Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Login: WarLord...of...Blood
Imię:, Rathgar
Nazwisko: (nie pamięta)
Wiek: 26
Wyznanie: Tempus
Rasa: Człowiek
Pochodzenie: Dolina Lodowego Wichru
Wysoki, barczysty, ciemnoskóry mężczyzna. Młoda twarz zdaje się przeczyć siwym włosom. Jednakże uważny obserwator dostrzeże na niej cienką, niemalże niewidoczną siateczkę zmarszczek, co dowodzi, że mimo młodego wieku człowiek ten jest boleśnie doświadczony przez los. Niechętnie mówi o przeszłości, co i słuszne, bo nie ma się, czym chwalić...
„ Historia i losy Wielkiego Rathgara przywódcy bandy północy”
„ Ciemnoskóry benkart, tym na zawsze pozostanie w pamięci swych współplemieńców, Rathgar, jego matka, mimo iż posiadała męża oddała się poszukiwaczowi przygód, który pewnego razu pojawił się w barbarzyńskiej wiosce leżącej gdzieś w Dolinie Lodowego Wichru. Jego ojciec, Hegdar gdy tylko dowiedział się o kolorze skóry dziecka wpadł w szał i omal go nie zabił. Nigdy tez nie wybaczył zonie zdrady przybranego syna traktował jak psa, podobnie zresztą jak reszta plemienia. Nikt go nie akceptował miętego ze przewyższał swych rówieśników siła i umiejętnościami. Dlatego właśnie gdy skończył 16 lat postanowił opuścić rodzinna wioskę, zabrał trochę prowiantu nóź i ruszył w drogę. Błąkał się po lasach i traktach przez wiele dni przymierając głodem, aż pewnego dnia spotkał na swej drodze grupę bandytów, chcieli go napaść jednak szybko zorientowali się ze chłopak jest bez grosza i bardziej przyda im się żywy. I tak oto Rathgar przyłączył się do bandy. Wraz z nimi napadał i grabił karawany kupieckie i zwykłych podróżników. Stawał się coraz silniejszy i pewnego dnia uznał, że nadszedł czas, aby to on zaczął dowodzić banda, wyzwał herszta na pojedynek i bez problemu pozbawił go życia. Tak oto rozpoczął się nowy rozdział w historii bandy zwanej, od tond banda północy. Rathgar jak herszt sprawował się znakomicie ……”
Tyle wiem o mej przeszłości ile wyczytałem z tej księgi, a raczej wyczytał mi mój wybawca, na kolejnych stronach znajdują się opisy mych napaści, walk, grabieży ich ilość i brutalność napawa mnie lękiem,nie wiem, czemu nic nie pamiętam, może to wina obrażeń nie wiem.
Ale od początku z tego, co mówi księga i Delenor mój wybawca to ma banda poczynała sobie dość śmiało, ostatni wpis mówi o kolejnym planowanym ataku, nie doszedł on jednak do skutku, dlaczego? Nie wiem jedyne, co pamiętam to twarz Delenora i potworny ból. Powiedział mi ze znalazł mnie w obozowisku pełnym trupów, widocznie to była moja banda nie wiem, kto nas napadł właściwie to nic nie wiem gdyby nie księga, która przy mnie znalazł pewnie nie wiedziałbym jak mam na imię. Ciekawi mnie tez, kto wpadł na pomysł spisania tej księgi,nie ma w niej żadnego podpisu a ja widocznie nie mam talentu do stawiania i czytania run gdyż mimo wielu prób Delenorowi nie udało się mnie tego nauczyć a wątpię bym jako dowódca bandy miał na to czas. No cóz widocznie pozostanie to dla mnie tajemnica podobnie jak torzsamość napastników. Delenor twierdził ze to najprawdopodobniej jedna z gildii kupieckich, którym zbytnio się naprzykrzyłem wynajęła najemników, aby mnie wytropili i zabili, słyszałem tez ze wyznaczyli za mnie dość druza nagrodę. Nie wiem, jakim cudem udało mi się ujść z życiem, mój wybawca mówi ze to znak od bogów abym zaczął nowe, lepsze rzycie tak tez postanowiłem zrobić. Delenor po tym jak mnie wyleczył zaprowadził do najbliższego portu dał trochei złota na początek i wsadził na statek. Dziwny był z niego człowiek chyba druid, ale nie mam pewności mimo ze tak wiele spędziliśmy ze sobą czasu niewiele o sobie mówił bardziej interesowała go moja osoba i ma przyszłości, wiele godzin rozmawialiśmy o tym, dlaczego to, co kiedyś robiłem było złe, wiele zrozumiałem.
Gdy podczas pożegnania zapytałem go jak mogę się odwdzięczyć powiedział tylko „żyj dobrze przyjacielu” i odszedł tak tez zorbie w nowym miejscu, nowe Zycie. Chodź nic nie pamiętam ze starego, ale może to i lepiej, mimo upływu czasu żadne wspomnienia nie wracają. Teraz, gdy o tym myślę wsłuchany w odgłos fal odbijających się o burtę wiem ze to był dobry wybór, ale dość dumania o przeszłości, bo jeśli mnie oczy nie mylą to w oddali na horyzoncie majaczy już kształt wyspy, teraz będę wyłącznie myślał o przyszłości..
[ Dodano: Nie Lip 08, 2007 8:35 pm ]
zmieniłem z tego ze o tym czyta i pisze na to ze ktos mu czytał i pisał ale czy naprawde barb nie ma szans zeby ktos go nauczył czytania i pisania ?? skoro maint 10 czyli przecietna to po pewnym czasie powinien umiec pisac ale nie znam sie przyznaje bez bicia wiec zmieniłem wedle zyczen
Ja się poddaję. Warunkowo akceptuję.
Shin, Chris - walczcie dalej. Ja po prostu tej historii więcej nie chcę czytać.
no ok to podaj porosze co w niej zmienic ? bo dostaje kometarze w stylu do poprawy bez konkretnych powodów gdybym wiedział co poprawic to chetnie bym to zrobił
Przepuść tekst przez word'a lub inny program, ewentualnie usiądź ze słownikiem
Amnezje jestem w stanie zaakceptować jako uzasadnienie historii.
Cytat z Podręcznika Gracza D&D:
"Barbarzyńcy są jedynymi postaciami, które nie umieją automatycznie pisać i czytać. Barbarzyńca musi wydać 2 punkty umiejętności na naukę czytania i pisania w jakimkolwiek języku, którym mówi."
A amnezja to amnezja.
Popraw błędy, a dam akceptację.
dobra juz sie za to biore no własnie chodzi o to zeby zrobic pierwszo poziomowa posatac dałem amnezje ze niby wszystkiego zapomniał
a i przepraszam za błedy sprawdzałem 2 razy ale to i tak za mało widocznie dzieki za wskazanie
[ Dodano: Pon Lip 09, 2007 4:59 pm ]
Login: WarLord...of...Blood
Imię:, Rathgar
Nazwisko: (nie pamięta)
Wiek: 26
Wyznanie: Tempus
Rasa: Człowiek
Pochodzenie: Dolina Lodowego Wichru
Wysoki, barczysty, ciemnoskóry mężczyzna. Młoda twarz zdaje się przeczyć siwym włosom. Jednakże uważny obserwator dostrzeże na niej cienką, niemalże niewidoczną siateczkę zmarszczek, co dowodzi, że mimo młodego wieku człowiek ten jest boleśnie doświadczony przez los. Niechętnie mówi o przeszłości, co i słuszne, bo nie ma się, czym chwalić...
„ Historia i losy Wielkiego Rathgara przywódcy bandy północy”
„ Ciemnoskóry bękart, tym na zawsze pozostanie w pamięci swych współplemieńców. Rathgar, jego matka, mimo iż posiadała męża oddała się poszukiwaczowi przygód, który pewnego razu pojawił się w barbarzyńskiej wiosce leżącej gdzieś w Dolinie Lodowego Wichru. Jego ojciec, Hegdar, gdy tylko dowiedział się o kolorze skóry dziecka wpadł w szał i omal go nie zabił. Nigdy też nie wybaczył żonie zdrady. Przybranego syna traktował jak psa, podobnie zresztą jak reszta plemienia. Nikt go nie akceptował, mimo tego że przewyższał swych rówieśników siłą i umiejętnościami. Dlatego właśnie gdy skończył 16 lat postanowił opuścić rodzinną wioskę, zabrał trochę prowiantu, nóź i ruszył w drogę. Błąkał się po lasach i traktach przez wiele dni, przymierając głodem, aż pewnego dnia spotkał na swej drodze grupę bandytów, chcieli go napaść jednak szybko zorientowali się, że chłopak jest bez grosza i bardziej przyda im się żywy. I tak oto Rathgar przyłączył się do bandy. Wraz z nimi napadał i grabił karawany kupieckie i zwykłych podróżników. Stawał się coraz silniejszy i pewnego dnia uznał, że nadszedł czas, aby to on zaczął dowodzić bandą, wyzwał herszta na pojedynek i bez problemu pozbawił go życia. Tak oto rozpoczął się nowy rozdział w historii bandy zwanej, od tego czasu bandą północy. Rathgar jako herszt sprawował się znakomicie …”
Tyle wiem o mej przeszłości ile wyczytałem z tej księgi, a raczej wyczytał mi mój wybawca, na kolejnych stronach znajdują się opisy mych napaści, walk, grabieży. Ich ilość i brutalność napawa mnie lękiem, nie wiem, czemu nic nie pamiętam, może to wina obrażeń nie wiem.
Ale od początku z tego, co mówi księga i Delenor, mój wybawca to ma banda poczynała sobie dość śmiało, ostatni wpis mówi o kolejnym planowanym ataku, nie doszedł on jednak do skutku, dlaczego? Nie wiem. Jedyne, co pamiętam to twarz Delenora i potworny ból. Powiedział mi że znalazł mnie w obozowisku pełnym trupów. Widocznie to była moja banda. Nie wiem, kto nas napadł. Właściwie to nic nie wiem. Gdyby nie księga, która przy mnie znalazł, pewnie nie wiedziałbym jak mam na imię. Ciekawi mnie też, kto wpadł na pomysł spisania tej księgi. Nie ma w niej żadnego podpisu, a ja widocznie nie mam talentu do stawiania i czytania run, gdyż mimo wielu prób Delenorowi nie udało się mnie tego nauczyć, a wątpię bym jako dowódca bandy miał na to czas. No cóż widocznie pozostanie to dla mnie tajemnicą. Podobnie jak tożsamość napastników. Delenor twierdził, że to najprawdopodobniej jedna z gildii kupieckich, którym zbytnio się naprzykrzyłem, wynajęła najemników, aby mnie wytropili i zabili. Słyszałem też, że wyznaczyli za mnie dość dużą nagrodę. Nie wiem, jakim cudem udało mi się ujść z życiem. Mój wybawca mówi, że to znak od bogów, abym zaczął nowe, lepsze życie. I tak też postanowiłem zrobić. Delenor wyleczył mnie, zaprowadził do najbliższego portu, dał trochei złota na początek i wsadził na statek. Dziwny był z niego człowiek, chyba druid, ale nie mam pewności, mimo że tak wiele spędziliśmy ze sobą czasu, niewiele o sobie mówił. Bardziej interesowała go moja osoba i ma przyszłości. Wiele godzin rozmawialiśmy o tym, dlaczego to, co kiedyś robiłem było złe. Dużo zrozumiałem.
Gdy podczas pożegnania zapytałem go jak mogę się odwdzięczyć, powiedział tylko „żyj dobrze, przyjacielu” i odszedł. Tak też zrobię w nowym miejscu. Rozpocznę nowe życie, choć nic nie pamiętam ze starego, ale może to i lepiej. Mimo upływu czasu żadne wspomnienia nie wracają. Teraz, gdy o tym myślę, wsłuchany w odgłos fal odbijających się o burtę, wiem, że to był dobry wybór. Ale dość dumania o przeszłości, bo jeśli mnie oczy nie mylą, to w oddali na horyzoncie majaczy już kształt wyspy. Teraz będę wyłącznie myślał o przyszłości…
[ Dodano: Pon Lip 09, 2007 4:59 pm ]
poprawiłem wszystko to co udało mi sie wyłapac przeredagowałem tez co poniektóre zdania
ok, poprawiłem wielokropki, bo ta ich dziwna długość mnie w oczy gryzła.
Akceptacja.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL