Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Nazwa konta postaci: Votarion
Nazwa postaci: Sihzzur
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Diabelstwo
Wiek postaci: 27 lat
Wyznanie postaci: Bane
Charakter: Praworządny zły
Klasa: Czarodziej
Pochodzenie: Unthalass
Wygląd:
Średniej długości, ciemne włosy opadają z obu stron głowy na ramiona. Trochę powyżej czoła wystają spod nich drobne rogi, jeden z dwóch wyraźnych stygmatów pozostawionych mu po ojcu. Dlatego tez zazwyczaj nosi nakrycie głowy, przeważnie mocno naciągnięty na głowę kaptur, który ukrywa tez choć trochę drugie piętno - czerwone oczy. Gdy idzie ulica miasta, niczym praktycznie nie wyróżnia sie z tłumu, nie jest ani szczupły, ani gruby, wzrost także posiada przeciętny. Porusza sie spokojnie, jakby każdy ruch był przemyślany. Zdaje sie nie zwracać uwagi na otaczający go świat, ale nic bardziej mylnego. Obserwuje wszystko i wszystkich, preferuje stać na uboczu i analizować sytuacje niż wdawać sie w dyskusje czy spory. Małomowny, chyba ze coś go skłoni, wtedy potrafi toczyć długie dysputy. Jednak to sie zdarza naprawdę rzadko.
Historia:
Jego matka należała do niższej klasy społecznej miasta Unthalass. Żyła,wraz z mężem-rybakiem, w czymś co można określić niemalże jako ubóstwo. Jej dom położony był w głównej części miasta, związana z nim historia została już jednak dawno zapomniana, jakby spłukana przez dwie powodzie z minionych lat, które zniszczyły zarówno to, jak i większość innych mieszkań w tej dzielnicy. Rozpadające sie, spróchniałe deski w niczym nie przypominały już miejsca, gdzie jej rodzina mieszkała od wielu pokoleń. Pracowała jako służąca u jednej z bogatszych rodzin miasta. Gotowała, sprzątała, myła naczynia. Kolejne dni wyglądały zawsze tak samo, monotonia życia powodowała ze kilka ostatnich lat zlewała sie w jedna szarość. Szary to kolor który zdawał sie zdominować jej cale istnienie. Na domiar złego, była dość urodziwa kobieta. Nic wiec dziwnego ze zwróciła na siebie uwagę młodego panicza z domu w którym pracowała. Warto nadmienić ze panicz ów nie grzeszył manierami, o słownictwie już nie mówiąc. Jednak znosiła ona jego natarczywe zachowanie, wiedziała ze jeżeli wyrzuca ja stad, nie znajdzie prawdopodobnie pracy już gdzie indziej. Po roku, zaloty młodzieńca stały sie bardziej natarczywe, przed bardziej agresywnym ruchem powstrzymywał go zapewne jedynie fakt ze była zamężna, na co krzywo mógłby patrzeć jego ojciec.
Pewnego wieczoru we dworze jej pracodawców wydano wielka ucztę. Służba dwoiła sie i troiła aby nadarzyć z zanoszeniem na sale bankietowa coraz to nowszych i bardziej wymyślnych potraw, i odnoszeniem pustych naczyń. Wtedy do właśnie zauważyła pewnego mężczyznę. Wydawał sie niczym nie wyróżniać spośród innych, a jednak wokół niego powietrze jakby delikatnie falowało. Był to dość wysoki mężczyzna, o ostrych rysach twarzy. Jedyne co zwracało uwagę to jego oczy, ciężko jednak było określić co w nich jest tak niezwykłego. Spoglądała na niego ilekroć wchodziła do sali, ale ani razu nie odwzajemnił spojrzenia. Uczta kończyła sie już, jego matka zanosiła właśnie desery, gdy w korytarzu dostrzegła stojącego na przeciwko niej nieznajomego, tego dokładnie, który tak ja zainteresował. Teraz, z bliska widziała już co ja zdziwiło w jego oczach. Za nimi aż skrzyła sie nieludzka inteligencja. Patrzyła w te dwa punkty jak zahipnotyzowana. Mężczyzna poruszał lekko wargami, ale ona nie słyszała ani słowa. Zbliżył sie i dotknął dłonią jej głowy. Potem była tylko ciemność. Obudziła sie w tym samym korytarzu, na sali dalej trwała chyba uczta gdyż słychać było dochodzące stamtąd, lekko podpite już glosy. Wydawało sie jakby omdlała na parę chwil jedynie Spojrzała przerażona na rozsypane po posadzce potrawy i zaczęła zbierać je czym prędzej. Uznała ze zasłabła z przepracowania i dość szybko dziwne spotkanie wyrzuciła z pamięci.
Miesiąc, półtora może później, pojawiło sie coś...nowego.Po dwóch była już pewna - jest w ciąży. Radość jej i jej męża była ogromna, w końcu doczekali sie dziecka, o które tak długo sie starali, dotychczas bezskutecznie. Wiedzieli ze ciężko będzie w ich sytuacji materialnej wychować dziecko, ale zbyt szczęśliwi byli aby sie tym przejmować. Ciągle chodziła do pracy, długimi sukniami ukrywała swój stan. Gdzieś w 6-7 miesiącu, do kuchni przyszedł młodzieniec, który wciąż zalecał sie do niej na rożne niewyszukane sposoby. Zasugerował ze jej samej, ciężko będzie wychować dziecko i wskazał na jej brzuch. Puściła jego słowa mimo uszu, przekonana że to jego kolejne niewybredne żarty. Jednak gdy powróciła do mieszkania, ujrzała leżącego w kałuży krwi męża, ze sztyletem wbitym w potylice. Obok niego leżała...obrączka. Zrozpaczona, długo nie wiedziała co zrobić. Wyszła z domu i zaczęła chodzić bez celu po uliczkach miasta. Nie było to zbyt bezpieczne, ale nie przejmowała sie tym zbytnio. Gdy wróciła, okazało sie ze bogowie przygotowali jej więcej niespodzianek-drzwi do domu były wyłamane, cale wnętrze zdemolowane, zabrano wszystko, nawet sztylet wyrwano z ciała jej męża. I ten właśnie moment wybrało sobie dziecko na narodziny. Ogarnęły ja przeraźliwe skurcze, upadła w konwulsjach na ziemie. Oczy zaszły jej mglą, jedyne co czuła to wszechogarniający ból. Wydawało jej sie ze widzi kogoś kto klęka przy niej, kogoś kogo spotkała dawno temu...we śnie? Po chwili widziała już tylko oczy, wpatrujące sie w nią bezustannie, jakby spoglądające w jej wnętrze. Potem, nie widziała już nic, odeszła.
Mężczyzna otulił małe dziecko w jakiś koc, wziął na ramiona i wyniósł z rozsypującego sie domu. Dość długo wędrował krętymi uliczkami, powoli stare domy zaczęły zastępować te okazalsze, kupieckie posiadłości. Przed jedna z nich, niczym od innych sie nie różniąca, położył dziwnie spokojnie śpiące dziecko, umieszczając obok niego sakiewkę i list. Potem odszedł.
Sihzzur dorastał wśród tej rodziny, nigdy nie wiedział kim są jego prawdziwi rodzice, nie miał wątpliwości natomiast ze nie są nimi jego wychowawcy. Szczególnie dawały znać o tym drobne rogi, które powoli rosły mu nad czołem. Nigdy nie traktował jednak swych opiekunów jak rodziny. Był skryty, a jego myśli i pragnienia zdecydowanie mało przyjazne. Wiedział jednak ze sam nie poradzi sobie, znosił wiec towarzystwo tych których od zawsze uważał za gorszych. Od maleńkiego wyróżniał sie tez swoja zdolnością pojmowania i kojarzenia faktów. Od 9 roku życia pomagał ojczymowi w handlu i nigdy nie wyszedł jego opiekun na tym źle. W wieku 16 lat sam zajmował sie już częścią interesów rodziny, szczególnie tymi które nie wymagały jego osobistej obecności, jako ze tak młodego kontrahenta nikt nie traktowałby poważnie. Uczył sie w domu, zawsze przypuszczał ze z powodu swej odmienności, ale nigdy mu tego nie wyjaśniono.
Pewnej nocy, gdy pracował do późna podliczając zyski za zeszły rok, poczuł w pomieszczeniu czyjaś obecność. Uniósł wzrok znad pism i ujrzał wysokiego mężczyznę, tego samego którego dostrzegła jego matka na uczcie. Nie mógł jednak oczywiście o tym wiedzie. Nieznajomy zaczął mówić, a mówił długo i ciekawie. Zaznaczył ze to miejsce nie jest odpowiednie dla jego syna, nie osiągnie on tu wielkości do której jest przeznaczony. Młody Sihzzur uwierzył w to raczej szybko, zbyt wiele podobieństw widział miedzy sobą a nieznajomym, zbyt silnie wyczuwał potęgę od niego emanującą. Tego samego wieczora zamordował we śnie obu swych opiekunów, zabrał ze sobą tyle jedynie złota aby być w stanie podróżować w miarę wygodnie i od razu opuścił miasto kierując się na zachód, początkowo statkiem, później po ladzie. Miał wtedy 24 lata.
Ostatnie 3 lata spędził podróżując po świecie, zgodnie z zaleceniem ojca. Podejmował sie krotko terminowych prac, zazwyczaj przy karawanach kupieckich w czym pomagało mu zdobyte w opuszczonym domu doświadczenie. Co jakiś czas odwiedzał go ojciec, ucząc go o tym kim jest, o jego zdolnościach i predyspozycjach. Ostatecznie ścieżkę własną Sihzzur wybrał w czasie wyprawy z portu Ilipur do kupieckiego miasta Athkatla. W czasie tej wyprawy, do kupców, dla ochrony, dołączyła dwójka magów. Na przełęczy w górach Chmurnych, trochę na północ od Amn ich karawanę napadła grupa orków. Wtedy to Shizzur ujrzał potęgę magii w całej swej wspaniałości, gdy dwójka czarodziei kilkoma gestami rozniosła na strzępy wielu wrogów w kilka mgnień oka. Młodzieniec czul, ze taka właśnie moc jest mu pisana, a zapewne i większa. Jeszcze tego samego wieczora dotarli do Athkatli, gdzie udał sie do biblioteki miejskiej. Tam studiował księgi wiele dni, odkrywając ze działem, który pociąga go najmocniej jest zdecydowanie zdolność do władania ciałem i dusza, czyli nekromancja. Wkrótce odwiedził go ponownie ojciec, i od niego Sihzzur dowiedział sie, ze jeżeli pragnie sie doskonalić w tym kierunku, powinien udać sie na wyspę zwana Aeris, lezącą na zachód od Amn. Tam znajdują sie nie zbadane jeszcze ruiny zamku który onegdaj należał do potężnego licza. Powiedział tez ze tam niewiele będzie w stanie mu udzielać rad, jako ze dziwne pole magiczne otaczające wyspę ogranicza jego zdolności do zmieniania kształtu. Za cala wypłatę z ostatniej pracy Sihzzur zakupił podstawowe przedmioty które mogły mu sie przydać, jak porządna szata czy księga magiczna, po czym zaokrętował sie na pierwszy statek płynący w kierunku wyspy. Jego oczy aż błyszczały z żądzy potęgi gdy ujrzał ja pierwszy raz na horyzoncie....
CytatTam znajdują sie nie zbadane jeszcze ruiny zamku który onegdaj należał do potężnego licza
Mały błąd lecz cala historia bardzo ciekawa.
Jednak coś mi śmierdzi w opisie... coś mi sie w nim nie podoba...
Ja mam jedno pytanie, skąd u Untherczyka Bane.
Edit: Wróć. Mam uwierzyć, że przed trzema laty, ot tak sobie, bez żadnych problemów opuścił miasto. Oj...
Postać i chronologia wydarzeń do przemyślenia.
A co zlego w tym slowie? Poprawnie uzyte. No moze w sumie zle wygladac jako samotne takie staropolskie, jezeli przeszkadza to zmienie.
A co do smierdzacego opisu-co takiego w nim zle?
Wyodębniłem ci ,zacytowalem to co jest źle.I podałem powody.Nie opisujemy co ma na głowie itp. Np wojownik nie opisuje że ma u pasa swój wierny miecz.
Opis jest inwazyjny.
Lepiej byłoby użyć "ongiś" niż "onegdaj".
Dahr
Co do wygladu-zmienie to. Opis zachowania tez tam dalem, jako ze zalozylem ze moze byc potrzebny do odpowiedniego spojrzenia na moja postac przez DM. Wrzucic to do osobnego paragrafu czy wywalic wogule?
Lythari
Strona 67 w poradniku Aeris z forum. Tym sie sugerowalem i po kolei wybieralem Unther->Diableta->jezyk Untheryjski-> Bostwa do wyboru Anhur/Bane/Mystra/Tempus/Tiamat. Z calego tego panteonu(w sumie 3 mozliwe) wybralem Bane.
Ok, tylko mi powiedz jak opuścił od tak sobie Unthalass, biedny mieszkaniec, trzy lata temu.
Opis zachowania niekiedy pasuje np : Stawia pewne kroki. Ogolnie jest dobry u ciebie. Tylko ten kaptur mi niepasował ale to opis wyglądu,reszte ustal z Lythem.
Opuscil miasto tej samej nocy ktorej zamordowal opiekunow. Statkiem, wzial zloto potrzebne na bilet/przekupienie kapitana. O jego istnieniu niewiele kto wiedzial wogule, dlatego zaznaczalem ze uczyl sie wylacznie w domu, kupiectwem takze zajmowal sie tylko w tych dzialach ktore nie wymagaly jego obecnosci. Wiec nawet gdy juz odkrytoby po kilku dniach morderstwo ich, niewiele osob by powiazalo to z Sihzzurem. A z tego co czytalem na temat Untheru (Tutaj ) wynikalo ze poszanowanie prawa tam jest prawie ze zadne a zabojstwa na porzadku dziennym. Szczegolnie w srodkowym miescie, najbardziej zaniedbanej dzielnicy.
To może spytam się wprost.
Jak biedak z Unthalass opuścił miasto okupowane przez armię Mulhorandu, w którym obowiązuje godzina policyjna, którego ulicę są patrolowane przez wojska świątynnę, a większość populacji została zmieniona w niewolników lub służących kościoła Anhura?
Yhm. Nie wiedzialem o co chodzi, poniewaz nie mam tak dokladnych danych na temat tego miasta jak daty wojen. Dwie rzeczy wiec:
1. Nie biedak. Wychowanek rodziny kupieckiej, w miare dostatnio zyjacej, zabral odpowiednia ilosc zlota uciekajac z domu
2. Moglbys skierowac mnie do dostepnego w internecie zrodla w ktorym moglbym poczytac o tej wojnie? Chociazby kiedy sie zaczela a kiedy skonczyla. Przesuniecie rok w te czy wewte nie zrobi az takiej roznicy chyba.
[ Dodano: Sob Lip 07, 2007 12:19 am ]
Hmm...odnalazlem informacje ze wojna wybuchla w 1371. Moja postac natomiast tutaj uciekla w 1372. Czy wystarczy wiec jezeli cofne o rok ukazanie sie jej ojca? Bedzie to duzo lepiej nawet tlumaczylo czemu sie ukazal (przeczuwal wojne, chcial aby jego syn przezyl).
[ Dodano: Sob Lip 07, 2007 12:53 am ]
Wersja poprawiona:
Nazwa konta postaci: Votarion
Nazwa postaci: Sihzzur
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Diabelstwo
Wiek postaci: 28 lat
Wyznanie postaci: Bane
Charakter: Praworządny zły
Klasa: Czarodziej
Pochodzenie: Unthalass
Wygląd:
Średniej długości, ciemne włosy opadają z obu stron głowy na ramiona. Trochę powyżej czoła wystają spod nich drobne rogi, jeden z dwóch wyraźnych stygmatów pozostawionych mu po ojcu. Drugim są czerwone oczy Gdy idzie ulica miasta, niczym praktycznie nie wyróżnia sie z tłumu, nie jest ani szczupły, ani gruby, wzrost także posiada przeciętny. Porusza sie spokojnie, jakby każdy ruch był przemyślany.
Zachowanie:
Zdaje sie nie zwracać uwagi na otaczający go świat, ale nic bardziej mylnego. Obserwuje wszystko i wszystkich, preferuje stać na uboczu i analizować sytuacje niż wdawać sie w dyskusje czy spory. Małomowny, chyba ze coś go skłoni, wtedy potrafi toczyć długie dysputy. Jednak to sie zdarza naprawdę rzadko.
Historia:
Jego matka należała do niższej klasy społecznej miasta Unthalass. Żyła,wraz z mężem-rybakiem, w czymś co można określić niemalże jako ubóstwo. Jej dom położony był w głównej części miasta, związana z nim historia została już jednak dawno zapomniana, jakby spłukana przez dwie powodzie z minionych lat, które zniszczyły zarówno to, jak i większość innych mieszkań w tej dzielnicy. Rozpadające sie, spróchniałe deski w niczym nie przypominały już miejsca, gdzie jej rodzina mieszkała od wielu pokoleń. Pracowała jako służąca u jednej z bogatszych rodzin miasta. Gotowała, sprzątała, myła naczynia. Kolejne dni wyglądały zawsze tak samo, monotonia życia powodowała ze kilka ostatnich lat zlewała sie w jedna szarość. Szary to kolor który zdawał sie zdominować jej cale istnienie. Na domiar złego, była dość urodziwa kobieta. Nic wiec dziwnego ze zwróciła na siebie uwagę młodego panicza z domu w którym pracowała. Warto nadmienić ze panicz ów nie grzeszył manierami, o słownictwie już nie mówiąc. Jednak znosiła ona jego natarczywe zachowanie, wiedziała ze jeżeli wyrzuca ja stad, nie znajdzie prawdopodobnie pracy już gdzie indziej. Po roku, zaloty młodzieńca stały sie bardziej natarczywe, przed bardziej agresywnym ruchem powstrzymywał go zapewne jedynie fakt ze była zamężna, na co krzywo mógłby patrzeć jego ojciec.
Pewnego wieczoru we dworze jej pracodawców wydano wielka ucztę. Służba dwoiła sie i troiła aby nadarzyć z zanoszeniem na sale bankietowa coraz to nowszych i bardziej wymyślnych potraw, i odnoszeniem pustych naczyń. Wtedy do właśnie zauważyła pewnego mężczyznę. Wydawał sie niczym nie wyróżniać spośród innych, a jednak wokół niego powietrze jakby delikatnie falowało. Był to dość wysoki mężczyzna, o ostrych rysach twarzy. Jedyne co zwracało uwagę to jego oczy, ciężko jednak było określić co w nich jest tak niezwykłego. Spoglądała na niego ilekroć wchodziła do sali, ale ani razu nie odwzajemnił spojrzenia. Uczta kończyła sie już, jego matka zanosiła właśnie desery, gdy w korytarzu dostrzegła stojącego na przeciwko niej nieznajomego, tego dokładnie, który tak ja zainteresował. Teraz, z bliska widziała już co ja zdziwiło w jego oczach. Za nimi aż skrzyła sie nieludzka inteligencja. Patrzyła w te dwa punkty jak zahipnotyzowana. Mężczyzna poruszał lekko wargami, ale ona nie słyszała ani słowa. Zbliżył sie i dotknął dłonią jej głowy. Potem była tylko ciemność. Obudziła sie w tym samym korytarzu, na sali dalej trwała chyba uczta gdyż słychać było dochodzące stamtąd, lekko podpite już glosy. Wydawało sie jakby omdlała na parę chwil jedynie Spojrzała przerażona na rozsypane po posadzce potrawy i zaczęła zbierać je czym prędzej. Uznała ze zasłabła z przepracowania i dość szybko dziwne spotkanie wyrzuciła z pamięci.
Miesiąc, półtora może później, pojawiło sie coś...nowego.Po dwóch była już pewna - jest w ciąży. Radość jej i jej męża była ogromna, w końcu doczekali sie dziecka, o które tak długo sie starali, dotychczas bezskutecznie. Wiedzieli ze ciężko będzie w ich sytuacji materialnej wychować dziecko, ale zbyt szczęśliwi byli aby sie tym przejmować. Ciągle chodziła do pracy, długimi sukniami ukrywała swój stan. Gdzieś w 6-7 miesiącu, do kuchni przyszedł młodzieniec, który wciąż zalecał sie do niej na rożne niewyszukane sposoby. Zasugerował ze jej samej, ciężko będzie wychować dziecko i wskazał na jej brzuch. Puściła jego słowa mimo uszu, przekonana że to jego kolejne niewybredne żarty. Jednak gdy powróciła do mieszkania, ujrzała leżącego w kałuży krwi męża, ze sztyletem wbitym w potylice. Obok niego leżała...obrączka. Zrozpaczona, długo nie wiedziała co zrobić. Wyszła z domu i zaczęła chodzić bez celu po uliczkach miasta. Nie było to zbyt bezpieczne, ale nie przejmowała sie tym zbytnio. Gdy wróciła, okazało sie ze bogowie przygotowali jej więcej niespodzianek-drzwi do domu były wyłamane, cale wnętrze zdemolowane, zabrano wszystko, nawet sztylet wyrwano z ciała jej męża. I ten właśnie moment wybrało sobie dziecko na narodziny. Ogarnęły ja przeraźliwe skurcze, upadła w konwulsjach na ziemie. Oczy zaszły jej mglą, jedyne co czuła to wszechogarniający ból. Wydawało jej sie ze widzi kogoś kto klęka przy niej, kogoś kogo spotkała dawno temu...we śnie? Po chwili widziała już tylko oczy, wpatrujące sie w nią bezustannie, jakby spoglądające w jej wnętrze. Potem, nie widziała już nic, odeszła.
Mężczyzna otulił małe dziecko w jakiś koc, wziął na ramiona i wyniósł z rozsypującego sie domu. Dość długo wędrował krętymi uliczkami, powoli stare domy zaczęły zastępować te okazalsze, kupieckie posiadłości. Przed jedna z nich, niczym od innych sie nie różniąca, położył dziwnie spokojnie śpiące dziecko, umieszczając obok niego sakiewkę i list. Potem odszedł.
Sihzzur dorastał wśród tej rodziny, nigdy nie wiedział kim są jego prawdziwi rodzice, nie miał wątpliwości natomiast ze nie są nimi jego wychowawcy. Szczególnie dawały znać o tym drobne rogi, które powoli rosły mu nad czołem. Nigdy nie traktował jednak swych opiekunów jak rodziny. Był skryty, a jego myśli i pragnienia zdecydowanie mało przyjazne. Wiedział jednak ze sam nie poradzi sobie, znosił wiec towarzystwo tych których od zawsze uważał za gorszych. Od maleńkiego wyróżniał sie tez swoja zdolnością pojmowania i kojarzenia faktów. Od 9 roku życia pomagał ojczymowi w handlu i nigdy nie wyszedł jego opiekun na tym źle. W wieku 16 lat sam zajmował sie już częścią interesów rodziny, szczególnie tymi które nie wymagały jego osobistej obecności, jako ze tak młodego kontrahenta nikt nie traktowałby poważnie. Uczył sie w domu, zawsze przypuszczał ze z powodu swej odmienności, ale nigdy mu tego nie wyjaśniono.
Pewnej nocy, gdy pracował do późna podliczając zyski za zeszły rok, poczuł w pomieszczeniu czyjaś obecność. Uniósł wzrok znad pism i ujrzał wysokiego mężczyznę, tego samego którego dostrzegła jego matka na uczcie. Nie mógł jednak oczywiście o tym wiedzie. Nieznajomy zaczął mówić, a mówił długo i ciekawie. Zaznaczył ze to miejsce nie jest odpowiednie dla jego syna, nie osiągnie on tu wielkości do której jest przeznaczony. Młody Sihzzur uwierzył w to raczej szybko, zbyt wiele podobieństw widział miedzy sobą a nieznajomym, zbyt silnie wyczuwał potęgę od niego emanującą. Tego samego wieczora zamordował we śnie obu swych opiekunów, zabrał ze sobą tyle jedynie złota aby być w stanie podróżować w miarę wygodnie i od razu opuścił miasto kierując się na zachód, początkowo statkiem, później po ladzie. Miał wtedy 24 lata.
Ostatnie 4 lata spędził podróżując po świecie, zgodnie z zaleceniem ojca. Podejmował sie krotko terminowych prac, zazwyczaj przy karawanach kupieckich w czym pomagało mu zdobyte w opuszczonym domu doświadczenie. W czasie jednej z pierwszych dobiegły go wieści o napaści Mulhorandu na Unther, podobno dość szybko po jego ucieczce. Zaczął wtedy trochę bardziej ufać swemu ojcu. Co jakiś czas odwiedzał go on, ucząc o tym kim jest, o jego zdolnościach i predyspozycjach. Ostatecznie ścieżkę własną Sihzzur wybrał w czasie wyprawy z portu Ilipur do kupieckiego miasta Athkatla. W czasie tej wyprawy, do kupców, dla ochrony, dołączyła dwójka magów. Na przełęczy w górach Chmurnych, trochę na północ od Amn ich karawanę napadła grupa orków. Wtedy to Shizzur ujrzał potęgę magii w całej swej wspaniałości, gdy dwójka czarodziei kilkoma gestami rozniosła na strzępy wielu wrogów w kilka mgnień oka. Młodzieniec czul, ze taka właśnie moc jest mu pisana, a zapewne i większa. Jeszcze tego samego wieczora dotarli do Athkatli, gdzie udał sie do biblioteki miejskiej. Tam studiował księgi wiele dni, odkrywając ze działem, który pociąga go najmocniej jest zdecydowanie zdolność do władania ciałem i dusza, czyli nekromancja. Wkrótce odwiedził go ponownie ojciec, i od niego Sihzzur dowiedział sie, ze jeżeli pragnie sie doskonalić w tym kierunku, powinien udać sie na wyspę zwana Aeris, lezącą na zachód od Amn. Tam znajdują sie nie zbadane jeszcze ruiny zamku który ongiś należał do potężnego licza. Powiedział tez ze tam niewiele będzie w stanie mu udzielać rad, jako ze dziwne pole magiczne otaczające wyspę ogranicza jego zdolności do zmieniania kształtu. Za cala wypłatę z ostatniej pracy Sihzzur zakupił podstawowe przedmioty które mogły mu sie przydać, jak porządna szata czy księga magiczna, po czym zaokrętował sie na pierwszy statek płynący w kierunku wyspy. Jego oczy aż błyszczały z żądzy potęgi gdy ujrzał ja pierwszy raz na horyzoncie....
Warunkowo akceptuję
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL