Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
- Nazwa konta postaci: Banan5555
- Nazwa postaci: Rick Welten
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Człowiek
- Klasa postaci: Bard
- Wiek postaci: 25
- Wyznanie postaci: Milil
- Pochodzenie postaci: Wieś w okolicach Wrót Baldura
- Charakter: Neutralny dobry
- Języki: Wspólny, Elficki (tylko podstawy - studiowane w bibliotece)
Opis wyglądu:
Człek młody, drobnej budowy, jego oczy błękitne. Blond włosy, które zawiązał w kitkę, wygladają na zadbane. Broda i wąsy starannie przycięte. Gdy mówi, w jego głosie da się wyczuć lekki akcent chondathski. Na jego piersi widnieje srebrny symbol lutni zawieszony na łańcuszku.
Historia:
Nazywam się Rick Welten, urodziłem się i dorastałem w małej wiosce, która nawet swej nazwy nie posiadała, ponieważ z inną jej pomylić się nie dało. Najbliższe osiedle ludzkie było oddalone o miesiąc drogi, pieszo oczywiście, bo żaden z mieszkańców konia nie posiadał. Jedynym kontaktem ze światem zewnetrznym był handlarz, który przyjeżdzał do nas na wiosnę.
Mój ojciec był kowalem, matka natomiast opiekowała się czwórką dzieci - miałem trzech braci... Mimo, że byłem starszy o rok od najmłodszego z nich, przy nim rownież wyglądałem bardzo mizernie.. Wszyscy prócz mnie wdali się w tatę. Zawsze byłem na ostatnim planie, ojciec uczył moich braci fachu, ja natomiast nawet bym tego młota w ręku nie utrzymał.. Wszyscy prócz matki odnosili się do mnie z pogardą. Mijały lata, a w moim życiu nic się nie zmieniało, ojciec zupełnie przestał zwracać na mnie uwagę. Można powiedzieć, że go w ogóle nie miałem.
W wieku czternastu lat zatrudniłem się w naszej oberży - pomagałem barmanowi, głównie sprzątając. W tym okresie nasłuchałem się wielu opowieści o świecie. Gdy tego roku przyjechał handlarz, nie namyślając się długo wziąłem wszystkie swoje oszczędności zarobione w karczmie i zaproponowałem kupcowi, by mnie ze sobą zabrał.
Wyśmiał ilość oferowanych monet, ale je przyjął i zgodził się mnie ze sobą zabrać do miasta.
Wrociłem do domu pożegnać się z matką i wziąć swoje rzeczy. Gdy zobaczyła jak się pakuję, usmiechnęła się, choć jej oczy były przepełnione smutkiem.
- Więc wyjeżdzasz? - powiedziała takim tonem, jakby się tego spodziewała.
- Tak, handlarz obiecał, że zabierze mnie do Wrót Baldura.
- W takim razie to chyba ostatni moment byś dowiedział się prawdy - łza spłynęła jej po policzku - prawie osiemnaście lat temu... - zaczęła i już powoli się domyślałem o co chodzi... - Do naszej wioski przybył pewien podróżnik.. Mimo iż byłam juz wtedy z twoim.. to znaczy z Grimem.. jakoś tak się stało.. wybacz, że ci wcześniej nie powiedziałam.. Poczekaj chwilkę - powiedziała, po czym wyszła z pokoju, a gdy wróciła niosła coś w reku. - Prosze, zostawił mi to na pamiątkę.. jak się okazało nie tylko to - uśmiechnęła się, a kolejna łza upadła na podłoge. Wręczyła mi srebrny symbol lutni zawieszony na łańcuszku.
Tego samego dnia opuściłem moją rodzinną okolice..
Ku mojemu zdziwieniu kupiec był naprawdę sympatyczną osobą, widać było, iż nużyła go samotna podroż i chętnie opowiadał mi o "urokach" miasta. Gdy spytał mnie, po co udaję się do Wrót Baldura, nastąpiła chwila ciszy..
- Chciałem.. - zastanawiając się nad odpowiedzią spojrzałem na symbol lutni - .. nauczyć sie grać na jakimś instrumencie.
- Zadarmo, kochany, to się wiele nie nauczysz - powiedział, po czym usmiechnął się życzliwie. - Tobie się chyba bardziej przydadzą, a i tak milej sie podróżuje w towarzystwie - usprawiedliwiał się chyba sam przed sobą, chwilę potem oddał mi pieniądze, którymi mu zapłaciłem za zabranie mnie na powóz. Widziałem jak marszczył brwi podczas odliczania.. ewidentnie nie chciał mi przypadkiem dać za dużo - kupiec jednak zawsze pozostanie kupcem..
Gdy dotarliśmy na miejsce poraził mnie ogrom miasta. Na szczęście szybko udało mi się odnaleźć jakąś karczmę. Karczmarz przyjął mnie do pomocy w zamian za nocleg i jedzenie. Po paru dniach udało mi się kupić za resztki pieniędzy lutnię z jakiegos straganu.
Praktycznie cały dzień pracowałem, a gdy wreszcie mogłem udać się do swojego pokoju, pobrzękiwałem na lutni. Tak upłynęły kolejne dwa lata. W tym czasie zdążyłem zwiedzić już sporą część miasta. Na lutni zacząłem grać na tyle dobrze, że udalo mi sie wynegocjować od karczmarza drobną opłatę za wieczorne występy. Miałem więcej wolnego czasu, wiec zacząłem coraz częściej odwiedzać tamtejszą bibliotekę. Głównie stamtąd czerpałem materiały do moich występów.
Czas płynął.
Pewnego dnia, gdy zmierzałem do swojej komnaty, zaczepił mnie jakiś starzec.
- Zaczekaj, skąd masz ten wisiorek? - spytał groźnym głosem.
- Nie mam zamiaru go sprzedać, to pamiątka - odburknąłem i chciałem odejść, lecz złapał mnie za ramię.
- Ben ci ją dał? - przyglądał mi się jakby mnie chciał przewiercić wzrokiem na wylot.
- Znałeś poprzedniego właściciela? Znałeś mojego ojca?! - krzyknąłem zaskoczony. Starzec zaczął sie śmiać.. Gdy już mu przeszło, wytłumaczył mi iż mój ojciec był bardem, a przynajmniej za takowego się uważał i.. miał talent do pakowania się w kłopoty.. o co dokładniej chodziło, nie chciał mi powiedzieć.. tyle tylko, że Ben musiał uciekać i z tego co wie to parę lat temu popłynął on na wyspe Aeris, by się ukryć.
Uściskałem starca, zabrałem z karczmy swoje rzeczy i pobiegłem złapać statek do Aeris...
Jako, iż za 20 min mina 3 dni od zalozenia tematu przypominam o sobie.
CytatNajbliższe osiedle ludzkie było oddalone o miesiąc drogi
To dość daleko - a "Okolice Wrót Baldura" sugeruja maksymalnie 1 dzień drogi od miasta na piechotę.
Dlaczego owa wieś przypomina mi Pole Emonda z "Kola Czasu"... przypadek?
Poza tym nie mam większych uwag. Jeśli poprawisz odpowiednio fragment opisujący położenie owej wioski, dam akceptację /uwaga tylko, iż Wybrzeże Mieczy nazywa sie tak nie bez przyczyny, więc nie staraj się jej umieścić gdzieś w dziczy/.
Czy zmiana odległości na "tydzień drogi" oraz zmiana odnośnika zamieszkania na cos innego (póki co nie mogę znaleźć mapki )załatwi sprawę czy musze zmienić cała cześć z kupcem? W końcu gdyby to był jeden dzień drogi, to przejście do miasta nie było by takim strasznym problemem - nie dla tego, że 16 latek by sobie dziarsko przemaszerował ale na pewno częściej do wsi docierali by podróżni. Ponad to pewnie i sami jej mieszkańcy czasem tam się wybierali.
Wydaje mi sie, że konieczna będzie zmiana całej części z kupcem - chociaż sama wioska mogłaby leżeć "nie po drodze" dla podróżnych.
- Nazwa konta postaci: Banan5555
- Nazwa postaci: Rick Welten
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Człowiek
- Klasa postaci: Bard
- Wiek postaci: 25
- Wyznanie postaci: Milil
- Pochodzenie postaci: Wieś w okolicach Wrót Baldura
- Charakter: Neutralny dobry
- Języki: Wspólny, Elficki (tylko podstawy - studiowane w bibliotece)
Opis wyglądu:
Człek młody, drobnej budowy, jego oczy błękitne. Blond włosy, które zawiązał w kitkę, wygladają na zadbane. Broda i wąsy starannie przycięte. Gdy mówi, w jego głosie da się wyczuć lekki akcent chondathski. Na jego piersi widnieje srebrny symbol lutni zawieszony na łańcuszku.
Historia:
Nazywam się Rick Welten, urodziłem się i dorastałem w małej wiosce, która nawet swej nazwy nie posiadała, ponieważ z inną jej pomylić się nie dało. Najbliższe osiedle ludzkie było oddalone o dwa dni drogi, pieszo oczywiście, bo żaden z mieszkańców konia nie posiadał.
Mój ojciec był kowalem, matka natomiast opiekowała się czwórką dzieci - miałem trzech braci... Mimo, że byłem starszy o rok od najmłodszego z nich, przy nim rownież wyglądałem bardzo mizernie.. Wszyscy prócz mnie wdali się w tatę. Zawsze byłem na ostatnim planie, ojciec uczył moich braci fachu, ja natomiast nawet bym tego młota w ręku nie utrzymał.. Wszyscy prócz matki odnosili się do mnie z pogardą. Mijały lata, a w moim życiu nic się nie zmieniało, ojciec zupełnie przestał zwracać na mnie uwagę. Można powiedzieć, że go w ogóle nie miałem.
W wieku czternastu lat zatrudniłem się w naszej oberży - pomagałem barmanowi, głównie sprzątając. W tym okresie nasłuchałem się wielu opowieści o świecie. Chciałem zobaczyć jak wygląda życie poza moja rodzinną wsią. Jako, iż tego dnia akurat zatrzymał sie u nas kupiec, nie namyślając się długo wziąłem wszystkie swoje oszczędności zarobione w karczmie i zaproponowałem mu, by mnie ze sobą zabrał - jakoś nie widziała mi sie samotna wędrówka.
Wyśmiał ilość oferowanych monet, ale je przyjął i zgodził się mnie ze sobą zabrać do miasta.
Wrociłem do domu pożegnać się z matką i wziąć swoje rzeczy. Gdy zobaczyła jak się pakuję, usmiechnęła się, choć jej oczy były przepełnione smutkiem.
- Więc wyjeżdzasz? - powiedziała takim tonem, jakby się tego spodziewała.
- Tak, handlarz obiecał, że zabierze mnie do Wrót Baldura.
- W takim razie to chyba ostatni moment byś dowiedział się prawdy - łza spłynęła jej po policzku - prawie osiemnaście lat temu... - zaczęła i już powoli się domyślałem o co chodzi... - Do naszej wioski przybył pewien podróżnik.. Mimo iż byłam juz wtedy z twoim.. to znaczy z Grimem.. jakoś tak się stało.. wybacz, że ci wcześniej nie powiedziałam.. Poczekaj chwilkę - powiedziała, po czym wyszła z pokoju, a gdy wróciła niosła coś w reku. - Prosze, zostawił mi to na pamiątkę.. jak się okazało nie tylko to - uśmiechnęła się, a kolejna łza upadła na podłoge. Wręczyła mi srebrny symbol lutni zawieszony na łańcuszku.
Tego samego dnia opuściłem moją rodzinną okolice..
Ku mojemu zdziwieniu kupiec był naprawdę sympatyczną osobą, widać było, iż nużyła go samotna podroż i chętnie opowiadał mi o "urokach" miasta. Gdy spytał mnie, po co udaję się do Wrót Baldura, nastąpiła chwila ciszy..
- Chciałem.. - zastanawiając się nad odpowiedzią spojrzałem na symbol lutni - .. nauczyć sie grać na jakimś instrumencie.
- Zadarmo, kochany, to się wiele nie nauczysz - powiedział, po czym usmiechnął się życzliwie. - Tobie się chyba bardziej przydadzą, a i tak milej sie podróżuje w towarzystwie - usprawiedliwiał się chyba sam przed sobą, chwilę potem oddał mi pieniądze, którymi mu zapłaciłem za zabranie mnie na powóz. Widziałem jak marszczył brwi podczas odliczania.. ewidentnie nie chciał mi przypadkiem dać za dużo - kupiec jednak zawsze pozostanie kupcem..
Gdy dotarliśmy na miejsce poraził mnie ogrom miasta. Na szczęście szybko udało mi się odnaleźć jakąś karczmę. Karczmarz przyjął mnie do pomocy w zamian za nocleg i jedzenie. Po paru dniach udało mi się kupić za resztki pieniędzy lutnię z jakiegos straganu.
Praktycznie cały dzień pracowałem, a gdy wreszcie mogłem udać się do swojego pokoju, pobrzękiwałem na lutni. Tak upłynęły kolejne dwa lata. W tym czasie zdążyłem zwiedzić już sporą część miasta. Na lutni zacząłem grać na tyle dobrze, że udalo mi sie wynegocjować od karczmarza drobną opłatę za wieczorne występy. Miałem więcej wolnego czasu, wiec zacząłem coraz częściej odwiedzać tamtejszą bibliotekę. Głównie stamtąd czerpałem materiały do moich występów.
Czas płynął.
Pewnego dnia, gdy zmierzałem do swojej komnaty, zaczepił mnie jakiś starzec.
- Zaczekaj, skąd masz ten wisiorek? - spytał groźnym głosem.
- Nie mam zamiaru go sprzedać, to pamiątka - odburknąłem i chciałem odejść, lecz złapał mnie za ramię.
- Ben ci ją dał? - przyglądał mi się jakby mnie chciał przewiercić wzrokiem na wylot.
- Znałeś poprzedniego właściciela? Znałeś mojego ojca?! - krzyknąłem zaskoczony. Starzec zaczął sie śmiać.. Gdy już mu przeszło, wytłumaczył mi iż mój ojciec był bardem, a przynajmniej za takowego się uważał i.. miał talent do pakowania się w kłopoty.. o co dokładniej chodziło, nie chciał mi powiedzieć.. tyle tylko, że Ben musiał uciekać i z tego co wie to parę lat temu popłynął on na wyspe Aeris, by się ukryć.
Uściskałem starca, zabrałem z karczmy swoje rzeczy i pobiegłem złapać statek do Aeris...
_________________________
A co do: Pole Emonda z "Kola Czasu", tak to przypadek bo nie wiem o co chodzi
Akceptuję
Akceptuje
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL