Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
no zobaczymy. jak zwykle wszystko zalezy od dubbingu.
poza tym i tak pingwiny rządzą- reszte mogą wywalic
Żyrafa jest inna Papierz już nie podłoży pod nią głosu
CytatŻyrafa jest inna
Też to zauważyłem. Trochę szkoda. Ale spójrzmy na to z innej strony - mogli przecież nie dorwać tych aktorów, którzy podkładali głos np. pingwinom.
CytatŻyrafa jest inna Papierz już nie podłoży pod nią głosu
Liczy się, że w oryginale został Ross z Przyjaciół
Mam uczulenie na dubbingi, od czasu gdy dowiedziałem się, że w Bydgoszczy nie było szans pójść do kina na niezdubbingowany "The Simpsons Movie".
Mówisz tak, jakby WSZYSTKIE dubbingi były złe, bo JEDEN Ci się nie spodobał...
Cóż, akurat w wypadku Madagaskaru 2 (jedynkę widziałem tylko po polsku) to polski dubbing bardziej mi się podoba (Polskie pingwiny są nie do pobicia , polecam obejrzenie 5 minutowego fragmentu dostępnego w necie), amerykańskie dialogi za bardzo trącą mi slangiem afro.
Rzeczony fragmet
Akurat w madagaskarze polski dubbing jest dużo lepszy (teraz z wyjątkiem żyrafki, tutaj oryginał jest fajniejszy)
Ale np. ten koleś co podnosił rączki przy spadaniu ma 100 razy lepszy głos w polskiej wersji
No dobra. Byłem w kinie na Madagaskarze 2 i wypada co nieco powiedzieć o tej produkcji.
Więc tak. Z dobrych wiadomości jest to, że w dubbingu (perfekcyjnie wykonanym, swoją drogą) szczęśliwie brali udział wszyscy znajomi z pierwszej części (w tym osobnik podkładający głos żyrafie Nelman). A także to, że pingwiny jak zawsze pokazały klasę, choć i tym razem odczuwało się to, że powinno ich być w filmie więcej. Nawiasem mówiąc niezły zonk jest na początku - nie będę mówił jaki, aby nie psuć niespodzianki.
Ze złych wiadomości natomiast najważniejsze jest z pewnością to, że w moim uznaniu część pierwsza była po prostu lepsza. Miała... lepszy, jakby mniej wymuszony humor i nie bazowała ani razu na wytartych do bólu pomysłach.
Dobrym przykładem jest wątek (a w każdym razie jeden z dwóch wątków) związany z Nelmanem - nie będę spoilerował jaki, ale powiem, że na chwilę obecną kojarzę dwie odmienne produkcje, gdzie taki wątek w swych ogólnych założeniach był po prostu identyczny. Wiedziałem doskonale jaka będzie kulminacja i nie zdziwił mnie zwrot akcji przy pewnej jakże dramatycznej (i dziwnie znajomej) scenie. Jeszcze innym przykładem jest fakt, że część pokazanej w filmie fabuły nader mocno wywoływała u mnie deja vu z Króla Lwa, tak, jakbym oglądał jego trójwymiarową wersję - były rzecz jasna znaczące różnice, ale odczucie nie opuszczało mnie ani na moment.
Kolejną złą wiadomością jest to, że część bohaterów została zmieniona charakterologicznie, część spłycona do bólu i nie będąca już tym, czym była w pierwszej części, zaś jeszcze inna część... hm. Porównując ją do linii składających się na gotowy obraz przeznaczony do pokazania publiczności, to o ile w pierwszej części postacie te były tylko delikatnymi maźnięciami dodającymi smaku całości, tutaj są grubymi, krwistoczerwonymi krechami.
Kojarzycie babcię, która w pierwszej części pojawiła się tylko na moment, aby zadać Alexowi (lwu) kopa w czułe miejsce (i jeszcze wzięła udział w świątecznym dodatku z pingwinami)? Tutaj dostaniecie jej od, za przeproszeniem, zarzygania. Marti (zebra) jest tutaj o wiele mniej znaczącą postacią, która, chociaż ma swoje istotne pięć minut, jest o wiele mniej barwna niż w poprzedniej części (i bynajmniej nie chodzi mi o kolor jego pasów). Natomiast zmiany wprowadzone w Glorii (hipopotamica) wołają już o pomstę do nieba. Z miłej, opiekuńczej, posiadającej matczyne instynkty, choć czasami stanowczej, Gloria przeistacza się tu w z deka zboczoną, chichoczącą, wręcz (muszę to powiedzieć) PUSZCZALSKĄ kobiecinę, której w głowie tylko, khem, pszczółki i kwiatuszki. Powiedziałbym coś więcej, ale nie chcę po pierwsze spoilerować, a po drugie kląć. Bo parę ostrzejszych słów ciśnie się tu na usta. Oj ciśnie. Szczęśliwie kilka znajomych postaci, jak na przykład król Julian czy wspomniane wcześniej pingwiny, zachowało ten sam styl i tak jak wcześniej sprawują się tu doskonale.
Film cechują dwie ważne rzeczy. Czytaliście recenzję Shinna na temat Fallouta 3 i kojarzycie moment, w którym mówił nam, że wszystko jest tam nagromadzone w jednym miejscu i czuje się na tych pustkowiach niemalże tłok? No to tutaj macie podobnie. Cały film jest jakby ściśniętą do granic możliwości, skondensowaną pigułą nieustannego napięcia, emocji, wydarzeń i zwrotów akcji - do tego stopnia, że gdy dobiega końca, czuje się pewien niedosyt i odczucie, że kończy się on dziwnie szybko. A kiedy się dzień po obejrzeniu tego filmu zastanawiam co na nim widziałem, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że próbowano wcisnąć jak najwięcej się da do nieszczęsnej liczby półtorej godziny - bezlitośnie przycinając wątki, które warte byłyby wydłużenia i ogólnie sprawiając, że zaczynam myśleć czy to aby nie trwało jedynie godzinę, nie półtorej godziny.
To były właśnie te dwie ważne rzeczy: skondensowanie wszystkiego i nazbyt szybki koniec. W jedynce tak nie było - wszystko było rozłożone równomiernie, z elementami wytchnienia, w których był pewien spokój i niewiele akcji, a także z elementami jej pełnymi. Wszystko to było zgrane i harmonijnie rozlokowane, aby widz nie czuł się przytłoczony nadmiarem tego, co się dzieje na ekranie. No i kiedy film się kończył, nie czuło się uczucia niedosytu - podczas seansu dostało się dokładnie tyle ile trzeba i odchodziło się od telewizora/z kina z niejakim "spełnieniem" pod tym kątem. A tu guzik.
Kończąc ten długi wywód, powiem tak. Na film pójść możecie i zapewne uśmiejecie się przy pewnych momentach, szczególnie przy wstawkach z pingwinami. Ale przy jedynce wypada on blado. Naprawdę blado. Ocena w skali od 1 do 10 - 6/10. Przy czym dodaję punkt za wspomniane pingwiny i wstawki z Julianem. Sami oceńcie czy warto.
Byłam na premierze. Tak, przyznaję się.
Według mnie "dwójka" jest o niebo lepsza i zabawniejsza od "jedynki".
Fajne teksty, genialny dubbing. Babcia mnie rozśmieszyła (zupełnie jak polski moher ). A co do Glorii, to chyba każdy dochodzi do takiego momentu w życiu, że zaczyna poszukiwać partnera i myśleć o randkach...
Ale przecież każdy odbiera rzecz inaczej, prawda?
CytatA co do Glorii, to chyba każdy dochodzi do takiego momentu w życiu, że zaczyna poszukiwać partnera i myśleć o randkach...
Ale doprawdy, w jej przypadku powinno to wyglądać... mniej nastoletnio i nachalnie. Bardziej dojrzale i z wyczuciem. A nie tak... tak niepodobnie do niej.
Byłem na premierze z dziewczyną i osmioletnią siostrzenicą (zabójcze połączenie). I naprawde świetnie się bawiłem. Widziałem parę razy pierwszą część i muszę przyznać że jest to godny następca. Co do Twojej opinii Zu mam wrażenie że musisz dojrzeć ( ) do tego filmu. (joke)
*szybko tuszuje błąd po poście Zu*
Zu, często wrażenie które opisywałeś sprawiane jest przez to, iż po prostu druga część nie zaskakuje nigdy jak pierwsza, bo wiemy mniej więcej czego możemy oczekiwać.
Mimo wszystko chyba muszę się wybrać na ten film jak widzę
ps. pod tego króla surykatek czy kto to tam jest, podkłada policjant z rodziny zastępczej, czyli Jarosław Boberek.
ps. Króla Juliana
Obejrzałem. I w tym wypadku uwarzam część drugą za znacznie lepszą od pierwszej, choć wiem, że innym, typowym widzom pewnie sie nie spodoba. Czemu?
Odnosze wrażenie że w dzisiejszym kinie wystarczy by osioł powiedział "sexy" żeby cały świat uznał film za znakomitą komedie-zaśw drugiej części Madagaskaru humor wydaje mi sie naturalniejszy i nie tak sztuczny jak w jedynce.
Dwójke uważam za znacznie ciekawsząi dojrzalszą od poprzednikczki-przez wiele powodów, od humoru po fabułę. Babcia w filmie sprawdza sie dobrze, choć przydałoby sie troche więcej scen z zakładaniem obozu.
Pingwiny, Król Julian, Moris (czy tam Maurice) są jeszcze lepsze.
P.S.
Ja idę na to we wtorek, i po waszych opiniach sadzę, że nie będę żałował.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL