ďťż
[ Czarodziej ] Nicholas Nott


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Nazwa konta postaci: Mikolaj
Nazwa postaci: Nicholas Nott
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Człowiek
Klasa postaci: Czarodziej
Wiek postaci: 22 lata
Wyznanie postaci: Mystra
Znane jezyki: wspólny, elfi, orkowy, chondathski, gobliński, krasnoludzki, iluskański
Pochodzenie postaci: Neverwinter
Charakter postaci: Chaotyczny dobry
Statystyki postaci:
- Siła: 10
- Zręczność 14
- Kondycja 14
- Inteligencja 17
- Mądrość 11
- Charyzma 10
Wygląd postaci:
Wysoki, szczupły mężczyzna o bladej karnacji. Twarz podłużna z wyraźnie zarysowaną szczęką. Oczy niebieskie, skupione na tym, na co patrzą. Włosy – ciemny blond - ciasno upięte w kucyk. Mężczyzna porusza się sztywno i mierzy niemal każdy swój krok.

Historia postaci [dlaczego trzeba wszędzie pisać "postaci"? Trzeba?]:

Przepraszam, ale wyszło mi to trochę długie...

***

Zabijał szczury na statkach. To jedyna praca, jaką mógł znaleźć Nicholas w Newerwinter. I co z tego, że ukończył odpowiednie fakultety w szkole magów (i to z wyróżnieniem), co z tego, że posługuje się wieloma językami, zna kilkadziesiąt sposobów na przekształcenie zwykłego błota w materię ożywioną, czy chociażby potrafi odróżnić esencję lodu od esencji ognia zanim je nawet zobaczy?

- [cenzura] mnie obchodzi twoja wiedza! Potrafisz strzelać tymi swoimi światełkami z palców i to mi wystarczy. To wystarczy tym cholernym szczurom by wyniosły się z mojego statku! Nie gadaj tyle, tylko bierz się do roboty!

Kolejny niezadowolony klient. I to zanim zaczął pracę w ogóle. Najbardziej nie lubił, gdy przychodził do niego osobiście kapitan statku. Uwaga, uwaga! Idzie Wielce Zamożny, Wielmożny, Wszechmogący I Mający Wszystkich i Wszystko Głęboko w Obcasie Swojego Buta Kapitan Statku Takiego a Takiego! Z drogi leszcze i karpiki. Właśnie taki typ teraz przed nim stał. Zaraz zacznie monolog o tym jak to szczury lądowe w ogóle nie znają się na życiu...

- Wy szczury lądowe w ogóle nie znacie się na życiu... - I faktycznie kapitan ciągnie swoje. Nicholas musi słuchać, bo przecież jest drobinką, nic nieznaczącym pyłem, trybikiem w wielkich maszynach gnomów. Wyjął zwój pergaminu i udawał, że spisuje umowę.

Przepisywanie automatyczne bez udziału świadomości miał opanowane do perfekcji. To kolejna użyteczna rzecz, jakiej nauczył się w szkole magów. Mógł się wtedy wyłączyć i oddać własnym przemyśleniom, wyglądając przy tym na przygłupa, który każdym skrawkiem swojego ciała przysłuchiwał się swojemu rozmówcy. Zazwyczaj to się sprawdzało, wpasowywało się w model postrzegania świata przez większość mieszkańców Faerun'u - ONI wielcy i szanowni, on NIKT, którego trzeba zbesztać i złajać, zdeptać jak robaka.

Nie jego przecież wina, że w mieście nie było pracy. Po wojnie z Królem Cieni Neverwinter przechodziło kryzys. Zamknięto szkołę magów i przekształcono ją w nową dzielnicę handlową. I co z tego, że nadal obowiązywała nazwa Czarnystaw - po prostu Nasher chciał mieć kupców bliżej siebie. Wszyscy wiedzieli, że Lord Neverwinter zadłużył się po uszy, ergo przestał być niezależnym.

Nicholas szukał pracy również we wsi Highclff i w Warowni na Rozstajach - bez skutku. W pierwszej również oferowano mu pracę przy wypędzaniu szczurów. W drugim miejscu, pracy nie było w ogóle. Z dwojga złego wolał przepędzać szczury w porcie Neverwinter.

Praca nie była ciężka - przychodził pod wskazany adres portowy. Wyrzucał wszystkich ze statku - "dla waszego bezpieczeństwa" mawiał. Prawda jednak była bardziej brutalna. Wystarczyło jedno małe zaklęcie dźwiękowe i było po sprawie - szczury uciekały w popłochu, ale klienci nie mogli o tym wiedzieć. Nie zapłaciliby wtedy tyle i normalnie są skłonni zapłacić. Dlatego też pobierał zapłatę zaraz przed wejściem na łajbę. Nigdy nie wiadomo, co takiemu Wielmożnemu Panu Kapitanowi strzeli do głowy zaraz po wykonaniu brudnej przecież roboty.

Tak, nawet szczurołap ma swoje tajemnice zawodowe.

Zwykle po wejściu pod pokład czekał godzinę dwie, zanim rzucił czar. Dawało to poczucie pracodawcy, że naprawdę się stara, a on poświęcał się wtedy lekturze. Jego nauczyciel od magii sprowadzania zawsze powtarzał, że "czas spędzony na jakiejkolwiek lekturze nie jest czasem zmarnowanym". Nicholas przyznał mu rację.

Po skończeniu kilku rozdziałów wziął się do pracy. Na początku rzucił parę błysków światła, chwilę później usłyszał w porcie "achy" i "echy" zachwycenia. Następnie rzucił już właściwy czar dźwiękowy. A dokładniej dwa. Jeden przeznaczony dla szczurów, przy czym dla człowieka ten dźwięk był raczej słabo słyszalny, drugi dla wzmocnienia efektu oczarowania gawiedzi zgromadzonej przy porcie. Gdy skończył wyszedł na pokład i podszedł ostrożnie do burty.

Przyglądał się jak, zbiorowisko niemal całego elementu Faerun'u dokańcza jego dzieło. A bez fałszywej skromności mógł powiedzieć, że działo się i to sporo. Zaraz po skończeniu recytacji zaklęcia, szczury rzuciły się do ucieczki. Jedyną wolną drogę, jaką miały to kilka cum statku - grube liny, dzięki którym krypa mogła bezpiecznie dokować w porcie. Gryzoni było tak dużo, że przepychały się, deptały po sobie i wzajemnie zrzucały do morza. Co chwilę słychać było plusk wody. Ponadto na dokach wybuchła panika. Każdy brał, co miał pod ręką i tłukł gdzie popadnie. Szczury były wszędzie.

Nicholas nie zamierzał się dołączać do widowiska. Czuł trochę winny, że przekierował agresję załogi statku na biedne gryzonie, ale takie jest już życie. Zwłaszcza życie w mieście - silniejszy szczur pokonuje słabszego, jednak zawsze istnieje jeszcze kot.

- Aaa... Nicholas! Mój ulubiony szczurołap!

No tak wykrakałem. Pomyślał mag. Oto zbliżał się kot. Niski, ale krępy typek, o twarzy zawodowego mordercy, ubrany w brudną i mocno zużytą zbroję skórzaną. Za pasem zatknięty miał sztylet i rapier.

- Czego chcesz Rupert? - Zapytał Nicholas. Kto wie, może on faktycznie jest mordercą? - Pomyślał.

- No jak to tak? Tak witasz starych znajomych? - Mężczyzna podszedł do Nicholasa. Blisko. Niebezpiecznie blisko.

- Nie odgrywaj scen Rupercie. Nie jesteśmy przyjaciółmi. - Atmosfera zrobiła się napięta.

Rupert złapał Nicholasa za togę i popchnął na ścianę magazynu portowego. Nie cackając się z nim podciągnął go za kołnierz i przyparł do muru swym cielskiem. Z ust pachniało mu smażoną cebulą i piwem.

- Stul pysk szczeniaku! Myślisz, że jak potrafisz czytać, zaraz jesteś lepszy od innych? - No tak, zaczyna się wyrzucanie starych kompleksów i zawodów życiowych. Pomyślał Nicholas.

- Czego ode mnie chcesz?

- Dobrze wiesz czego. Podobno jesteś po robocie. Bardzo... Jak wy to tam mówicie?.. Lukratywnej robocie - poczym splunął. Chwała Tymorze, że na ziemię, nie na Nicholasa. Nie domyłby się i nie doprał przez najbliższy dziesiątek.

- Zresztą nie muszę z Tobą gadać. Po prostu wezmę, co moje. - Zabrał sakiewkę.

- Ale...

- Żadnych "ale" kundlu. Jeszcze się nie nauczyłeś, że za ochronę trzeba płacić? Mam powiedzieć innym szczurołapom, że słynny Nicholas pozbawiony jest już mojej opieki?

No tu go miał, nie ma co. Nicholas od dawna toczył swoją cichą wojnę z innymi szczurołapami Neverwinter. Problem polegał na tym, że on dzięki swojej magii był najskuteczniejszy. Inni - preferujący tradycyjne metody łapania gryzoni - cóż...

- Się ciesz, że cię potrzebuję do pewnej robótki Nico. Inaczej nie byłbym dziś taki łaskawy. Wiesz wstałem lewą nogą. Domyślasz się, co to znaczy?

- Domyślam. - Postanowił obrać taktykę "na ciągle potakującego wsiowego głupka", zresztą nie musiał się starać. I bez tego wychodziło mu całkiem nieźle.

- Jak mogę pomóc?

- No! Od razu inna rozmowa. - Rupert puścił Nicholasa. Ten osunął się na ziemię, z trudem łapiąc powietrze.

- Statek, na którym dziś byłeś i odprawiałeś te swoje sztuczki. Co tam widziałeś?

Nicholas zebrał myśli. Przywołał ze swojej pamięci wspomnienie luków ładunkowych statku. Znalazł tam jak zwykle zbite gwoździami skrzynie, beczki i worki; nic szczególnego, chociaż...

- Standardowo: skrzynie, beczki, worki... - Zaczął mag.

- Nie przeciągaj struny. - Ostrzegł Rupert.

- I...

- Taaak? - Dość niewybrednie zachęcał go zbir.

- Jakby się tak głębiej zastanowić... Coś było nie tak w tej ładowni. Nie z samym ładunkiem, lecz z jego ułożeniem. Nie wiem, co było w skrzyniach, ale wiem, że marynarze ustawili tam jedną wielką pakę na środku ładowni. Reszta była rozstawiona przy burtach statku.

- Jak wyglądała ta paka?

- Nie mam pojęcia. Była przykryta marynarskim płótnem. - Powiedział to chyba za szybko.

- Ehh, Nico, Nicko, Nicko... Ile chcesz stracić palców zanim powiesz prawdę. - Rupert z fałszywą skromnością i naprawdę tragiczną miną aktora powoli wyjął sztylet zza pasa.

Problem z Nicholasem był taki, że jego pragnienie zdobywania wiedzy było wręcz nieograniczone, nienasycone i cholernie niebezpieczne. Ot choćby w sytuacji takiej jak ta. W całym swoim życiu nie przepuścił najmniejszej okazji do przeczytania choćby skrawka zapisanego pergaminu, papirusu, tkaniny czy papieru. Tyczyło się to zarówno tandetnych i grafomańskich ulotek wydawanych przez miejscowe domy publiczne, książek kucharskich, czy takich woluminów, od widoku których dostaje się gęsiej skórki, a między nogami kurczy si...

- Nadal czekam. Nicholasie moja cierpliwość nie...

- Dobrze, już dobrze! Uchyliłem płótno. Skrzynia jest zrobiona z kamienia. Prawdopodobnie marmur. Jest gładka i błyszczy się.

- Błyszczy się powiadasz. Co było w środku?

- Ha! Myślisz, że zaglądałem do środka? - Oburzył się.

Nicholas wiedział, że nie jest idealnym obywatelem Neverwinter. Gdy mógł, łamał przepisy prawa. Miał swoje cele i jeśli nie dało się ich załatwić w sposób "normalny", zawsze można było spróbować z innej strony. Przestrzegał tylko jednej zasady - nie szkodzić innym.

Przez tę godzinę, dwie, gdy przedłużał wykonanie swojego zadania. Czytał. Głównie pamiętniki marynarzy. Czasem zdarzała się taka perełka jak na ten przykład niezablokowana żadnym zamkiem (mechanicznym czy magicznym) księga rejestrująca zawartość ładowni.

Dziś taka właśnie perełka wpadła mu w ręce. Oprócz standardowych wpisów i wypisów skrzyń ładunkowych uwagę Nicholasa przyciągnął jeden wpis nabazgrany jakby dziecięcym pismem.

- No jak? Taki mag jak ty nie zajrzałby do środka? Obrażasz samego siebie.

- Nie, nie zajrzałem. Skrzynie załadowano w Luskan'ie.

Oczy Ruperta nagle się rozszerzyły. Z prędkością geparda dopadł Nicholasa i przyłożył mu sztylet do gardła.

- Skąd to wiesz? Mów zaraz!

- Przeczytałem - stęknął - w rejestrze.

Rupert jeszcze jakiś czas mierzył go wzrokiem poczym puścił.

- Nie wiem czemu, ale ci wierzę. Zresztą jak mówiłem mam dla ciebie zadanie. Dziś w nocy wrócisz na ten statek...

- Chyba żartujesz - wtrącił się mag.

- ...i zajrzysz do tej paki. - Dokończył nie przerywając. - Później wrócisz i zdasz mi raport. Zaczekam sobie u ciebie, co by nie przeszło ci do głowy pakowanie, ucieczka i takie tam. To wszystko Nicholasie. Do zobaczenia. - Odszedł.

Nicholas zaczął otrzepywać swoją togę z ulicznego brudu i pyłu, w myślach przeklinając swój niewyparzony język, chorobliwą ciekawość, wrodzoną niezdarność.

- Cholera jasna! Dlaczego ja?! - Rzucił w powietrze i tak, jak się domyślał nie otrzymał odpowiedzi. Zamiast tego tuż za jego plecami usłyszał pytanie.

- Powiedz mi jedno Nicholasie. - Mag podskoczył przestraszony. Rupert stał za nim ponownie. - Jak to możliwe, że człowiek, który skończył nieistniejącą już szkołę magów jest taką fajtłapą? Hmm?

- Nigdy więcej tego nie rób. - Nicholas ciężko dyszał, ciągle próbując uspokoić kołatanie serca - Nie jestem fajtłapą. Po prostu wolę teorię od praktyki.

***

Podłoga głośno zaskrzypiała. Nicholas wciągnął powietrze przez zęby. Spokojnie, tylko spokojnie. Nic ci się nie stanie. Powtarzał mantrę. Szło mu całkiem nieźle i bynajmniej nie zawdzięczał tego swoim umiejętnością.

Po bitwie przybrzeżnej ze szczurami większość marynarzy wraz z dowództwem poszło odreagować stres do miejscowej karczmy. Ci, co zostali na straży też go odreagowali. Na miejscu. Statek bez rumu, to nie statek.

I tak, bez przeszkód zszedł pod pokład do ładowni. Przy drzwiach spał stary wyga morski z brodą na tyle długą, że wystarczała mu za koszulę. W ręce trzymał flaszkę, przy pasie klucz od ładowni, a w kieszeni zęby. Prawdopodobnie, bo w jamie ustnej ich nie miał.

Czarodziej ostrożnie odwiązał klucz od paska. Wsunął go w dziurkę zamka i delikatnie przekręcił. Zamek głośno zaprotestował, podłoga mu zawtórowała.

- ... ekhm... sie looobi bossmanie... tak jesssstttt... - wymamrotał przez sen marynarz. Nicholas zamarł.

Z precyzją złotnika Waterdeep spróbował raz jeszcze. Udało się - zaskrzypiały tylko drzwi - wszedł do ładowni.

Skrzynia stała na swoim miejscu nadal przykryta płótnem. Ostrożnie do niej podszedł, odsunął materiał i przyjrzał się pace. Jego pierwsze wrażenie okazało się słuszne, wykonano ją z czarnego marmuru, niemal pochłaniała światło. Była ciepła w dotyku i lekko wibrowała.

- Ciekawe. - Szepnął do siebie Nicholas. Zdawał sobie sprawę, że skrzynia, lub to, co się w niej znajduje jest przesiąknięte magią. Nie wiedział tylko, dlaczego wcześniej tego nie wyczuł.

Nic to, trzeba się brać do roboty – próbował się podtrzymać na duchu. Całkowicie zsunął płótno z paki. Z cholewy buta wyjął sztylet i poszukał wieka. Wybadał krawędź, delikatnie podważył i...

- Dziwne. - Zamruczał do siebie. Nic. Pustka.

Co teraz? Co powie Rupertowi? W głowie zaszumiało mu od nadmiaru myśli. Adrenalina uderzyła w serce, ręce zaczęły się pocić.

Zaczął nerwowo rozglądać się po ładowni. Może jest tu jeszcze coś? Schowane? Ukryte? Iluzja? Albo jakaś zapadnia, chociaż schowek przemytników. Proszę, na wszystkich bogów, proszę!

Zrezygnowany usiadł, oparł się o skrzynię. Przez plecy wyczuł ciepłotę skrzyni. Spojrzał na wieko, które odłożył na bok. Przyklejono tam zwitek płótna. Sztyletem przeciął materiał. Wyjął zawartość pakunku.

Znalazł złożony w kostkę papier. Bardzo stary papier. Ostrożnie go rozłożył. Cienkie zawijasy czarnego atramentu składające się na litery, słowa i zdania, zaczęły coraz szybciej wirować mu przed oczami. Pismo układało się w język, który był mu znany. Szepcząc powoli odczytywał znaki.

Świat zewnętrzny zamarł. Płomyk w latarni przestał się poruszać, ćma leniwie machała skrzydełkami, karaluch powoli, nóżka za nóżką przemierzał drewnianą podłogę statku.

Dla Nicholasa w tym momencie przestało liczyć się cokolwiek. Najważniejsze były tylko litery na papierze. Każde kolejne słowo odciskało swój ślad w jego umyśle. Gdy dotarł do końca… Zasnął.

***

- Cii… Onnnn śpiiiiiiiii…
- Co z nim zrobimy, zzłottkko?
- Weźmiemy gooo… pomożemy… pokierujemy nim…
- Tak, tak, tak!
- Cii… Ononn śpiiiiiiiii…
- A co, jeśli się zorientuujjeee? Zzłottkko?
- Nie zrobi teeggooo. Będziemy uwwaażżaaać. Baarrddzzoo uważżżaćć.
- Tak, tak, tak! Dla Pana. Wszysssttkkoo dla PANA!
- Cii… Ononn śpiiiiiiiii…
- Dokąd płyniemy zzłottkko?
- Aeris… Do Pana…


Hmmm. Historia wprost fantastyczna, czyta się z zapartym tchem - no, ale parę uwag mieć muszę.
1. Historia Wojny z Cieniem jest niekanoniczna - prosimy o zmianę. Tak samo jak zamknięcie akademii, nijak to się przecież ma do historii Krain.
2. Nazwisko dyskusyjne, pojawiło się już w pewnej książce o młodym czarodzieju-okularniku
3. Opis: Te oczy które są skupione zawsze na tym, na co patrzy - oj, właśnie nie. Są pewne powody, dla których jego percepcja może zostać zaburzona (choćby upojenie alkoholowe).

Jak zmienisz w/w rzeczy, będzie super.
Devvra:
Ad. 1. - Pardon najmocniej - nie wiedziałem. Usunąłem fragment opisu politycznego Neverwinter i konkretną akademię magii.
Ad. 2. - Uprzejmie proszę o możliwość nie zmieniania nazwiska. Przywiązałem się do niego (ba mam nawet dla niego osobną historię ), używam go do niemal każdej postaci i to jeszcze z serwerów z Neverwinter Nights 1.
Ad. 3. - Opis poprawiony (oby na plus) - dziwne, ale z tym zawsze miałem największy problem. Opisy są inwazyjne. Ciężko jest napisać coś zupełnie obiektywnego/uniwersalnego.

Vasetloth:

Ad. hmm.. Luskan'ie - poprawione :] na Luskanie.
Ad. Zmiany profesji postaci ze szczurołapa na Zawodowego Otwieracza i Zamykacza Zamków Kufrów i Skrzyń Jak i Puszek Konserwowych oraz Koszy z Bielizną Już Nieczystą... Przepraszam - poniosło mnie. Zmieniając "zawód" postaci - zmienić musiałbym całe opowiadanie. Zmienić?

Dziękuję wam obu za przydatne uwagi.

Nazwa konta postaci: Mikolaj
Nazwa postaci: Nicholas Nott
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Człowiek
Klasa postaci: Czarodziej
Wiek postaci: 22 lata
Wyznanie postaci: Mystra
Znane jezyki: wspólny, elfi, orkowy, chondathski, gobliński, krasnoludzki, iluskański
Pochodzenie postaci: Neverwinter
Charakter postaci: Chaotyczny dobry
Statystyki postaci:
- Siła: 10
- Zręczność 14
- Kondycja 14
- Inteligencja 17
- Mądrość 11
- Charyzma 10
Wygląd postaci:
Wysoki, szczupły mężczyzna o bladej karnacji. Twarz podłużna z wyraźnie zarysowaną szczęką. Ma niebieskie oczy i włosy koloru ciemny blond, ciasno upięte w kucyk. Mężczyzna porusza się sztywno i mierzy niemal każdy swój krok.

Historia postaci:

Zabijał szczury na statkach. To jedyna praca, jaką mógł znaleźć Nicholas w Newerwinter. I co z tego, że ukończył odpowiednie fakultety w szkole magów (i to z wyróżnieniem), co z tego, że posługuje się wieloma językami, zna kilkadziesiąt sposobów na przekształcenie zwykłego błota w materię ożywioną, czy chociażby potrafi odróżnić esencję lodu od esencji ognia zanim je nawet zobaczy?

- [cenzura] mnie obchodzi twoja wiedza! Potrafisz strzelać tymi swoimi światełkami z palców i to mi wystarczy. To wystarczy tym cholernym szczurom by wyniosły się z mojego statku! Nie gadaj tyle, tylko bierz się do roboty!

Kolejny niezadowolony klient. I to zanim zaczął pracę w ogóle. Najbardziej nie lubił, gdy przychodził do niego osobiście kapitan statku. Uwaga, uwaga! Idzie Wielce Zamożny, Wielmożny, Wszechmogący I Mający Wszystkich i Wszystko Głęboko w Obcasie Swojego Buta Kapitan Statku Takiego a Takiego! Z drogi leszcze i karpiki. Właśnie taki typ teraz przed nim stał. Zaraz zacznie monolog o tym jak to szczury lądowe w ogóle nie znają się na życiu...

- Wy szczury lądowe w ogóle nie znacie się na życiu... - I faktycznie kapitan ciągnie swoje. Nicholas musi słuchać, bo przecież jest drobinką, nic nieznaczącym pyłem, trybikiem w wielkich maszynach gnomów. Wyjął zwój pergaminu i udawał, że spisuje umowę.

Przepisywanie automatyczne bez udziału świadomości miał opanowane do perfekcji. To kolejna użyteczna rzecz, jakiej nauczył się w szkole magów. Mógł się wtedy wyłączyć i oddać własnym przemyśleniom, wyglądając przy tym na przygłupa, który każdym skrawkiem swojego ciała przysłuchiwał się swojemu rozmówcy. Zazwyczaj to się sprawdzało, wpasowywało się w model postrzegania świata przez większość mieszkańców Faerun'u - ONI wielcy i szanowni, on NIKT, którego trzeba zbesztać i złajać, zdeptać jak robaka.

Nie jego przecież wina, że w mieście nie było pracy. Neverwinter nadal przechodziło kryzys. Nicholas szukał pracy we wsi Highclff i w Warowni na Rozstajach - bez skutku. W pierwszej również oferowano mu pracę przy wypędzaniu szczurów. W drugim miejscu, pracy nie było w ogóle. Z dwojga złego wolał przepędzać szczury w porcie Neverwinter.

Praca nie była ciężka - przychodził pod wskazany adres portowy. Wyrzucał wszystkich ze statku - "dla waszego bezpieczeństwa" mawiał. Prawda jednak była bardziej brutalna. Wystarczyło jedno małe zaklęcie dźwiękowe i było po sprawie - szczury uciekały w popłochu, ale klienci nie mogli o tym wiedzieć. Nie zapłaciliby wtedy tyle i normalnie są skłonni zapłacić. Dlatego też pobierał zapłatę zaraz przed wejściem na łajbę. Nigdy nie wiadomo, co takiemu Wielmożnemu Panu Kapitanowi strzeli do głowy zaraz po wykonaniu brudnej przecież roboty.

Tak, nawet szczurołap ma swoje tajemnice zawodowe.

Zwykle po wejściu pod pokład czekał godzinę dwie, zanim rzucił czar. Dawało to poczucie pracodawcy, że naprawdę się stara, a on poświęcał się wtedy lekturze. Jego nauczyciel od magii sprowadzania zawsze powtarzał, że "czas spędzony na jakiejkolwiek lekturze nie jest czasem zmarnowanym". Nicholas przyznał mu rację.

Po skończeniu kilku rozdziałów wziął się do pracy. Na początku rzucił parę błysków światła, chwilę później usłyszał w porcie "achy" i "echy" zachwycenia. Następnie rzucił już właściwy czar dźwiękowy. A dokładniej dwa. Jeden przeznaczony dla szczurów, przy czym dla człowieka ten dźwięk był raczej słabo słyszalny, drugi dla wzmocnienia efektu oczarowania gawiedzi zgromadzonej przy porcie. Gdy skończył wyszedł na pokład i podszedł ostrożnie do burty.

Przyglądał się jak, zbiorowisko niemal całego elementu Faerun'u dokańcza jego dzieło. A bez fałszywej skromności mógł powiedzieć, że działo się i to sporo. Zaraz po skończeniu recytacji zaklęcia, szczury rzuciły się do ucieczki. Jedyną wolną drogę, jaką miały to kilka cum statku - grube liny, dzięki którym krypa mogła bezpiecznie dokować w porcie. Gryzoni było tak dużo, że przepychały się, deptały po sobie i wzajemnie zrzucały do morza. Co chwilę słychać było plusk wody. Ponadto na dokach wybuchła panika. Każdy brał, co miał pod ręką i tłukł gdzie popadnie. Szczury były wszędzie.

Nicholas nie zamierzał się dołączać do widowiska. Czuł trochę winny, że przekierował agresję załogi statku na biedne gryzonie, ale takie jest już życie. Zwłaszcza życie w mieście - silniejszy szczur pokonuje słabszego, jednak zawsze istnieje jeszcze kot.

- Aaa... Nicholas! Mój ulubiony szczurołap!

No tak wykrakałem. Pomyślał mag. Oto zbliżał się kot. Niski, ale krępy typek, o twarzy zawodowego mordercy, ubrany w brudną i mocno zużytą zbroję skórzaną. Za pasem zatknięty miał sztylet i rapier.

- Czego chcesz Rupert? - Zapytał Nicholas. Kto wie, może on faktycznie jest mordercą? - Pomyślał.

- No jak to tak? Tak witasz starych znajomych? - Mężczyzna podszedł do Nicholasa. Blisko. Niebezpiecznie blisko.

- Nie odgrywaj scen Rupercie. Nie jesteśmy przyjaciółmi. - Atmosfera zrobiła się napięta.

Rupert złapał Nicholasa za togę i popchnął na ścianę magazynu portowego. Nie cackając się z nim podciągnął go za kołnierz i przyparł do muru swym cielskiem. Z ust pachniało mu smażoną cebulą i piwem.

- Stul pysk szczeniaku! Myślisz, że jak potrafisz czytać, zaraz jesteś lepszy od innych? - No tak, zaczyna się wyrzucanie starych kompleksów i zawodów życiowych. Pomyślał Nicholas.

- Czego ode mnie chcesz?

- Dobrze wiesz czego. Podobno jesteś po robocie. Bardzo... Jak wy to tam mówicie?.. Lukratywnej robocie - poczym splunął. Chwała Tymorze, że na ziemię, nie na Nicholasa. Nie domyłby się i nie doprał przez najbliższy dziesiątek.

- Zresztą nie muszę z Tobą gadać. Po prostu wezmę, co moje. - Zabrał sakiewkę.

- Ale...

- Żadnych "ale" kundlu. Jeszcze się nie nauczyłeś, że za ochronę trzeba płacić? Mam powiedzieć innym szczurołapom, że słynny Nicholas pozbawiony jest już mojej opieki?

No tu go miał, nie ma co. Nicholas od dawna toczył swoją cichą wojnę z innymi szczurołapami Neverwinter. Problem polegał na tym, że on dzięki swojej magii był najskuteczniejszy. Inni - preferujący tradycyjne metody łapania gryzoni - cóż...

- Się ciesz, że cię potrzebuję do pewnej robótki Nico. Inaczej nie byłbym dziś taki łaskawy. Wiesz wstałem lewą nogą. Domyślasz się, co to znaczy?

- Domyślam. - Postanowił obrać taktykę "na ciągle potakującego wsiowego głupka", zresztą nie musiał się starać. I bez tego wychodziło mu całkiem nieźle.

- Jak mogę pomóc?

- No! Od razu inna rozmowa. - Rupert puścił Nicholasa. Ten osunął się na ziemię, z trudem łapiąc powietrze.

- Statek, na którym dziś byłeś i odprawiałeś te swoje sztuczki. Co tam widziałeś?

Nicholas zebrał myśli. Przywołał ze swojej pamięci wspomnienie luków ładunkowych statku. Znalazł tam jak zwykle zbite gwoździami skrzynie, beczki i worki; nic szczególnego, chociaż...

- Standardowo: skrzynie, beczki, worki... - Zaczął mag.

- Nie przeciągaj struny. - Ostrzegł Rupert.

- I...

- Taaak? - Dość niewybrednie zachęcał go zbir.

- Jakby się tak głębiej zastanowić... Coś było nie tak w tej ładowni. Nie z samym ładunkiem, lecz z jego ułożeniem. Nie wiem, co było w skrzyniach, ale wiem, że marynarze ustawili tam jedną wielką pakę na środku ładowni. Reszta była rozstawiona przy burtach statku.

- Jak wyglądała ta paka?

- Nie mam pojęcia. Była przykryta marynarskim płótnem. - Powiedział to chyba za szybko.

- Ehh, Nico, Nicko, Nicko... Ile chcesz stracić palców zanim powiesz prawdę. - Rupert z fałszywą skromnością i naprawdę tragiczną miną aktora powoli wyjął sztylet zza pasa.

Problem z Nicholasem był taki, że jego pragnienie zdobywania wiedzy było wręcz nieograniczone, nienasycone i cholernie niebezpieczne. Ot choćby w sytuacji takiej jak ta. W całym swoim życiu nie przepuścił najmniejszej okazji do przeczytania choćby skrawka zapisanego pergaminu, papirusu, tkaniny czy papieru. Tyczyło się to zarówno tandetnych i grafomańskich ulotek wydawanych przez miejscowe domy publiczne, książek kucharskich, czy takich woluminów, od widoku których dostaje się gęsiej skórki, a między nogami kurczy si...

- Nadal czekam. Nicholasie moja cierpliwość nie...

- Dobrze, już dobrze! Uchyliłem płótno. Skrzynia jest zrobiona z kamienia. Prawdopodobnie marmur. Jest gładka i błyszczy się.

- Błyszczy się powiadasz. Co było w środku?

- Ha! Myślisz, że zaglądałem do środka? - Oburzył się.

Nicholas wiedział, że nie jest idealnym obywatelem Neverwinter. Gdy mógł, łamał przepisy prawa. Miał swoje cele i jeśli nie dało się ich załatwić w sposób "normalny", zawsze można było spróbować z innej strony. Przestrzegał tylko jednej zasady - nie szkodzić innym.

Przez tę godzinę, dwie, gdy przedłużał wykonanie swojego zadania. Czytał. Głównie pamiętniki marynarzy. Czasem zdarzała się taka perełka jak na ten przykład niezablokowana żadnym zamkiem (mechanicznym czy magicznym) księga rejestrująca zawartość ładowni.

Dziś taka właśnie perełka wpadła mu w ręce. Oprócz standardowych wpisów i wypisów skrzyń ładunkowych uwagę Nicholasa przyciągnął jeden wpis nabazgrany jakby dziecięcym pismem.

- No jak? Taki mag jak ty nie zajrzałby do środka? Obrażasz samego siebie.

- Nie, nie zajrzałem. Skrzynie załadowano w Luskanie.

Oczy Ruperta nagle się rozszerzyły. Z prędkością geparda dopadł Nicholasa i przyłożył mu sztylet do gardła.

- Skąd to wiesz? Mów zaraz!

- Przeczytałem - stęknął - w rejestrze.

Rupert jeszcze jakiś czas mierzył go wzrokiem poczym puścił.

- Nie wiem czemu, ale ci wierzę. Zresztą jak mówiłem mam dla ciebie zadanie. Dziś w nocy wrócisz na ten statek...

- Chyba żartujesz - wtrącił się mag.

- ...i zajrzysz do tej paki. - Dokończył nie przerywając. - Później wrócisz i zdasz mi raport. Zaczekam sobie u ciebie, co by nie przeszło ci do głowy pakowanie, ucieczka i takie tam. To wszystko Nicholasie. Do zobaczenia. - Odszedł.

Nicholas zaczął otrzepywać swoją togę z ulicznego brudu i pyłu, w myślach przeklinając swój niewyparzony język, chorobliwą ciekawość, wrodzoną niezdarność.

- Cholera jasna! Dlaczego ja?! - Rzucił w powietrze i tak, jak się domyślał nie otrzymał odpowiedzi. Zamiast tego tuż za jego plecami usłyszał pytanie.

- Powiedz mi jedno Nicholasie. - Mag podskoczył przestraszony. Rupert stał za nim ponownie. - Jak to możliwe, że człowiek, który skończył szkołę magów jest taką fajtłapą? Hmm?

- Nigdy więcej tego nie rób. - Nicholas ciężko dyszał, ciągle próbując uspokoić kołatanie serca - Nie jestem fajtłapą. Po prostu wolę teorię od praktyki.

***

Podłoga głośno zaskrzypiała. Nicholas wciągnął powietrze przez zęby. Spokojnie, tylko spokojnie. Nic ci się nie stanie. Powtarzał mantrę. Szło mu całkiem nieźle i bynajmniej nie zawdzięczał tego swoim umiejętnością.

Po bitwie przybrzeżnej ze szczurami większość marynarzy wraz z dowództwem poszło odreagować stres do miejscowej karczmy. Ci, co zostali na straży też go odreagowali. Na miejscu. Statek bez rumu, to nie statek.

I tak, bez przeszkód zszedł pod pokład do ładowni. Przy drzwiach spał stary wyga morski z brodą na tyle długą, że wystarczała mu za koszulę. W ręce trzymał flaszkę, przy pasie klucz od ładowni, a w kieszeni zęby. Prawdopodobnie, bo w jamie ustnej ich nie miał.

Czarodziej ostrożnie odwiązał klucz od paska. Wsunął go w dziurkę zamka i delikatnie przekręcił. Zamek głośno zaprotestował, podłoga mu zawtórowała.

- ... ekhm... sie looobi bossmanie... tak jesssstttt... - wymamrotał przez sen marynarz. Nicholas zamarł.

Z precyzją złotnika Waterdeep spróbował raz jeszcze. Udało się - zaskrzypiały tylko drzwi - wszedł do ładowni.

Skrzynia stała na swoim miejscu nadal przykryta płótnem. Ostrożnie do niej podszedł, odsunął materiał i przyjrzał się pace. Jego pierwsze wrażenie okazało się słuszne, wykonano ją z czarnego marmuru, niemal pochłaniała światło. Była ciepła w dotyku i lekko wibrowała.

- Ciekawe. - Szepnął do siebie Nicholas. Zdawał sobie sprawę, że skrzynia, lub to, co się w niej znajduje jest przesiąknięte magią. Nie wiedział tylko, dlaczego wcześniej tego nie wyczuł.

Nic to, trzeba się brać do roboty – próbował się podtrzymać na duchu. Całkowicie zsunął płótno z paki. Z cholewy buta wyjął sztylet i poszukał wieka. Wybadał krawędź, delikatnie podważył i...

- Dziwne. - Zamruczał do siebie. Nic. Pustka.

Co teraz? Co powie Rupertowi? W głowie zaszumiało mu od nadmiaru myśli. Adrenalina uderzyła w serce, ręce zaczęły się pocić.

Zaczął nerwowo rozglądać się po ładowni. Może jest tu jeszcze coś? Schowane? Ukryte? Iluzja? Albo jakaś zapadnia, chociaż schowek przemytników. Proszę, na wszystkich bogów, proszę!

Zrezygnowany usiadł, oparł się o skrzynię. Przez plecy wyczuł ciepłotę skrzyni. Spojrzał na wieko, które odłożył na bok. Przyklejono tam zwitek płótna. Sztyletem przeciął materiał. Wyjął zawartość pakunku.

Znalazł złożony w kostkę papier. Bardzo stary papier. Ostrożnie go rozłożył. Cienkie zawijasy czarnego atramentu składające się na litery, słowa i zdania, zaczęły coraz szybciej wirować mu przed oczami. Pismo układało się w język, który był mu znany. Szepcząc powoli odczytywał znaki.

Świat zewnętrzny zamarł. Płomyk w latarni przestał się poruszać, ćma leniwie machała skrzydełkami, karaluch powoli, nóżka za nóżką przemierzał drewnianą podłogę statku.

Dla Nicholasa w tym momencie przestało liczyć się cokolwiek. Najważniejsze były tylko litery na papierze. Każde kolejne słowo odciskało swój ślad w jego umyśle. Gdy dotarł do końca… Zasnął.

***

- Cii… Onnnn śpiiiiiiiii…
- Co z nim zrobimy, zzłottkko?
- Weźmiemy gooo… pomożemy… pokierujemy nim…
- Tak, tak, tak!
- Cii… Ononn śpiiiiiiiii…
- A co, jeśli się zorientuujjeee? Zzłottkko?
- Nie zrobi teeggooo. Będziemy uwwaażżaaać. Baarrddzzoo uważżżaćć.
- Tak, tak, tak! Dla Pana. Wszysssttkkoo dla PANA!
- Cii… Ononn śpiiiiiiiii…
- Dokąd płyniemy zzłottkko?
- Aeris… Do Pana…
Akceptuje.
Miłej gry


Ups...Troche sie pospieszyłem. Wybrałeś troche za dużo języków
Modyfikator z 17 to +3, czyli możesz wybrać trzy języki bonusowe.
Ha! Ha! Ha!... Jak nie urok, to....

Znane jezyki: wspólny, elfi, krasnoludzki, iluskański
Ja tylko dodam od siebie, że nadal widzę Highcliff i Warownie na Rozstajach w Historii.
Nie wiem, jak reszta, ale ja chętnie bym się dowiedział, co się z nim stało pod koniec podróży. Jak nie chcesz dla widoku publicznego to w hide
Warownię na rozstajach - rozumiem...

Highclff - to tej wsi nie ma w Ogólnym Nurcie Historii? Dziwne - Ale ja siem tam niewyznaje Panie drogi.

Zmienię:

Nie jego przecież wina, że w mieście nie było pracy. Neverwinter nadal przechodziło kryzys. Nicholas szukał pracy we wsi Highclff i w Warowni na Rozstajach - bez skutku. W pierwszej również oferowano mu pracę przy wypędzaniu szczurów. W drugim miejscu, pracy nie było w ogóle. Z dwojga złego wolał przepędzać szczury w porcie Neverwinter.

Zmienie na:

Nie jego przecież wina, że w mieście nie było pracy. Neverwinter nadal przechodziło kryzys. Nicholas szukał pracy w różnych okolicznych wsiach i miasteczkach - bez skutku. Zazwyczaj jednak pracy nie było w ogóle, albo gorsza niż stanowisko szczurołapa. Z dwojga złego wolał przepędzać szczury w porcie Neverwinter.

A co do ew. kontynuacji opowiadania... - jeszcze nie napisany (aczkolwiek gdzieś tam w eterze jakiś zarys jest) - Napisanie tego opowiadania zajęło mi niecały dzień - kontynuacja pewnie wyglądać będzie podobnie. Choć nie ukrywam, że chciałbym najpierw trochę poznać serwer by nawiązać od miejsc i postaci tam występujących.
Chodziło mi raczej o informacje dla Dmów na temat kto mu pomógł dostać się na Aeris. Skąd się o niej dowiedział i jak tam się dostał, bo do końca nie jest to jasne.

Reszta jest w porządku
No cóż... skrzynia została nadana z Luskanu docelowo wylądować ma w Aeris (sabotaż luskańskich magów?) Newerwinter - to tylko chwilowy postój - na pozbycie się szczurów i uzupełnienie zapasów.
Zawrzyj informacje w całej historii i masz moją akceptację.
Zabijał szczury na statkach. To jedyna praca, jaką mógł znaleźć Nicholas w Newerwinter. I co z tego, że ukończył odpowiednie fakultety w szkole magów (i to z wyróżnieniem), co z tego, że posługuje się wieloma językami, zna kilkadziesiąt sposobów na przekształcenie zwykłego błota w materię ożywioną, czy chociażby potrafi odróżnić esencję lodu od esencji ognia zanim je nawet zobaczy?

- [cenzura] mnie obchodzi twoja wiedza! Potrafisz strzelać tymi swoimi światełkami z palców i to mi wystarczy. To wystarczy tym cholernym szczurom by wyniosły się z mojego statku! Nie gadaj tyle, tylko bierz się do roboty!

Kolejny niezadowolony klient. I to zanim zaczął pracę w ogóle. Najbardziej nie lubił, gdy przychodził do niego osobiście kapitan statku. Uwaga, uwaga! Idzie Wielce Zamożny, Wielmożny, Wszechmogący I Mający Wszystkich i Wszystko Głęboko w Obcasie Swojego Buta Kapitan Statku Takiego a Takiego! Z drogi leszcze i karpiki. Właśnie taki typ teraz przed nim stał. Zaraz zacznie monolog o tym jak to szczury lądowe w ogóle nie znają się na życiu...

- Wy szczury lądowe w ogóle nie znacie się na życiu... - I faktycznie kapitan ciągnie swoje. Nicholas musi słuchać, bo przecież jest drobinką, nic nieznaczącym pyłem, trybikiem w wielkich maszynach gnomów. Wyjął zwój pergaminu i udawał, że spisuje umowę.

Przepisywanie automatyczne bez udziału świadomości miał opanowane do perfekcji. To kolejna użyteczna rzecz, jakiej nauczył się w szkole magów. Mógł się wtedy wyłączyć i oddać własnym przemyśleniom, wyglądając przy tym na przygłupa, który każdym skrawkiem swojego ciała przysłuchiwał się swojemu rozmówcy. Zazwyczaj to się sprawdzało, wpasowywało się w model postrzegania świata przez większość mieszkańców Faerun'u - ONI wielcy i szanowni, on NIKT, którego trzeba zbesztać i złajać, zdeptać jak robaka.

Nie jego przecież wina, że w mieście nie było pracy. Neverwinter nadal przechodziło kryzys. Nicholas szukał pracy w różnych okolicznych wsiach i miasteczkach - bez skutku. Zazwyczaj jednak pracy nie było w ogóle, a jak już, to gorsza niż stanowisko szczurołapa. Z dwojga złego wolał przepędzać szczury w porcie Neverwinter.

Praca nie była ciężka - przychodził pod wskazany adres portowy. Wyrzucał wszystkich ze statku - "dla waszego bezpieczeństwa" mawiał. Prawda jednak była bardziej brutalna. Wystarczyło jedno małe zaklęcie dźwiękowe i było po sprawie - szczury uciekały w popłochu, ale klienci nie mogli o tym wiedzieć. Nie zapłaciliby wtedy tyle i normalnie są skłonni zapłacić. Dlatego też pobierał zapłatę zaraz przed wejściem na łajbę. Nigdy nie wiadomo, co takiemu Wielmożnemu Panu Kapitanowi strzeli do głowy zaraz po wykonaniu brudnej przecież roboty.

Tak, nawet szczurołap ma swoje tajemnice zawodowe.

Zwykle po wejściu pod pokład czekał godzinę dwie, zanim rzucił czar. Dawało to poczucie pracodawcy, że naprawdę się stara, a on poświęcał się wtedy lekturze. Jego nauczyciel od magii sprowadzania zawsze powtarzał, że "czas spędzony na jakiejkolwiek lekturze nie jest czasem zmarnowanym". Nicholas przyznał mu rację.

Po skończeniu kilku rozdziałów wziął się do pracy. Na początku rzucił parę błysków światła, chwilę później usłyszał w porcie "achy" i "echy" zachwycenia. Następnie rzucił już właściwy czar dźwiękowy. A dokładniej dwa. Jeden przeznaczony dla szczurów, przy czym dla człowieka ten dźwięk był raczej słabo słyszalny, drugi dla wzmocnienia efektu oczarowania gawiedzi zgromadzonej przy porcie. Gdy skończył wyszedł na pokład i podszedł ostrożnie do burty.

Przyglądał się jak, zbiorowisko niemal całego elementu Faerun'u dokańcza jego dzieło. A bez fałszywej skromności mógł powiedzieć, że działo się i to sporo. Zaraz po skończeniu recytacji zaklęcia, szczury rzuciły się do ucieczki. Jedyną wolną drogę, jaką miały to kilka cum statku - grube liny, dzięki którym krypa mogła bezpiecznie dokować w porcie. Gryzoni było tak dużo, że przepychały się, deptały po sobie i wzajemnie zrzucały do morza. Co chwilę słychać było plusk wody. Ponadto na dokach wybuchła panika. Każdy brał, co miał pod ręką i tłukł gdzie popadnie. Szczury były wszędzie.

Nicholas nie zamierzał się dołączać do widowiska. Czuł trochę winny, że przekierował agresję załogi statku na biedne gryzonie, ale takie jest już życie. Zwłaszcza życie w mieście - silniejszy szczur pokonuje słabszego, jednak zawsze istnieje jeszcze kot.

- Aaa... Nicholas! Mój ulubiony szczurołap!

No tak wykrakałem. Pomyślał mag. Oto zbliżał się kot. Niski, ale krępy typek, o twarzy zawodowego mordercy, ubrany w brudną i mocno zużytą zbroję skórzaną. Za pasem zatknięty miał sztylet i rapier.

- Czego chcesz Rupert? - Zapytał Nicholas. Kto wie, może on faktycznie jest mordercą? - Pomyślał.

- No jak to tak? Tak witasz starych znajomych? - Mężczyzna podszedł do Nicholasa. Blisko. Niebezpiecznie blisko.

- Nie odgrywaj scen Rupercie. Nie jesteśmy przyjaciółmi. - Atmosfera zrobiła się napięta.

Rupert złapał Nicholasa za togę i popchnął na ścianę magazynu portowego. Nie cackając się z nim podciągnął go za kołnierz i przyparł do muru swym cielskiem. Z ust pachniało mu smażoną cebulą i piwem.

- Stul pysk szczeniaku! Myślisz, że jak potrafisz czytać, zaraz jesteś lepszy od innych? - No tak, zaczyna się wyrzucanie starych kompleksów i zawodów życiowych. Pomyślał Nicholas.

- Czego ode mnie chcesz?

- Dobrze wiesz czego. Podobno jesteś po robocie. Bardzo... Jak wy to tam mówicie?.. Lukratywnej robocie - poczym splunął. Chwała Tymorze, że na ziemię, nie na Nicholasa. Nie domyłby się i nie doprał przez najbliższy dziesiątek.

- Zresztą nie muszę z Tobą gadać. Po prostu wezmę, co moje. - Zabrał sakiewkę.

- Ale...

- Żadnych "ale" kundlu. Jeszcze się nie nauczyłeś, że za ochronę trzeba płacić? Mam powiedzieć innym szczurołapom, że słynny Nicholas pozbawiony jest już mojej opieki?

No tu go miał, nie ma co. Nicholas od dawna toczył swoją cichą wojnę z innymi szczurołapami Neverwinter. Problem polegał na tym, że on dzięki swojej magii był najskuteczniejszy. Inni - preferujący tradycyjne metody łapania gryzoni - cóż...

- Się ciesz, że cię potrzebuję do pewnej robótki Nico. Inaczej nie byłbym dziś taki łaskawy. Wiesz wstałem lewą nogą. Domyślasz się, co to znaczy?

- Domyślam. - Postanowił obrać taktykę "na ciągle potakującego wsiowego głupka", zresztą nie musiał się starać. I bez tego wychodziło mu całkiem nieźle.

- Jak mogę pomóc?

- No! Od razu inna rozmowa. - Rupert puścił Nicholasa. Ten osunął się na ziemię, z trudem łapiąc powietrze.

- Statek, na którym dziś byłeś i odprawiałeś te swoje sztuczki. Co tam widziałeś?

Nicholas zebrał myśli. Przywołał ze swojej pamięci wspomnienie luków ładunkowych statku. Znalazł tam jak zwykle zbite gwoździami skrzynie, beczki i worki; nic szczególnego, chociaż...

- Standardowo: skrzynie, beczki, worki... - Zaczął mag.

- Nie przeciągaj struny. - Ostrzegł Rupert.

- I...

- Taaak? - Dość niewybrednie zachęcał go zbir.

- Jakby się tak głębiej zastanowić... Coś było nie tak w tej ładowni. Nie z samym ładunkiem, lecz z jego ułożeniem. Nie wiem, co było w skrzyniach, ale wiem, że marynarze ustawili tam jedną wielką pakę na środku ładowni. Reszta była rozstawiona przy burtach statku.

- Jak wyglądała ta paka?

- Nie mam pojęcia. Była przykryta marynarskim płótnem. - Powiedział to chyba za szybko.

- Ehh, Nico, Nicko, Nicko... Ile chcesz stracić palców zanim powiesz prawdę. - Rupert z fałszywą skromnością i naprawdę tragiczną miną aktora powoli wyjął sztylet zza pasa.

Problem z Nicholasem był taki, że jego pragnienie zdobywania wiedzy było wręcz nieograniczone, nienasycone i cholernie niebezpieczne. Ot choćby w sytuacji takiej jak ta. W całym swoim życiu nie przepuścił najmniejszej okazji do przeczytania choćby skrawka zapisanego pergaminu, papirusu, tkaniny czy papieru. Tyczyło się to zarówno tandetnych i grafomańskich ulotek wydawanych przez miejscowe domy publiczne, książek kucharskich, czy takich woluminów, od widoku których dostaje się gęsiej skórki, a między nogami kurczy si...

- Nadal czekam. Nicholasie moja cierpliwość nie...

- Dobrze, już dobrze! Uchyliłem płótno. Skrzynia jest zrobiona z kamienia. Prawdopodobnie marmur. Jest gładka i błyszczy się.

- Błyszczy się powiadasz. Co było w środku?

- Ha! Myślisz, że zaglądałem do środka? - Oburzył się.

Nicholas wiedział, że nie jest idealnym obywatelem Neverwinter. Gdy mógł, łamał przepisy prawa. Miał swoje cele i jeśli nie dało się ich załatwić w sposób "normalny", zawsze można było spróbować z innej strony. Przestrzegał tylko jednej zasady - nie szkodzić innym.

Przez tę godzinę, dwie, gdy przedłużał wykonanie swojego zadania. Czytał. Głównie pamiętniki marynarzy. Czasem zdarzała się taka perełka jak na ten przykład niezablokowana żadnym zamkiem (mechanicznym czy magicznym) księga rejestrująca zawartość ładowni.

Dziś taka właśnie perełka wpadła mu w ręce. Oprócz standardowych wpisów i wypisów skrzyń ładunkowych uwagę Nicholasa przyciągnął jeden wpis nabazgrany jakby dziecięcym pismem.

- No jak? Taki mag jak ty nie zajrzałby do środka? Obrażasz samego siebie.

- Nie, nie zajrzałem. Skrzynie załadowano w Luskanie.

Oczy Ruperta nagle się rozszerzyły. Z prędkością geparda dopadł Nicholasa i przyłożył mu sztylet do gardła.

- Skąd to wiesz? Mów zaraz!

- Przeczytałem - stęknął - w rejestrze.

- Dokąd płynie? – Poprawił chwyt.

- Aeris… Chyba…

Rupert jeszcze jakiś czas mierzył go wzrokiem poczym puścił.

- Nie wiem czemu, ale ci wierzę. Zresztą jak mówiłem mam dla ciebie zadanie. Dziś w nocy wrócisz na ten statek...

- Chyba żartujesz - wtrącił się mag.

- ...i zajrzysz do tej paki. - Dokończył nie przerywając. - Później wrócisz i zdasz mi raport. Zaczekam sobie u ciebie, co by nie przeszło ci do głowy pakowanie, ucieczka i takie tam. To wszystko Nicholasie. Do zobaczenia. - Odszedł.

Nicholas zaczął otrzepywać swoją togę z ulicznego brudu i pyłu, w myślach przeklinając swój niewyparzony język, chorobliwą ciekawość, wrodzoną niezdarność.

- Cholera jasna! Dlaczego ja?! - Rzucił w powietrze i tak, jak się domyślał nie otrzymał odpowiedzi. Zamiast tego tuż za jego plecami usłyszał pytanie.

- Powiedz mi jedno Nicholasie. - Mag podskoczył przestraszony. Rupert stał za nim ponownie. - Jak to możliwe, że człowiek, który skończył szkołę magów jest taką fajtłapą? Hmm?

- Nigdy więcej tego nie rób. - Nicholas ciężko dyszał, ciągle próbując uspokoić kołatanie serca - Nie jestem fajtłapą. Po prostu wolę teorię od praktyki.

***

Podłoga głośno zaskrzypiała. Nicholas wciągnął powietrze przez zęby. Spokojnie, tylko spokojnie. Nic ci się nie stanie. Powtarzał mantrę. Szło mu całkiem nieźle i bynajmniej nie zawdzięczał tego swoim umiejętnością.

Neverwinter było tylko krótkim przystankiem na pozbycie się zbędnych gryzoni i uzupełnienie zapasów. Statek dokował tylko jeden dzień, więc nie wolno było marnować czasu. Po bitwie przybrzeżnej ze szczurami większość marynarzy wraz z dowództwem poszło odreagować stres do miejscowej karczmy. Ci, co zostali na straży też go odreagowali. Na miejscu. Statek bez rumu, to nie statek.

I tak, bez przeszkód zszedł pod pokład do ładowni. Przy drzwiach spał stary wyga morski z brodą na tyle długą, że wystarczała mu za koszulę. W ręce trzymał flaszkę, przy pasie klucz od ładowni, a w kieszeni zęby. Prawdopodobnie, bo w jamie ustnej ich nie miał.

Czarodziej ostrożnie odwiązał klucz od paska. Wsunął go w dziurkę zamka i delikatnie przekręcił. Zamek głośno zaprotestował, podłoga mu zawtórowała.

- ... ekhm... sie looobi bossmanie... tak jesssstttt... - wymamrotał przez sen marynarz. Nicholas zamarł.

Z precyzją złotnika Waterdeep spróbował raz jeszcze. Udało się - zaskrzypiały tylko drzwi - wszedł do ładowni.

Skrzynia stała na swoim miejscu nadal przykryta płótnem. Ostrożnie do niej podszedł, odsunął materiał i przyjrzał się pace. Jego pierwsze wrażenie okazało się słuszne, wykonano ją z czarnego marmuru, niemal pochłaniała światło. Była ciepła w dotyku i lekko wibrowała.

- Ciekawe. - Szepnął do siebie Nicholas. Zdawał sobie sprawę, że skrzynia, lub to, co się w niej znajduje jest przesiąknięte magią. Nie wiedział tylko, dlaczego wcześniej tego nie wyczuł.

Nic to, trzeba się brać do roboty – próbował się podtrzymać na duchu. Całkowicie zsunął płótno z paki. Z cholewy buta wyjął sztylet i poszukał wieka. Wybadał krawędź, delikatnie podważył i...

- Dziwne. - Zamruczał do siebie. Nic. Pustka.

Co teraz? Co powie Rupertowi? W głowie zaszumiało mu od nadmiaru myśli. Adrenalina uderzyła w serce, ręce zaczęły się pocić.

Zaczął nerwowo rozglądać się po ładowni. Może jest tu jeszcze coś? Schowane? Ukryte? Iluzja? Albo jakaś zapadnia, chociaż schowek przemytników. Proszę, na wszystkich bogów, proszę!

Zrezygnowany usiadł, oparł się o skrzynię. Przez plecy wyczuł ciepłotę skrzyni. Spojrzał na wieko, które odłożył na bok. Przyklejono tam zwitek płótna. Sztyletem przeciął materiał. Wyjął zawartość pakunku.

Znalazł złożony w kostkę papier. Bardzo stary papier. Ostrożnie go rozłożył. Cienkie zawijasy czarnego atramentu składające się na litery, słowa i zdania, zaczęły coraz szybciej wirować mu przed oczami. Pismo układało się w język, który był mu znany. Szepcząc powoli odczytywał znaki.

Świat zewnętrzny zamarł. Płomyk w latarni przestał się poruszać, ćma leniwie machała skrzydełkami, karaluch powoli, nóżka za nóżką przemierzał drewnianą podłogę statku.

Dla Nicholasa w tym momencie przestało liczyć się cokolwiek. Najważniejsze były tylko litery na papierze. Każde kolejne słowo odciskało swój ślad w jego umyśle. Gdy dotarł do końca… Zasnął.

***

- Cii… Onnnn śpiiiiiiiii…
- Co z nim zrobimy, zzłottkko?
- Weźmiemy gooo… pomożemy… pokierujemy nim…
- Tak, tak, tak!
- Cii… Ononn śpiiiiiiiii…
- A co, jeśli się zorientuujjeee? Zzłottkko?
- Nie zrobi teeggooo. Będziemy uwwaażżaaać. Baarrddzzoo uważżżaćć.
- Tak, tak, tak! Dla Pana. Wszysssttkkoo dla PANA!
- Cii… Ononn śpiiiiiiiii…
- Dokąd płyniemy zzłottkko?
- Aeris… Do Pana…
Zgodnie z obietnicą, akceptuję.
Tak tylko jeszcze dla pewności. Mam już dwie akceptacje?
Mhm, masz dalej moją akceptacje
Dzięki wszystkim za cierpliwość i poświęcony czas. see You.
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl