ďťż
Terry Pratchett's Hogfather!


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Ostatnio moja mama dorwała jakimś nieznanym mi sposobem film o szokującym tytule - "Terry Pratchett's Hogfather". Była to, oczywiście, filmowa adaptacja jednej z książek tego sławnego pisarza, u nas przechrzczonej na "Wiedźmikołaja" (Całkiem trafnie zresztą). Niestety, film w też nieznany mi sposób do dziś (Powstał w 2006!) nie został ściągnięty do Polski i przetłumaczony. A szkoda, z całą pewnością zrobiłby furorę.

Tak czy inaczej, film był po angielsku. Początkowo podszedłem do tego bardzo sceptycznie, bo uznałem, że skoro z intra do Deusa Exa zrozumiałem mniej niż połowę, to i tu będzie kicha. Ale zapuściliśmy film w odtwarzaczu DVD, a potem zaczęliśmy oglądać i komentować co wyobrażaliśmy sobie inaczej, niż pokazano...

Historia, w znacznym uproszczeniu, przedstawia się następująco: Co rok w Świecie Dysku ma miejsce święto łudząco podobne do naszego Bożego Narodzenia. Wiecie, św. Mikołaj, prezenty, choinka, takie rzeczy. Z tym, że tutaj jest Wiedźmikołaj; Koleś w czerwonym płaszczu, który ma kły, a zamiast reniferów wielkie, tłuste świnie. Co rok roznosi prezenty, włażąc do domów przez komin, po drodze wypijając kieliszek sherry oraz zjadając pasztecika, a na koniec mówiąc "HO HO HO" i czmychając z powrotem przez komin. Z tym, że tym razem Wiedźmikołaja nie ma - a palce mieszają w tym istoty, które pragną pozbawić ludzi fantazji. Nim upłynie czas Strzeżenia Wiedźm (Najkrótszej nocy na Dysku) musi być dość wiary w Wiedźmikołaja - albo słońce nie wzejdzie. By temu zapobiec, za robotę Wiedźmikołaja bierze się Śmierć - antropomorficzna personifikacja naturalnego zjawiska, dzierżąca kosę, chodząca w czarnej szacie i "nieco" wychudzona.

Film został wykonany rewelacyjnie. Ta zgodność z treścią książki (Może nie licząc paru mniej lub bardziej istotnych detali), to dopracowanie szczegółów, ten klimat bijący z ekranu... Jeśli język angielski nie jest wam obcy, a twórczość Terrego Prachetta tym bardziej, to zdobądźcie w jakiś sposób ten film i zatraćcie się w pierwszej nieanimowanej, filmowej adaptacji książki ze Świata Dysku. Naprawdę, polecam.


oglądałem ten film, godny polecenia, tak samo książka (choć mym zdaniem nie należy dos zczytowych dzieł ze Świata Dysku)
Niedawno leciał w telewizji po polsku

Cóż, oczekiwałem czegoś lepszego. Film był dobry, książki nie czytałem jeszcze. Jednakże sądzę że seria o Rincewindzie jest zabawniejsza - ale to tylko moje subiektywne odczucie.
nic nie pobije Śmierci i jego podejścia do hm życia


Deithwen - jego podejścia Śmierć jest rodzaju męskiego.
przyjąłem poprawke dzięki za uwage Morrie, cóż automatycznie odmieniłem w formie żeńskiej tak jak jest w języku polskim
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl