Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny

- Nazwa konta postaci: Havoclivekiller
- Nazwa postaci: Lairlassduil Faelandalan
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Słoneczny Elf
- Klasa postaci: Ulubieniec Bóstwa
- Wiek postaci: 250
- Wyznanie postaci: Corellon Larethian
- Pochodzenie postaci: Evermeet
- Charakter postaci: Chaotyczny Dobry
- Znane języki: Wspólny, Elfi, Smoczy, Corethon
Staty:
STR: 12
DEX: 12
CON: 10
INT: 14
WIS: 14
CHA: 16
Wygląd:
Widzisz przedstawiciela słonecznych elfów, złotego elfa. Jego skóra jest jasno brązowa, a włosy złotego blondu. Długie, poplecione w różne paciorki. Oczy mają kolor również złoty kolor. Mówi bardzo, bardzo powoli, jakby mu się nie spieszyło. Chodzi spokojnie, uważając na każdy krok.
Historia:
Jeszcze jedno stuknięcie. Jeszcze jedno. Nie. To jest źle.
Złoty elf stał przed swoim dziełem. Dziełem, którego nie potrafi skończyć lub... nie chce skończyć. Rzeźba pewnej kobiety. Jego matki, którą już nie zobaczy, oprócz jednego miejsca. Ma czas na to, ale chce coś pozostawić po niej. Ze wszystkich elfów, ją kochał najbardziej. Można nawet rzec bardziej niż Królową. Wraz ojcem wrócili do Arvandoru.
Tyle lat rzeźbi i nigdy nie skończy.
Młode lata spędzał na nauce. Historii. Magii. Nic jednak nie przykuło jego uwagi, a raczej... wszystko przykuło. Nic szczególnego. Kochał Evermeet. Kochał swoich przyjaciół. Kochał tym kim jest. Póki oddychał będzie bronił tego co kocha.
Miłość...
Nie był sam ze swojej rodziny. Brat, Balatherion, był z nim. W przeciwieństwie do starszego brata on chciał pójść w ślady Sztuki. W ślady magii. W ślady przeszłości. Lairlassduil cieszył się z tego. Brat wiedział co chce. On też... ale nie potrafił skupić się na jednej rzeczy. Czemu? Dlaczego? Wszystko ma przed oczami. Czemu nie potrafi wybrać jednej rzeczy?
Bo nie jest takie twoje zadanie...
Przyszedł ten dzień. Inni mówili o nim, ale Lairlassduil nie chciał uwierzyć. Ukazał się Ojciec i dał propozycję.
- Bracie. - do pokoju wszedł Balatherion.
- Tak?
- Podobno... pojawił się, Pierwszy Seldarinu, Nasz Ojciec, Corellon Larethian. Czy to prawda?
- Objawił... mi się. Tak.
- Wybrał ciebie jako jeden z jego...
- Tak.
- Co jest z tobą? Czemu się nie cieszysz?
- Nie odpowiedziałem jeszcze, Naszemu Ojcu.
- Co? Czemu?
- To co zrobię... musi być prawidłowe. Muszę ruszyć za tym co ufam. Za tym co wierzę. Muszę rozważyć to co stracę. Muszę... poczekać. Me serce musi przyjąć pełną piersią tą decyzję.
Minął miesiąc. Lairlassduil zdecydował. Całymi dniami siedząc w swoim domu. Odwiedzali go znajomi, aby o tym porozmawiać, a nawet nieznane mu osoby, które z chęcią poznał. Słysząc ich radość, chęci. Wiedział co ma uczynić. Zgodził się całym sercem. Po miesiącu zrozumiał, że tak musi być. Że to on musi przyjąć to.
Szerz mą wolę. Bądź mą wolą. Niszcz zdrajców. Ocal braci i siostry.
Dużo czasu spędził Lairlassduil na Evermeet. Ponad dwieście lat. Uczył się, przygotowywał się do tego co musi robić. Nie chciał wyjść źle. Nie mógł wyjść źle. Musiało się wszystko dobrze potoczyć. Wola Ojca musiała zostać spełniona przez niego.
Nie! Nie! Nie!
Podejście Lairlassduila zmienił jeden moment. Jeden straszny moment w historii Evermeet. Inwazja. Drowy. Thayanie. I złoty zdrajca. Złoty zdrajca. Koszmar jednak dopiero co się rozpoczął. Widział na własne oczy, jak potwór zwany Elfożercą mordował jego przyjaciół, braci i siostry. Cudem udało mu się przeżyć inwazję. Wtedy zrozumiał. Nie ma czasu. Wrogowie nie marnują go na naukę. Planują. Spiskują. Działają. On też musi. On też musi działać.
Sprawdźmy... czy jesteś gotowy...
Do uszu Lairlassduila doszły słuchy o wyspie Aeris i rzeczach które tam się dzieją. Mimo iż chodził z niezmienionym wyrazem twarzy, oprócz kilku momentów kiedy się uśmiechał w ciągu jednego miesiąca, to pierwszy raz... zasmucił się. Nie potrafił uwierzyć. Czuł też... że musi tam ruszyć. Musi sprawdzić na własne oczy. To był dla niego test. Jednak... czekał. Po roku dopiero zdecydował wyruszyć na Aeris. Zrozumiał, że to ten moment... i nie ma zbyt wiele czasu. Musi być w innych miejscach.
Pozostawił po sobie niedokończony pomnik. Wrócę i go skończę powiedział do brata, gdy wsiadał na statek.
- Spojrzenie na bóstwo i pewnym sensie rys psychologiczny:
Nasz Ojciec mnie wybrał, abym jego wolę spełniał. Ochraniał naszą sztukę materialną i magiczną. Zło musi zostać zniszczone, a zdrajcy będą pierwszymi, którzy otrzymają gniew Naszego Ojca. Nie możemy zapomnieć o przeszłości i krzywd nam wyrządzonych. Nie powinniśmy się sprzeczać, a działać razem. Czas działa na naszą korzyść, ale życie innych istot przelatuje zbyt szybko abyśmy zauważyli, ale dość szybko abyśmy odczuli skutki.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Tak.
Po co ten hide?
Bo lubię hide'y
Dobra...
Akceptuję
W sumie... nie lubię elfów...
Akceptuję
*Lairlassduil podczas swego pobytu w Kręgu Seldarine rozmawiał z kapłanem Eltarithem. Wykazał się chęcią dalszego szlifowania swych umiejętności rzeźbiarskich. Miał nadzieje, że się znajdzie miejsce dla niego w pobliżu, gdzie mógłby tworzyć dzieła dla Ludu.*
Czary Fabularne:
Poziom 0
- Detect Magic
- Read Magic
- Purify Food and Drink
Poziom 1
- Detect Good
Pytanie co do tego stanowiska rzeźbiarskiego... czy może Lair tworzyć rzeźby w Aluorze? Czy będzie miał jakiś elf sprzeciw?
Brak odpowiedzi = brak sprzeciwu.
---
*Lairlassduil przyniósł cały sprzęt, a raczej kilka narzędzi i blok kamienny na Aluor. Pomogli mu Bracia, którzy z chęcią chcieliby zobaczyć dzieła Laira. Ustawił blok w najmniej odwiedzanym miejscu w Aluorze. Nie chciał nikomu przeszkadzać ani nie chciał aby mu przeszkadzali. Po kilku godzinach stania przy kamiennym bloku, uderzył pierwszy raz w niego. Rozpoczęła się praca nad elfiej wielkości dziełem.*
*Lair podczas pracy, gdy chodzi po ziemiach czy to w świątyni Seldarine, to wsłuchuje się, a raczej wypytuje się o opinię Ludu. Pyta Braci i Sióstr na temat różnych rzeczy od pojedynczych przedstawicieli Ludu czy to z Rady czy poza, sytuacji Ludu na wyspie, a kończąc na wygłaszaniu swojej opinii.*
---
Jeśli ktoś chce wypowiedzieć się za NPC, to chciałbym znać zdanie Ludu na temat:
- sytuacji Ludu na wyspie
- poszczególnych ważnych elfów na wyspie i czy pasowali na przywódcę
- działania Rady
- nastroje Ludu
- kończy dając propozycję (a raczej przekazuję ją dalej i sprawdza reakcje) wybrania przywódcy*
* Jeden przywódca, za którym by Lud szedł. Wybierany czy to przez Radę, głosowanie, bogów czy nawet sam powie, że będzie prowadził Lud. W celu ujednolicenia Ludu pod jednym sztandarem. Przywódca by posiadał doradców, którzy by przedstawiali mu opinię Ludu na temat pewnej decyzji, a on by się podporządkowywał. Na jego barkach by były problemy i to on byłby jedynym winowajcą gdy coś źle pójdzie.
Taki pomysł przedstawia Braciom i Siostrom Lair gdy tylko może.
Brak odpowiedzi. Uznaję, że to co mówią elfy graczów to wola Ludu, a elfy NPC to tylko statyści o których nie trzeba się przejmować.
Czary Fabularne:
Poziom 2
- Zone of Truth
------------------
*Lairlassduil stara się jak może, aby poznać każdego członka Ludu z wyspy. Czy to jego marzenia, potrzeby czy zainteresowania. Chce po prostu znać Lud Aeris. Znać swoich ukochany Braci i Sióstr.
Oprócz tego spędza czas, podczas spokojnych chwil, przy rzeźbiarstwie. Nie zajmuje się cały czas tym samym posągiem Corellona Larethiana od którego zaczął, ale też robi mniejsze rzeczy. Daje je w podarunku każdemu z Ludu, jeśli tylko potrafi. Odmawia przyjęcia zapłaty za niego, chyba że ktoś naprawdę, naprawdę, naprawdę i całą (i więcej) siłą chce mu wcisnąć pieniądze za małe rzeźby. Te malutkie rzeczy przedstawiają najczęściej członków Seldarine, ale też rzeźby małe figurki zwierząt i kwiatów.
Poprzez właśnie dowiadywanie się o innych próbuje jak najlepiej dopasować figurkę do osoby.*
*Zebrawszy potrzebne Lairowi rysunki oraz rysopisy rozpoczął pracę nad kolejnym pomnikiem. Tym razem żyjącego na Pierwszej Materialnej elfa lub elfkę. Dopiero co zaczął, więc jeszcze nie wiadomo kogo wybrał na pierwszą "ofiarę" swych rzeźbiarskich zdolności.*
------
Z nudów opiszę sobie wydarzenie. Mogło się wydarzyć lub nie. To już zależy od DM'ów.
Dotyczy wyłącznie Laira i statystów (NPC).
-------
Był słoneczny nad wyspą. Promienie słoneczne świeciły w oczy rzeźbiarza, który pracował w Aulorze. Skrytym i dobrze pilnowanym miejscu. Wróbelek spoglądał co robił elf. Swoimi ślepiami widział, jak Lair uderza właśnie dłutem w kamień, próbując nadać mu kształtów, jakie potrzebuje. Nie robił to z uśmiechem na twarzy, ale lubił to robić, a można czasami powiedzieć, że kocha rzeźbić.
Spokój pracy zaspokoiło przybycie jednego z Braci Ludu. Ilvrass, nauczający się łucznictwa młody księżycowy elf. Lair znał go i niezbyt mu się podobało, że przyszedł ze smutną miną. Domyślał się, że chodzi o starszego brata Ilvrassa, Ilvriana. Z nim miał tylko styczność, ale młodszy przychodził do Laira, aby porozmawiać o bracie. Martwił się o niego.
Stało się jednak, to czego się obawiał. Ilvrian po bitwie w Zakątku odszedł. Cały czas nie podobała mu się sytuacja Ludu na wyspie, a ostatnie rejestracje wszystkich magów o wiele bardziej. Miał dość tego. Według niego ziemie otrzymane Ludowi, to tylko aby nas uspokoić.
- I co ja mam zrobić? - spytał Ilvrass Laira, który po wysłuchaniu słów Brata odłożył narzędzia.
- Gdzie on teraz jest?
- Szedł w stronę Aulos... ale chyba pójdzie do jakieś rodziny na farmie... obawiam się, że oszalał z nienawiści.
- Zatem poszukajmy go, zanim coś zrobi... - powiedział Lair ruszając przodem.
Elfy w poszukiwaniach opuściły Aulor oraz Las Elfów. Po drodze pytali podróżnych o Ilvriana. Czasu mieli niewiele, ale szczęścia dużo. Trop był świeży i szybko odnaleźli Ilvriana, który właśnie wchodził do domku jakiś ludzkich farmerów.
Lair i Ilvrass w ostatniej chwili wbiegli do środka. Ilvrian mocno zranił farmera przy którym teraz klęczy rodzina. W oczach elfach była wściekłość. Bestia.
- Czemu wy tu przyszliście?! To ja mam pokazać tym ludziom kim jesteśmy! Nie będą nas traktować jak jakieś śmiecie, którym wolno pomiatać! Którego można pod but dać!
- Bracie. - odezwał się załamanym głosem Ilvrass. Nie mógł uwierzyć, że widzi to. Lair był cicho. Cały czas spoglądał na Ilvriana.
- Może i są to farmerzy! Ale to początek! Wyplewię ludzi z tej wyspy. Jeden po drugim. Zrozumieją kim jesteśmy!
- Nie możemy bracie! Nie rób tego!
- Czemuż go ze sobą wziąłeś, bracie? Czemu idziesz do tego Lairlassduila?! Przybył niedawno! Ledwo miesiąc tutaj jest. Już zaczyna się mieszać w nasze życie. Naszą politykę. Jeszcze chce wynagradzać innych posążkami, a niektórych posągami. On nic dla nas nie robi! Kiedy była sprawa z Ferranem, to tylko wskazywał palcem! Żadnych dhaerow nie zabił w swym życiu! A podobno dwa i pół stulecia przeżył! Co zrobił kiedy była sprawa tych demonów? Nic! Stał i patrzył! Co zrobił kiedy atakowaliśmy Zakątek?! Nic! Tylko patrzył jak idziemy na pewną śmierć! W kółko gada, że chce nam pomóc, ale sam nic nie robi, aby nam pomóc! Pewno jeszcze nas zdradzi... powiedz mi, Lairlassduilu... jeśli to twoje prawdziwe imię... może jesteś jak Kymi
- Przestań! - krzyknął Ilvrass do starszego brata, który drgnął lekko. Lair dalej spoglądał na Ilvriana bez mrugnięcia. Nie dawał po sobie poznać, że go jego słowa dotykają. Ilvrian uśmiechnął się i położył strzałę na łuk.
- Pokaże ci... jaki z niego bohater. - Ilvrass nawet nie zdążył krzyknąć, jak strzała poleciała. Stało się to w chwilę. W czasie gdy Ilvrian napiął mocno łuk, to farmer chciał pomóc Lairowi i podhaczył strzelca. Strzała poleciała prosto na brata, ale jednak przebiła klatę piersiową ulubieńca, który będąc cały czas spokojnym mógł szybko zareagować i stanąć na drodze strzały.
Krew poleciała z ust Laira. Wszyscy osłupieli widząc, że on otrzymał jednak cios strzałą. Dalej stał twardo i nie chciał paść do tyłu.
- Bracie Lairlassduil! - krzyknął za pleców ulubieńca Ilvrass.
- Ale... czemu... to ten człowiek! Cholerni ludzie! Przez was prawie zabiłem mego brata! - Ilvrian zaczął zwalać winę na ludzi. Natomiast Lair rozpoczął swój ruch i ruszył ku strzelcowi. - Nie... nie! Odejdź! - odrzucił łuk i wyciągnął z pochwy miecz. Przymierzył się do ciosu, ale stał tak długo, że Lair mógłby spokojnie odskoczyć lub nawet zatrzymać się przed ciosem. Nie zrobił tego. Lair otrzymał głęboką ranę w ramię. Krew tak trysnęła, że aż poplamiła ludzką rodzinę. Wszyscy spoglądali nie mogąc uwierzyć własnym oczom co on robił. - Czemu nie odszedłeś? Czemu nie odskoczyłeś!?
- Nie miałem powodu. - odpowiedział Lair z przyjemnym głosem.
- Przecież cię przeciąłem! Mogłem cię zabić tym ciosem!
- Nie zabiłeś. Wiedziałem o tym. Dlatego podszedłem.
- Czemu... dlaczego?!
Lair zbliżył się jeszcze bardziej. Miecz przeciął go jeszcze trochę, zanim upadł na ziemie. Ilvrian nie mógł go już trzymać, ponieważ ulubieniec trzymał go. Przytuli go do siebie.
- Dzielnie walczyłeś na Zakątku. Słyszałem opowieści. Szczególnie od Ilvrassa. Twój brat jest dumny, że posiada kogoś takiego jak ty. Bohatera, który walczy dla dobra Ludu. Też tak sądzę. Nie mógł znaleźć lepszego brata, który o niego zadba. Który o niego się zatroszczy. Może i przybyłem tutaj pomóc. Może i tylko daję rady. Ale... poświęciłbym życie dla każdego Brata lub Siostry. Oddałbym życie nawet osobom z Ludu, których nie spotkałem. Nienawidzę cię za to co zrobiłeś. Nigdy nie będę. Kocham wszystkich Braci i Siostry tak samo, bez względu co zrobili. Nigdy bym nie pozwolił was skrzywdzić. Jeśli nie chcesz zaprzestać tej wojny dla mnie... to zrób to dla twego brata. Od momentu kiedy go poznałem. Zawsze mówił o tobie. Słyszałem w jego głosie niepewność, że coś może ci się wydarzyć. Że ty możesz coś zrobić. Ale zawsze mówił... że ma nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Słyszałem w jego głosie... miłość. On cię kocha i nie chce, abyś ty zrobił sobie krzywdy. Ludzkie życie jest krótkie... ich poglądy... podejścia... zmieniają się bardzo... bardzo szyb... szybko. Nie przejmuj się nimi. Tylko działał dla Ludu. Nie musisz się przejmować... ponieważ... Lud... może.... przezwyciężyć... każdego... wrogaaaa - po ostatnim słowie, ledwo wyduszonym przez krew Lair zemdlał i zleciał po klatce Ilvriana.
Kilka minut później trójka znalazła się pod świątynią Seldarine. Farmerowi pomógł Ilvrass i poprosił o nie zgłaszanie tego władzom. Ilvrian po przybyciu poprosił o karę od Eltaritha, ale on odmówił mówiąc, że Lair by tego nie chciał.
OOC: Jak ktoś będzie zainteresowany spotkaniem z Lairem (lub nawet z Etherem) to niech napisze mi PW. Spróbuje się zjawić.
*Lairlassduil poproszony przez arcymaga Rune Le'Tnera, zaczął pracować przy wnętrzu fortecy owego czarodzieja. Nie miał pomagać przy budowaniu wnętrza, a raczej przy rzeźbach, czy to świątynnych, które znajdą się w środku, czy też w różnych pokojach, jak i salach. Żadnej z rzeźb nie oznacza, kto ją stworzył, a jedynie co przedstawia, jeśli ktoś oglądający nie wie. W planach ma różne rzeźby. Przedstawiające elfich magów, zwycięskie pozy elfów, braterstwo elfa i krasnoluda, muzyka grającego na harfie, jeśli wymieniać kilka.*
Mam pewien dylemat z odgrywaniem. Jak mój Lair, który zachowuje się jak Corellon powinien zachować się przy dhaerow (na Aeris)? Na razie zachowywał się, że ignorował każdego. Dla niego nie istnieją.
Nie wiem czy dokładnie o taką odpowiedź Ci chodziło, ale:
Tak... ale tutaj nie można być pewnym czegokolwiek z powodu wyznawców Elli, więc się pytam ogólnie jak to mam zrobić.
Dziękuje... nic się nie zmieniło zatem. Już się bałem, że coś źle nim robię.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL