ďťż
[Czarodziej] Gerbo Scheppen


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Imię: Gerbo Scheppen
Login w grze: SanteriSanctum
Klasa postaci: Czarodziej (Iluzjonista)
Płeć postaci: Męska
Rasa postaci: Gnom Skalny
Wiek postaci: 81 lat
Wyznanie postaci: Baravar Cienista Szata
Pochodzenie postaci:Lantan, Sundrah
Charakter: Chaotyczny Dobry
Znane języki: Gnomi, Wspólny, Lantański, Smoczy, Krasnoludzki

Cechy postaci:
Siła 10
Zręczność 14
Kondycja 14
Inteligencja 16
Mądrość 12
Charyzma 12

Historia: Zatem wszystko zaczęło się wraz z moimi narodzinami oczywiście. Taki początek ma zapewne większość biografii, choć kiedy byłem jeszcze tycim gnomem kuzyn Biwwy przekonywał mnie iż jego historia zaczęła się wcześniej. Dowodził on, że już w łonie matki walczył z ostrozębnym szczupakiem. Z czasem szczupak stał się zresztą abolethem. Kuzyn Biwwy był (i jest nadal)znanym kłamcą, odsiedział zresztą niedawno 3 lata w loszku Waterdeep za oszustwa podatkowe, jednakże małemu gnomiemu pacholęciu taka opowieść może działać na wyobraźnię. Wracając do sprawy moich narodzin. Mój tatko był niezwykle płodny. Ciotka Ari twierdziła nawet, że płynie mu w żyłach gorąca krew sfer niższych, jednakże jej również nie wierzyłbym na słowo wszakże to ona jest matką Biwwego. Z drugiej strony mama często pytała go gdzie też go diabli ponieśli tudzież twierdziła że diabli go jej nadali co może wskazywać na niewielkie konszachty tatka z Baator…Hmmm…A tak historia. Byłem szóstym dzieckiem moich rodziców. Po rozpatrzeniu propozycji całej rodziny w kwestii mojego imienia przegłosowano że będę się zwał Gerbo. Gerbo Scheppen. Przez G jak galaretka. Propozycją alternatywną zaproponowaną przez jedną z moich prababć było Już-Wyszedł? Scheppen. Prababcia była wielką znawczynią tradycji i twierdziła, że imieniem dziecka winny być słowa jako pierwsze wypowiedziane przez matkę po porodzie. Prababcia wprowadzała nawet ów zwyczaj w życie w wypadku swoich dzieci, stąd moja babcia zwie się Chyba-zaraz-zemdleję Scheppen, zaś jej brat To-ty-mi zrobiłeś-sukinsynu Scheppen. W każdym razie moje dzieciństwo i wiek młodzieńczy przebiegały dość typowo. Problemem było znalezienie mi zajęcia które mógłbym wykonywać w życiu. Wiesz piątka starszego rodzeństwa dostała już wszystkie sensowne zajęcia. Tu z pomocą przyszedł pradziadek Kazak (historia jego imienia to epicka opowieść o miłości, nienawiści i hobgoblinach) znany w całym świecie czarodziej…no dobrze nie przesadzajmy na całym Lantanie…wśród rodziny…najbliższej…O czym to ja? A tak. Pradziadunio chciał pewnie przekazać komuś swoją wiedzę przed zbliżającą się wielkimi krokami śmiercią. Ja byłem oczywistym wyborem ze względu na brak sprecyzowanego zajęcia. Mam poza tym świetną pamięć. Już w wieku 3 lat nauczyłem się, podsłuchując wujków, z którymi jakichkolwiek szerszych kontaktów zabraniała mi mama, znanej ludowej pieśni pod tytułem „Nazbierałabych ci bobu, ino mam cie w rzyci”. W wieku lat siedmiu znałem już na pamięć hymn Lantanu. Wszystkie 42 zwrotki. Tak. To wspaniała pieśń podnosząca na duchu i dodająca wiary w gnomią sprawę jakakolwiek by ona nie była. Mama dość krzywo patrzyła na moją naukę twierdząc, że magii to trzeba się uczyć od prawdziwych czarodziei, a nie jakiś odrealnionych dziadów opowiadających bzdurne historię. Bała się że stracę kontakt z rzeczywistością jak to czyni wielu iluzjonistów i stanę się bajdurzącym o jakiś niestworzonych rzeczach młodocianym tetrykiem (cóż za oksymoron). Niepotrzebnie. A u kompetentnych czarodziei uczyć się też nie mogłem – widzisz w 53 osobowej rodzinie nigdy się nie przelewa. Nie przelewało się zwłaszcza w 1346. Marchew nie obrodziła. W każdym razie moja edukacja została gwałtownie zakończona. Rozumiesz pradziadkowi pozostałoby jeszcze kilka lat życia, gdyby nie to, że zawsze po świnobiciu dostawał największą porcję (apetyt pradziadka Kazaka był jeszcze jednym powodem dla którego w domu się nie przelewało). Pod koniec życia mniejsze przedmioty które znalazły się w jego pobliżu zaczynały wokół niego krążyć jak Selune wokół Torilu wiesz? No dobrze koloryzuje. Ale łóżko się załamało. W każdym razie pradziadek miał ostatnią wolę. Otóż kiedy mógł jeszcze odbywać podróże dłuższe niż do spiżarki i z powrotem, korzystał z tej możliwości, oj tak. Podobnież odwiedził też wyspę Aeris gdzie ukrył swoje laboratorium i fdzie mieszkał przez dłuższy czas. Aby więc spełnić testament dziadunia powinienem odnaleść laboratorium… W każdym razie szkoda że nie mam żadnych wskazówek. No oprócz tych w zegarku roboty brata żony mojego wujka Glima Berena. No ale te mi się raczej nie przydadzą

Opis Wyglądu: Wysoki na metr gnom, średniej postury. Jest posiadaczem ciemnych włosów, ciemnych oczu i przystrzyrzonego dość karkołomnie zarostu – co nie jest niespodzianką również ciemnego. Sporych rozmiarów garbaty nos wieńczy szczupłą twarz. Zwykle ubrany jest w luźne szaty i obwieszony przedmiotami których przeznaczenie jest raczej wątpliwe


Jedna rzecz - co to hymn?
Hymn (w domyśle państwowy) - uroczysta pieśń o charakterze patriotycznym, stanowiąca jeden z symboli państwowych.
Akceptuję +
choć ten hymn to bym zmieniła na jakąś ulubioną pieśń dziadka. Bo w FR raczej nie ma czegoś takiego:)


Akceptuję +

Choć ten metr wzrostu mało klimatyczny, może lepiej przeskalować na stopy łokcie?
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl