ďťż
[ Wojownik ] Lilene Starfire


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Nazwa konta postaci: jeme
Nazwa postaci: Lilene Starfire
Płeć postaci: kobieta
Rasa postaci: człowiek
Wiek postaci: 21
Wyznanie postaci: Selune
Pochodzenie postaci: wieś (proszę o ewentualną pomoc w uściśleniu - jeżeli to konieczne)

Jak się okazuje najlepsze scenariusze pisze życie.
Po pierwszych kilku godzinach ogólna koncepcja postaci, sam goły 'szkielet' właściwie, zaczął nabierać ciałka w wyniku zdarzeń po wylądowaniu w Silwood...

No początek odrobina historii:
(osoby bardziej ode mnie zorientowane w świecie 'Zapomnianych Krain' prosiłbym bardzo o sugestie odnośnie miejsca urodzenia bohaterki)

Lilene Starfire

Lilene to postawna, sympatyczna blondynka o żywych, niebieskich oczach. Jest stosunkowo wysoka i dobrze zbudowana. Jest też silna i dosyć zręczna jak na osobę o swoich gabarytach. Jej wiedza o świecie, zwłaszcza tym poza jej wsią, pozostawia jednak wiele do życzenia. Nigdy nie była także zbyt bystra ani szczególnie wygadana. Osoby mniej życzliwe nazwały by ją wręcz naiwną. Braki w erudycji nadrabia jednak szczerym i otwartym podejściem do ludzi a niezbyt lotny intelekt uporem i trzymaniem się (swoich własnych) zasad.

Lilene pochodzi z bogatej (w jej mniemaniu) i poważanej (w jej okolicy) rodziny. Jej ojciec jest (tadam) wójtem, matka z kolei jest córką starego kowala - drugiej co do ważności osobistości we wsi. Niestety tak 'wysokie' urodzenie sprawiło że Lilene wyrosła na osobę nie tyle pewną siebie co zarozumiałą, o wygórowanym poczuciu własnej ważności. Z tego właśnie powodu wciąż nie jest szczęśliwą mężatką - żaden kandydat we wsi nie sprostał jej wysokim wymaganiom. Zresztą poczucie ważności zostało bardzo szybko zweryfikowane przez życie - w jakieś pół godziny po zejściu na ląd w Silwood.

Oprócz rodziców Lil ma także czterech starszych braci. Jako najmłodsze dziecko i jako jedyna dziewczynka stała się oczkiem w głowie 'całej rodziny', co spotkało się oczywiście z wyrażanym często, chętnie i mocno 'zachwytem' braci. Pomimo regularnych bitew rodzeństwa, Lilene dorastała w atmosferze miłości i zrozumienia. Jej rodzina jest bardzo zgrana i kochająca - stając murem za 'swoimi' przeciwko jakimkolwiek zagrożeniom zewnętrznym. Świadomość że ma dom do którego zawsze może wrócić i rodzinę na której może polegać dodaje Lil sił w trudnych chwilach.

Dzieciństwo spędzone na przepychankach z braćmi nauczyło ją radzenia sobie w sytuacjach wymagających rozwiązań siłowych. Poczucie bezpieczeństwa jakie stwarzał jej dom zaowocowało z kolei wewnętrzną potrzebą roztaczania opieki nad osobami od niej słabszymi. Lilene działa według własnych zasad, przedkładając zawsze skuteczność i ostateczny wynik ponad poszanowanie ogólnie przyjętych norm. Ma drobny problem z zaakceptowaniem idei własności. Jeżeli coś jest jej potrzebne, potrafi pożyczyć to, także bez zgody właściciela. Jeżeli jednak sądzi iż pożycza coś na dłużej, stara się zazwyczaj jakoś zbilansować właścicielowi stratę. Należy także zaznaczyć iż podobny stosunek żywi do własnych rzeczy - nigdy nie cierpiała biedy i chętnie dzieli się z innymi.

Lilene lubi się dobrze zabawić - potrafi obalić kufel piwa od jednego przechylenia co wywoływało ogólny podziw w jej wsi. Z ciekawych rysów - Lilene pali fajkę. Zaczęła robić to w wieku szesnastu lat, aby przydać sobie powagi, bardzo szybko jednak weszło jej to w nawyk. Niezbyt dobrze tańczy, za to nieźle śpiewa - zwłaszcza w stanie 'rozluźnienia' po kilku kufelkach. Lil nie lubi jak się do niej mówi Lilka.

Lilene wyruszyła w świat w wyniku dosyć głupiej kłótni z rodziną. Zaczęło się od tego, iż pewnego ranka, od przejezdnego handlarza starzyzną, kupiła sobie starą zbroję i podrdzewiały korbacz. Stwierdziła że skoro jest silna i szybka, a na dodatek nikt jej nie chce za żonę (jaaasne) to zostanie wojownikiem i ruszy w świat pomagać dobrym ludziom. Reakcja rodzeństwa była najgorsza z możliwych - wyśmiali ją po prostu stwierdzając że nie przeżyje pięciu minut w 'prawdziwym świecie'. Po prostu pomysł że ich 'mała siostrzyczka' mogłaby zostać groźnym wojownikiem wydał im się przekomiczny. Podejście rodziców tylko pogorszyło sprawę. Ci z kolei się nie śmiali - pokiwali głowami z politowaniem i zaczęli się użalać nad biednym dzieckiem i opowiadać jaki to zewnętrzny świat jest straszny. Lilane poczuła się urażona do żywego. Wywrzeszczała na całe gardło że nie jest żadnym dzieckiem, że sobie ze wszystkim potrafi poradzić i że im jeszcze pokaże, po czym trzasnęła drzwiami. Rodzice myśleli że dziewczyna wywrzeszczała się i zaraz jej przejdzie, Lil jednak po cichu spakowała swoje drobiazgi, swoje nowe zabawki, osiodłała swojego starego konika i wyruszyła w dół drogi 'wszystkim pokazywać'.

Późnym popołudniem dotarła do wioski rybackiej która w owym momencie wydała się jej sporym miastem portowym. Ponieważ złość wciąż z niej nie wywietrzała, sprzedała swojego konia właścicielowi maleńkiej tawerny, po czym zaokrętowała się na statku który przypadkiem właśnie tutaj uzupełniał zapasy słodkiej wody. Lilene w swojej naiwności wszystkie pieniądze które zarobiła na sprzedaży konia oddała kapitanowi z prośbą aby zawiózł ją tak daleko jak daleko starczy złota.

Podróż morską przeszła bardzo ciężko. Do głowy nawet jej wcześniej nie przyszło że może istnieć coś takiego jak choroba morska. Jednak nawet w tak niesprzyjających warunkach znalazła coś pozytywnego. Stary marynarz któremu zrobiło się żal dziewczyny, umilał jej czas opowieściami o wyznawanym przez niego bóstwie. Były to po prostu jedyne opowieści jakie znał, nadające się dla jej młodych uszu. Lilene nigdy specjalnie nie przejmowała się kwestiami wiary. Nie wiedziała nawet jakiego boga powinna czcić ani w kogo wierzyli jej rodzice. Pomysł oddawania hołdów patronce gwiazd i podróżników - Selune - wydał się Lilene bardzo romantyczny, w związku z tym postanowiła raz na jakiś czas się do niej modlić. Wypróbowała to przy kolejnym ataku choroby morskiej, który o dziwo wydawał się lżejszy niż poprzednie i jakby krótszy. Lilene z entuzjazmem podeszła do swojej nowej wiary, postanawiając przy najbliższej okazji znaleźć odpowiedniego kapłana i wypytać się dokładnie o zasady wiary, których nie potrafił przekazać jej marynarz.

Podróż, która umęczonej Lilene zdawała się trwać wieki, dobiegła jednak końca. Ostatnie dni nie wydawały się nawet takie straszne. Lilene nie odczuwała już wszechogarniających mdłości, była nawet w stanie bez większego problemu pić stęchniętą wodę z beczki i jeść śmierdzące ryby będące podstawą pożywienia na statku. Jednak gdy kapitan oświadczył jej, że gdy tylko ominą przybrzeżne skały, będzie mogła zobaczyć port w którym wysadzi ją na ląd, dziewczyna nie posiadała się z radości. Nie myślała już o kłótni z rodziną, nie myślała także obsesyjnie o powrocie do domu, które to myśli towarzyszyły jej przez całą podróż morską, zyskując na wyrazistości przy każdym skurczu żołądka. Lilene poczuła się nagle na prawdę wolna, z całym nowym, wspaniałym światem do odkrycia - czekającym na nią po zejściu na ląd.

Przepraszam za interpunkcję - długaśne zdania złożone to moja słabość.
Chciałem też zaznaczyć iż dołożyłem wszelkich starań aby nie nasadzić zbyt wielu byków i całość sprawdzałem kilka razy, ale z góry przepraszam wszystkich purystów językowych za ewentualne błędy ortograficzne

Pozdrawiam ekipę - świetna robota. dawno się tak dobrze nie bawiłem.

[ Dodano: Sob Sie 04, 2007 9:09 pm ]
Lilene na stałym lądzie:
(uzupełnienie na podstawie wczorajszych i dzisiejszych wydarzeń.
przez wzgląd na powagę stanowisk oraz osób uczestniczących w wydarzeniach nie ujawnię ich nazwisk )

-ghhhh.... moja głowa....
-Zimno... O szlag! Gdzie ja jestem?
-Co za smród... zaraz chyba zwymiotuje...
-gheeeee... nic z tego? żołądek pusty...
-Co to za miejsce? LOCH???? Co ja do jasnej...
-Co ja wczoraj... Och na Selune....
*wstaje z trudem z siennika i obmacuje poobijaną twarz*
-nieźle mnie załatwili... ta cholerna wywłoka...
*zdezorientowanym wzrokiem rozgląda się po celi*
*nagle z błyskiem desperacji w oczach rzuca się do drzwi, przywiera twarzą do zakratowanego okienka i krzyczy*
-STRAAAAŻŻŻŻŻŻ!!!
*ze zdziwieniem przygląda się temu co widzi za kratami*
-zaraz! to nie wygląda jak kryjówka porywaczy! to wygląda jak... więzienie!!??
*przykładając głowę do drzwi z jednej i z drugiej strony okienka stara się dojrzeć jak największy kawałek korytarza po obydwu stronach celi*
-co za... Wypuśćcie mnieeee!!!
*szarpie za kraty, po czym zrezygnowana siada na sienniku*
-mogli by mi przynajmniej ubranie zostawić, a nie tak w samych gaciach...

...
(po paru godzinach)

-jest tam kto? kto idzie?
*zrywa się z barłogu i podbiega do okienka w drzwiach celi*
-Panie strażniku! Panie strażniku, proszę.....
-Panie strażniku, proszę, mógłby mi Pan dać jakiś koc? Strasznie tu zimno...
-Czemu pan się śmieje?
-Że co? Że co taka miła dziewczyna robi w takim śmierdzącym anclu jak ten?
-No sama w sumie nie wiem za co, ale mogę opowiedzieć co pamiętam...
-To miło że chce pan posłuchać... Acha, nudzi się panu i tak nie ma co w tej norze robić? I tak opowiem...
-No wienc zsiadłam ze statku wieczorem. Wczoraj to chiba było bo facjata wciąż opuchnięta po przywitaniu jakie mi miejscowi zgotowali...
-Co? Nie, nie tak od razu bili. Najpierw było miło... Popytałam ludzi trochę, a że strasznie mnie suszyło po tej podróży morskiej i chciałam gemby jakieś nowe i przyjazne obaczyć, podrałowałam galopkiem do karczmy. Zaraz po wejściu zorientowałam się że trafiłam w odpowiednie miejsce. Mili ludzie, jakiś bard coś brzdąkał, piwo, wino, paru przystojniaków i jakaś śliczna elfka z kwiatkiem we włosach...
-Taak, ale przypomniałam sobie że wszystko co miałam wydałam na podróż. Na szczęście miłe towarzystwo szybko przyjęło mnie do swojego grona i zaprosiło do stolika. I wszyscy panowie chcieli kupować mi piwo. Miłe. Od razu poczułam sie jak u siebie. Po paru piwkach zrobiło mi się tak błogo...
-Nie! Nie zwaliłam się pod stół zalana w trupa! Za kogo mnie pan ma! No przynajmniej nie tak od razu... Najpierw ten duży mięśniak się zaczął do mnie przystawiać. Pewnie myślał że jestem tak nawalona że własnego brata od knura bym nie odróżniła, i tak napalona po morskiej podróży że ani jednemu ani drugiemu bym nie przepuściła... W sumie brzydki nie był, ale żeby tak po chamsku od razu za tyłek... No to ja go SRU! w ten głupi dziób z łokcia. To i się ode mnie odczepił...
-No a potem ten miły z tą ładną elfką poszli tańczyć i ten natrętny polazł za nimi. To ja sobie beczułkę piwa zorganizowałam od karczmarza na koszt nowych przyjaciół i zaczęłam sobie podśpiewywać.
-Tak sobie podśpiewywałam i popijałam, a tu patrze a ci się leją o tę elfkę. No to chciałam im pomóc w tym laniu, wstałam, spróbowałam podnieść stół...
-Co 'no i?' No co? No dobra - no i wtedy właśnie zwaliłam się pod ten chorerny stół co go chciałam podnieść...
-Nieee! Nic w stylu 'i obudziłam się naga i związana w lochu' jeszcze nie teraz w każdym razie. Najpierw się obudziłam pod stołem bo się jakoś tak inaczej zrobiło w karczmie - chyba przycichło po prostu. Wygrzebałam się akurat w momencie kiedy towarzystwo zmywało się przez drzwi z karczmarzem na piętach. No to wzięłam pod pachę beczułkę piwa co przy stole stała nienapoczenta jeszcze i polazłam za nimi.
-Znalazłam ludzi przy moście odpoczywających w szerszym gronie. Postawiłam beczułkę, o kuflu zapomniałam, to denko całe odbiłam i zaczęliśmy raczyć się prosto z beczki. Jeden z tych ludzi z karczmy opowiadał niestworzone historie jaka to tam bitwa była jakiemuś obcemu co go jeszcze nie widziałam, jacyś ludzie sztuczki różne magiczne wyczyniali... Oparłam się pleckami o beczułkę, zapaliłam fajkę krzesiwem od takiego miłego jednego, i znowu zrobiło mi się tak błogo. I wszystko było fajnie aż do momentu kiedy ten miły pan co dawał mi krzesiwo tak jakoś zaczarował że się ciemno zrobiło.
-Nie, nie napadły nas wtedy smoki... No co pan? Przecież smoki to bajki dla szczyli co w barłóg leją - tak tatko zawsze mówił. Aaa - to żart taki, rozumiem już... Nie, wtedy co się ciemno zrobiło to zaraz czuje jak ktoś mnie znowu za tyłek złapał. To jak się zrobiło znowu jasno to ja plask! tego co siedział obok mnie w jape! No i jakoś wtedy przypałętał się ten cham z taką drugą babą i z facjatą na nas! No ja strachliwa nie jestem to takie wydzieranki mnie nie ruszają. A ci na nas że mamy oddawać całą broń, wszystkie kosztowności, czy jakoś tak. No że w samym ubraniu mamy zostać. No to ja myślę sobie: napad w środku miasta przy tylu ludziach... Chyba żarty sobie robią... A ten zboczeniec cholerny wrzeszczy że sie mam rozbierać do gaci samych! Przy wszystkich! No to ja myślę - ja ci dam napalony popaprańcu! Chciałam po dobroci, ale sie doczekałeś! No i w krzyk STRAAAAAAŻŻŻŻŻŻ!!!!!! Ale nikt nie przyszedł...
-Z czego pan się śmieje? Że kto on niby jest? NO TO CZEMU DO JASNEJ CHOLERY NIE POWIEDZIAŁ? No nic nie powiedział - kto on jest, czego chce ode mnie, tylko prać chciał i rozbierać. Z takim jednym jak on to bym sobie poradziła - no jasne że bym sobie poradziła! Bo pan nie wie nawet jaka ja silna jestem! To po tatku! I po dziadku! No ale ta baba na mnie wtedy wskoczyła i lu! W pysk... No a potem mnie chyba ktoś ciągnął. No i obudziłam się naga w lochu... Tylko nie związana przynajmniej. Ale to zbóje jacy musieli być! Żadne takie jak pan mówi, bo co? Za nic, bez słowa po pysku lali? O! I wszystko mi ukradli! Ubranie nawet! No co się pan śmieje??? Że niby tak tu jest? Ale ja ich wszytkich na sund dam! Mój tatko wójtem jest to nie byle co! Panie strażniku! Panie strażniku gdzie pan idzie???? Panie strażniku!!! A ten koc????...

...
(po paru godzinach)

-WYPUŚĆCIE MNIE!!!!
*wali pięścią w drzwi*
-WYPUŚĆCIE MNIE!!!!
*wali pięścią w drzwi*
-Wracaj tu strażniku, klawiszy w kółko ganiany! Wracaj to tobie też jape obije!
*wali pięścią w drzwi*

...
(po paru godzinach)

-Ja wam pokaże! Ja wam pokaże! Córkę wójta w dziurze trzymać! AAAAARRRRGGGHHHH!!!!!!!!!!!
*z rozpędu kopie w drzwi - które z trzaskiem ustępują - a Lilene rozpędem leci dalej i ląduje na plecach na korytarzu*
-...
-O w facjatę...
*wstaje z ziemi i otrzepuje dolny odcinek pleców z drzazg i resztek drzwi*
-Dzięki dziadku - zawsze wiedziałam że mam krzepę...
*rozgląda się dookoła z zamyślonym wyrazem poobijanej twarzy*
-EHEM! Przepraszam? Jest tu kto?
-Przepraszam! Bo ja chyba drzwi wam trochę rozwaliłam...
*po krótkim przeszukaniu korytarza znajduje jakieś brudne łachy i ubiera się w nie*
-hm... widać lubią tu takie rozbieranki... Ciekawe po kim zostało to ubranie...
*z pewnym wahaniem zbliża się do wiodących na wyższy poziom schodów*
-przepraszam? jest tu kto?
*powoli wchodzi na schody rozglądając się dookoła. Na wyższym poziomie pęta się trochę młodych ludzi w mundurach - nie wykazujących żadnego zainteresowania*
-Przepraszam?
*żadnej reakcji*
-PRZEPRASZAM!!! JEST TU KTOŚ KOMPETENTNY?
*okrzyk wywołał kilka zdziwionych spojrzeń, ale żadnej konkretnej reakcji. Lilene rzuca dookoła zniecierpliwionym spojrzeniem, po czym zdecydowanym krokiem zbliża się do drzwi wyjściowych. W progu odwraca się i krzyczy*
-To jak się pojawi ktoś kompetentny to mu powiedzcie że przepraszam za drzwi i że możecie zatrzymać sobie moją zbroję - na poczet napraw. Ale po korbacz to się jeszcze zgłoszę.
*odwraca się na pięcie i energicznym krokiem wychodzi na zewnątrz - ku czekającej na nią nieznanej przyszłości*

(uroczyście oświadczam iż część oczywistych błędów ortograficznych to nieudolna próba stylizacji)

[ Dodano: Nie Sie 05, 2007 3:17 am ]
heh - właśnie przed chwilą usłyszałem od jednego z GMów że historia mu się nie podoba bo jest głupia i nie trzyma się kupy. Na akceptację z jego strony generalnie nie mam co liczyć.

Prosiłbym więc bardzo o wpisywanie komentarzy. Nawet - a zwłaszcza - negatywnych. Chciałbym dowiedzieć się co jest nie tak z tą postacią aby w przyszłości ustrzec się błędów.

Nie ukrywam że mnie osobiście postać się podoba i zależało by mi na akceptacji, bo zdążyłem się z nią (w ciągu dwóch dni) zżyć, ale nie ja jestem tu DMem, no i oczywiście daleko mi do obiektywności.

Chciałbym zdementować także plotki jakoby Lil była notoryczną pijaczką. To że lubi się zabawić i że uchlała się w trupa zaraz po zejściu na ląd, w toważystwie podejrzanych indywidułów, nie oznacza od razu że robi tak na codzień Szufladkowanie jej na podstawie jednego epizodu nie jest w stosunku do niej fair.

na koniec - chciałbym pewną konkretną osobę przeprosić jeszcze raz za upierdliwość na privie. Ona wie o kogo chodzi.

pozdrawiam
jeme


Propozycja zmian - w związku z powyższą historią

1. Pochodzenie - może ziemie na Północy?
2. Wyznanie - Tempus?
a da się jakoś uzasadnić wiarę w Tempusa?

Kobitka generalnie jast mało religijna, a w Selune wierzy tylko dla tego że miała jakiś punkt zaczepienia wypluwając żołądek na statku. Z pewnością napady religijności będzie miała w 'sprzyjających okolicznościach' - goniona przez hordę gnoli, czy lecząca kaca giganta...

Tempus chyba do niej nie do końca pasuje - honorowa walka? To nie dla niej... Ugryźć, kopnąć w jaja, stołkiem walnąć w tył głowy to tak. Na ubitą ziemię? W sumie czemu nie, też fajna zabawa, ale takie formalności nie wydają się jej konieczne

----

Nazwa konta postaci: jeme
Nazwa postaci: Lilene Starfire
Płeć postaci: kobieta
Rasa postaci: człowiek
Wiek postaci: 21
Wyznanie postaci: Selune???
Pochodzenie postaci: wieś gdzieś na północy

Lilene to postawna, sympatyczna blondynka o żywych, niebieskich oczach. Jest stosunkowo wysoka i dobrze zbudowana. Jest też silna i dosyć zręczna jak na osobę o swoich gabarytach. Jej wiedza o świecie, zwłaszcza tym poza jej wsią, pozostawia jednak wiele do życzenia. Nigdy nie była także zbyt bystra ani szczególnie wygadana. Osoby mniej życzliwe nazwały by ją wręcz naiwną. Braki w erudycji nadrabia jednak szczerym i otwartym podejściem do ludzi a niezbyt lotny intelekt uporem i trzymaniem się (swoich własnych) zasad.

Lilene pochodzi z bogatej (w jej mniemaniu) i poważanej (w jej okolicy) rodziny. Jej ojciec jest (tadam) wójtem, matka z kolei jest córką starego kowala - drugiej co do ważności osobistości we wsi. Niestety tak 'wysokie' urodzenie sprawiło że Lilene wyrosła na osobę nie tyle pewną siebie co zarozumiałą, o wygórowanym poczuciu własnej ważności. Z tego właśnie powodu wciąż nie jest szczęśliwą mężatką - żaden kandydat we wsi nie sprostał jej wysokim wymaganiom. Zresztą poczucie ważności zostało bardzo szybko zweryfikowane przez życie - w jakieś pół godziny po zejściu na ląd w Silwood.

Oprócz rodziców Lil ma także czterech starszych braci. Jako najmłodsze dziecko i jako jedyna dziewczynka stała się oczkiem w głowie 'całej rodziny', co spotkało się oczywiście z wyrażanym często, chętnie i mocno 'zachwytem' braci. Pomimo regularnych bitew rodzeństwa, Lilene dorastała w atmosferze miłości i zrozumienia. Jej rodzina jest bardzo zgrana i kochająca - stając murem za 'swoimi' przeciwko jakimkolwiek zagrożeniom zewnętrznym. Świadomość że ma dom do którego zawsze może wrócić i rodzinę na której może polegać dodaje Lil sił w trudnych chwilach.

Dzieciństwo spędzone na przepychankach z braćmi nauczyło ją radzenia sobie w sytuacjach wymagających rozwiązań siłowych. Poczucie bezpieczeństwa jakie stwarzał jej dom zaowocowało z kolei wewnętrzną potrzebą roztaczania opieki nad osobami od niej słabszymi. Lilene działa według własnych zasad, przedkładając zawsze skuteczność i ostateczny wynik ponad poszanowanie ogólnie przyjętych norm. Ma drobny problem z zaakceptowaniem idei własności. Jeżeli coś jest jej potrzebne, potrafi pożyczyć to, także bez zgody właściciela. Jeżeli jednak sądzi iż pożycza coś na dłużej, stara się zazwyczaj jakoś zbilansować właścicielowi stratę. Należy także zaznaczyć iż podobny stosunek żywi do własnych rzeczy - nigdy nie cierpiała biedy i chętnie dzieli się z innymi.

Lilene lubi się dobrze zabawić - potrafi obalić kufel piwa od jednego przechylenia co wywoływało ogólny podziw w jej wsi. Z ciekawych rysów - Lilene pali fajkę. Zaczęła robić to w wieku szesnastu lat, aby przydać sobie powagi, bardzo szybko jednak weszło jej to w nawyk. Niezbyt dobrze tańczy, za to nieźle śpiewa - zwłaszcza w stanie 'rozluźnienia' po kilku kufelkach. Lil nie lubi jak się do niej mówi Lilka.

Lilene wyruszyła w świat w wyniku dosyć głupiej kłótni z rodziną. Zaczęło się od tego, iż pewnego ranka, od przejezdnego handlarza starzyzną, kupiła sobie starą zbroję i podrdzewiały korbacz. Stwierdziła że skoro jest silna i szybka, a na dodatek nikt jej nie chce za żonę (jaaasne) to zostanie wojownikiem i ruszy w świat pomagać dobrym ludziom. Reakcja rodzeństwa była najgorsza z możliwych - wyśmiali ją po prostu stwierdzając że nie przeżyje pięciu minut w 'prawdziwym świecie'. Po prostu pomysł że ich 'mała siostrzyczka' mogłaby zostać groźnym wojownikiem wydał im się przekomiczny. Podejście rodziców tylko pogorszyło sprawę. Ci z kolei się nie śmiali - pokiwali głowami z politowaniem i zaczęli się użalać nad biednym dzieckiem i opowiadać jaki to zewnętrzny świat jest straszny. Lilane poczuła się urażona do żywego. Wywrzeszczała na całe gardło że nie jest żadnym dzieckiem, że sobie ze wszystkim potrafi poradzić i że im jeszcze pokaże, po czym trzasnęła drzwiami. Rodzice myśleli że dziewczyna wywrzeszczała się i zaraz jej przejdzie, Lil jednak po cichu spakowała swoje drobiazgi, swoje nowe zabawki, osiodłała swojego starego konika i wyruszyła w dół drogi 'wszystkim pokazywać'.

Późnym popołudniem dotarła do wioski rybackiej która w owym momencie wydała się jej sporym miastem portowym. Ponieważ złość wciąż z niej nie wywietrzała, sprzedała swojego konia właścicielowi maleńkiej tawerny, po czym zaokrętowała się na statku który przypadkiem właśnie tutaj uzupełniał zapasy słodkiej wody. Lilene w swojej naiwności wszystkie pieniądze które zarobiła na sprzedaży konia oddała kapitanowi z prośbą aby zawiózł ją tak daleko jak daleko starczy złota.

Podróż morską przeszła bardzo ciężko. Do głowy nawet jej wcześniej nie przyszło że może istnieć coś takiego jak choroba morska. Jednak nawet w tak niesprzyjających warunkach znalazła coś pozytywnego. Stary marynarz któremu zrobiło się żal dziewczyny, umilał jej czas opowieściami o wyznawanym przez niego bóstwie. Były to po prostu jedyne opowieści jakie znał, nadające się dla jej młodych uszu. Lilene nigdy specjalnie nie przejmowała się kwestiami wiary. Nie wiedziała nawet jakiego boga powinna czcić ani w kogo wierzyli jej rodzice. Pomysł oddawania hołdów patronce gwiazd i podróżników - Selune - wydał się Lilene bardzo romantyczny, w związku z tym postanowiła raz na jakiś czas się do niej modlić. Wypróbowała to przy kolejnym ataku choroby morskiej, który o dziwo wydawał się lżejszy niż poprzednie i jakby krótszy. Lilene z entuzjazmem podeszła do swojej nowej wiary, postanawiając przy najbliższej okazji znaleźć odpowiedniego kapłana i wypytać się dokładnie o zasady wiary, których nie potrafił przekazać jej marynarz.

Podróż, która umęczonej Lilene zdawała się trwać wieki, dobiegła jednak końca. Ostatnie dni nie wydawały się nawet takie straszne. Lilene nie odczuwała już wszechogarniających mdłości, była nawet w stanie bez większego problemu pić stęchniętą wodę z beczki i jeść śmierdzące ryby będące podstawą pożywienia na statku. Jednak gdy kapitan oświadczył jej, że gdy tylko ominą przybrzeżne skały, będzie mogła zobaczyć port w którym wysadzi ją na ląd, dziewczyna nie posiadała się z radości. Nie myślała już o kłótni z rodziną, nie myślała także obsesyjnie o powrocie do domu, które to myśli towarzyszyły jej przez całą podróż morską, zyskując na wyrazistości przy każdym skurczu żołądka. Lilene poczuła się nagle na prawdę wolna, z całym nowym, wspaniałym światem do odkrycia - czekającym na nią po zejściu na ląd.

----

PS.
Lil po ucieczce z więzienia spotkała kilka miłych osób, miała kilka ciekawych przygód, ostatecznie jednak stwierdziła że to chyba nie dla niej. Pozatym wciąż ciążył na niej niesłuszny wyrok, a życie banity nie przystoi córce wójta.
Odprowadzona przez jednego z przyjaciół wsiadła na statek i popłynęła do domu.
Wydaje mi się jednak że nie wysiedzi tam długo. Życie domowej kwoki jakoś do niej nie pasuje...
Co do wyznania może po prostu Chauntea? Dla osoby niespecjalnie religijna, tak chyba będzie najsensowniej.


No ma to pewien sens - powrót do 'rolniczych' korzeni.
Żeby za duzo nie zmieniać - mozliwe że stary marynarz poradził jej pomodlić się do boga w jakiego tam wierzy, a panienka przypomniała sobie jedyne bóstwo z jakim się zetknęła przy okazji dorzynek czy innych rytuałów płodności.
Wklej zatem proszę poprawioną wersję
myśle co by jeszcze zmienić...

[ Dodano: Pon Sie 27, 2007 5:48 pm ]
ok - takie poprawianie w środku tekstu nie jest zbyt fajne... Mam nadzieję że nie nawaliłem byków i da się to przeczytać bez bólu uzębienia...

Nazwa konta postaci: jeme
Nazwa postaci: Lilene Starfire
Płeć postaci: kobieta
Rasa postaci: człowiek
Wiek postaci: 21
Wyznanie postaci: Chauntea
Pochodzenie postaci: wieś gdzieś na północy

Lilene to postawna, sympatyczna blondynka o żywych, niebieskich oczach. Jest stosunkowo wysoka i dobrze zbudowana. Jest też silna i dosyć zręczna jak na osobę o swoich gabarytach. Jej wiedza o świecie, zwłaszcza tym poza jej wsią, pozostawia jednak wiele do życzenia. Nigdy nie była także zbyt bystra ani szczególnie wygadana. Osoby mniej życzliwe nazwały by ją wręcz naiwną. Braki w erudycji nadrabia jednak szczerym i otwartym podejściem do ludzi a niezbyt lotny intelekt uporem i trzymaniem się (swoich własnych) zasad.

Lilene pochodzi z bogatej (w jej mniemaniu) i poważanej (w jej okolicy) rodziny. Jej ojciec jest (tadam) wójtem, matka z kolei jest córką starego kowala - drugiej co do ważności osobistości we wsi. Niestety tak 'wysokie' urodzenie sprawiło że Lilene wyrosła na osobę nie tyle pewną siebie co zarozumiałą, o wygórowanym poczuciu własnej ważności. Z tego właśnie powodu wciąż nie jest szczęśliwą mężatką - żaden kandydat we wsi nie sprostał jej wysokim wymaganiom. Zresztą poczucie ważności zostało bardzo szybko zweryfikowane przez życie - w jakieś pół godziny po zejściu na ląd w Silwood.

Oprócz rodziców Lil ma także czterech starszych braci. Jako najmłodsze dziecko i jako jedyna dziewczynka stała się oczkiem w głowie 'całej rodziny', co spotkało się oczywiście z wyrażanym często, chętnie i mocno 'zachwytem' braci. Pomimo regularnych bitew rodzeństwa, Lilene dorastała w atmosferze miłości i zrozumienia. Jej rodzina jest bardzo zgrana i kochająca - stając murem za 'swoimi' przeciwko jakimkolwiek zagrożeniom zewnętrznym. Świadomość że ma dom do którego zawsze może wrócić i rodzinę na której może polegać dodaje Lil sił w trudnych chwilach.

Dzieciństwo spędzone na przepychankach z braćmi nauczyło ją radzenia sobie w sytuacjach wymagających rozwiązań siłowych. Poczucie bezpieczeństwa jakie stwarzał jej dom zaowocowało z kolei wewnętrzną potrzebą roztaczania opieki nad osobami od niej słabszymi. Lilene działa według własnych zasad, przedkładając zawsze skuteczność i ostateczny wynik ponad poszanowanie ogólnie przyjętych norm. Ma drobny problem z zaakceptowaniem idei własności. Jeżeli coś jest jej potrzebne, potrafi pożyczyć to, także bez zgody właściciela. Jeżeli jednak sądzi iż pożycza coś na dłużej, stara się zazwyczaj jakoś zbilansować właścicielowi stratę. Należy także zaznaczyć iż podobny stosunek żywi do własnych rzeczy - nigdy nie cierpiała biedy i chętnie dzieli się z innymi.

Lilene lubi się dobrze zabawić - potrafi obalić kufel piwa od jednego przechylenia co wywoływało ogólny podziw w jej wsi. Z ciekawych rysów - Lilene pali fajkę. Zaczęła robić to w wieku szesnastu lat, aby przydać sobie powagi, bardzo szybko jednak weszło jej to w nawyk. Niezbyt dobrze tańczy, za to nieźle śpiewa - zwłaszcza w stanie 'rozluźnienia' po kilku kufelkach. Lil nie lubi jak się do niej mówi Lilka.

Lilene wyruszyła w świat w wyniku dosyć głupiej kłótni z rodziną. Zaczęło się od tego, iż pewnego ranka, od przejezdnego handlarza starzyzną, kupiła sobie starą zbroję i podrdzewiały korbacz. Stwierdziła że skoro jest silna i szybka, a na dodatek nikt jej nie chce za żonę (jaaasne) to zostanie wojownikiem i ruszy w świat pomagać dobrym ludziom. Reakcja rodzeństwa była najgorsza z możliwych - wyśmiali ją po prostu stwierdzając że nie przeżyje pięciu minut w 'prawdziwym świecie'. Po prostu pomysł że ich 'mała siostrzyczka' mogłaby zostać groźnym wojownikiem wydał im się przekomiczny. Podejście rodziców tylko pogorszyło sprawę. Ci z kolei się nie śmiali - pokiwali głowami z politowaniem i zaczęli się użalać nad biednym dzieckiem i opowiadać jaki to zewnętrzny świat jest straszny. Lilane poczuła się urażona do żywego. Wywrzeszczała na całe gardło że nie jest żadnym dzieckiem, że sobie ze wszystkim potrafi poradzić i że im jeszcze pokaże, po czym trzasnęła drzwiami. Rodzice myśleli że dziewczyna wywrzeszczała się i zaraz jej przejdzie, Lil jednak po cichu spakowała swoje drobiazgi, swoje nowe zabawki, osiodłała swojego starego konika i wyruszyła w dół drogi 'wszystkim pokazywać'.

Późnym popołudniem dotarła do wioski rybackiej która w owym momencie wydała się jej sporym miastem portowym. Ponieważ złość wciąż z niej nie wywietrzała, sprzedała swojego konia właścicielowi maleńkiej tawerny, po czym zaokrętowała się na statku który przypadkiem właśnie tutaj uzupełniał zapasy słodkiej wody. Lilene w swojej naiwności wszystkie pieniądze które zarobiła na sprzedaży konia oddała kapitanowi z prośbą aby zawiózł ją tak daleko jak daleko starczy złota.

Podróż morską przeszła bardzo ciężko. Do głowy nawet jej wcześniej nie przyszło że może istnieć coś takiego jak choroba morska. Jednak nawet w tak niesprzyjających warunkach Lil znalazła coś pozytywnego. Stary marynarz któremu zrobiło się żal dziewczyny, umilał jej czas opowieściami o wyznawanym przez niego bóstwie. Były to po prostu jedyne opowieści jakie znał, nadające się dla jej młodych uszu. Lilene nigdy specjalnie nie przejmowała się kwestiami wiary. Nie była nawet pewna jakiego boga powinna czcić ani w kogo wierzyli jej rodzice. Pomysł proszenia o pomoc kogokolwiek obcego, a w szczególności kogoś tak odległego i niesprecyzowanego jak jakieś bóstwo wydał jej się dziwny i raczej śmieszny. Niemniej (tonący brzytwy się chwyta) postanowiła dać szansę bogom, a konkretnie Chauntea - boginji z obrządkiem której pobierznie zetknęła się przy okazji uroczystości w rodzinnej wsi. W końcu chwilka modlitwy nikomu jeszcze nie zaszkodziła, a kto wie, może pomoże? Wypróbowała to przy kolejnym ataku choroby morskiej, który o dziwo wydawał się lżejszy niż poprzednie i jakby krótszy. Lilene z entuzjazmem podeszła do swojej nowej wiary, postanawiając przy najbliższej okazji znaleźć odpowiedniego kapłana i wypytać się dokładnie o zasady wiary. Oczywiście kiedy tylko nie będzie miała czegoś ciekawszego do roboty.

Podróż, która umęczonej Lilene zdawała się trwać wieki, dobiegła jednak końca. Ostatnie dni nie wydawały się nawet takie straszne. Lilene nie odczuwała już wszechogarniających mdłości, była nawet w stanie bez większego problemu pić stęchniętą wodę z beczki i jeść śmierdzące ryby będące podstawą pożywienia na statku. Jednak gdy kapitan oświadczył jej, że gdy tylko ominą przybrzeżne skały, będzie mogła zobaczyć port w którym wysadzi ją na ląd, dziewczyna nie posiadała się z radości. Nie myślała już o kłótni z rodziną, nie myślała także obsesyjnie o powrocie do domu, które to myśli towarzyszyły jej przez całą podróż morską, zyskując na wyrazistości przy każdym skurczu żołądka. Lilene poczuła się nagle na prawdę wolna, z całym nowym, wspaniałym światem do odkrycia - czekającym na nią po zejściu na ląd.
Warunkowo akceptuję, chociaż błędy językowe mnie odrobinę irytują.
prosisz, masz

Dziękuję

Akceptuję.
wohoo!

Dzięki!
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl