Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Nazwa konta postaci: Glaca69
Nazwa postaci: Glasa Niespokojny Wiatr
Płeć postaci: Kobieta
Rasa postaci: Człowiek
Klasa postaci: Barbarzyńca
Wiek postaci: 21
Wyznanie postaci: Sharess
Pochodzenie postaci: Czarna Dżungla
Charakter postaci: Chaotyczny Dobry
Opis zewnętrzny:
Stoi przed Tobą dumna wojowniczka Glasa. Jej ciemna skóra lśni w porannym słońcu, a ciemne włosy naturalnie falują na morskim wietrze. Widać od razu, że taka rosła kobieta jest owocem Południowych Dżungli- mimo że jej postura imponuje to ona sama zachowuje sie jednak niepewnie w nowym dla niej otoczeniu. Nagle odzywa się łamanym językiem wspólnym i pyta:
-Dobry czowieku, czy na tej wyszpie znajdzie sie miejszcze dla dzielnej wojowniczki?
Atrybuty:
Cytata ciemne włosy naturalnie falują na morskim wietrze
Jeszcze to. Pamiętaj, że nie zawsze twoja postać będzie się znajdowała na tyle blisko morza żeby jej morski wiatr włosy rozwiewał, a już na pewno nie "naturalnie". W końcu mamy też jaskinie i inne popularne, podziemne miejsca dla poszukiwaczy przygód. Wcale z morzami nie związane.
Nazwa konta postaci: Glaca69
Nazwa postaci: Glasa Niespokojny Wiatr
Płeć postaci: Kobieta
Rasa postaci: Człowiek
Klasa postaci: Barbarzyńca
Wiek postaci: 21
Wyznanie postaci: Ubtao
Pochodzenie postaci: Chult, okolice Mezro
Charakter postaci: Neutralny Dobry
Atrybuty:
Siła:16
Zręczność:16
Kondycja:14
Inteligencja:10
Mądrość:12
Charyzma:8
Stoi przed Tobą wysoka kobieta. Ma ciemną, ogorzałą skórę a czarne włosy naturalnie opadają na szerokie, umięśnione ramiona. Mimo jej potężnej postury, ona sama rzadko się odyzwa i nie ma się czemu dziwić- z bliska bowiem łatwo zauważyć że jej ciało pokryte jest znamionami i bliznami.
Nazwa konta postaci: Glaca69
Nazwa postaci: Glasa Niespokojny Wiatr
Płeć postaci: Kobieta
Rasa postaci: Człowiek
Klasa postaci: Barbarzyńca
Wiek postaci: 21
Wyznanie postaci: Ubtao
Pochodzenie postaci: Chult, okolice Mezro
Charakter postaci: Neutralny Dobry
Akceptuję.
Akceptuję.
Glasa ofiarowująca swe życie i ciało Ubtao, udowadnia swą odporność na ból wycinając na sobie jego symbol- labirynt:

a to już na ławeczce w Aulos, śmiejąc sie z dziwnych obyczajów ludzi Północy:


tropiąca Glasa

witam. za sprawą zawieszenia opsa napisało mi się historię Glasy. daję ją tutaj. wyjasnia wiele spraw zwiazanych z moją postacią.
Glasa była najstarszą córką wojownika plemienia, zasiedlającego zachodnie wybrzeże Chult. Jej ojciec, Bobo od początku nie ukrywał, że jest rozczarowany posiadaniem córki. Chciał mieć dziedzica, który objąłby po nim przewodnictwo w Namiocie Wojowników. Przekazałby mu swoją mądrość, gdy syn nakazem przodków zje serce ojca, przed chwilą jeszcze wydające swe ostatnie uderzenie. Tak kazała tradycja, tak robili przodkowie. Bobo był bardzo gorliwym członkiem wspólnoty. Znał wszystkie jej tradycje, pieśni o bohaterach i bajki o bogach. W walce znany był z zapalczywości i braku dyscypliny. W tej części Krain były to wielkie zalety. Tutaj nie było czasu na rozkazy. Kto nie potrafił przeżyć samodzielnie jest słaby. Siał więc pogrom w szeregach wroga swoją włócznią nie oglądając się za siebie. Tak samo mówił córce. Skoro już urodziła się kobietą to nie była jej wina. Przestał na to zwracać uwagę i traktował ją jak syna.
Glasa mimo wszystko, starała się jednak sprostać wymaganiom surowego ojca. Chociaż nigdy jej nie przytulił, to jednak był trochę z niej dumny, gdy z biegiem lat stawała się coraz piękniejsza w jego oczach. A ojciec nie oceniał jej pośladków czy włosów. Inne cechy uważał za ważniejsze.
Miała już ponad sześć stóp wysokości, a ciągle rosła. Nie wyróżniała się jednak z watahy rosłych dzieciaków. Tak jak oni miała włosy splątane w grube warkocze. Uszy, nos i usta nosiła poprzekłuwane. W uszach miała kościane krążki, które miały za cel rozciągnięcie płatków do nienaturalnych rozmiarów, dopiero wtedy spełniających rolę estetyczną. Wiecznie poza rodzinną chatą, bawiła się z rówieśnikami. Pomagała dorosłym przy polowaniu, płosząc małpy swym krzykiem. Uwielbiała też pływać w ciepłym morzu, gdy w pobliżu nie czaiły się rekiny. Nadawałaby się na porządnego rycerza w krainach Północy lecz w jej wiosce tradycja była inna. W dżungli aby przeżyć trzeba się mnożyć szybciej, niż jaszczury składają swe ogromne jaja. O jej wiosce opowiadano, że kobiety noszą młode krócej niż dziewięć miesięcy. Nie ma co jednak wierzyć plotkom. Było to plemię dobre - pełne dumy i zadowolone z życia. To wzbudzało zazdrość w tym brutalnym świecie. Ile prawdy w tych opowieściach, wiedzą tylko wysuszeni, stuletni szamani żyjący w koronach drzew wraz z przodkami.
Każda wojna, która angażuje kobiety jest niebezpieczna. Tak mówiono od zawsze.
Gdy w wiosce zaczęto przygotowywać się do corocznej inicjacji młodych chłopców, aby mogli wejść na próg Namiotu Wojowników - wśród przyjaciół Glasy zawrzało. To była ich pora deszczowa. Na to czekali. Wtedy w umyśle dziewczyny odezwał się nieznany wcześniej głos. Okazało się, że została sama jedna wśród parunastu mężczyzn, którzy przygotowywali się do obrzędu. Teraz nawet nosiła kołczany strzał łowcom w głębi lasu. Oczywiście pilnowano ich nieustannie. Uczyli się przetrwać. Każdy na swój sposób starał się wykazać. Jeden z jej przyjaciół poświęcił się wielkiemu bogu Ubtao. Został jego zażartym wyznawcą i jako druid wiecznie przypominał o łasce jaką obdarza ich Wielki Jaszczur - Glasie się to nie podobało. Za to on upatrzył ją sobie jako tanią siłę roboczą. Odwodził ją od pomysłu spróbowania sił podczas inicjacji. Mówił, że to wbrew tradycji. Może i wbrew lecz Glasa była uparta.
Przed próbą do wioski zawitała kompania najemników. Nieczęsty widok w morderczej pełnej niebezpieczeństw dżungli. Niewielu ściągało tutaj z Północnych Krain, ci którzy przybywali byli ufni w siłę swojego lśniącego w słońcu, żelaza na piersiach i w ogniste sztuczki mędrców. Tacy właśnie wkroczyli do wioski zaśmiewając się w swoich językach. Gdy tylko stanęli przed wodzem, ze swych skrzyń powyciągali kolorowe zwoje perkalu, migoczące kawałki szkła i metalowe narzędzia. Widać oczekiwali wdzięczności ze strony dzikich, bo bez słowa zaczęli wybierać z szałasów to czego potrzebowali. Wtedy wódz krzyknął na swoich przybocznych, wprawionych w boju. Wystarczyło jedno słowo maga i stanęli w półkroku ze zdziwionymi minami i z uniesionymi maczugami. Reszta mieszkańców cofnęła się ku chatom otaczającym plac, gdzie stała chata wodza. Wybuchła zajadła, acz chwilowa dyskusja. Wódz, białowłosy starzec odziany jedynie w przepaskę biodrową musiał przełknąć gorycz porażki i ulec niezaprzeczalnym argumentom awanturników. Obcy panoszyli się po wiosce do następnego poranka, kiedy zrzucili z siebie młode i naiwne dziewczęta, zaśmiali się tylko okrutnie i odeszli. Co było w tym tak znaczącego dla Glasy? Nie był to dla niej pierwszy raz, lecz tym razem poczuła się dziwnie. Wśród szóstki niewysokich jasnoskórych jeden z nich wydawał się inny. Jedyny, który nie musiał podnosić na nią wzroku. Przystojny łucznik od razu zauważył Glasę i jej reakcje nie były dla niego czymś nowym. Znał postępowanie jakie tyczyło takich młodych dzierlatek ciekawych świata. Spędzili razem całą noc poza wioską. Od niej dowiedział się wszystkiego co było im potrzebne. Ona mówiła, bo nie sądziła, że on jest w stanie przekazać jej słowa do umysłu maga. Gdy wrócili do wioski, zniknął wśród swoich a dziewczyna udała się do swojej rodzinnej chaty. W środku palenisko żarzyło się jeszcze, lecz większym ogniem płonęły oczy jej ojca, który całą noc spędził na pilnowaniu ich dobytku przed pijanymi i odurzonymi ziołami awanturnikami.
Gdy wstało słońce a Glasa była już gotowa aby opuścić dom, bo nie mogła już znieść wzroku wściekłego, zawiedzionego ojca i matki. Błąkała się więc po obrzeżach wioski, bo dalej iść nie byłoby mądrze. Tego samego dnia jej koledzy otrzymali włócznie i opaski wojownika, które to miały ich chronić przed bronią innych plemion. Wszystko zostało przyspieszone właśnie z okazji wizyty obcych. Młodzi mieli do odegrania prostą rolę. Zwrócić uwagę na siebie i uciekać ile sił w nogach, by podprowadzić wrogów wprost pod oszczepy i kamienne maczugi czających się w gęstych zaroślach pobratymców. Gdy wieczorną porą w końcu znaleziono obóz obcych, młodzi zaczęli wokół nich krążyć. Łucznik szybko odkrył ich obecność. Sam postanowił się z nimi rozprawić. Wyglądał młodo bo był półelfem - stąd niezwykły wyraz jego oczu budzący niezdrowe zaciekawienie. Teraz zaś przenikały ciemność zalegającą ciemnozielone gąszcze i pnie drzew budzące skojarzenia z kolumnami podpierającymi nieboskłon. W takiej oto scenerii rozegrały się krwawe sceny. Gdy las budził się właśnie do życia, a na wysokości ziemi zalegała cisza to wśród najwyższych konarów szalały małpy. Ziemia zaś należała do jaszczurów. W dzień wylegały się na słońcu - gdy przyszło się ogrzać w nocy, myślą o krwi. Teraz jednak nawet i łuskowaci woleli przeczekać to co miało się wydarzyć.
Wojownicy dzierżący prostą broń czekali cierpliwie. Obcy nawet nie rozpalali pochodni. Wszyscy posiedli umiejętność patrzenie przez ciemność - niektórzy wrodzoną, część za pomocą magii. Rozglądali się szukając choćby najmniejszego poruszenia wśród listowia. Nie byli zaniepokojeni nieobecnością Łucznika. Spodziewali się, że wróci dzierżąc kilka głów tubylców.
Nie znalazł młodych mężczyzn lecz Glase. Wyruszyła za przyjaciółmi. Zobaczył ją stojącą w szerokiej dziupli wielkości dorosłego człowieka. Przypomniał sobie jej sylwetkę bez trudu - był z tego znany, że rozpoznawał córki jeśli wcześniej dotykał ich matek. Nie wiedząc czemu nie posłał w jej kierunku bezszelestnej strzały.
Miał ochotę się poznęcać. Z chultańskiego znał rzecz jasna tylko przekleństwa, więc szybko je wypluł z siebie. Później zaś zaczął się z niej śmiać - z jej zaniedbanych włosów, tatuażów, kolczyków i wszystkiego co było dla niej naprawdę ważne. Na odchodne brutalnie ją ku sobie przycisnął, wyciągając zza pasa złotą figurkę Ubtao - taką samą jak ta, która znajdowała się w ich kapliczce. Pomachał nią przed jej oczami a następnie odepchnął, aż dziewczyna upadła na ziemię. Beztrosko się odwrócił do niej plecami i wrócił do wypatrywania jej przyjaciół, przesuwając swoimi długimi palcami po łęczysku swojego łuku.
Leżąca zaś na ziemi Glasa straciła panowanie nad sobą. Przestała myśleć i odczuwać cokolwiek poza chęcią zemsty. Był zły i należała mu się kara.
Kolejne ułamki sekund są tak naprawdę nie do odtworzenia. Z dwojga ludzi jedno nie wyszło z tego żywe. Gdy tylko odbijając się od ziemi, w dzikim szale zamachnęła się na niego swą maczuga, a on uderzony w tył głowy zachwiał się, lecz miał już sztylet skierowany ku jej piersi. Nie zdążył. Zwabiony przez dziewczynę stał się łatwym celem parunastu strzał wymierzonych w jego plecy. Część przeszła na wylot i zostawiła szpetne szramy na ciele Glasy.
Do wschodu słońca nie widziała żadnych śladów swoich braci. Przeczekała noc wśród konarów, przy sobie wieszając na gałęzi martwego półelfa. Gdyż zapach jego krwi zwabił nocne bestie, które kłębiły się u stóp drzewa.
Rankiem ściągnęła z niego zbędne rzeczy takie jak pierścienie i amulety. Szukała figurki, lecz nie mogła jej znaleźć- najwidoczniej spadła na ziemie i tak ślad po niej zaginął.
Tego dnia zdała sobie sprawę, że okazywanie uczuć mężczyznom to błąd i nie prowadzi do niczego dobrego.
Przyodziała się tworząc ze strzępków stroju obcego coś dla siebie. Zrobiła to co powinna. Może i nawet zmazało to jej winy, lecz jej już to nie interesowało. Nie potrzebowała decyzji Starszych czy może być wojownikiem. Skoro gdzieś na świecie rycerzami zostają takie bestie jak ten, którego właśnie zabiła, to ona nie jest wcale gorsza. Lecz nie mogła tego zrobić na Chult. Tu jednak prawo jest inne - lepiej wyruszyć tam gdzie nie sprzeciwi się woli przodków i tradycji - na Północ.
Jako, że do portu Nyranzaru prowadziła prosta ścieżka, Glasa szybko się tam pojawiła. Ukradziono jej prawie wszystko i już by podzieliła smutny los pozostałych dziewek z portu, gdy los się do niej uśmiechnął. Poszukiwano kogoś godnego wzrostu i bystrym oku na bocianie gniazdo. Wydawać by się mogło, że to żart, lecz na okręcie ktoś słusznego wzrostu był cenny. Umieszczono ją tam i sumiennie pełniła swoje obowiązki wypatrując wszelkich znaków. Siedziała w ciasnej klatce, często w pełnym słońcu, dzielnie znosząc żywioł morski. Podziwiano jej wielką wytrwałość, lecz nie wszystko było tak piękne. Jako egzotyczny nabytek szybko zaczęto ją traktować jako maskotkę. Lecz ona nie chciała być przytulana przez śmierdzących rumem tchórzy. Przy najbliższej okazji opuściła okręt sama nie zdając sobie zbytnio sprawy gdzie wylądowała. Bo jakże mogła barbarzynka odczytać wielki napis widniejący w porcie:
''Witamy na Aeris''
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
zmieniam. proszę o zgodę na zbroję mitrylową +3!
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL