Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Konto: Veris_Q
Nazwa postaci: Victrin Zauar
Rasa postaci: Drow
Płeć postaci: Mężczyzna
Wiek postaci: 180 lat
Oto wysoki mroczny elf o wysportowanej sylwetce. Oczy są czerwone. Skórę ma fioletową, podobnie zresztą, jak włosy - które sięgają mu za kark. Uszy spiczaste, na lewym ma kilkanaście srebrnych kolczyków. Porusza się spokojnie, z podniesioną głową. Głos ma dźwięczny. Na szyi znajduje się drobny łańcuszek, który bez wątpienia jest czymś obciążony.

Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Phi... Akceptuję
Eru zdaje mi się, że temat jest oznaczony, nie dla Arbitrów...
Akceptuje.
Historia odhajdowana. Have fun.
Historia
Łotrzyk Victrin rozłożył się wygodnie na łóżku i ciężko westchnął przejeżdżając dłonią po brzuchu lezącej obok niego drowki. Był młodym kupcem, chociaż od rozmowy z klientami wolał działać, był jak na swój wiek biegły w sztuce zakładanie pułapek i uników. W Eryndlyn, miastu trzech religii, jak sam je nazywał, wyznawał Vhaeruna, Zamaskowanego Pana. Syna przeklętej pajęczycy. Zabawne jak bardzo bliski był mu Zamaskowany Pan Nocy. Lolth trzeba było zniszczyć a następnie podbić powierzchnię, która prawnie należy się drowom. Victrin uśmiechnął się ze swojej myśli i wstał z łóżka poklepując nieco kurtyzanę po udzie. Może nawet zacznę Mu służyć bliżej?
- I co myślisz Amaldio, nadam się? - powiedział do niej z bezczelnym uśmieszkiem nie oczekując odpowiedzi. Wreszcie wstał i ubrał się. Wspaniale czuł się w czarnym kolorze, podkreślał on jego fioletową skórę.
- Jakbym był stworzony do walki na powierzchni. - znów powiedział do drowki z leciutkim uśmieszkiem. Przypiął jeszcze tylko miecz do pasa i rzucił kobiecie pękatą sakiewkę. Wychodził z domu publicznego mając w głowie myśl o odwiedzeniu wuja Aetha, który proponował mu już kilka razy wstąpienie do kleru.
Zabłądziła - to było jasne od początku. Znalazła się na skraju dzielnic Vhaerunitów i wyznawców Lolth. Osłabiona i zraniona po spotkaniu z rywalizującą kapłanką Lolth, z którego wyszła zwycięsko, zobaczyła przed sobą dwójkę młodych drowów samców. Walka nie trwała długo.
Szpikulec rapiera skierowany w stronę jej gardła nie był zbyt przyjemnym widokiem. Ba, sam fakt, że została rozbrojona i sprowadzona na kolana wprawiało jej umysł w intensywne myślenie. Zadawała sobie pytanie, jakim cudem dwójka młodych drowów tak łatwo ją pokonała. Ten, który miał rapier z przeciwnej strony, co ona uśmiechał się złośliwie w jej kierunku i wyprowadził potężnego kopniaka w brzuch. Yatharin zajęczała i upadła na ziemię udając nieprzytomną.
-Naprawdę, nie musiałeś tego robi - rzekł Victrin patrząc w kierunku kapłanki.
-Służy Pajęczycy – warknął ten, co przed chwilą celował rapierem z drowkę.
-Po prostu chodźmy dalej, nie warto - odrzekł Vhaerunita z lekkim znudzeniem.
Irytujący głupek. Pomyślał Irrystan wpatrując się w Victrina. Razem przyłączyli się do kleru. Razem tworzyli wymyślne mikstury, razem trenowali walkę na miecze, razem budowali pułapki. Od kilkunastu lat nie byli nowicjuszami, o nie. Wciąż niezbyt poważani, lecz co jakiś czas zdarzało się im wypełnić bardziej złożone zadanie. Drowka, która leżała u ich stóp była przypadkiem. Widzieli, że jest osłabiona, ranna. Postanowili ją zabić. Lecz teraz ten, kogo kiedyś nazwał bratem sprzeciwia się woli Zamaskowanego?
-Co Ci się stało? - odrzekł Irrystan podrzucając amuletem Lolth zdobytym od kapłanki.
-Po prostu zachowaj energię. Coś się zmieniło. - odrzekł tajemniczo drow po czym dodał do siebie szeptem -Nie używała zaklęć.
Zabawne jak prorocze były to słowa. Kilka dekatygodni po tym zdarzeniu wydała się prawda o Milczeniu Lolth. Zarówno, Irrystan jak i Victrin uczestniczyli w wielkim mordzie wyznawców Królowej Pajęczej Otchłani. Po tym krwawym zdarzeniu stało się coś innego. Coś o wiele bardziej osobistego dla Vhaerunitów.
Śmierć Vhaeruna była dziwna. Najpierw kapłani poczuli "coś" nie mogli dokładnie wytłumaczyć, co się stało. Chwilę potem usłyszeli dziwne wieści. Podobno kapłani z powierzchni mówili o świeceniu ich zaklęć, gdy rzucali je podczas obecności Selune na niebie. Eilistraee? Czy to możliwe?
Victrin pakował się. Zabrał niewiele rzeczy, tylko zbroję, miecz, kilkanaście zwoi i mikstur potrzebował tego, bowiem zamierzał się udać do dość dalekiego miasta. Skullport czeka. Nie zamierzał siedzieć spokojnie i myśleć, co właściwie się stało. Czuł zamianę natury swego bóstwa, subtelną, delikatną. Jeśli Zamaskowana Pani, bo teraz tak podobno zwał się Vhaerun pozwoli, porozmawia z kapłankami Eilistraee na ich Promenadzie. Karawana czeka. Wozy są gotowe. Wyruszył.
Rozczarowanie. To chyba odpowiednie słowo. Z tego, co się dowiedział Eilistraee przejęła wyznawców swego martwego już brata. Ale życie wyznawcy Eilistraee nie musi być katorgą Czasem wydawało się Victrinowi, że pasuje do Mrocznej Dziewicy.
Został w Skullporcie. Nauczył się elfiego języka. Poznał dogmaty, poznał nieco nowej kultury. Ponieważ nic go nie trzymało w tym miejscu. Qilué- przywódczyni kleru Eilistraee poradziła mu by udał się za wezwaniem Lerielle na Aeris. Tam będzie mógł wyprostować nieco spraw.
Victrin zarzucił torbę na ramię i wszedł na statek. Wykorzysta swoje talenty by Eilistraee stała się największym drowim bóstwem. Zniszczy wyznawców Szlamu, którzy podobno zagnieździli się na wyspie. Może nawet kilku nawróci?
Wyszczególniony rozwój: Co 3 poziomy kapłana będę dodawał jeden łotra. Punkty cech będą lecieć niezmiennie do mądrości. Atuty: Na 1 lvl biorę uniki, na 3 finezję w walce na 6 idę na mobilność. (o 9 poziomie na razie nawet nie chcę myśleć, długo mi zajmie dotrwanie do niego i prawdopodobnie wezmę ulubioną broń krótki miecz.) Co do umiejek ładuję w blef, cichy chód, ukrywanie się, rzemiosło – alchemia, wiedza, używanie magicznych urządzeń, przeszukiwanie, zakładanie, unieszkoliwianie pułapek, nieco dostanie również czaroznastwo ale raczej niewiele.
Rys Psychologiczny: Victrin Zauar idzie przez świat z chęcią posmakowania jak największej ilości przyjemności. Zmiana bóstwa- patrona spowodowała, że nie zamierza już więcej mordować powierzchniowych elfów uważa, że drowy i powierzchniowe elfy powinny żyć razem. Dlatego jego marzeniem jest zakochanie się z wzajemnością w jakiejś szarej lub złotej elfce i spłodzenie dziecka. Jego obecnym celem jest pomoc kultowi Eilistraee na Aeris – niekoniecznie w sposób jawny. Victrin podąża za nieco zmienionym dogmatem Eilistraee starając się jak najbardziej zadowolić jego boginię pozwalając sobie jednocześnie na chwilowe wyskoki. W przyszłości stanie się CD pod wpływem ogólnej dobroci, która jest wokół niego.
Dogmat:
Zawsze bądź miły – chyba, że walczysz ze złem
-Victrin postara się nie narażać nikomu i nie odpowie obelgą nim sam nie zostanie nią zaatakowany.-
Staraj się wszędzie rozszerzać szczęście
-Wśród swoich i tylko wtedy, gdy przyniesie to mu, lub kultowi Eilistraee korzyść-
-Pracuj nad zaprowadzeniem harmonii, między drowami a rasami zamieszkującymi powierzchnię-
A czy jest lepszy sposób, intergracji niż rozkochanie kobiet w sobie?
-Na arogancję odpowiadaj uprzejmością-
Nic bardziej nie denerwuje gburów od miłych odpowiedzi na ich zaczepki.
-Na przemoc odpowiadaj przemocą-
Nigdy nie zaatakuje pierwszy. Jeśli zostanie uderzony/zaatakowany zasada uprzejmości już go nie interesuje.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL