ďťż
[bard] Nycael Ahmaquissar


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

- Nazwa konta postaci: kubanczyk1234
- Nazwa postaci: Nycael Ahmaquissar
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Elf księżycowy
- Klasa postaci: Bard
- Wiek postaci: 120
- Wyznanie postaci: Corellon Larethian
- Pochodzenie postaci: Evermeet, Leuthilspar
- Charakter postaci: Chaotyczny Neutralny
-Znane języki: Elficki, Wspólny, Chondathański

Opis: Uroczy elf średniego wzrostu. Posiada delikatne, gładkie, charakterystycznie elfickie rysy. Ma oczy w kolorze błękitu i burzę potarganych włosów w podobnym kolorze. Porusza się miękkim, sprężystym krokiem.

Nycael należy do dość znanego domu Evermeet. Jego rodzicielami są Ruavel, kupiec i Thalmah utalentowana minstrelka. Oboje są z różnych gałęzi tego samego rodu – Ahmaquissar. Jakimś trafem, i dzięki upływającemu czasowi, ci dwoje pokochali się, a owocem ich związku był właśnie on, Nycael. Ale od początku.
Urodził się 8 Mirtula roku 1257 Rachuby Dolin, w jednym z pokojów hali domu Ahmaquissar. Od kiedy wstał na nogi, od młodego wieku pasjonował się muzykę. Gdy słuchał występów swej matki – słuchał z zapartym tchem i wpatrzony w nią jak w obrazek. Gdy podrósł nieco, w wieku około 25 lat rozpoczął naukę gry na harfie i śpiewu od swej matki. Od niej także słuchał starych, elfickich podań i opowieści. Ojciec zaś opowiadał mu o kontynencie, na którym bywał z „przymusu zawodowego”. Brat Ruavela, Baenavelian uczył go szermierki na tyle, na ile potrafił – czyli dość dobrze.

Nycael zawsze był otwarty na innych. Był duszą towarzystwa, lubił snuć godzinami poznane opowieści, prawie tak bardzo, jak słuchać czyjegoś bajania. Jego talent gry na harfie stopniowo się ujawniał i elf ten zjednał sobie niejednego słuchacza.

Życie mijało mu sielsko. Evermeet było ostoją, a zawiłości na szeblu rządzących nigdy go nie obchodziły. Szanował jednak Amlaruil jako królową, znając jej potęgę i mądrość. Nie była dla niego wzorem – nie taki żywot prowadził i nie taki chciał, jednak któż nie poważałby kogoś takiego, jak ona? Potrafiła zjednać sobie złotych elfów.
Złotych elfów… nie przepadał za nimi. Ahmaquissarów zawsze traktowali ze szczególną ignorancją. No cóż. Wybrańcy Corellona, jak mawiają.

***
Elf siedział na statku i wspominał.

Po raz pierwszy ktoś wybudził mnie z mojego dumania w roku 1371. Sam fakt, że ktoś to uczynił oznaczał, że dzieje się coś istotnego.
- Wstawaj, Nycael! – nienaturalnie zachrypiała moja siostra, uczennica wież Słońca i Księżyca.
A co się stało? To, co się stało przeszło echem przez całe Evermeet i budziło ogromne emocje. Stado mrocznych elfów najpierw zabijało braci pośród podziemi Evermeet, a potem wypłynęło z nich na wyspę. Nie pomogły bariery Evermeet. Nie byłem wojownikiem. Nie potrafiłem walczyć. Do bycia pieśniarzem czarów było mi daleko – bo jak ktoś taki jak ja, miałby coś takiego osiągnąć? Jak mogłem pomóc wyspie? Chyba najlepiej – jak uznałem, byłoby się skryć. A nuż przysłużę się lepiej, gdy przeżyję i, bo ja wiem, poszerzę kręgi rodu Ahmaquissar.
Postanowiłem skryć się gdzieś w lasach między Ruith a Leuthilspar. Udało mi się wymknąć w świetle dnia, od kiedy właśnie tego nie lubią drowy. Przeklęci potomkowie ilythiiri. Byliby mnie złapali, gdyby nie pomoc napotkanego leśnego. Nie pamiętam jego imienia, ale gdybym poznał, zrobiłbym wiele, by wynagrodzić mu te trzy celne strzały.
Oblężenie się skończyło, a ja wyszedłem z wiosek ukrytych gdzieś w przybrzeżnych lasach. Dowiedziałem się o ataku Ityak-Ortheela, o poświęceniu Ilyrany i innych kapłanów. Dowiedziałem się, gdyż nie było tajemnicą, że oblężeniem dowodził złoty! Kymil z rodu Nimesin. Przeklinam tego bękarta! Najlepiej, gdyby się w ogóle nie urodził… Dowiedziałem, się, że zginęła moja siostra, w niehonorowy sposób – bestialsko zamordowana. Przeklinam!

Elf odetchnął głośno.

Ale cóż, żyje się dalej. Kontynuowałem swe nauki, pomagałem nawet kapłanom ze świątyni Seldarine’u w Leuthilspar. Jeżeli mogłem się przysłużyć Królowej – to tylko tak.

Jakiś czas później, dobre 3 lata, sam Lysanthir wyłożył mi to, co mam czynić w Faerunie. Nasz ród był rodem kupieckim i taki cel także mi stawiano. Niech będzie. Poniekąd w wymianach handlowych z ludźmi… tak, ludźmi, przydać miał mi się ich prymitywny język. I Lysanthir nauczył mnie go. Czas był ruszać. Pożegnałem matkę, ojca, pomodliłem się do Sashelasa. W drogę!

Podróż przedłużyła się aż do 23ciego. To chyba najgorsze Lateuquor, jakiego doświadczyłem. Gdy statek zmierzał do Waterdeep, rozpętała się wichura i zmuszeni byliśmy przybijać do brzegu. Niejakie Silwood, jak mniemam, na wyspie Aeris… Może warto się rozejrzeć. Może uda mi się…
elf uśmiechnął się w myślach …pozyskać na tych ludziach.

I oto jestem…




Akceptuję.
Dwarfuję
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl