ďťż
[ Czarodziej ] Aramil Holimion


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

- Nazwa konta postaci: Gunnarson21
- Nazwa postaci: Aramil Holimion
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Elf Słoneczny
- Wiek postaci: Ur: 1230 roku.
- Charakter postaci: Neutralny Dobry
- Wyznanie postaci: Corellon Larethian
- Pochodzenie postaci: Evermeet

[Opis]
Widzisz przed sobą elfa o jasnej wręcz złotej karnacji. Jest szczupły bez wątpienia na swój średni wzrost . Pierwsze co rzuca się w oczy to jego piękne zielone oczy i czarne włosy. Jest on Słonecznym Elfem nie wątpisz w to !!

[Historia]
Urodziłem się w 1230 DR. W Drelagary małej miejscowości zamieszkałej przez słoneczne elfy. Pochodzę z dość zamożnej rodziny matka była kapłanką Corellon'a Larethian'a ojciec zaś był dowódcą straży w Drelagarze . W wieku 106 lat uznano że czas najwyższy wysłać mnie na nauki , pewnego dnia ojciec kazał spakować mi najpotrzebniejsze rzeczy i oznajmił że wyjeżdżamy tylko we dwóch bez matki . Zdziwiło mnie to gdyż nigdzie nie ruszaliśmy bez niej ponieważ ojciec uważał że jej obecność ściąga na nas opatrzność bożą . Do tego czasu pod okiem Tolthe Alerothi trenowałem i starałem stać się jeźdźcem księżycowych-koni jednak jak się okazało (zgodnie ze słowami matki) moim przeznaczeniem było zostać magiem. Po dwóch dniach dotarliśmy na miejsce było to odludzie , pustelnia w środku jakiejś puszczy. Stała tam tylko mała chatka w której paliło się światło. Ojciec delikatnie zapukał do drzwi które niemal natychmiast otworzyły się ukazując średniego wzrostu elfa ubranego w Togę.
-Czekałem na was. Powiedział ów Elf
-To mój syn , moja żona miała racje jego przeznaczeniem jest zostać magiem. Zaczekaj tu synu – rzekł do mnie ojciec po czym weszli obaj do domu.
Ojciec musiał mu opowiadać o zdarzeniach które ostatnio działy się w moim życiu, Niedawno, gdy rozmyślałem siedząc w ogrodzie niespodziewanie pojawiło się przed mną drzewo bambusowe, które akurat wypełniało me myśli. Podszedłem więc do niego lecz okazało się że to tylko iluzja.
Wszedłem do domu by spytać matki czy to jej zasługa .
Wtedy odpowiedziała mi tak :
-Nie czujesz synu magicznej siły która potęguje się w tobie ? To drzewo to twoja sprawka a to tylko jeden z nielicznych objawów twojej wewnętrznej siły, pamiętasz jeszcze o tych dziewczętach które starają się o ciebie ? Przypuszczam że nieświadomie rzuciłeś na nie „zauroczenie” i teraz one cię pragną .
W myślach stwierdziłem że to fakt każda młoda elfka która mi się spodobała od razu odwzajemniała moje uczucie .

Wyszli po chwili i ów Elf rzekł do mnie :
-Wejdź .
Nic nie mówiąc wszedłem do środka i zobaczyłem półki pełne najróżniejszych ksiąg o różnych kształtach , wielkościach i kolorach .
-Żegnaj synu , Wiedz że będziemy za tobą tęsknic masz to żebyś nigdy nie zapomniał o nas i swoim rodowitej miejscowości . - ściskając mnie dał mi małą monetę z wygrawerowanym herbem Drelagar nie miała ona może dużej wartości lecz dla mnie zawsze była czymś szczególnym.
Patrząc jak mój tata odjeżdża czułem w sobie jakąś pustkę i żal że muszę tu zostać .
-Nie będziesz moknął na deszczu wejdź do środka.
-Jak długo będę musiał tu zostać ? - spytałem
-Tak długo jak zajmie ci cała nauka . - rzekł ironiczno
Weszliśmy do środka wtedy on spytał czy jestem głodny , odpowiedziałem mu że jedliśmy z ojcem stosunkowo niedawno przy starym konarze niedaleko z tond .
-Idź spać chłopcze przygotowałem ci pokój na poddaszu mam nadzieje że będzie ci wygodnie bo przed tobą długie lata nauki ....

Przez długie lata uczyłem się najróżniejszych regułek , przepisów i innych rzeczy lecz jednak mój mentor nie pozwalał mi używać magi praktycznej .
Roku 1374 DR przybył do nas nieznajomy i oznajmił że królestwo zostało zaatakowane a Mistrz zostaje wezwany do pomocy w obronie Leuthilspar które zostało zaatakowane przez Akurat powieści o tym nie czytałem, ale powiedzieć mogę, że wtedy wyspę zaatakowali Daemonfey'e (czyli takie pół demony/pół złote elfy).
Od razu po odjechaniu nieznajomego mój nauczyciel oznajmił :
-Pakuj się wyjeżdżamy do chronić stolice.
Podniecony spytałem czy też będę brał udział w walce on odpowiedział :
-W walce !? Zaśmiał się ironicznie .

-Chłopcze to że już umiesz reguły i nie robi z ciebie maga , hmmm mieliśmy zacząć od przyszłego tygodnia próby magi praktycznej lecz w tej sytuacji w drodze do Leuthilspar będziesz ćwiczył swoje umiejętności w tej właśnie dziedzinie .

Nazajutrz wyruszyliśmy w stronę stolicy na każdym postoju miałem pokazać najróżniejsze zaklęcia
dobrze opanowaną miałem iluzję z gorszym skutkiem wychodziła mi kula ognia którą miałem raz rzucić na jedno z drzew a o mało nie spaliłem naszych koni .
Po dniu drogi dotarliśmy do Drelagary . Mój stary dom stał pusty o od sąsiadów dowiedziałem się że rodzice wyjechali zaraz po ogłoszeniu ataku na stolice .
W Drelagary nie spędziliśmy wiele czasu po uzupełnieniu zapasów ruszyliśmy dalej .
Po około 5 dniach i zabiciu kwasem jednego z naszych koni dotarliśmy na miejsce miasto wyglądało strasznie zwalone wieże które niegdyś wysoko widniały nad budynkami miasto pokazywały strach i spustoszenie dziejące się w mieście .
-Nie sądziłem że jest aż tak źle, nie mogę cię narażać w środku poszukamy siedziby organizacji magów aby znaleźli ci transport .
-Ale ja chce walczyć chronić swoją ojczyznę .
-Nie jesteś jeszcze gotowy, gdybyś tu zginął twoi rodzice nigdy by mi nie wybaczyli , i tak w tej kwestii nie masz nic do powiedzenia . Rzekł to i ruszyliśmy do bram miasta .
Miasto było straszne elfy uciekający w popłochu i ciągle słyszalne krzyki wyglądało całkiem inaczej niż kiedy tu byłem pierwszy raz z ojcem wtedy było to piękne duże miasto żyjące własnym powolnym rytmem gdzie wszystko było na swoim miejscu a inne elfy spokojnie przechadzały się robiły zakupy lub rozmawiały o najróżniejszych tematach zagłębiały się w tajniki najróżniejszej wiedzy.
Po wejściu za bramę miasta okazało się najgorsze , powiedziano nam że obrona miasta potrwa dzień może dwa i gildii magów już nie ma ponieważ w jednej z bitw ranny śmiertelnie został Tanyl Evenara dowódca magów bojowych z Wieży Słońca.
Mistrz dowiaduje się jednak że odbędzie się dziś spotkanie magów na które postanawiamy podążyć.
Do tego czasu staraliśmy się pomagać nielicznej ludności miasta lecząc ich i służąc im radą co do podróży w stronę Delagary.
Późnym wieczorem poszliśmy do małego budynku który znajdował się na malutkiej ulicy.
Weszliśmy do środka gdzie już byli : Tiriara Haladar, Kileontheal, Anfalen, Breithel Olithir, Isilfarrel, Rennyn Aelorothi, Ryllae Windwalker, i inni których nie porostu nie znam .
Anfalen od razu powitał nas :
-Witajcie czekaliśmy na was.
-Witam was wszystkich towarzysze i pragnę przedstawić mojego najzdolniejszego do tej pory ucznia Aramil'a Holimion .
-Witaj chłopcze ! rzekł Anfalen.
Po czym jeden z nieznanych mi magów powiedział :
-Wpierw zajmijmy się sprawą chłopca by nie wiedział o naszych planach gdyby nie spodziewanie dostał się w ręce wroga.
-Zgadzam się z tobą . Rzekł Mistrz
-Więc mam propozycje, przenieśmy go na wyspę Aeris która znajduję się z dala z tond będzie on tam bezpieczny i będzie mógł kontynuować naukę u któregoś z tamtejszych magów.
-Hmmm to dobra myśl otwórzmy więc portal .
Isilfarrel podjął się tego wyzwania jednym sprawnym zaklęciem otworzył portal.
Widziałem duży owal świecący srebrzystym światłem w środku znajdował się rozmazany obraz po chwili zostałem do niego wepchnięty i z daleka usłyszałem tylko
-Powodzenia.



Proszę


W życiu niecierpliwość to moja najgorsza wada . Mógłby to ktoś wreszcie ocenić

Opis - niegramatyczny.

1. Miejscowość nazywa się Drelagara. Zgodnie z regułami odmiany nazw miejscowych w języku polskim - miejscownik będzie Drelagarze. Niekompetencja tłumacza nie zwalnia nas z obowiązku logicznego myślenia.

2. Konie księżycowe są dość specyficznymi stworzeniami i raczej nikt bez kilku rang w jeździectwie nie jest w stanie ich dosiąć.

3. Pytanie nadal aktualne. Skąd. Oprócz tego, że księgi herbalistyczne i botaniczne są potwornie drogie, to zwykle zajmują się mniej egzotycznymi roślinami.

To nie jest historia czarodzieja.


1. Chciałem być zgodny z książką ale jak tak jest to Ok .
2.Czy jest napisane że ich dosiadałem ? Przyjmijmy że zaczołem naukę w tej dziedzinie.
3. Pochodzenie jest chyba zaznaczone? Mi sie wydaję że arystokracja znalazła pieniądze na księgi i inne .

Jak nie o czarodzieju to o czym ?
W książkach jest napisane że młody elf może mieć drobne zdolności magiczne wraz z urodzeniem np. iluzja , zauroczenie
Czy moge prosić o rade co zmienic w tej histori aby była o czarodzieju ?
Wersja poprawiona

- Nazwa konta postaci: Gunnarson21
- Nazwa postaci: Aramil Holimion
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Elf Słoneczny
- Wiek postaci: Ur: 1230 DR
- Charakter postaci: Neutralny Dobry
- Wyznanie postaci: Corellon Larethian
- Pochodzenie postaci: Evermeet

[Opis]
Widzisz przed sobą elfa o jasnej wręcz złotej karnacji. Jest szczupły bez wątpienia na swój średni wzrost . Pierwsze co rzuca się w oczy to jego piękne zielone oczy i czarne włosy. Jest on Słonecznym Elfem nie wątpisz w to !!

[Historia]
Urodziłem się w 1230 DR. W Drelagarze małej miejscowości zamieszkałej przez słoneczne elfy. Pochodzę z dość zamożnej rodziny matka była kapłanką Corellon'a Larethian'a ojciec zaś był dowódcą straży w Drelagarze . W wieku 106 lat uznano że czas najwyższy wysłać mnie na nauki , pewnego dnia ojciec kazał spakować mi najpotrzebniejsze rzeczy i oznajmił że wyjeżdżamy tylko we dwóch bez matki . Zdziwiło mnie to gdyż nigdzie nie ruszaliśmy bez niej ponieważ ojciec uważał że jej obecność ściąga na nas opatrzność bożą . Do tego czasu pod okiem Tolthe Alerothi za czołem naukę w kierunku zostania jeźdźcem księżycowych-koni jednak jak się okazało (zgodnie ze słowami matki) moim przeznaczeniem było zostać magiem. Po dwóch dniach dotarliśmy na miejsce było to odludzie , pustelnia w środku jakiejś puszczy. Stała tam tylko mała chatka w której paliło się światło. Ojciec delikatnie zapukał do drzwi które niemal natychmiast otworzyły się ukazując średniego wzrostu elfa ubranego w Togę.
-Czekałem na was. Powiedział ów Elf
-To mój syn , moja żona miała racje jego przeznaczeniem jest zostać magiem. Zaczekaj tu synu – rzekł do mnie ojciec po czym weszli obaj do domu.
Załatwiali pewnie sprawy finansowe z moim pobytem tu za ten czas zdążyłem stwierdzić że niedaleko z tond jest może jego szum był słyszalny nawet tu w lesie.

Wyszli po chwili i ów Elf rzekł do mnie :
-Wejdź .
Nic nie mówiąc wszedłem do środka i zobaczyłem półki pełne najróżniejszych ksiąg o różnych kształtach , wielkościach i kolorach .
-Żegnaj synu , Wiedz że będziemy za tobą tęsknic masz to żebyś nigdy nie zapomniał o nas i swoim rodowitej miejscowości . - ściskając mnie dał mi małą monetę z wybitym herbem Drelagar nie miała ona może dużej wartości lecz dla mnie zawsze była czymś szczególnym.
Patrząc jak mój tata odjeżdża czułem w sobie pustkę i żal że muszę tu zostać .
-Nie będziesz moknął na deszczu wejdź do środka.
-Jak długo będę musiał tu zostać ? - spytałem
-Tak długo jak zajmie ci cała nauka . - rzekł ironiczno
Weszliśmy do środka wtedy on spytał czy jestem głodny , odpowiedziałem mu że jedliśmy z ojcem stosunkowo niedawno przy starym konarze niedaleko z tond .
-Idź spać chłopcze przygotowałem ci pokój na poddaszu mam nadzieje że będzie ci wygodnie bo przed tobą długie lata nauki ....

Przez długie lata uczyłem się najróżniejszych regułek , przepisów i innych rzeczy lecz jednak mój mentor nie pozwalał mi używać magi praktycznej .
Roku 1374 DR przybył do nas nieznajomy i oznajmił że królestwo zostało zaatakowane a Mistrz zostaje wezwany do pomocy w obronie Leuthilspar które zostało zaatakowane przez Daemonfey'e (czyli takie pół demony/pół złote elfy).
Od razu po odjechaniu nieznajomego mój nauczyciel oznajmił :
-Pakuj się wyjeżdżamy do chronić stolice.
Podniecony spytałem czy też będę brał udział w walce on odpowiedział :
-W walce !? Zaśmiał się ironicznie .
-Chłopcze to że już umiesz reguły i nie robi z ciebie maga , hmmm mieliśmy zacząć od przyszłego tygodnia próby magi praktycznej lecz w tej sytuacji w drodze do Leuthilspar będziesz ćwiczył swoje umiejętności w tej właśnie dziedzinie .

Nazajutrz wyruszyliśmy w stronę stolicy na każdym postoju miałem pokazać najróżniejsze zaklęcia
dobrze opanowaną miałem iluzję z gorszym skutkiem wychodziła mi kula ognia którą miałem raz rzucić na jedno z drzew a o mało nie spaliłem naszych koni .
Po dniu drogi dotarliśmy do Drelagary . Mój stary dom stał pusty o od sąsiadów dowiedziałem się że rodzice wyjechali zaraz po ogłoszeniu ataku na stolice .
W Drelagary nie spędziliśmy wiele czasu po uzupełnieniu zapasów ruszyliśmy dalej .
Po około 5 dniach i zabiciu kwasem jednego z naszych koni dotarliśmy na miejsce miasto wyglądało strasznie zwalone wieże które niegdyś wysoko widniały nad budynkami miasto pokazywały strach i spustoszenie dziejące się w mieście .
-Nie sądziłem że jest aż tak źle, nie mogę cię narażać w środku poszukamy siedziby organizacji magów aby znaleźli ci transport .
-Ale ja chce walczyć chronić swoją ojczyznę .
-Nie jesteś jeszcze gotowy, gdybyś tu zginął twoi rodzice nigdy by mi nie wybaczyli , i tak w tej kwestii nie masz nic do powiedzenia . Rzekł to i ruszyliśmy do bram miasta .
Miasto było straszne elfy uciekający w popłochu i ciągle słyszalne krzyki wyglądało całkiem inaczej niż kiedy tu byłem pierwszy raz z ojcem wtedy było to piękne duże miasto żyjące własnym powolnym rytmem gdzie wszystko było na swoim miejscu a inne elfy spokojnie przechadzały się robiły zakupy lub rozmawiały o najróżniejszych tematach zagłębiały się w tajniki najróżniejszej wiedzy.
Po wejściu za bramę miasta okazało się najgorsze , powiedziano nam że obrona miasta potrwa dzień może dwa i gildii magów już nie ma ponieważ w jednej z bitw ranny śmiertelnie został Tanyl Evenara dowódca magów bojowych z Wieży Słońca.
Mistrz dowiaduje się jednak że odbędzie się dziś spotkanie magów na które postanawiamy podążyć.
Do tego czasu staraliśmy się pomagać nielicznej ludności miasta lecząc ich i służąc im radą co do podróży w stronę Delagary.
Późnym wieczorem poszliśmy do małego budynku który znajdował się na malutkiej ulicy.
Weszliśmy do środka gdzie już byli : Tiriara Haladar, Kileontheal, Anfalen, Breithel Olithir, Isilfarrel, Rennyn Aelorothi, Ryllae Windwalker, i inni których nie porostu nie znam .
Anfalen od razu powitał nas :
-Witajcie czekaliśmy na was.
-Witam was wszystkich towarzysze i pragnę przedstawić mojego najzdolniejszego do tej pory ucznia Aramil'a Holimion .
-Witaj chłopcze ! rzekł Anfalen.
Po czym jeden z nieznanych mi magów powiedział :
-Wpierw zajmijmy się sprawą chłopca by nie wiedział o naszych planach gdyby nie spodziewanie dostał się w ręce wroga.
-Zgadzam się z tobą . Rzekł Mistrz
-Więc mam propozycje, przenieśmy go na wyspę Aeris która znajduję się z dala z tond będzie on tam bezpieczny i będzie mógł kontynuować naukę u któregoś z tamtejszych magów.
-Hmmm to dobra myśl otwórzmy więc portal .
Isilfarrel podjął się tego wyzwania jednym sprawnym zaklęciem otworzył portal.
Widziałem duży owal świecący srebrzystym światłem w środku znajdował się rozmazany obraz po chwili zostałem do niego wepchnięty i z daleka usłyszałem tylko
-Powodzenia.

Czy teraz jest to historia czarodzieja ?
Czarodziej się uczy swoich czarów od mistrza nie zna ich i nie używa wcześniej tak jest teraz w mojej historii.
a co do tych zdolnosci magicznych

FRCS (czyli "Zapomniane Krainy: Opis Świata"), strony niestety nie pamiętam
być może gdzieś pojawił się jeszcze raz (np. w "Przewodniku Gracza po Faerunie"),

jeśli chodzi o zdolności czaropodobne poza klasą to jest atut magiczne wyszkolenie, który pozwala rzucać kilka sztuczek niezależnie od klasy postaci
Chcesz sprawdzac prosze sprawdz
Magiczne wyszkolenie jest atutem regionalnym dostępnym tylko dla postaci pochodzących z Halruaa. (A gdzie Halruaa, a Evermeet sam sobie zobacz.)
Pan nie wie na czym polegają różnice w mocach czarodziejów, zaklinaczów, wilderów i psioników. Ponadto robi różnorakie, rażące błędy, jego historię czyta się bardzo opornie. Niewiele wie o Evermeet, elfach i ich kulturze.

Litości nie będzie.

Odrzucam.
Nie jest W PGtF są dodatkowe rejony.
co musze zmienic ab zaapcetowana była postać ?
spytam ponownie czy jest możliwość zmiany tej histori żeby była przyjęta czy muszę nową napisać ?
Dopóki temat nie jest zamknięty możesz poprawiać.
Czy wogóle czytaliście wersje poprawioną zmieniłem tam ten fragment w którym pokazana była moja postać jako czarnoksiężnik . Oraz drobne błędy jak grawerowanym itd albo odmianą .

Co jeszcze jest do zmian w histori żeby była spójna i według kanonu ?
CytatCzy wogóle czytaliście wersje poprawioną zmieniłem tam ten fragment w którym pokazana była moja postać jako czarnoksiężnik .
Którą?
Wersja poprawiona

- Nazwa konta postaci: Gunnarson21
- Nazwa postaci: Aramil Holimion
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Elf Słoneczny
- Wiek postaci: Ur: 1230 DR
- Charakter postaci: Neutralny Dobry
- Wyznanie postaci: Corellon Larethian
- Pochodzenie postaci: Evermeet

[Opis]
Widzisz przed sobą elfa o jasnej wręcz złotej karnacji. Jest szczupły bez wątpienia na swój średni wzrost . Pierwsze co rzuca się w oczy to jego piękne zielone oczy i czarne włosy. Jest on Słonecznym Elfem nie wątpisz w to !!

[Historia]
Urodziłem się w 1230 DR. W Drelagarze małej miejscowości zamieszkałej przez słoneczne elfy. Pochodzę z dość zamożnej rodziny matka była kapłanką Corellon'a Larethian'a ojciec zaś był dowódcą straży w Drelagarze . W wieku 106 lat uznano że czas najwyższy wysłać mnie na nauki , pewnego dnia ojciec kazał spakować mi najpotrzebniejsze rzeczy i oznajmił że wyjeżdżamy tylko we dwóch bez matki . Zdziwiło mnie to gdyż nigdzie nie ruszaliśmy bez niej ponieważ ojciec uważał że jej obecność ściąga na nas opatrzność bożą . Do tego czasu pod okiem Tolthe Alerothi za czołem naukę w kierunku zostania jeźdźcem księżycowych-koni jednak jak się okazało (zgodnie ze słowami matki) moim przeznaczeniem było zostać magiem. Po dwóch dniach dotarliśmy na miejsce było to odludzie , pustelnia w środku jakiejś puszczy. Stała tam tylko mała chatka w której paliło się światło. Ojciec delikatnie zapukał do drzwi które niemal natychmiast otworzyły się ukazując średniego wzrostu elfa ubranego w Togę.
-Czekałem na was. Powiedział ów Elf
-To mój syn , moja żona miała racje jego przeznaczeniem jest zostać magiem. Zaczekaj tu synu – rzekł do mnie ojciec po czym weszli obaj do domu.
Załatwiali pewnie sprawy finansowe z moim pobytem tu za ten czas zdążyłem stwierdzić że niedaleko z tond jest może jego szum był słyszalny nawet tu w lesie.

Wyszli po chwili i ów Elf rzekł do mnie :
-Wejdź .
Nic nie mówiąc wszedłem do środka i zobaczyłem półki pełne najróżniejszych ksiąg o różnych kształtach , wielkościach i kolorach .
-Żegnaj synu , Wiedz że będziemy za tobą tęsknic masz to żebyś nigdy nie zapomniał o nas i swoim rodowitej miejscowości . - ściskając mnie dał mi małą monetę z wybitym herbem Drelagar nie miała ona może dużej wartości lecz dla mnie zawsze była czymś szczególnym.
Patrząc jak mój tata odjeżdża czułem w sobie pustkę i żal że muszę tu zostać .
-Nie będziesz moknął na deszczu wejdź do środka.
-Jak długo będę musiał tu zostać ? - spytałem
-Tak długo jak zajmie ci cała nauka . - rzekł ironiczno
Weszliśmy do środka wtedy on spytał czy jestem głodny , odpowiedziałem mu że jedliśmy z ojcem stosunkowo niedawno przy starym konarze niedaleko z tond .
-Idź spać chłopcze przygotowałem ci pokój na poddaszu mam nadzieje że będzie ci wygodnie bo przed tobą długie lata nauki ....

Przez długie lata uczyłem się najróżniejszych regułek , przepisów i innych rzeczy lecz jednak mój mentor nie pozwalał mi używać magi praktycznej .
Roku 1374 DR przybył do nas nieznajomy i oznajmił że królestwo zostało zaatakowane a Mistrz zostaje wezwany do pomocy w obronie Leuthilspar które zostało zaatakowane przez Daemonfey'e (czyli takie pół demony/pół złote elfy).
Od razu po odjechaniu nieznajomego mój nauczyciel oznajmił :
-Pakuj się wyjeżdżamy do chronić stolice.
Podniecony spytałem czy też będę brał udział w walce on odpowiedział :
-W walce !? Zaśmiał się ironicznie .
-Chłopcze to że już umiesz reguły i nie robi z ciebie maga , hmmm mieliśmy zacząć od przyszłego tygodnia próby magi praktycznej lecz w tej sytuacji w drodze do Leuthilspar będziesz ćwiczył swoje umiejętności w tej właśnie dziedzinie .

Nazajutrz wyruszyliśmy w stronę stolicy na każdym postoju miałem pokazać najróżniejsze zaklęcia
dobrze opanowaną miałem iluzję z gorszym skutkiem wychodziła mi kula ognia którą miałem raz rzucić na jedno z drzew a o mało nie spaliłem naszych koni .
Po dniu drogi dotarliśmy do Drelagary . Mój stary dom stał pusty o od sąsiadów dowiedziałem się że rodzice wyjechali zaraz po ogłoszeniu ataku na stolice .
W Drelagary nie spędziliśmy wiele czasu po uzupełnieniu zapasów ruszyliśmy dalej .
Po około 5 dniach i zabiciu kwasem jednego z naszych koni dotarliśmy na miejsce miasto wyglądało strasznie zwalone wieże które niegdyś wysoko widniały nad budynkami miasto pokazywały strach i spustoszenie dziejące się w mieście .
-Nie sądziłem że jest aż tak źle, nie mogę cię narażać w środku poszukamy siedziby organizacji magów aby znaleźli ci transport .
-Ale ja chce walczyć chronić swoją ojczyznę .
-Nie jesteś jeszcze gotowy, gdybyś tu zginął twoi rodzice nigdy by mi nie wybaczyli , i tak w tej kwestii nie masz nic do powiedzenia . Rzekł to i ruszyliśmy do bram miasta .
Miasto było straszne elfy uciekający w popłochu i ciągle słyszalne krzyki wyglądało całkiem inaczej niż kiedy tu byłem pierwszy raz z ojcem wtedy było to piękne duże miasto żyjące własnym powolnym rytmem gdzie wszystko było na swoim miejscu a inne elfy spokojnie przechadzały się robiły zakupy lub rozmawiały o najróżniejszych tematach zagłębiały się w tajniki najróżniejszej wiedzy.
Po wejściu za bramę miasta okazało się najgorsze , powiedziano nam że obrona miasta potrwa dzień może dwa i gildii magów już nie ma ponieważ w jednej z bitw ranny śmiertelnie został Tanyl Evenara dowódca magów bojowych z Wieży Słońca.
Mistrz dowiaduje się jednak że odbędzie się dziś spotkanie magów na które postanawiamy podążyć.
Do tego czasu staraliśmy się pomagać nielicznej ludności miasta lecząc ich i służąc im radą co do podróży w stronę Delagary.
Późnym wieczorem poszliśmy do małego budynku który znajdował się na malutkiej ulicy.
Weszliśmy do środka gdzie już byli : Tiriara Haladar, Kileontheal, Anfalen, Breithel Olithir, Isilfarrel, Rennyn Aelorothi, Ryllae Windwalker, i inni których nie porostu nie znam .
Anfalen od razu powitał nas :
-Witajcie czekaliśmy na was.
-Witam was wszystkich towarzysze i pragnę przedstawić mojego najzdolniejszego do tej pory ucznia Aramil'a Holimion .
-Witaj chłopcze ! rzekł Anfalen.
Po czym jeden z nieznanych mi magów powiedział :
-Wpierw zajmijmy się sprawą chłopca by nie wiedział o naszych planach gdyby nie spodziewanie dostał się w ręce wroga.
-Zgadzam się z tobą . Rzekł Mistrz
-Więc mam propozycje, przenieśmy go na wyspę Aeris która znajduję się z dala z tond będzie on tam bezpieczny i będzie mógł kontynuować naukę u któregoś z tamtejszych magów.
-Hmmm to dobra myśl otwórzmy więc portal .
Isilfarrel podjął się tego wyzwania jednym sprawnym zaklęciem otworzył portal.
Widziałem duży owal świecący srebrzystym światłem w środku znajdował się rozmazany obraz po chwili zostałem do niego wepchnięty i z daleka usłyszałem tylko
-Powodzenia.


Mogę coś stwierdzić ?
Czuje sie na tym forum olewany dosłownie nikt nie może przeczytać i wytknąć mi błedów jak człowiek tylko odrazu pretensje albo wcale .
Do uwag WarLorda dołączę swoje

- Nazwa konta postaci: Gunnarson21
- Nazwa postaci: Aramil Holimion
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Elf Słoneczny
- Wiek postaci: Ur: 1230 DR
- Charakter postaci: Neutralny Dobry
- Wyznanie postaci: Corellon Larethian
- Pochodzenie postaci: Evermeet

[Opis]
Widzisz przed sobą elfa o jasnej wręcz złotej karnacji. Jest szczupły t . Pierwsze co rzuca ci się w oczy to jego zielone oczy i czarne włosy. Jest on Słonecznym Elfem.

[Historia]
Urodziłem się w 1230 DR. W Drelagarze małej miejscowości zamieszkałej przez słoneczne elfy. Pochodzę z dość zamożnej rodziny, gdyż matka była kapłanką Corellon'a Larethian'a, a ojciec był dowódcą straży w miejskiej. W wieku 106 lat rodzice uznali, że czas najwyższy wysłać mnie na nauki. Pewnego dnia ojciec kazał spakować mi najpotrzebniejsze rzeczy i oznajmił że wyjeżdżamy tylko we dwóch, bez matki. Zdziwiło mnie to gdyż nigdzie nie ruszaliśmy bez niej, ponieważ ojciec uważał, że jej obecność ściąga na nas opatrzność bożą. Do czasu wyjazdu pod okiem Tolthe Alerothi rozpocząłem szkolenie na jeźdźca księżycowych-koni. Okazało się jednak, (zgodnie ze słowami matki) iż moim przeznaczeniem było zostanie magiem. Po dwóch dniach jazdy dotarliśmy do chatki w środku puszczy. Ojciec delikatnie zapukał do drzwi które niemal natychmiast otworzyły się ukazując średniego wzrostu elfa ubranego w długą szatę.
- Czekałem na was – powiedział.
- To mój syn – rzekł do nieznajomego i wskazał na mnie ręką. - Zaczekaj tu – rzucił po czym obaj weszli do domu.
Załatwiali pewnie sprawy finansowe związane z moim pobytem w tym miejscu. W między czasie zdążyłem stwierdzić że niedaleko stąd jest morze. Jego szum był słyszalny nawet tu, w lesie.
Po nieznajomy wyszedł z chatki i zwrócił się do mnie:
-Wejdź.
Nic nie mówiąc wszedłem do środka i zobaczyłem półki pełne najróżniejszych ksiąg o różnych wielkościach i kolorach .
- Żegnaj synu! – rzekł do mnie ojciec. - Masz to, żebyś nigdy nie zapomniał o nas i swojej rodowitej miejscowości. - ściskając mnie dał mi małą monetę z wybitym herbem Drelagar. Nie miała ona może dużej wartości lecz dla mnie zawsze była czymś szczególnym i wyjątkowym.
Patrząc jak mój tata odjeżdża czułem w sobie pustkę i żal, że muszę tu zostać.
- Nie stój na deszczu – powiedział do mnie elf - wejdź do środka.

- Jak długo będę musiał tu zostać ? – zapytałem.
- Tak długo jak zajmie ci cała nauka. - rzekł ironicznie.
Weszliśmy do środka. Wtedy on spytał czy jestem głodny a ja odpowiedziałem mu, że jedliśmy z ojcem stosunkowo niedawno, przy starym konarze niedaleko stąd .
- Idź spać chłopcze przygotowałem ci pokój na poddaszu. Mam nadzieje że będzie Ci wygodnie bo przed tobą długie lata nauki....

Przez długi czas uczyłem się najróżniejszych regułek, przepisów i innych rzeczy lecz jednak mój mentor nie pozwalał mi używać magii praktycznej.
W roku 1374 RD przybył do nas nieznajomy i oznajmił, że królestwo zostało zaatakowane. Mistrz zostaje wezwany do pomocy w obronie Leuthilspar które najechali Daemonfey'y (pół demony/pół złote elfy).
Od razu po odjechaniu nieznajomego mój nauczyciel oznajmił:
- Pakuj się! Wyjeżdżamy chronić stolicę.
Podniecony zapytałem czy też będę brał udział w walce on odpowiedział:
- W walce!? - zaśmiał się ironicznie. - Chłopcze to, że już umiesz reguły nie robi z ciebie maga! Hmm mieliśmy w sumie zacząć praktykę od przyszłego tygodnia, lecz w tej sytuacji w drodze do Leuthilspar będziesz ćwiczył swoje umiejętności.
Nazajutrz wyruszyliśmy w stronę stolicy. Na każdym postoju miałem wyczarować najróżniejsze zaklęcia.
Dobrze opanowaną miałem szkołę iluzji. Z gorszym skutkiem wychodziła mi kula ognia, którą miałem raz rzucić na jedno z drzew, a o mało nie spaliłem naszych koni.
Po dniu drogi dotarliśmy do Drelagary. Zdziwiłem się ponieważ mój stary dom stał pusty. Od sąsiadów dowiedziałem się, że rodzice wyjechali zaraz po ogłoszeniu ataku na stolice.
Nie spędziliśmy w mieście wiele czasu. Zaraz po uzupełnieniu zapasów ruszyliśmy dalej .
Po około 5 dniach i zabiciu kwasem jednego z naszych koni, dotarliśmy na miejsce. Miasto wyglądało strasznie. Zwalone wieże, które niegdyś wysoko widniały nad budynkami ukazywały ogrom zniszczeń i spustoszenia.
- Nie sądziłem, że jest aż tak źle – powiedział nauczyciel. - nie mogę cię narażać. W środku poszukamy siedziby organizacji magów, aby znaleźli ci transport.
- Ale ja chce walczyć chronić swoją ojczyznę – powiedziałem oburzony.
- Nie jesteś jeszcze gotowy – tak brzmiała odpowiedź - gdybyś tu zginął twoi rodzice nigdy by mi nie wybaczyli. W tej kwestii nie masz nic do powiedzenia - rzekł to i ruszyliśmy do bram miasta.
To było straszne. Elfy uciekające w popłochu i ciągłe krzyki. Miasto wyglądało całkiem inaczej niż kiedy tu byłem pierwszy raz z ojcem. Wtedy było to piękne, duże miasto, żyjące własnym powolnym rytmem, gdzie wszystko było na swoim miejscu, a inne elfy spokojnie przechadzały się, robiły zakupy lub rozmawiały o najróżniejszych tematach, zagłębiały się w tajniki najróżniejszej wiedzy.
Po wejściu za bramę miasta powiedziano nam, że obrona miasta potrwa dzień może dwa, a gildii magów już nie ma, ponieważ w jednej z bitw śmiertelnie ranny został Tanyl Evenara, dowódca magów bojowych z Wieży Słońca.
Mistrz dowiaduje się jednak że odbędzie się dziś spotkanie magów którzy przeżyli, na które postanawiamy podążyć.
Do tego czasu staraliśmy się pomagać nielicznej ludności miasta lecząc ich i służąc im radą co do podróży w stronę Delagary.

Późnym wieczorem poszliśmy do małego budynku, który znajdował się na jakiejś ulicy.
Weszliśmy do środka gdzie już byli: Tiriara Haladar, Kileontheal, Anfalen, Breithel Olithir, Isilfarrel, Rennyn Aelorothi, Ryllae Windwalker i inni których po prostu nie znam.
Anfalen od razu powitał nas:
- Witajcie. Czekaliśmy na was.
Zajęliśmy swoje miejsca, a Mistrz wstał i powiedział:
- Witam was wszystkich towarzysze i pragnę przedstawić mojego najzdolniejszego do tej pory ucznia Aramil'a Holimion’a.
- Witaj chłopcze! - rzekł Anfalen.
Po czym jeden z nieznanych mi magów powiedział:
- Wpierw zajmijmy się sprawą chłopca by nie zdradził naszych planów gdyby niespodziewanie dostał się w ręce wroga.
- Zgadzam się z tobą - rzekł Mistrz

- Więc mam propozycję. Przenieśmy go na wyspę Aeris, która znajduję się daleko stąd. Będzie on tam bezpieczny i będzie mógł kontynuować naukę u któregoś z tamtejszych magów.
- Hmm… to dobra myśl otwórzmy więc portal.
Isilfarrel podjął się tego wyzwania jednym sprawnym zaklęciem otworzył portal.
Widziałem duży owal świecący srebrzystym światłem. W środku znajdował się rozmazany obraz. Po chwili zostałem do niego wepchnięty i z daleka usłyszałem tylko:
- Powodzenia.

Poprawiłem stylistyke oraz błędy które zostały wytknięte Mam nadzieje że się uda tym razem
- Nazwa konta postaci: Gunnarson21
- Nazwa postaci: Aramil Holimion
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Elf Słoneczny
- Wiek postaci: Ur: 1230 DR
- Charakter postaci: Neutralny Dobry
- Wyznanie postaci: Corellon Larethian
- Pochodzenie postaci: Evermeet

[Opis]
Widzisz przed sobą elfa o jasnej wręcz złotej karnacji. Jest szczupły. Ma on zielone oczy i czarne włosy. Jest on Słonecznym Elfem.

[Historia]
Urodziłem się w 1230 DR. W Drelagarze małej miejscowości zamieszkałej przez słoneczne elfy. Pochodzę z dość zamożnej rodziny, gdyż matka była kapłanką Corellon'a Larethian'a, a ojciec był dowódcą straży w miejskiej. W wieku 106 lat rodzice uznali, że czas najwyższy wysłać mnie na nauki. Pewnego dnia ojciec kazał spakować mi najpotrzebniejsze rzeczy i oznajmił że wyjeżdżamy tylko we dwóch, bez matki. Zdziwiło mnie to gdyż nigdzie nie ruszaliśmy bez niej, ponieważ ojciec uważał, że jej obecność ściąga na nas opatrzność bożą. Do czasu wyjazdu pod okiem Tolthe Alerothi rozpocząłem szkolenie na jeźdźca księżycowych-koni. Okazało się jednak, (zgodnie ze słowami matki) iż moim przeznaczeniem było zostanie magiem. Po dwóch dniach jazdy dotarliśmy do chatki w środku puszczy. Ojciec delikatnie zapukał do drzwi które niemal natychmiast otworzyły się ukazując średniego wzrostu elfa ubranego w długą szatę.
- Czekałem na was – powiedział.
- To mój syn – rzekł do nieznajomego i wskazał na mnie ręką. - Zaczekaj tu – rzucił po czym obaj weszli do domu.
Załatwiali pewnie sprawy finansowe związane z moim pobytem w tym miejscu. W między czasie zdążyłem stwierdzić że niedaleko stąd jest morze. Jego szum był słyszalny nawet tu, w lesie.
Po nieznajomy wyszedł z chatki i zwrócił się do mnie:
-Wejdź.
Nic nie mówiąc wszedłem do środka i zobaczyłem półki pełne najróżniejszych ksiąg o różnych wielkościach i kolorach .
- Żegnaj synu! – rzekł do mnie ojciec. - Masz to, żebyś nigdy nie zapomniał o nas i swojej rodowitej miejscowości. - ściskając mnie dał mi małą monetę z wybitym herbem Drelagar. Nie miała ona może dużej wartości lecz dla mnie zawsze była czymś szczególnym i wyjątkowym.
Patrząc jak mój tata odjeżdża czułem w sobie pustkę i żal, że muszę tu zostać.
- Nie stój na deszczu – powiedział do mnie elf - wejdź do środka.

- Jak długo będę musiał tu zostać ? – zapytałem.
- Tak długo jak zajmie ci cała nauka. - rzekł ironicznie.
Weszliśmy do środka. Wtedy on spytał czy jestem głodny a ja odpowiedziałem mu, że jedliśmy z ojcem stosunkowo niedawno, przy starym konarze niedaleko stąd .
- Idź spać chłopcze przygotowałem ci pokój na poddaszu. Mam nadzieje że będzie Ci wygodnie bo przed tobą długie lata nauki....

Przez długi czas uczyłem się najróżniejszych regułek, przepisów i innych rzeczy lecz jednak mój mentor nie pozwalał mi używać magii praktycznej.
W roku 1374 RD przybył do nas nieznajomy i oznajmił, że królestwo zostało zaatakowane. Mistrz zostaje wezwany do pomocy w obronie Leuthilspar które najechali Daemonfey'y (pół demony/pół złote elfy).
Od razu po odjechaniu nieznajomego mój nauczyciel oznajmił:
- Pakuj się! Wyjeżdżamy chronić stolicę.
Podniecony zapytałem czy też będę brał udział w walce on odpowiedział:
- W walce!? - zaśmiał się ironicznie. - Chłopcze to, że już umiesz reguły nie robi z ciebie maga! Hmm mieliśmy w sumie zacząć praktykę od przyszłego tygodnia, lecz w tej sytuacji w drodze do Leuthilspar będziesz ćwiczył swoje umiejętności.
Nazajutrz wyruszyliśmy w stronę stolicy. Na każdym postoju miałem wyczarować najróżniejsze zaklęcia.
Dobrze opanowaną miałem szkołę iluzji. Z gorszym skutkiem wychodziła mi kula ognia, którą miałem raz rzucić na jedno z drzew, a o mało nie spaliłem naszych koni.
Po dniu drogi dotarliśmy do Drelagary. Zdziwiłem się ponieważ mój stary dom stał pusty. Od sąsiadów dowiedziałem się, że rodzice wyjechali zaraz po ogłoszeniu ataku na stolice.
Nie spędziliśmy w mieście wiele czasu. Zaraz po uzupełnieniu zapasów ruszyliśmy dalej .
Po około 5 dniach i zabiciu kwasem jednego z naszych koni, dotarliśmy na miejsce. Miasto wyglądało strasznie. Zwalone wieże, które niegdyś wysoko widniały nad budynkami ukazywały ogrom zniszczeń i spustoszenia.
- Nie sądziłem, że jest aż tak źle – powiedział nauczyciel. - nie mogę cię narażać. W środku poszukamy siedziby organizacji magów, aby znaleźli ci transport.
- Ale ja chce walczyć chronić swoją ojczyznę – powiedziałem oburzony.
- Nie jesteś jeszcze gotowy – tak brzmiała odpowiedź - gdybyś tu zginął twoi rodzice nigdy by mi nie wybaczyli. W tej kwestii nie masz nic do powiedzenia - rzekł to i ruszyliśmy do bram miasta.
To było straszne. Elfy uciekające w popłochu i ciągłe krzyki. Miasto wyglądało całkiem inaczej niż kiedy tu byłem pierwszy raz z ojcem. Wtedy było to piękne, duże miasto, żyjące własnym powolnym rytmem, gdzie wszystko było na swoim miejscu, a inne elfy spokojnie przechadzały się, robiły zakupy lub rozmawiały o najróżniejszych tematach, zagłębiały się w tajniki najróżniejszej wiedzy.
Po wejściu za bramę miasta powiedziano nam, że obrona miasta potrwa dzień może dwa, a gildii magów już nie ma, ponieważ w jednej z bitw śmiertelnie ranny został Tanyl Evenara, dowódca magów bojowych z Wieży Słońca.
Mistrz dowiaduje się jednak że odbędzie się dziś spotkanie magów którzy przeżyli, na które postanawiamy podążyć.
Do tego czasu staraliśmy się pomagać nielicznej ludności miasta lecząc ich i służąc im radą co do podróży w stronę Delagary.

Późnym wieczorem poszliśmy do małego budynku, który znajdował się na jakiejś ulicy.
Weszliśmy do środka gdzie już byli: Tiriara Haladar, Kileontheal, Anfalen, Breithel Olithir, Isilfarrel, Rennyn Aelorothi, Ryllae Windwalker i inni których po prostu nie znam.
Anfalen od razu powitał nas:
- Witajcie. Czekaliśmy na was.
Zajęliśmy swoje miejsca, a Mistrz wstał i powiedział:
- Witam was wszystkich towarzysze i pragnę przedstawić mojego najzdolniejszego do tej pory ucznia Aramil'a Holimion’a.
- Witaj chłopcze! - rzekł Anfalen.
Po czym jeden z nieznanych mi magów powiedział:
- Wpierw zajmijmy się sprawą chłopca by nie zdradził naszych planów gdyby niespodziewanie dostał się w ręce wroga.
- Zgadzam się z tobą - rzekł Mistrz

- Więc mam propozycję. Przenieśmy go na wyspę Aeris, która znajduję się daleko stąd. Będzie on tam bezpieczny i będzie mógł kontynuować naukę u któregoś z tamtejszych magów.
- Hmm… to dobra myśl otwórzmy więc portal.
Isilfarrel podjął się tego wyzwania jednym sprawnym zaklęciem otworzył portal.
Widziałem duży owal świecący srebrzystym światłem. W środku znajdował się rozmazany obraz. Po chwili zostałem do niego wepchnięty i z daleka usłyszałem tylko:
- Powodzenia.
Na początek, czyta się już o wiele lepiej, tu trzeba przyznać, że usiadłes do tego na poważnie, ale...

To nie jest historia postaci pierwszopoziomowej - np. kula ognia jest czarem z wyższego kręgu. I dodatkowo te wszystkie nazwiska innych znanych magów, hm.. nie wiem, czy powinieneś był mieszać w to bezpośrednio znane osobistości.

Co do ataku na stolicę, tu akurat po prostu nie jestem w temacie, więc byłoby dobrze jakby ktoś inny się wypowiedział
- Nazwa konta postaci: Gunnarson21
- Nazwa postaci: Aramil Holimion
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Elf Słoneczny
- Wiek postaci: Ur: 1230 DR
- Charakter postaci: Neutralny Dobry
- Wyznanie postaci: Corellon Larethian
- Pochodzenie postaci: Evermeet

[Opis]
Widzisz przed sobą elfa o jasnej wręcz złotej karnacji. Jest szczupły. Ma on zielone oczy i czarne włosy. Jest on Słonecznym Elfem.

[Historia]
Urodziłem się w 1230 DR. W Drelagarze małej miejscowości zamieszkałej przez słoneczne elfy. Pochodzę z dość zamożnej rodziny, gdyż matka była kapłanką Corellon'a Larethian'a, a ojciec był dowódcą straży w miejskiej. W wieku 106 lat rodzice uznali, że czas najwyższy wysłać mnie na nauki. Pewnego dnia ojciec kazał spakować mi najpotrzebniejsze rzeczy i oznajmił że wyjeżdżamy tylko we dwóch, bez matki. Zdziwiło mnie to gdyż nigdzie nie ruszaliśmy bez niej, ponieważ ojciec uważał, że jej obecność ściąga na nas opatrzność bożą. Do czasu wyjazdu pod okiem Tolthe Alerothi rozpocząłem szkolenie na jeźdźca księżycowych-koni. Okazało się jednak, (zgodnie ze słowami matki) iż moim przeznaczeniem było zostanie magiem. Po dwóch dniach jazdy dotarliśmy do chatki w środku puszczy. Ojciec delikatnie zapukał do drzwi które niemal natychmiast otworzyły się ukazując średniego wzrostu elfa ubranego w długą szatę.
- Czekałem na was – powiedział.
- To mój syn – rzekł do nieznajomego i wskazał na mnie ręką. - Zaczekaj tu – rzucił po czym obaj weszli do domu.
Załatwiali pewnie sprawy finansowe związane z moim pobytem w tym miejscu. W między czasie zdążyłem stwierdzić że niedaleko stąd jest morze. Jego szum był słyszalny nawet tu, w lesie.
Po nieznajomy wyszedł z chatki i zwrócił się do mnie:
-Wejdź.
Nic nie mówiąc wszedłem do środka i zobaczyłem półki pełne najróżniejszych ksiąg o różnych wielkościach i kolorach .
- Żegnaj synu! – rzekł do mnie ojciec. - Masz to, żebyś nigdy nie zapomniał o nas i swojej rodowitej miejscowości. - ściskając mnie dał mi małą monetę z wybitym herbem Drelagar. Nie miała ona może dużej wartości lecz dla mnie zawsze była czymś szczególnym i wyjątkowym.
Patrząc jak mój tata odjeżdża czułem w sobie pustkę i żal, że muszę tu zostać.
- Nie stój na deszczu – powiedział do mnie elf - wejdź do środka.

- Jak długo będę musiał tu zostać ? – zapytałem.
- Tak długo jak zajmie ci cała nauka. - rzekł ironicznie.
Weszliśmy do środka. Wtedy on spytał czy jestem głodny a ja odpowiedziałem mu, że jedliśmy z ojcem stosunkowo niedawno, przy starym konarze niedaleko stąd .
- Idź spać chłopcze przygotowałem ci pokój na poddaszu. Mam nadzieje że będzie Ci wygodnie bo przed tobą długie lata nauki....

Przez długi czas uczyłem się najróżniejszych regułek, przepisów i innych rzeczy lecz jednak mój mentor nie pozwalał mi używać magii praktycznej.
W roku 1374 RD przybył do nas nieznajomy i oznajmił, że królestwo zostało zaatakowane. Mistrz zostaje wezwany do pomocy w obronie Leuthilspar które najechali Daemonfey'y (pół demony/pół złote elfy).
Od razu po odjechaniu nieznajomego mój nauczyciel oznajmił:
- Pakuj się! Wyjeżdżamy chronić stolicę.
Podniecony zapytałem czy też będę brał udział w walce on odpowiedział:
- W walce!? - zaśmiał się ironicznie. - Chłopcze to, że już umiesz reguły nie robi z ciebie maga! Hmm mieliśmy w sumie zacząć praktykę od przyszłego tygodnia, lecz w tej sytuacji w drodze do Leuthilspar będziesz ćwiczył swoje umiejętności.
Nazajutrz wyruszyliśmy w stronę stolicy. Na każdym postoju miałem wyczarować najróżniejsze zaklęcia.
Dobrze opanowaną miałem szkołę iluzji. Z gorszym skutkiem wychodziły mi płonące dłonie, które rzucone z zbyt wielką siłą wytrąciły mnie z równowagi i wpadłem wprost na konia.
Po dniu drogi dotarliśmy do Drelagary. Zdziwiłem się ponieważ mój stary dom stał pusty. Od sąsiadów dowiedziałem się, że rodzice wyjechali zaraz po ogłoszeniu ataku na stolice.
Nie spędziliśmy w mieście wiele czasu. Zaraz po uzupełnieniu zapasów ruszyliśmy dalej .
Po około 5 dniach i zabiciu kwasem jednego z naszych koni, dotarliśmy na miejsce. Miasto wyglądało strasznie. Zwalone wieże, które niegdyś wysoko widniały nad budynkami ukazywały ogrom zniszczeń i spustoszenia.
- Nie sądziłem, że jest aż tak źle – powiedział nauczyciel. - nie mogę cię narażać. W środku poszukamy siedziby organizacji magów, aby znaleźli ci transport.
- Ale ja chce walczyć chronić swoją ojczyznę – powiedziałem oburzony.
- Nie jesteś jeszcze gotowy – tak brzmiała odpowiedź - gdybyś tu zginął twoi rodzice nigdy by mi nie wybaczyli. W tej kwestii nie masz nic do powiedzenia - rzekł to i ruszyliśmy do bram miasta.
To było straszne. Elfy uciekające w popłochu i ciągłe krzyki. Miasto wyglądało całkiem inaczej niż kiedy tu byłem pierwszy raz z ojcem. Wtedy było to piękne, duże miasto, żyjące własnym powolnym rytmem, gdzie wszystko było na swoim miejscu, a inne elfy spokojnie przechadzały się, robiły zakupy lub rozmawiały o najróżniejszych tematach, zagłębiały się w tajniki najróżniejszej wiedzy.
Po wejściu za bramę miasta powiedziano nam, że obrona miasta potrwa dzień może dwa, a gildii magów już nie ma, ponieważ w jednej z bitw śmiertelnie ranny został Tanyl Evenara, dowódca magów bojowych z Wieży Słońca.
Mistrz dowiaduje się jednak że odbędzie się dziś spotkanie magów którzy przeżyli, na które postanawiamy podążyć.
Do tego czasu staraliśmy się pomagać nielicznej ludności miasta lecząc ich i służąc im radą co do podróży w stronę Delagary.

Późnym wieczorem poszliśmy do małego budynku, który znajdował się na jakiejś ulicy.
Weszliśmy do środka gdzie już byli: Tiriara Haladar, Kileontheal, Anfalen, Breithel Olithir, i inni których po prostu nie znam.
Anfalen od razu powitał nas:
- Witajcie. Czekaliśmy na was.
Zajęliśmy swoje miejsca, a Mistrz wstał i powiedział:
- Witam was wszystkich towarzysze i pragnę przedstawić mojego najzdolniejszego do tej pory ucznia Aramil'a Holimion’a.
- Witaj chłopcze! - rzekł Anfalen.
Po czym jeden z nieznanych mi magów powiedział:
- Wpierw zajmijmy się sprawą chłopca by nie zdradził naszych planów gdyby niespodziewanie dostał się w ręce wroga.
- Zgadzam się z tobą - rzekł Mistrz

- Więc mam propozycję. Przenieśmy go na wyspę Aeris, która znajduję się daleko stąd. Będzie on tam bezpieczny i będzie mógł kontynuować naukę u któregoś z tamtejszych magów.
- Hmm… to dobra myśl otwórzmy więc portal.
Isilfarrel podjął się tego wyzwania jednym sprawnym zaklęciem otworzył portal.
Widziałem duży owal świecący srebrzystym światłem. W środku znajdował się rozmazany obraz. Po chwili zostałem do niego wepchnięty i z daleka usłyszałem tylko:
- Powodzenia.
O ile do kwestii ataku nie mam wątpliwości - takowy nastąpił, był częścia sporego spisku Daemonfey - o tyle nie pasują mi inne rzeczy spisane w tej historii, między innymi sposób w jaki sam atak został w tej historii wykorzystany:
1. Nagromadzenie znanych osobistości - na co zwróciła juz uwagę Sileas. Czy to znaczy, że sam mistrz Aramila również należał do znanych magów Evermeet? Dlaczegóż inaczej byłby tak oczekiwany?
2. Sposób w jaki mlody mag został "spławiony" Dlaczego mistrz nie załatwił mu np. statku z wyspy, tylko ciągnął go za sobą do Leuthispar? Tylko po to by później go przenieść daleko?
3. Wyslanie na Aeris teleportem - wyraźnie w regulaminie podajemy sposób dotarcia na wyspę - statkiem
4. Daty - na Aeris jest 1375 rok - a więc rok później. I napisz proszę wiek, nie datę urodzenia.
5. Ostatnia kwestia - piszesz z punktu widzenia elfa. Żaden elf z Evermeet, zwłaszcza słoneczny, nie napisałby że było to w roku "1374". Raczej "w roku, dla ludzi z Dolin 1374". Nie wymagam znajomości elfiego kalendarza czy kalendarza Evermeet, ale przy przyjęciu takiej konwencji pisania wypadałoby dostosować narrację do bohatera;)
- Nazwa konta postaci: Gunnarson21
- Nazwa postaci: Aramil Holimion
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Elf Słoneczny
- Wiek postaci: Ur: 1250 DR ( 125 lat )
- Charakter postaci: Neutralny Dobry
- Wyznanie postaci: Corellon Larethian
- Pochodzenie postaci: Evermeet

[Opis]
Widzisz przed sobą elfa o jasnej wręcz złotej karnacji. Jest szczupły. Ma on zielone oczy i czarne włosy. Jest on Słonecznym Elfem.

[Historia]
Urodziłem się w 1230 DR. W Drelagarze małej miejscowości zamieszkałej przez słoneczne elfy. Pochodzę z dość zamożnej rodziny, gdyż matka była kapłanką Corellon'a Larethian'a, a ojciec był dowódcą straży w miejskiej. W wieku 106 lat rodzice uznali, że czas najwyższy wysłać mnie na nauki. Pewnego dnia ojciec kazał spakować mi najpotrzebniejsze rzeczy i oznajmił że wyjeżdżamy tylko we dwóch, bez matki. Zdziwiło mnie to gdyż nigdzie nie ruszaliśmy bez niej, ponieważ ojciec uważał, że jej obecność ściąga na nas opatrzność bożą. Do czasu wyjazdu pod okiem Tolthe Alerothi rozpocząłem szkolenie na jeźdźca księżycowych-koni. Okazało się jednak, (zgodnie ze słowami matki) iż moim przeznaczeniem było zostanie magiem. Po dwóch dniach jazdy dotarliśmy do chatki w środku puszczy. Ojciec delikatnie zapukał do drzwi które niemal natychmiast otworzyły się ukazując średniego wzrostu elfa ubranego w długą szatę.
- Czekałem na was – powiedział.
- To mój syn – rzekł do nieznajomego i wskazał na mnie ręką. - Zaczekaj tu – rzucił po czym obaj weszli do domu.
Załatwiali pewnie sprawy finansowe związane z moim pobytem w tym miejscu. W między czasie zdążyłem stwierdzić że niedaleko stąd jest morze. Jego szum był słyszalny nawet tu, w lesie.
Po nieznajomy wyszedł z chatki i zwrócił się do mnie:
-Wejdź.
Nic nie mówiąc wszedłem do środka i zobaczyłem półki pełne najróżniejszych ksiąg o różnych wielkościach i kolorach .
- Żegnaj synu! – rzekł do mnie ojciec. - Masz to, żebyś nigdy nie zapomniał o nas i swojej rodowitej miejscowości. - ściskając mnie dał mi małą monetę z wybitym herbem Drelagar. Nie miała ona może dużej wartości lecz dla mnie zawsze była czymś szczególnym i wyjątkowym.
Patrząc jak mój tata odjeżdża czułem w sobie pustkę i żal, że muszę tu zostać.
- Nie stój na deszczu – powiedział do mnie elf - wejdź do środka.

- Jak długo będę musiał tu zostać ? – zapytałem.
- Tak długo jak zajmie ci cała nauka. - rzekł ironicznie.
Weszliśmy do środka. Wtedy on spytał czy jestem głodny a ja odpowiedziałem mu, że jedliśmy z ojcem stosunkowo niedawno, przy starym konarze niedaleko stąd .
- Idź spać chłopcze przygotowałem ci pokój na poddaszu. Mam nadzieje że będzie Ci wygodnie bo przed tobą długie lata nauki....

Przez długi czas uczyłem się najróżniejszych regułek, przepisów i innych rzeczy lecz jednak mój mentor nie pozwalał mi używać magii praktycznej.
W roku 12 Aeloulaev rządów Amrauil, (1374 RD według ludzkiej miary ) przybył do nas nieznajomy i oznajmił, że królestwo zostało zaatakowane. Mistrz zostaje wezwany do pomocy w obronie Leuthilspar które najechali Daemonfey'y (pół demony/pół złote elfy).
Od razu po odjechaniu nieznajomego mój nauczyciel oznajmił:
- Pakuj się! Wyjeżdżam chronić stolicę.
Podniecony zapytałem czy też będę brał udział w walce on odpowiedział:
- W walce!? - zaśmiał się ironicznie. - Chłopcze to, że już umiesz reguły nie robi z ciebie maga! Hmm mieliśmy w sumie zacząć praktykę od przyszłego tygodnia, lecz w tej sytuacji w drodze do Leuthilspar będziesz ćwiczył swoje umiejętności do kiedy nasze drogi się nie rozejdą .
Nazajutrz wyruszyliśmy w stronę stolicy. Na każdym postoju miałem wyczarować najróżniejsze zaklęcia.
Dobrze opanowaną miałem szkołę iluzji. Z gorszym skutkiem wychodziły mi płonące dłonie, które rzucone z zbyt wielką siłą wytrąciły mnie z równowagi i wpadłem wprost na konia.
Po dniu drogi dotarliśmy do Drelagary. Zdziwiłem się ponieważ mój stary dom stał pusty. Od sąsiadów dowiedziałem się, że rodzice wyjechali zaraz po ogłoszeniu ataku na stolice.
Nie spędziliśmy w mieście wiele czasu. Zaraz po uzupełnieniu zapasów ruszyliśmy dalej .
Po około 3 dniach drogi mistrz dał mi mały świstek papieru i rzekł
-Od teraz musisz Radzic sobie sam, masz tu mapę do Nymlith udaj się tam i odpłyń z Evermeet zanim będzie za późno. –
Nie chcąc się kłócić postanowiliśmy rozdzielić się od razu
Po niecałych 2 dniach drogi dotarłem do Nymlith gdzie postanowiłem uciec z wyspy. Ostatnim statkiem który odpływał tamtego dnia był statek na Aeris więc niezwłocznie załatwiłem z kapitanem sprawę mojej podróży.W końcu wypłynąłem w poszukiwaniu przygód, szczęścia i możliwości nauki.

Wszystko co mówiłaś uwzględniłem
Warunkowo akceptuję

Jeszcze dwie potrzebne.
A ja mam jeszcze 'ale'

Po tylu trudach, w końcu historia nie brzmi juz tak źle
Warunkowo akceptuję.
- Nazwa konta postaci: Gunnarson21
- Nazwa postaci: Aramil Holimion
- Płeć postaci: Mężczyzna
- Rasa postaci: Elf Słoneczny
- Wiek postaci: Ur: 1250 DR ( 125 lat )
- Charakter postaci: Neutralny Dobry
- Wyznanie postaci: Corellon Larethian
- Pochodzenie postaci: Evermeet

[Opis]
Widzisz przed sobą elfa o jasnej wręcz złotej karnacji. Jest szczupły. Ma on zielone oczy i czarne włosy. Jest on Słonecznym Elfem.

[Historia]
Urodziłem się w 1230 DR. W Drelagarze małej miejscowości zamieszkałej przez słoneczne elfy. Pochodzę z dość zamożnej rodziny, gdyż matka była kapłanką Corellon'a Larethian'a, a ojciec był dowódcą straży w miejskiej. W wieku 106 lat rodzice uznali, że czas najwyższy wysłać mnie na nauki. Pewnego dnia ojciec kazał spakować mi najpotrzebniejsze rzeczy i oznajmił że wyjeżdżamy tylko we dwóch, bez matki. Zdziwiło mnie to gdyż nigdzie nie ruszaliśmy bez niej, ponieważ ojciec uważał, że jej obecność ściąga na nas opatrzność bożą. Do czasu wyjazdu pod okiem Tolthe Alerothi rozpocząłem szkolenie na jeźdźca księżycowych-koni. Okazało się jednak, (zgodnie ze słowami matki) iż moim przeznaczeniem było zostanie magiem. Po dwóch dniach jazdy dotarliśmy do chatki w środku puszczy. Ojciec delikatnie zapukał do drzwi które niemal natychmiast otworzyły się ukazując średniego wzrostu elfa ubranego w długą szatę.
- Czekałem na was – powiedział.
- To mój syn – rzekł do nieznajomego i wskazał na mnie ręką. - Zaczekaj tu – rzucił po czym obaj weszli do domu.
Załatwiali pewnie sprawy finansowe związane z moim pobytem w tym miejscu. W między czasie zdążyłem stwierdzić że niedaleko stąd jest morze. Jego szum był słyszalny nawet tu, w lesie.
Po nieznajomy wyszedł z chatki i zwrócił się do mnie:
-Wejdź.
Nic nie mówiąc wszedłem do środka i zobaczyłem półki pełne najróżniejszych ksiąg o różnych wielkościach i kolorach .
- Żegnaj synu! – rzekł do mnie ojciec. - Masz to, żebyś nigdy nie zapomniał o nas i swojej rodowitej miejscowości. - ściskając mnie dał mi małą monetę z wybitym herbem Drelagar. Nie miała ona może dużej wartości lecz dla mnie zawsze była czymś szczególnym i wyjątkowym.
Patrząc jak mój tata odjeżdża czułem w sobie pustkę i żal, że muszę tu zostać.
- Nie stój na deszczu – powiedział do mnie elf - wejdź do środka.

- Jak długo będę musiał tu zostać ? – zapytałem.
- Tak długo jak zajmie ci cała nauka. - rzekł ironicznie.
Weszliśmy do środka. Wtedy on spytał czy jestem głodny a ja odpowiedziałem mu, że jedliśmy z ojcem stosunkowo niedawno, przy starym konarze niedaleko stąd .
- Idź odpocząć chłopcze przygotowałem ci pokój na poddaszu. Mam nadzieje że będzie Ci wygodnie bo przed tobą długie lata nauki....

Przez długi czas uczyłem się najróżniejszych regułek, przepisów i innych rzeczy lecz jednak mój mentor nie pozwalał mi używać magii praktycznej.
W roku 12 Aeloulaev rządów Amrauil, (1374 RD według ludzkiej miary ) przybył do nas nieznajomy i oznajmił, że królestwo zostało zaatakowane. Mistrz zostaje wezwany do pomocy w obronie Leuthilspar które najechali Daemonfey'y (pół demony/pół złote elfy).
Od razu po odjechaniu nieznajomego mój nauczyciel oznajmił:
- Pakuj się! Wyjeżdżam chronić stolicę.
Podniecony zapytałem czy też będę brał udział w walce on odpowiedział:
- W walce!? - zaśmiał się ironicznie. - Chłopcze to, że już umiesz reguły nie robi z ciebie maga! Hmm mieliśmy w sumie zacząć praktykę od przyszłego tygodnia, lecz w tej sytuacji w drodze do Leuthilspar będziesz ćwiczył swoje umiejętności do kiedy nasze drogi się nie rozejdą .
Nazajutrz wyruszyliśmy w stronę stolicy. Na każdym postoju miałem wyczarować najróżniejsze zaklęcia.
Dobrze opanowaną miałem szkołę iluzji. Z gorszym skutkiem wychodziły mi płonące dłonie, które rzucone z zbyt wielką siłą wytrąciły mnie z równowagi i wpadłem wprost na konia.
Po dniu drogi dotarliśmy do Drelagary. Zdziwiłem się ponieważ mój stary dom stał pusty. Od sąsiadów dowiedziałem się, że rodzice wyjechali zaraz po ogłoszeniu ataku na stolice.
Nie spędziliśmy w mieście wiele czasu. Zaraz po uzupełnieniu zapasów ruszyliśmy dalej .
Po około 3 dniach drogi mistrz dał mi mały świstek papieru i rzekł
-Od teraz musisz Radzic sobie sam, masz tu mapę do Nymlith udaj się tam i odpłyń z Evermeet zanim będzie za późno. –
Nie chcąc się kłócić postanowiliśmy rozdzielić się od razu
Po niecałych 2 dniach drogi dotarłem do Nymlith gdzie postanowiłem uciec z wyspy. Ostatnim statkiem który odpływał tamtego dnia był statek na Aeris więc niezwłocznie załatwiłem z kapitanem sprawę mojej podróży.W końcu wypłynąłem w poszukiwaniu przygód, szczęścia i możliwości nauki.
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl