Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Tego wieczora nie było spokojnie. Ci bardziej przesądni doszukują się boskiej kary dla tych, którzy ośmielili się wystąpić przeciwko absolutom.
Powiadają, że w Aulos doszło do serii wstrząsów - lecz rzecz ciekawa, nie ucierpiał ani skrawek miasta poza wieżą Konwentu, która przechyliła się niebezpiecznie, zrazu chwiejąc i grożąc zawaleniem. Świadkowie mówią o elfim kapłanie, co go zwą Ferranem, który za pomocą magii swojej ocalił ów budynek przed upadkiem, wołając do kamienia, by z powrotem wrócił na swoje miejsce. Magowie z miasta z powrotem byli bezpieczni, czego nie można powiedzieć o tych w górach.
Na szczytach również słychać było wstrząsy, a potworna lawina ruszyła w stronę Górskich Zakątków, tam, gdzie znajduje się zaś wieża Szarych Czarodziejów. Lecz oto rzecz przedziwna - w momencie którymś coś uderzyło w zbocze obok, ściągając żywioł na stronę lewą, na wschód - w stronę Lasu Elfów. Ci, którzy wzrok mieli bystry, widzieli, jak teraz dwie rozpędzone lawiny lecą w stronę elfich i krasnoludzkich włości. I widzieli także sylwetkę kogoś, kto za wszelką cenę magią ognia starał się ów kataklizm powstrzymać. Lawina zatrzymywała się o występy, rozbijała na skałach, ale i tak uderzyła - większością swoją w Skraj Lasu, jednak spora część poleciała także w stronę elfiego lasu.
Żywioł został zatrzymany tak przez elfich magów, jak i kapłanów Moradina, jednak widok nie prezentuje się optymistycznie. Nie ma ofiar, a rozmiary kataklizmu nie są duże, niemniej w całym lesie leży śnieg, błoto, kamienie oraz gałęzie wyrwanych górskich drzew. Bałagan - rzec trzeba - jest spory.
Pewien odziany w czarną szatę o starodawnym kroju jegomość objął spojrzeniem pokryte śniegiem pagórki i skąpane w błocie kępy trawy oraz całą resztę panującego wokoło chaosu, a następnie skierował spojrzenie w stronę majaczących w oddali górskich szczytów.
- Ktoś powinien za to odpowiedzieć... szanowna Thalio. Bowiem takie wtargnięcie na nasze ziemie przekracza już wszelkie pojęcie dobrego przyjmowania gości.
Potem zaś jegomość odwrócił się z gracją na pięcie i wbił stanowczo wzrok w elfią kapłankę, a dopiero po dłuższej chwili przypatrywania się elfce, w jego srebrnych oczach nakrapianych złotymi cętkami pojawiła się odrobina łagodności. Być może z szacunku albo też z innego powodu...
Genasi ognia z drwiącym uśmiechem wysłuchiwał opowiadań o lawinie, był w tym czasie w mieście, więc trzęsienie ziemi przeżył na własnej skórze.
-No, no... a więc może mają jakiś potencjał...
Namiestnik Nowego Aulos powoli zmierzał do skończenia rozdziału pewnej książki, która ostatnio go bardzo zaciekawiła, gdy jego spokój przerwała seria wstrząsów. Co gorsza, do pokoju, w którym Dragan się znajdował, wpadł - bezczelnie wręcz zapominając o tym, żeby zapukać - zastępca dowódcy czwartej kohorty Legionu Szafirowej Dłoni.
- Milordzie! Ktoś zaatakował wieżę Konwentu jakąś plugawą magią! O mały włos i by runęła na ziemię.
- Ofiar nie ma?
- Nic mi o tym nie wiadomo. Ale gdyby nie ten... khem... elfi kapłan. No, ten co to się z tą drowką... ymm... No, wie pan...
- Rozumiem. Odnaleziono sprawców?
- Nie, panie. Nic nikomu o tym nie wiadomo...
- Czemu mnie to nie dziwi? To wszystko?
- Jeszcze zwiadowcy donoszą o jakichś niepokojach w górach... Ale to chyba nic poważnego. Znaczy, jakaś lawina, jakieś zamieszanie z jakąś wieżą... Chyba magiczne. Ciężko sprawidzić.
- Dobrze. Niech pan teraz pójdzie zdobyć bardziej szegółowe informacje. Proszę mnie informować na bieżąco.
Oficer zasalutował i wyszedł (a właściwie, to wybiegł), natomiast Namiestnik został sam ze swoimi myślami. Przez chwilę wpatrywał się zamyślony w okno wychodzące na rynek miejski Nowego Aulos. Po chwili zaś wymamrotał pod nosem kilka słów.
- Ciągle kłopoty z kimś, kto atakuje naszych magów i z piratami na dokładkę. Jeszcze trochę, to zatęsknię za smokami i tymi parszywymi kultystami.
Młody mag przypatrywał się krzywej wieży, po tym jak legion posprzątał, udał się on do środka budowli, sprawdzając jej stan, odkopną kilka popękanych butelek, przystaną na chwile, podszedł do okna wieży i zaczął spoglądać w stronę odległych gór lekko uśmiechnięty, po krótkiej chwili powrócił do sprzątania.
Miedziany Elf widząc pokryte śniegiem tereny Ziem Elfów, zachował spokój na twarzy, lecz w środku wszystko, aż mu się gotowało. Rzekł do towarzyszącego mu elfiego rekruta:
- To przekracza już wszelkie możliwości... Trzeba będzie podjąć odpowiednie kroki...
*Seansene tylko westchnęła, słysząc pytanie skierowane do Thalii*
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL