Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
:arrow:Konto: Dessli
:arrow:Nazwa: Luth Stonar
:arrow:Płeć: Mężczyzna
:arrow:Rasa: Człowiek
:arrow:Wiek: 24 lat
:arrow:Wyznanie: Torm
:arrow:Pochodzenie: Waterdeep
:arrow:Charakter: Neutralny Dobry
:arrow:Opis:
Widzisz średniego wzrostu człowieka o niebieskich oczach
i brązowych włosach-dredach.
:arrow:Historia:
Historia mojego życia rozpoczęła się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1351 RD. Urodziłem się w biednej rodzinie, w dzielnicy Doków. Rodzice: ojciec Ander i matka Cefrey wychowali mnie tak jak i mojego brat Malcera na człowieka który umie sobie poradzić w gorszych chwilach.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Wraz z kilkoma rówieśnikami (najbliżsi mnie to: mój brat Malcer, Geth Lackman i Bran Helder) założyliśmy małą organizację zwaną Ostrza Chwały. Nazwa nie miała żadnego związku z działalnością grupy. Wybrano mnie przywódcą. Pomagaliśmy za pieniądze innym, w dzieciństwie robiliśmy za przewodników lub wykonywaliśmy prace takie jak przynieś, zanieś, pozamiataj. Gdy dorośliśmy, zaczęliśmy przyjmować bardziej wymagające zadania takie jak ochrona karawany, karczmy czy jakiegoś składu z towarem. Tak rozpoczęło się moje życie jako najemnika.
W 1374 RD nastały cięższe czasy dla organizacji. Przez pojawienie się wielu konkurencyjnych ugrupowań zmniejszyła się liczba klientów. Ostrza Chwały zakończyły swą działalność jako grupy. Po kilku miesiącach „suszy” nadarzyła się okazja do zarobku. Należało ochraniać statek który płynął na wyspę Aeris. Zgłosiłem się od razu na ochotnika i wraz z grupą nieznanych mi najemników wypłynąłem w nieznane mi dotąd wody.
Wetuję imię Luth, zgodnie z regulaminem.
http://neverwinter2.gram....opic.php?t=4436
czyli jak mam zmienić imie czy nie? Bo się pogubiłem. Jest na razie 2 Luthów na grze więc nie wiem czy nie mogłoby być 3
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 24 lat
Wyznanie: Torm
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Neutralny Dobry
Opis:
Widzisz średniego wzrostu człowieka o niebieskich oczach
i brązowych włosach-dredach.
Historia:
Historia mojego życia rozpoczęła się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1351 RD. Urodziłem się w biednej rodzinie, w dzielnicy Doków. Rodzice: ojciec Ander i matka Cefrey wychowali mnie tak jak i mojego brat Malcera na człowieka który umie sobie poradzić w gorszych chwilach.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Wraz z kilkoma rówieśnikami (najbliżsi mnie to: mój brat Malcer, Geth Lackman i Bran Helder) założyliśmy małą organizację zwaną Ostrza Chwały. Nazwa nie miała żadnego związku z działalnością grupy. Wybrano mnie przywódcą. Pomagaliśmy za pieniądze innym, w dzieciństwie robiliśmy za przewodników lub wykonywaliśmy prace takie jak przynieś, zanieś, pozamiataj. Gdy dorośliśmy, zaczęliśmy przyjmować bardziej wymagające zadania takie jak ochrona karawany, karczmy czy jakiegoś składu z towarem. Tak rozpoczęło się moje życie jako najemnika.
W 1374 RD nastały cięższe czasy dla organizacji. Przez pojawienie się wielu konkurencyjnych ugrupowań zmniejszyła się liczba klientów. Ostrza Chwały zakończyły swą działalność jako grupy. Po kilku miesiącach „suszy” nadarzyła się okazja do zarobku. Należało ochraniać statek który płynął na wyspę Aeris. Zgłosiłem się od razu na ochotnika i wraz z grupą nieznanych mi najemników wypłynąłem w nieznane mi dotąd wody.
Zmienić /z obserwacji wiem, że aktywny jest tylko jeden i to dość znany - więc to twój byłby drugi/.
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 24 lat
Wyznanie: Torm
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Neutralny Dobry
Opis:
Widzisz średniego wzrostu człowieka o niebieskich oczach
i brązowych włosach-dredach.
Historia:
Historia mojego życia rozpoczęła się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1351 RD. Urodziłem się w biednej rodzinie, w dzielnicy Doków. Rodzice: ojciec Ander i matka Cefrey wychowali mnie tak jak i mojego brat Malcera na człowieka który umie sobie poradzić w gorszych chwilach.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Wraz z kilkoma rówieśnikami (najbliżsi mnie to: mój brat Malcer, Geth Lackman i Bran Helder) założyliśmy małą organizację zwaną Ostrza Chwały. Nazwa nie miała żadnego związku z działalnością grupy. Wybrano mnie przywódcą. Pomagaliśmy za pieniądze innym, w dzieciństwie robiliśmy za przewodników lub wykonywaliśmy prace takie jak przynieś, zanieś, pozamiataj. Gdy dorośliśmy, zaczęliśmy przyjmować bardziej wymagające zadania takie jak ochrona karawany, karczmy czy jakiegoś składu z towarem. Tak rozpoczęło się moje życie jako najemnika.
W 1374 RD nastały cięższe czasy dla organizacji. Przez pojawienie się wielu konkurencyjnych ugrupowań zmniejszyła się liczba klientów. Ostrza Chwały zakończyły swą działalność jako grupy. Po kilku miesiącach „suszy” nadarzyła się okazja do zarobku. Należało ochraniać statek który płynął na wyspę Aeris. Zgłosiłem się od razu na ochotnika i wraz z grupą nieznanych mi najemników wypłynąłem w nieznane mi dotąd wody.
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 24 lat
Wyznanie: Torm
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Neutralny Dobry
Opis:
Widzisz średniego wzrostu człowieka o niebieskich oczach
i brązowych włosach-dredach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1351 RD. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Rodzice: ojciec Ander i matka Cefrey wychowali mnie tak jak i mojego brat Malcera na człowieka który umie sobie poradzić w gorszych chwilach.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Wraz z kilkoma rówieśnikami (najbliżsi mnie to: mój brat Malcer, Geth Lackman i Bran Helder) założyliśmy małą organizację zwaną Ostrza Chwały. Nazwa nie miała żadnego związku z działalnością grupy. Wybrano mnie przywódcą. Pomagaliśmy za pieniądze innym, w dzieciństwie robiliśmy za przewodników lub wykonywaliśmy prace takie jak przynieś, zanieś, pozamiataj. Gdy dorośliśmy, zaczęliśmy przyjmować bardziej wymagające zadania takie jak ochrona karawany, karczmy czy jakiegoś składu z towarem. Tak rozpoczęło się moje życie jako najemnika...
W 1374 RD nastały cięższe czasy dla organizacji. Przez pojawienie się wielu konkurencyjnych ugrupowań zmniejszyła się liczba klientów. Ostrza Chwały zakończyły swą działalność jako grupy. Po kilku miesiącach „suszy” nadarzyła się okazja do zarobku. Należało ochraniać statek który płynął na wyspę Aeris. Zgłosiłem się od razu na ochotnika i wraz z grupą nieznanych mi najemników wypłynąłem w nieznane.
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 24 lat
Wyznanie: Torm
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Neutralny Dobry
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięsnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i bląd włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1351 RD. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Rodzice: ojciec Ander i matka Cefrey wychowali mnie tak jak i mojego brat Malcera na człowieka który umie sobie poradzić w gorszych chwilach.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Wraz z kilkoma rówieśnikami (najbliżsi mnie to: mój brat Malcer, Geth Lackman i Bran Helder) założyliśmy małą organizację zwaną Ostrza Chwały. Nazwa nie miała żadnego związku z działalnością grupy. Wybrano mnie przywódcą. Pomagaliśmy za pieniądze innym, w dzieciństwie robiliśmy za przewodników lub wykonywaliśmy prace takie jak przynieś, zanieś, pozamiataj. Gdy dorośliśmy, zaczęliśmy przyjmować bardziej wymagające zadania takie jak ochrona karawany, karczmy czy jakiegoś składu z towarem. Tak rozpoczęło się moje życie jako najemnika...
W 1374 RD nastały cięższe czasy dla organizacji. Przez pojawienie się wielu konkurencyjnych ugrupowań zmniejszyła się liczba klientów. Ostrza Chwały zakończyły swą działalność jako grupy. Po kilku miesiącach „suszy” nadarzyła się okazja do zarobku. Należało ochraniać statek który płynął na wyspę Aeris. Zgłosiłem się od razu na ochotnika i wraz z grupą nieznanych mi najemników wypłynąłem w nieznane.
Wysłany: Wczoraj 19:17
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 lat
Wyznanie: Torm
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Neutralny Dobry
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięsnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i bląd włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Rodzice: ojciec Ander i matka Cefrey wychowali mnie tak jak i mojego brat Malcera na człowieka który umie sobie poradzić w gorszych chwilach.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Wraz z kilkoma rówieśnikami (najbliżsi mnie to: mój brat Malcer, Geth Lackman i Bran Helder) założyliśmy małą organizację zwaną Ostrza Chwały. Nazwa nie miała żadnego związku z działalnością grupy. Wybrano mnie przywódcą. Pomagaliśmy za pieniądze innym, w dzieciństwie robiliśmy za przewodników lub wykonywaliśmy prace takie jak przynieś, zanieś, pozamiataj.
Pół roku temu dostaliśmy swoje pierwsze bardziej wymagające zadanie. Ochrona statku płynącego na wyspę Aeris. Wyprawa przebiegła bez najmniejszych problemów. Ja pozostałem na wyspie, zaciekawiła mnie. Moi towarzysze wrócili do Waterdeep.
Ech... z jednej strony w drugą...
Grupka, która zajmowała się wcześniej pracami takimi jak
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 lat
Wyznanie: Torm
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Neutralny Dobry
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięsnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i bląd włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Rodzice: ojciec Ander i matka Cefrey wychowali mnie tak jak i mojego brat Malcera na człowieka który umie sobie poradzić w gorszych chwilach.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Wraz z kilkoma rówieśnikami (najbliżsi mnie to: mój brat Malcer, Geth Lackman i Bran Helder) założyliśmy małą organizację zwaną Ostrza Chwały. Nazwa nie miała żadnego związku z działalnością grupy. Wybrano mnie przywódcą. Pomagaliśmy za pieniądze innym, w dzieciństwie robiliśmy za przewodników lub wykonywaliśmy prace takie jak przynieś, zanieś, pozamiataj.
Rok temu zdecydowaliśmy że zaczniemy przyjmować bardziej wymagające zadania. Każdy z nas dobrze władał bronią co wyniósł po dorastaniu w dokach. Byliśmy dość znani w dokach i wystarczyło trochę cierpliwości. Minęło trochę czasu, ale wreszcie się doczekaliśmy. Nasze pierwsze zadanie miało polegać na ochronie statku płynącego na wyspę Aeris. Nie wiedzieliśmy co statek transportuje, nie była to nasza sprawa. Wyprawa przebiegła bez najmniejszych problemów.
Ja pozostałem na wyspie, zaciekawiła mnie. Moi towarzysze wrócili do Waterdeep.
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 19 lat
Wyznanie: Torm
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Neutralny Dobry
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięsnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i bląd włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Matka zmarła niedługo po moich narodzinach. Ojciec Ander wychował mnie i mojego brat Malcera na ludzi potrafiących radzić sobie w życiu.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Często razem z przyjaciółmi Gethem i Branem wpakowywaliśmy się w kłopoty, zwykle wszystko zawsze było na nas. Tacy już byliśmy. Za to mój brat był całkowitym moim przeciwieństwem, posłuszny, grzeczny.
Gdy miałem już 18 lat, za dwa miesiące miały być moje 19 urodziny. Razem z Branem i Gethem poszliśmy do karczmy napić się jakiegoś mocnego trunku. Barman był dobrym znajomym pozwolił nam zostać na noc, gdy nie było już klientów sam się do nas przysiadł. Siedzieliśmy tak i piliśmy jedno piwo po drugim byliśmy już nieźle schlani. Kilka godzin po północy, drzwi do baru otwarły się z łoskotem. Do pomieszczenia wpadł Malcer, zaczął na do mnie krzyczeć:
"-Wstawaj! Pijaku! Ojciec umiera a ty chlejesz!". Jak usłyszałem ostatnie zdanie od razu się otrząsnąłem sam nie wiem jak to się stało
"-Co jest ojcu?"-zapytałem.
"-Leży na łożu śmierci, a ty sie tu zapijasz!"
Wstałem od stołu, przeprosiłem pijących towarzyszy. I próbując utrzymać równowagę i biec jednocześnie udałem się za bratem do domu.
Po drodze kilka razy się przewróciłem, ale jednak udało się dobiec do celu. W domu od razu udałem się do pokoju Ojca. Tata leżał w łóżku widać było że nie najlepiej z nim a nawet można by rzec że było bardzo źle. Gdzieniegdzie na jego ciele można było dostrzec siniaki, krew lejącą sie z ran, aż dziwne było że jeszcze żyje. Kapłan klęczał przy łóżku. Podszedłem chwiejnym krokiem do łoża klęknąłem, nie żeby sie pomodlić po prostu nie mogłem już ustać o własnych siłach.
"-Synu jesteś?"- zapytał
"-Tak, ojcze przepraszam."
"-Nic się nie stało ważne że już jesteś." - wyszeptał po czym wykrzywił sie w bólu próbując się uśmiechnąć.
"-Co się się stało? Napadł Cię ktoś?"
"-Ta..." - zaczął się krztusić -"Banda L..."
"-Kogo?"
"-Lu..." - znowu zaczął się krztusić
"-Lutha?" - na to pytanie ojciec tylko skinął głową.
Na jego twarzy można było dostrzec uśmiech w grymasie bólu. Głowa opadła mu na poduszkę.
"Zasnął. I już się nie obudzi."-wyszeptałem
W mojej głowie było tylko jedno. Zemsta. Dopaść tego drania, jego ludzi i powyrzynać w pień. Brat zauważył że targała mną nienawiść i zemsta.
"-Co chcesz teraz zrobić?"-zapytał
"-Znajdę go i zamorduję! Będę go ścigał po wszystkich morzach i oceanach."
Nie próbował mnie nawet powstrzymać, wiedział że to nic nie da.
Wybiegłem z domu, obiegłem wszystkie uliczki dobrze mi znane.
Nie znalazłem łotra który uśmiercił mi ojca. Nigdzie go nie było. Wróciłem do domu, położyłem się spać...
Wstałem rano, udałem się na miasto. Do karczmy gdzie piłem poprzedniego wieczoru, spotkałem tam Getha i Brana powiedziałem im co się stało. Zaczęliśmy szukać poszlak gdzie ten Luth może być. Dowiedzieliśmy się jedynie, że wczoraj razem ze swą bandą wsiadł na pokład statku i odpłynął. Spakowałem się, wziąłem najbardziej potrzebne mi rzeczy. Wsiadłem do jednego ze statków wypływających tego dnia z portu i odpłynąłem, by odnaleźć mordercę.
Moim pierwszym przystankiem na drodze była wyspa Aeris. Miałem niezmierne przeczucie że się na niej zatrzymał dlatego zdecydowałem że ją zbadam.
CytatGdy miałem już 18 lat, za dwa miesiące miały być moje 19 urodziny. Razem z Branem i Gethem poszliśmy do karczmy napić się jakiegoś mocnego trunku.
Po prostu zmień to np. na:
Jakoś postać pakująca się w bójki i kłopoty nie widzi mi się jako Neutralna Dobra, to raz.
A dwa, że w tej postaci nie ma Torma, za to mamy nienawiść i pragnienie zemsty...
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 19 lat
Wyznanie: Tempus
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Chaotyczny Naturalny
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięsnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i bląd włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Matka zmarła niedługo po moich narodzinach. Ojciec Ander wychował mnie i mojego brat Malcera na ludzi potrafiących radzić sobie w życiu.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Często razem z przyjaciółmi Gethem i Branem wpakowywaliśmy się w kłopoty, zwykle wszystko zawsze było na nas. Tacy już byliśmy. Za to mój brat był całkowitym moim przeciwieństwem, posłuszny, grzeczny.
Miałem już prawie 19 lat. Razem z Branem i Gethem poszliśmy do karczmy napić się jakiegoś mocnego trunku. Barman był dobrym znajomym pozwolił nam zostać na noc, gdy nie było już klientów sam się do nas przysiadł. Siedzieliśmy tak i piliśmy jedno piwo po drugim byliśmy już nieźle schlani. Kilka godzin po północy, drzwi do baru otwarły się z łoskotem. Do pomieszczenia wpadł Malcer, zaczął na do mnie krzyczeć:
"-Wstawaj! Pijaku! Ojciec umiera a ty chlejesz!". Jak usłyszałem ostatnie zdanie od razu się otrząsnąłem sam nie wiem jak to się stało
"-Co jest ojcu?"-zapytałem.
"-Leży na łożu śmierci, a ty sie tu zapijasz!"
Wstałem od stołu, przeprosiłem pijących towarzyszy. I próbując utrzymać równowagę i biec jednocześnie udałem się za bratem do domu.
Po drodze kilka razy się przewróciłem, ale jednak udało się dobiec do celu. W domu od razu udałem się do pokoju Ojca. Tata leżał w łóżku widać było że nie najlepiej z nim a nawet można by rzec że było bardzo źle. Gdzieniegdzie na jego ciele można było dostrzec siniaki, krew lejącą sie z ran, aż dziwne było że jeszcze żyje. Kapłan klęczał przy łóżku. Podszedłem chwiejnym krokiem do łoża klęknąłem, nie żeby sie pomodlić po prostu nie mogłem już ustać o własnych siłach.
"-Synu jesteś?"- zapytał
"-Tak, ojcze przepraszam."
"-Nic się nie stało ważne że już jesteś." - wyszeptał po czym wykrzywił sie w bólu próbując się uśmiechnąć.
"-Co się się stało? Napadł Cię ktoś?"
"-Ta..." - zaczął się krztusić -"Banda L..."
"-Kogo?"
"-Lu..." - znowu zaczął się krztusić
"-Lutha?" - na to pytanie ojciec tylko skinął głową.
Na jego twarzy można było dostrzec uśmiech w grymasie bólu. Głowa opadła mu na poduszkę.
"Zasnął. I już się nie obudzi."-wyszeptałem
W mojej głowie było tylko jedno. Zemsta. Dopaść tego drania, jego ludzi i powyrzynać w pień. Brat zauważył że targała mną nienawiść i zemsta.
"-Co chcesz teraz zrobić?"-zapytał
"-Znajdę go i zamorduję! Będę go ścigał po wszystkich morzach i oceanach."
Nie próbował mnie nawet powstrzymać, wiedział że to nic nie da.
Wybiegłem z domu, obiegłem wszystkie uliczki dobrze mi znane.
Nie znalazłem łotra który uśmiercił mi ojca. Nigdzie go nie było. Wróciłem do domu, położyłem się spać...
Wstałem rano, udałem się do karczmy gdzie piłem poprzedniego wieczoru. Spotkałem tam Getha i Brana powiedziałem im co się stało. Zaczęliśmy szukać poszlak gdzie ten Luth może być. Dowiedzieliśmy się jedynie, że wczoraj razem ze swą bandą wsiadł na pokład statku i odpłynął. Spakowałem się, wziąłem najbardziej potrzebne mi rzeczy. Wsiadłem do jednego ze statków wypływających tego dnia z portu i odpłynąłem, by odnaleźć mordercę.
Mam jeszcze wątpliwości co do cudownego wytrzeźwienia po kilku godzinach spędzonych w tawernie... może jednak troszkę ich "uspokój"?
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 19 lat
Wyznanie: Tempus
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Chaotyczny Naturalny
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięsnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i bląd włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Matka zmarła niedługo po moich narodzinach. Ojciec Ander wychował mnie i mojego brat Malcera na ludzi potrafiących radzić sobie w życiu.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Często razem z przyjaciółmi Gethem i Branem wpakowywaliśmy się w kłopoty, zwykle wszystko zawsze było na nas. Tacy już byliśmy. Za to mój brat był całkowitym moim przeciwieństwem, posłuszny, grzeczny.
Miałem już prawie 19 lat. Pewnego wieczoru razem z Branem i Gethem poszliśmy do karczmy napić się jakiegoś mocnego trunku. Barman był dobrym znajomym pozwolił nam zostać na noc, gdy nie było już klientów sam się do nas przysiadł. Siedzieliśmy tak rozmawiając o różnych wydarzeniach w mieście jak i poza nim popijając piwo od czasu do czasu by zaspokoić suche gardło. Kilka godzin po północy, drzwi do baru otworzyły się z łoskotem. Do pomieszczenia wpadł Malcer, zaczął do mnie krzyczeć:
"-Wstawaj! Pijaku! Ojciec umiera a ty chlejesz?"
"-Co jest ojcu?"-zapytałem.
"-Leży na łożu śmierci, a ty sie tu zapijasz!"
Wstałem od stołu, przeprosiłem towarzyszy. Byłem już z lekka odurzony alkoholem. Próbując utrzymać równowagę i biec jednocześnie udałem się za bratem do domu.
Po drodze kilka razy się przewróciłem, ale z pomocą brata udało się dobiec do celu. W domu od razu udałem się do pokoju Ojca. Tata leżał w łóżku widać było że nie najlepiej z nim a nawet można by rzec że było bardzo źle. Gdzieniegdzie na jego ciele można było dostrzec siniaki, krew lejącą sie z ran, aż dziwne było że jeszcze żyje. Kapłan klęczał przy łóżku. Podszedłem chwiejnym krokiem do łoża klęknąłem, nie żeby sie pomodlić po prostu nie mogłem już ustać o własnych siłach.
"-Synu jesteś?"- zapytał
"-Tak, ojcze przepraszam."
"-Nic się nie stało ważne że już jesteś." - wyszeptał po czym wykrzywił sie w bólu próbując się uśmiechnąć.
"-Co się się stało? Napadł Cię ktoś?"
"-Ta..." - zaczął się krztusić -"Banda L..."
"-Kogo?"
"-Lu..." - znowu zaczął się krztusić
"-Lutha?" - na to pytanie ojciec tylko skinął głową.
Na jego twarzy można było dostrzec uśmiech w grymasie bólu. Głowa opadła mu na poduszkę.
"Zasnął. I już się nie obudzi."-wyszeptałem
W mojej głowie było tylko jedno. Zemsta. Dopaść tego drania, jego ludzi i powyrzynać w pień. Brat zauważył że targała mną nienawiść i zemsta.
"-Co chcesz teraz zrobić?"-zapytał
"-Znajdę go i zamorduję! Będę go ścigał po wszystkich morzach i oceanach."
Nie próbował mnie nawet powstrzymać, wiedział że to nic nie da.
Wybiegłem z domu, obiegłem wszystkie dobrze mi znane uliczki. Śmierć ojca tak na mnie wpłynęła że od razu wytrzeźwiałem ze stanu upojenia.
Nie znalazłem łotra który uśmiercił mi ojca. Nigdzie go nie było. Wróciłem do domu i skonany położyłem się spać...
Wstałem rano, udałem się do karczmy gdzie piłem poprzedniego wieczoru. Spotkałem tam Getha i Brana, widać przespali noc w karczmie. Powiedziałem im co się stało. Zaczęliśmy szukać poszlak gdzie ten Luth może być. Dowiedzieliśmy się jedynie, że ma na nazwisko Helder i wczoraj razem ze swą bandą wsiadł na pokład odpływającego statku. Spakowałem się, wziąłem najbardziej potrzebne mi rzeczy. Wsiadłem do jednej z łodzi wypływających tego dnia z portu i odpłynąłem, by odnaleźć mordercę.
Moim pierwszym przystankiem na drodze była wyspa Aeris. Miałem niezmierne przeczucie że się na niej zatrzymał dlatego zdecydowałem że ją zbadam.
*wzdycha* Imiona... ja wiem, że niejednemu psu burek, ale pewne zasadny przyjęliśmy dla celów unikalności każdej z postaci. Stąd wetuję w historii imiona Ander, Malcer, Luth.
Proszę poprawić podzial zdań. Proszę również wyeliminować błędy kolor włosów.
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 19 lat
Wyznanie: Tempus
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Chaotyczny Naturalny
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięśnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i blond włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Matka zmarła niedługo po moich narodzinach. Ojciec Blath wychował mnie i mojego brat Stora na ludzi potrafiących radzić sobie w życiu. Wpajał nam do głowy że najważniejsza jest walczyć o swoje. Wychował nas także na wyznawców Tempusa, zawsze uważał że wiara w Władcę Bitew dodaje odwagi w wojnie. Wiedział to pewnie z własnego doświadczenia bo sam stoczył wiele bitew.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Często razem z przyjaciółmi Gethem i Branem wpakowywaliśmy się w kłopoty, zwykle wszystko zawsze było na nas. Tacy już byliśmy. Za to mój brat był całkowitym moim przeciwieństwem, posłuszny, grzeczny.
Miałem już prawie 19 lat. Pewnego wieczoru razem z Branem i Gethem poszliśmy do karczmy napić się jakiegoś mocnego trunku. Barman był dobrym znajomym pozwolił nam zostać na noc, gdy nie było już klientów sam się do nas przysiadł. Siedzieliśmy tak rozmawiając o różnych wydarzeniach w mieście jak i poza nim popijając piwo od czasu do czasu by zaspokoić suche gardło. Kilka godzin po północy, drzwi do baru otworzyły się z łoskotem. Do pomieszczenia wpadł Stor, zaczął do mnie krzyczeć:
"-Wstawaj! Pijaku! Ojciec umiera a ty chlejesz?"
"-Co jest ojcu?"-zapytałem.
"-Leży na łożu śmierci, a ty sie tu zapijasz!"
Wstałem od stołu, przeprosiłem towarzyszy. Byłem już z lekka odurzony alkoholem. Próbując utrzymać równowagę i biec jednocześnie udałem się za bratem do domu.
Po drodze kilka razy się przewróciłem, ale z pomocą brata udało się dobiec do celu. W domu od razu udałem się do pokoju Ojca. Tata leżał w łóżku widać było że nie najlepiej z nim. Można by rzec że było bardzo źle. Gdzieniegdzie na jego ciele można było dostrzec siniaki. Krew wypływała mu z dwóch głębokich ran. Był już prawie po tamtej stronie Świata. Kapłan klęczał przy łóżku. Podszedłem chwiejnym krokiem do łoża klęknąłem, nie żeby sie pomodlić po prostu nie mogłem już ustać o własnych siłach.
"-Synu jesteś?"- zapytał
"-Tak, ojcze przepraszam."
"-Nic się nie stało ważne że już jesteś." - wyszeptał po czym wykrzywił sie w bólu próbując się uśmiechnąć.
"-Co się się stało? Napadł Cię ktoś?"
"-Ta..." - zaczął się krztusić -"Banda T..."
"-Kogo?"
"-Tam..." - znowu zaczął się krztusić
"-Tamana?" - na to pytanie ojciec tylko skinął głową.
Na jego twarzy można było dostrzec uśmiech w grymasie bólu. Głowa opadła mu na poduszkę.
"Zasnął. I już się nie obudzi."-wyszeptałem
W mojej głowie było tylko jedno. Zemsta. Dopaść tego drania, jego ludzi i powyrzynać w pień. Brat zauważył że targała mną nienawiść i zemsta.
"-Co chcesz teraz zrobić?"-zapytał
"-Znajdę go i zamorduję! Będę go ścigał po wszystkich morzach i oceanach."
Nie próbował mnie nawet powstrzymać, wiedział że to nic nie da.
Wybiegłem z domu, obiegłem wszystkie dobrze mi znane uliczki. Śmierć ojca tak na mnie wpłynęła że od razu wytrzeźwiałem ze stanu upojenia.
Nie znalazłem łotra który uśmiercił mi ojca. Nigdzie go nie było. Wróciłem do domu i skonany położyłem się spać...
Wstałem rano, udałem się do karczmy gdzie piłem poprzedniego wieczoru. Spotkałem tam Getha i Brana, widać przespali noc w karczmie. Powiedziałem im co się stało. Zaczęliśmy szukać poszlak gdzie ten Taman może być. Dowiedzieliśmy się jedynie, że ma na nazwisko Windrivver i wczoraj razem ze swą bandą wsiadł na pokład odpływającego statku. Spakowałem się, wziąłem najbardziej potrzebne mi rzeczy. Wsiadłem do jednej z łodzi wypływających tego dnia z portu i odpłynąłem, by odnaleźć mordercę.
Moim pierwszym przystankiem na drodze była wyspa Aeris. Miałem niezmierne przeczucie że się na niej zatrzymał dlatego zdecydowałem że ją zbadam.
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 19 lat
Wyznanie: Tempus
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Chaotyczny Naturalny
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięśnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i blond włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Matka zmarła niedługo po moich narodzinach. Ojciec Blath wychował mnie i mojego brat Stora na ludzi potrafiących radzić sobie w życiu. Wpajał nam do głowy że najważniejsza jest walczyć o swoje. Wychował nas także na wyznawców Tempusa, zawsze uważał że wiara w Władcę Bitew dodaje odwagi na wojnie. Wiedział to pewnie z własnego doświadczenia bo sam stoczył wiele bitew.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Często razem z przyjaciółmi Gethem i Branem wpakowywaliśmy się w kłopoty, zwykle wszystko zawsze było na nas. Tacy już byliśmy. Za to mój brat był całkowitym moim przeciwieństwem, posłuszny, grzeczny.
Miałem już prawie 19 lat. Pewnego wieczoru razem z Branem i Gethem poszliśmy do karczmy napić się jakiegoś mocnego trunku. Barman był dobrym znajomym pozwolił nam zostać na noc, gdy nie było już klientów sam się do nas przysiadł. Siedzieliśmy tak rozmawiając o różnych wydarzeniach w mieście jak i poza nim popijając piwo od czasu do czasu by zaspokoić suche gardło. Kilka godzin po północy, drzwi do baru otworzyły się z łoskotem. Do pomieszczenia wpadł Stor, zaczął do mnie krzyczeć:
"-Wstawaj! Pijaku! Ojciec umiera a ty chlejesz?"
"-Co jest ojcu?"-zapytałem.
"-Leży na łożu śmierci, a ty sie tu zapijasz!"
Wstałem od stołu, przeprosiłem towarzyszy. Byłem już z lekka odurzony alkoholem. Próbując utrzymać równowagę i biec jednocześnie udałem się za bratem do domu.
Po drodze kilka razy się przewróciłem, ale z pomocą brata udało się dobiec do celu. W domu od razu udałem się do pokoju Ojca. Tata leżał w łóżku widać było że nie najlepiej z nim. Można by rzec że było bardzo źle. Gdzieniegdzie na jego ciele można było dostrzec siniaki. Krew wypływała mu z dwóch głębokich ran. Był już prawie po tamtej stronie Świata. Kapłan klęczał przy łóżku. Podszedłem chwiejnym krokiem do łoża klęknąłem, nie żeby sie pomodlić po prostu nie mogłem już ustać o własnych siłach.
"-Synu jesteś?"- zapytał
"-Tak, ojcze przepraszam."
"-Nic się nie stało ważne że już jesteś." - wyszeptał po czym wykrzywił sie w bólu próbując się uśmiechnąć.
"-Co się się stało? Napadł Cię ktoś?"
"-Ta..." - zaczął się krztusić -"Banda T..."
"-Kogo?"
"-Tam..." - znowu zaczął się krztusić
"-Tamana?" - na to pytanie ojciec tylko skinął głową.
Na jego twarzy można było dostrzec uśmiech w grymasie bólu. Głowa opadła mu na poduszkę.
"Zasnął. I już się nie obudzi."-wyszeptałem
W mojej głowie było tylko jedno. Zemsta. Dopaść tego drania, jego ludzi i powyrzynać w pień. Brat zauważył że targała mną nienawiść i zemsta.
"-Co chcesz teraz zrobić?"-zapytał
"-Znajdę go i zamorduję! Będę go ścigał po wszystkich morzach i oceanach."
Nie próbował mnie nawet powstrzymać, wiedział że to nic nie da.
Wybiegłem z domu, obiegłem wszystkie dobrze mi znane uliczki. Śmierć ojca tak na mnie wpłynęła że od razu wytrzeźwiałem ze stanu upojenia.
Nie znalazłem łotra który uśmiercił mi ojca. Nigdzie go nie było. Wróciłem do domu i skonany położyłem się spać...
Wstałem rano, udałem się do karczmy gdzie piłem poprzedniego wieczoru. Spotkałem tam Getha i Brana, widać przespali noc w karczmie. Powiedziałem im co się stało. Zaczęliśmy szukać poszlak gdzie ten Taman może być. Dowiedzieliśmy się jedynie, że ma na nazwisko Windrivver i wczoraj razem ze swą bandą wsiadł na pokład odpływającego statku. Spakowałem się, wziąłem najbardziej potrzebne mi rzeczy. Wsiadłem do jednej z łodzi wypływających tego dnia z portu i odpłynąłem, by odnaleźć mordercę.
Moim pierwszym przystankiem na drodze była wyspa Aeris. Miałem niezmierne przeczucie że się na niej zatrzymał dlatego zdecydowałem że ją zbadam.
Wiadomo?? ukryta / Hidden message
Siła: 16
Zręczność: 14
Budowa: 16
Inteligencja: 10
Mądrość: 10
Charyzma: 10
CytatWychował nas także na wyznawców Tempusa, zawsze uważał że wiara w Władcę Bitew dodaje odwagi na wojnie. Wiedział to pewnie z własnego doświadczenia bo sam stoczył wiele bitew.
A w jakich bitwach i wojnach brał udział, jako mieszkaniec Waterdeep?
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 19 lat
Wyznanie: Tempus
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Chaotyczny Naturalny
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięśnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i blond włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Matka zmarła niedługo po moich narodzinach. Ojciec Blath wychował mnie i mojego brat Stora na ludzi potrafiących radzić sobie w życiu. Wpajał nam do głowy że najważniejsza jest walczyć o swoje. Wychował nas także na wyznawców Tempusa, zawsze uważał że wiara w Władcę Bitew dodaje odwagi na wojnie. Wiedział to pewnie z własnego doświadczenia bo w młodości dużo podróżował.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Często razem z przyjaciółmi Gethem i Branem wpakowywaliśmy się w kłopoty, zwykle wszystko zawsze było na nas. Tacy już byliśmy. Za to mój brat był całkowitym moim przeciwieństwem, posłuszny, grzeczny.
Miałem już prawie 19 lat. Pewnego wieczoru razem z Branem i Gethem poszliśmy do karczmy napić się jakiegoś mocnego trunku. Barman był dobrym znajomym pozwolił nam zostać na noc, gdy nie było już klientów sam się do nas przysiadł. Siedzieliśmy tak rozmawiając o różnych wydarzeniach w mieście jak i poza nim popijając piwo od czasu do czasu by zaspokoić suche gardło. Kilka godzin po północy, drzwi do baru otworzyły się z łoskotem. Do pomieszczenia wpadł Stor, zaczął do mnie krzyczeć:
"-Wstawaj! Pijaku! Ojciec umiera a ty chlejesz?"
"-Co jest ojcu?"-zapytałem.
"-Leży na łożu śmierci, a ty sie tu zapijasz!"
Wstałem od stołu, przeprosiłem towarzyszy. Byłem już z lekka odurzony alkoholem. Próbując utrzymać równowagę i biec jednocześnie udałem się za bratem do domu.
Po drodze kilka razy się przewróciłem, ale z pomocą brata udało się dobiec do celu. W domu od razu udałem się do pokoju Ojca. Tata leżał w łóżku widać było że nie najlepiej z nim. Można by rzec że było bardzo źle. Gdzieniegdzie na jego ciele można było dostrzec siniaki. Krew wypływała mu z dwóch głębokich ran. Był już prawie po tamtej stronie Świata. Kapłan klęczał przy łóżku. Podszedłem chwiejnym krokiem do łoża klęknąłem, nie żeby sie pomodlić po prostu nie mogłem już ustać o własnych siłach.
"-Synu jesteś?"- zapytał
"-Tak, ojcze przepraszam."
"-Nic się nie stało ważne że już jesteś." - wyszeptał po czym wykrzywił sie w bólu próbując się uśmiechnąć.
"-Co się się stało? Napadł Cię ktoś?"
"-Ta..." - zaczął się krztusić -"Banda T..."
"-Kogo?"
"-Tam..." - znowu zaczął się krztusić
"-Tamana?" - na to pytanie ojciec tylko skinął głową.
Na jego twarzy można było dostrzec uśmiech w grymasie bólu. Głowa opadła mu na poduszkę.
"Zasnął. I już się nie obudzi."-wyszeptałem
W mojej głowie było tylko jedno. Zemsta. Dopaść tego drania, jego ludzi i powyrzynać w pień. Brat zauważył że targała mną nienawiść i zemsta.
"-Co chcesz teraz zrobić?"-zapytał
"-Znajdę go i zamorduję! Będę go ścigał po wszystkich morzach i oceanach."
Nie próbował mnie nawet powstrzymać, wiedział że to nic nie da.
Wybiegłem z domu, obiegłem wszystkie dobrze mi znane uliczki. Śmierć ojca tak na mnie wpłynęła że od razu wytrzeźwiałem ze stanu upojenia.
Nie znalazłem łotra który uśmiercił mi ojca. Nigdzie go nie było. Wróciłem do domu i skonany położyłem się spać...
Wstałem rano, udałem się do karczmy gdzie piłem poprzedniego wieczoru. Spotkałem tam Getha i Brana, widać przespali noc w karczmie. Powiedziałem im co się stało. Zaczęliśmy szukać poszlak gdzie ten Taman może być. Dowiedzieliśmy się jedynie, że ma na nazwisko Windrivver i wczoraj razem ze swą bandą wsiadł na pokład odpływającego statku. Spakowałem się, wziąłem najbardziej potrzebne mi rzeczy. Wsiadłem do jednej z łodzi wypływających tego dnia z portu i odpłynąłem, by odnaleźć mordercę.
Moim pierwszym przystankiem na drodze była wyspa Aeris. Miałem niezmierne przeczucie że się na niej zatrzymał dlatego zdecydowałem że ją zbadam.
Jest już dobrze, czy mam coś jeszcze zmienić?
Minęło już trochę czasu chyba z 4 dni od ostatniego postu wiec przypominam o sobie ;P (oczywiście rozumiem że możecie nie mieć czasu)
Czy mógłby ktoś napisać co mam jeszcze zmienić? A jeśli wszystkie niejasności są już wytłumaczone to zaakceptować postać? Zlitujcie się bo nie wiem czy moge grać tą postacią czy mam grać tą postacią czy zacząć wymyślać nową historie...
http://neverwinter2.gram....opic.php?t=5889
Niechciałbym się dowiedzieć za 10 dni że nie dostanę akceptacji "Od 31 marca do 10 maja takie ograniczenie obejmie Waterdeep(...)"
Warunkowo akceptuję
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 19 lat
Wyznanie: Tempus
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Chaotyczny Naturalny
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięśnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i blond włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Matka zmarła niedługo po moich narodzinach. Ojciec Blath wychował mnie i mojego brat Stora na ludzi potrafiących radzić sobie w życiu. Wpajał nam do głowy że najważniejsza jest walczyć o swoje. Wychował nas także na wyznawców Tempusa, zawsze uważał że wiara w Władcę Bitew dodaje odwagi na wojnie. Wiedział to pewnie z własnego doświadczenia bo w młodości dużo podróżował.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Często razem z przyjaciółmi Gethem i Branem wpakowywaliśmy się w kłopoty, zwykle wszystko zawsze było na nas. Tacy już byliśmy. Za to mój brat był całkowitym moim przeciwieństwem, posłuszny, grzeczny.
Miałem już prawie 19 lat. Pewnego wieczoru razem z Branem i Gethem poszliśmy do karczmy napić się jakiegoś mocnego trunku. Barman był dobrym znajomym pozwolił nam zostać na noc, gdy nie było już klientów sam się do nas przysiadł. Siedzieliśmy tak rozmawiając o różnych wydarzeniach w mieście jak i poza nim popijając piwo od czasu do czasu by zaspokoić suche gardło. Kilka godzin po północy, drzwi do baru otworzyły się z łoskotem. Do pomieszczenia wpadł Stor, zaczął do mnie krzyczeć:
"-Wstawaj! Pijaku! Ojciec umiera a ty chlejesz?"
"-Co jest ojcu?"-zapytałem.
"-Leży na łożu śmierci, a ty sie tu zapijasz!"
Wstałem od stołu, przeprosiłem towarzyszy. Byłem już z lekka odurzony alkoholem. Próbując utrzymać równowagę i biec jednocześnie udałem się za bratem do domu.
Po drodze kilka razy się przewróciłem, ale z pomocą brata udało się dobiec do celu. W domu od razu udałem się do pokoju Ojca. Tata leżał w łóżku widać było że nie najlepiej z nim. Można by rzec że było bardzo źle. Gdzieniegdzie na jego ciele można było dostrzec siniaki. Krew wypływała mu z dwóch głębokich ran. Był już prawie po tamtej stronie Świata. Kapłan klęczał przy łóżku. Podszedłem chwiejnym krokiem do łoża klęknąłem, nie żeby sie pomodlić po prostu nie mogłem już ustać o własnych siłach.
"-Synu jesteś?"- zapytał
"-Tak, ojcze przepraszam."
"-Nic się nie stało ważne że już jesteś." - wyszeptał po czym wykrzywił sie w bólu próbując się uśmiechnąć.
"-Co się się stało? Napadł Cię ktoś?"
"-Ta..." - zaczął się krztusić -"Banda T..."
"-Kogo?"
"-Tam..." - znowu zaczął się krztusić
"-Tamana?" - na to pytanie ojciec tylko skinął głową.
Na jego twarzy można było dostrzec uśmiech w grymasie bólu. Głowa opadła mu na poduszkę.
"Zasnął. I już się nie obudzi."-wyszeptałem
W mojej głowie było tylko jedno. Zemsta. Dopaść tego drania, jego ludzi i powyrzynać w pień. Brat zauważył że targała mną nienawiść i zemsta.
"-Co chcesz teraz zrobić?"-zapytał
"-Znajdę go i zamorduję! Będę go ścigał po wszystkich morzach i oceanach."
Nie próbował mnie nawet powstrzymać, wiedział że to nic nie da.
Wybiegłem z domu, obiegłem wszystkie dobrze mi znane uliczki. Śmierć ojca tak na mnie wpłynęła że od razu wytrzeźwiałem ze stanu upojenia.
Nie znalazłem łotra który uśmiercił mi ojca. Nigdzie go nie było. Wróciłem do domu i skonany położyłem się spać...
Wstałem rano, udałem się do karczmy gdzie piłem poprzedniego wieczoru. Spotkałem tam Getha i Brana, widać przespali noc w karczmie. Powiedziałem im co się stało. Zaczęliśmy szukać poszlak gdzie ten Taman może być. Dowiedzieliśmy się jedynie, że ma na nazwisko Windrivver i wczoraj razem ze swą bandą wsiadł na pokład odpływającego statku. Spakowałem się, wziąłem najbardziej potrzebne mi rzeczy. Wsiadłem do jednej z łodzi wypływających tego dnia z portu, płynęła ona na wyspy Moonshea. Po drodze zachaczając o wyspę Aeris. Odpłynąłem. Gdy przypłyneliśmy do portu na wyspie Aeris, wysiadłem z łodzi przejść się po mieście. Popytałem i dowiedziałem się że Taman osiedlił się na wyspie.
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 19 lat
Wyznanie: Tempus
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Chaotyczny Naturalny
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięśnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i blond włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Zostałem adoptowany. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Matka zmarła gdy miałem 5 lat. Ojciec Blath wychował mnie i mojego brat Stora na ludzi potrafiących radzić sobie w życiu. Wpajał nam do głowy że najważniejsza jest walczyć o swoje. Wychował nas także na wyznawców Tempusa, zawsze uważał że wiara w Władcę Bitew dodaje odwagi na wojnie. Wiedział to pewnie z własnego doświadczenia bo w młodości dużo podróżował.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Często razem z przyjaciółmi Gethem i Branem wpakowywaliśmy się w kłopoty, zwykle wszystko zawsze było na nas. Tacy już byliśmy. Za to Stor był całkowitym moim przeciwieństwem, posłuszny, grzeczny.
Miałem już prawie 19 lat. Pewnego wieczoru razem z Branem i Gethem poszliśmy do karczmy napić się jakiegoś mocnego trunku. Barman był dobrym znajomym pozwolił nam zostać na noc, gdy nie było już klientów sam się do nas przysiadł. Siedzieliśmy tak rozmawiając o różnych wydarzeniach w mieście jak i poza nim popijając piwo od czasu do czasu by zaspokoić suche gardło. Kilka godzin po północy, drzwi do baru otworzyły się z łoskotem. Do pomieszczenia wpadł Stor, zaczął do mnie krzyczeć:
"-Wstawaj! Pijaku! Ojciec umiera a ty chlejesz?"
"-Co jest ojcu?"-zapytałem.
"-Leży na łożu śmierci, a ty sie tu zapijasz!"
Wstałem od stołu, przeprosiłem towarzyszy. Byłem już z lekka odurzony alkoholem. Próbując utrzymać równowagę i biec jednocześnie udałem się za bratem do domu.
Po drodze kilka razy się przewróciłem, ale z pomocą brata udało się dobiec do celu. W domu od razu udałem się do pokoju Ojca. Tata leżał w łóżku widać było że nie najlepiej z nim. Można by rzec że było bardzo źle. Był już prawie po tamtej stronie Świata. Kapłan klęczał przy łóżku. Podszedłem chwiejnym krokiem do łoża klęknąłem, nie żeby sie pomodlić po prostu nie mogłem już ustać o własnych siłach.
"-Synu jesteś?"- zapytał
"-Tak, ojcze przepraszam."
"-Nic się nie stało ważne że już jesteś." - wyszeptał po czym wykrzywił sie w bólu próbując się uśmiechnąć.
"-St..." - zaczął się krztusić.
"-Co?"
"-Strin..." - znowu zaczął się krztusić, głowa opadła mu na poduszkę.
"Zasnął. I już się nie obudzi. Strin? O co mu chodziło?"-wyszeptałem
"Stringdale" - brat położył rękę na moim ramieniu - "Tak nazywali się Twoi prawdziwi-biologiczni rodzice. Wiem że mieszkają tu, w Waterdeep. Są kupcami, nie ma ich teraz w mieście pewnie wyjechali. Mają syna, Twojego brata, wypłynął on na wyspę Aeris."
Bez słowa poszedłem do pokoju i położyłem się spać...
Wstałem rano, udałem się do karczmy gdzie piłem poprzedniego wieczoru. Spotkałem tam Getha i Brana, widać przespali noc w karczmie. Powiedziałem im o śmierci ojca, pogrzebie, o moim prawdziwym bracie, prawdziwych rodzicach i o tym że mam zamiar wypłynąć. Spotkać brata. Pogrzeb odbył się w południe. Gdy wróciłem do domu spakowałem się, wziąłem najbardziej potrzebne mi rzeczy. Pożegnałem się z przyszywanym bratem i przyjaciółmi. Wsiadłem do łodzi płynącej na wyspy Moonshea, zatrzymując się po drodze na wyspie Aeris. Zapłaciłem kapitanowi za podróż i odpłynąłem.
- "Przyszywany" Ojciec urodził się tak jak ja w Waterdeep i wyruszył razem z przyjaciółmi w poszukiwanie przygód. Na traktach walczył z rabusiami, goblinami, orkami i wieloma innymi stworami.
Gdy się postarzał, w wieku 40 lat wrócił do domu poznał moją matkę i po 2 latach urodził się Stor. Rodzice chcieli mieć dwójkę dzieci, ale jak się nie starali to i tak Matka nie mogła zajść w ciążę. Zdecydowali się na adopcję. Adoptowali mnie miałem wtedy niespełna rok. Blath często opowiadał co robił za młodu. Czasem były to zmyślone bajki dla dzieci na dobranoc, częściej jednak prawdziwe przygody. Zmarł ze starości.
- "Biologiczny" brat bliźniak to Moren Stringdale
Wiadomo?? ukryta / Hidden message
Siła: 16
Zręczność: 14
Budowa: 16
Inteligencja: 10
Mądrość: 10
Charyzma: 10
Określenie 'biologiczni rodzice/brat' jest mocnym anachronizmem, zmień może to określenie na odpowiedniejsze.
Warunkowo akceptuję.
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 19 lat
Wyznanie: Tempus
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Chaotyczny Naturalny
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięśnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i blond włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Zostałem adoptowany. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Matka zmarła gdy miałem 5 lat. Ojciec Blath wychował mnie i mojego brat Stora na ludzi potrafiących radzić sobie w życiu. Wpajał nam do głowy że najważniejsza jest walczyć o swoje. Wychował nas także na wyznawców Tempusa, zawsze uważał że wiara w Władcę Bitew dodaje odwagi na wojnie. Wiedział to pewnie z własnego doświadczenia bo w młodości dużo podróżował.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Często razem z przyjaciółmi Gethem i Branem wpakowywaliśmy się w kłopoty, zwykle wszystko zawsze było na nas. Tacy już byliśmy. Za to Stor był całkowitym moim przeciwieństwem, posłuszny, grzeczny.
Miałem już prawie 19 lat. Pewnego wieczoru razem z Branem i Gethem poszliśmy do karczmy napić się jakiegoś mocnego trunku. Barman był dobrym znajomym pozwolił nam zostać na noc, gdy nie było już klientów sam się do nas przysiadł. Siedzieliśmy tak rozmawiając o różnych wydarzeniach w mieście jak i poza nim popijając piwo od czasu do czasu by zaspokoić suche gardło. Kilka godzin po północy, drzwi do baru otworzyły się z łoskotem. Do pomieszczenia wpadł Stor, zaczął do mnie krzyczeć:
"-Wstawaj! Pijaku! Ojciec umiera a ty chlejesz?"
"-Co jest ojcu?"-zapytałem.
"-Leży na łożu śmierci, a ty sie tu zapijasz!"
Wstałem od stołu, przeprosiłem towarzyszy. Byłem już z lekka odurzony alkoholem. Próbując utrzymać równowagę i biec jednocześnie udałem się za bratem do domu.
Po drodze kilka razy się przewróciłem, ale z pomocą brata udało się dobiec do celu. W domu od razu udałem się do pokoju Ojca. Tata leżał w łóżku widać było że nie najlepiej z nim. Można by rzec że było bardzo źle. Był już prawie po tamtej stronie Świata. Kapłan klęczał przy łóżku. Podszedłem chwiejnym krokiem do łoża klęknąłem, nie żeby sie pomodlić po prostu nie mogłem już ustać o własnych siłach.
"-Synu jesteś?"- zapytał
"-Tak, ojcze przepraszam."
"-Nic się nie stało ważne że już jesteś." - wyszeptał po czym wykrzywił sie w bólu próbując się uśmiechnąć.
"-St..." - zaczął się krztusić.
"-Co?"
"-Strin..." - znowu zaczął się krztusić, głowa opadła mu na poduszkę.
"Zasnął. I już się nie obudzi. Strin? O co mu chodziło?"-wyszeptałem
"Stringdale" - brat położył rękę na moim ramieniu - "Tak nazywali się Twoi rodzice, którzy oddali Cię do adopcji. Wiem że mieszkają tu, w Waterdeep. Są kupcami, nie ma ich teraz w mieście pewnie wyjechali. Mają syna, Twojego brata, wypłynął on na wyspę Aeris."
Bez słowa poszedłem do pokoju i położyłem się spać...
Wstałem rano, udałem się do karczmy gdzie piłem poprzedniego wieczoru. Spotkałem tam Getha i Brana, widać przespali noc w karczmie. Powiedziałem im o śmierci zastępczego ojca, pogrzebie, o moim bracie Morenie, rodzicach i o tym że mam zamiar wypłynąć. Spotkać brata. Pogrzeb odbył się w południe. Gdy wróciłem do domu spakowałem się, wziąłem najbardziej potrzebne mi rzeczy. Pożegnałem się z Sornem i przyjaciółmi. Wsiadłem do łodzi płynącej na wyspy Moonshea, zatrzymując się po drodze na Aeris. Zapłaciłem kapitanowi za podróż i odpłynąłem.
- Zastępczy ojciec urodził się tak jak ja w Waterdeep i wyruszył razem z przyjaciółmi w poszukiwanie przygód. Na traktach walczył z rabusiami, goblinami, orkami i wieloma innymi stworami.
Gdy się postarzał, w wieku 40 lat wrócił do domu poznał moją matkę i po 2 latach urodził się Stor. Rodzice chcieli mieć dwójkę dzieci, ale jak się nie starali to i tak Matka nie mogła zajść w ciążę. Zdecydowali się na adopcję. Adoptowali mnie miałem wtedy niespełna rok. Blath często opowiadał co robił za młodu. Czasem były to zmyślone bajki dla dzieci na dobranoc, częściej jednak prawdziwe przygody. Zmarł ze starości.
- Brat bliźniak to Moren Stringdale
Chciałbym poprosić jeszcze by Xayazi napisał czy podtrzymuje Akceptacje i o to by jakiś jeszcze DM czy Arbiter zlitował się przeczytał historię i powiedział czy może być a jak tak to żeby dał tą ostatnią akceptację. *wymachuje ręką by go zauważono*
CytatUrodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Zostałem adoptowany. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Matka zmarła gdy miałem 5 lat. Ojciec Blath wychował mnie i mojego brat Stora na ludzi potrafiących radzić sobie w życiu. Wpajał nam do głowy że najważniejsza jest walczyć o swoje.
Cały czas to mi nie pasuje. Dlaczego cię adoptowano? Zwłaszcza zaś - dlaczego zrobiła to biedna rodzina? Kim byli prawdziwi rodzice? I jak poznał dokładną datę swego urodzzenia?
Hmm dlaczego mnie adoptowano, to był pomysł bardziej matki uwielbiała pomagać ludziom, jak zobaczyła biedne dziecko bez rodziców, postanowiła je przygarnąć, wiedziała że mogą być problemy finansowe ale cóż jak widać nie interesowało ją to. Ojciec tak ją kochał że przystał na każdą jej propozycję.
Moimi prawdziwymi rodzicami byli Stringdalowie, rodzina kupiecka.
Data urodzenia, (nie wiem czy coś takiego istnieje jak sierociniec ale jak tak to w momencie gdy prawdziwi rodzice mnie tam oddali musieli zostawić jakieś dokumenty)
Serlith nie ytrudniaj ale jak mowie ja byłem mały jako niemowle zostałem adoptowany i nie wiedzialem o tym fakcie ze zostalem opuszczony przez rodzicow... a przybrany ojciec wychowywal mnie według swej wiary... Co w tym dziwnego?
Ehh.. mógłby jakiś DM czy arbiter się zająć tą postacią? znów od 3 dni żadnego posta... Bardzo bym prosił bo już nie wiem czy mam tworzyć nową historie czy nie *bardzo prosi, na kolankach...*
W historii Morena Stringdale'a nie ma żadnej wzmianki o bracie bliźniaku. Nie wynika też z niej, żeby musieli oddawać jedno z dzieci do adopcji.
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 19 lat
Wyznanie: Tempus
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Chaotyczny Naturalny
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięśnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i blond włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Zostałem adoptowany. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Matka zmarła gdy miałem 5 lat. Ojciec Blath wychował mnie i mojego brat Stora na ludzi potrafiących radzić sobie w życiu. Wpajał nam do głowy że najważniejsza jest walczyć o swoje. Wychował nas także na wyznawców Tempusa, zawsze uważał że wiara w Władcę Bitew dodaje odwagi na wojnie. Wiedział to pewnie z własnego doświadczenia bo w młodości dużo podróżował.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Często razem z przyjaciółmi Gethem i Branem wpakowywaliśmy się w kłopoty, zwykle wszystko zawsze było na nas. Tacy już byliśmy. Za to Stor był całkowitym moim przeciwieństwem, posłuszny, grzeczny.
Miałem już prawie 19 lat. Pewnego wieczoru razem z Branem i Gethem poszliśmy do karczmy napić się jakiegoś mocnego trunku. Barman był dobrym znajomym pozwolił nam zostać na noc, gdy nie było już klientów sam się do nas przysiadł. Siedzieliśmy tak rozmawiając o różnych wydarzeniach w mieście jak i poza nim popijając piwo od czasu do czasu by zaspokoić suche gardło. Kilka godzin po północy, drzwi do baru otworzyły się z łoskotem. Do pomieszczenia wpadł Stor, zaczął do mnie krzyczeć:
"-Wstawaj! Pijaku! Ojciec umiera a ty chlejesz?"
"-Co jest ojcu?"-zapytałem.
"-Leży na łożu śmierci, a ty sie tu zapijasz!"
Wstałem od stołu, przeprosiłem towarzyszy. Byłem już z lekka odurzony alkoholem. Próbując utrzymać równowagę i biec jednocześnie udałem się za bratem do domu.
Po drodze kilka razy się przewróciłem, ale z pomocą brata udało się dobiec do celu. W domu od razu udałem się do pokoju Ojca. Tata leżał w łóżku widać było że nie najlepiej z nim. Można by rzec że było bardzo źle. Był już prawie po tamtej stronie Świata. Kapłan klęczał przy łóżku. Podszedłem chwiejnym krokiem do łoża klęknąłem, nie żeby sie pomodlić po prostu nie mogłem już ustać o własnych siłach.
"-Synu jesteś?"- zapytał
"-Tak, ojcze przepraszam."
"-Nic się nie stało ważne że już jesteś." - wyszeptał po czym wykrzywił sie w bólu próbując się uśmiechnąć.
"-St..." - zaczął się krztusić.
"-Co?"
"-Strin..." - znowu zaczął się krztusić, głowa opadła mu na poduszkę.
"Zasnął. I już się nie obudzi. Strin? O co mu chodziło?"-wyszeptałem
"Stringdale" - brat położył rękę na moim ramieniu - "Tak nazywali się Twoi rodzice, którzy oddali Cię do adopcji. Wiem że mieszkali tu, w Waterdeep. Zmarli."
Ta wiadomość mnie zszokowała. Bez słowa poszedłem do pokoju i położyłem się spać...
Wstałem rano, udałem się do karczmy gdzie piłem poprzedniego wieczoru. Spotkałem tam Getha i Brana, widać przespali noc w karczmie. Powiedziałem im o śmierci zastępczego ojca, pogrzebie, rodzicach i o tym że mam zamiar wypłynąć żeby wypocząć, z dala od przeszłości. Pogrzeb odbył się w południe. Gdy wróciłem do domu spakowałem się, wziąłem najbardziej potrzebne mi rzeczy. Pożegnałem się z Sornem i przyjaciółmi. Wsiadłem do łodzi płynącej na wyspy Moonshea, zatrzymując się po drodze na Aeris. Zapłaciłem kapitanowi za podróż i odpłynąłem.
Był to dla mnie ciężki okres jako wyznawca Tempusa, powinienem poszczycić się odwagą, a z tchórzyłem i uciekłem...
- Zastępczy ojciec urodził się tak jak ja w Waterdeep i wyruszył razem z przyjaciółmi w poszukiwanie przygód. Na traktach walczył z rabusiami, goblinami, orkami i wieloma innymi stworami.
Gdy się postarzał, w wieku 40 lat wrócił do domu poznał moją matkę i po 2 latach urodził się Stor. Rodzice chcieli mieć dwójkę dzieci, ale jak się nie starali to i tak Matka nie mogła zajść w ciążę. Zdecydowali się na adopcję. Adoptowali mnie miałem wtedy niespełna rok. Blath często opowiadał co robił za młodu. Czasem były to zmyślone bajki dla dzieci na dobranoc, częściej jednak prawdziwe przygody. Zmarł ze starości.
- O prawdziwych rodzicach nic się nie dowiedziałem, nie interesowali mnie, bardziej czulem urazę do Ojca że mi nigdy o tym nie powiedział.
Mam napisać kim byli czy nie trzeba?
Konto: Dessli
Nazwa: Lander Stonar
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 19 lat
Wyznanie: Tempus
Pochodzenie: Waterdeep
Charakter: Chaotyczny Dobry
Opis:
Widzisz średniego wzrostu umięśnionego człowieka o jasnej karnacji, niebieskich oczach i blond włosach.
Historia:
Urodziłem się siódmego dnia wiosny (26 Ches) 1355 RD. Zostałem adoptowany. Dorastałem w biednej rodzinie w dzielnicy Doków. Matka zmarła gdy miałem 5 lat. Ojciec Blath wychował mnie i mojego brat Stora na ludzi potrafiących radzić sobie w życiu. Wpajał nam do głowy że najważniejsza jest walczyć o swoje. Wychował nas także na wyznawców Tempusa, zawsze uważał że wiara w Władcę Bitew dodaje odwagi na wojnie. Wiedział to pewnie z własnego doświadczenia bo w młodości dużo podróżował.
Mieszkanie w dokach uczyło życia w ciągłym niebezpieczeństwie, bójki były tam codziennością. Często razem z przyjaciółmi Gethem i Branem wpakowywaliśmy się w kłopoty, zwykle wszystko zawsze było na nas. Tacy już byliśmy. Za to Stor był całkowitym moim przeciwieństwem, posłuszny, grzeczny.
Miałem już prawie 19 lat. Pewnego wieczoru razem z Branem i Gethem poszliśmy do karczmy napić się jakiegoś mocnego trunku. Barman był dobrym znajomym pozwolił nam zostać na noc, gdy nie było już klientów sam się do nas przysiadł. Siedzieliśmy tak rozmawiając o różnych wydarzeniach w mieście jak i poza nim popijając piwo od czasu do czasu by zaspokoić suche gardło. Kilka godzin po północy, drzwi do baru otworzyły się z łoskotem. Do pomieszczenia wpadł Stor, zaczął do mnie krzyczeć:
"-Wstawaj! Pijaku! Ojciec umiera a ty chlejesz?"
"-Co jest ojcu?"-zapytałem.
"-Leży na łożu śmierci, a ty sie tu zapijasz!"
Wstałem od stołu, przeprosiłem towarzyszy. Byłem już z lekka odurzony alkoholem. Próbując utrzymać równowagę i biec jednocześnie udałem się za bratem do domu.
Po drodze kilka razy się przewróciłem, ale z pomocą brata udało się dobiec do celu. W domu od razu udałem się do pokoju Ojca. Tata leżał w łóżku widać było że nie najlepiej z nim. Można by rzec że było bardzo źle. Był już prawie po tamtej stronie Świata. Kapłan klęczał przy łóżku. Podszedłem chwiejnym krokiem do łoża klęknąłem, nie żeby sie pomodlić po prostu nie mogłem już ustać o własnych siłach.
"-Synu jesteś?"- zapytał
"-Tak, ojcze przepraszam."
"-Nic się nie stało ważne że już jesteś." - wyszeptał po czym wykrzywił sie w bólu próbując się uśmiechnąć.
"-Le..." - zaczął się krztusić.
"-Co?"
"-Leck..." - znowu zaczął się krztusić, głowa opadła mu na poduszkę.
"Zasnął. I już się nie obudzi. Strin? O co mu chodziło?"-wyszeptałem
"Leckman" - brat położył rękę na moim ramieniu - "Taman i Silifrey. Tak nazywali się Twoi rodzice, którzy oddali Cię do adopcji. Wiem że mieszkali tu, w Waterdeep. Zmarli."
Ta wiadomość mnie zszokowała. Bez słowa poszedłem do pokoju i położyłem się spać...
Wstałem rano, udałem się do karczmy gdzie piłem poprzedniego wieczoru. Spotkałem tam Getha i Brana, widać przespali noc w karczmie. Powiedziałem im o śmierci zastępczego ojca, pogrzebie, rodzicach i o tym że mam zamiar wypłynąć żeby wypocząć, z dala od przeszłości. Pogrzeb odbył się w południe. Gdy wróciłem do domu spakowałem się, wziąłem najbardziej potrzebne mi rzeczy. Pożegnałem się z Sornem i przyjaciółmi. Wsiadłem do łodzi płynącej na wyspy Moonshea, zatrzymując się po drodze na Aeris. Zapłaciłem kapitanowi za podróż i odpłynąłem.
Był to dla mnie ciężki okres jako wyznawca Tempusa, powinienem poszczycić się odwagą, a z tchórzyłem i uciekłem...
- Zastępczy ojciec urodził się tak jak ja w Waterdeep i wyruszył razem z przyjaciółmi w poszukiwanie przygód. Na traktach walczył z rabusiami, goblinami, orkami i wieloma innymi stworami.
Gdy się postarzał, w wieku 40 lat wrócił do domu poznał moją matkę i po 2 latach urodził się Stor. Rodzice chcieli mieć dwójkę dzieci, ale jak się nie starali to i tak Matka nie mogła zajść w ciążę. Zdecydowali się na adopcję. Adoptowali mnie miałem wtedy niespełna rok. Blath często opowiadał co robił za młodu. Czasem były to zmyślone bajki dla dzieci na dobranoc, częściej jednak prawdziwe przygody. Zmarł ze starości.
- O prawdziwych rodzicach nic się nie dowiedziałem, nie interesowali mnie, bardziej czulem urazę do Ojca że mi nigdy o tym nie powiedział.
Mam napisać kim byli czy nie trzeba?
Motyw adopcji mi się nie podoba, ale niech będzie.
Warunkowo akceptuję.
Uff. dziekuje bardzo.. *usmiecha sie rodośnie*
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
*Lander wypłynął statkiem i wrócił do Waterdeep*
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL