Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Konto: lunaire frimas
Imię: Calynn(pełne imię Calynniel)
Płeć: kobieta
Rasa: półelf
Wiek: 23
Klasa: wojownik
Wyznanie: Selune, Mielikki i Tymora
Pochodzenie: Puszcza Yuir
Charakter: chaotyczny neutralny
Języki: wspólny, elfi, aglarondzki, leśny i smoczy.
Statystyki:
Siła: 12
Zręczność: 16
Kondycja: 14
Inteligencja: 14
Mądrość: 12
Charyzma: 10
Opis: Młoda dziewczyna o brązowej karnacji. Jej twarz jest pociągła, trochę trójkątna, a szmaragdowe oczy zdają się wiecznie przymrużone. Usta są stosunkowo wąskie i małe, ich kąciki unoszą się ku górze, nos zaś jest prosty. Włosy w tonacji ciepłego brązu, upięła w kucyk, część pasm opada na twarz półelfki.
Z jej całej sylwetki bije energia, widoczna zwłaszcza w czasie poruszania. Głos raczej wysoki, żywiołowy.
Akceptuję.
Akceptuję
Jako, że naszło mnie na spisanie, tego co było w założeniu, to dodaję.
Konto: lunaire frimas
Imię: Calynn(pełne imię Calynniel)
Płeć: kobieta
Rasa: półelf
Wiek: 23
Klasa: wojownik
Wyznanie: Selune, Mielikki i Tymora (plus Seldarine)
Pochodzenie: Puszcza Yuir
Charakter: chaotyczny neutralny
Języki: wspólny, elfi, aglarondzki, leśny i smoczy.
Statystyki:
Siła: 12
Zręczność: 16
Kondycja: 14
Inteligencja: 14
Mądrość: 12
Charyzma: 10
Opis: Młoda dziewczyna o brązowej karnacji. Jej twarz jest pociągła, trochę trójkątna, a szmaragdowe oczy zdają się wiecznie przymrużone. Usta są stosunkowo wąskie i małe, ich kąciki unoszą się ku górze, nos zaś jest prosty. Włosy w tonacji ciepłego brązu, upięła w kucyk, część pasm opada na twarz półelfki.
Z jej całej sylwetki bije energia, widoczna zwłaszcza w czasie poruszania. Głos raczej wysoki, żywiołowy.
Gdy się urodziła, nie zapowiadała się na nikogo szczególnego, ot zwykłe półelfie niemowlę, jakich jest na pęczki w Yuir. Oboje rodzice byli półelfami, ich krew rozrzedzała się raz po raz. (podobno dopiero prababka była czystej krwi elfką)
Matka -surowa druidka źle znosiła brzemienny stan, jej drugie dziecko najwidoczniej od małego lubiło dokazywać w łonie. Niemalże z ulgą przyjęła długi i bolesny poród, tak różniący się od pierwszego, gdy na świat przyszła starsza siostra Calynniel -Linthiel.
Ojciec piastujący stanowisko łowcy, częściej bywał w lasach, gdzie z wielkim powodzeniem bałamucił płeć niewieścią, produkując licznych nieślubnych potomków. Orienne niezbyt to obchodziło, bo całe serce oddała służeniu Naturze i bardziej przejmowała się rannym ptactwem i drzewami, niż mężem Talanisem i własnym potomstwem.
Dzieci jednak chowały się dobrze, zapewne dzięki rzeszy ciotek i wujków, o bardziej rozwiniętych instynktach macierzyńskich i ojcowskich. Obie dziewczynki rosły jak na przysłowiowych drożdżach, starsza Linthiel ochoczo wymachiwała wielkim drewnianym mieczykiem, a młodsza Calynniel zażarcie ćwiczyła pakowanie strzał w tylne części ciała półelfiej społeczności.
Talanis widząc upór młodszej i jej żywiołowość postanowił pomoc rozwinąć jej łucznicze umiejętności, w końcu oprócz robienia dzieci, słynął również ze strzelania. Dzieciak okazał się całkiem pojętny, jednakże nie wyrosła z umieszczania strzał w miejsca, gdzie nie dochodzi słońce, czym niejednokrotnie narażała się komuś.
Próby wyuczenia tropienia, spełzły niestety na niczym, dziewczynka zdawała się zupełnie pozbawiona zmysłu orientacji. Bardziej interesowało ją łażenie po drzewach, (w czym przodowała niczym młoda wiewiórka) niż mozolne wgapianie się w tropy pozostawione na ziemi.
Gdy weszła w wiek podlotka, matkę szarpnął lekki wyrzut winny, ( a może po prostu liczyła, że chociaż jedno z dzieci odziedziczyło jej dzikie umiłowanie do druidztwa) bo udzieliła jej paru lekcji, bez większego skutku. Równie dobrze mogłaby szkolić zmurszałą kłodę, skutek byłby ten sam. Za to miłości do zwierzyńca wszelkiej maści, nie można jej było odmówić. Orienne szybko przestała się nią interesować i wróciła do pielęgnacji leśnych ostępów.
Talanis widząc postępy w obchodzeniu się łukiem, wrócił do rozsiewania nasienia po lasach. Ani Calynn, ani Lin nie potrafiły zliczyć swojego przyrodniego rodzeństwa i szczerze mówiąc, za bardzo się tym nie przejmowały.
Czas upływał szybko, z niezgrabnego patykowatego podlotka półelfka przekształciła się w młodą niewiastę. Za to jej usposobienie nie zmieniło się zanadto, nadal zdarzało się jej postrzelić kogoś w kuper. Zaliczała też wszystkie pobliskie drzewa, nie bacząc na zadrapania.
Aż pojawił się na horyzoncie bard, szarmancki i czarujący. Bez większego problemu zawrócił w głowie młodemu dziewczęciu, jej energia i witalność przyciągnęła go jak pszczołę do miodu. Spytany o pochodzenie zawsze opowiadał zręczną historię szlachcica z Tethyru ruszające na podbój świata swoimi pieśniami.
Namówił Calynn by wyruszyła z nim do Wrót, dzięki tej wycieczce, dzierlatka miała okazję zobaczyć jak wyglądają inne krainy poza Yuir. Same Wrota Baldura okazały się znacznie większe niż przypuszczała.
Już wkrótce okazało się, że półelfka ma znacznie więcej energii niż Grim mógł znieść. Gdy potrzebował melancholii, by sklecić smętną balladę, dziewczę się śmiało, nie rozumiejąc, czego wymaga sztuka. Przy czym monety topniały w zastraszającym tempie, bo bard lubił żyć wystawnie, ponad swój stan.
Dlatego też postanowił odświeżyć nadszarpnięte fundusze, wybierając bogatą szlachciankę. Jego nadobnemu licu i gładkim słówkom, mało, która mogła się oprzeć. I tak było tym razem.
Nie przewidział jednak konsekwencji. Calynn odkrywszy swoje bardowskie bożyszcze w cudzej sypialni, zareagowała z wrodzonym sobie wdziękiem. Ze spokojem zeszła na dół, nie przerywając figlującej w tawernianej izdebce parze. W ręku niosła torbę młodzieńca i cenną lutnię, przepięknie zdobioną, skarb Grima. Uśmiechając się od ucha do ucha, spaliła instrument muzyczny w kominku, potem wszystkie jedwabne fatałaszki minstrela.
Chyłkiem opuściła karczmę, przez parę dni tułała się bez celu. Została niemal bez grosza przy duszy, nie znała nikogo. Tymora czuwała nad nią, nie pozwalając jej zginąć i skończyć na ulicy. Młodziutki szlachciura pysznił się jak kogut, wyznaczając nagrodę dla tego, kto trafi w zawieszoną na murach batystową chusteczkę. No to spróbowała. Kierowana dłonią Pani Losu, posłała strzałę w sam środek zwiewnej szmatki, młodzian spurpurowiał, ale wypłacił należność.
Uradowana dziewczyna nie zastanawiała się zbyt długo, odszukała statek, na chybił trafił wybrała Aeris. Postanowiła zaznać kolejnej przygody i zapomnieć o bardzie, któremu udało się skraść jej serce.
Proszę w takim razie o ponowne akcepty, jeśli są jakieś pytania lub nieścisłości, poprawię/dodam co tam będzie trzeba
Ja mam pytanie!
Czemu nie wpakowała swojemu exbardowi strzały w kuper?:D
Oczywiście podtrzymuję
Zadowoliła się tym razem bardziej finezyjnym rozwiązaniem, a bard może się kiedyś pojawić, wtedy poczęstuje go strzałą w zadek.
Dziękuję, jeszcze podtrzymanie akcepta od silverka potrzeba.
Hm.. Ja mam tylko pytanie, czemu nie czciła tak, jakby bóstw półelfów. Są to Relkath, Rillifane Rallathil, Zandilar, Elikarashae. Może nie mam koniecznie "właściwych" informacji, ale znalazłem taki fragment mówiący o ich własnym panteonie.
Wystarczy jakaś krótka adnotacja i nie ma już się do czego przyczepić.
To jest panteon elfów z Yuir, częściowo czczony przez półelfy. Przy czym Zarindlar znana jest w pewnym sensie na Aeris - jako Sharess.
O ile pamiętam, wyznawany panteon na tym terenie był raczej zróżnicowany. Zobacz jakie jest bóstwo przewodnie(takową jej wybrałam patronkę, a jest to typowe bóstwo dla regionu)
Półelfy mogą wyznawać bóstwa zarówno ludzi jak i elfów, przy czym nie są zmuszone do jednego.
To w sumie jedynie szczegół, więc nie będę drążył tego tematu.
Podtrzymuję akceptację.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL