Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Nazwa konta: Kondeks
Nazwa postaci: Methen „En'luta” Ordelionin
Płeć: Męska
Rasa: elf, leśny
Wiek: 130
Charakter: CN
Wyznanie: Fenmarel Mestarine
Pochodzenie: Północ (Everlund)
Znane języki: elfi, wspólny, smoczy
Wygląd: Silnie umięśniony leśny elf o jasnej karnacji. Jego włosy przypominają barwą korę drzewa w lesie, a charakter twarzy nadaje dwoje dużych szmaragdowych oczu. Co nietypowe u elfów ma głęboki głos.
Statystyki:
S 16
Zr 18
Bd 12
Int 12
Rzt 12
Cha 8
Umiejętności: alchemia 2 ,czarostwo 2 rangi, sztuka przetrwania 2 rangi ,wiedza 2 rangi, wycena 1 ranga
Historia postaci: Methen jest synem Elwerna Ordelionin i jego żony, Chante. Jego rodzice byli poszukiwaczami przygód. Chante była czarodziejką, seirotą wychowaną przez jednego z Cormyrskich, Vardamina. Elwern za to był łowcą, ostatnim potomkiem rodu*, który swoją pamięcią sięgały przed Rachubę Dolin.
Gdy Methen osiągnął 70 lat jego ojciec został zabity przez wampira, Skardena. Nieszczęśliwa wdowa udała się do starszego brata Elwerna, Trinhanta. Ten potężny czarodziej zgodził się pomóc w zamian za oddanie mu Methena na wychowanie. Zrobił to ponieważ rozpoznał słaby magiczny talent u chłopca, a pragnął mieć kogoś do pomocy w badaniach. Po zniszczeniu Skardena i wampirów przez niego stworzonych, Trinhant zabrał Methena do swojego domu w Everlund. Właśnie w tym mieście prowadził niewielki sklepik z magicznymi przedmiotami i swoje badania. Od tamtego czasu młody elf zabrał się za naukę magii. Niestety nie był specjalnie uzdolnionym uczniem i niedobrze się z tym czuł. Jednak jako pomocnik wystarczał. Chłopak tęsknił za spacerami po lesie i treningami łucznictwa jakie prowadził dla niego ojciec. Za swoim opiekunem nie przepadał. Trunhant był byłym podróżnikiem, zgorzkniałym magiem, który doznał wiele krzywdy od świata i nie nawiedził go za to. Poza tym denerwował się, gdy uczeń wspominał imię jego zmarłego brata, albo kogokolwiek z rodziny. Dla tego tradycja bycia łowcą tępił u najmłodszego potomka Ordelionin z żarliwością. Gdy Methen osiągnął 129 lat uciekł od opiekuna i wyruszył w świat. Przez rok wędrował zarabiając na życie i broń w różny sposób. Wtedy otrzymał przydomek ‘En'luta’. W końcu popłynął na Aeris, gdzie spodziewał się znaleźć to co jego ojciec – pierwszą swoją przygodę.
*Nie był ostatnim potomkiem rodu, ale jego starszy brat został wydziedziczony. Jego rodzice żądali by tradycji rodowej stało się za dość i pierwszy syn został łowcą.
___________________________________________________________________________
Chciałbym by Methen została wieloklasowcem czarodziejem/łowcą (z większym skupieniem na łowcy). Zamierzam dążyć tą postacią do mistycznego łucznika - gdzie Methen znajdzie spełnienie drogi ojca i jego brata.
Niech jakiś Moder poprawi tytuł posta bo IE skaszaniło znaki.
Jest: [czarodziej]Methen „En'luta” Ordelionin
Powinno być: [czarodziej]Methen "En'luta" Ordelionin
Witam,
1. Skoro odwołanie do wyobraźni być nie może : jest to brąz, dążący lekko ku szaremu z domieszką zieleni (glony nadrzewne lub porosty), oczywiście zwykle bo brzoza wygląda inaczej.
2. 'Głęboki głos' - znaczy głęboki głos, nie będę szukał na yutube dla ciebie ludzi z głębokim głosem. Jest to powszechnie używany termin w literaturze i według mnie całkiem normalny. To tak jakbym miał wytłumaczyć się ze stwierdzenia: pofalowane włosy.
3. Słusznie "Srebrne Marchie", nie wiem jak mogłem walnąć tak głupi błąd.
4. Obawiam się, że jesteś w błędnie. Znam się na leśnych elfach (szczególnie tych ze Srebrnych Marchii), gdyż przeczytałem ZK:OŚ i ZK:SM, oraz inne dodatki w których jest mniej o elfach. Rodzina ma taka tradycję i juz, a u elfów tradycja jest bardzo ważna.
5. Wybacz, ale masz bardzo małe mniemanie o mnie. Te statystyki pasują na elfa, co więcej takiego jakiego chciałem zrobić.
Trochę przesadziłeś o stroniącym od wszystkich. Inni mu nie przeszkadzają, póki zajmują się swoimi sprawami.
Faktycznie lubi zaszywać się w głuszy.
Wiem, że leśne różnią się od dzikich, zresztą te ostatnie i tak nie mieszkają w chłodnym klimacie.
Statystyki - fakt na tropiciela bardziej, ale otrzymał trening dla czarodzieja więc ten poziom otrzymał.
Ojciec wpoił mu charakter tropiciela, ale nauczyć go za wiele nie zdążył.
Mam nadzieję, że nie popsułem wam krwi moim słowami, które potrafią być ostre. Śmieszy mnie, że za każdą nową postacią muszę tłumaczyć, że taką właśnie postać chcę i mam zamiar zmieniać faktyczne błędy.
1. Coraz bardziej jestem zażenowany, a już myślałem że nic mnie tu nie zdziwi. Pod tym pojęciem rozumiem to co wszyscy. Nie zamierzam uczyć Cię polskiego. Informuję, że jest takie sformułowanie, wpisz sobie chodźby w wikipedii to hasło.
2. Wuj mojej postaci był ekscentrykiem (wyjątek od reguły). Natomiast Methen był jego uczniem, raczej z przymusu niż z własnej woli, więc został czarodziejem. Chyba to nie jest specjalnie skomplikowane. Nie musisz mi przepisywać podręczników, bo sam je dobrze znam - uwierz mi na słowo. Jak zaważyłeś czarodziej jest wśród nich odszczepieńcem, więc motyw wygnania (lub wydziedziczenia jak kto woli) jest całkiem na miejscu.
3. Na prawdę nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać. Na twoje pytanie odpowiedź brzmi: tak, zdaję sobie sprawę. Szczerze powiedziawszy to w tę komunę nie do końca wierze (nie mają własnego łuku? Dziecka?). Zresztą co z tego? Elfy leśne to nie elfy dzikie mają swoje zwyczaje i rodowody. Przede wszystkim jednak mają tradycję. Jak większość wędrownych ludów.
4. Jakie elfy? Moja postać nie ma rozdwojenia jaźni. Sam sobie odpowiedziałeś. Piszesz, że czarodzieje się prawie nie zdążają i są czymś nie naturalnym, a potem mnie pytasz czemu jest wyrzutkiem. Po prostu nie jest inny od swojej rasy bo jest czarodziejem, ale tez jest inny od całej reszty świata - bo jest elfem leśnym.
Witam,
Teraz rozumie skąd te statystyki, ale coś mi się nie zgadza. Kilka pytań:
1. Czy trenował łucznictwo kiedy był pod opieką czarodzieja?
2. Skąd u elfa smoczy, a nie regionalny? O ile pamiętam, elfy też mają "swoją" magię.
3, Jak widzisz klasę mistycznego łucznika?
PS: Sopel głeboki głos to bas albo baryton.
Wesołych Świąt
Mogę prosić o zgodę na wypowiedź Kamulca w temacie. Jest administratorem D&D Abaszharu, Eliksiru i katalogu ODP działu cRPG i RPG.
1. Dyskusja jest bezsensu. Co do słownika to sprawdź pod związki frazeologiczne - jak byś nie wiedział to chodzi o utarte zwroty. Zresztą pytasz mnie jaki to według mnie głęboki głos. Napisałem głęboki jak na elfa. Nie ma jakiejś skali. Barczysty mężczyzna też nie jest określeniem precyzyjnym, a jakoś w moich 2 poprzednich historiach postaci nikt się tego nie czepiał. Odpuść, to nie ma sensu.
2. Rozumie, że zestawienie jest nietypowe i nie mam nic przeciwko rozszerzeniu historii postaci. Jednak prosiłbym o konstruktywne opinie, a nie 'Mnie to nie pasuje'. Moim zdaniem historia pasuję do rasy, a Ty masz dość radykalne podejście do leśnych elfów. To że większość taka jest nie znaczy, że wszyscy. Jak siedziałem na serwerze to widziałem z co najmniej 2 kapłanki Elistrae, a dobrych drowów nie ma chyba więcej od czarujących leśnych elfów. Jeżeli historia będzie dobra, a wy mnie nie przepuścicie, to będę przynajmniej miał się z kogo śmiać.
Z tego co wiem to historia nie ma 'przekonywać MG' (wtedy bym nie grał, bo bym musiał się podlizywać), a jedynie wytworzyć wiarygodny portret psychologiczny postaci.
Dalej jestem zdania, że rasa jest pasująca, tylko nie pasuje do twojej śmiesznie ujednoliconej rasy elfów.
3. Błędnie zakładasz, że moja postać jest nieświadoma i bezmyślnie odtwarza wszystko, miała rok na usamodzielnienie się. Wuj faktycznie wyznawał to bóstwo, a moja postać przejęła je od niego, gdyż najbardziej odzwierciedlało jego położenie.
Może słusznie, dodam wzmiankę w historii postaci.
4. Najniższe SW wampira to 7, w takim razie jeśli ten czarodziej miał 9-10 poziom to wystarczy. Dla osoby na 1 poziomie osoba potrafiąca używać telekinezy to potęga.
5. Możesz zacytować podręczni? Chyba, że chodzi Ci o fragment gdzie mowa, iż wszystkie elfy mają talent. Tyle, że przeciętny elf leśny nie może opanować nawet najprostszego zaklęcia bo ma 8 inteligencji.
6. Dlaczego został wydziedziczony? Przeczytaj następne zdanie.
7. Dodam fragment. Ponadto pojawia się kolejny problem w tłumaczeniu. Jest kilka słowników elfich, a nawet więcej niż kilka. Jest oficjalny słownik serwera, którego trzeba się trzymać?
8. Dodam, gdzie się urodził. Co jeszcze mam napisać. W co lubił się w coś bawić?
9. Ile osób w jego wieku, by uciekło. Poza tym, czy taki czarodziej by go nie znalazł. Po prostu wtedy wuj nie zareagował, bo wiedział że przyjdzie taki czas.
10. Łucznictwa nie. Moja postać starała się trenować (ćwiczyć mięśnie, szybkość reakcji, etc.), jednak wuj uniemożliwiał mu naukę walki bronią. Zostało mu tyle ile nauczył go ojciec, czyli 'rasowe biegłości'. Mam dodać w historii? Chyba wystarczy co napisałem.
11. Leśne elfy nie mają jako takiej wykształconej do końca własnej magii. Wuj próbował się odciąć, więc sięgnął do ludzi, a ci korzystają ze smoczego. Dlatego nauczał smoczego.
12. Nie do końca rozumie pytanie. Przecież klasy prestiżowe są różnie interpretowane przez ich członków najlepszym przykładem jest opis Nowicjusza Zakonu Łuku opisanego w MiP. Jak moja postać miałaby ją czuć?
Jest jedna chwila kiedy wzbijasz się pod nieboskłon, jak orzeł na łowach. Jedna chwila, gdy lotem sokoła wybierasz zdobycz. Jedna, gdy powietrza rozcinają powietrze skrzydła twej strzały i to jest tylko wtedy ważne. To cudowne uczucie, kiedy energia magiczna przepływa przez twoje ciało i łączy się w splocie mięśni. Wibruje. Koncentruje się w tej jednej strzale i w niej zamyka się wszystko.
Dziękuję Kwawer za pytania są bardzo pomocne.
1. Hm... Dziwne w klasycznym D&D jest, no ale trudno. Może raczej próby powrotu do tej broni, albo biegłość wezmę.
2. Myślę, że jeżeli cos jest dobrze, a reszcie to nie pasuje (mimo, ze jest poprawnie) to jednak użytkownik powinien zadecydować. W końcu to on będzie odgrywał taka postać.
3. Na powerbuilda tak, znacznie lepiej. Jednak zgodnie z historią bardziej pasuje czarodziej, ponieważ poziom w klasie nie symbolizuje wrodzonych predyspozycji, a nabyte umiejętności.
4. Teraz ty mi wybacz. Może nie potrzebnie uogólniam, ale zachowanie części administracji mnie irytuje i nie powiem co o nim sądzę.
Chodzi mi o to, że jeżeli postać jest dobrze zrobiona, a ktoś kto się na czymś mniej zna niż autor (nie koniecznie chodzi mi o ten przypadek), mówi mu że mu się nie podoba więc nie zaliczy, jest po prostu śmieszna lub jak wolisz beznadziejna.
Po prostu lubię tworzyć oryginalne postacie, bo granie sztampowymi nie jest wciągające. Jak do tond zrobiłem na tym serwerze 2 ludzi, bo najprościej jest zrobić postać inną, od ludzkiej wzorowaną na kanonie standardowym. Za długo gram by mnie to cieszyło. Ja jestem pewien, że taka postać ma rację bytu. Kwestia tylko tego, czego wam nie przekazałem z mojego wyobrażenia jej, a co jest konieczne do pełnej obserwacji jej postępowania.
Niestety za każdym razem, gdy robię postać następuje próba (zresztą nieświadoma) wprowadzenia własnych pomysłów w moja postać. Za każdym razem muszę bronić moich racji, bo moja ide nie pokrywa się z wyobrażeniem innych. Jak już napisałem jednej osobie, wolę brak akceptacji, niż grę postacią, której nie chciałam zrobić.
Oczywiście zdje sobie sprawę, że nie macie złych intencji i jesteście po prostu ludźmi, ale ja też więc czasem daję się zirytować.
Z tego co widzę, sprawa jest bardziej złożona niż przypuszczałem. Najlepiej niech ktoś z Aelsia Team zabierze głos. Co miałem do przekazania już napisałem.
Dobra, widzę, że ze mną i tak rozmawiać nie będziesz, pomimo mych dobrych chęci w uelfieniu historii.
Radykalne podejście? Nie, poczytaj sobie o leśnych elfach w Rasach Faerunu.
Hisotrię zostawiam reszcie, więcej się nie będę wypowiadał.
Mnie ciekawi nieco motyw tego Wuja. Z tego co rozumiem, to wuj zamiast uczyć się Elfiej magii uczył się magii ludzkiej, dobrze rozumiem ?
Jeśli tak - to tak właściwie dlaczego, skoro ludzie nauczyli się magii właśnie od między innymi Elfów Leśnych ?
Oceniam historię BEZ patrzenia na wytłumaczenia bo
1)Tam są w dużej wiekszośći rzeczy typu "Jak możesz nie wiedzieć"
2)Trudno wyłapać treść.
Kalgon:
Tam, mój wuj uczył się magii od ludzi (przede wszystkim). Otóż ludzie trochę mają inne metody i podejście do magii, z tego co wiem. Zresztą wykorzystują w niej zwykle pismo smocze, co może sugerować, że część wiedzy pochodzi od gadów. Nie rozróżniam mocno elfiej i ludzkiej magii, w sumie zasady działania są takie same (chyba, że chodzi o Mythal). Ludzkie życie jest krótsze więc magia jest przez nich interpretowana w mniejszym zakresie. Chodzi im raczej o jej wykorzystanie, nie pełne poznanie. Zresztą to kwestia indywidualnej interpretacji.
Veris:
Jeśli chodzi o historię jestem minimalistą. Ważna jest gra, według portretu psychologicznego, a pomysły na zdarzenia z życia, same przychodzą w praniu.
1. Mam opisać dokładnie historię ojca, bo nie rozumiem. Miał swój powód, ale tak 'przyszedł i zabił', tyle że wtedy kiedy ojca nie było w domu.
2. Historię wuja tez mam pisać? To będzie już 3 w jednym. Wybacz za sarkazm.
3. Dokładnie był dziwnym leśnym elfem, bo starał się wymazać rodzinę z pamięci. Nienawidził ich. Nie zwykle trudno mieć wuja elfa księżycowego, będąc leśnym elfem.
4. Która część?
5. Ród się nie odwrócił, po prostu miał taką tradycję. Chyba nie muszę pisać historii rodu (btw. to by było już 4).
6. Gdyż chciałbym, żeby dyskusja była bardziej otwarta. Ma kompetencje i zapewne mógłby mi pomóc. Czy jest coś złego w takich pragnieniach?
Szkoda, że bez patrzenia na wytłumaczenie, gdyż część rzeczy zapowiedziałem, ze zamieszczę w przyszłej wersji. Bez sensu będzie co chwilę wysyłać nowy post z historią.
Pewna osoba twierdzi, że mój post o postaci był agresywny (pewnie ma rację). Jeżeli, ktoś poczuł się obrazony to przepraszam. Nie chciałem wcale mówić, że ktoś będzie miał nudniejsza postać odemnie, aczkolwiek podobno można było tak to odebrać. Miałem jedynie na myśli, że niestandardowe zachowania wśród rasy nie są czymś co nie ma racji bytu.
Nie chodzi o to, że nie chcę pisać wyjasnien, ale o minimum.
ad1. Historia? Nie. Proszę byś wytłumaczył "Czemu" tyle.
ad2. Nie. Chce wiedzieć tą jedną rzecz.
ad3. Dlaczego...?
ad4. Cała.
ad5. Nie wierzę by jeden ród był taki dziwny. Nie, po prostu to nie przejdzie.
A ja dalej będę drążył tego wuja - dla czego nienawidził rodu i dla czego odszedł od Elfiej magii, którą powinien uważać za najlepszą z natury ?
Rozumiem, że chcesz postać niestandardową, ale to co opisujesz jest niewiarygodne i w realiach Faerunu nieco bezsensowne. W FR mamy taką mnogość ras, właśnie po to, aby nie musieć tworzyć zniewieściałych Elfów, czy drowich paladynów (Przy okazji - Elf nienawidzi tylko w wyjątkowych przypadkach, tutaj myślę, że dobrym przykładem będzie Kyamil, czy Elaith. Elf naprawdę z natury nie jest zniewieściały, nie staje się takim bez powodu).
Powiem szczerze - jeśli chcesz niewiarygodną postać musisz napisać wiarygodną historię 4w1, tak jak powiedziałeś.
A Twój problem nie leży w agresywnych postach, a totalnym braku akceptacji prawdy innej niż Twoja, więc przepraszasz nie do końca za to, co powinieneś. Z drugiej strony - właściwie nie musisz przepraszać za nic.
EDIT: No, wiedziałem, że o czymś zapomniałem, odnośnie języka Elfów najbliższy kanonowi jest słownik Candlekeep (do zassania za darmo), na serwerze jednakże popularna jest hybryda prawidłowego Elfiego (Candlekeep), z słownikiem języka Elfiego Grey-Company (ot, tak się przyjęło i tak też zostało)
Historia rodu cz.1
W niewielkiej jaskini między Zaginionymi Szczytami, a Gwiezdnymi Górami, w ciszy tunelu, przerywanej kapaniem wody, w ciemnościach, kryje się sekret. Sekret, którego nikt by tu nie szukał...
Tam, gdzie tunel zaczyna się zwężać i gwałtownie opadać w dół, stoi stalagmit z granitu, przykryty drobną warstwą wapienia, przez co trudno go odróżnić od reszty form naciekowych. Ten właśnie nie pasujący do reszty otoczenia kamień jest niemym strażnikiem tajemnicy. Gdyby dotknął go elf i wypowiedział "Cinnaelos'Cor", w prawej ścianie otworzyło by się ciasne, półmetrowe przejście - szczelina przypominające pęknięcie w skale. Po około stu krokach, przybysz wkroczył by do wykutej w skale komnacie. Jego oczom, mógłby ukazać się dąb oświetlony, nikłym światłem wpadającym przez małe otwory w suficie. Malowidło to, wysokie na trzy metry pokrywały inskrypcje na gałęziach i liściach. Małe wyryte zapewne dawno temu litery espuranu, niemal zatarte u podstawy drzewa, wyżej formowały się w słowa - imiona elfów. Gdyby ów przybysz zapalił pochodnie zobaczył by, iż ściany pokrywają ściśle liczne inskrypcje w tym języku Pięknego Ludu, opowiadające historię rodu Ordelionin.
Jednak światło ujawniło by wciąż jeszcze nie zapisaną przeciwległą do dębu ścianę i stojący pod nią okrągły postument z litej skały. Stalaktyt wiszący z sufitu nie uformował stalagmitu pod sobą, a jedynie puszcza pojedyncze krople do niecki, mącąc przejrzystą taflę wody. Pod jej powierzchnią, w wydrążonej misie w postumencie spoczywają trzy bronie. Dwa zdobione motywami roślinnymi miecze - długi i krótki. Wykonane przez dawnych kowali, dwa ostrza z mithrilu błyszczą nawet w najmniejszym świetle. Pod wodą widać, również przedziwny biały łuk z nieznanego już dzisiaj gatunku drzewa, które nie unosi się na wodzie, o cięciwie ze srebrzystych nici spoczywającej obok. Na postumencie wyryty został symbol Corelona i napis w alfabecie hamarfae. Jeżeli przybysz znałby Seldruin rozpoznałby słowa i umiałby przetłumaczyć ich znaczenie jako "Pierwszemu synowi, łowcy, obrońcy lasu".
Jednak nikt nie przybył do tej jaskini od wielu lat i sekret może odejść w raz z ostatnim prawdziwym łowcą rodu Ordelionin.
Myślałem, że po rozmowie, w której Veris przyznał, że źle mnie zrozumiał, cofnie uwagi dotyczące rodu. Jednak najwyraźniej się pomyliłem. Skoro jednak już pisze, to pozwoliłem sobie na dodatkową inwencję, żebym mógł to później wykorzystać w jakiejś przygodzie. Musiscie trochę poczekać na całość, na razie czy nie ma pytań dotyczących tego fragmentu?
Kalgon: Przeczytaj sobie swój post jeszcze raz i zastanów się, czy nie byłeś aby zbyt zmęczony. Wydaje mi się, że inaczej tak inteligentna (jak mnieniemam) osoba, nie popełniła by takiego błędu. Jednak na wypadek, gdybym się mylił odpowiem na to co powiedziałeś. Nie ze złośliwości, ale z obowiązku sprostowania:
Historia rodu cz. 2
W świetle pochodni, podchodząc pod samo drzewo i kierując się w prawo, na ścianie można przeczytać słabo już widoczne napisy na ścianie. Historia pisana zaczyna się wraz z założeniem Eaerlann. Rodzina Ordelionin, według zapisków, przybyła przekładając na nasz kalendarz około roku 4650 przed rachubą dolin. Liczebność rodu była duża - około stu głów. Te leśne elfy osiedliły się w najbardziej wysuniętęj na zachód części królestwa, między górami Wysokiego Lasu. Był wśród nich najodważniejszy dotychczasowy przewodnik rodziny - tropiciel o imieniu Malevaineus. Napisy na ścianach nazywają go również 'Strażnikiem Dębu'. Gdy rozpętywały się liczne walki na zachodniej graniczy, zawsze ów bohater wraz ze swoim rodem ruszał do boju. W tych starciach zginęło wiele Ordelionninów. Niestety jedną napaść przyszykował jego brat, bliźniak Alhorwis 'Czarowładny'. W walkach, które się zawiązały zginęli wszyscy pozostali przy życiu członkowie rodu, prócz Malevaineusa.
Bohater jednak okropnie się zmienił, stał się ponury i ciągle dręczyły go wspomnienia. Wreszcie znalazł sobie partnerkę, by rok po wydaniu na świat przez nią syna, umrzeć ze smutku. Wtedy Szlachetny, pełen mądrości i sprawiedliwy Władca Earlann postanowił nagrodzić, ów ród który oddał wszystko co miał, by chronić swoją nową ziemię ojczystą przed najazdami. Nazwał ród 'Dębem' broniącym lasu przed złem i nadał tytuł pierwszego łowcy, oraz strażnika zachodnich ziem dziedzicznie, zawsze pierworodnemu z krwi Ordelionninów. Od tamtego czasu te leśne elfy na stałe się tu osiedliły, tu gdzie w jaskini spoczywają zwłoki bohatera i każdy kolejny prawowity właściciel tytułu odbiera oręż swojego poprzednika, gdy wreszcie na nie zasłuży. Władca Earelann darzył wielką sympatią dziecię Malevaineusa i otaczał je wielką opieką. Mimo to młody elf nie był szczęśliwy. Nie przepadał za dworem i rwał się do lasu.
W inskrypcjach co jakiś czas pojawiają się niepokojące wzmianki. Ród prześladowało jakieś straszliwe fatum, które nie pozwala w pełni cieszyć się życiem żadnemu łowcy 'Dębu'. Jeden fragment na ścianie, po lewej od malowidła, wyglądający na najstarszy mówi o klątwie pierworodnego, którą miał rzucić na ród skrzywdzony brat.
Skoro nikt nie o nic nie pyta ślę drugą część. To by było na razie tyle. Jeżeli są jakieś pytania to piszcie.
Przypominam o sobie. Proszę o komentarze, choćby "na razie nie mam zastrzeżeń" napisane przez MG, który zamierz śledzić dalszą część historii (4 w 1). Do póki nikt z administracji nie wypowie się, nie widzę sensu pisania dalszych części. Jeżeli historia będzie stała na słabych fundamentach, to jak dąb się zwali.
Piszcie sugestie, propozycje i o błędach. Czekam na konstruktywną krytykę.
Ja czekam na ładne wyjaśnienie wszystkiego.
Skończyłem pisać historię rodu. Muszę wiedzieć, czy nie ma w niej błędów zanim przejdę dalej.
Następne części będą o ojcu i wuju.
Komplikujesz sobie historię mimo, że nie musisz? To ja czekam aż wyjaśnisz wszytsko o co zapytałem w swoich postach...
Inaczej - czekam na 3 historie w jednej.
Nazwa konta: Kondeks
Nazwa postaci: Methen „En'luta” Ordelion
Płeć: Męska
Rasa: elf, leśny
Wiek: 130
Charakter: CN
Wyznanie: Fenmarel Mestarine†
Pochodzenie: Srebrne Marchie(Everlund)/Wysoki Las
Znane języki: elfi, wspólny, smoczy
Wygląd: Silnie umięśniony leśny elf o jasnej karnacji. Jego włosy przypominają barwą korę drzewa w lesie, a charakter twarzy nadaje dwoje dużych szmaragdowych oczu. Co nietypowe u elfów ma głęboki głos.
Statystyki:
S 16
Zr 18
Bd 12
Int 12
Rzt 12
Cha 8
Umiejętności: alchemia 2 ,czarostwo 2 rangi, sztuka przetrwania 2 rangi ,wiedza 2 rangi, wycena 1 ranga
Zastrzegam sobie prawa do niniejszego tekstu.
Poniższy tekst jest fragmentem (zkonczony linią) więkrzej pracy
Historia rodu:
W niewielkiej jaskini między Zaginionymi Szczytami, a Gwiezdnymi Górami, w ciszy tunelu, przerywanej kapaniem wody, w ciemnościach, kryje się sekret. Sekret, którego nikt by tu nie szukał...
Tam, gdzie tunel zaczyna się zwężać i gwałtownie opadać w dół, stoi stalagmit z granitu, przykryty drobną warstwą wapienia, przez co trudno go odróżnić od reszty form naciekowych. Ten właśnie nie pasujący do reszty otoczenia kamień jest niemym strażnikiem tajemnicy. Gdyby dotknął go elf i wypowiedział "Cinnaelos'Cor", w prawej ścianie otworzyło by się ciasne, półmetrowe przejście - szczelina przypominające pęknięcie w skale. Po około stu krokach, przybysz wkroczył by do wykutej w skale komnacie. Jego oczom, mógłby ukazać się dąb oświetlony, nikłym światłem wpadającym przez małe otwory w suficie. Malowidło to, wysokie na trzy metry pokrywały inskrypcje na gałęziach i liściach. Małe wyryte zapewne dawno temu litery espuranu, niemal zatarte u podstawy drzewa, wyżej formowały się w słowa - imiona elfów. Gdyby ów przybysz zapalił pochodnie zobaczył by, iż ściany pokrywają ściśle liczne inskrypcje w tym języku Pięknego Ludu, opowiadające historię rodu Ordelion.
Jednak światło ujawniło by wciąż jeszcze nie zapisaną przeciwległą do dębu ścianę i stojący pod nią okrągły postument z litej skały. Stalaktyt wiszący z sufitu nie uformował stalagmitu pod sobą, a jedynie puszcza pojedyncze krople do niecki, mącąc przejrzystą taflę wody. Pod jej powierzchnią, w wydrążonej misie w postumencie spoczywają trzy bronie. Dwa zdobione motywami roślinnymi miecze - długi i krótki. Wykonane przez dawnych kowali, dwa ostrza z mithrilu błyszczą nawet w najmniejszym świetle. Pod wodą widać, również przedziwny biały łuk z nieznanego już dzisiaj gatunku drzewa, które nie unosi się na wodzie, o cięciwie ze srebrzystych nici spoczywającej obok. Na postumencie wyryty został symbol Corellona i napis w alfabecie hamarfae. Jeżeli przybysz znałby Seldruin rozpoznałby słowa i umiałby przetłumaczyć ich znaczenie jako "Pierwszemu synowi, łowcy, obrońcy lasu".
Jednak nikt nie przybył do tej jaskini od wielu lat i sekret może odejść w raz z ostatnim prawdziwym łowcą rodu Ordelionów.
W świetle pochodni, podchodząc pod samo drzewo i kierując się w prawo, na ścianie można przeczytać słabo już widoczne napisy na ścianie. Historia pisana zaczyna się wraz z założeniem Eaerlann. Rodzina Ordelionów, według zapisków, przybyła przekładając na nasz kalendarz około roku 4650 przed rachubą dolin. Liczebność rodu była duża - około stu głów. Te leśne elfy osiedliły się w najbardziej wysuniętęj na zachód części królestwa, między górami Wysokiego Lasu. Był wśród nich najodważniejszy dotychczasowy przewodnik rodziny - tropiciel o imieniu Malevaineus. Napisy na ścianach nazywają go również 'Strażnikiem Dębu'. Gdy rozpętywały się liczne walki na zachodniej graniczy, zawsze ów bohater wraz ze swoim rodem ruszał do boju. W tych starciach zginęło wiele Ordelionów. Niestety jedną napaść przyszykował jego brat, bliźniak Alhorwis 'Czarowładny'. W walkach, które się zawiązały zginęli wszyscy pozostali przy życiu członkowie rodu, prócz Malevaineusa.
Bohater jednak okropnie się zmienił. Stał się ponury i ciągle dręczyły go wspomnienia. Wreszcie znalazł sobie partnerkę, by rok po wydaniu na świat przez nią syna, umrzeć ze smutku. Wtedy Szlachetny, pełen mądrości i sprawiedliwy Władca Earlann postanowił nagrodzić, ów ród który oddał wszystko co miał, by chronić swoją nową ziemię ojczystą przed najazdami. Nazwał ród 'Dębem' broniącym lasu przed złem i nadał tytuł pierwszego łowcy, oraz strażnika zachodnich ziem dziedzicznie, zawsze pierworodnemu z krwi Ordelionów. Od tamtego czasu te leśne elfy na stałe się tu osiedliły, tu gdzie w jaskini spoczywają zwłoki bohatera i każdy kolejny prawowity właściciel tytułu odbiera oręż swojego poprzednika, gdy wreszcie na nie zasłuży. Władca Earelann darzył wielką sympatią dziecię Malevaineusa i otaczał je wielką opieką. Mimo to młody elf nie był szczęśliwy. Nie przepadał za dworem i rwał się do lasu.
W inskrypcjach co jakiś czas pojawiają się niepokojące wzmianki. Ród prześladowało jakieś straszliwe fatum, które nie pozwala w pełni cieszyć się życiem żadnemu łowcy 'Dębu'. Jeden fragment na ścianie, po lewej od malowidła, wyglądający na najstarszy mówi o klątwie pierworodnego, którą miał rzucić na ród skrzywdzony brat.
Historia postaci:
Owa broń z jaskini powinna spocząć w rękach ostatniego z rodu Ordelionów w dniu jego 130 urodzin. Jednak tak się nie stało…
Methen jest synem Elwerna Ordelion i jego żony, Chante. Jego rodzice byli poszukiwaczami przygód. Chante była czarodziejką, seirotą wychowaną przez jednego z Cormyrskich, Vardamina. Elwern za to był łowcą, ostatnim potomkiem rodu*, który swoją pamięcią sięgały przed Rachubę Dolin.
Gdy Methen osiągnął 70 lat jego ojciec został zabity przez wampira, Skardena**. Nieszczęśliwa wdowa udała się do starszego brata Elwerna, Trinhanta‡. Ten potężny czarodziej zgodził się pomóc w zamian za oddanie mu Methena na wychowanie. Zrobił to ponieważ rozpoznał słaby magiczny talent u chłopca, a pragnął mieć kogoś do pomocy w badaniach. Po zniszczeniu Skardena i wampirów przez niego stworzonych, Trinhant zabrał Methena do swojego domu w Everlund. Właśnie w tym mieście prowadził niewielki sklepik z magicznymi przedmiotami i swoje badania. Od tamtego czasu młody elf zabrał się za naukę magii. Niestety nie był specjalnie uzdolnionym uczniem i niedobrze się z tym czuł. Jednak jako pomocnik wystarczał. Chłopak tęsknił za spacerami po lesie i treningami łucznictwa jakie prowadził dla niego ojciec. Za swoim opiekunem nie przepadał. Trunhant był byłym podróżnikiem, zgorzkniałym magiem, który doznał wiele krzywdy od świata i nie nawiedził go za to. Poza tym denerwował się, gdy uczeń wspominał imię jego zmarłego brata, albo kogokolwiek z rodziny. Dla tego tradycja bycia łowcą tępił u najmłodszego potomka Ordelionów z żarliwością. Gdy Methen osiągnął 129 lat uciekł od opiekuna i wyruszył w świat. Przez rok wędrował zarabiając na życie i broń w różny sposób. Wtedy otrzymał przydomek ‘En'luta’***. Nadał mu go księżycowy elfi bard, który spotkał go przypadkiem w podróży kilkakrotnie. Stwierdził, że ten leśny elf pojawia się jak duch pojawia się z nikąd i idzie dalej, nic praktycznie nic nie powiedziawszy. W końcu popłynął na Aeris, gdzie spodziewał się znaleźć to co jego ojciec – pierwszą swoją przygodę.
*Nie był ostatnim potomkiem rodu, ale jego starszy brat został wydziedziczony. Jego rodzice żądali by tradycji rodowej stało się zadość i pierwszy syn został łowcą.
**Skander i Elwern:
Gdy jak nakazywała rodowa tradycja przyszły łowca ‘Dębu’ wyprawił się w poszukiwaniu przygód. W mieście Everlund poznał młodego wojownika półelfa o imieniu Skander. Młodzi zakochali się w jednej elfce. Początkowo walczyli ze sobą. Przeciwnik elfa był bardzo porywczy i dochodziło do częstych kłótni, a nawet bójek z udziałem młodzieńców. Jednak traf chciał by owa dziewczyna, adorowana przez obu młodzieńców nadużyła się w jakimś magu z Silverymoon i zostawiła obu zalotników. To wydarzenie zbliżyło obu wędrowców i w dalszą drogę wyruszyli razem. Byli przyjaciółmi, lecz o ile Elwern był spokojny, dumny i szlachetny, o tyle Skander zachowywał się arogancko, agresywnie i często wszczynał bójki. Elf próbował hamować kompana, jednak nie zawsze mu to wychodziło. Po jednej z większej kłótni młodzi rozstali się w bojowej atmosferze. Skander udał się z niewielką grupą ludzi, by zaatakować posiadłość starego, acz bogatego szlachcica, który podczas przygód podpadł mu. Biedak wpadł w pułapkę i został wraz z kompanami przemieniony w wampira przez nieumarłego ‘starca’. Na tym mogła by się skończyć znajomość Elwerna. Jednak tak się nie stało…
Wiele lat po wydarzeniach przed chwila opisanych, gdy elf był już tropicielem „Dębu” i wychowywał syna przyszedł do niego stary znajomy prosząc byłego poszukiwacza przygód o pomoc. Ten powiedział tylko żonie: „Ten ostatni raz” i ruszył w drogę. Zadanie nie było proste, dla już podstarzałego bohatera lecz po dłuższym czasie udało mu się je wykonać.
Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności w jednej z przydrożnych karczm wypatrzył go Skander. Ów wampir silniejszy nawet niż był za młodu, winił Elwerna za swoją śmierć. „Gdyby ze mną poszedł dalibyśmy rade” –uważał. Dlatego, przygotował zasadzkę na elfa. W niej właśnie poległ ostatni tropiciel „Dębu”.
*** co zastosowano w znaczeniu „Duch”, „dusza”, acz „Ten który dryfował” również jest poprawnym tłumaczeniem
†Methen poznał wiarę w Samotnego Wilka kiedy przybył do wuja. Jako osobnik inny od reszty świata uznał tego boga również swoim opiekunem.
‡Jak Trinhant odkrył magię i o jego nienawiści do rodowej tradycji: Jako dziecko był wychowywany na tropiciela swojego rodu. Na jego nieszczęście zajęcia łowcy wcale mu się nie podobały. Kiedyś ojciec zabrał go ze sobą do ludzi, by tam wymienić dobra z lasu na ich wyroby. Wtedy po raz pierwszy przyszły czarodziej zobaczył magię. Były to zaledwie magiczne sztuczki, jednak dla niego było to piękne, przejmujące. Gdy opowiedział o tym swemu ojcu, ten go nie słuchał i śmiał się z fascynacji, mówiąc że takie sztuczki dobre są dla ludzi. Mijały lata, a Trinhant próbował zawsze wyruszać z ojcem, gdy ten ruszał do ludzi, by szukać magii. To pragnienie jednak ukrywał, taił wiedząc, że nie zostaną zrozumiane przez rodzinę. Przez to powoli pielęgnowane pragnienie, podsycane wyprawami do miast rosło do obsesji. Gdy przyszły czarodziej zaczął dojrzewać, począł prosić rodziców o książki. Po czym je „pochłaniał”. W tym okresie jednak, uwidoczniła się bystrość jego umysłu. Chłopak zaczął się kłócić z ojcem, uważając że wiele rzeczy wie lepiej, a ten nie lubił się przyznawać nawet jeżeli syn miał w czymś racje. W końcu przyszedł czas na to by Trinhant przed przejęciem obowiązków łowcy, wyruszył w świat jak nakazywała tradycja. Młodzieniec wyruszył pewnie w świat by jak się okazało już nigdy nie wrócić. Po odejściu zaczął szukać magii i próbować nauczyć się nią władać. Oczywiście poszedł tam, gdzie ją widywał do ludzi. W końcu został czarodziejem, był dumny, młody i pierwszy raz szczęśliwy. Jednak radość nie trwała długo. Przyszedł czas by wrócić. Nie spodziewał się może radości, ale w końcu to jego rodzina. Nieszczęśliwie dla niego ojciec nie potrafił się pogodzić ze zniszczeniem rodzinnej tradycji i z hańbą (w jego mniemaniu) jaką przyniósł mu najstarszy syn. By nie przynosił ujmy rodowi Trinhant został z niego wykluczony i wypędzony. Odrzucona latorośl przeklinała prawa, które zrujnowały jego życie, a może i życie wielu takich jak on w przeszłości.
Ścieżka rozwoju postaci: czarodziej → tropiciel → mistyczny łucznik
___________________________________________________________________________
Chciałem tylko oświadczyć, że wasza administracja (ta część która brała udział w dyskusji, prócz kwawer'a) okazała się bardzo skuteczna w utrudnianiu stworzenia pracy. Dzięki niej udało mi się stracić mnóstwo czasu i większość chęci do grania na tym serwerze.
Podziękowania dla: kwawer'a za pomoc przy tworzeniu pracy i Scorptile'a za nieznaczną pomoc i co najważniejsze dodanie mi wiarę w sens dalszego korzystania z OPS. Dziękuje Mirei za wytłumaczenie mi paru spraw, oraz Niebieskookiemu za próby pomocy i ciepłe słowo.
___________________________________________________________________________
To by było na tyle.
Mnie interesuje natomiast jak dokładnie widzisz drogę rozwoju postaci w klasę MŁ.
W czym rzecz ? Rzecz w tym, że odzwierciedlenie charakteru klasy MŁ w nwn2 jest nieprawidłowe i nie do końca spójne z tym D&Dkowym. Idealnym buildem nwn2 pod MŁ jest 1czarodziej/aż do awansu łowca/MŁ, który w realiach D&D nie miał by prawa bytu praktycznie.
Na serwerze generalnie raczej wymagamy mieszania łowcy z większą ilością poziomów maga - a najlepiej pół na pół. Ze względów mechanicznych jednakże myślę, że dobranie umiejętności takich, które podkreślały by maga w tej postaci+odgrywanie aspektu magicznego u niej było by wystarczające. Ale tu w sumie widzę niespójność - bo MŁ, do którego ma dążyć twoja postać, to Elf łączący magię i strzelectwo w jedną, spójną całość. Twój Elf tymczasem z tego co zrozumiałem za magią nie przepada, ucieka wszak od niej, aby móc zostać tropicielem. Dla czego miał by więc wrócić do niej, jako MŁ ?
Historii jeszcze nie czytałem (przeczytam w wolnej chwili), jeśli zawiera się w niej odpowiedź na to pytanie, proszę o odesłanie mnie po prostu, bądź też w przypadku chęci - wypisanie cytatów.
I niestety, jako, że nie mogę się powstrzymać - widać wynik niedojrzałości. Nim zaczniesz obwiniać kogoś na przyszłość, zastanów się nad własnym postępowaniem. Może, gdyby twoje odpowiedzi nie były krótko mówiąc - chamskie, to wszystko potoczyło by się łatwiej ? Może zamiast doszukiwać się spisków i ataków na własną osobę i ego warto było by zapytać dla czego grono tak sądzi ? Może zamiast zarzucać bezsensowne powtarzanie po innych przyjąć, że może to nie jest powtarzanie, a ogólnie przyjęta na serwerze, bądź, o zgrozo - naprawdę, racja ?
Tyle - to moja odpowiedź na wszystkie twoje ataki i wycieczki osobiste, kończone bezsensownymi i nieszczerymi, jak widać, przeprosinami - bo przeprosiny są szczere tylko, gdy obligują poprawę. Te nie obligowały.
CytatCiekawszym wątkiem byłoby zamienienie ojca w wampira, w sam raz pod jakiś quest dla postaci. Nie ZMUSZAM do niczego, wyrażam tylko własną opinię.
Dziękuję za uznanie, to jeden z motywów questa którego aktualnie robie. Otóż w wersji sesyjnej wuj nie zabił zniszczył swojego brata (jednak to info OOT).
Kwawer, prosiłabym o wygaszenie posta. Nie jest związany z historią postaci.
Proszę o powstrzymanie się od wycieczek osobistych, zarówno graczy jak i dm-ów/arbitrów. Od tego macie PW bądź gg. Trzymajmy się rzeczowej i spokojnej dyskusji na temat postaci.
Przypominam o sobie.
Mam jeszcze pytanie? Czytałem gdzieś na tym forum w ograniczeniu co do zdobywania PD, ale nie wiem gdzie.
Wizja gry moją postacią to raczej zarys. Gdy przybędzie na wyspę będzie samotnikiem nie lubiącym towarzystwa i nie mówiącym wiele (szczególnie o sobie). Jego domeną będzie raczej trakt. W związku z tym kontakty z innymi postaciami będą się raczej opierał na: handlu, wzięciu zlecenia, spotkaniu na podróży i ewentualnym wzięciu kogoś ze sobą, w przypadku wyprawy w niebezpieczny teren. Zamierzam całość odgrywać, jednak nie zagwarantuje, że będę siedział w mieście i słuchał co inni mówią. Przecież Metha to nie obchodzi. Ma 'gdzieś' świat i liczy tu na wzajemność.
Czy jest w tym podejściu coś złego? Jeżeli tak to jak mam odgrywać postać?
Akceptuję
Dziękuję za poświęcony mi czas.
Zmieniłem statystyki na s14,zr18,bd12,int14,rzt10,cha8.
Dla formalności - potwierdzam akceptację
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL