ďťż
W lesie przybrzeżnym i na ziemiach kręgu...


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Tego ranka las był niezwykle cichy. Słońce wstawało powoli, jakby niechętnie. Ptaki, które każdego ranka świergotały zajadle dzisiaj ćwierkały cicho i od niechcenia. Skończyły też swoje trele dużo wcześniej niż zwykle. Wataha wilków przemknęła w cieniu drzew, zagłębiając się w gąszcz, byle dalej od ziem druidów. Cały las opanowała atmosfera niepewności i wyczekiwania. I choć zwykły podróżnik mógłby tego wszystkiego nie zauważyć, dla ludzi związanych z lasem zmiany, choć póki co drobne, stały się zauważalne. Samo otoczenie kręgu zdaje się jednak nietknięte. Zwierzęta są spokojne i z zapałem znanym z poprzednich dni zajmują się swoimi sprawami.

Wszelkie próby porozumiewania się z roślinami i zwierzętami
Spoiler: Nie ujawniają nic ponad to, że flora i fauna lasu jest zaniepokojona. Zwłaszcza kiedy na ziemiach pojawia się ktoś obcy


* Wyczuwając niepokój mieszkańców lasu Dębowy Druid zwołał strażników natury do Świętego Kręgu i wysłuchawszy ich słów i spostrzeżeń nakazał im wzmożoną czujność sam natomiast zasiadł pośród świętych kamieni otwierając się na otaczającą go dokoła pieśń lasu.... *
*Zielony Łucznik, gdy zauważył panujący niepokój na Ziemiach Kręgu, zaczął przebywać częściej na nich, aby mieć na wszystko oko.*
*Sibhreach, wędrując po Lesie Przybrzeżnym, z niepokojem rozgląda się wokół*

Tak się dziwnie zrobiło, że nawet koboldy pochowały się w swoich norach... *mruknął do idącego obok Huainna*


Spokojnie Ray... *pantera mruczy podejrzliwie* Ktoś musi się tym zająć.

Valinie... O co tu chodzi
*powiedział od siebie*
*Gdy Len zauważył oznaki niepokoju panującego na tamtejszych ziemiach zdecydowanie częściej, zaczął tam zaglądać i przyglądać sie panującej atmosferze*
*Glasa cierpliwie wędruje po okolicznych bezdrożach i często obserwuje siedząc na drzewie napotykanych wędrowców*
Słońce wstawało powoli, nieśmiało próbując oświetlić las przybrzeżny. Pod koronami drzew wciąż panował półmrok. I cisza. Wszystkie ptaki pozostały w swych nocnych kryjówkach. Żaden trel i świergot nie powitał kolejnego dnia. Las zamarł w oczekiwaniu. Co gorsza, niepokój powoli rozszerza się na resztę ziem, pozostających pod opieką druidów. I już nawet w samym kręgu można go wyczuć.
* Otwierając oczy po nocnej medytacji arcydruid z niepokojem spojrzał w kierunku granic świetnego gaju wyczuwając coraz większy niepokój mieszkańców lasu. Nie mogąc rozpoznać źródła zagrożenia zaalarmował druidów i strażników kręgu po czym z najstarszymi z druidów udał się do kamiennego kręgu by wspólnie z nimi sięgnąć do życiodajnej mocy natury i poprosić ją by otoczyła swą opieką święty gaj i jego okolice..... *
Razvik szedł powoli między drzewami Lasu przybrzeżnego. Był zielarzem i od wielu lat zbierał tutaj potrzebne mu zioła. Zawsze czuł się tutaj niemal jak w domu. Może to przez gorącą wiarę w Silvanusa, albo też piękno przyrody zwyczajnie przemawiało do jego duszy. Zioła zbierał ostrożnie, tak by nie zniszczyć doszczętnie roślin. Cześć z nich wykopywał, ostrożnie owijał ich korzonki tak, by móc zasadzić je później w ogródku. Dzisiaj jednak czuł niepokój. Nawet on wyczuwał, że z lasem jest coś nie tak. I najczarniejsze myśli przebiegły mu przez głowę, kiedy stanął oko w oko z watahą wilków. Zignorował pierwszy odruch ucieczki, bo wiedział, że to tylko sprowokuje zwierzęta do ataku. Bardzo powoli zaczął się cofać, starając się nie patrzeć zwierzętom w oczy. Przywódca stada warknął cicho. Razvik zaryzykował szybkie spojrzenie i z przerażeniem stwierdził, że wilki go otaczają. Wiedząc co ma zaraz nastąpić zrezygnował z ostrożności i rzucił się biegiem w stronę granicy lasy. Wilki ruszyły za nim, powarkując cicho. Nie mógł im uciec, doskonale o tym wiedział, ale strach pchał go dalej. Być może dlatego nie poczuł pierwszego ukąszenia. Potężna wilczyca wbiła mu w nogę swoje zęby ale zaraz puściła. A potem kolejny i kolejny. Gałęzie chłostały go po twarzy, co chwila zaczepiał nogą o korzenie i pnącza, ale jakoś biegł dalej. Krew płynęła obficie z ran po ugryzieniach na nogach i rękach. Już niemal widział granicę lasu, może mu się uda! Wtedy jeden z wilków wskoczył mu na plecy, powalając go. Razvik zdołał się podnieść i powlókł się dalej. Kiedy wytoczył się z lasu nie mógł uwierzyć swemu szczęściu. Wilki już go nie goniły. Zostały w cieniu drzew przyglądając mu się uważnie. Poważnie ranny zielarz cudem tylko dowlókł się do domu.

Próby magicznego porozumienia się ze zwierzętami i roślinami:

Spoiler: Las, tak flora jak i fauna są coraz bardziej zaniepokojone, w umysłach zwierząt pojawia się niezwykła wręcz chęć obrony lasu, a także nienawiść do intruzów
* Gdy wieści o ataku wilków i narastającym niepokoju i agresji mieszkańców lasu dotarły do arcydruida ten zwołał wszystkich do świętego kręgu poczym nakazał druidom by ruszyli w las poszukując źródła zasianego niepokoju i jeśli zdołają uspokajali napotkane drapieżniki a strażnikom kręgu patrolującym okolice by rozgłosili w wioskach wieści by ich mieszkańcy przez jakiś czas zaniechali zapuszczania się w gęstwiny lasu przybrzeżnego ….
Gdy wszystko zostało powiedziane arcydruid wzbił się w niebiosa przyjmując postać orła i udał się w kierunku chaty Razvika by zaopiekować się ranami starego zielarza i przyjaciela mieszkańców lasu …… *
*Po dowiedzeniu się o tym wydarzeniu, Nalavein zaczął częściej przebywać w otoczeniu wilków, w Lesie Przybrzeżnym. Badając ich zachowanie i jeśli się podobna sytuacja powtórzy, powstrzymać je od ataku na przybyłych.*
Wszyscy członkowie kręgu, którzy przebywają na ziemiach druidów mogą zauważyć:

Spoiler: Że zwierzęta stały się nieufne nawet wobec was. Często jedynym śladem obecności zwierzęcia są jego tropy, a ono samo ucieka, zanim jesteście je w stanie dostrzec.

Dla ludzi obeznanych z lasem:
Sztuka przetrwania ST 15,

Dla całej reszty:
Spostrzegawczość ST 25, nasłuchiwanie ST 20

Spoiler: W lesie przybrzeżnym nie ma ptaków śpiewających
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl