ďťż
[Wojownik] Creyn


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

-Nazwa konta: Kuhall
-Nazwa postaci: Creyn
-Rasa postaci: Człowiek
-Płeć postaci: Mężczyzna
-Wiek postaci: 27
-Klasa postaci: Wojownik
-Charakter postaci: Chaotyczny dobry
-Pochodzenie: Osada Calmtown
-Bóstwo postaci: Tymora

OPIS POSTACI:
Ten potężnie zbudowany młodzik wydaje siębyć lekkodusznym awanturnikiem. Jednak po prześledzeniu jego fizjonomi można zaóważyć szczegóły, które wcześniej były niedostrzegalne. Harde spojrzenie i siatka blizn na twarzy sugeruje wiele przebytych walk. Miedzianej barwy długie włosy z pewnością dodają mu uroku lecz ich upięcie wskazuje, iż ich właściciel nie lubi jak mu przeszkadzająw trakcie potyczki. Pomimo swej postury porusza sięsprężyście i zaskakująco lekko.

HISTORIA POSTACI:
W małej osadzie Calmtown niedaleko Mglistego lasu, a dokladniej między jego obrzeżami a rzeką Delimrith osiedliło się młode małżeństwo. Byli to Ashena i Kartus, Którzy szukali dla siebie spokojnego i ustronnego miejsca na postawienie kamienia węgielnego pod nowy dom. Ich wybór padł na Calmtown raczej z przymusu aniżeli z chęci osidlenia się w tej okolicy. Powodem było rychłe rozwiązanie kobiety. I tak w spokojnej wiosce z samej pełni zimy przyszedl na świat pierwszy syn Kartusa, jego chluba i radość na następne lata. Dali mu na imię Creyn. Chłopiec odkąd był w stanie sam stać i rozumieć to co rodzice starali mu się przekazać był uczony dwóch języków. Pierwszym był wspólny, ktory jak wiadomo zawsze się przydaje, natomiast drugim jezykiem był Chondathski. Rodzice przekazywali mu tą wiedze ponieważ była to spuścizna po przodkach i właściwie jedyny ślad jego pochodzenia. Chłopiec chłonął wiedze bardzo szybko aczkolwiek nie na tyle aby opanować biegle dwa języki. Zawsze mowa jego przodków oddalała sięna dalszy plan. Może dlatego, że wiekszość jego rówieśników była szkolona tylko we wspólnym i tymże językiem musiał operować na codzień. Jak skończył 4 wiosny przyszło na świat jego rodzeństwo, dwie siostry Lili i Kaila oraz braciszek Baneth. Niestety matka jak i jedno dziecko nie przeżyli porodu i udali się w objęcia Tymory. Reszta rodziny starała się o tym fakcie zapomnieć jednakże ojciec i Creyn każdej rocznicy śmierci udawali się na mogiłę zapalić dwie świeczki. Zycie toczyło się dalej, tak jak to miała w planach matka natura. Dzieci powoli rosły Kartus powoli sięstarzał i coraz większą część obowiązków przekazywał swemu najstarszemu synowi. Cieżka praca na polu, opieka nad młodszym rodzeństwem i obowiązki dnia codziennego rozwinęły w Creynie wiele pozytywnych cech. Po pierwsze nabrał doświadczenia życiowego w materi prowadzenia gospodarstwa i opieki nad rodziną. Nauczył się kochać w pozytywnym tego słowa znaczeniu czyli wolał dawać aniżeli brać. Zyskał niemałą zaradność w rozwiązywaniu konfliktów, ponieważ zawsze takie się spotka między licznym rodzeństwem. Ponadto tężyzną fizyczną przerastał już wielu mężczyzn z wioski.
Ukończywszy 20 lat młodzik ożenił się z jedną z dziewcząt z wioski. Niedługo po ślubie mieli odlecieć z rodzinnego gniazda i ruszyć na poszukiwanie miejsca na dom tak jak to było utarte przez tradycje rodzinne. Niestety nigdy do tego nie doszło. Na maleńką wioskę Clalmtown, tuż przed czasem kwiatów napadło wędrowne plemie troli. Nie wiadome są motywy ich ataku ani to sąd nadeszły chociaż niektórzy spekulowali Trolle wzgórza. Możliwe że zeszły w poszukiwaniu pożywienia? Nikt tego nie wie. W każdym bądź razie z masakry uszli nieliczni, w tym Creyn. Początkowo chciał wyruszyć w pościg za napastnikami lecz rany nie pozwolily mu na to. Musiał najpierw nieco wydobrzeć i nabrać sił przed samobójczą wyprawą. Tak też się stało. W tym czasie jednak wszystko przemyślał i uczucie zemsty zastąpił głęboki żal oraz bezradność. Sam nie wiedział co ma robić. Postanowił spieniężyć to co pozostało z drobnego mjątku i wyruszył w drogę. Głownie zrobił to dlatego że wspomnienia związane z Calmtown były zbyt wyraźne i zbyt bolesne aby tu pozostać. Początkowo udał sięna służbe w Waterdeep. Dostał się do straży miejskiej i nawet osiągał tam pewne sukcesy co łączyło się z większym zarobkiem. Bardzo był zadowolony z tego iż tak dobrze mu idzie i że czyni coś dobrego. Było tak dopuki nie przyznaczono mu nowego sierżanta, człowieka o wyjątkowo podłym charakterze. Musztrował swoich podopiecznych do granic możliwości a karanie przychodziło mu nadomiar łatwo. Właśnie podczas chłosty jednego z podkomendnych Creyn przekreślił swoją prszyszłość w straży miejskiej. Nie mógł znieść sadystycznego wyrazu twarzy sierżanta, który to zadawał cios za ciosem w nieosłonięte plecy szeregowego. Widać że sprawiało mu to niemałą radość, a jak udało mu sięprzeciąć skóre biedaka niemalże wpadał w ekstazę. Creyn nie mógł spokojnie na to patrzeć i wtrącił się aby przełożony zostawił i tak już nieprzytomnego strażnika. Na widoczny protest naszego bohatera sierżant wpadł w gniew i począł okładać go batogą. Początkowo Creyn tylko się osłaniał przed kolejnymi razami ale w końcu cośw nim pękło i uderzył rozwścieczonego mężczyznę. Cios przyjęty przez starszego stopniem strażnika był na tyle silny aby wysłać go na chwilową drzemkę. Mlodzian już wtey wiedział że jak tylko sierżant się obudzi to nie daruje mu tego i prawdopodobnie skończy w lochu bądź co gorsza na stryczku. Postanowił uciekać. Zebrałze sobą cały sprzęt i pieniądze jakie udało mu się odłożyć podczas służby. Udał się do portu i wsiadł na pierwszy statek jaki zeń odpływał. Nawet nie wiedział jaki cel ma frachtowiec którym płynie ale w sumie było to dla niego obojętne. Jak się później okazało był to statek handlowy zmierzający do Calimportu. Przez pierwsze dni Creyn zapoznałsię z kilkoma członkami załogi. Głównie ze względu na jego przyjacielską naturę i calkiem pokaźny trzosik maynarze szybko zaakceptowali byłego strażnika. Wieczorami siadali na pokładzie i opowiadali sobie przeróżne historie. Oczywiście nie mogło się obejść bez przyzwoitej flaszki grogu.
Właśnie podszas jednej z takich posiadówek Creyn zasłyszał nazwę, która była dla niego całkiem obca. Wyspa Aeris. Słyszał o wielu wyspach, duża część z nich notorycznie powtwrzała się w opowiadaniach żeglarzy ale o tej nie wiedział nic. Postanowił zasięgnąć jezyka na jej temat u marynarza, który o niej wspomniał. Prawie cały wieczór męczył biedaka dopóki nie dowiedział się prawie wszystkiego.
W tym momencie Creyn zaczął sięzastanawiać czy by może nie sprubować swych sił właśnie tam. Wyspa o której się żadko słyszy powinna być dobrym schronieniem dla uciekiniera. W miarę spokojna atmosfera panująca na wyspie też mu pasowała. Może właśnie tam znajdzie miejsce na swój dom? Może właśnie tam odszuka swoją miłość? Może właśnie tam bedzie mógł znaleźdź ciekawą przygodę i przyjaciół?

Powierzywszy swój los Tymorze zsiadł na nieznane ziemie powtarzając w myślach "Życie człowieka jest krótkie".


Odrzucam z przyczyn użycia niekanonicznych nazw miejsc.
Czy chodzi o miejsce narodzenia mojego bohatera?
Dokładnie tak. Sama historia podoba mi się, proponuję zatem wnieść tylko poprawki dotyczące miejsca urodzenia i wychowania.


-Nazwa konta: Kuhall
-Nazwa postaci: Creyn
-Rasa postaci: Człowiek
-Płeć postaci: Mężczyzna
-Wiek postaci: 27
-Klasa postaci: Wojownik
-Charakter postaci: Chaotyczny dobry
-Pochodzenie: Okolice Secomber
-Bóstwo postaci: Tymora

OPIS POSTACI:
Ten potężnie zbudowany młodzik wydaje siębyć lekkodusznym awanturnikiem. Jednak po prześledzeniu jego fizjonomi można zaóważyć szczegóły, które wcześniej były niedostrzegalne. Harde spojrzenie i siatka blizn na twarzy sugeruje wiele przebytych walk. Miedzianej barwy długie włosy z pewnością dodają mu uroku lecz ich upięcie wskazuje, iż ich właściciel nie lubi jak mu przeszkadzająw trakcie potyczki. Pomimo swej postury porusza sięsprężyście i zaskakująco lekko.

HISTORIA POSTACI:
W małej osadzie niedaleko miasta Secomber, a dokladniej między obrzeżami Mglistego lasu a rzeką Delimbiyr osiedliło się młode małżeństwo. Byli to Ashena i Kartus, którzy szukali dla siebie spokojnego i ustronnego miejsca na postawienie kamienia węgielnego pod nowy dom. Ich wybór padł na tą wioskę raczej z przymusu aniżeli z chęci osidlenia się w tej okolicy. Powodem było rychłe rozwiązanie kobiety. I tak w spokojnej osadzie w samej pełni zimy przyszedl na świat pierwszy syn Kartusa, jego chluba i radość na następne lata. Dali mu na imię Creyn. Chłopiec odkąd był w stanie sam stać i rozumieć to co rodzice starali mu się przekazać był uczony dwóch rzeczy. Pierwszyą była nauka jęzka chondathskiego, a drugą wladanie bronią bniałą, w której to ojciec Creyna sie lubował. Chłopczyk znacznie szybciej robił postępy w sztuce szermierki drewnianym mieczykiem aniżeli w nauce pogmatwanego języka przodków. Skończylo się na tym iż poznal tylko jego podstawy. Gdy skończył cztery wiosny przyszło na świat jego rodzeństwo, dwie siostry Lili i Kaila oraz braciszek Baneth. Niestety matka jak i jedno dziecko nie przeżyli porodu i udali się w objęcia Tymory. Reszta rodziny starała się o tym fakcie zapomnieć jednakże Kartus i Creyn każdej rocznicy śmierci udawali się na mogiłę zapalić dwie świeczki. Życie toczyło się dalej, tak jak to miała w planach matka natura. Dzieci powoli rosły Kartus powoli się starzał i coraz większą część obowiązków przekazywał swemu najstarszemu synowi. Na jego barki spadła praca w polu i obowiązki dnia codziennego takie jak opieka nad mlodszym rodzeństwem. Mimo dużej ilości zajęć nie zaprzestał treningów z ojcem, który to z czasem zaczął mu ustepować w tej materi. W wieku siedemnastu lat Creyn byl już pokaźnych rozmiarów młodzieńcem. Siłą przewyższał wielu miejscowych mężczyzn, a i niewiasty nieżadko się za nim oglądały. Wtedy też dostał od ojca prawdziwą broń. Był to ciężki miecz dwuręczny, którym niegdyś Kartus bronił swej rodziny i domostwa. Może i ostrze które przeszło z ojca na syna nie było pierszej roboty ale chłopak cieszył się jak małe dziecko. Wywijał nim codziennie po skończonej pracy przywyczajając się do ciężaru nowego oręża i tego jak leży w dłoni. Raz nawet musiał z niego skorzystać kiedy to jeden z bandytów, uciekinier z Secomber starał się ograbić dom Creyna. Zabił oprycha jednym silnym cięciem, niemalże go przepoławiając. Wtedy też zrozumiał jaką moc ma jego prezent.
Ukończywszy dwadzieścia lat młodzik ożenił się z jedną z dziewcząt z wioski. Niedługo po ślubie mieli odlecieć z rodzinnego gniazda i ruszyć na poszukiwanie miejsca na dom tak jak to było utarte przez tradycje rodzinne. Niestety nigdy do tego nie doszło. Na maleńką wioskę, tuż przed czasem kwiatów napadło wędrowne plemie troli. Nie wiadome są motywy ich ataku ani to skąd nadeszły chociaż niektórzy spekulowali Trolle wzgórza. Możliwe że zeszły w poszukiwaniu pożywienia? Nikt tego nie wie. W każdym bądź razie z masakry uszli nieliczni, w tym Creyn. Początkowo chciał wyruszyć w pościg za napastnikami lecz rany mu na to nie pozwolily. Musiał najpierw nieco wydobrzeć i nabrać sił przed samobójczą wyprawą. Tak też się stało. W tym czasie jednak wszystko przemyślał i uczucie zemsty zastąpił głęboki żal oraz bezradność. Sam nie wiedział co ma robić. Postanowił spieniężyć to co pozostało z drobnego majątku i wyruszył w drogę. Głownie zrobił to dlatego, że wspomnienia związane z rodzinną wioską były zbyt wyraźne i zbyt bolesne aby tu pozostać. Początkowo udał się na służbe w Waterdeep. Dostał się do straży miejskiej i nawet osiągał tam pewne sukcesy co łączyło się z większym zarobkiem. Bardzo był zadowolony z tego iż tak dobrze mu idzie i że czyni coś dobrego. Było tak dopuki nie przyznaczono mu nowego sierżanta, człowieka o wyjątkowo podłym charakterze. Musztrował swoich podopiecznych do granic możliwości a karanie przychodziło mu nadomiar łatwo. Właśnie podczas chłosty jednego z podkomendnych Creyn przekreślił swoją prszyszłość w straży miejskiej. Nie mógł znieść sadystycznego wyrazu twarzy sierżanta, który to zadawał cios za ciosem w nieosłonięte plecy szeregowego. Widać że sprawiało mu to niemałą radość, a jak udało mu się przeciąć skóre biedaka niemalże wpadał w ekstazę. Creyn nie mógł spokojnie na to patrzeć i wtrącił się aby przełożony zostawił i tak już nieprzytomnego strażnika. Na widoczny protest naszego bohatera sierżant wpadł w gniew i począł okładać go batogą. Początkowo Creyn tylko się osłaniał przed kolejnymi razami ale w końcu coś w nim pękło i uderzył rozwścieczonego mężczyznę. Cios przyjęty przez starszego stopniem strażnika był na tyle silny aby wysłać go na chwilową drzemkę. Mlodzian już wtey wiedział że jak tylko sierżant się ocknie to nie daruje mu tego i prawdopodobnie skończy w lochu bądź co gorsza na stryczku. Postanowił uciekać. Zabrałz e sobą cały sprzęt i pieniądze jakie udało mu się odłożyć podczas służby. Udał się do portu i wsiadł na pierwszy statek jaki zeń odchodził. Nawet nie wiedział jaki cel ma frachtowiec którym płynie ale w sumie było to dla niego obojętne. Jak się później okazało był to statek handlowy zmierzający do Calimportu. Przez pierwsze dni Creyn zapoznał się z kilkoma członkami załogi. Głównie ze względu na jego przyjacielską naturę i calkiem pokaźny trzosik marynarze szybko zaakceptowali byłego strażnika. Wieczorami siadali na pokładzie i opowiadali sobie przeróżne historie. Oczywiście nie mogło się obejść bez przyzwoitej flaszki grogu.
Właśnie podszas jednej z takich posiadówek Creyn zasłyszał nazwę, która była dla niego całkiem obca. Wyspa Aeris. Słyszał o wielu wyspach, duża część z nich notorycznie powtwrzała się w opowiadaniach żeglarzy ale o tej nie wiedział nic. Postanowił zasięgnąć jezyka na jej temat u marynarza, który o niej wspomniał. Prawie cały wieczór męczył biedaka dopóki nie dowiedział się prawie wszystkiego.
W tym momencie Creyn zaczął się zastanawiać czy by może nie sprubować swych sił właśnie tam. Wyspa o której się żadko słyszy powinna być dobrym schronieniem dla uciekiniera. W miarę spokojna atmosfera panująca na wyspie też mu pasowała. Może właśnie tam znajdzie miejsce na swój dom? Może właśnie tam odszuka swoją miłość? Może właśnie tam bedzie mógł znaleźdź ciekawą przygodę i przyjaciół?

Powierzywszy swój los Tymorze zsiadł na nieznane ziemie powtarzając w myślach "Życie człowieka jest krótkie".
Akceptuje
Warunkowo akceptuję, choć jeszcze z jedno zdanie by się przydało o drodze między Secomber a Waterdeep, jednak to nie jest aż tak blisko na pieszą wycieczkę.
Cóż mogę powiedzieć... Ślicznie dziękuje i życze miłej zabawy
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl