Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Nazwa konta: stworzonko
Postać: Lili
Płeć: Kobieta
Rasa: Niziołka Zjawomyślna (zbudowana na dostępnym Waleczniaku; jeśli to możliwe proszę o zmianę nazwy mojej podrasy na oficjalnie Zjawomyślną)
Wiek: 23 lata
Wyznanie: Panteon niziołczy, proszę o podpowiedź, bo w podręczniku wszystkie bóstwa (PN, N, PD) wydają się zbyt odległe dla CD. Wpisałem Arvoreen, ale jest do zmiany.
Pochodzenie: Puszcza Chondal
Planowana wstępnie domieszka: Łotrzyk
Charakter: Chaotyczny dobry
Cecha z tła: Dziecię głuszy
Języki: Niziołczy / leśny (?)
Opis postaci:
Ta niziołka wygląda na dość młodą i egzotyczną osobę. Nie nosi się zbyt elegancko. Lekko sfilcowane, ciemne włosy powiązała na głowie sznurkiem tak, by nie opadały na twarz. Tą zdobi (lub szpeci, zależnie od gustu) rozległy, zawiły tatuaż. Swoje typowe odzienie lubi kompletować z przypadkowych elementów, dodając amulety, zawieszki i paski.
Historia postaci:
W karczmie było paskudnie tłoczno i gwarno. Powodów było wiele – późna pora, zajazd u kresu szlaku handlowego, chłód i ulewa na zewnątrz…
Niska osóbka wdrapała się na ławę, wyciągając ręce w górę i stawiając bardzo głośno na stole dwie brudnawe szklanki. Spomiędzy nich było widać jej twarz, gdy oparła brodę na blacie.
Trzym. – Poleciła krasnoludowi, łapiąc jedną szklankę i przesuwając w jego kierunku. – Ale po flaszki ty latasz. – W jej zaciętej minie pobłyskiwały nieufnie, lecz ciekawsko zielone oczy, gdy odprowadzała krasnoluda wzrokiem za szynkwas. Gdy wrócił i polał, wychyliła brudną szklankę na jednym oddechu i nie odrywając od niego hardego spojrzenia, zarysowała nożem jedną kreskę na stole.
***
- Wogle… fajnie spotkać kogoś takiego jak ty. Nigdy nie widziałam takiego niskiego wielkoluda. – wytarła rękawem wódkę z ust, od niechcenia wydrapując kolejną kreskę. – Nie wierzę, że jest was cała rasa. Tam gdzie mieszkam, wogle jest zupełnie inaczej niż tutaj. Jak wyjechałam z karawaną, zdawało mi się, że wszędzie jest inaczej. Ale teraz to wiesz, widzę powoli, że to u nas jest inaczej, a cały wasz świat wygląda jak jeden wielgi wykarczowany jarmark.
***
- Faktycznie, może i nie jesteś wielkoludem – przymrużyła jedno oko oceniająco, gdy po kolejnej szklaneczce spod jej tatuażu wylał się wyraźniej alkoholowy rumieniec. – Z wielkoludów widziałam tylko grugach, driady, centaurów i te… człowieki. A raz widziałam wielkiego satyra, mówię ci – gestykulując z przejęciem i przesadą, próbowała pokazać zbyt krótkimi ramionami jego wzrost. - Grugi są w porządku, zwłaszcza plemię ze wschodu Puszczy. Centaury też, chociaż niektórzy starsi nieufnie na nie patrzą. Ja lubię centaurów i mam dwóch kompanów w ich wiosce. I znam ich przepis na wino. Tęsknię chyba za znajomymi… - opuściła lekko głowę, nagle dopadnięta przez nostalgię. Po chwili zaczęła znowu machać nogami i kontynuowała. - A z człowiekami nie lubię rozmawiać, są dziwni i trzeba za wysoko łeb zadzierać. Poza tym któryś handlarz kiedyś powiedział, że my podlegamy pod jego kraj, że jakiś Jaś Nie-Pan Arrabar posiada puszczę na własność, czy coś równie durnego. Nie wiem co za Arrabar, ale wara mu od domu. Kim on był, by sobie świat nadawać? Musiał być jakiś szalony szaman, albo coś. Pamiętam, że jak starsi nie widzieli, biegaliśmy z Nenu patrzeć czy człowiek już podsechł w pułapce grugów. Ale długo się psuł i długo śmierdział.
***
- Ja skąd się wzięłam? Wzięłam się ze statku. – Wyznała dumnym tonem, jakby wyciągała wyjątkowego asa z rękawa. Widząc pytające spojrzenie krasnoluda przyznała, grzebiąc w pamięci. – No… statek wziął się z Calimshanu. Wiesz, jaki dziwny kraj? Jak jechalim traktem, to prawie cały czas był piasek! Suszyło mnie jak po popijawce u Valiego. W tym piasku statek wziął się z Calimportu, a tam z kolei przypłynął z wybrzeża daleko za naszym lasem. Z portu Inne Rlith. To takie nieleśne miasto – wyjaśniła przemądrzale, nie spodziewając się od nikogo wiedzy o nieleśnych miastach.
***
- Mama też mówiła, że za dużo paplam. Co wy się, znacie? – łypnęła podejrzliwie, znacząc stół ostrzem i lekko czkając w połowie pytania. – Na pewno nie. Mama nie rozmawia z obcymi, to spokojna i przyzwoita kobieta. Tak, ja też się zastanawiałam, jak w takim razie poznała ojca, wiesz? Ale mi powiedzieli, że się znali zawsze. Wiesz, u nas tak jest, że znasz wszystkie osoby na świecie prawie. Tylko że nie wiesz, że dalej jest jeszcze więcej świata, i jeszcze więcej. I nawet ze starego cedru za bagniskiem nie zobaczysz wszystkiego. A ja widziałam bardzo dużo, bo mam najlepszy wzrok na świecie. – Zaznaczyła, lekko chwiejąc się. – I najlepiej się wspinam. Dlatego zawsze kazali mi materiały do budowy nosić, miód wybierać z barci, albo szyszki zrywać, albo żywicę ściągać. Ale to takie nudne… I potem wszystkie owady ci się w lesie przylepiają. Chciałam ochraniać grupy binów zbieraczy, ale ojciec mówił, że za mała jestem, za słaba, i że jakby mnie otoczyły wilki, narobiłabym w gacie, bo jestem dziewczyna. Ale ja kiedyś zabiłam wilka. To znaczy… Uciekł, jak na niego nawarczałam. Goniłam go chyba pół świata, wiesz? Ale mnie zmęczył i wykiwał.
***
- Może i rodzice mają rację – ciągnęła wstawiona, nie patrząc już od jakiegoś czasu na to, czy ktoś jej słucha. – Pewnie mają, wiesz. Miód, żywica, szukanie robaczków, skrobanie kory na przyprawy… A tu trafiła im się Lili, bez przerwy goniąca z gałęzią za wymyślonymi napastnikami Klanu. No co, nie umiem się skradać – do pijackiego rumieńca dołączył wstydliwy. – Wszyscy powtarzają, że za głośno się zachowuję. Ale wiesz? Tutaj wcale nie jestem za głośno – ze zdumieniem i satysfakcją rozejrzała się po osobach zgromadzonych w karczmie.
- Nie wiem czy dobrze robię. Myślę że tak, ale w domu tylko kręcili głowami. A dziadzia mówi, że wyrosnę z tego. Za to kocham dziadzia. Czyli mogę robić co uważam za słuszne, a jak wyrosnę, to znormalnieję. Muszę być nienormalna, skoro zbieranie robaczków nie uszczęśliwia mnie. Powiedziałam siostrom, że zobaczę tylko jak to jest pomagać w ochronie karawany, i wrócę. Poszłam – pochyliła się nad stołem, jakby przyszło jej podzielić się nie wiadomo jakim sekretem. – Niestety jak raz wieczorem przy ognisku mi coś dali, to potem nie pamiętam nawet którędy i kiedy oddaliliśmy się od Puszczy. Wieldzy mówili, że nie jadą daleko, więc czekałam na koniec by zaraz z nimi wrócić. Ale ta karawana to szła dalej i dalej, i nie chciała się zatrzymać – wybałusza oczy, mówiąc z przejęciem. – Wymieniała ludzi, wsiadała na statki i dziwne zwierzęta i zsiadała z nich. Wogle wiesz co? Widziałam centaurów bez góry! Ale były brzydkie… Same nogi, i jakaś taka mała czarna głowa, bez tułowia i ramion. Fuj – wzdrygnęła się z obrzydzeniem.
***
- Bo wiesz, mam trzy siostry. Marei, Calię i Gwilkę. Gwilka jest starsza ode mnie i mężata, teraz mi suszą głowę i mówią, że moja kolej jest. I brata mam, ale tylko jednego, Nenu. Mówi się, że to skrót od Bagienny Nenufar. Zwłaszcza, gdy się chce być złośliwym. On też jest stary. Czasami uczył mnie walczyć, ale nazywał to zabawą i śmiał się ze mnie mówiąc, że pozwala mi wygrać. Lubi też rozpowiadać, że wojowniczka Lili rzuca się ze strasznym, groźnym krzykiem na przeciwnika, i na tym samym oddechu nadal krzycząc, bierze nogi za pas i ucieka. Kłamie. Zrobiłam tak tylko raz czy dwa… Raz przed gnolem – wspomniała cicho. – Podobno gnolle jedzą binów, gdy jakichś porwą. Niby tylko się tym straszy, jak wiedźmami, ale… Nenu widział. – Stopniowo jej głos cichł, aż przekształcił się w niemą myśl, której towarzyszył lekki ruch ust, a którą niziołka nie miała się z kim podzielić. - Raz zaginął jego przyjaciel, więc brat poszedł go szukać. Wrócił zieleńszy niż mackowiec. Jego myśl była cicha, a jego oczy matowe jak igły sosen.
***
- Diabli mi cię nadali, wiesz… - spojrzała na krasnoluda ledwo siedzącego w krześle i nie reagującego od dłuższego czasu. – Wogle muszę wam wszystko głośno mówić, nie nawykłam do takiego strzępienia języka. Gardło mnie boli… Ciężko się z wami komunikować jest. – Złapała się za głowę i podparła sztywno rękoma, zatrzymując wirujące ściany. – No masz… Znowu świat kręci się wokół mnie… - Zacisnęła jedną piąstkę na wiszącym u jej szyi woreczku ze ściółką i nasionami z ostatniego terenu klanowego z Chondal i oprała czoło na poznaczonym brzegu stołu.
Ocknęła się nagle z powodu głuchego łomotu przy drugim brzegu stołu. Gdy tylko szybko otwarła szeroko oczy, ujrzała pod stołem drzemiącego mniej lub bardziej słodko Brottora. Gdy po raz kolejny usłużnie zajrzał do ich stolika oberżysta z antałkiem, westchnęła ciężko i zeskoczyła z ławy. – Jemu już nie nalewaj. Ale coś bym przekąsiła przed snem…
--------
Dlaczego ten statek płynie tak wolno? Myślałam, że wielkie skrzydlate łodzie wielkoludów stać na więcej. Już widać brzeg, a płyniemy coraz wolniej. Może powinni chwycić za wiosła? Krasnolud zdąży przede mną, jak tak dalej pójdzie. Może już zdążył. Niby to tylko zakład z nowym kompanem, ale taki wyścig to nie w kij dmuchał. Kiedy wykłócaliśmy się o to, kto pierwszy dotrze na jakieś Aeris, nie wiedział, jak potrafię się przemieszczać. Mówił wielgas, że ma dłuższe nogi! Phi! Ja ostatnio przejechałam strasznie dużo wiosek i jezioro bez końca, nawet nie wiem, w którą stronę do domu… co mi za problem znaleźć wioskę Aeris, i to na wyspie na tym jeziorze co już byłam.
No właśnie. Problem. Krasnolud Brottor musiał wygrać ostatnią popijawę, zamknął mnie w pokoju w karczmie i dał dyla. Ciekawam czego mi dodał do napitku, że mnie tak zmogło, a on jeszcze w krześle siedział. Choć na zielarza grugów to mi nie wyglądał… Oj dorwę go, dowcipnisia. Na szczęście ze złota za ochronę karawan jeszcze mi trochę zostało. To znaczy, przynajmniej do dziś, jak wielgasy znalazły mnie na swoim statku i kazały zapłacić za przewóz. No to nie muszę już siedzieć cichcem ze szczurami w szmatach pod pokładem. Dwa zagryzłam, bo mnie pokąsały. A tu z góry lepiej wszystko widać, jak ze starego cedru. Po prostu okiem sięgnąć i wszystko na dłoni. Jak na przykład... aaa!
Niech to. Rzuca jak na nietrzeźwym centaurze.
zrzut wyglądu
Hmm mi sie podoba fakt rasa dosc egzotyczna i podrózowanie srednio do niej pasuje ale przeciez poszukiwacze przygód to indiwidualnosci wsród swoich pobratynców wiec
Akceptuje
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Jak rozumiem przeinaczenia w nazwach miejscowości są związane z klasą? Akceptuję
Związane z klasą, jak najbardziej.
Proszę zatem o zmianę mojego bóstwa na Sheelę ("bogini romantycznej miłości"? a niech tam skoro będzie najlepsza, to mi pasuje).
Oraz o zmianę podrasy jeśli się da.
Dzięki wielkie za akceptacje. No to dopiero było szybkie...
edit: Tylko tak sobie dopiszę dla porządku - ostatecznie po wyjaśnieniu wybrałam Mielikki i ma ja Lili.
Sheela jest tez boginią natury i tym podobnych spraw.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL