ďťż
[Czarodziej] Xirion Stormwind


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Nazwa konta: gand57
Nazwa postaci: Xirion Stormwind
Płeć: mężczyzna
Rasa: człowiek
Klasa: czarodziej
Wiek: 19
Wyznanie: Mystra
Pochodzenie: Candlekeep
Charakter: neutralny dobry

Opis:

Xirion jest średniego wzrostu człowiekiem o nieco szczuplejszej niż przeciętny przedstawiciel jego rasy budowie sylwetce. Jego skóra nie jest ciemna, ale też nie jest blada, mimo wielu godzin spędzonych nad przeróżnymi księgami. Spod średniej grubości brwi, nieco ciemniejszych od jego długich blond włosów, spoglądają błękitne oczy. Jego krok jest pewny, i zdecydowany.

Historia:

Xirion urodził się w Beregoście. Jego ojciec był kowalem, zajmował się głównie podkówaniem koni i wyrobem wszelkiego rodzaju narzędzi, od czasu do czasu zdarzało mu się zrobić miecz, czy rzadziej zbroję na zamówienie. Matka natomiast była krawcową, chociaż głównie zajmowała się domem, a w wolnych chwilach malowała. Sam dom nie odznaczał się niczym szczególnym. Mało było w nim ozdób, ale na brak czegokolwiek nie sposób było narzekać. A to ze względu na to, iż rodzice Xiriona zbierali pieniądze na przeprowadzkę do Wrót Baldura.

Chcieli kupić tam dom z dwóch względów. Po pierwsze – ojciec chłopca uważał, że zarobi tam więcej pieniędzy ze sprzedaży mieczy, które wprawdzie robił rzadko, ale za to świetne, jednak w Beregoście mało było na nie chętnych. Drugim powodem była chęć pogodzenia się z bratem ojca, Evandurem. Dwaj bracia nigdy za sobą nie przepadali, a tę niechęć dodatkowo pogłębiało nierówne traktowanie ich przez ojca. Dziadek Xiriona był bogatym kupcem z Wrót Baldura, ale uwagę poświęcał tylko swojemu pierworodnemu synowi, którym był właśnie Evandur. Jednak bracia naprawdę nienawidzić zaczęli się dopiero później, gdy ojciec Xiriona z całkiem pokaźnego spadku nie dostał ani grosza. Miał wtedy 17 lat i nie było go stać na utrzymanie się we Wrotach, więc przeprowadził się do Beregostu. Kupił mały domek na skraju miasta i z czasem zabrał się za jego remont oraz rozbudowę. Rodzice nigdy nie powiedzieli Xirionowi o wuju, mimo że od jakiegoś czasu bracia korespondowali ze sobą i powoli zaczynali dążyć do zgody. Innej rodziny nie mieli.

Pierwsze lata życia Xiriona przebiegały normalnie – uczył się chodzić, mówić, bawił się z rówieśnikami i z psem ojca, który wcześniej pilnował domu, ale po narodzinach Xiriona nie odstępował go niemal na krok. Xirion od wielu innych dzieci odróżniał się jedną, a właściwie kilkoma rzeczami. Bardzo szybko nauczył się czytać, a także zadawał mnóstwo pytań, nawet jak na jego wiek. Pisanie szło mu nieco oporniej, ale i tak nauczył się stawiać litery szybciej niż jego rówieśnicy. Gdy Xirion miał 5 lat pies jego ojca, chociaż właściwsze byłoby powiedzenie, że jego pies, zdechł ze starości. Xirion przez całą zimę, bo była to właśnie zima, chodził smutny. Rzadko się odzywał, a na propozycje zakupu nowego psa reagował płaczem. Dopiero wiosną zły nastrój zaczął mu przechodzić. Rok później, latem rodzice powiedzieli Xirionowi, że przeprowadzają się do Wrót Baldura. Chłopiec od razu zaczął pytać o to miasto. Jesienią, gdy już załatwili wszystkie sprawy w tym sprzedaży i kupna domu rodzice Xiriona spakowali się i wyruszyli Lwim Traktem w stronę Wrót razem z przejeżdżającą przez Beregost karawana kupiecką.

Podróż przebiegała spokojnie i nic nie zwiastowało kłopotów. Jednak bandyci obserwujący trakt zauważyli karawanę. Wieczorem zaatakowali. Spróbowali otoczyć karawanę, jednak im się to nie udało ze względu na całkiem dobre wyszkolenie jej strażników, co zaskoczyło rabusiów. Dzięki temu części osób, w tym Xirionowi, który schował się w krzakach nieopodal drogi, udało się uciec. Chłopiec obserwował starcie i z coraz większym niepokojem. Strażników stale ubywało. Wprawdzie bandyci ginęli szybciej, ale było ich więcej. W końcu na nogach zostało trzech bandytów. Zaczęli chodzić między wozami i je przeszukiwać oraz dobijać rannych. Tymczasem z północy szedł samotny starzec. Zauważyli go dopiero kilkanaście metrów od karawany. Jeden z nich od razu zaczął biec z wyciągniętym mieczem w kierunku starca. Starzec wyszeptał kilka słów, zrobił prosty ruch ręką, a gdy napastnik podbiegł do niego, spokojnie go dotknął. Wielkie było zdziwienie, ale i strach pozostałych bandytów, gdy ich kompan osunął się na ziemię bez życia. Zaczęli uciekać. Starzec rozglądał się po polu bitwy, szukając rannych, którym mógłby pomóc. Kapłan zauważył jakiś ruch w krzakach przy drodze i podszedł tam. Rozchylił je kosturem i zauważył małego chłopca.
- Jak się nazywasz dziecko? Nic ci nie jest?
- Jestem Xirion. Chyba nic mi nie jest. – odpowiedział nieco przestraszony chłopiec
- Gdzie są twoi rodzice?
- Nie wiem. Byli ze mną, ale potem...
- Poszukajmy ich.
Zaczęli kluczyć wśród wozów i ciał. W Pewnym momencie Xirion wybuchnął płaczem.
- To to to to oni.
Starzec objął dziecko. Gdy Xirion nieco się uspokoił, starzec zapytał go, czy ma jakąś rodzinę. Odpowiedział, że nie. Stary kapłan pomyślał chwilę i uznał, że zabierze go ze sobą do Candlekeep. Odszedł z nim trochę od karawany i przygotował mu posłanie. Sam nie spał. Rankiem powiedział dziecku o swoich zamiarach.

Dotarli do Candlekeep. Kapłan był stary, więc powierzył opiekę nad Xirionem swojemu synowi. Candlekeep stało się nowym domem chłopca. Xirion był przygotowywany do nowicjatu w świątyni Oghmy, jednak nie było mu dane podążyć tą ścieżką. Pewnego dnia, gdy jeden z magów zabawiał prostymi zaklęciami młodsze dzieci, Xirion powtórzył jego gesty oraz słowa i zamroził stojącą kilka kroków od maga beczkę. Czarodziej zauważył kto rzucił zaklęcie. Podszedł do Xiriona i przeprowadził z nim krótką rozmowę. Obaj poszli szukać opiekuna Xiriona. Natknęli się na niego, gdy wychodził z domu. Mag porozmawiał z nim i przekonał go, że odpowiednim miejscem dla chłopca nie będzie świątynia. Później uzyskał jeszcze dla dziecka zgodę przełożonych na studiowanie magii. Xirion uczył się czarować oraz mówić i pisać w wielu językach. Często wykonywał jakieś drobne prace dla mnichów. Większość wolnego czasu spędzał nad księgami. Zainteresował się Mystrą, boginią magii, Panią Tajemnic.

Razu pewnego, gdy zszedł do piwnicy w swoim domu, spostrzegł coś leżącego na podłodze. Był to nietoperz. Xirion zauważył, że jest ranny. Zajął się nim i przyniósł mu trochę wody.. Ssak szybko odzyskiwał siły. Xirion uznał, że będzie jego chowańcem. Zapytał mistrza jak przeprowadzić rytuał, podczas którego zwierze staje się chowańcem. Mistrz domyślił się, że Xirion chce przeprowadzić rytuał, jednak nieco się zdziwił, gdy usłyszał, że będzie to nietoperz. Xirion, gdy już dowiedział się co będzie potrzebne i zdobył odpowiednie rzeczy, przeprowadził rytuał.

Nauka zaklęć przychodziła młodemu magowi z łatwością. Szybko robił postępy. Jednak niezbyt pasowało mu życie mnicha, który ciągle czyta lub przepisuje księgi. Mocno zirytował go również fakt, że dostęp do Wewnętrznych Komnat jest możliwy dopiero po 10 latach służby bibliotece. Widząc jego narastające zniecierpliwienie mistrz poradził mu, aby wyruszył w świat poszukiwać cennych ksiąg dla biblioteki. Xirion uznał, że będzie to dobry wybór, tym bardziej, iż zdobycie odpowiednio cennych dzieł mogło zagwarantować mu dostęp do najcenniejszych ksiąg wcześniej. Młody mag nie wiedział jednak, gdzie rozpocząć poszukiwania. Całe dnie siedział nad opasłymi tomiszczami, szukając odpowiedniego miejsca. Jego uwagę zwróciła mała, niezbyt dobrze zbadana wyspa, na której kiedyś rezydował lisz, znajdował się portal do Podmroku, z dziwnymi zakłóceniami klimatu prawdopodobnie wywołanymi magicznie. Wyspa zwana Aeris. Powiadomił o decyzji swojego opiekuna oraz mistrza i udał się do Wrót Baldura.

We Wrotach zaczepił go pewien mężczyzna.
- Przepraszam pańska twarz wydaje mi się jakaś znajoma. – Xirion chciał coś powiedzieć, ale mężczyzna kontynuował- Czy pan aby nie jest synem Gorstaga Stormwinda?
- A co to ma za znaczenie?
- Jestem jego bratem. – w tym momencie Xirion zamilknął zszokowany. Mężczyzna zauważył jego zdziwienie i powtórzył- Jestem bratem pańskiego ojca. Nazywam się Evandur Stormwind.
Dopiero wtedy Xirion się przedstawił. Wuj zaprosił go do siebie. Gdy wyjaśnili sobie wszystko, co mieli do wyjaśnienia, wuj zaoferował mu gościnę. Xirion podziękował i odmówił. Powiedział, że dzisiaj wsiada na statek płynący do Aeris.



Zapomniałem o językach:
wspólny, chontdatski, elfi, smoczy, netheryjski
Wetuję nazwisko... Warcraft 3?

Lwi Trakt nie wiedzie do Wrót tylko od Nadmorskiego Traktu do Candlekeep. To niejako "boczna droga".

Do uwag Morrie dodam jeszcze:



Nazwisko wziąłem z poradnika imiona ojców i wuja też

Co do netheryjskiego to jeszcze się zastanowię - uzasadnię albo wyleci.

Starzec oczywiście rzucił czar zadawania ran - napiszę.

Pochodzenie - nie wiedziałem co wpisać czy Beregost, gdzie się urodził, czy Candlekeep, gdzie spędził więcej czasu.Mam wpisać Begeost?

Co do tego zaklęcia- zamierzam wziąć atut geniusz zaklęć, więc chyba może zostać.

Pozostałe błędy poprawię. Nową historię zamierzam zamieścić jutro.
Veto imienia - na serwerze mamy już Nathera Stormwinda.

Tak, musisz zmienić imię.

Nie, nie może być to które jest teraz.
Imię też, czy tylko nazwisko.
Jak dla mnie - samo nazwisko.
Nazwa konta: gand57
Nazwa postaci: Xirion Wildriver
Płeć: mężczyzna
Rasa: człowiek
Klasa: czarodziej
Wiek: 19
Wyznanie: Mystra
Pochodzenie: Beregost
Charakter: neutralny dobry

Opis:

Xirion jest średniego wzrostu człowiekiem o sylwetce nieco szczuplejszej niż przeciętny przedstawiciel jego rasy. Jego skóra nie jest ciemna, ale też nie jest blada. Spod średniej grubości brwi, nieco ciemniejszych od jego długich blond włosów, spoglądają błękitne oczy. Jego krok jest pewny i zdecydowany.

Historia:

Xirion urodził się w Beregoście. Jego ojciec był kowalem, zajmował się głównie podkówaniem koni i wyrobem wszelkiego rodzaju narzędzi, od czasu do czasu zdarzało mu się zrobić miecz, czy rzadziej zbroję, na zamówienie. Matka natomiast była krawcową, chociaż głównie zajmowała się domem, a w wolnych chwilach malowała. Sam dom nie odznaczał się niczym szczególnym. Mało było w nim ozdób, ale na brak czegokolwiek nie sposób było narzekać. A to ze względu na to, iż rodzice Xiriona zbierali pieniądze na przeprowadzkę do Wrót Baldura.

Chcieli kupić tam dom z dwóch względów. Po pierwsze – ojciec chłopca uważał, że zarobi tam więcej pieniędzy ze sprzedaży mieczy, które wprawdzie robił rzadko, ale za to świetne, jednak w Beregoście mało było na nie chętnych. Drugim powodem była chęć pogodzenia się z bratem ojca, Ellrimem. Dwaj bracia nigdy za sobą nie przepadali, a tę niechęć dodatkowo pogłębiało nierówne traktowanie ich przez ojca. Dziadek Xiriona był bogatym kupcem z Wrót Baldura, ale uwagę poświęcał tylko swojemu pierworodnemu synowi, którym był właśnie Ellrim. Jednak bracia naprawdę nienawidzić zaczęli się dopiero później, gdy ojciec Xiriona z całkiem pokaźnego spadku nie dostał ani grosza. Miał wtedy 17 lat i nie było go stać na utrzymanie się we Wrotach, więc przeprowadził się do Beregostu. Kupił mały domek na skraju miasta i z czasem zabrał się za jego remont oraz rozbudowę. Rodzice nigdy nie powiedzieli Xirionowi o wuju, mimo że od jakiegoś ojciec korespondował z bratem i zaczynał dążyć do zgody. Uznał, że pieniądze i żale z dzieciństwa nie powinny być dla niego aż tak ważne. Innej rodziny nie mieli.

Pierwsze lata życia Xiriona przebiegały normalnie – uczył się chodzić, mówić, bawił się z rówieśnikami i z psem ojca, który wcześniej pilnował domu, ale po narodzinach Xiriona nie odstępował go niemal na krok. Xirion od wielu innych dzieci odróżniał się kilkoma rzeczami. Bardzo szybko nauczył się czytać, a także zadawał mnóstwo pytań, nawet jak na jego wiek. Pisanie szło mu nieco oporniej, ale i tak nauczył się stawiać litery szybciej niż jego rówieśnicy. Gdy Xirion miał 5 lat pies jego ojca, chociaż właściwsze byłoby powiedzenie, że jego pies, zdechł ze starości. Xirion przez całą zimę, bo była to właśnie zima, chodził smutny. Rzadko się odzywał, a na propozycje zakupu nowego psa reagował płaczem. Dopiero wiosną zły nastrój zaczął mu przechodzić. Rok później, latem rodzice powiedzieli Xirionowi, że przeprowadzają się do Wrót Baldura. Chłopiec od razu zaczął pytać o to miasto. Jesienią, gdy już załatwili wszystkie sprawy w tym sprzedaży i kupna domu rodzice Xiriona spakowali się i wyruszyli w stronę Wrót razem z przejeżdżającą przez Beregost karawana kupiecką.

Podróż przebiegała spokojnie i nic nie zwiastowało kłopotów. Jednak bandyci obserwujący trakt zauważyli karawanę. Wieczorem zaatakowali. Spróbowali otoczyć karawanę, jednak im się to nie udało ze względu na całkiem dobre wyszkolenie jej strażników, co zaskoczyło rabusiów. Dzięki temu części osób, w tym Xirionowi, który schował się w krzakach nieopodal drogi, udało się uciec. Chłopiec obserwował starcie i z coraz większym niepokojem. Strażników stale ubywało. Wprawdzie bandyci ginęli szybciej, ale było ich więcej. W końcu na nogach zostało trzech bandytów. Zaczęli chodzić między wozami i je przeszukiwać oraz dobijać rannych. Tymczasem z północy szedł samotny starzec. Zauważyli go dopiero kilkanaście metrów od karawany. Jeden z nich od razu zaczął biec z wyciągniętym mieczem w kierunku starca. Starzec wyszeptał kilka słów, zrobił prosty ruch ręką, a gdy napastnik podbiegł do niego, spokojnie go dotknął – rzucił zaklęcie zadawania ran. Wielkie było zdziwienie, ale i strach pozostałych bandytów, gdy ich kompan osunął się na ziemię bez życia. Zaczęli uciekać. Starzec rozglądał się po polu bitwy, szukając rannych, którym mógłby pomóc. Kapłan zauważył jakiś ruch w krzakach przy drodze i podszedł tam. Rozchylił je kosturem i zauważył małego chłopca.
- Jak się nazywasz dziecko? Nic ci nie jest?
- Jestem Xirion. Chyba nic mi nie jest. – odpowiedział nieco przestraszony chłopiec
- Gdzie są twoi rodzice?
- Nie wiem. Byli ze mną, ale potem...
- Poszukajmy ich.
Zaczęli kluczyć wśród wozów i ciał. W Pewnym momencie Xirion wybuchnął płaczem.
- To to to to oni.
Starzec objął dziecko. Gdy Xirion nieco się uspokoił, starzec zapytał go, czy ma jakąś rodzinę. Odpowiedział, że nie. Stary kapłan pomyślał chwilę i uznał, że zabierze go ze sobą do Candlekeep. Odszedł z nim trochę od karawany i przygotował mu posłanie. Sam nie spał. Rankiem powiedział dziecku o swoich zamiarach.

Dotarli do Candlekeep. Kapłan był stary, więc powierzył opiekę nad Xirionem swojemu synowi. Candlekeep stało się nowym domem chłopca. Xirion był przygotowywany do nowicjatu w świątyni Oghmy, jednak nie było mu dane podążyć tą ścieżką. Pewnego dnia, gdy jeden z magów zabawiał prostymi zaklęciami młodsze dzieci, Xirion powtórzył jego gesty oraz słowa i zamroził stojącą kilka kroków od maga beczkę. Czarodziej zauważył kto rzucił zaklęcie. Podszedł do Xiriona i przeprowadził z nim krótką rozmowę. Obaj poszli szukać opiekuna Xiriona. Natknęli się na niego, gdy wychodził z domu. Mag porozmawiał z nim i przekonał go, że odpowiednim miejscem dla chłopca nie będzie świątynia. Później uzyskał jeszcze dla dziecka zgodę przełożonych na studiowanie magii. Xirion uczył się czarować oraz mówić i pisać w wielu językach. Często wykonywał jakieś drobne prace dla mnichów. Większość wolnego czasu spędzał nad księgami. Zainteresował się Mystrą, boginią magii, Panią Tajemnic.

Razu pewnego, gdy zszedł do piwnicy w swoim domu, spostrzegł coś leżącego na podłodze. Był to nietoperz. Xirion zauważył, że jest ranny. Zajął się nim i przyniósł mu trochę wody.. Ssak szybko odzyskiwał siły. Xirion uznał, że będzie jego chowańcem. Zapytał mistrza jak przeprowadzić rytuał, podczas którego zwierze staje się chowańcem. Mistrz domyślił się, że Xirion chce przeprowadzić rytuał, jednak nieco się zdziwił, gdy usłyszał, że będzie to nietoperz. Xirion, gdy już dowiedział się co będzie potrzebne i zdobył odpowiednie rzeczy, przeprowadził rytuał.

Nauka zaklęć przychodziła młodemu magowi z łatwością. Szybko robił postępy. Jednak niezbyt pasowało mu życie mnicha, który ciągle czyta lub przepisuje księgi. Mocno zirytował go również fakt, że dostęp do Wewnętrznych Komnat jest możliwy dopiero po 10 latach służby bibliotece. Widząc jego narastające zniecierpliwienie mistrz poradził mu, aby wyruszył w świat poszukiwać cennych ksiąg dla biblioteki. Xirion uznał, że będzie to dobry wybór, tym bardziej, iż zdobycie odpowiednio cennych dzieł mogło zagwarantować mu dostęp do najcenniejszych ksiąg wcześniej. Młody mag nie wiedział jednak, gdzie rozpocząć poszukiwania. Całe dnie siedział nad opasłymi tomiszczami, szukając odpowiedniego miejsca. Jego uwagę zwróciła mała, niezbyt dobrze zbadana wyspa, na której kiedyś rezydował lisz, znajdował się portal do Podmroku, z dziwnymi zakłóceniami klimatu prawdopodobnie wywołanymi magicznie. Wyspa zwana Aeris. Powiadomił o decyzji swojego opiekuna oraz mistrza i udał się do Wrót Baldura.

We Wrotach zaczepił go pewien mężczyzna.
- Przepraszam pańska twarz wydaje mi się jakaś znajoma. – Xirion chciał coś powiedzieć, ale mężczyzna kontynuował- Czy pan aby nie jest synem Rilftaga Wildrivera?
- A co to ma za znaczenie?
- Jestem jego bratem. – w tym momencie Xirion zamilknął zszokowany. Mężczyzna zauważył jego zdziwienie i powtórzył- Jestem bratem pańskiego ojca. Nazywam się Ellrim Wildriver.
Dopiero wtedy Xirion się przedstawił. Wuj zaprosił go do siebie. Gdy wyjaśnili sobie wszystko, co mieli do wyjaśnienia, wuj zaoferował mu gościnę. Xirion podziękował i odmówił. Powiedział, że dzisiaj wsiada na statek płynący na Aeris.

Znane języki:
wspólny, chontdatski, elfi, smoczy

Zmiany (poza tymi w klepsydrze) pogrubiłem. Netheryjski wyleciał. Zmienione imiona ojca i wuja pogrubiłem tylko tam, gdzie pojwaiały się po raz pierwszy.

P.S. Jeśli imiona znowu z jakiś względów nie pasują, byłbym wdzięczny za podanie tych, które mogą przejść.
Nazwa konta: gand57
Nazwa postaci: Xirion Wildriver
Płeć: mężczyzna
Rasa: człowiek
Klasa: czarodziej
Wiek: 19
Wyznanie: Mystra
Pochodzenie: Beregost
Charakter: neutralny dobry

Opis:

Xirion jest średniego wzrostu człowiekiem o sylwetce nieco szczuplejszej niż przeciętny przedstawiciel jego rasy. Jego skóra nie jest ciemna, ale też nie jest blada. Spod średniej grubości brwi, nieco ciemniejszych od jego długich blond włosów, spoglądają błękitne oczy. Jego krok jest pewny i zdecydowany.

Historia:

Xirion urodził się w Beregoście. Jego ojciec był kowalem, zajmował się głównie podkówaniem koni i wyrobem wszelkiego rodzaju narzędzi, od czasu do czasu zdarzało mu się zrobić miecz, czy rzadziej zbroję, na zamówienie. Matka natomiast była krawcową, chociaż głównie zajmowała się domem, a w wolnych chwilach malowała. Sam dom nie odznaczał się niczym szczególnym. Mało było w nim ozdób, ale na brak czegokolwiek nie sposób było narzekać. A to ze względu na to, iż rodzice Xiriona zbierali pieniądze na przeprowadzkę do Wrót Baldura.

Chcieli kupić tam dom z dwóch względów. Po pierwsze – ojciec chłopca uważał, że zarobi tam więcej pieniędzy ze sprzedaży mieczy, które wprawdzie robił rzadko, ale za to świetne, jednak w Beregoście mało było na nie chętnych. Drugim powodem była chęć pogodzenia się z bratem ojca, Ellrimem. Dwaj bracia nigdy za sobą nie przepadali, a tę niechęć dodatkowo pogłębiało nierówne traktowanie ich przez ojca. Dziadek Xiriona był bogatym kupcem z Wrót Baldura, ale uwagę poświęcał tylko swojemu pierworodnemu synowi, którym był właśnie Ellrim. Jednak bracia naprawdę nienawidzić zaczęli się dopiero później, gdy ojciec Xiriona z całkiem pokaźnego spadku nie dostał ani grosza. Miał wtedy 17 lat i nie było go stać na utrzymanie się we Wrotach, więc przeprowadził się do Beregostu. Kupił mały domek na skraju miasta i z czasem zabrał się za jego remont oraz rozbudowę. Rodzice nigdy nie powiedzieli Xirionowi o wuju, mimo że od jakiegoś czasu ojciec korespondował z bratem i zaczynał dążyć do zgody. Uznał, że pieniądze i żale z dzieciństwa nie powinny być dla niego aż tak ważne. Innej rodziny nie mieli.

Pierwsze lata życia Xiriona przebiegały normalnie – uczył się chodzić, mówić, bawił się z rówieśnikami i z psem ojca, który wcześniej pilnował domu, ale po narodzinach Xiriona nie odstępował go niemal na krok. Xirion od wielu innych dzieci odróżniał się kilkoma rzeczami. Bardzo szybko nauczył się czytać, a także zadawał mnóstwo pytań, nawet jak na jego wiek. Pisanie szło mu nieco oporniej, ale i tak nauczył się stawiać litery szybciej niż jego rówieśnicy. Gdy Xirion miał 5 lat pies jego ojca, chociaż właściwsze byłoby powiedzenie, że jego pies, zdechł ze starości. Xirion przez całą zimę, bo była to właśnie zima, chodził smutny. Rzadko się odzywał, a na propozycje zakupu nowego psa reagował płaczem. Dopiero wiosną zły nastrój zaczął mu przechodzić. Rok później, latem rodzice powiedzieli Xirionowi, że przeprowadzają się do Wrót Baldura. Chłopiec od razu zaczął pytać o to miasto. Jesienią, gdy już załatwili wszystkie sprawy w tym sprzedaży i kupna domu rodzice Xiriona spakowali się i wyruszyli w stronę Wrót razem z przejeżdżającą przez Beregost karawaną kupiecką.

Podróż przebiegała spokojnie i nic nie zwiastowało kłopotów. Jednak bandyci obserwujący trakt zauważyli karawanę. Wieczorem zaatakowali. Spróbowali otoczyć karawanę, jednak im się to nie udało ze względu na całkiem dobre wyszkolenie jej strażników, co zaskoczyło rabusiów. Dzięki temu części osób, w tym Xirionowi, który schował się w krzakach nieopodal drogi, udało się uciec. Chłopiec obserwował starcie i z coraz większym niepokojem. Strażników stale ubywało. Wprawdzie bandyci ginęli szybciej, ale było ich więcej. W końcu na nogach zostało trzech bandytów. Zaczęli chodzić między wozami i je przeszukiwać oraz dobijać rannych. Tymczasem z północy szedł samotny starzec. Zauważyli go dopiero kilkanaście metrów od karawany. Jeden z nich od razu zaczął biec z wyciągniętym mieczem w kierunku starca. Starzec wyszeptał kilka słów, zrobił prosty ruch ręką, a gdy napastnik podbiegł do niego, spokojnie go dotknął – rzucił zaklęcie zadawania ran. Wielkie było zdziwienie, ale i strach pozostałych bandytów, gdy ich kompan osunął się na ziemię bez życia. Zaczęli uciekać. Starzec rozglądał się po polu bitwy, szukając rannych, którym mógłby pomóc. Kapłan zauważył jakiś ruch w krzakach przy drodze i podszedł tam. Rozchylił je kosturem i zauważył małego chłopca.
- Jak się nazywasz dziecko? Nic ci nie jest?
- Jestem Xirion. Chyba nic mi nie jest. – odpowiedział nieco przestraszony chłopiec
- Gdzie są twoi rodzice?
- Nie wiem. Byli ze mną, ale potem...
- Poszukajmy ich.
Zaczęli kluczyć wśród wozów i ciał. W Pewnym momencie Xirion wybuchnął płaczem.
- To to to to oni.
Starzec objął dziecko. Gdy Xirion nieco się uspokoił, starzec zapytał go, czy ma jakąś rodzinę. Odpowiedział, że nie. Stary kapłan pomyślał chwilę i uznał, że zabierze go ze sobą do Candlekeep. Odszedł z nim trochę od karawany i przygotował mu posłanie. Sam nie spał. Rankiem powiedział dziecku o swoich zamiarach.

Dotarli do Candlekeep. Kapłan był stary, więc powierzył opiekę nad Xirionem swojemu synowi. Candlekeep stało się nowym domem chłopca. Xirion był przygotowywany do nowicjatu w świątyni Oghmy, jednak nie było mu dane podążyć tą ścieżką. Pewnego dnia, gdy jeden z magów zabawiał prostymi zaklęciami młodsze dzieci, Xirion powtórzył jego gesty oraz słowa i zamroził stojącą kilka kroków od maga beczkę. Czarodziej zauważył kto rzucił zaklęcie. Podszedł do Xiriona i przeprowadził z nim krótką rozmowę. Obaj poszli szukać opiekuna Xiriona. Natknęli się na niego, gdy wychodził z domu. Mag porozmawiał z nim i przekonał go, że odpowiednim miejscem dla chłopca nie będzie świątynia. Później uzyskał jeszcze dla dziecka zgodę przełożonych na studiowanie magii. Xirion uczył się czarować oraz mówić i pisać w wielu językach. Często wykonywał jakieś drobne prace dla mnichów. Większość wolnego czasu spędzał nad księgami. Zainteresował się Mystrą, boginią magii, Panią Tajemnic.

Razu pewnego, gdy zszedł do piwnicy w swoim domu, spostrzegł coś leżącego na podłodze. Był to nietoperz. Xirion zauważył, że jest ranny. Zajął się nim i przyniósł mu trochę wody.. Ssak szybko odzyskiwał siły. Xirion uznał, że będzie jego chowańcem. Zapytał mistrza jak przeprowadzić rytuał, podczas którego zwierze staje się chowańcem. Mistrz domyślił się, że Xirion chce przeprowadzić rytuał, jednak nieco się zdziwił, gdy usłyszał, że będzie to nietoperz. Xirion, gdy już dowiedział się co będzie potrzebne i zdobył odpowiednie rzeczy, przeprowadził rytuał.

Nauka zaklęć przychodziła młodemu magowi z łatwością. Szybko robił postępy. Jednak niezbyt pasowało mu życie mnicha, który ciągle czyta lub przepisuje księgi. Mocno zirytował go również fakt, że dostęp do Wewnętrznych Komnat jest możliwy dopiero po 10 latach służby bibliotece. Widząc jego narastające zniecierpliwienie mistrz poradził mu, aby wyruszył w świat poszukiwać cennych ksiąg dla biblioteki. Xirion uznał, że będzie to dobry wybór, tym bardziej, iż zdobycie odpowiednio cennych dzieł mogło zagwarantować mu dostęp do najcenniejszych ksiąg wcześniej. Młody mag nie wiedział jednak, gdzie rozpocząć poszukiwania. Całe dnie siedział nad opasłymi tomiszczami, szukając odpowiedniego miejsca. Jego uwagę zwróciła mała, niezbyt dobrze zbadana wyspa, na której kiedyś rezydował lisz, znajdował się portal do Podmroku, z dziwnymi zakłóceniami klimatu prawdopodobnie wywołanymi magicznie. Wyspa zwana Aeris. Powiadomił o decyzji swojego opiekuna oraz mistrza i udał się do Wrót Baldura.

We Wrotach zaczepił go pewien mężczyzna.
- Przepraszam pańska twarz wydaje mi się jakaś znajoma. – Xirion chciał coś powiedzieć, ale mężczyzna kontynuował- Czy pan aby nie jest synem Rilftaga Wildrivera?
- A co to ma za znaczenie?
- Jestem jego bratem. – w tym momencie Xirion zamilknął zszokowany. Mężczyzna zauważył jego zdziwienie i powtórzył- Jestem bratem pańskiego ojca. Nazywam się Ellrim Wildriver.
Dopiero wtedy Xirion się przedstawił. Wuj zaprosił go do siebie. Gdy wyjaśnili sobie wszystko, co mieli do wyjaśnienia, wuj zaoferował mu gościnę. Xirion podziękował i odmówił. Powiedział, że dzisiaj wsiada na statek płynący na Aeris.

Znane języki:
wspólny, chontdatski, elfi, smoczy

Zmiany (poza tymi w klepsydrze) pogrubiłem. Netheryjski wyleciał. Zmienione imiona ojca i wuja pogrubiłem tylko tam, gdzie pojwaiały się po raz pierwszy.

P.S. Jeśli imiona znowu z jakiś względów nie pasują, byłbym wdzięczny za podanie tych, które mogą przejść.

Poprawiłem jeszcze kilka głupich błędów.
Nazwa konta: gand57
Nazwa postaci: Xirion Wildriver
Płeć: mężczyzna
Rasa: człowiek
Klasa: czarodziej
Wiek: 19
Wyznanie: Mystra
Pochodzenie: Beregost
Charakter: neutralny dobry

Opis:

Xirion jest średniego wzrostu człowiekiem o sylwetce nieco szczuplejszej niż przeciętny przedstawiciel jego rasy. Jego skóra nie jest ciemna, ale też nie jest blada. Spod średniej grubości brwi, nieco ciemniejszych od jego długich blond włosów, spoglądają błękitne oczy. Jego krok jest pewny i zdecydowany.

Historia:

Xirion urodził się w Beregoście. Jego ojciec był kowalem, zajmował się głównie podkówaniem koni i wyrobem wszelkiego rodzaju narzędzi, od czasu do czasu zdarzało mu się zrobić miecz, czy rzadziej zbroję, na zamówienie. Matka natomiast była krawcową, chociaż głównie zajmowała się domem, a w wolnych chwilach malowała. Sam dom nie odznaczał się niczym szczególnym. Mało było w nim ozdób, ale na brak czegokolwiek nie sposób było narzekać. A to ze względu na to, iż rodzice Xiriona zbierali pieniądze na przeprowadzkę do Wrót Baldura.

Chcieli kupić tam dom z dwóch względów. Po pierwsze – ojciec chłopca uważał, że zarobi tam więcej pieniędzy ze sprzedaży mieczy, które wprawdzie robił rzadko, ale za to świetne, jednak w Beregoście mało było na nie chętnych. Drugim powodem była chęć pogodzenia się z bratem ojca, Ellrimem. Bracia nigdy za sobą nie przepadali, a tę niechęć dodatkowo pogłębiało nierówne traktowanie ich przez ojca. Dziadek Xiriona był bogatym kupcem z Wrót Baldura, ale uwagę poświęcał tylko swojemu pierworodnemu synowi, którym był właśnie Ellrim. Jednak bracia naprawdę nienawidzić zaczęli się dopiero później, gdy ojciec Xiriona z całkiem pokaźnego spadku nie dostał ani grosza. Miał wtedy 17 lat i nie było go stać na utrzymanie się we Wrotach, więc przeprowadził się do Beregostu. Kupił mały domek na skraju miasta i z czasem zabrał się za jego remont oraz rozbudowę. Rodzice nigdy nie powiedzieli Xirionowi o wuju, mimo że od jakiegoś czasu ojciec korespondował z bratem i zaczynał dążyć do zgody. Uznał, że pieniądze i żale z dzieciństwa nie powinny być dla niego aż tak ważne. Innej rodziny nie mieli.

Pierwsze lata życia Xiriona przebiegały normalnie – uczył się chodzić, mówić, bawił się z rówieśnikami i z psem ojca, który wcześniej pilnował domu, ale po narodzinach Xiriona nie odstępował go niemal na krok. Xirion od wielu innych dzieci odróżniał się kilkoma rzeczami. Bardzo szybko nauczył się czytać, a także zadawał mnóstwo pytań, nawet jak na jego wiek. Pisanie szło mu nieco oporniej, ale i tak nauczył się stawiać litery szybciej niż jego rówieśnicy. Gdy Xirion miał 5 lat pies jego ojca, chociaż właściwsze byłoby powiedzenie, że jego pies, zdechł ze starości. Xirion przez całą zimę, bo była to właśnie zima, chodził smutny. Rzadko się odzywał, a na propozycje zakupu nowego psa reagował płaczem. Dopiero wiosną zły nastrój zaczął mu przechodzić. Rok później, latem rodzice powiedzieli Xirionowi, że przeprowadzają się do Wrót Baldura. Chłopiec od razu zaczął pytać o to miasto. Jesienią, gdy już załatwili wszystkie sprawy w tym sprzedaży i kupna domu rodzice Xiriona spakowali się i wyruszyli w stronę Wrót razem z przejeżdżającą przez Beregost karawaną kupiecką.

Podróż przebiegała spokojnie i nic nie zwiastowało kłopotów. Jednak bandyci obserwujący trakt zauważyli karawanę. Wieczorem zaatakowali. Spróbowali otoczyć karawanę, jednak im się to nie udało ze względu na całkiem dobre wyszkolenie jej strażników, co zaskoczyło rabusiów. Dzięki temu części osób, w tym Xirionowi, który schował się w krzakach nieopodal drogi, udało się uciec. Chłopiec obserwował starcie i z coraz większym niepokojem. Strażników stale ubywało. Wprawdzie bandyci ginęli szybciej, ale było ich więcej. W końcu na nogach zostało trzech bandytów. Zaczęli chodzić między wozami i je przeszukiwać oraz dobijać rannych. Tymczasem z północy szedł samotny starzec. Zauważyli go dopiero kilkanaście metrów od karawany. Jeden z nich od razu zaczął biec z wyciągniętym mieczem w kierunku starca. Starzec wyszeptał kilka słów, zrobił prosty ruch ręką, a gdy napastnik podbiegł do niego, spokojnie go dotknął – rzucił zaklęcie zadawania ran. Wielkie było zdziwienie, ale i strach pozostałych bandytów, gdy ich kompan osunął się na ziemię bez życia. Zaczęli uciekać. Starzec rozglądał się po polu bitwy, szukając rannych, którym mógłby pomóc. Kapłan zauważył jakiś ruch w krzakach przy drodze i podszedł tam. Rozchylił je kosturem i zauważył małego chłopca.
- Jak się nazywasz dziecko? Nic ci nie jest?
- Jestem Xirion. Chyba nic mi nie jest. – odpowiedział nieco przestraszony chłopiec
- Gdzie są twoi rodzice?
- Nie wiem. Byli ze mną, ale potem...
- Poszukajmy ich.
Zaczęli kluczyć wśród wozów i ciał. W Pewnym momencie Xirion wybuchnął płaczem.
- To to to to oni.
Starzec objął dziecko. Gdy Xirion nieco się uspokoił, starzec zapytał go, czy ma jakąś rodzinę. Odpowiedział, że nie. Stary kapłan pomyślał chwilę i uznał, że zabierze go ze sobą do Candlekeep. Odszedł z nim trochę od karawany i przygotował mu posłanie. Sam nie spał. Rankiem powiedział dziecku o swoich zamiarach.

Dotarli do Candlekeep. Kapłan był stary, więc powierzył opiekę nad Xirionem swojemu synowi. Candlekeep stało się nowym domem chłopca. Xirion był przygotowywany do nowicjatu w świątyni Oghmy, jednak nie było mu dane podążyć tą ścieżką. Pewnego dnia, gdy jeden z magów zabawiał prostymi zaklęciami młodsze dzieci, Xirion powtórzył jego gesty oraz słowa i zamroził stojącą kilka kroków od maga beczkę. Czarodziej zauważył kto rzucił zaklęcie. Podszedł do Xiriona i przeprowadził z nim krótką rozmowę. Obaj poszli szukać opiekuna Xiriona. Natknęli się na niego, gdy wychodził z domu. Mag porozmawiał z nim i przekonał go, że odpowiednim miejscem dla chłopca nie będzie świątynia. Później uzyskał jeszcze dla dziecka zgodę przełożonych na studiowanie magii. Xirion uczył się czarować oraz mówić i pisać w wielu językach. Często wykonywał jakieś drobne prace dla mnichów. Większość wolnego czasu spędzał nad księgami. Zainteresował się Mystrą, boginią magii, Panią Tajemnic.

Razu pewnego, gdy zszedł do piwnicy w swoim domu, spostrzegł coś leżącego na podłodze. Był to nietoperz. Xirion zauważył, że jest ranny. Zajął się nim i przyniósł mu trochę wody.. Ssak szybko odzyskiwał siły. Xirion uznał, że będzie jego chowańcem. Zapytał mistrza jak przeprowadzić rytuał, podczas którego zwierze staje się chowańcem. Mistrz domyślił się, że Xirion chce przeprowadzić rytuał, jednak nieco się zdziwił, gdy usłyszał, że będzie to nietoperz. Xirion, gdy już dowiedział się co będzie potrzebne i zdobył odpowiednie rzeczy, przeprowadził rytuał.

Nauka zaklęć przychodziła młodemu magowi z łatwością. Szybko robił postępy. Jednak niezbyt pasowało mu życie mnicha, który ciągle czyta lub przepisuje księgi. Mocno zirytował go również fakt, że dostęp do Wewnętrznych Komnat jest możliwy dopiero po 10 latach służby bibliotece. Widząc jego narastające zniecierpliwienie mistrz poradził mu, aby wyruszył w świat poszukiwać cennych ksiąg dla biblioteki. Xirion uznał, że będzie to dobry wybór, tym bardziej, iż zdobycie odpowiednio cennych dzieł mogło zagwarantować mu dostęp do najcenniejszych ksiąg wcześniej. Młody mag nie wiedział jednak, gdzie rozpocząć poszukiwania. Całe dnie siedział nad opasłymi tomiszczami, szukając odpowiedniego miejsca. Jego uwagę zwróciła mała, niezbyt dobrze zbadana wyspa, na której kiedyś rezydował lisz, znajdował się portal do Podmroku, z dziwnymi zakłóceniami klimatu prawdopodobnie wywołanymi magicznie. Wyspa zwana Aeris. Powiadomił o decyzji swojego opiekuna oraz mistrza i udał się do Wrót Baldura.

We Wrotach zaczepił go pewien mężczyzna.
- Przepraszam pańska twarz wydaje mi się jakaś znajoma. – Xirion chciał coś powiedzieć, ale mężczyzna kontynuował- Czy pan aby nie jest synem Rilftaga Wildrivera?
- A co to ma za znaczenie?
- Jestem jego bratem. – w tym momencie Xirion zamilknął zszokowany. Mężczyzna zauważył jego zdziwienie i powtórzył- Jestem bratem pańskiego ojca. Nazywam się Ellrim Wildriver.
Dopiero wtedy Xirion się przedstawił. Wuj zaprosił go do siebie. Gdy wyjaśnili sobie wszystko, co mieli do wyjaśnienia, wuj zaoferował mu gościnę. Xirion podziękował i odmówił. Powiedział, że dzisiaj wsiada na statek płynący na Aeris.

Znane języki:
wspólny, chontdatski, elfi, smoczy

Zmiany (poza tymi w klepsydrze) pogrubiłem. Netheryjski wyleciał. Zmienione imiona ojca i wuja pogrubiłem tylko tam, gdzie pojwaiały się po raz pierwszy.

P.S. Jeśli imiona znowu z jakiś względów nie pasują, byłbym wdzięczny za podanie tych, które mogą przejść.

Poprzednio zapomniałem o pogrubieniu.
Nie mam nic przeciwko imionom, ale zapomniałeś o współczynnikach . Co do języków - możesz znać nieco więcej niż dwa premiowe, w końcu masz odpowiednią inteligencję. Dowolne dostępne dla okolicy się nadadzą, vide poradnik. Popraw to i wklej całość, ale mimo wszystko mogę powiedzieć, że:

Akceptuję
Nazwa konta: gand57
Nazwa postaci: Xirion Wildriver
Płeć: mężczyzna
Rasa: człowiek
Klasa: czarodziej
Wiek: 19
Wyznanie: Mystra
Pochodzenie: Beregost
Charakter: neutralny dobry

Opis:

Xirion jest średniego wzrostu człowiekiem o sylwetce nieco szczuplejszej niż przeciętny przedstawiciel jego rasy. Jego skóra nie jest ciemna, ale też nie jest blada. Spod średniej grubości brwi, nieco ciemniejszych od jego długich blond włosów, spoglądają błękitne oczy. Jego krok jest pewny i zdecydowany.

Historia:

Xirion urodził się w Beregoście. Jego ojciec był kowalem, zajmował się głównie podkówaniem koni i wyrobem wszelkiego rodzaju narzędzi, od czasu do czasu zdarzało mu się zrobić miecz, czy rzadziej zbroję, na zamówienie. Matka natomiast była krawcową, chociaż głównie zajmowała się domem, a w wolnych chwilach malowała. Sam dom nie odznaczał się niczym szczególnym. Mało było w nim ozdób, ale na brak czegokolwiek nie sposób było narzekać. A to ze względu na to, iż rodzice Xiriona zbierali pieniądze na przeprowadzkę do Wrót Baldura.

Chcieli kupić tam dom z dwóch względów. Po pierwsze – ojciec chłopca uważał, że zarobi tam więcej pieniędzy ze sprzedaży mieczy, które wprawdzie robił rzadko, ale za to świetne, jednak w Beregoście mało było na nie chętnych. Drugim powodem była chęć pogodzenia się z bratem ojca, Ellrimem. Bracia nigdy za sobą nie przepadali, a tę niechęć dodatkowo pogłębiało nierówne traktowanie ich przez ojca. Dziadek Xiriona był bogatym kupcem z Wrót Baldura, ale uwagę poświęcał tylko swojemu pierworodnemu synowi, którym był właśnie Ellrim. Jednak bracia naprawdę nienawidzić zaczęli się dopiero później, gdy ojciec Xiriona z całkiem pokaźnego spadku nie dostał ani grosza. Miał wtedy 17 lat i nie było go stać na utrzymanie się we Wrotach, więc przeprowadził się do Beregostu. Kupił mały domek na skraju miasta i z czasem zabrał się za jego remont oraz rozbudowę. Rodzice nigdy nie powiedzieli Xirionowi o wuju, mimo że od jakiegoś czasu ojciec korespondował z bratem i zaczynał dążyć do zgody. Uznał, że pieniądze i żale z dzieciństwa nie powinny być dla niego aż tak ważne. Innej rodziny nie mieli.

Pierwsze lata życia Xiriona przebiegały normalnie – uczył się chodzić, mówić, bawił się z rówieśnikami i z psem ojca, który wcześniej pilnował domu, ale po narodzinach Xiriona nie odstępował go niemal na krok. Xirion od wielu innych dzieci odróżniał się kilkoma rzeczami. Bardzo szybko nauczył się czytać, a także zadawał mnóstwo pytań, nawet jak na jego wiek. Pisanie szło mu nieco oporniej, ale i tak nauczył się stawiać litery szybciej niż jego rówieśnicy. Gdy Xirion miał 5 lat pies jego ojca, chociaż właściwsze byłoby powiedzenie, że jego pies, zdechł ze starości. Xirion przez całą zimę, bo była to właśnie zima, chodził smutny. Rzadko się odzywał, a na propozycje zakupu nowego psa reagował płaczem. Dopiero wiosną zły nastrój zaczął mu przechodzić. Rok później, latem rodzice powiedzieli Xirionowi, że przeprowadzają się do Wrót Baldura. Chłopiec od razu zaczął pytać o to miasto. Jesienią, gdy już załatwili wszystkie sprawy w tym sprzedaży i kupna domu rodzice Xiriona spakowali się i wyruszyli w stronę Wrót razem z przejeżdżającą przez Beregost karawaną kupiecką.

Podróż przebiegała spokojnie i nic nie zwiastowało kłopotów. Jednak bandyci obserwujący trakt zauważyli karawanę. Wieczorem zaatakowali. Spróbowali otoczyć karawanę, jednak im się to nie udało ze względu na całkiem dobre wyszkolenie jej strażników, co zaskoczyło rabusiów. Dzięki temu części osób, w tym Xirionowi, który schował się w krzakach nieopodal drogi, udało się uciec. Chłopiec obserwował starcie i z coraz większym niepokojem. Strażników stale ubywało. Wprawdzie bandyci ginęli szybciej, ale było ich więcej. W końcu na nogach zostało trzech bandytów. Zaczęli chodzić między wozami i je przeszukiwać oraz dobijać rannych. Tymczasem z północy szedł samotny starzec. Zauważyli go dopiero kilkanaście metrów od karawany. Jeden z nich od razu zaczął biec z wyciągniętym mieczem w kierunku starca. Starzec wyszeptał kilka słów, zrobił prosty ruch ręką, a gdy napastnik podbiegł do niego, spokojnie go dotknął – rzucił zaklęcie zadawania ran. Wielkie było zdziwienie, ale i strach pozostałych bandytów, gdy ich kompan osunął się na ziemię bez życia. Zaczęli uciekać. Starzec rozglądał się po polu bitwy, szukając rannych, którym mógłby pomóc. Kapłan zauważył jakiś ruch w krzakach przy drodze i podszedł tam. Rozchylił je kosturem i zauważył małego chłopca.
- Jak się nazywasz dziecko? Nic ci nie jest?
- Jestem Xirion. Chyba nic mi nie jest. – odpowiedział nieco przestraszony chłopiec
- Gdzie są twoi rodzice?
- Nie wiem. Byli ze mną, ale potem...
- Poszukajmy ich.
Zaczęli kluczyć wśród wozów i ciał. W Pewnym momencie Xirion wybuchnął płaczem.
- To to to to oni.
Starzec objął dziecko. Gdy Xirion nieco się uspokoił, starzec zapytał go, czy ma jakąś rodzinę. Odpowiedział, że nie. Stary kapłan pomyślał chwilę i uznał, że zabierze go ze sobą do Candlekeep. Odszedł z nim trochę od karawany i przygotował mu posłanie. Sam nie spał. Rankiem powiedział dziecku o swoich zamiarach.

Dotarli do Candlekeep. Kapłan był stary, więc powierzył opiekę nad Xirionem swojemu synowi. Candlekeep stało się nowym domem chłopca. Xirion był przygotowywany do nowicjatu w świątyni Oghmy, jednak nie było mu dane podążyć tą ścieżką. Pewnego dnia, gdy jeden z magów zabawiał prostymi zaklęciami młodsze dzieci, Xirion powtórzył jego gesty oraz słowa i zamroził stojącą kilka kroków od maga beczkę. Czarodziej zauważył kto rzucił zaklęcie. Podszedł do Xiriona i przeprowadził z nim krótką rozmowę. Obaj poszli szukać opiekuna Xiriona. Natknęli się na niego, gdy wychodził z domu. Mag porozmawiał z nim i przekonał go, że odpowiednim miejscem dla chłopca nie będzie świątynia. Później uzyskał jeszcze dla dziecka zgodę przełożonych na studiowanie magii. Xirion uczył się czarować oraz mówić i pisać w wielu językach. Często wykonywał jakieś drobne prace dla mnichów. Większość wolnego czasu spędzał nad księgami. Zainteresował się Mystrą, boginią magii, Panią Tajemnic.

Razu pewnego, gdy zszedł do piwnicy w swoim domu, spostrzegł coś leżącego na podłodze. Był to nietoperz. Xirion zauważył, że jest ranny. Zajął się nim i przyniósł mu trochę wody.. Ssak szybko odzyskiwał siły. Xirion uznał, że będzie jego chowańcem. Zapytał mistrza jak przeprowadzić rytuał, podczas którego zwierze staje się chowańcem. Mistrz domyślił się, że Xirion chce przeprowadzić rytuał, jednak nieco się zdziwił, gdy usłyszał, że będzie to nietoperz. Xirion, gdy już dowiedział się co będzie potrzebne i zdobył odpowiednie rzeczy, przeprowadził rytuał.

Nauka zaklęć przychodziła młodemu magowi z łatwością. Szybko robił postępy. Jednak niezbyt pasowało mu życie mnicha, który ciągle czyta lub przepisuje księgi. Mocno zirytował go również fakt, że dostęp do Wewnętrznych Komnat jest możliwy dopiero po 10 latach służby bibliotece. Widząc jego narastające zniecierpliwienie mistrz poradził mu, aby wyruszył w świat poszukiwać cennych ksiąg dla biblioteki. Xirion uznał, że będzie to dobry wybór, tym bardziej, iż zdobycie odpowiednio cennych dzieł mogło zagwarantować mu dostęp do najcenniejszych ksiąg wcześniej. Młody mag nie wiedział jednak, gdzie rozpocząć poszukiwania. Całe dnie siedział nad opasłymi tomiszczami, szukając odpowiedniego miejsca. Jego uwagę zwróciła mała, niezbyt dobrze zbadana wyspa, na której kiedyś rezydował lisz, znajdował się portal do Podmroku, z dziwnymi zakłóceniami klimatu prawdopodobnie wywołanymi magicznie. Wyspa zwana Aeris. Powiadomił o decyzji swojego opiekuna oraz mistrza i udał się do Wrót Baldura.

We Wrotach zaczepił go pewien mężczyzna.
- Przepraszam pańska twarz wydaje mi się jakaś znajoma. – Xirion chciał coś powiedzieć, ale mężczyzna kontynuował- Czy pan aby nie jest synem Rilftaga Wildrivera?
- A co to ma za znaczenie?
- Jestem jego bratem. – w tym momencie Xirion zamilknął zszokowany. Mężczyzna zauważył jego zdziwienie i powtórzył- Jestem bratem pańskiego ojca. Nazywam się Ellrim Wildriver.
Dopiero wtedy Xirion się przedstawił. Wuj zaprosił go do siebie. Gdy wyjaśnili sobie wszystko, co mieli do wyjaśnienia, wuj zaoferował mu gościnę. Xirion podziękował i odmówił. Powiedział, że dzisiaj wsiada na statek płynący na Aeris.

Znane języki:
wspólny, chontdathski, illuskański, elfi, smoczy

Wiem mógłbym wziąć jeszcze jeden, ale nic sensownego mi nie przychodzi do głowy.

Postać opuściła wyspę.
Postać wróciła na Aeris.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl