Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny

A na początku był... Początek.
Pisanie recenzji gier Bioware to od dłuższego czasu jak pisanie sprawozdania z koncertu Filharmoników Wiedeńskich. Wiesz, że będzie to wydarzenie najwyższych lotów, nie spodziewasz się zawodu i masz przed oczyma pewne standardy, których niedopełnienie byłoby dopiero druzgocącym ewenementem. Z Dragon Age nie jest inaczej. Słyszeli o nim wszyscy, wielu zachwala, część omija z przesytu szerokim kołem. Szczególnie ostatnim polecam zapoznanie się z recenzją, aby zanim powrócą do przechodzenia Baldur's Gate po raz dwudziesty szósty mogli upewnić się, że Dragon Age jest... No właśnie, jakie?
A było ich sześć.
Ze zwiastunami filmowymi jest zwykle tak, że pozwalają dość dobrze ocenić jakość filmu. Jeżeli ilość wybuchów przekracza liczbę słów mówionych to zwykle widzieliśmy już wszystko, co fabuła filmu miała do zaoferowania. Nikt nie sprzedaje biletów na Transformers lotnymi dialogami duetu Orci - Kurtzman. Dajemy to, co mamy najlepsze na pierwszy ogień, ot co.
Mniej więcej tak wyglądała moja pierwsza myśl w momencie ogłoszenia podtytułu Dragon Age, który w polskim tłumaczeniu powinien w zasadzie brzmieć ''Początki'', nie zaś ''Początek''. Fakt, może i jest to pierwsza część gry, ale nie to ''autor miał na myśli''. W zależności od wybranej rasy i pochodzenia postaci czeka nas bowiem zupełnie inne wejście do świata gry, które jednak zawsze kończy się tak samo - zwerbowaniem w szeregi Szarych Strażników.
Skoro już to zostało wyjaśnione, a większość z was pominęła powyższy akapit czytając o czymś co doskonale wiedzą - to jak też wielkie ''Początki'' mają się w praktyce?
Moim zdaniem w błędzie byliby sceptycy, którzy nazywają je po prostu ładnie rozbudowanymi samouczkami. To prawda, naturalnie zaczynając grę we właśnie tych etapach poznajemy jej sterowanie, i zasady nią rządzące, ale początki to zdecydowanie więcej. Nie jest to bowiem jak to miało miejsce w Mass Effect zaledwie detal przy tworzeniu naszej postaci. To coś, co będzie nam towarzyszyć przez całą grę aż po epilog, w myśl maksymy, że od swoich korzeni nie da się uciec.
Czy to w rozmowach z nieznajomymi, czy też z towarzyszami nie raz pochodzenie postaci da o sobie znać specyficznymi opcjami dialogowymi. To jednak detal. O wiele istotniejsze jest natomiast co innego - w trakcie wędrówek możemy się spodziewać powrotu do znajomych miejsc, a nasze pochodzenie nie będzie zaznaczona tylko i wyłącznie poprzez proste napomknięcia. Będzie miało wpływ na tok wypadków. Spotkamy starych znajomych (być może zabijemy niektórych z nich), a efekty naszej wizyty zaowocują kolejnymi reperkusjami, na które może przyjść nam czekać aż po epilog.
Tak, Bioware postanowiło reklamować się tym, co ma najlepszego. Ale to wcale nie znaczy, że to wszystko, co mieli do zaoferowania. Bo możecie być pewni - jedno ''zaliczenie'' gry każdą z sześciu ścieżek nie odda jej honoru.
A początek ten zaprowadził nas do... dziwnie znajomego świata.
Bioware nie słynie z budowania swoich autorskich światów. Ich największe dzieła to czerpanie z gotowych wzorców. Zerwanie z licencjonowaniem zaowocowało nam Mass Effectem - dla wielu kalką Gwiezdnych Wojen, tylko Wookie'ch brak. Twórcy zarzekali się, że nie stworzyli wcześniej świata gry oddanego w takich szczegółach, jak ma to miejsce w Dragon Age. Że liczba ksiąg jakie można przeczytać, wiedza, którą można zgłębić będzie tak obszerna, iż poczujemy się częścią tego świata i zaczniemy recytować peany na cześć prorokini Andraste.
Tak... Gdyby tylko chciało się nam to wszystko czytać.
Kodeks, w którym nasze uczone zapiski znajdziemy jest doprawdy obszerny i oczywiście większą jego część musimy znaleźć sami, o czym puste pola krzyczą nam z ekranu irytująco przez cały czas. Nie cieszcie się jednak Wy, którzy uzupełniliście swoje teksty - pierwsze DLC powiększy kodeks o kolejne molestujące waszą psychikę miejsca...
Przyznam się, że początkowo zagłębiałem się w każdym kolejnym zapisku, były interesujące. Nie znałem bowiem świata, który skrywał w sobie ciekawe tajemnice. Lecz po przeczytaniu pięćdziesiątego z rzędu tekstu nie okraszonego ani jedną klimatyczną ilustracją (Ah, ileż bym dał za jeden obrazek w tekście na temat smoczych bóstw...), do tego zaczynającego się wyjaśnieniem, że w tym świecie wszystko jest inne, niż mogę sądzić... No cóż, czytanie historii Fereldenu pozostawię sobie na dzień, kiedy ze względu na ból głowy nie będę miał ochoty wypełniać jednego z licznych zadań pobocznych...
Jednak czytanie historii, poznawanie świata i sama gra pozwala dostrzec fascynującą... oczywistość inspiracji twórców. W Dragon Age Jezus był kobietą i został spalony na stosie. Jeżeli ktoś z was tej oczywistości nie zauważył... Proponuję przerzucić się z Włatcy Móch na TVP Kultura. Bo tutaj History Channel już nic nie da, a Discovery zaoferuję wam tylko Pogromców Mitów...
Samo poszukiwanie przeinaczeń bywa fascynującym zajęciem. Bywają drobne, jak smocze bóstwo tajemnic o imieniu Raziel... A nie przepraszam... Razikale... To przecież zupełnie co innego, prawda?
Jednak najbardziej zafascynowały mnie prześladowane elfy, zarówno miejskie jak i dalijskie, które to stanowią wręcz mistrzowski miks tematyki... żydowskiej historii, diaspory i motywów cygańskich. Za pradawnych czasów trafiły do niewoli, aby po odzyskaniu wolności utracić ponownie swoje państwo. Żyją w enklawach bądź w wędrownych taborach w nadziei na nową ojczyznę... No i tak, są prześladowane, zaskoczenie, czyż nie?
Trudno nazwać to zarzutem. Żyjemy bowiem w czasach, kiedy stworzenie czegoś naprawdę oryginalnego graniczy z cudem na miarę uzdrawiającego źródełka w oczyszczalni miejskiej. Pod tym względem należy docenić kunszt twórców, którzy swoje wzorce rozbudowali do poziomu naprawdę sporej mitologii, która już taka wtórna nie jest. I co ważniejsze, jeżeli nie najważniejsze - tworzy naprawdę wrażenie spójnego, wiarygodnego świata.
Polski gracz jednak zauważy w Dragon Age coś jeszcze. Coś znajomego. Nawet bardzo znajomego. Wiedźmina. Gdy będziecie grać proponuję wam przeprowadzić eksperyment. Zamknijcie od czasu do czasu oczy i wsłuchajcie się w muzykę. A potem przypomnijcie sobie, że nie jesteście na podgrodziu Wyzimy! Nie tylko muzyka przywodzi żywo na myśl nasz sztandarowy towar eksportowy. Wiedźmina dostrzeżecie także w niektórych postaciach. (Zapamiętajcie te słowa - jeżeli graliście w Wiedźmina nie ustrzeżecie się myśli ''Kurde, Pani... Jeziora!'') Także i sam świat ma w sobie coś z ''wiedźmińskości'' i nie mówię tutaj tylko o prześladowaniach rasowych i legendzie Świętego Graala. Są to też drobne, dla twórców (mam nadzieję) niezauważalne detale jak francuszczyzna Orleis, która przynajmniej w mojej głowie rodzi skojarzenia z... pewnym państwem na dalekiej północy. Cała gra, tak jak Wiedźmin, stara się być dojrzałym cRPG dla dorosłych graczy, ale pod tym względem mu do niego bardzo daleko, a wiadra krwi zalewające postacie od stóp do głów tego nie zmienią.
Mitologia świata to jednak nie tylko jego krainy, historia i nazwiska, ale i ta druga, moim zdaniem ciekawsza, fantastyczna strona.
Muszę przyznać, że koncepcja The Fade jest fascynująca, a sposób, w jaki wyjaśnia ona istnienie w zasadzie wszystkich zjawisk paranormalnych w świecie Dragon Age jest przejrzysty i ciekawy. Może nawet za bardzo. Nie jest to bowiem koncepcja specjalnie rozbudowana, co odbiło się do pewnego stopnia na fabule. Wszystko jest ze sobą połączone w dość oczywisty sposób, który gracz szybko rozgryzie, do pewnego stopnia na swoją zgubę. Będzie na przykład wiedział, że w danej sytuacji na pewno spotka takiego a takiego demona jako bossa. Bo one tak mają.
Chociaż z drugiej strony, czy lepszy jest świat, który w swojej fantastyczności pozostaje logiczny, czy nawarstwianie się absurdów na miarę settingów D&D? Na to pytanie już każdy musi sobie sam odpowiedzieć.
Rozgrywka - słów kilka.
O tym, jak na grę wpływa pochodzenie postaci już wspomniałem i nie mam zamiaru do tego wracać. Szczegółów fabuły również nie mam zamiaru zdradzać. Ale warto zatrzymać się nad dwoma sprawami, które z mojego punktu widzenia mają poza nią najistotniejszy wpływ na rozgrywkę w Dragon Age. Jest to technika budowy samej fabuły i towarzysze.
Kiedy tylko gra przestaje prowadzić nas za rączkę, a naszym oczom ukazuje się mapa kraju, po którym przyjdzie nam podróżować mamy praktycznie wolną rękę. Możemy udać się tam, gdzie zechcemy. Czyli dokładnie tam, gdzie kierują nas kolejne wątki głównej fabuły i gdzie prawie na pewno będzie się coś działo z udziałem jakiegoś ''strasznego zła''... Każde z tych miejsc może nas rzecz jasna zaprowadzić w wiele innych, interesujących zakątków, ale nie mamy co liczyć na trafianie do nich przypadkiem. Kolejność z jaką różne miejsca będziemy odwiedzać zadecyduje też których z naszych towarzyszy poznamy jako pierwszy, z którymi się zżyjemy, a którzy będą nam tylko zawadzać.
Rozwiązanie to jest identyczne z tym, które widzieliśmy już jakiś czas temu w innej grze Bioware, a idę o zakład, że już za parę miesięcy zobaczymy je ponownie. Tak tak, ten jakże wygodny dla twórców sposób budowania fabuły w oparciu o podróżowanie na kolejne planety, jak to mieliśmy do czynienia w Mass Effect znajdziemy także i tutaj! Idealne poczucie swobody przy jednoczesnym całkowitym pozbawieniu gracza możliwości zboczenia z drogi w nieprzywdzianą stronę. Dragon Age ma jednak nad Mass Effect jedną ważną przewagę. Nie dzieje się na różnych planeta
Banalne, prawda? Ale dzięki temu zadania poboczne nie są ograniczone do tylko jednej ważnej lokacji i nie raz przyjdzie nam podróżować między nimi w różne strony.
Zadania poboczne zaś można zasadniczo podzielić na trzy kategorie - rozbudowane, nachalne i taśmowe. Rozbudowane to takie, na które twórcy poświęcili sporo czasu, dużo się przy nich nabiegamy, narozmawiamy. Są dobrze napisane i warte udziału. Drugie z nich to zadania nachalne. Same pchają się w łapy. Wystarczy tylko niczego się nie spodziewając zdobyć przedmiot, natknąć się na jakieś miejsce, przeczytać list - i zadanie gotowe. Są one proste i co najwyżej dają nam szansę na dodatkową interakcję z postaciami. Ostatnie zadania to zadania taśmowe pozyskane na jednej z tablic informacyjnych. Stare dobre ''przynieść, podaj, pozamiataj''. Ciekawe jest to, że twórcy dają nam wybór, czy chcemy je zaakceptować, a jednocześnie nie mają nic przeciwko zawalaniem nam dziennika zadaniami ''nachalnymi''...
W skrócie - zadań pobocznych masa, zbieracze ziółek i mordercy staruszek będą zadowoleni.
Wcześniej was okłamałem. Istnieje jeszcze jeden rodzaj zadań. Są to zadania związane z naszymi towarzyszami, chociaż zasadniczo są to po prostu zadania rozbudowane. Ale to właśnie nasi towarzysze czynią z nich prawdziwie pożądaną rozrywkę. Mówiąc krótko - to najbardziej zapadająca w pamięć i ciekawa zbieranina osobowości, jaką od dawna dane nam było widzieć w grze cRPG. Postacie są wyraziste, mają swój charakter (albo jego brak ), ich dialogi bywają prawdziwymi majstersztykami. Potrafią rozbroić, położyć na łopatki, wzruszyć, rozgniewać, zirytować. Brawa też dla tego, kto uczynił monosylaby prawdziwie zabawnymi. Nie da się też pominąć tutaj wręcz idealnej gry aktorskiej, która prawdziwe piękno objawia, w czasie krótkich dialogów miedzy członkami drużyny. Hańba temu, kto nie przystanie, aby nie przysłuchiwać się tym wymianą zdań, nawet jeżeli dotyczą skarpetki Towarzysze są powodem, dla którego będziesz miał dylemat, czy brać ze sobą swój sprawdzony skład, czy też eksperymentować w nadziei na ciekawe komentarze i dialogi. I są też powodem, dla których przejdziesz tą grę jeszcze parę razy.
Z drugiej strony nie musisz się martwić, że po jakimś istotnym wydarzeniu nie będziesz mógł wypytać o nie jakiegoś ze swoich towarzyszy, czy też zazwyczaj nie chodząc z nim nie będziesz mógł nawiązać z nim ciekawych dialogów. Wszystkich swoich towarzyszy znajdziesz w swoim zagubionym w czasie i przestrzeni, zawsze takim samym obozie. Znajdziesz tam także, jakże wygodnie, sklep, do którego będą trafiać sprzęty z dodatków, ale i on sam jest nieźle wyposażony. To właśnie na Normandię będziesz wracał także, aby nawiązać ważniejsze dialogi z drużyną, których mogą nie chcieć podjąć w innym miejscu. Zaraz. Wróć. Przepraszam bardzo. Normandia to nie ta bajka, to Mass Effect, ale idea identyczna, identycznie funkcjonująca, a obóz nie ma nazwy, więc może być i Normandia...
M&M's - Mechanika i Międzymordzie.
Jeżeli chodzi o klasy postaci to Dragon Age jest powrotem do klasyki pełną gębą. Ba, minął on klasykę, zatrzymał się na pradziadkach i podał sobie z nimi rękę w latach siedemdziesiątych. Bo trzeba przyznać, że dostęp do zaledwie trzech klas podstawowych to niewiele. Bardzo niewiele. I w sam raz, biorąc pod uwagę to jak różnie mogą się one rozwijać. I nie mówię tutaj o specjalizacjach, a o zwykłych zdolnościach bojowych jak walka dwoma broniami, mieczem i tarczą, łucznictwie i tak dalej.
Gorzej sprawy mają się natomiast w wypadku umiejętności. Zostały one w grze umieszczone jakby na siłę, aby stanowić zadośćuczynienie dla wyjątkowo bojowego charakteru rozwoju postaci. jest ich mało i dość szybko stajemy przed koniecznością robienia z naszego wojownika zielarki bądź też eksperta od mechanizmów różnorakich po ludzku pułapkami zwanymi.
Same specjalizacje natomiast to w rzeczywistości dostęp do paru nowych zdolności bojowych, które, choć bywają przydatne, specjalnie nam do szczęścia potrzebne nie są, a na fabułę też zasadniczo wpływu wielkiego nie posiadają. Można się ich nauczyć z ksiąg, bądź od towarzyszy.
W praktyce chociaż system rozwoju postaci nie jest specjalnie satysfakcjonujący, to swoje zadanie spełnia. A mnie przekonał do tego, że przyszłe gry oparte o pewien inny system mogą być lepsze niż się teraz wydaje.
O czym mowa? Otóż wielu z was może porównywać rozwój postaci z Dragon Age do... Wiedźmina. Nie zabraniam, chociaż uważam to porównanie za nietrafione. O ironio, Dragon Age ma o wiele bliżej do zupełnie innego systemu, który wiele osób z miejsca znienawidziło i przekreśliło, a z licencjonowania którego Bioware zrezygnowała.
Mówię tutaj o... Dungeons & Dragons 4.0!
Przyjrzyjcie się systemowi DA uważnie i porównajcie go sobie z powyższym:
- Postać oparta o atrybuty, które w oczywisty sposób z D&D pochodzą, z drobnym rozwarstwieniem.
- Wszystkie klasy postaci, czy to wojownik czy mag, dysponuje ''zaklęciami'', w sporej ilości, zarówno pasywnymi, jak i aktywnymi.
- Klasy prestiżowych jako takich nie ma, ale są specjalizacje (w D&D 4.0 zaś ścieżki) których punkty otrzymujemy na określonym poziomie, co daje nam dostęp do kolejnych nowych mocy i czarów.
- Umiejętności zepchnięte na margines względem zdolności bojowych postaci. Warto tutaj zauważyć, iż pod względem np. otwierania zamków DA poszedł jeszcze dalej - do poziomu Fallout 3. Jeżeli nie posiadamy określonego poziomu danej zdolności - chociażbyśmy zamęczyli przyciski myszki - skrzyni nie otworzymy.
Jeżeli włodarze w Wizards of the Coast nie są ślepi - gryzą teraz swoje długie, siwe, wizardowskie brody patrząc, jak to ''oryginalna kopia'' ich systemu zarabia miliony.
Sam interface jest bardzo wygodny i dobrze pomyślany, chociaż ikony przedmiotów w ekwipunku są raczej mało atrakcyjne. (Ciekawostka - wsłuchajcie się w dźwięki np. zakładania hełmów, pod tym względem Dragon Age to faktycznie spadkobierca Baldur's Gate... albo też Bioware ma ubogą bibliotekę dźwiękową) Sam ekwipunek jest raczej standardowy z podziałem na kategorię i wygodny.
Wszystkie nasze liczne bojowe zaklęcia... lub zdolności, jak zwał tak zwał, możemy przeciągnąć na pasek skrótów, który również możemy wygodnie powiększać, a także zablokować. Bardzo miło. Dziennik i wcześniej wspominany kodeks trzymają poziom i są wygodne w użyciu.
Warto pochwalić twórców natomiast za dwa elementy - kamerę i ekran taktyk. Grę możemy obserwować (w wersji PC) od modnego widoku zza pleców po staroszkolny widok, który kiedyś, za czasów grafiki 2D byłby nazwany izometrycznym. Gra w tym widoku przypomina jako żywo Infinity Engine skrzyżowany z Diablo 3.
Ekran taktyki natomiast... No cóż - jeżeli wprawnie dobierzesz używane przedmioty, zdolności i tryby dla każdego członka drużyny smoki pokonują się same. Trudno o lepszą rekomendację. Możliwości są ogromne i sztuczną inteligencję można dostosować do tego stopnia, iż nie ma potrzeby późniejszego zawracania sobie głowy ratowaniem towarzyszy, którzy zapomnieli na czas się uleczyć.
Jest wygodnie, nie nachalnie, klimatycznie. Czego chcieć więcej?
Nudy na pudy - Grafika, technikalia, krew i flaki, czyli krasnoludy nie umieją skakać.
I nie muszą umieć. Powiedzenie, że Dragon Age to zupełnie nowy, rewolucyjny silnik graficzny to tak, jakby powiedzieć, że Wiedźmin nie ma nic wspólnego z Aurorą. Albo też, że Dragon Age nie ma nic wspólnego z Aurorą. Spójrzmy prawdzie w oczy. - Bioware szybko nie wyzbędzie się naleciałości tego straszącego z każdej lodówki silnika. To też nadal postacie skakać nie umieją, zatańczą tylko tam, gdzie im twórca obszaru zagra. Co gorsza Dragon Age pod tym względem bliżej do Neverwinter Nights i Wiedźmina, aniżeli Mass Effect, gdzie chociaż różne siatki mogły się na siebie nakładać. Nie da się jednak zaprzeczyć, że pomimo swojego dziedzictwa silnik jest elastyczny (Co nie znaczy dobrze zoptymalizowany, macie mało pamięci RAM - umrzecie ze starości przy ładowaniu obszarów. Rozwiązanie - restart gry raz na godzinę.), pozwalając na naprawdę zapierające dech scenerie i efekty, przy których to, że chociaż my skakać nie umiemy, nie mamy smokom za złe, że one to potrafią.
Wielkie brawa należą się twórcom za system dialogów, który jest zarazem systemem przerywników filmowych. CD Projekt RED - uczcie się od Bioware i nie grzeszcie więcej mizernymi przejściami między drętwymi animacjami dialogów i przydługich cutscenek w dwóch różnych rozłącznych systemach.
Sama grafika nie jest powalająca. Jest łada, klimatyczna. Pozwoliła na oddanie świata w stopniu bardzo dobrym. Tyle na ten temat.
Witamy w XXI wieku - erze konsol i miniaturyzacji.
Dragon Age został wydany zarówno na PC, jak i konsole, czego efektem jest pewny niechlubny bagaż - achievementy. Konsolowcy uwielbiają je kolekcjonować i nimi szpanować, cóż zrobić, takie czasy. Zawitały one także na PC i trzeba przyznać, ze w wypadku DA zadomowiły się jak mało kiedy. Bioware postarało się, aby każda z platform otrzymała takie samo wsparcie, to też możemy obejrzeć swoje statystyki w sieci, zarządzać naszym kontem i dodatkami.
Właśnie. Dodatki. Lepsza strona nowej ery. Dragon Age jak żadna gra cRPG wyniosła DLC na zupełnie nowy poziom. Już w momencie wydania dostępne były dwa duże dodatki, z czego jeden w polskim wypadaniu dostępny był za darmo w postaci kodu promocyjnego (gorąco zachęcam do zapoznania się z Shale, jedna z lepszych postaci gry, drugie DLC również polecam, nie jest ono długie, ale najwyższych lotów.) Jednak to nie wszystko. Dodatkowe przedmioty dostępne za darmo, za grę przeglądarkową, zbroje dostępne między różnymi tytułami. Ta gra żyje bardzo... Szeroko. Już teraz widzę kolejne mniejsze i większe dodatki na horyzoncie, być może nawet DLC autorstwa sceny moderskiej, które trafią pod skrzydła Bioware. Kto wie. Podobno gry bez multiplayer umierają młodo. Wiedźmin furory modami nie zrobił. Ale mam wrażenie, że Dragon Age będzie żyć długo, szczęśliwie i z gromadką modów i DLC. Lepszych od tych w Fallout 3...
Początek jest - końca nie widać.
Dragon Age to dobra gra. Jej poszczególne części składowe są na tyle starannie doszlifowane, że aby zobaczyć skąd zostały podwędzone trzeba się im dobrze przyjrzeć. Pośród wszystkich możliwych rzucanych w jej kierunku oskarżeń jednego argumentu nie da się zagłuszyć. Jeżeli w grze jej pokroju najważniejsza jest fabuła, to Dragon Age osiąga na tym polu sukces. Dlatego, że doprowadzenie głównego wątku do końca daje prawdziwą satysfakcję i nie zawodzi, a wątki poboczne nie są traktowane po macoszemu. A to ostatnimi czasy rzadki przypadek.
Parę uwag:
1. Recenzja ta została napisana na podstawie wersji anglojęzycznej, to też nie wiem, jak spisali się polscy aktorzy
2. Spokojne przejście gry z zaliczaniem wątków pobocznych (chociaż nie goniłem za nimi na złamanie karku) doprowadziło mnie do poziomu zakończenia gry dokładnie w 1/3. Jest co zgłębiać
3. Grałem krasnoludem bezkastowcem.
4. Postanowiłem stworzyć osobny temat, ale jeżeli moderacja uzna, że należy połączyć ten temat z głównym tematem Dragon Age - proszę bardzo.

Patrz! Tam zaraz ptaszek wyleci, uśmiech dla mamusi!
Zapomniałeś napisac że krasnoludki nie mają bród.
A recenzja dobra. Długa, ale nawet nie zauważyłem, a przy użyciu słownika ("Izo-me-try...Co [cenzora żeby ktoś zawału nie dostał] ?!) doszedłem do końca. Dzięki ci też za to że nie dałeś tego w spojlerze(nie, tym drugim spojlerze) jak to Zu robic uwielbia. To [cenzora, j/w].
Hah, Shinn, świetna i rozbudowana... relacja, bo nie do końca recka. ;P
Nie wystawiłeś jasnej oceny. Liczbowej.
Jak dla mnie - lepsza i jaśniej wytłuszcza wszystko niż ta, którą nabanglał Allor z CDA.
Kiedyś chcę pisać tak jak ty! *mamrocze coś o cholernej klasie dziennikarskiej bez szans na rozwój tego, co trzeba*
Cytat3. Grałem krasnoludem bezkastowcem.
Pffff...!!! Wstydź się, pewnie żebrałeś i robiłeś złe rzeczy zamiast być jakże miło nazywany - Lordem Aducanem.
Ja w sumie ująłbym Dragon Age w taki sposób: wiele rzeczy mnie w tej grze irytuje jak jasna cholera, ale mimo wszystko gram w nią już ponad 50h i mam zamiar jeszcze drugie tyle pograć...
CytatDzięki ci też za to że nie dałeś tego w spojlerze(nie, tym drugim spojlerze) jak to Zu robic uwielbia.
Widać strasznie lubisz przewijać długie teksty...
Co do recenzji... ok. Jest zajefajnie. To już wiemy. Ale nie ma tam odpowiedzi na pewne pytanie. Jakie? *To powiedziawszy, zdjął pudełko z DA z półki sklepowej i wyciągnął je Shinnowi niemal pod nos, sugestywnie pukając palcem w pewną cyferkę na okładce*
No ładnie, ładnie, Shinn... Jedyne co mi trochę przeszkadza w Twojej recenzji, to brak jednoznacznego stwierdzenia, że jest to gra genialna.
A poważniej, pamiętam ten opad szczęki jaki zaliczyłem grając w BG. Pamiętam Wyspę Wilkołaków, Wieżę Durlaga, Kulę Sfer, zdradę Yoshimo, wędrówkę przez Podmrok. Nigdy potem, w całym moim noliferskim żywocie, żadna gra nie dostarczyła mi takich emocji. No dobra, poza CoD MW. Ale to inna para kaloszy.
No i to uczucie wróciło wreszcie podczas grania w DA:O. Mówcie sobie co chcecie, ale dla mnie to jest duchowy spadkobierca BG. Taka jest moja prywatna opinia.
Howgh.
CytatNie zapędzaj się...
Dlaczego? To najprostsze podsumowanie wszechobecnych peanów na cześć tej gry.
Dobra, takie pytanko, wybiera się tam charakter w NWN2? I ile godzin zajmuje ta gra do przejścia takiego gruntownego. I są tam jakieś levele? Jak są, to ile maksymalnie?
CytatDobra, takie pytanko, wybiera się tam charakter w NWN2? I ile godzin zajmuje ta gra do przejścia takiego gruntownego. I są tam jakieś levele? Jak są, to ile maksymalnie?
Charakter zależy od tego jak grasz, nie wybierasz go stucznie na początku.
Obecnie ukończyłem ponad 38% gry, grając ponad 50h na poziomie Normalnym, dopowiedz sobie sam.
Maksymalny level to chyba 20, chociaż ja jeszcze go nie osiągnąłem (brakuje mi 1).
Shinn, zapomniałeś jeszcze o wszechobecnym SEKSIE. Co druga gadka towarzyszy to jakieś aluzje, chociaż bardzo zabawne.
CytatGra zawiera dojrzałe treści, ale pod tym względem bliżej jej do 16+, nie udaje się, że pewne kwestie nie istnieją, ale jednocześnie nie mają one wabić do gry na siłę.
Nie zapomniałem.
I trochę dziwi mnie, że tak twierdzisz Scorp. Może to kwestia tłumaczenia, ale wersja oryginalna nie szafuje podobnymi treściami... Może to tak, jak z wulgaryzmami w Mass Effect, które w polonizacji wepchnięto na siłę...
Nie istnieje ograniczenie poziomów pod warunkiem, że nie będziemy mieli postaci na poziomie wyższym od 25 (może, gdyby dodać modyfikację...). Sprawdziłem przy okazji testowania swoich modułów.
Możliwe, Shinn, że to kwestia tłumaczenia, a może jest to też zależne od postaci jakie się ma w teamie. Mając Morrigan, Wynne i Oghrena ten ostatni co chwile ferował jakimiś sprośnymi tekstami to do jednej, to do drugiej, Wynne wielokrotnie proponując chędożenie za rogiem.
Recenzja zawędrowała na BioWorld, więc jeżeli chcecie jeszcze o niej bądź po prostu o Dragon Age podyskutować - zapraszam na zaprzyjaźnione forum
http://dragonage.com.pl/viewtopic.php?p=9405#9405
Cóż, a propos seksu...
Mnie rozbroiło to, jak z Alisteirem dyskutowaliśmy o lizaniu latarni ulicznych zimą.
Serek: "Skoro byłes w Zakonie, to ty nigdy, ee..."
Alisteir: "NIgdy co? NIe miałem pary porzadnych skórzanych butów?"
S: "Przecież wiesz, o co chodzi" etc.
A: "Nigdy nie lizałem zamarzniętych latarni ulicznych? Nie. A co z tobą?"
S: "Wiele razy."
A: "Przez chwilę wyobraziłem sobie... Niepokojący widok"
To i bordel w Denerimie stanowią o... dorosłości gry. No i krew. Wszędzie ta krew.
CytatMaksymalny level to chyba 20, chociaż ja jeszcze go nie osiągnąłem (brakuje mi 1).
Po ponad 84 godzinach gry ukończyłem ją na 23 poziomie, przechodząc tylko 50% całości, a starałem się robić wszystkie questy (ze znanych przepadły mi tylko te "przestępcze" - postać nie brała się za nie ze względu na swój charakter oraz Zevrana - nie zdążyłem uzyskać). Niestety nie zdołałem też zdobyć wszystkich wpisów w Kodeksie (a żałuje, czytałem je z czystą przyjemnością). Zatem kolejne pochodzenia kryją dodatkowe zagadki oraz informacje. Co ciekawe zależnie od pochodzenia niektóre wpisy różnią się w swej treści prezentując inny punkt widzenia np. krasnoludzki. Gra jest epicka, w pełni podpisuje się pod Oskilem. Pod koniec jak po BG i P:T siedziałem z rozdziawioną gębą. Jedyne co mi się nie podobało to małą różnorodność wnętrz - środek wieży Ishtal, kręgu maginów, twierdzy Drakan, ruin w lesie Brescilian, świątyni Andrasty wyglądał tak samo (chodzi o teksturę ścian i sufit). Zresztą o ile w przypadku tych pierwszych tekstura ścian oraz wygląd sufitu pasował do wnętrz, to w przypadku twierdzy Drakan zupełnie były nie na miejscu. Trochę to wyglądało jak połączenie katedry z więzieniem.
http://greenronin.com/dragon_age/
Oho, zaczyna się wielkie nabijanie kasy...
Ale... DA nie nadaje się na papierówkę...
Nadaje. Jak pisałam już gdzieś, a na pewno mówiłam, jest dla mnie wysoce inspirowane Grą o Tron. A ta dostała swój RPG i to całkiem zacny.
Ferelden, Orlais, Tevinter - to dobre krainy. Naprawdę, mogłoby się tam wiele dziać.
Nie chcę nic mówić, ale o papierówce było na forum WarLorda wspominane już jakiś czas temu.
Chodzi o mechanikę... Ona jest dlatego taka fajna, bo jej nie widać! Jak trzeba rzucać kostkami, obliczać... Nie, jakoś nie widzę DA i jego ZŁOŻONEJ mechaniki zmiennych na papierowca. Moje zdanie, nie odbierzesz mi go!
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL