i Silvanusa. Jest to ufortyfikowane miasto, otoczone murami, na dodatek znane z wkraczania na ścieżkę wojenną przy okazji wypowiedzenia pod jego adresem (lub jego mieszkańców) mniej życzliwych uwag.
W mieście nie ma klasztoru, ani świątyni Ilmatera.
-Nazwa konta: ashelin
-Imię postaci: Vichard
-Nazwisko postaci: Armaphentur
-Rasa postaci: Człowiek
-Płeć postaci: Mężczyzna
-Wiek postaci: 19
-Klasa postaci: Kleryk
-Charakter postaci: Neutralny dobry
-Pochodzenie: Tethyr, Zazesspur
-Bóstwo postaci: Torm
-Domeny: Ziemia, Leczenie
Opis postaci:
Wysoki, młody, mężczyzna o ciemnej cerze i brązowych włosach. Jego niemal czarne oczy omiatają otoczenie bardzo dokładnie.
Urodziłem się w Zazezsspur. Mój ojciec pracował w jednym z miejskich szpitali pod patronatem Torma, matka zajmowała się domem. Ja, młodszy brat i matka mieszkaliśmy w skromnym budynku niedaleko szpitala. Nie opływaliśmy w luksusach, wiedliśmy spokojne życie. Kiedyś usłyszałem na targu jak dwóch kupców mówiło coś o Aeris, zainteresowało mnie to. Zacząłem szukać informacji w książkach. Nic jednak nie znalazłem.
W wieku dziesięciu lat ojciec zabrał mnie do szpitala, ja także miałem leczyć ludzi, więc musiałem od najmłodszych lat oswajać się z widokiem chorych. Szpital był schludny, przyjemnie urządzony. Nie przebywało w nim wielu pacjentów. Była tu biblioteka i kaplica, w której kapłani, o świcie, modlili się do Torma. Podobało mi się tu. Zacząłem pomagać ojcu w pracy i uczyć się ze zgromadzonych w bibliotece zbiorów. Po jakimś czasie zacząłem pracować w szpitalu, dzięki wierze i modlitwom nauczyłem się wykorzystywać magię kapłańską. Nad książkami spędzałem dużo czasu, głównie nad tymi opisującymi różne schorzenia i sposoby, by sobie z nimi radzić. Ale w bibliotece były też inne księgi, szczególnie zainteresowały mnie te, opisujące domenę ziemi magii kapłańskiej. Były tam opisane fantastyczne czary zmieniające ludzką skórę w twardą niczym kamień. Bardzo chciałem się ich nauczyć, modliłem się do Torma, by wspomógł mnie w moich dążeniach. Cały czas staram się poznać tę domenę jak najlepiej...
Kilka lat później, na targu, znowu usłyszałem słowo „Aeris”. Przypomniało mi to czasy dzieciństwa i młodzieńczej fascynacji. Tym razem podszedłem do kupca i spytałem co to... Okazało się, że to całkiem niedawno skolonizowana wyspa, to dlatego nie było jej w starych księgach. Wieczorem rozmawiałem o tym z ojcem. Byłem już dorosły, chciałem opuścić Zazesspur, chociaż piękny, to już stawał się nudny... Nie byłem zatrzymywany w domu, ojciec nawet opłacił mi szkolenie wojskowe. Nauczyłem się tam walczyć różnymi typami broni w różnych pancerzach... W niedługim czasie dostałem wiadomość, że posiadłem już zdolności aby samemu poradzić sobie w niekorzystnych warunkach, a mój przełożony ze szpitala, uznał, że naukę także już zakończyłem i aby nauczyć się więcej, muszę już sam zgłębiać tajniki wiary.
W dokach miałem już opłacone miejsce na statku płynącym na Aeris. Pożegnałem się tylko z rodziną, opuściłem dom i wsiadłem na statek. Byłem przekonany, że w takim miejscu jak niedawno zasiedlona wyspa moje zdolności lecznicze przydadzą się. Podróż strasznie się dłużyła. A to z powodu tego, iż nie zabrałem ze sobą żadnej księgi. W końcu, według mnie po latach, według kapitana po kilku tygodniach, dotarliśmy do portu Silwood.
Historia całkowicie zmieniona, wyznanie też.
W Zazesspur szpitale są prowadzone przez wyznawców Ilmatera. Co więcej, w mieście nie ma świątyni Torma.
Ziemia nie jest domeną Torma.
W poradniku są bóstwa z odpowiednią domeną - Gond, Grumbar , Urogalan, Dumathoin, Segojan Herold Ziemi, Urdlen, Luthic.
Nigdy nie podciągamy domen.
W Tethyrze, Torm jest wyznawany w okolicach Darromar i Saradush.
Co do bóst i domen to złe słowo wpisałem w wyszukiwarce i dlatego pokazało, że nie ma zadnego z niemią, mo błąd
W takim razie zmienie bóstwo na Ilmatera a domenę na siłę. Jeśli stworzyłem już postać to pewnie będę musiał zrobić nową, żeby zmienić domenę?
Tak.
Poproszę o poprawioną historię i klepsydrę
-Nazwa konta: ashelin
-Imię postaci: Vichard
-Nazwisko postaci: Armephentur
-Rasa postaci: Człowiek
-Płeć postaci: Mężczyzna
-Wiek postaci: 19
-Klasa postaci: Kleryk
-Charakter postaci: Neutralny dobry
-Pochodzenie: Tethyr, Zazesspur
-Bóstwo postaci: Ilmater
-Domeny: Siła, Leczenie
Opis postaci:
Wysoki, młody, mężczyzna o ciemnej cerze i brązowych włosach. Jego niemal czarne oczy omiatają otoczenie bardzo dokładnie.
Urodziłem się w Zazezsspur. Mój ojciec pracował w jednym z miejskich szpitali pod patronatem Torma, matka zajmowała się domem. Ja, młodszy brat i matka mieszkaliśmy w skromnym budynku niedaleko szpitala. Nie opływaliśmy w luksusach, wiedliśmy spokojne życie. Kiedyś usłyszałem na targu jak dwóch kupców mówiło coś o Aeris, zainteresowało mnie to. Zacząłem szukać informacji w książkach. Nic jednak nie znalazłem.
W wieku dziesięciu lat ojciec zabrał mnie do szpitala, ja także miałem leczyć ludzi, więc musiałem od najmłodszych lat oswajać się z widokiem chorych. Szpital był schludny, przyjemnie urządzony. Nie przebywało w nim wielu pacjentów. Była tu biblioteka i kaplica, w której kapłani, o świcie, modlili się do Ilmatera. Podobało mi się tu. Zacząłem pomagać ojcu w pracy i uczyć się ze zgromadzonych w bibliotece zbiorów. Po jakimś czasie zacząłem pracować w szpitalu, dzięki wierze i modlitwom nauczyłem się wykorzystywać magię kapłańską. Nad książkami spędzałem dużo czasu, głównie nad tymi opisującymi różne schorzenia i sposoby, by sobie z nimi radzić. Ale w bibliotece były też inne księgi, szczególnie zainteresowały mnie te, opisujące domenę ziemi magii kapłańskiej. Były tam opisane fantastyczne czary wielokrotnie zwiększające ludzką siłę. Bardzo chciałem się ich nauczyć, modliłem się do Ilmatera, by wspomógł mnie w moich dążeniach. Cały czas staram się poznać tę domenę jak najlepiej...
Kilka lat później, na targu, znowu usłyszałem słowo „Aeris”. Przypomniało mi to czasy dzieciństwa i młodzieńczej fascynacji. Tym razem podszedłem do kupca i spytałem co to... Okazało się, że to całkiem niedawno skolonizowana wyspa, to dlatego nie było jej w starych księgach. Wieczorem rozmawiałem o tym z ojcem. Byłem już dorosły, chciałem opuścić Zazesspur, chociaż piękny, to już stawał się nudny... Nie byłem zatrzymywany w domu, ojciec nawet opłacił mi szkolenie wojskowe. Nauczyłem się tam walczyć różnymi typami broni w różnych pancerzach... W niedługim czasie dostałem wiadomość, że posiadłem już zdolności aby samemu poradzić sobie w niekorzystnych warunkach, a mój przełożony ze szpitala, uznał, że naukę także już zakończyłem i aby nauczyć się więcej, muszę już sam zgłębiać tajniki wiary.
W dokach miałem już opłacone miejsce na statku płynącym na Aeris. Pożegnałem się tylko z rodziną, opuściłem dom i wsiadłem na statek. Byłem przekonany, że w takim miejscu jak niedawno zasiedlona wyspa moje zdolności lecznicze przydadzą się. Podróż strasznie się dłużyła. A to z powodu tego, iż nie zabrałem ze sobą żadnej księgi. W końcu, według mnie po latach, według kapitana po kilku tygodniach, dotarliśmy do portu Silwood.
Akceptuję.
Chociaż naprawdę nie trzeba aż tak silnie akcentować właściwej domeny
Akceptuję.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL