Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
KONTO: kwawer
IMIE: Authrom
NAZWISKO: Latonesh
KLASA: Łowca
BÓSTWO: Solonor Thelandira
RASA: Elf Leśny
WIEK: 123 lata
CHARAKTER: Neutralny Dobry
WYGLĄD:
Wysoki elf, około 180cm wzrostu. Włosy ułożone w charakterystyczne pasemka spięte z tyłu głowy złotym pierścieniem, co w połączeniu ze skórą wyglądem przypominającą korę dębu czyni go niemal niezauważalnym w leśnej głuszy. Jego oczy, trudnego do określenia koloru, zdają się uważnie przyglądać otoczeniu.
HISTORIA:
Nazwano mnie Authrom, syn Túrë. Urodziłem się i wychowałem w Wysokim lesie, gdzie lata młodości upłynęły na niczym nie zmąconym dorastaniu. Przyuczany od dziecka w łuku, przez ojca który był strażnikiem północnej części lasu sam miałem pójść w jego ślady. Jednak od zawsze ciągneło mnie do szerokiego świata Ferynu, by samemu przeżyć jedną z przygód o których dany mi było tylko słuchać przy wieczornych spotkaniach. Gdzie najstarsi opowiadali historie przeżyte lub zasłyszane przez cale swoje długie życie. Gdy w spokoju dożyłem wieku dojrzałego podjąłem decyzje, by moje imię znalazło się chodź w jednej pieśni bardów. Ciezko było pogodzić się najbliższym z moja decyzja, ale widząc moja determinacje zgodzili sie. Wyruszyłem z ojcem i kilkoma znajomymi w ostatnia wspólna podroz na skraj Wysokiego Lasu, skąd dalej musiałem pójść sam w nieznane. Słyszałem o niedalekim porcie Neverwinter w stronę którego postanowiłem na początku się skierować. Z łukiem od ojca na plecach oraz krótkim mieczem ufnie postawiłem pierwsze kroki poza las.
Zapomniałem.
KONTO: kwawer
IMIE: Authrom
NAZWISKO: Latonesh
KLASA: Łowca
BÓSTWO: Solonor Thelandira
RASA: Elf Leśny
WIEK: 123 lata
CHARAKTER: Neutralny Dobry
WYGLĄD:
Wysoki elf, około 180cm wzrostu. Włosy ułożone w charakterystyczne pasemka spięte z tyłu głowy złotym pierścieniem, co w połączeniu ze skórą wyglądem przypominającą korę dębu powoduje, że z łatwością unikał wzroku innych wtapiając się w otoczenie. Jego oczy, trudnego do określenia koloru, zdają się uważnie przyglądać otoczeniu.
HISTORIA:
Nazwano mnie Authrom, syn Túrë. Urodziłem się i wychowałem w Wysokim lesie, gdzie lata młodości upłynęły na niczym nie zmąconym dorastaniu. Przyuczany od dziecka w łuku, przez ojca który był strażnikiem północnej części lasu sam miałem pójść w jego ślady. Jednak od zawsze ciągneło mnie do szerokiego świata Ferynu, by samemu przeżyć jedną z przygód o których dany mi było tylko słuchać przy wieczornych spotkaniach. Gdzie najstarsi opowiadali historie przeżyte lub zasłyszane przez cale swoje długie życie. Ojciec, który sam sporo doświadczył podczas licznych walk, za wszelka cenę próbował mnie chronić przed niebezpieczeństwem. Tak oto pod jego kloszem w spokoju upłyneły mi lata młodości. Jedyne co mi pozostało to karmić się opowieściami o waleczności i przygodach innych.
Gdy w spokoju dożyłem wieku dojrzałego podjąłem decyzje, by moje imię znalazło się chodź w jednej pieśni bardów. Ciężko było pogodzić się najbliższym z moja decyzja, ale widząc moją determinacje zgodzili się. Wyruszyłem z ojcem i kilkoma znajomymi w ostatnia wspólna podróż na skraj Wysokiego Lasu. Pożegnawszy się z ojcem i kilkoma towarzyszami z młodzieńczych lat zarzuciłem łuk na plecy i ufnie postawiłem pierwsze kroki ku nieznanym portom Neverwinter.
http://neverwinter2.gram....opic.php?t=5889
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Tylko dlaczego w ?
KONTO: kwawer
IMIE: Authrom
NAZWISKO: Latonesh
KLASA: Łowca
BÓSTWO: Solonor Thelandira
RASA: Elf Leśny
WIEK: 123 lata
CHARAKTER: Neutralny Dobry
WYGLĄD:
Wysoki elf, około 180cm wzrostu. Włosy ułożone w charakterystyczne pasemka spięte z tyłu głowy złotym pierścieniem, co w połączeniu ze skórą wyglądem przypominającą korę dębu powoduje, że z łatwością unikał wzroku innych wtapiając się w otoczenie. Jego oczy, trudnego do określenia koloru, zdają się uważnie przyglądać otoczeniu.
HISTORIA:
Nazywam się Authrom z Domu Latonesh moja historia rozpoczyna się szczęśliwie, jak wiele takich podobnych. Urodzony w leśnej osadzie na zachodnich obrzeżach Wysokiego Lasu obok GrandFather Tree. Z racji swojego położenia często najeżdżani przez rożne pomioty chaosu. Mimo to udało mi się wiele lat we względnym spokoju spędzić w moim ukochanym lesie. Ojciec, niby nikt niezwykły i specjalny dla obcych dla mnie był wielkim bohaterem, obrońca naszej tradycji, życia i lasu, strażnikiem. Od dziecka przekazywał mi swoja wiedzę w posługiwaniu się łukiem i krótkim mieczem, tropieniu oraz wpajał zasady, które teraz tak bliskie są memu sercu. Które nie raz wskazały mi sposób w jaki powinienem postąpić. Historia pewnie by się tu kończyła, gdyby nie pewien jesienny dzień, w którym najazd wrogów zmienił wszystko. Niby bitwa taka jakich wiele już było, ale stworom udało się pokonać obrońców, mordując wszystko co znaleźli na swojej drodze. Pewnie znalazłbym się miedzy poległymi, gdyby nie odsiecz z innej wioski, która jednak przybyła za późno. Wielu z nas już nie miało przywitać kolejnego świtu , w tym także mój ojciec ....
Ból był zbyt wielki by dalej mieszkać w mimo wszystko ukochanym lesie. Biorąc tylko najpotrzebniejsze rzeczy wyruszyłem w świat, kierując się w stronę portu Neverwinter, przysięgając sobie, że następnym razem bedę dość silny by ocalić wszystkich których kochałem, by kolejny raz nie musieć iść przez dlugowieczność samotnie.
Zaczynam zastanawiać się, czy nie zabraknie nam Wysokiego Lasu na te wszystkie wioski, ale warunkowo akceptuję.
Jeszcze dwie.
KONTO: kwawer
IMIE: Authrom
NAZWISKO: Latonesh
KLASA: Łowca
BÓSTWO: Solonor Thelandira
RASA: Elf Leśny
WIEK: 123 lata
CHARAKTER: Neutralny Dobry
WYGLĄD:
Wysoki elf, około 180cm wzrostu. Włosy ułożone w charakterystyczne pasemka spięte z tyłu głowy złotym pierścieniem, co w połączeniu ze skórą wyglądem przypominającą korę dębu powoduje, że z łatwością unikał wzroku innych wtapiając się w otoczenie. Jego oczy, trudnego do określenia koloru, zdają się uważnie przyglądać otoczeniu.
HISTORIA:
Nazywam się Authrom z Domu Latonesh moja historia rozpoczyna się szczęśliwie, jak wiele takich podobnych. Urodzony w leśnej osadzie na zachodnich obrzeżach Wysokiego Lasu obok GrandFather Tree. Z racji swojego położenia często najeżdżani przez rożne pomioty chaosu. Mimo to udało mi się wiele lat we względnym spokoju spędzić w moim ukochanym lesie. Ojciec, niby nikt niezwykły i specjalny dla obcych dla mnie był wielkim bohaterem, obrońca naszej tradycji, życia i lasu, strażnikiem. Od dziecka przekazywał mi swoja wiedzę w posługiwaniu się łukiem i krótkim mieczem, tropieniu oraz wpajał zasady, które teraz tak bliskie są memu sercu. Które nie raz wskazały mi sposób w jaki powinienem postąpić. Historia pewnie by się tu kończyła, gdyby nie pewien jesienny dzień, w którym najazd wrogów zmienił wszystko. Niby bitwa taka jakich wiele już było, ale stworom udało się pokonać obrońców, mordując wszystko co znaleźli na swojej drodze. Jak się później dowiedziałem, najeźdźca nie był ani jakiś potężny, ani niezwykły, były to gobliny, stwory z którymi wielokrotnie rozprawiali się obrońcy naszej osady. Jednak, tego dnia walczyli nad podziw skutecznie i regularnie, jakby jakaś zła siła kierowała ich plugawymi czynami. Chodź starałem się później dowiedzieć jak najwięcej o tej bitwie, nikt nie potrafił mi wpływu owej siły potwierdzić, nikt kto przeżył bitwę. Pewnie znalazłbym się miedzy poległymi, gdyby nie odsiecz z innej wioski, która jednak przybyła za późno. Wielu z nas już nie miało przywitać kolejnego świtu , w tym także mój ojciec ....
Ból był zbyt wielki by dalej mieszkać w mimo wszystko ukochanym lesie. Targany sprzecznymi emocjami szedłem przed siebie, z trudem stawiając kolejne kroki, tak naprawdę nie szukając kierunku. Poczucie obowiązku hamowało każdy krok, który z trudem stawiałem. Umysł podpowiadał by zatrzymać się, zawrócić, szukając zemsty nawet poświecejąc własne życie. Jednak nie uległem nim, to byl czas kiedy zimny umysł łowcy nakazał mi wzmocnić się, jak tylko sie dało szuając przy tym oparcia w każdym, który mógł pomoc w spełnieniu zemsty. Chodź po latach wiem, że zemsta nie jest żadnym rozwiązaniem, jak że miło wtedy myśl o niej smakowała. Tak targany sprzecznymi odczuciami znalazłem się u bram Neverwinter.
Neverwinter nie jest dostępne jako miejsce tranzytu na Aeris.
Jest to kontynuacja postaci, która wcześniej została założona, a której współczynniki były źle dobrane. Postać, ta pierwsza, została założona jeszcze przed zamknięciem szlaków z Neverwinter do Aeris. W razie gdybym się pomylił proszę o sprostowanie.
*westchnął* Dzisiaj i tak miałem ciężki dzień. Dobrze, że nie przywitał mnie tekst ODRZUCONE.
KONTO: kwawer
IMIE: Authrom
NAZWISKO: Latonesh
KLASA: Łowca
BÓSTWO: Solonor Thelandira
RASA: Elf Leśny
WIEK: 123 lata
CHARAKTER: Neutralny Dobry
WYGLĄD:
Średniej wysokości leśny elf, około 160cm wzrostu. Włosy ułożone w charakterystyczne pasemka spięte z tyłu głowy złotym pierścieniem, co w połączeniu ze skórą wyglądem przypominającą korę dębu powoduje, że z łatwością unikał wzroku innych wtapiając się w otoczenie. Jego oczy, trudnego do określenia koloru, zdają się uważnie przyglądać otoczeniu.
HISTORIA:
Nazywam się Authrom z Domu Latonesh moja historia rozpoczyna się szczęśliwie, jak wiele takich podobnych. Urodzony w leśnej osadzie na zachodnich obrzeżach Wysokiego Lasu obok GrandFather Tree. Z racji swojego położenia często najeżdżani przez rożne pomioty chaosu. Mimo to udało mi się wiele lat we względnym spokoju spędzić w moim ukochanym lesie. Ojciec, niby nikt niezwykły i specjalny dla obcych dla mnie był wielkim bohaterem, obrońca naszej tradycji, życia i lasu, strażnikiem. Od dziecka przekazywał mi swoja wiedzę w posługiwaniu się łukiem i krótkim mieczem, tropieniu oraz wpajał zasady, które teraz tak bliskie są memu sercu. Które nie raz wskazały mi sposób w jaki powinienem postąpić. Historia pewnie by się tu kończyła, gdyby nie pewien jesienny dzień, w którym najazd wrogów zmienił wszystko. Niby bitwa taka jakich wiele już było, ale stworom udało się pokonać obrońców, mordując wszystko co znaleźli na swojej drodze. Jak się później dowiedziałem, najeźdźca nie był ani jakiś potężny, ani niezwykły, były to gobliny, stwory z którymi wielokrotnie rozprawiali się obrońcy naszej osady. Jednak, tego dnia walczyli nad podziw skutecznie i regularnie, jakby jakaś zła siła kierowała ich plugawymi czynami. Chodź starałem się później dowiedzieć jak najwięcej o tej bitwie, nikt nie potrafił mi wpływu owej siły potwierdzić, nikt kto przeżył bitwę. Pewnie znalazłbym się miedzy poległymi, gdyby nie odsiecz z innej wioski, która jednak przybyła za późno. Wielu z nas już nie miało przywitać kolejnego świtu , w tym także mój ojciec ....
Ból był zbyt wielki by dalej mieszkać w mimo wszystko ukochanym lesie. Targany sprzecznymi emocjami szedłem przed siebie, z trudem stawiając kolejne kroki, tak naprawdę nie szukając kierunku. Umysł podpowiadał by zatrzymać się, zawrócić, szukając zemsty nawet poświęcając własne życie. Jednak nie uległem nim, to był czas kiedy zimny umysł łowcy nakazał mi wzmocnić się, jak tylko się dało szukając przy tym oparcia w każdym, który mógł pomoc w spełnieniu zemsty. Chodź po latach wiem, że zemsta nie jest żadnym rozwiązaniem, jak że miło wtedy myśl o niej smakowała. Tak targany sprzecznymi odczuciami dołączyłem do karawany zmierzającej do Neverwinter.
KONTO: kwawer
IMIE: Authrom
NAZWISKO: Latonesh
KLASA: Łowca
BÓSTWO: Solonor Thelandira
RASA: Elf Leśny
WIEK: 123 lata
CHARAKTER: Neutralny Dobry
WYGLĄD:
Średniej wysokości leśny elf, około 160cm wzrostu. Włosy ułożone w charakterystyczne pasemka spięte z tyłu głowy złotym pierścieniem, co w połączeniu ze skórą wyglądem przypominającą korę dębu powoduje, że z łatwością unikał wzroku innych wtapiając się w otoczenie. Jego oczy, trudnego do określenia koloru, zdają się uważnie przyglądać otoczeniu.
HISTORIA:
Nazywam się Authrom, moja historia rozpoczyna się szczęśliwie, jak wiele takich podobnych. Urodzony w leśnej osadzie na zachodnich obrzeżach Wysokiego Lasu obok GrandFather Tree. Z racji swojego położenia często najeżdżani przez rożne pomioty chaosu. Mimo to udało mi się wiele lat we względnym spokoju spędzić w moim ukochanym lesie. Ojciec, niby nikt niezwykły i specjalny dla obcych dla mnie był wielkim bohaterem, obrońca naszej tradycji, życia i lasu, strażnikiem. Od dziecka przekazywał mi swoja wiedzę w posługiwaniu się łukiem i krótkim mieczem, tropieniu oraz wpajał zasady, które teraz tak bliskie są memu sercu. Które nie raz wskazały mi sposób w jaki powinienem postąpić. Historia pewnie by się tu kończyła, gdyby nie pewien jesienny dzień, w którym najazd wrogów zmienił wszystko. Niby bitwa taka jakich wiele już było, ale stworom udało się pokonać obrońców, mordując wszystko co znaleźli na swojej drodze. Jak się później dowiedziałem, najeźdźca nie był ani jakiś potężny, ani niezwykły, były to gobliny, stwory z którymi wielokrotnie rozprawiali się obrońcy naszej osady. Jednak, tego dnia walczyli nad podziw skutecznie i regularnie, jakby jakaś zła siła kierowała ich plugawymi czynami. Chodź starałem się później dowiedzieć jak najwięcej o tej bitwie, nikt nie potrafił mi wpływu owej siły potwierdzić, nikt kto przeżył bitwę. Pewnie znalazłbym się miedzy poległymi, gdyby nie odsiecz z innej wioski, która jednak przybyła za późno. Wielu z nas już nie miało przywitać kolejnego świtu , w tym także mój ojciec ....
Ból był zbyt wielki by dalej mieszkać w mimo wszystko ukochanym lesie. Targany sprzecznymi emocjami szedłem przed siebie, z trudem stawiając kolejne kroki, tak naprawdę nie szukając kierunku. Umysł podpowiadał by zatrzymać się, zawrócić, szukając zemsty nawet poświęcając własne życie. Jednak nie uległem nim, to był czas kiedy zimny umysł łowcy nakazał mi wzmocnić się, jak tylko się dało szukając przy tym oparcia w każdym, który mógł pomoc w spełnieniu zemsty. Chodź po latach wiem, że zemsta nie jest żadnym rozwiązaniem, jak że miło wtedy myśl o niej smakowała. Tak targany sprzecznymi odczuciami napotkałem karawanę podróżującą z Everlund do Waterdeep.
Warunkowo Akceptuję
Jeszcze dwie poproszę.
Zabrzmi dziwnie, błąkał się zagubiony po lesie i toczył walkę wewnątrz we własnej psychice, ale myślałem, że można to odczytać z kontekstu poprzednich zdań.
Czemu, akurat Waterdeep? A czemu nie? Błąkał się, równie dobrze mógł natrafić na Luskańskich zabójców, kto tam wie.
Ręce już opadają. Proszę o odpowiedź marekb, czy powyższe wyjaśnienie jest wystarczające.
BTW: marekb, popraw stopkę, zmienił się regulamin oceniania postaci, są 72 godziny nie 48 jak masz podane.
KONTO: kwawer
IMIE: Authrom
NAZWISKO: Latonesh
KLASA: Łowca
BÓSTWO: Solonor Thelandira
RASA: Elf Leśny
WIEK: 123 lata
CHARAKTER: Neutralny Dobry
WYGLĄD:
Średniej wysokości leśny elf, około 160cm wzrostu. Włosy ułożone w charakterystyczne pasemka spięte z tyłu głowy złotym pierścieniem, co w połączeniu ze skórą wyglądem przypominającą korę dębu powoduje, że z łatwością unikał wzroku innych wtapiając się w otoczenie. Jego oczy, trudnego do określenia koloru, zdają się uważnie przyglądać otoczeniu.
HISTORIA:
Nazywam się Authrom, moja historia rozpoczyna się szczęśliwie, jak wiele takich podobnych. Urodzony w leśnej osadzie na zachodnich obrzeżach Wysokiego Lasu obok GrandFather Tree. Z racji swojego położenia często najeżdżani przez rożne pomioty chaosu. Mimo to udało mi się wiele lat we względnym spokoju spędzić w moim ukochanym lesie. Ojciec, niby nikt niezwykły i specjalny dla obcych dla mnie był wielkim bohaterem, obrońca naszej tradycji, życia i lasu, strażnikiem. Od dziecka przekazywał mi swoja wiedzę w posługiwaniu się łukiem i krótkim mieczem, tropieniu oraz wpajał zasady, które teraz tak bliskie są memu sercu. Które nie raz wskazały mi sposób w jaki powinienem postąpić. Historia pewnie by się tu kończyła, gdyby nie pewien jesienny dzień, w którym najazd wrogów zmienił wszystko. Niby bitwa taka jakich wiele już było, ale stworom udało się pokonać obrońców, mordując wszystko co znaleźli na swojej drodze. Jak się później dowiedziałem, najeźdźca nie był ani jakiś potężny, ani niezwykły, były to gobliny, stwory z którymi wielokrotnie rozprawiali się obrońcy naszej osady. Jednak, tego dnia walczyli nad podziw skutecznie i regularnie, jakby jakaś zła siła kierowała ich plugawymi czynami. Chodź starałem się później dowiedzieć jak najwięcej o tej bitwie, nikt nie potrafił mi wpływu owej siły potwierdzić, nikt kto przeżył bitwę. Pewnie znalazłbym się miedzy poległymi, gdyby nie odsiecz z innej wioski, która jednak przybyła za późno. Wielu z nas już nie miało przywitać kolejnego świtu , w tym także mój ojciec ....
Ból był zbyt wielki by dalej mieszkać w mimo wszystko ukochanym lesie. Targany sprzecznymi emocjami szedłem przed siebie, z trudem stawiając kolejne kroki, tak naprawdę nie szukając kierunku. Umysł podpowiadał by zatrzymać się, zawrócić, szukając zemsty nawet poświęcając własne życie. Jednak nie uległem nim, to był czas kiedy zimny umysł łowcy nakazał mi wzmocnić się, jak tylko się dało szukając przy tym oparcia w każdym, który mógł pomoc w spełnieniu zemsty. Chodź w końcu zrozumiałem, że zemsta nie jest żadnym rozwiązaniem, jak że miło wtedy myśl o niej smakowała. Tak targany sprzecznymi odczuciami napotkałem karawanę podróżującą z Everlund do Waterdeep. Tam wsiadłem na losowy wybrany statek z paroma złotymi monetami, które otrzymałem od ludzi, z którymi podróżowałem.
Warunkowo akceptuję.
Jeszcze jedna akceptacja potrzebna.
Podtrzymuje swoją warunkową akceptację.
Update karty postaci
Konto: kwawer
Nazwa postaci: Authrom Latonesh
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Leśny elf
Klasa postaci: Łowca
Wiek: 124 lata
Wyznanie postaci: Solonor Thelandira
Pochodzenie postaci: Wysoki Las (okolice GrandFather Tree)
Charakter postaci: Neutralny Dobry
Języki: elfi, wspólny, migowy (tropiciele)
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
*Przypomnienie*
A dla tych co nie wiedza co napisać:
Spoiler:
Rany ile można czekać na tak/nie?
I znowu ja...
I przypomnienie w porze kolacyjnej. Chyba tak to się pisze.
Jutro na śniadanie będzie film pornograficzny bo naprawdę nie wiem jak już zmusić do odpowiedzi w tym temacie
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
No i przypomnienie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Ostatnie chyba już przypomnienie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
*Wraz ze wschodem słońca oczy elfa otworzyły się, aby ogarnąć spojrzeniem wpierw wewnętrzną część domku, ukształtowanego elfią magią, po czym skierowały się na tworzony od dłuższego czasu łuk. Drewno, klej i potem kolejna warstwa drewna.
Lekkim, zwinnym krokiem podszedł do broni i wyginając łuczysko nałożył leżącą obok cięciwe.
Szybki wytrenowany ruch, jęk drewna i pozycja strzelecka. Nagle cisza... za oknem śpiew ptaków, gdyby ktoś przechodził obok nie zauważyłby, że ktoś jest w środku, w domku.
Powoli wypuszczane powietrze przez usta, łuk też odetchnął. Rzemieślnik skinął lekko głową, tak jakby wykonywał ten gest dla samego siebie. Broń gotowa...
Zerknął ze smutkiem na bok. Druga broń, Łuk Elfów, Dziedzictwo Moonlight. Być może jedyna taka broń w całym Faerunie. Szybkim ruchem głowy łowca odepchnął od siebie myśli każące mu wziąć go ze sobą. Wolniej niż zwykle spakował rzeczy i zarzucił oba dzieła sztuki na plecy. Ruszył w stronę świątyni...
Na miejscu zamienił kilka słów, nie przyszły mu łatwo, ale to było dla niego łatwiejsze niż miałby o tym mówić przed Rada Elfów i tym samym całą społecznością Tel'quess.
cicha rozmowa elfa z kapłanem. (ooc: dla elfów i Rady Elfów) *Głos melodyjny, pewny i spokojny* Proszę powiadom bracie Radę, że odchodzę. Pozwól, że powód mojej decyzji zachowam dla siebie. Ufam też, że te kilka moich prostych słów, przekażesz elfiej społeczności w taki sposób, aby nie czuli się zawiedzeni. *elf skinął z szacunkiem kapłanowi i odszedł*
Wychodząc ze świątyni wsadził rekę w kieszeń i rzucił jabłko jednej ze strażniczek. Z ust miedzianego dało się słyszeć spokojne*
Spokojnej warty Arwen, niech Wielki Łucznik nad Tobą czuwa.
*Kiedy miał już wyjśc zatrzymał się i spojrzał na strażniczkę. Jeśli spoglądała na niego, mogła dostrzec, że łowca odchodzi. Odchodzi nie na patrol, wartę, ale tak po prostu już go nie będzie...
Meżczyzna przymknął na chwile oczy, wziął głębszy wdech i ruszył w kierunku drzewa, którego liście mienią się w kolorze jantaru. Stanąwszy obok dwóch grobów zdjął z pleców łuk elfów. Przyklęknął i kładąc go na nagrobkach przymknął oczy, z ust dały się słyszeć słowa*
Tak wspaniała broń, dziedzictwo szlachetnego rodu, który żył na tych ziemiach nie powinna tułać się po świecie narażona na to, że może wpaść w ręcę kupca lub ludzkiego maga, który będzie nią się chełpił. Proszę przyjmijcie ją z powrotem, jako, że od dzisiaj nie jestem już strażnikiem tych ziem, a moja droga wiedzie w nieznane, tak samo jak trzy lata temu. Aremahu, Arveene proszę wybaczcie mi jeśli Was zawiodłem.
*Przez dłuższy czas pod drzewem można było dostrzec sylwetkę strudzonego wędrowca, który pochylał się nad swoim losem, życiem. Wtem owa postać znikła. Strażnicy mogli ja dostrzec jak opuszczała ziemie elfów i kierowała się na północny skraj wyspy.
Na ziemie kręgu druidów podróżnik nie przybył sam. Niann mu towarzyszył. Przez skórę zapewne wyczuwał co się za moment stanie. Owa chwila jednak nie następowała. Authrom zostawił go na chwilę samego i wrócił z małym zawiniątkiem, które włożył w usta niedźwiedzia*
Ani waż mi się przegryzać, a teraz poszukaj pewnej pary.
Niedźwiedź szuka do skutku Valina oraz Zarinell *Kiedy odnalazł Zarinell podszedł do niej i szturchnął ją po misiowemu nosem. Po czym położył zawiniątko obok niej, odszedł na kilka kroków i usiadł wpatrując się w nią smutnym spojrzeniem. W zawiniątku trochę miodu, leśnych owoców oraz kilka prostych mikstur leczniczych, opatrunków. Brak jakiejkolwiek wiadomości.
Jeśli Valin podszedł do misia mógł poczuć smutek jaki ogarnął zwierze*
*Kolejne miejsce które musiał odwiedzić była karczma. Dawniej Stodołą zwana, teraz Pod Trzema Mieczami. Nie wszedł w głąb sali. Bał się tego tłoku, zaczepił tylko jedną z kelnerek i wręczył jej mały pakunek szepcząc, że to dla Saerie*
OOC: spoiler oczywiście dla Crazy_witch *W pakunku Saerie znajdzie coś dość osobliwego. Można by to nazwać ostatnią dostawą ziół, jakie tancerka zamawiała, kiedy Kocia Maska jeszcze istniała*
*Kazał również przekazać kilka słów Hagefowi*
Wiadomość dla Hagefa Jeśli na tej wyspie byłoby więcej takich ludzi jakim Ty jesteś wielki wojowniku, to naprawdę mogłoby tutaj powstać drugie Silverymoon. Zarówno elfy, jak i ludzie mogliby odsunąć na bok urazy i żyć razem w pokoju i harmonii jakiej tutaj od dawna brakowało.
Nigdy nie było okazji, abym Ci podziękował za to co uczyniłeś podczas ratowanie Zoeneri. Wiedz, że jeśli będzie nam dane się jeszcze spotkać i będziesz w potrzebie to stanę u Twojego boku i postaram się udzielić równie dużej pomocy jaką otrzymałem z Twojej strony.
Żegnaj przyjacielu.
*Tropiciel ruszył leśnymi ścieżkami w stronę portu. Nie chciał być odnaleziony. Maskował ślady, a kiedy już dotarł na miejsce, zaczepił tylko małego kuriera i wręczył mu pakunek do przekazania*
Pakunek dociera do Mariny *W środku znajdują się liście zioła, którego działanie można porównać do melisy. Dodatkowo w paczuszce znajduje się rzodkiewka przypominająca swoim kształtem ząbek. Rzodkiewka jest bardzo mała. Może chodzi o Andiego?
Jeśli Marina zapyta skąd paczka. Chłopiec może odpowiedzieć, że od pewnego mężczyzny pachnącego lasem*
*Leśny elf się zaokrętował i to już koniec jego historii. Być może wyruszył do Wysokiego Lasu do rodzinnej wioski, aby pomścić śmierć ojca? A może pchany uczuciem postanowił wszystko zostawić i poszukać tej na której mu zależało i dla której tak naprawdę wykonał łuk od którego zaczęła się ta pożegnalna wędrówka?
Tego zapewne nigdy się nie dowiemy... bo to już inna historia*
Temat można zamknąć.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL