Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Właśnie. Są kfiatki to dlaczego nie ich przeciwieństwo? To moja drużyna:
-Centaur Wojownik/War Hulk (klasa z Miniatures Handbook- dla osiłków)- Reliev
-Zaklinacz/Mistrz Wiedzy- Meiless
-Krasnolud Wojownik/Krasnoludzki Obrońca- Tordek
-Elf Tropiciel- Drowar
Moja drużyna miała taką przygodę:
Po walce na zapadającym się moście wszyscy przebiegli do zamykających się wrót. Mag nie zdążył. I musiał się ratować czarami. Krasnolud próbował otworzyc drzwi, lecz okazało się że smok ma tutaj swoją kryjówkę. Buchnął płomieniem prosto w niego, prawie go zabijając. Drowar strzelał z łuku, Reliev rzucał kamieniami. Gdy drzwi się otworzyły krasnolud zaszarżował w smoka lecz on odleciał w górę. Czarownik stworzył metalowy podest (kręte schody za pomocą czaru). Elf i centaur kontynuowali ostrzał. Smok zwrócił się w stronę obrońcy, ugryzł go i wznoszac się z nim w powietrze. Krasnolud się wyzwolił, a elf rzucił w smoka swym kwasowym krótkim mieczem lecz chybił. Centaur wskoczył na smoka za pomocą magicznego pierścienia. Smok zaczął próbowac go spychac, a ów koń go atakował mieczem. Mag trafił w smoka, lecz gdy on zmarł najpierw spadł na kark centaur zabijając się, a potem na niego smok.
I co? wszkrzesiliście tego centaura potem?
ja pamiętam jak wszyscy umarli poza mną w walce z nekromantką Igzunomind. Ona i jej świta skasowała min. wojownika, barbarzyńcę, łowcę, czarodziejkę i łotra. Pozostałem tylko ledwo żywy ja. Paladyn
No, ja pamietam, jak po bujce w tawernie wszyscy zgineli oprucz mojego kolegi... dodam tylko, że mój kolega grał bardem:P
hmm u mnie kiedyś wszyscy zgineli, jak rzucili się na jakąś zjawę z normalnymi mieczykami (zjawe można ubić tylko bronią magiczną)
Rzecz dzieje się na trakcie w lesie. Wpadliśmy w zasadzkę. Teammate mag rzucił krąg śmierci..... Okazało się, że jeden z kolegów (który dość często zmieniał postaci - a tą akurat grał najdłużej) miał lvl mniejszy niz 9 - czyli śmierć bez rzutu obronnego.
Dramatycznie śmiesznie się później zrobiło i sesje musieliśmy przerwać bo leżeliśmy ze śmiechu
DnD. Druzyna przeszukuje jakies podziemia. Wszędzie pułapki, sprawdzamy każdy cal kwadratowy powierzchni pomieszczeń, od godziny, żadnej pułapki. Wchodzimy do kolejnego pomieszczenia, Kolega rzuca tekst "Dobra, tu k...a na pewno nie będzie żadnej pułapki - O! Skrzynka *idzie, my za nim* Nagle spadł nam na głowy sufit... DużoKjeszczeWięcej obrażeń - zgon. MG przez dwa tygodnie myślał jak jak przywrocic do życia nasze postacie. Zrobił z nas kryptowe pomioty, z czym zwiazana jest inna historia
LARP Star Wars:
Kolega rozbraja pułapkę z termalami w kieszeni, drużyna odeszła na sporą odległość, wiedząc o minie i o 1 termalu.
Nie przewidzieliśmy tego, że w ewipunku miał 10 i wywalił pół lasu (łącznie z celem, który powinniśmy zdobyć).
LARP D&D
Okopaliśmy się z koleżankami na wzgórzu. Z krótkimi łukami w rączkach. Na nas szarżuje drużyna przeciwników w kolczugach i półpłytówkach. Efekt identyczny jak pod Azincourt.
Sesja D&D
Przez rozległą (ok. 800-metrowej szerokości rzekę) przeprawia się horda, widać, że zajmie jej to (wartki nurt, wiosna itp.) przynajmniej kilka godzin, jeśli nie dni i nasza grupa będzie o całe mile stamtąd.
Na to kapłan stwierdza, że trzęsienie ziemi nie zaszkodzi. Rzuca je, stojąc na urwisku nad brzegiem rzeki. Skutki łatwo przewidzieć.
Tymora jednak miała nas w opiece i dzięki pewnemu oddaleniu od tego jegomościa - przeżyliśmy.
D&D
Nasza drużyna właśnie zakradła się do jednej z pojmanych przez orków strażnic. Mój kolega (elf czarodziej) miał bardzo silny środek wybuchowy. W drzwiach komnaty gdzie się znajdowaliśmy, była szpara przez którą widać było grających w karty orków. Elf chciał namoczyć jeden bełt w miksturze i strzelić do orków, jednak zrobił to zbyt gwałtownie i wszystko wyleciało w powietrze (łącznie z nami). Co więcej zabił pojmanego przez orków generała...
Sesja wiedzmina
Moja elfia aktoreczka wystepuje na scenie, pozostala czesc - jeszcze nie znanej jej druzyny, oglada spektakl. Rzut na aktorstwo kilkoma kosciami - same jedynki. Krytyczny pech - kilku straznikow przygladajacych sie scenie bardzo, bardzo zle obiera jedna z jej kwestii i z piana w ustach rzuca sie ku scenie ;) Ogolny bajzel i rozroba. A mialo byc tak pieknie...
Ta sesje w wiedzmaka prowadzilem ja
To byla taka urocza postac, ktorej talenty skorylowane byly na akrobacjach i aktorstwie. A tu taka wpadka na srodku miasteczka w obwoznym teatrzyku. Tylko szybkie nogi ocalily druzyne (po bardzo... zakreconym poznaniu sie). Tak czy inaczej, swietny zwrot akcji. Nie planowalem takich emocji na poczatek
Gasnące Słońca
Kapitan okretu wojennego Hawkwoodów do inkwizytora w reakcji na stwierdzenie tegoż, iż praktyki religijne załogi wymagają stanowczej intensyfikacji i są wybitnie niezadowalające:
- I co, a może ja jeszcze jestem symbiontem?
Nie muszę generalnie dodawać, iż napięcie sięgnęło zenitu, gdy obaj panowie kazali siebie aresztować (a obaj byli dość popularni wśród załogi).
Litościwy MG zesłał atak piracki, aby pogodzić zwaśnione strony.
Cóż, to może ja z nieco innej perspektwy opowiem o przygodzie:
Gracze wydali całą kasę na zużywalne przedmioty. Mieli wraz z sojusznikami zaatakować na drowy, które w niej czekały poprawy pogody, by napadać. Przewidywali, że drowy mają w otwartym starciu przewagę, zarowno liczebną, jak i w mozliwościach dowodzącej kapłanki. Plan mieli taki na wygraną, by rzucić osłony, podkraść się i zabić równocześnie 4 strażników, podbiec do wejścia jaskini, tam stanąć, a gdy drowy nadbiegną to odciąć im drogę ucieczki. W związku z zakrętem w jaskini odcięli połowę. Chcieli użyć czaru ze zwoju. Kupili sobie 2 zwoje zabójczej chmóry. Drowy miały sie wydusić.
Czarodziej rzuca zaklęcie i... nie udało mu się opanować mocy czaru. Zwój poraził go magiczną energią do nieprzytomności i uległ zniszczeniu. Problem był taki, że drugi czarodziej był zaklinaczem z zakazaną szkołą przyzywania (czyli nie mógł użyć zwoju). W międzyczasie drowy czarem sparaliżowąły najlepszego wojownika drużyny (udało się go ocalić odciągając na tyły). Na szczęście w ostatniej chwili udało się czarodzieja uleczyć, a za drugim razem zwoju nie zmarnował. Efekt był średni, ostatecznie jednak (nie mam weny na więcej szczegółow ) wygrali z tylko jedną ofiarą śmiertelną.
To może ja przytocze przykład z dość nie dawnej sesji kiedy to mieliśmy oczyścić nawiedzony dom byłem ja gnomi mag ork barbarzyńca człowiek mnich(grającego kleryka) oraz bliżej nie znany osobnik , niziołek który był albo łowcą albo łotrem(był dosyć mroczny i tajemniczy) postanowiliśmy wejsc do pierwszego pomieszczenia po lewej ponieważ bo bliższych oględzinach po prawej był bezpieczny gdy tylko weszliśmy drzwi sie zamkneły i zaczeły być skrobane przez "jakieś paznokcie" ja zaczołem biegać po pomieszczeniu i krzyczeć że wszyscy zginiemy ork zaczoł rąbać sciane by zrobić wyjscie mnich zaczoł sie modlić a nie znany osobnik żałował że jest ateistą(:D)ale mrok tylko gęstniał w akcie desperacji zaglądaliśmy w okna 1 zamurowane następne też ostatnie odziwo nie było więc wybijamy szybe....a tu przez nią jak woda wlewaja sie zwłoki flaki i krew moj mag uciekł w kąt ork zaczoł uciekać kominem który go "zjadł" potem drzwi zostały całkowicie wyskrobane wpadły do pomieszczenia cienie i zjadły wszystkich jednym słowem zgroza:S
D&D
-Po walce dwie postacie (obie kierowane przez graczy) zachcialy jak najwiekszej czesci lupow nie mogac dojsc do porozumienia poprostu ich ponioslo i jeden zabil drugiego... (Zla druzyna z tego co pamietam to byla) na tym skonczyla sie wspolna przygoda ekipy.
-Lotrzyk wpadajac w pulapke po wczesniejszej probie jej wykrycia (nieudanej) zrezygnowany pobiegl i wskoczyl do najblizszej dziury (bylo to w jaskiniach calych podziurawionych roznymi wiekszymi lub mniejszymi przepasciami ta byla wieksza) skutkiem czego byl zgon postaci.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL