ďťż
[ Czarownik ] Ruianna Moonwood


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Nazwa konta: SileasPL
Nazwa postaci: Ruianna Moonwood
Płeć postaci: kobieta
Rasa postaci: półelfka
Wiek postaci: 22
Wyznanie postaci: Sehanine Księżycowy Łuk
Pochodzenie postaci: Highmoon, Głęboka Dolina

Opis:
Ruianna jest niewysoką półelfką o filigranowej budowie ciała i bladej, cienkiej jak pergamin skórze. Jej pociągłą twarz zdobią głęboko osadzone, rozmarzone szare oczy, jak i smukły nosek - a pod nim, na lekko zaciśniętych ustach często gości zakłopotany uśmiech. Otaczające twarz włosy o barwie hebanu spływają kaskadami na wąskie ramiona młodej dziewczyny. Jej cichy, lecz przyjemny i delikatny głos nosi wyraźny akcent z Dolin. Mimo swej kruchej postawy, półelfka żywą gestykulacją stara się nadrobić swą małomówność.

Historia:

Śpię.

Morze mnie kołysze, a słaby zefir sprawia, iż pod płaszczem czuję się bezpieczna. Wokół mnie co jakiś czas przechodzi chłopak okrętowy, który w świetle gwiazd sprawdza, czy na horyzoncie nie majaczy się światło latarni. Śpię... spokojnie.

Pod gwiazdami czuję się bezpieczna, kochana przez spojrzenie Selune. Drobne światełka, które ludzie zwą jej łzami, nie niepokoją mnie, nie budzą ze snu.

Kobieta na pokładzie musi umieć zniknąć z oczu. Załoga kogi jest przesądna i zerka podejrzliwie na każdą niewiastę. Dlatego śpię w posłaniu z sieci, wisząc kilka stóp nad ziemią, w porywach zefiru, okryta płaszczem. Dobry kapitan zaoferował mi swą kajutę, lecz wolę gwiazdy, magię promyków Selune spadającą na me ramiona i brak podszeptów o "kochanicy kapitana". Nie chodzi o mą reputację, lecz o spokojną podróż.

Nie jestem sierotą.

Chyba nie jestem. Od dwóch lat nie widziałam moich rodziców, mojego rodzeństwa. Chciałabym wrócić do Highmoon i pomóc im w prowadzeniu sklepu, ale potrzebują chyba odrobinę czasu tylko dla siebie. Dwie rozbrykane dziewczyny oraz jeden płatający figle młodzian to zbytek rozrywki, nawet dla najbardziej cierpliwych rodziców.

Dom.

Tęsknie za nim, za winoroślą osłaniającą ganek, za zapachem kwiatów wiśni w Tarsakh, za naleśnikami mamy i rubasznym, dobrodusznym humorem taty. Za niespodziewanymi wizytami Dove, za opowieściami o cudach i starymi pieśniami. Dom, ciepły kominek, bukłak z gorącą wodą. Lawendowy zapach w gabinecie i skromna biblioteczka. Tęsknię. Powinnam była napisać ten list.

Spadająca gwiazda.

Noc śródlecia i pierwszy pocałunek. Jego usta miały smak cydru, lecz wtedy wydawały mi się wszystkim. Namiętne słowe, delikatny dotyk, czuły szept i dłoń w moich włosach. Pamiętam. Delikatne "etriel" wyszeptane w nadrzecznej altance, zawstydzone "kocham", chwila zapomnienia, odrobina bólu. Jego słowa wydały mi się natchnione, a chwila wiecznością. Pierwszy, jedyny, kochany. I spadająca gwiazda, gdy odchodził.

Kolejne spotkania ukradkiem, w tajemnicy jak mi się zdawało. I mama modląca się niby przypadkiem, gdy zasypiałam. Miłość? Namiętność?

Milczę.

Powiedziałam "kocham". Raz. Tylko raz zdobyłam się na tę odwagę. Milczę, chyba, że pyta się mnie o zdanie. Jestem młoda, nie widziałam świata, więc moja rada może tylko zaszkodzić. Shaunil mówiła, że to wszystko wina ksiąg, które czytałam w Liściach. Wina ksiąg? Za mało ich przeczytałam w życiu.

Liście i starusieńki Danali, pieczołowicie układający katalog. Nie wziął ode mnie miedziaka. Dlaczego? Nie jestem w stanie zrozumieć. Słyszałam raz jak Shaunil mówiła mu, iż widzi we mnie przyszłość. I dobro. Nie rozumiem jej, nie jestem dobra, ani zła, jestem... sobą?

Brzask.

O brzasku wyjechałam z Nim z miasta. Nie uciekłam, powiedziałam rodzicom, że go lubię, że wrócę. Mama westchnęła i powiedziała, że ma nadzieję, iż "znajdę swoje serce". Teraz chyba rozumiem, co miała na myśli. Ojciec napisał kilka listów. "Zawsze możesz liczyć na moich przyjaciół" - stwierdził. Wiem, że miał rację.

W świetle wschodzącego słońca wyruszyłam ku spotkaniu przygody, zakochana, kochająca? Oddana człowiekowi, który oddałby za mnie życie. Kochałam?

Krainy.

Suzail. Arabel. Iriaebor. Berdusk. Wrota Baldura. Miasta. Piękne i straszne. Świątynie wznoszące się ku niebu, bardowie śpiewający o zapomnianych bohaterach, piękne sklepy, śpiew i taniec. A jednocześnie biedacy umierający z głodu. Dlaczego nikt im nie chce pomóc? Dlaczego w ciemnościach padają ciała, a górą są sztylety.

Lasy. Czasami wydawało mi się, że słyszę szept driad, szelest skrzydeł sylfów. Śniłam? Częściej bałam się, słysząc o ograch, trollch, orkach, goblinach. Bezbronna wobec potworów.

Samotność.

Byłam przy Nim. Zawsze i wszędzie. Gdy ugodził go w karczmie sztylet, opatrzyłam i przemyłam ranę. Gdy zabrakło nam pieniędzy, sprzedałam swój pierścień - jedyną pamiątkę od mamy. Zawsze przy Nim, On zawsze ze mną - te oczy śledzące mnie, gdy przysłuchiwałam się bardom. Ten władczy gest, gdy ktoś się pytał o mnie.

Sama. Jestem sama. Z wyboru? Z konieczności? Powiedział, że przypłynie na Aeris. Przypłynie, gdy będzie mógł. Dlaczego na Aeris? Dlaczego płynę tym statkiem? Nie wiem.

Samotna, po raz pierwszy od lat. Samotna, lecz wolna?

Tańczę.

Budzę się jeszcze przed świtem. Przemywam twarz, starając się nikogo nie zbudzić. Widzę gwiazdy, w duszy słyszę muzykę. I tańczę. Cicho stąpając na palcach pod rozgwieżdzonym niebem. W mym ręku pojawia się płomyk, który szybko gaśnie. Poruszam w rytm fal i wiatru, zatracając się w tanie. Jak wtedy w Śródlecie... Wolna? Przecież Jego tu nie ma. Szczęśliwa? Przecież...

Płomyk pojawia się i gaśnie. Płomyk? Jakim cudem? Nagły potok myśli sprawia, iż się potykam, opadam na deski. Ktoś mnie powstrzymał. Chwycił i nie pozwolił mi opaść. Ten chłopiec... Przerażona staję w miejscu. Szalona, nieszczęsna - drżę.

Chłopiec uśmiecha się i patrzy z podziwem... na kobietę? Półelfkę? W jego oczach widzę dziwny szacunek. Podaje mi mój płaszcz, odchodzi bez słowa.

Czy to sen był, czy magia? Ja? Z magią? Milczę.

Listy Ruianny, spisane na wyspie Aeris:

*Zapieczętowany list, przekazany przez Irenez rodzicom Ruianny w Highmoon. Spisany starannymi literami, choć niewielkich rozmiarów, na cieniutkim, pachnącym lawendą pergaminie.*

Kochani,

przepraszam Was za tak długi czas milczenia z mojej strony. Całe dwa lata. Długo myślałam nad napisaniem tego listu, ale staruszek Danali zawsze mawiał, że nigdy nie jest za późno. Miał rację. Tak bardzo za Wami tęsknię, za rodzeństwem, za spokojem naszego domu.. i mam nadzieję, że wieści o niepokojach w Dolinach były wyolbrzymione. Martwię się o Was...

A ja... znajduję się teraz, na wyspie zwanej Aeris - do dziś nie mogę nadziwić się, jakież to szczęście mnie spotkało, z takiej plątaniny dróg i ścieżek, trafiłam do miejsca w którym po raz pierwszy stanęłam na własne nogi. Zostawiłam za sobą to nieszczęsne uczucie, te więzy jego zazdrości i ograniczenia. Mamo, odnalazłam swoje serce.. tak, jak sobie tego życzyłaś przed moim wyjazdem. Jestem naprawdę szczęśliwa.

Sehanine wystawiła me świeżo odzyskane siły na wiele prób, z których wychodziłam w większości przypadków zwycięsko. Tata pisał, iż zawsze mogę liczyć na jego przyjaciół. Tak też uczyniłam... możecie być zatem spokojni, iż moje dalsze poczynania są całkowicie pod patronatem Kyriani Agrivar. Szkoda, że nie było mi dane nigdy usłyszeć co ciekawszych historii z Waszego awanturniczego życia - na co liczę, kiedyś - po powrocie. Może sama będę miała zapas historii pod ręką, nadających się do spisania przez bardów. Kto wie, kto wie?

Na wyspie poznałam grono interesujących osób, niektóre nawet mogę nazwać przyjaciółmi.. za które nie wahałabym się oddać swojego życia. Pierwszą osóbką, która wyciągnęła do mnie pomocną dłoń była Irenez, czarodziejka.. następnie moja mentorka i obecnie..
*litery spisane drżącą dłonią* ukochana. Otacza mnie krąg życzliwych osób - kapłanki Elline i Leirelle, paladynka Nathea, łowczyni Keisha i bard Carwyn.. Miałam okazję poznać też niezwykle dobrze zapowiadających się magów, może kiedyś będzie jeszcze o nich głośno. Chciałabym im dorównać..

Tak, te wydarzenia.. ujawniły we mnie naturalny talent do Splotu. Wraz z pomocą Irenez udało mi się zapanować nad wypełniającą mnie magią. Powoli radzę sobie coraz lepiej, choć nigdy nie jestem całkowicie pewna swoich możliwości.. tak bardzo boję się kogoś przypadkiem skrzywdzić. Z uniesioną głową staję jednak naprzeciw wyzwaniom, dla dobra Krain i .. samej siebie. W końcu czuję się potrzebna i pożyteczna, to niesamowite uczucie, Najbliżsi.

Zbyt dużo do opowiedzenia, jak na list.. więc zostawię sobie tą przyjemność na spotkanie z Wami. Pozdrówcie, proszę, Dove i Shaunil.. i nie martwcie się już dłużej o mnie. Jestem dużą dziewczynką, która w końcu zaczęła w siebie wierzyć.

Ściskam mocno i całuję Was wszystkich,

Ruianna


*bazgrołek, dopisany później i na szybko*
P.S. Dowiedziałam się, że Irenez będzie przejazdem w Highmoon więc list dojdzie szybciej i na pewno się nie zgubi.. I wiem, że na pewno odpowiednio ją ugościcie. Dziękuję!


*Spisany na szybko liścik, drobnym i niestarannym pismem. Zapieczętowany, wysłany do Highmoon.*

Kochani,

tęskno mi jakoś wyjątkowo i samotnie, skupić się na nauce nie mogę - a samotne spacery po wyspie nie sprawiają mi wcale przyjemności. Jeszcze trochę, a zacznę być tak melancholijna jak Dove po wypiciu ale. Oj.. to by było straszne. Siadam jednak do tego listu - z nadzieją, iż wyrzucenie z siebie wszystkiego sprawi mi ulgę.

Ogarnia mnie dziwne poczucie pustki, całkowity brak zajęć i nieustanne wyczekiwanie na kilka chwil z Irenez. Niestety, jej obowiązki nie pozwalają nam na częste spotkania. I choć cieszy mnie to, jak oddaje siebie dla dobra Krain - chciałabym odnaleźć w sobie coś więcej niż bezsilność i równie mocno dać się pochłonąć w .. przygodę. Chociaż sam fakt, jak o tym myślę pokazuje jak mocno niedoświadczona jeszcze jestem i minie sporo czasu, nim pewnie otrzymam jakieś znaczące zadanie.

Pojawiam się i znikam, marudziła Elline. Stąpam po cienkiej linii między miasteczkowym życiem, a samotnością na łonie natury. Krople deszczu na mej twarzy, szum liści, szmer strumyku - kojący taniec zmysłów, drgania narastającej we mnie magii. Chwile zapomnienia. Przeraża mnie, że ostatnio miasteczko ma mi tak mało do zaoferowania, że tak niechętnie przebywam nawet z przyjaciółkami. Znów zaczynam czuć się zbędna. Nie, do diaska, nie mogę sobie znów na to pozwolić. Tato, brak mi Twych stanowczych słów, co by mnie do porządku przywrócić.

Brakuje mi Was czasami, ale mając w końcu szansę stanięcia na własne nogi, nie poddam się tak łatwo.
Niech Sehanine czuwa nad Wami.

Ruianna


Moje wyobrażenia Ruianny (w kolejności czasowej i jej rozwoju) :








Mi się bardzo podobało, jak dla mnie akceptacja zobaczymy co powiedzą eksperci
Ładna historia. Postać zapowiada się bardzo ciekawie. Akceptuję.
Akceptuję

Też chciałem ^_^

Ładny, kobiecy styl pisania.
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl