ďťż
[ Bard ] Randorn Grayman


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Nazwa konta postaci: Targonitr
Nazwa postaci: Randorn Grayman
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Człowiek
Wiek postaci: 21
Wyznanie postaci: Sune
Pochodzenie postaci: Waterdeep

Wygląd:
Randorn jest dość wysokim i szczupłym człowiekiem o śniadej karnacji i krótkich, nierówno obciętych, brązowych włosach. Porusza się dość nieprzewidywalnie. Stawia nierówno kroki i często się rozgląda. Jego głos jest gwałtowny, przez co brzmi agresywnie. Charakteryzują go poobgryzane paznogcie i wielka blizna, która przechodzi od lewej brwi do prawego ucha.

Chciałbym móc zacząć, aby dobrze skończyć. *Randorn uniusł pióro nieruchomo nad kartką* Urodziłem się w Waterdeep. Matki nie pamiętam... Zginęła, gdy miałem 2 lata. Opiekował się mną ojciec, który był kupcem. Handlował egzotycznymi kwiatami, które często sprzedawał zaprzyjaźnionemu z nim kapłanowi Sune. Owym kapłanem był Evenan, półelf, który zajmował się mną za młodu, gdy ojciec nie miał czasu, a zdarzało się to bardzo często. Dom Evenana był istnym ogrodem! Mówił, że to dzięki Sune możemy podziwiać to piękno. Zainspirowało mnie to do stworzenia wierszy, ale to natchnienie mi nie wystarczało.

Evenana odwiedzało wiele osób, ale pewna dziewczyna... Piękna postać o skórze koloru kości słoniowej i rudych włosach, które były związane w warkocz. Pamiętam jak na mnie spojrzała i uśmiechnąła się. Wypełniała mnie ona natchnieniem. Nie myslałem o niczym innym. Nie słyszałem ich rozmowy, więc kiedy już wyszła spytałem się go kim ona jest. A była to nowa mieszkanka Waterdeep, Arveenele. Byłem pewien, że ją jeszcze zobaczę i tak się stało. Napisałem dla niej wiersz i odważyłem się jej go zarecytować. Chyba jej się spodobałem! Była o 2 lata starsza ode mnie. Rozmawialiśmy, spędzaliśmy ze sobą dużo czasu... byliśmy sobą zauroczeni! Później okazało się, że nie tylko...

Kiedy byłem już dojrzały, moja znajomość z Arve trwała 5 lat. Pragnąłem jej... ona mnie chyba też. Zabrałem ją nad rzekę Dessarin, by prosić ją o rękę i wygłosić wiersz, który zajął mi prawie rok czasu. To było idealne miejsce, Wszystko było tak jak być powinno, i gdy spojrzałem w jej niebieskie oczy byłem pewnien swych uczuć... Nagle spostrzegłem, że nie jesteśmy sami. Nawet nie zauwarzyliśmy dwuch łotrów. Jeden był szczupły i trzymał sztylet, a drugi za to potężny i trzymał długi miecz. Skutecznie odcieli nam drobę ucieczki, bo byliśmy tuż nad rzeką. Chcieli pieniędzy, ale ich nie mieliśmy. Chyba nam nie uwierzyli... Ten wielki dobierał się do Arve, a ona uderzyła go w twarz. Oczywiście nie zrobiło to na nim wrażenia. Już miałem się na niego rzucić, ale przed moimi oczami pojawił tylko sztylet i poczułem straszny ból. Zdawało mi się, że ten chudzielec uciął mi pół twarzy! Cofnąłem się jak idiota i wpadłem do rzeki! Wpadając to wody, widziałem jak ten chędożony mięśniak bierze zamach i trafia moją ukochaną prosto w głowę. Jej krzyk momentalnie ucichł, a ja wpadłem to rzeki... Ta chwila ciągnęła się godzinami!

Moja krew zmieszała się z wodą. Niesony nurtem rzeki zachowałem przytomność. Traciłem siły i nie obchodziło mnie już czy przeżyję czy nie, lecz... czułem, że nie mogę umrzeć ze świadomością, że nie zrobiłem wszystkiego, aby uratować moją ukochaną. Chwytałem się brzegu próbując się wydostać. Zahaczyłem o korzeń i próbowałem się wspiąć, ale nie miałem już siły. Miałem się puścić, aż nagle poczułem, że mnie ktoś chwyta za nadgarstek i wciąga na brzeg. Był to uprzejmy mag, który kazał mi wypić miksturę leczenie, którą mi uprzednio dał i powiedział, abym wrócił na miejsce zdarzenia. Sam chciałem tam wrócić, ale skąd on... Nie było czasu na rozmyślanie. Wróciłem, ale ci bandyci jeszcze tam byli. Podążali w moim kierunku, a ja powoli się cofałem. Koło mnie pojawił się tamten mag, a gdy zbiry zobaczyli mnie w jego towarzystwie byli wyraźnie zaskoczeni. Ich zdziwienie było tym większe, gdy wypowiedział jakieś zaklęcie i wystrzelił dwa promienie, które okazały się dla nich śmiertelne. Przynajmniej jeden problem z głowy... Podszedłem do Arve. Jej twarz była zmasakwowana, ale zauważyłem też ranę w sercu, której wcześniej nie było. Nie liczyło się już dla mnie jej piękno. Wziąłem ją i pobiegłem szybko do Evenana. On obejrzał ciało i powiedział, że nic się nie da zrobić. Wielki mi przyjaciel! Jednak tak powiedziano mi w każdej świątyni w Waterdeep... Podobno broń, która zraniła jej serce była magiczna.

Ciało ukochanej zostawiłem u Evenana, a sam podążałem ulicami Waterdeep bez celu. Ojca nie było w mieście... chodź już się do tego przyzwyczaiłem. W końcu spotkałem znajomego maga. Tym razem się przedstawił jako Aothur. Zaofarował jeszcze jedną pomoc. Powiedział, że wie jak ożywić Arve! Nie mogłem mu odmówić! Gdy nie było Evenana, zabrałem ciało ukochanej z jego domu i zostaliłem notatkę "Będę o nią walczyć do samego końca, żegnaj na zawsze i pozdrów ojca". Czarodziej zaprowadził mnie do swej kryjówki w Lesie Ardeep. Mówił, że tylko nekromancja może mi ją przywrócić, i że może mi pomóc w odzyskaniu ukochanej, ale powiedział, że muszę coś dla niego zrobić. Zgodziłem się w ciemno. Aothur kazał mi wyruszyć na Aeris, aby poszukać sekretu nie-śmierci. Podobno niegdyś grasował tam lisz i być może zostawił interesujące informacje na temat mocy, którą poszukuje Aothur. On natomiast zobowiązał się pielęgnować ciało mojej drogiej Arve do mojego powrotu. Aothur wręczył mi księgę opisującą podstawy nekromancji. Twierdził, że to mi się przyda i pomorze zrozumieć pewne rzeczy. Przed wyruszeniem do Wrót Baldura uciąłem niewielką część jej warkocza. Zaciskając ją mocno w ręce zmierzyłem ku mojemu celowi. Bez większych przeszkód dostałem się na statek płynący do Aeris, usiadłem w odosobniony kąt i rozpraszany tęskno- *na kartkę spadła łza Randorna, po czym podarł ją i wyrzucił jej strzępy do morza* Aeris... *wyszeptał do siebie, widząc ląd*

[ Dodano: Pon Sie 20, 2007 11:16 am ]
Przepraszam za błędy powyżej...

Nazwa konta postaci: Targonitr
Nazwa postaci: Randorn Grayman
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Człowiek
Wiek postaci: 21
Wyznanie postaci: Sune
Pochodzenie postaci: Waterdeep
Charakter postaci: Chaotyczny Neutralny

Wygląd:
Randorn jest dość wysokim i szczupłym człowiekiem o śniadej karnacji i krótkich, nierówno obciętych, brązowych włosach. Porusza się dość nieprzewidywalnie. Stawia nierówno kroki i często się rozgląda. Jego głos jest gwałtowny. Charakteryzują go poobgryzane paznogcie i wielka blizna, która przechodzi od lewej brwi do prawego ucha.

Chciałbym móc zacząć, aby dobrze skończyć. *Randorn uniusł pióro nieruchomo nad kartką* Urodziłem się w Waterdeep. Matki nie pamiętam... Zginęła, gdy miałem 2 lata. Opiekował się mną ojciec, który był kupcem. Handlował egzotycznymi kwiatami, które często sprzedawał zaprzyjaźnionemu z nim kapłanowi Sune. Owym kapłanem był Evenan, półelf, który zajmował się mną za młodu, gdy ojciec nie miał czasu, a zdarzało się to bardzo często. Dom Evenana był istnym ogrodem! Mówił, że to dzięki Sune możemy podziwiać to piękno. Zainspirowało mnie to do stworzenia wierszy, ale to natchnienie mi nie wystarczało.

Evenana odwiedzało wiele osób, ale pewna dziewczyna... Piękna postać o skórze koloru kości słoniowej i rudych włosach, które były związane w warkocz. Pamiętam jak na mnie spojrzała i uśmiechnąła się. Wypełniała mnie ona natchnieniem. Nie myslałem o niczym innym. Nie słyszałem ich rozmowy, więc kiedy już wyszła spytałem się go kim ona jest. A była to nowa mieszkanka Waterdeep, Arveenele. Byłem pewien, że ją jeszcze zobaczę i tak się stało. Napisałem dla niej wiersz i odważyłem się jej go zarecytować. Chyba jej się spodobałem! Była o 2 lata starsza ode mnie. Rozmawialiśmy, spędzaliśmy ze sobą dużo czasu... byliśmy sobą zauroczeni! Później okazało się, że nie tylko...

Moja znajomość z Arve trwała już 5 lat. Pragnąłem jej... ona mnie chyba też. Zabrałem ją nad rzekę Dessarin, by prosić ją o rękę i wygłosić wiersz, który zajął mi rok czasu. To było idealne miejsce, Wszystko było tak jak być powinno, i gdy spojrzałem w jej niebieskie oczy byłem pewnien swych uczuć... Nagle spostrzegłem, że nie jesteśmy sami. Nawet nie zauwarzyliśmy dwuch łotrów. Jeden był szczupły i trzymał sztylet, a drugi za to potężny i trzymał długi miecz. Skutecznie odcieli nam drobę ucieczki, bo byliśmy tuż nad rzeką. Chcieli pieniędzy, ale ich nie mieliśmy. Chyba nam nie uwierzyli... Ten wielki dobierał się do Arve, a ona uderzyła go w twarz. Oczywiście nie zrobiło to na nim wrażenia. Już miałem się na niego rzucić, ale przed moimi oczami pojawił tylko sztylet i poczułem straszny ból. Zdawało mi się, że ten chudzielec uciął mi pół twarzy! Cofnąłem się jak idiota i wpadłem do rzeki! Wpadając to wody, widziałem jak ten chędożony mięśniak bierze zamach i trafia moją ukochaną prosto w głowę. Jej krzyk momentalnie ucichł, a ja wpadłem to rzeki... Ta chwila ciągnęła się godzinami!

Moja krew zmieszała się z wodą. Niesony nurtem rzeki zachowałem przytomność. Traciłem siły i nie obchodziło mnie już czy przeżyję czy nie, lecz... czułem, że nie mogę umrzeć ze świadomością, że nie zrobiłem wszystkiego, aby uratować moją ukochaną. Chwytałem się brzegu próbując się wydostać. Zahaczyłem o korzeń i próbowałem się wspiąć, ale nie miałem już siły. Miałem się puścić, aż nagle poczułem, że mnie ktoś chwyta za nadgarstek i wciąga na brzeg. Był to uprzejmy mag. Dał mi miksturę leczenia, abym ją wypił i powiedział, żebym wrócił na miejsce zdarzenia. Sam chciałem tam wrócić, ale skąd on... Nie było czasu na rozmyślanie. Wypiłem miksturę i wróciłem, ale ci bandyci jeszcze tam byli. Podążali w moim kierunku, a ja powoli się cofałem. Koło mnie pojawił się tamten mag, a gdy zbiry zobaczyli mnie w jego towarzystwie byli wyraźnie zaskoczeni. Ich zdziwienie było tym większe, gdy wypowiedział jakieś zaklęcie i wystrzelił dwa promienie, które okazały się dla nich śmiertelne. Przynajmniej jeden problem z głowy... Podszedłem do Arve. Jej twarz była zmasakwowana, ale zauważyłem też ranę w sercu, której wcześniej nie było. Nie liczyło się już dla mnie jej piękno. Wziąłem ją i pobiegłem szybko do Evenana. On obejrzał ciało i powiedział, że nic się nie da zrobić. Wielki mi przyjaciel! Jednak tak powiedziano mi w każdej świątyni w Waterdeep... Podobno broń, która zraniła jej serce była magiczna.

Ciało ukochanej zostawiłem u Evenana, a sam podążałem ulicami Waterdeep bez celu. Ojca nie było w mieście... chodź już się do tego przyzwyczaiłem. W końcu spotkałem znajomego maga. Tym razem się przedstawił jako Aothur. Zaofarował jeszcze jedną pomoc. Powiedział, że wie jak ożywić Arve! Nie mogłem mu odmówić! Gdy nie było Evenana, zabrałem ciało ukochanej z jego domu i zostaliłem notatkę "Będę o nią walczyć do samego końca, żegnaj na zawsze i pozdrów ojca". Czarodziej zaprowadził mnie do swej kryjówki w Lesie Ardeep. Mówił, że tylko nekromancja może mi ją przywrócić, i że może mi pomóc w odzyskaniu ukochanej, ale powiedział, że muszę coś dla niego zrobić. Zgodziłem się w ciemno. Aothur kazał mi wyruszyć na Aeris, aby poszukać sekretu nie-śmierci. Podobno niegdyś grasował tam lisz i być może zostawił interesujące informacje na temat mocy, którą poszukuje Aothur. On natomiast zobowiązał się pielęgnować ciało mojej drogiej Arve do mojego powrotu. Aothur wręczył mi księgę opisującą podstawy nekromancji. Twierdził, że to mi się przyda i pomorze zrozumieć pewne rzeczy. Przed wyruszeniem do Wrót Baldura uciąłem niewielką część jej warkocza. Zaciskając ją mocno w ręce zmierzyłem ku mojemu celowi. Bez większych przeszkód dostałem się na statek płynący do Aeris, usiadłem w odosobniony kąt i rozpraszany tęskno- *na kartkę spadła łza Randorna, po czym podarł ją i wyrzucił jej strzępy do morza* Aeris... *wyszeptał do siebie, widząc ląd*


A więc ile maksymalnie charyzmy mógłby posiadać mój bard? Bo jeżeli mniej niż 13, to będe musiał usunąć bliznę. Choć mi się wydaje, że oprócz wyglądu zewnętrznego liczy się też wypowiadanie się, co nie zawsze idzie w parze z tym pierwszym.
Yh.. Charyzma to najtrudniejsza cecha do odegrania - od tego trzeba zacząć.
Myślę, że taka blizna to będzie -1 do charyzmy spokojnie.

Warunkowo Akceptuję
O cholercia, czyli nici z zaklęć na początku. W takim razie jeżeli początkowo ta cecha będzie wynosić 9, to podczas awansów, będe mógł zwiększać tę cechę? (w końcu blizna z czasem się nie zmarze, ale pewność siebie barda może wzrosnąć z czasem)


przepraszam że się wypowiem ale mu chodziło chyba oto że jak chciałeś dać 16 to musisz dać 15 (chyba)
Tak? To by wiele wyjaśniało. Myślałem, że chodzi o modyfikator. A czy tą 15-stkę da się przekroczyć podczas kolejnego awansu, czy jest to ograniczone przez bliznę?
Zastosowałem się do uwag Heksagona. Oto poprawiona historia:

Nazwa konta postaci: Targonitr
Nazwa postaci: Randorn Grayman
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Człowiek
Wiek postaci: 21
Wyznanie postaci: Sune
Pochodzenie postaci: Waterdeep
Charakter postaci: Chaotyczny Neutralny

Wygląd:
Randorn jest dość wysokim i szczupłym człowiekiem o śniadej karnacji i krótkich, nierówno obciętych, brązowych włosach. Porusza się dość nieprzewidywalnie. Stawia nierówno kroki i często się rozgląda. Jego głos jest gwałtowny. Charakteryzuje go wielka blizna, która przechodzi od lewej brwi do prawego ucha.

Chciałbym móc zacząć, aby dobrze skończyć. *Randorn uniusł pióro nieruchomo nad kartką* Urodziłem się w Waterdeep. Matki nie pamiętam... Zginęła, gdy miałem 2 lata. Opiekował się mną ojciec, który był kupcem. Handlował egzotycznymi kwiatami, które często sprzedawał zaprzyjaźnionemu z nim kapłanowi Sune. Owym kapłanem był Evenan, półelf, który zajmował się mną, gdy byłem młody, i gdy ojciec nie miał czasu, a zdarzało się to bardzo często. Dom Evenana był istnym ogrodem! Mówił, że to dzięki Sune możemy podziwiać to piękno. Zainspirowało mnie to do stworzenia wierszy, ale to natchnienie mi nie wystarczało.

Evenana odwiedzało wiele osób, ale pewna dziewczyna... Piękna postać o skórze koloru kości słoniowej i rudych włosach, które były związane w warkocz. Pamiętam jak na mnie spojrzała i uśmiechnąła się. Wypełniała mnie ona natchnieniem. Nie myslałem o niczym innym. Nie słyszałem ich rozmowy, więc kiedy już wyszła spytałem się go kim ona jest. A była to nowa mieszkanka Waterdeep, Arveenele. Byłem pewien, że ją jeszcze zobaczę i tak się stało. Napisałem dla niej wiersz i odważyłem się jej go zarecytować. Chyba jej się spodobałem! Była o 2 lata starsza ode mnie. Rozmawialiśmy, spędzaliśmy ze sobą dużo czasu... byliśmy sobą zauroczeni! Później okazało się, że nie tylko...

Moja znajomość z Arve trwała już 5 lat. Pragnąłem jej... ona mnie chyba też. Zabrałem ją nad rzekę Dessarin, by prosić ją o rękę i wygłosić wiersz, który zajął mi aż kilka miesięcy. To było idealne miejsce, Wszystko było tak jak być powinno, i gdy spojrzałem w jej niebieskie oczy byłem pewnien swych uczuć... Nagle spostrzegłem, że nie jesteśmy sami. Nawet nie zauwarzyliśmy dwóch łotrów. Jeden był szczupły i trzymał sztylet, a drugi za to potężny i trzymał długi miecz. Skutecznie odcieli nam drobę ucieczki, bo byliśmy tuż nad rzeką. Chcieli pieniędzy, ale ich nie mieliśmy. Chyba nam nie uwierzyli... Ten wielki dobierał się do Arve, a ona uderzyła go w twarz. Oczywiście nie zrobiło to na nim wrażenia. Już miałem się na niego rzucić, ale przed moimi oczami pojawił tylko sztylet i poczułem straszny ból. Zdawało mi się, że ten chudzielec uciął mi pół twarzy! Cofnąłem się jak idiota i wpadłem do rzeki! Wpadając to wody, widziałem jak ten chędożony mięśniak bierze zamach i trafia moją ukochaną prosto w głowę. Jej krzyk momentalnie ucichł, a ja wpadłem to rzeki... Ta chwila ciągnęła się godzinami!

Moja krew zmieszała się z wodą. Niesony nurtem rzeki zachowałem przytomność. Traciłem siły i nie obchodziło mnie już czy przeżyję czy nie, lecz... czułem, że nie mogę umrzeć ze świadomością, że nie zrobiłem wszystkiego, aby uratować moją ukochaną. Chwytałem się brzegu próbując się wydostać. Zahaczyłem o korzeń i próbowałem się wspiąć, ale nie miałem już siły. Miałem się puścić, aż nagle poczułem, że mnie ktoś chwyta za nadgarstek i wciąga na brzeg. Był to uprzejmy mag. Dał mi miksturę leczenia, abym ją wypił i powiedział, żebym wrócił na miejsce zdarzenia. Sam chciałem tam wrócić, ale skąd on... Nie było czasu na rozmyślanie. Wypiłem miksturę i wróciłem, ale ci bandyci jeszcze tam byli. Podążali w moim kierunku, a ja powoli się cofałem. Koło mnie pojawił się tamten mag, a gdy zbiry zobaczyli mnie w jego towarzystwie byli wyraźnie zaskoczeni. Ich zdziwienie było tym większe, gdy wypowiedział jakieś zaklęcie i wystrzelił dwa promienie, które okazały się dla nich śmiertelne. Przynajmniej jeden problem z głowy... Podszedłem do Arve. Jej twarz była zmasakwowana, ale zauważyłem też ranę w sercu, której wcześniej nie było. Nie liczyło się już dla mnie jej piękno. Wziąłem ją i pobiegłem szybko do Evenana. On obejrzał ciało i powiedział, że nic się nie da zrobić. Wielki mi przyjaciel! Jednak tak powiedziano mi w każdej świątyni w Waterdeep... Podobno broń, która zraniła jej serce była magiczna.

Ciało ukochanej zostawiłem u Evenana, a sam podążałem ulicami Waterdeep bez celu. Ojca nie było w mieście... chodź już się do tego przyzwyczaiłem. W końcu spotkałem znajomego maga. Tym razem się przedstawił jako Aothur. Zaofarował jeszcze jedną pomoc. Powiedział, że wie jak ożywić Arve! Nie mogłem mu odmówić! Gdy nie było Evenana, zabrałem ciało ukochanej z jego domu i zostaliłem notatkę "Będę o nią walczyć do samego końca, żegnaj na zawsze i pozdrów ojca". Czarodziej zaprowadził mnie do swej kryjówki w Lesie Ardeep. Mówił, że tylko nekromancja może mi ją przywrócić, i że może mi pomóc w odzyskaniu ukochanej, ale powiedział, że muszę coś dla niego zrobić. Zgodziłem się w ciemno. Aothur kazał mi wyruszyć na Aeris, aby poszukać sekretu nie-śmierci. Podobno niegdyś grasował tam lisz i być może zostawił interesujące informacje na temat mocy, którą poszukuje Aothur. On natomiast zobowiązał się pielęgnować ciało mojej drogiej Arve do mojego powrotu. Aothur wręczył mi księgę opisującą podstawy nekromancji. Twierdził, że to mi się przyda i pomorze zrozumieć pewne rzeczy. Przed wyruszeniem do Wrót Baldura uciąłem niewielką część jej warkocza. Zaciskając ją mocno w ręce zmierzyłem ku mojemu celowi. Bez większych przeszkód dostałem się na statek płynący do Aeris, usiadłem w odosobniony kąt i rozpraszany tęskno- *na kartkę spadła łza Randorna, po czym podarł ją i wyrzucił jej strzępy do morza* Aeris... *wyszeptał do siebie, widząc ląd*
Za bardzo to wszystko przypomina Findera Wyvernspura.

Mam duże wątpliwości, co do wyboru Sune jako bóstwa patronackiego. Z taką blizną to charyzma jest niższa o więcej niż 1 punkt, a odgrywanie takiego barda wymaga niesamowicie charyzmatycznej osobowości.

Poza tym cóż.... w Waterdeep znalazłoby się przynajmniej kilkunastu kapłanów gotowych wskrzesić zabitą postać za odpowiednią opłatą (magiczność broni nie ma zasadniczo nic do tego).
Owszem, istnieje ewentualność uniemożliwienia wskrzeszenia. Dla osób dysponujących "epickimi" funduszami. Ewentualnie, wymagane jest zniszczenie duszy przez jedno ze stworzeń posiadających taką zdolność. Przykładem jest barghest.

Dla "Prawdziwego Wskrzeszenia" wystarczy - jeśli dusza istnieje - znać imię zmarłego.

Jeśli się gdzieś mylę - prosze mnie poprawić
Zmieniłem opis i historię, aby nie pozostawić żadnych wątpliwości. Mam nadzieję, że tym razem niczego nie przeoczyłem.

Nazwa konta postaci: Targonitr
Nazwa postaci: Randorn Grayman
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Człowiek
Wiek postaci: 21
Wyznanie postaci: Sune
Pochodzenie postaci: Waterdeep
Charakter postaci: Chaotyczny Neutralny

Wygląd:
Randorn jest dość wysokim i szczupłym człowiekiem o śniadej karnacji i krótkich, nierówno obciętych, brązowych włosach. Porusza się dość nieprzewidywalnie. Stawia nierówno kroki i często się rozgląda. Jego głos jest gwałtowny.

Chciałbym móc zacząć, aby dobrze skończyć. *Randorn uniusł pióro nieruchomo nad kartką* Urodziłem się w Waterdeep. Matki nie pamiętam... Zginęła, gdy miałem 2 lata. Opiekował się mną ojciec, który był kupcem. Handlował egzotycznymi kwiatami, które często sprzedawał zaprzyjaźnionemu z nim kapłanowi Sune. Owym kapłanem był Evenan, półelf, który zajmował się mną, gdy byłem młody, i gdy ojciec nie miał czasu, a zdarzało się to bardzo często. Dom Evenana był istnym ogrodem! Mówił, że to dzięki Sune możemy podziwiać to piękno. Zainspirowało mnie to do stworzenia wierszy, ale to natchnienie mi nie wystarczało.

Evenana odwiedzało wiele osób, ale pewna dziewczyna... Piękna postać o skórze koloru kości słoniowej i rudych włosach, które były związane w warkocz. Pamiętam jak na mnie spojrzała i uśmiechnąła się. Wypełniała mnie ona natchnieniem. Nie myslałem o niczym innym. Nie słyszałem ich rozmowy, więc kiedy już wyszła spytałem się go kim ona jest. A była to nowa mieszkanka Waterdeep, Arveenele. Byłem pewien, że ją jeszcze zobaczę i tak się stało. Napisałem dla niej wiersz i odważyłem się jej go zarecytować. Chyba jej się spodobałem! Była o 2 lata starsza ode mnie. Rozmawialiśmy, spędzaliśmy ze sobą dużo czasu... byliśmy sobą zauroczeni! Później okazało się, że nie tylko...

Moja znajomość z Arve trwała już 5 lat. Pragnąłem jej... ona mnie chyba też. Zabrałem ją nad rzekę Dessarin, by prosić ją o rękę i wygłosić wiersz, który zajął mi aż kilka miesięcy. To było idealne miejsce, Wszystko było tak jak być powinno, i gdy spojrzałem w jej niebieskie oczy byłem pewnien swych uczuć... Nagle spostrzegłem, że nie jesteśmy sami. Nawet nie zauwarzyliśmy dwóch łotrów. Jeden był potężnej budowy, a drugi za to szczupłej i trzymał sztylet. Skutecznie odcieli nam drobę ucieczki, bo byliśmy tuż nad rzeką. Chcieli pieniędzy, ale ich nie mieliśmy. Chyba nam nie uwierzyli... Ten chudzielec dobierał się do Arve, a ona uderzyła go w twarz. Nie zrobiło to na nim wielkiego wrażenia. Już miałem się na niego rzucić, ale ten mięśnik tak szybko kopnął mnie w brzuch... Cofnąłem się jak idiota i wpadłem do rzeki! Wpadając to wody, widziałem jak ten chędożony chuderlak pchnął sztyletem w samo serce Arve. Jej krzyk powoli ucichł, a ja wpadłem to rzeki... Ta chwila ciągnęła się godzinami!

Niesony nurtem rzeki zachowałem przytomność. Traciłem siły i nie obchodziło mnie już czy przeżyję czy nie, lecz... czułem, że nie mogę umrzeć ze świadomością, że nie zrobiłem wszystkiego, aby uratować moją ukochaną. Chwytałem się brzegu próbując się wydostać. Zahaczyłem o korzeń i próbowałem się wspiąć, ale nie miałem już siły. Miałem się puścić, aż nagle poczułem, że mnie ktoś chwyta za nadgarstek i wciąga na brzeg. Był to uprzejmy mag. Powiedział, żebym wrócił na miejsce zdarzenia. Sam chciałem tam wrócić, ale skąd on... Nie było czasu na rozmyślanie. Wypiłem miksturę i wróciłem, ale ci bandyci jeszcze tam byli. Podążali w moim kierunku, a ja powoli się cofałem. Koło mnie pojawił się tamten mag, a gdy zbiry zobaczyli mnie w jego towarzystwie byli wyraźnie zaskoczeni. Ich zdziwienie było tym większe, gdy wypowiedział jakieś zaklęcie i wystrzelił dwa promienie, które okazały się dla nich śmiertelne. Przynajmniej jeden problem z głowy... Podszedłem do Arve. Krew jeszcze wypływała z jej serca, a jej oczy... takie otwarte, puste... Wziąłem ją i pobiegłem szybko do Evenana. On obejrzał ciało i powiedział, że nic się nie da zrobić. Wielki mi przyjaciel! Jednak tak powiedziano mi w każdej świątyni w Waterdeep... podobno nie mogli odnaleść jej duszy.

Ciało ukochanej zostawiłem u Evenana, a sam podążałem ulicami Waterdeep bez celu. Ojca nie było w mieście... chodź już się do tego przyzwyczaiłem. W końcu spotkałem znajomego maga. Tym razem się przedstawił jako Aothur. Zaofarował jeszcze jedną pomoc. Powiedział, że wie jak ożywić Arve! Nie mogłem mu odmówić! Gdy nie było Evenana, zabrałem ciało ukochanej z jego domu i zostaliłem notatkę "Będę o nią walczyć do samego końca, żegnaj na zawsze i pozdrów ojca". Czarodziej zaprowadził mnie do swej kryjówki w Lesie Ardeep. Mówił, że tylko nekromancja może mi ją przywrócić, i że może mi pomóc w odzyskaniu ukochanej, ale powiedział, że muszę coś dla niego zrobić. Zgodziłem się w ciemno. Aothur kazał mi wyruszyć na Aeris, aby poszukać sekretu nie-śmierci. Podobno niegdyś grasował tam lisz i być może zostawił interesujące informacje na temat mocy, którą poszukuje Aothur. On natomiast zobowiązał się pielęgnować ciało mojej drogiej Arve do mojego powrotu. Aothur wręczył mi księgę opisującą podstawy nekromancji. Twierdził, że to mi się przyda i pomorze zrozumieć pewne rzeczy. Przed wyruszeniem z powrotem do Waterdeep uciąłem niewielką część jej warkocza. Zaciskając ją mocno w ręce zmierzyłem ku mojemu celowi. Bez większych przeszkód dostałem się na statek płynący do Aeris, usiadłem w odosobniony kąt i rozpraszany tęskno- *na kartkę spadła łza Randorna, po czym podarł ją i wyrzucił jej strzępy do morza* Aeris... *wyszeptał do siebie, widząc ląd*
Popraw błędy stylistyczne, przepuść tekst przez sprawdzenie błędów.

Skąd miał tą miksturę? Dostał ją od maga?

Co do wskrzeszenia: Istnieje Przywołanie z martwych i Wskrzeszenie. Drugie zaklęcie pozwala ożywić nawet istoty których ciało zostało zniszczone (ale jego część z momentu śmierci jest potrzebna) W każdym wypadku wymagana jest chęć duszy do powrotu, kapłan nie szuka duszy. W wypadku ZK duszę trafiają do Sfery Letargu.
Po dwukrotym przeczytaniu historii postaci, zamieszczam wersję poprawioną:

Nazwa konta postaci: Targonitr
Nazwa postaci: Randorn Grayman
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Człowiek
Wiek postaci: 21
Wyznanie postaci: Sune
Pochodzenie postaci: Waterdeep
Charakter postaci: Chaotyczny Neutralny

Wygląd:
Randorn jest dość wysokim i szczupłym człowiekiem o śniadej karnacji i krótkich, nierówno obciętych, brązowych włosach. Porusza się dość nieprzewidywalnie. Stawia nierówno kroki i często się rozgląda. Jego głos jest gwałtowny.

Chciałbym móc zacząć, aby dobrze skończyć. *Randorn uniusł pióro nieruchomo nad kartką* Urodziłem się w Waterdeep. Matki nie pamiętam... Zginęła, gdy miałem 2 lata. Opiekował się mną ojciec, który był kupcem. Handlował egzotycznymi kwiatami, które często sprzedawał zaprzyjaźnionemu z nim kapłanowi Sune. Owym kapłanem był Evenan, półelf, który zajmował się mną, gdy byłem młody, i gdy ojciec nie miał czasu, a zdarzało się to bardzo często. Dom Evenana był istnym ogrodem! Mówił, że to dzięki Sune możemy podziwiać to piękno. Zainspirowało mnie to do stworzenia wierszy, ale to natchnienie mi nie wystarczało.

Evenana odwiedzało wiele osób, ale pewna dziewczyna... Piękna postać o skórze koloru kości słoniowej i rudych włosach, które były związane w warkocz. Pamiętam jak na mnie spojrzała i uśmiechnąła się. Wypełniała mnie ona natchnieniem. Nie myslałem o niczym innym. Nie słyszałem ich rozmowy, więc kiedy już wyszła spytałem się go kim ona jest. A była to nowa mieszkanka Waterdeep, Arveenele. Byłem pewien, że ją jeszcze zobaczę i tak się stało. Napisałem dla niej wiersz i odważyłem się jej go zarecytować. Chyba jej się spodobałem! Była o 2 lata starsza ode mnie. Rozmawialiśmy, spędzaliśmy ze sobą dużo czasu... byliśmy sobą zauroczeni! Później okazało się, że nie tylko...

Moja znajomość z Arve trwała już 5 lat. Pragnąłem jej... ona mnie chyba też. Zabrałem ją nad rzekę Dessarin, by prosić ją o rękę i wygłosić wiersz, który zajął mi aż kilka miesięcy. To było idealne miejsce. Wszystko było tak jak być powinno, i gdy spojrzałem w jej niebieskie oczy byłem pewnien swych uczuć... Nagle spostrzegłem, że nie jesteśmy sami. Nawet nie zauwarzyliśmy dwóch łotrów. Jeden był potężnej budowy, a drugi za to szczupłej i trzymał sztylet. Skutecznie odcieli nam drobę ucieczki, bo byliśmy tuż nad rzeką. Chcieli pieniędzy, ale ich nie mieliśmy. Chyba nam nie uwierzyli... Ten chudy dobierał się do Arve, a ona uderzyła go w twarz. Nie zrobiło to na nim wielkiego wrażenia. Już miałem się na niego rzucić, ale ten mięśniak tak szybko kopnął mnie w brzuch... Cofnąłem się jak ostatni dureń i wpadłem do rzeki! Wpadając to wody, widziałem jak ten chędożony chuderlak pchnął sztyletem w samo serce Arve. Jej krzyk powoli ucichł, a ja wpadłem to rzeki... Ta chwila ciągnęła się godzinami!

Niesony nurtem rzeki zachowałem przytomność. Traciłem siły i nie obchodziło mnie już czy przeżyję czy nie, lecz... czułem, że nie mogę umrzeć ze świadomością, że nie zrobiłem wszystkiego, aby uratować moją ukochaną. Chwytałem się brzegu próbując się wydostać. Zahaczyłem o korzeń i próbowałem się wspiąć, ale nie miałem już siły. Miałem się puścić, aż nagle poczułem, że mnie ktoś chwyta za nadgarstek i wciąga na brzeg. Był to uprzejmy mag. Powiedział, żebym wrócił na miejsce zdarzenia. Sam chciałem tam wrócić, ale skąd on... Nie było czasu na rozmyślanie. Wróciłem się, ale ci bandyci jeszcze tam byli. Podążali w moim kierunku, a ja powoli się cofałem. Koło mnie pojawił się tamten mag, a gdy zbiry zobaczyli mnie w jego towarzystwie byli wyraźnie zaskoczeni. Ich zdziwienie było tym większe, kiedy wypowiedział jakieś zaklęcie i wystrzelił dwa promienie, które okazały się dla nich śmiertelne. Przynajmniej jeden problem z głowy... Podszedłem do Arve. Krew jeszcze wypływała z jej serca, a jej oczy... takie otwarte, puste... Wziąłem ją i pobiegłem szybko do Evenana. On obejrzał ciało i powiedział, że nic się nie da zrobić. Wielki mi przyjaciel! Jednak tak powiedziano mi w każdej świątyni w Waterdeep... podobno nie mogli odnaleść jej duszy.

Ciało ukochanej zostawiłem u Evenana, a sam podążałem ulicami Waterdeep bez celu. Ojca nie było w mieście... chodź już się do tego przyzwyczaiłem. W końcu spotkałem znajomego maga. Tym razem się przedstawił jako Aothur. Zaofarował jeszcze jedną pomoc. Powiedział, że wie jak ożywić Arve! Nie mogłem mu odmówić! Gdy nie było Evenana, zabrałem ciało ukochanej z jego domu i zostaliłem notatkę "Będę o nią walczyć do samego końca, żegnaj na zawsze i pozdrów ojca". Czarodziej zaprowadził mnie do swej kryjówki w Lesie Ardeep. Mówił, że tylko nekromancja może mi ją przywrócić, i że może mi pomóc w odzyskaniu ukochanej, ale powiedział też, że muszę coś dla niego zrobić. Zgodziłem się od razu. Aothur kazał mi wyruszyć na Aeris, aby poszukać sekretu nie-śmierci. Podobno niegdyś grasował tam lisz i być może zostawił interesujące informacje na temat mocy, którą poszukuje Aothur. On natomiast zobowiązał się pielęgnować ciało mojej drogiej Arve do mojego powrotu. Aothur wręczył mi księgę opisującą podstawy nekromancji. Twierdził, że to mi się przyda i pomorze zrozumieć pewne rzeczy. Przed wyruszeniem z powrotem do Waterdeep uciąłem niewielką część jej warkocza. Zaciskając ją mocno w ręce zmierzyłem ku mojemu celowi. Bez większych przeszkód dostałem się na statek płynący do Aeris, usiadłem w odosobniony kąt i rozpraszany tęskno- *na kartkę spadła łza Randorna, po czym podarł ją i wyrzucił jej strzępy do morza* Aeris... *wyszeptał do siebie, widząc ląd*
Ciągle są błędy

Ale ok, poproszę jeszcze o rozpiske statystyk w
Nazwa konta postaci: Targonitr
Nazwa postaci: Randorn Grayman
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Człowiek
Wiek postaci: 21
Wyznanie postaci: Sune
Pochodzenie postaci: Waterdeep
Charakter postaci: Chaotyczny Neutralny

Wygląd:
Randorn jest dość wysokim i szczupłym człowiekiem o śniadej karnacji i krótkich, nierówno obciętych, brązowych włosach. Porusza się dość nieprzewidywalnie. Stawia nierówno kroki i często się rozgląda. Jego głos jest gwałtowny.

Chciałbym móc zacząć, aby dobrze skończyć. *Randorn uniósł pióro nieruchomo nad kartką* Urodziłem się w Waterdeep. Matki nie pamiętam... Zginęła, gdy miałem 2 lata. Opiekował się mną ojciec, który był kupcem. Handlował egzotycznymi kwiatami, które często sprzedawał zaprzyjaźnionemu z nim kapłanowi Sune. Owym kapłanem był Evenan, półelf, który zajmował się mną, gdy byłem młody, i gdy ojciec nie miał czasu, a zdarzało się to bardzo często. Dom Evenana był istnym ogrodem! Mówił, że to dzięki Sune możemy podziwiać to piękno. Zainspirowało mnie to do stworzenia wierszy, ale to natchnienie mi nie wystarczało.

Evenana odwiedzało wiele osób, ale pewna dziewczyna... Piękna postać o skórze koloru kości słoniowej i rudych włosach, które były związane w warkocz. Pamiętam jak na mnie spojrzała i uśmiechnęła się. Wypełniała mnie ona natchnieniem. Nie myślałem o niczym innym. Nie słyszałem ich rozmowy, więc kiedy już wyszła spytałem się go, kim ona jest. A była to nowa mieszkanka, Waterdeep, Arveenele. Byłem pewien, że ją jeszcze zobaczę i tak się stało. Napisałem dla niej wiersz i odważyłem się jej go zarecytować. Chyba jej się spodobałem! Była o 2 lata starsza ode mnie. Rozmawialiśmy, spędzaliśmy ze sobą dużo czasu... Byliśmy sobą zauroczeni! Później okazało się, że nie tylko...

Moja znajomość z Arve trwała już 5 lat. Pragnąłem jej... Ona mnie chyba też. Zabrałem ją nad rzekę Dessarin, by prosić ją o rękę i wygłosić wiersz, który zajął mi aż kilka miesięcy. To było idealne miejsce. Wszystko było tak jak być powinno, i gdy spojrzałem w jej niebieskie oczy byłem pewien swych uczuć... Nagle spostrzegłem, że nie jesteśmy sami. Nawet nie zauważyliśmy dwóch łotrów. Jeden był potężnej budowy, a drugi za to szczupłej i trzymał sztylet. Skutecznie odcięli nam drogę ucieczki, bo byliśmy tuż nad rzeką. Chcieli pieniędzy, ale ich nie mieliśmy. Chyba nam nie uwierzyli... Ten chudy dobierał się do Arve, a ona uderzyła go w twarz. Nie zrobiło to na nim wielkiego wrażenia. Już miałem się na niego rzucić, ale ten mięśniak tak szybko kopnął mnie w brzuch... Cofnąłem się jak ostatni dureń i wpadłem do rzeki! Wpadając to wody, widziałem jak ten chędożony chuderlak pchnął sztyletem w samo serce Arve. Jej krzyk powoli ucichł, a ja wpadłem to rzeki... Ta chwila ciągnęła się godzinami!

Niesiony nurtem rzeki zachowałem przytomność. Traciłem siły i nie obchodziło mnie już czy przeżyję czy nie, lecz... Czułem, że nie mogę umrzeć ze świadomością, że nie zrobiłem wszystkiego, aby uratować moją ukochaną. Chwytałem się brzegu próbując się wydostać. Zahaczyłem o korzeń i próbowałem się wspiąć, ale nie miałem już siły. Miałem się puścić, aż nagle poczułem, że mnie ktoś chwyta za nadgarstek i wciąga na brzeg. Był to uprzejmy mag. Powiedział, żebym wrócił na miejsce zdarzenia. Sam chciałem tam wrócić, ale skąd on... Nie było czasu na rozmyślanie. Wróciłem się, ale ci bandyci jeszcze tam byli. Podążali w moim kierunku, a ja powoli się cofałem. Koło mnie pojawił się tamten mag, a gdy zbiry zobaczyli mnie w jego towarzystwie byli wyraźnie zaskoczeni. Ich zdziwienie było tym większe, kiedy wypowiedział jakieś zaklęcie i wystrzelił dwa promienie, które okazały się dla nich śmiertelne. Przynajmniej jeden problem z głowy... Podszedłem do Arve. Krew jeszcze wypływała z jej serca, a jej oczy... Takie otwarte, puste... Wziąłem ją i pobiegłem szybko do Evenana. On obejrzał ciało i powiedział, że nic się nie da zrobić. Wielki mi przyjaciel! Jednak tak powiedziano mi w każdej świątyni w Waterdeep... Podobno nie mogli odnaleźć jej duszy.

Ciało ukochanej zostawiłem u Evenana, a sam podążałem ulicami Waterdeep bez celu. Ojca nie było w mieście... Chodź już się do tego przyzwyczaiłem. W końcu spotkałem znajomego maga. Tym razem się przedstawił jako Aothur. Zaoferował jeszcze jedną pomoc. Powiedział, że wie jak ożywić Arve! Nie mogłem mu odmówić! Gdy nie było Evenana, zabrałem ciało ukochanej z jego domu i zostawiłem notatkę "Będę o nią walczyć do samego końca, żegnaj na zawsze i pozdrów ojca". Czarodziej zaprowadził mnie do swej kryjówki w Lesie Ardeep. Mówił, że tylko nekromancja może mi ją przywrócić, i że może mi pomóc w odzyskaniu ukochanej, ale powiedział też, że muszę coś dla niego zrobić. Zgodziłem się od razu. Aothur kazał mi wyruszyć na Aeris, aby poszukać sekretu nie-śmierci. Podobno niegdyś grasował tam lisz i być może zostawił interesujące informacje na temat mocy, którą poszukuje Aothur. On natomiast zobowiązał się pielęgnować ciało mojej drogiej Arve do mojego powrotu. Aothur wręczył mi księgę opisującą podstawy nekromancji. Twierdził, że to mi się przyda i pomorze zrozumieć pewne rzeczy. Przed wyruszeniem z powrotem do Waterdeep uciąłem niewielką część jej warkocza. Zaciskając ją mocno w ręce zmierzyłem ku mojemu celowi. Bez większych przeszkód dostałem się na statek płynący do Aeris, usiadłem w odosobniony kąt i rozpraszany tęskno- *na kartkę spadła łza Randorna, po czym podarł ją i wyrzucił jej strzępy do morza* Aeris... *Wyszeptał do siebie, widząc ląd*

Warunkowo akceptuję

Ale mam nadzieję, że wiesz, iż dowolny kapłan / paladyn Sune będzie miał ochotę cię ukrzyżować jak tylko wspomnisz o nekromancji.
Warunkowo akceptuje
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl