Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
- Nazwa konta postaci: oJARIELo
- Nazwa postaci: Mastin Fearlesson
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Człowiek (Illuskańczyk)
- Wiek postaci: 17
- Charakter postaci: Neutralny Dobry
- Wyznanie postaci: Mystra
- Pochodzenie postaci: Silverymoon
[Opis]
Widzisz przed sobą normalnego dla przedstawiciela tej rasy wysokiego mężczyznę o błękitnych oczach i ciemno brązowych krótkich włosach.
[Historia]
Przyszedłem na świat w Roku Cieni 1358 RD, w mieście, które zwą Klejnotem Północy - Silverymoon. Urodziłem się w rodzinie czarodziejów. Ojciec jak i matka służyli w formacji zwanej Strażnikami Czarów, na chwałę i bezpieczeństwo miasta. Ojciec dodatkowo pracował tam jako jeden z pięciu wartowników, a matka było jedną z jego 25 podwładnych. Tam też się poznali jak i wzięli ślub. Ojciec jak i matka mieli dużo obowiązków. Matka przynajmniej 2 razy w ciągu dekadnia, kiedy była jej kolej spędzała czas na służbie w Wysokim Pałacu albo na patrolowaniu ulic z Rycerzami w srebrze. Tato miał jeszcze więcej pracy i to w dodatku bardziej niebezpiecznej. Przynajmniej 5 razy w dekadniu służył wokół lub w Silverymoon.
Nie miałem łatwo, ale z czasem zrozumiałem, że zarówno ciężka praca, która dodatkowo rozwijała, a za którą płacono w miarę dobrze, była swego rodzaju prestiżem, jakże pomocnym w handlu magicznymi przedmiotami. Rodzice często jeździli na Targowiska Magii. Ostatnim razem rodzice postanowili zabrać mnie ze sobą. Na takowym targowisku zauważyłem wielu osób czarujących. Wielu z nich było swego rodzaju ekscentrykami. Bo cóż powiedzieć jeżeli jeden z odwiedzających miał zamiast języka żmiję, a inny ubrany był tylko w szatę z Tańczących świateł. W każdym razie mieliśmy własny stragan, na którym to ojciec sprzedawał lski, a matka różdżki magiczne. Sprzedaż rozwijała się bardzo dobrze. Zawsze mieliśmy wielu nabywców. było to dwa lata temu. Po zakończeniu targów dowiedziałem się czego oczekują ode mnie moi rodzice i kim chcą abym został - oczywiście wybór pozostawili mi, mojej własnej woli. Miałem ich wspomóc w handlu miksturami, dlatego też powiedzieli, że wysyłają mnie do Akademii Pani dla czarodziejów w Silverymoon. Wiedzieli że czytałem w domu księgi traktujące o magii z ich własnej gabloty i że się tym interesowałem, kiedy oni byli na służbie miastu.
Po powrocie rodzice opłacili czesne za moją naukę w Akademii, a miesiąc później rozpocząłem studia. W Akademii spędziłem 2 lata, nauczono mnie tolerancji, współpracy, historii oraz doceniania różnych filozofii i podejść do magii. W ciągu tych dwóch lat nabyłem do swej księgi 8 czarów, gdyż każdemu studentowi przyświeca prawo raz na kwartał dodać do swej księgi za darmo jedno zaklęcie, pod warunkiem, że spędzi przynajmniej 4 godziny dziennie przez 30 dni w czasie kwartału, uczęszczając na zajęcia i się ucząc - co też czyniłem.
Nauka szła mi bardzo dobrze, rodzice byli zadowoleni. Oczywiście rozwijałem się także w Alchemii aby spełnić swoje jak i rodziców oczekiwania.
To właśnie w tym czasie coraz bardziej przekonywałem się, że muszę służyć ludziom swoją wiedzą i umiejętnościami, że muszę szybko nabrać doświadczenia, oraz że muszę robić dobry użytek z tego co zostało mi podarowane, czyli magii. Potem świetnie wiedziałem co miałem na myśli, wiedziałem że tego samego chciałaby Pani Tajemnic, Mystra - Matka Wszelkiej Magii, którą obrałem za patronkę. Gdy dobiegał wcześniej wspomniany - 2 letni - czas w Akademii nauczyłem się pod okiem samego Eltro Mireska, dyrektora i zarządcy tej placówki, po przejściu inicjacyjnego rytuału, który uwolnił we mnie drzemiącą moc na przyzwanie magicznego zwierzątka, a raczej jak mi powiedziano magicznej bestii - nietoperza.
Wiedziałem już wcześniej z pobranych nauk w akademii, że są to Chowańce czarodziejów, a z ich panami (czyli właścicielami) łączy więź magiczna. W pewnym sensie ta istota jak i Ja tworzymy tak naprawdę jeden byt. Bardzo polubiłem swego Chowańca, którego nazwałem Olir, dowiedziałem się, że jego moc będzie mnie zawsze ochraniać.
Następne Targi Magii odbywały się w Waterdeep. wraz z rodzicami ponownie wyruszyłem w podróż. Tym razem ojciec teleportował nas tuż poza strefą Mythalu Silverymoon i jakąś niecałą 1 godzinę drogi pieszo od Waterdeep, aby było bezpieczniej. Wszelki towar miał zawsze schowany w magicznej torbie albo - tak jak jest to w przypadku lasek - związane razem ze sobą trzymając w dłoniach. Znów byłem na Targach Magii i znów widziałem wielu dziwnie wyglądających osobników. Ale dobrze się handlowało. Ja zwiedzałem targi przysłuchiwałem się różnym historią opowiadanym na ulicach, a także oglądałem i słuchałem przedstawień w amfiteatrze - wykłady, prezentacje oraz rozrywki. Tutaj też się dowiedziałem o wyspie Aeris - ciekawym i urokliwym miejscu, a także o przygodach mogących spotkać tam podróżników. Opowieści o niej tak mnie zafascynowały, że postanowiłem przerwać rozpoczęte studia i wypłynąć jeszcze tego dnia na wyspę.
Poszedłem do stoiska rodziców. Gdy im powiedziałem o samotnej podróży, że chciałbym się rozwinąć, że jestem już dorosły, początkowo nie chcieli się zgodzić. Ale wtedy zacytowałem im ważną rzecz dotyczącą rozwoju i magii, której nauczyłem się w Akademii. Że Magia jest żywą istotą - częścią Pani Tajemnic, bogini której tylko pozornie oddaje się cześć. Nie można jednak udać się do niej, gdy potrzebujesz magii, wycisnąć z niej moc i odrzucić ją, gdy skończysz. Takie traktowanie odbije się w końcu na tych osobach, które tak postępują. To właśnie przyczyna, dla której większość starych magów jest albo szalona, albo ma obsesję na punkcie magii. W taki właśnie sposób Mystra karze ich za brak szacunku. Muszę ją studiować, uczyć się jak ona działa, dowiedzieć się co lubi oraz zrozumieć, dlaczego robi to, co robi. Narzędzie nie ma świadomości, ale za to magia posiada ukrytą świadomość i umysł kobiety. Owszem, magia ma świadomość. Mystra wie czy mój czar jest dobry, czy zły. Wie, w jakim celu zamierzam go wykorzystać. Może tego nie pochwalać. Gdy tak się stanie, dowiem się o tym. Wielu czarodziei, wszyscy oni potrafiliby dokonać o wiele więcej, gdyby badali metody działania magii zamiast tylko użyteczności. Umysł mogą wypełnić setki nowych czarów oraz przepisów na magiczne przedmioty - a wszystko to zainspirowane jedynie głębszą znajomością Sztuki. Dlatego też muszę wyruszyć w tą podróż, nabyć doświadczenie, a także działać w służbie Splotu, aby był i tam właściwie i dobrze wykorzystywany.
Po tej rozmowie przekonałem matkę. ojciec zaś większą niechęcią od niej patrzył na mój pomysł, ale się zgodził. Dostałem od nich pieniądze na podróż. Ojca widziałem ostatni raz tam na straganie, nie mógł mnie odprowadzić, musiał pilnować swego stanowiska. Odprowadziła mnie matka. Opłaciliśmy podróż statkiem i chwilę potem z za burty statku machałem jej po raz ostatni na pożegnanie w dzielnicy doków w Waterdeep.
CytatŻe Magia jest żywą istotą - częścią Pani Tajemnic, bogini której tylko pozornie oddaje się cześć. Nie można jednak udać się do niej, gdy potrzebujesz magii, wycisnąć z niej moc i odrzucić ją, gdy skończysz. Takie traktowanie odbije się w końcu na tych osobach, które tak postępują. To właśnie przyczyna, dla której większość starych magów jest albo szalona, albo ma obsesję na punkcie magii. W taki właśnie sposób Mystra karze ich za brak szacunku. Muszę ją studiować, uczyć się jak ona działa, dowiedzieć się co lubi oraz zrozumieć, dlaczego robi to, co robi. Narzędzie nie ma świadomości, ale za to magia posiada ukrytą świadomość i umysł kobiety. Owszem, magia ma świadomość. Mystra wie czy mój czar jest dobry, czy zły. Wie, w jakim celu zamierzam go wykorzystać. Może tego nie pochwalać. Gdy tak się stanie, dowiem się o tym. Wielu czarodziei, wszyscy oni potrafiliby dokonać o wiele więcej, gdyby badali metody działania magii zamiast tylko użyteczności. Umysł mogą wypełnić setki nowych czarów oraz przepisów na magiczne przedmioty - a wszystko to zainspirowane jedynie głębszą znajomością Sztuki. Dlatego też muszę wyruszyć w tą podróż, nabyć doświadczenie, a także działać w służbie Splotu, aby był i tam właściwie i dobrze wykorzystywany.
Plagiat z Khelbena Czarnokija - vide "Magia Faerunu". Nie jedyny zresztą plagiat czy cytat z podręcznika w tej historii. Proszę poprawić i napisać coś oryginalnego.
To prawda i już zabieram się do roboty
Co do Morrie i Lythari - już jestem w trakcie poprawiania
CytatTo nie jest mythal.
Masz rację, To nie jest mythal, ale Bariery opartych na mythalu. Dlatego tez się pomyliłem, sorry, już poprawione.
Dobra w mojej poprawce wyżej dostrzegłem mały błąd, a mianowicie atut Tworzenia lasek można mieć dopiero od 12 poziomu.
Jako że napisałem że ojciec ma 9 poziom postaci czarującej, powiedzmy że zamienie mu te tworzenie lasek na tworzenie bereł, które można mieć od 9 poziomu. (pogrubiam tą zmianę)
- Nazwa konta postaci: oJARIELo
- Nazwa postaci: Mastin Fearlesson
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Człowiek (Illuskanin)
- Wiek postaci: 17
- Charakter postaci: Neutralny Dobry
- Wyznanie postaci: Mystra
- Pochodzenie postaci: Silverymoon
[Opis]
Widzisz przed sobą normalnego dla przedstawiciela tej rasy wysokiego mężczyznę o błękitnych oczach i ciemno brązowych krótkich włosach.
[Historia]
Przyszedłem na świat w Roku Cieni 1358 RD, w mieście, które zwą Klejnotem Północy - Silverymoon. Urodziłem się w rodzinie czarodziejów. Ojciec jak i matka służyli w formacji zwanej Strażnikami Czarów, na chwałę i bezpieczeństwo miasta. Ojciec dodatkowo pracował tam jako jeden z pięciu wartowników (nosił dzięki temu Talizman w kształcie głowy jednorożca), a matka było jedną z jego 25 podwładnych. Tam też się poznali jak i wzięli ślub. Ojciec jak i matka mieli dużo obowiązków. Matka przynajmniej 2 razy w ciągu dekadnia, kiedy była jej kolej spędzała czas na służbie w Wysokim Pałacu albo na patrolowaniu ulic z Rycerzami w srebrze. Tato miał jeszcze więcej pracy i to w dodatku bardziej niebezpiecznej. Przynajmniej 5 razy w dekadniu służył w Silverymoon lub wokół miasta.
Będąc młody nie miałem łatwego życia. Z czasem jednak zrozumiałem, że ciężka praca, za którą płacono w miarę dobrze (która dodatkowo rozwijała), była swego rodzaju prestiżem, jakże pomocnym w handlu magicznymi przedmiotami. Rodzice często jeździli na Targowiska Magii. Ostatnim razem rodzice postanowili zabrać mnie ze sobą. Na takowym targowisku zauważyłem wielu osób czarujących. Wielu z nich było swego rodzaju ekscentrykami. Bo cóż powiedzieć jeżeli jeden z odwiedzających miał zamiast języka żmiję, a inny ubrany był tylko w szatę z Tańczących świateł. W każdym razie mieliśmy własny stragan, na którym to ojciec sprzedawał berła, a matka różdżki magiczne. Sprzedaż rozwijała się bardzo dobrze. Zawsze mieliśmy wielu nabywców. Było to dwa lata temu. Po zakończeniu targów dowiedziałem się czego oczekują ode mnie moi rodzice i kim chcą abym został - oczywiście wybór pozostawili mi, mojej własnej woli. Miałem ich wspomóc w handlu miksturami, dlatego też powiedzieli, że wysyłają mnie do Akademii Pani dla czarodziejów w Konklawe Silverymoon. Wiedzieli, że czytałem w domu księgi traktujące o magii z ich własnej gabloty i że się tym interesowałem, kiedy oni byli na służbie miastu.
Po powrocie rodzice opłacili czesne za moją naukę w Akademii, a miesiąc później rozpocząłem studia. W Akademii spędziłem 2 lata, nauczono mnie tolerancji, współpracy, historii oraz doceniania różnych filozofii i podejść do magii. W ciągu tych dwóch lat nabyłem do swej księgi 8 czarów, gdyż każdemu studentowi przyświeca prawo raz na kwartał dodać do swej księgi za darmo jedno zaklęcie, pod warunkiem, że spędzi przynajmniej 4 godziny dziennie przez 30 dni w czasie kwartału, uczęszczając na zajęcia i się ucząc - co też czyniłem.
Nauka szła mi bardzo dobrze, rodzice byli zadowoleni. Oczywiście rozwijałem się także w Alchemii aby spełnić swoje jak i rodziców oczekiwania.
To właśnie w tym czasie coraz bardziej przekonywałem się, że muszę służyć ludziom swoją wiedzą i umiejętnościami, że muszę szybko nabrać doświadczenia, oraz że muszę robić dobry użytek z tego co zostało mi podarowane, czyli magii. Potem świetnie wiedziałem co miałem na myśli, wiedziałem że tego samego chciałaby Pani Tajemnic, Mystra - Matka Wszelkiej Magii, którą obrałem za patronkę. Gdy dobiegał wcześniej wspomniany - 2 letni - czas w Akademii nauczyłem się pod okiem „Mistrzów sztuki” (nauczycieli), po przejściu wcześniej inicjacyjnego rytuału, który uwolnił we mnie drzemiącą moc na przyzwanie magicznego zwierzątka, a raczej jak mi powiedziano magicznej bestii - nietoperza.
Wiedziałem już wcześniej z pobranych nauk w akademii, że są to Chowańce czarodziejów, a z ich panami (czyli właścicielami) łączy więź magiczna. W pewnym sensie ta istota jak i Ja tworzymy tak naprawdę jeden byt. Bardzo polubiłem swego Chowańca, którego nazwałem Olir, dowiedziałem się, że jego moc będzie mnie zawsze ochraniać.
Następne Targi Magii odbywały się w Waterdeep. Wraz z rodzicami ponownie wyruszyłem w podróż. Tym razem ojciec nabył konkretny zwój u Xary Tantlor w sklepie Błyszczący Zwój i teleportował nas tuż poza strefą zewnętrznej bariery, chroniącej Silverymoon i jakąś niecałą 1 godzinę drogi pieszo od Waterdeep, aby było bezpieczniej. Wszelki towar miał zawsze schowany w magicznej torbie tak w przypadku różdżek jak i bereł. Znów byłem na Targach Magii i znów widziałem wielu dziwnie wyglądających osobników. Ale dobrze się handlowało. Ja zwiedzałem targi, przysłuchiwałem się różnym historią opowiadanym na ulicach, a także oglądałem i słuchałem przedstawień w amfiteatrze - wykłady, prezentacje oraz rozrywki – które to zawsze nadawały tu panującej handlowej atmosferze swego rodzaju rozrywkę i odprężenie. Tutaj też się dowiedziałem o wyspie Aeris - ciekawym i urokliwym miejscu, a także o przygodach mogących spotkać tam podróżników. Opowieści o niej, tak mnie zafascynowały, że postanowiłem przerwać rozpoczęte studia i wypłynąć jeszcze tego dnia na wyspę.
Poszedłem do stoiska rodziców. Gdy im powiedziałem o samotnej podróży, że chciałbym się rozwinąć, że jestem już dorosły, początkowo nie chcieli się zgodzić. Ale wtedy opowiedziałem im ważną rzecz dotyczącą rozwoju i magii, której nauczyłem się w Akademii.
Że splot Pani Tajemnic, jest jedną i jedyna słuszną moją drogą. Na tej drodze uchylono mi już drzwi , ale ja sam muszę przez nie przejść. Aby uczyć się jej jak działa, kiedy jest dobra, a kiedy zła. Zrozumieć ten niezwykły twór Matki Wszelkiej Magii. Wielu już próbowało, ale w niewłaściwy sposób. Biorą oto tacy magię za młot kowalski, sięgają po splot a potem odkładają jakby był zwykłym narzędziem. Jednak magia nie jest zwykłym narzędziem, jest czymś o wiele więcej, czymś co posiada własną świadomość. Świadomość Pani Tajemnic, która tak jak go użycza, tak też szybko może go pozbawić. Zatem magia jest rzeczywiście niezwykłym narzędziem, które pozwala na rzucanie zaklęć, tworzyć niezwykłe przedmioty. Ważnym zatem jest aspekt rozwój osoby sięgającej po splot, tak w różnych sytuacjach, jak i w celu udoskonalania już znanych zaklęć, wymyślania nowych, a wszystko możliwe tylko dzięki większemu zgłębieniu wiedzy, nabywaniu doświadczenia, przygodom, podróży.
Dlatego też muszę wyruszyć w tą podróż, nabyć doświadczenie, a także działać w służbie Splotu, aby był i tam właściwie i dobrze wykorzystywany i rozumiany.
Zdołałem przekonać matkę. Tato, z trochę większą dezaprobatą słuchał moich słów, ale w ostateczności się zgodził. Dostałem od nich pieniądze na podróż. Ojca widziałem ostatni raz tam na straganie. Nie mógł mnie odprowadzić, musiał pilnować swego stanowiska. Odprowadziła mnie matka. Opłaciliśmy podróż statkiem i chwilę potem już z za burty statku machałem jej po raz ostatni na pożegnanie w dzielnicy doków w Waterdeep.
Co do drogi, to teleportowali się na "Długą drogę", tą która łączy trakt między Waterdeep a Silverymoon (tzn. w Srebrnych marchiach ta drogą przechodzi w Drogę Wiecznych Wrzosowisk, ale to nie istotne - wkońcu się teleportowali ). Teleportowali się na "Długą drogę", niecałą godzinę drogi od Waterdeep, drogi która bezpośrednio do niego prowadzi i jest jedną z głównych dróg, które prowadzą do Miasta wspaniałości.
Co do torby to w zasadzie nie musiała być magiczna, a jedynie co najwyżej chronić przed kradzieżami (no bo kto przy zdrowych zmysłach zaatakuje dobrego czarodzieja, z 15 różdżkami, 7 berłami i jeszcze z własnymi umiejętnościami czarodziejskimi - o ile jeszcze będzie wiedział, że będzie miał taki towar, że będzie się teleportował, w tym konkretnym miejscu by urządzić zasadzkę). (wykreśliłem słowo "magicznej" przy torbie - za dużo zamieszania wprowadza ).
(pogrubiam zmiany)
- Nazwa konta postaci: oJARIELo
- Nazwa postaci: Mastin Fearlesson
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Człowiek (Illuskanin)
- Wiek postaci: 17
- Charakter postaci: Neutralny Dobry
- Wyznanie postaci: Mystra
- Pochodzenie postaci: Silverymoon
[Opis]
Widzisz przed sobą normalnego dla przedstawiciela tej rasy wysokiego mężczyznę o błękitnych oczach i ciemno brązowych krótkich włosach.
[Historia]
Przyszedłem na świat w Roku Cieni 1358 RD, w mieście, które zwą Klejnotem Północy - Silverymoon. Urodziłem się w rodzinie czarodziejów. Ojciec jak i matka służyli w formacji zwanej Strażnikami Czarów, na chwałę i bezpieczeństwo miasta. Ojciec dodatkowo pracował tam jako jeden z pięciu wartowników (nosił dzięki temu Talizman w kształcie głowy jednorożca), a matka było jedną z jego 25 podwładnych. Tam też się poznali jak i wzięli ślub. Ojciec jak i matka mieli dużo obowiązków. Matka przynajmniej 2 razy w ciągu dekadnia, kiedy była jej kolej spędzała czas na służbie w Wysokim Pałacu albo na patrolowaniu ulic z Rycerzami w srebrze. Tato miał jeszcze więcej pracy i to w dodatku bardziej niebezpiecznej. Przynajmniej 5 razy w dekadniu służył w Silverymoon lub wokół miasta.
Będąc młody nie miałem łatwego życia. Z czasem jednak zrozumiałem, że ciężka praca, za którą płacono w miarę dobrze (która dodatkowo rozwijała), była swego rodzaju prestiżem, jakże pomocnym w handlu magicznymi przedmiotami. Rodzice często jeździli na Targowiska Magii. Ostatnim razem rodzice postanowili zabrać mnie ze sobą. Na takowym targowisku zauważyłem wielu osób czarujących. Wielu z nich było swego rodzaju ekscentrykami. Bo cóż powiedzieć jeżeli jeden z odwiedzających miał zamiast języka żmiję, a inny ubrany był tylko w szatę z Tańczących świateł. W każdym razie mieliśmy własny stragan, na którym to ojciec sprzedawał berła, a matka różdżki magiczne. Sprzedaż rozwijała się bardzo dobrze. Zawsze mieliśmy wielu nabywców. Było to dwa lata temu. Po zakończeniu targów dowiedziałem się czego oczekują ode mnie moi rodzice i kim chcą abym został - oczywiście wybór pozostawili mi, mojej własnej woli. Miałem ich wspomóc w handlu miksturami, dlatego też powiedzieli, że wysyłają mnie do Akademii Pani dla czarodziejów w Konklawe Silverymoon. Wiedzieli, że czytałem w domu księgi traktujące o magii z ich własnej gabloty i że się tym interesowałem, kiedy oni byli na służbie miastu.
Po powrocie rodzice opłacili czesne za moją naukę w Akademii, a miesiąc później rozpocząłem studia. W Akademii spędziłem 2 lata, nauczono mnie tolerancji, współpracy, historii oraz doceniania różnych filozofii i podejść do magii. W ciągu tych dwóch lat nabyłem do swej księgi 8 czarów, gdyż każdemu studentowi przyświeca prawo raz na kwartał dodać do swej księgi za darmo jedno zaklęcie, pod warunkiem, że spędzi przynajmniej 4 godziny dziennie przez 30 dni w czasie kwartału, uczęszczając na zajęcia i się ucząc - co też czyniłem.
Nauka szła mi bardzo dobrze, rodzice byli zadowoleni. Oczywiście rozwijałem się także w Alchemii aby spełnić swoje jak i rodziców oczekiwania.
To właśnie w tym czasie coraz bardziej przekonywałem się, że muszę służyć ludziom swoją wiedzą i umiejętnościami, że muszę szybko nabrać doświadczenia, oraz że muszę robić dobry użytek z tego co zostało mi podarowane, czyli magii. Potem świetnie wiedziałem co miałem na myśli, wiedziałem że tego samego chciałaby Pani Tajemnic, Mystra - Matka Wszelkiej Magii, którą obrałem za patronkę. Gdy dobiegał wcześniej wspomniany - 2 letni - czas w Akademii nauczyłem się pod okiem „Mistrzów sztuki” (nauczycieli), po przejściu wcześniej inicjacyjnego rytuału, który uwolnił we mnie drzemiącą moc na przyzwanie magicznego zwierzątka, a raczej jak mi powiedziano magicznej bestii - nietoperza.
Wiedziałem już wcześniej z pobranych nauk w akademii, że są to Chowańce czarodziejów, a z ich panami (czyli właścicielami) łączy więź magiczna. W pewnym sensie ta istota jak i Ja tworzymy tak naprawdę jeden byt. Bardzo polubiłem swego Chowańca, którego nazwałem Olir, dowiedziałem się, że jego moc będzie mnie zawsze ochraniać.
Następne Targi Magii odbywały się w Waterdeep. Wraz z rodzicami ponownie wyruszyłem w podróż. Tym razem ojciec nabył konkretny zwój u Xary Tantlor w sklepie Błyszczący Zwój i teleportował nas tuż poza strefą zewnętrznej bariery, chroniącej Silverymoon i jakąś niecałą 1 godzinę drogi pieszo od Waterdeep na Długą drogę, aby było bezpieczniej. Wszelki towar miał zawsze schowany w torbach, tak w przypadku różdżek jak i bereł. Znów byłem na Targach Magii i znów widziałem wielu dziwnie wyglądających osobników. Ale dobrze się handlowało. Ja zwiedzałem targi, przysłuchiwałem się różnym historią opowiadanym na ulicach, a także oglądałem i słuchałem przedstawień w amfiteatrze - wykłady, prezentacje oraz rozrywki – które to zawsze nadawały tu panującej handlowej atmosferze swego rodzaju rozrywkę i odprężenie. Tutaj też się dowiedziałem o wyspie Aeris - ciekawym i urokliwym miejscu, a także o przygodach mogących spotkać tam podróżników. Opowieści o niej, tak mnie zafascynowały, że postanowiłem przerwać rozpoczęte studia i wypłynąć jeszcze tego dnia na wyspę.
Poszedłem do stoiska rodziców. Gdy im powiedziałem o samotnej podróży, że chciałbym się rozwinąć, że jestem już dorosły, początkowo nie chcieli się zgodzić. Ale wtedy opowiedziałem im ważną rzecz dotyczącą rozwoju i magii, której nauczyłem się w Akademii.
Że splot Pani Tajemnic, jest jedną i jedyna słuszną moją drogą. Na tej drodze uchylono mi już drzwi , ale ja sam muszę przez nie przejść. Aby uczyć się jej jak działa, kiedy jest dobra, a kiedy zła. Zrozumieć ten niezwykły twór Matki Wszelkiej Magii. Wielu już próbowało, ale w niewłaściwy sposób. Biorą oto tacy magię za młot kowalski, sięgają po splot a potem odkładają jakby był zwykłym narzędziem. Jednak magia nie jest zwykłym narzędziem, jest czymś o wiele więcej, czymś co posiada własną świadomość. Świadomość Pani Tajemnic, która tak jak go użycza, tak też szybko może go pozbawić. Zatem magia jest rzeczywiście niezwykłym narzędziem, które pozwala na rzucanie zaklęć, tworzyć niezwykłe przedmioty. Ważnym zatem jest aspekt rozwój osoby sięgającej po splot, tak w różnych sytuacjach, jak i w celu udoskonalania już znanych zaklęć, wymyślania nowych, a wszystko możliwe tylko dzięki większemu zgłębieniu wiedzy, nabywaniu doświadczenia, przygodom, podróży.
Dlatego też muszę wyruszyć w tą podróż, nabyć doświadczenie, a także działać w służbie Splotu, aby był i tam właściwie i dobrze wykorzystywany i rozumiany.
Zdołałem przekonać matkę. Tato, z trochę większą dezaprobatą słuchał moich słów, ale w ostateczności się zgodził. Dostałem od nich pieniądze na podróż. Ojca widziałem ostatni raz tam na straganie. Nie mógł mnie odprowadzić, musiał pilnować swego stanowiska. Odprowadziła mnie matka. Opłaciliśmy podróż statkiem i chwilę potem już z za burty statku machałem jej po raz ostatni na pożegnanie w dzielnicy doków w Waterdeep.
Warunkowo akceptuję
Uważam ciągle, że się placzesz z tymi rodzicami, ale dobrze, niech ci będzie,
Jeszcze jedna akceptacja i będę szczęśliwy
Akceptuje
Prośba o usunięcie tej postaci.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL