Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Półtora dekadnia temu rozeszła się po całej wyspie z tempem błyskawicy wieść, że okręty o czarnych żaglach nadeszły wzdłuż północnych klifów i dokonały desantu na krasnoludzką kopalnię. W mgnieniu oka zebrał się oddział, który na pomoc uwięzionym krasnoludom wyruszył. Pierwszy bój stoczono u stóp wzgórza, na którym znajdują się ruiny Twierdzy Poranka.

Dzielnie walczyli wojownicy wspierani magią leczącą przez kapłanów. Piraci padali rażeni od zaklęć czarodziejów. Walka szybko przeniosła się do wrót kopalni, tam kiedy pokonali ostatnich piratów dostrzegli na wodzie daleko od brzegu odpływające okręty o czarnych żaglach...

Pozostało wybicie niedobitków wewnątrz kopalni. Poszło szybko, poza czarownikiem o plugawej krwi, co można było poznać po rogach na głowie i ogonie. Walcząc z nim sporo osób odniosło spore poparzenia, które jednak zostały szybko wyleczone przez czuwających kapłanów. W głębi jaskini w magazynie bronili się górnicy którzy pracowali nim nastąpił atak. Od nich też dowiedziano się, że dziesiątka krasnoludów została uprowadzona na okręty.

Zwycięski oddział po opuszczeniu kopalni natknął się na odsiecz Cytadeli pod dowództwem samego króla Khaluma Glanthic. Liczne zastępy krasnoludzkich falang i tarczowników, z wozami bojowymi za plecami zatrzymały się na wieść, że kopalnia została wyzwolona. Król podziękował wszystkim którzy wzięli udział w boju, po czym oznajmił, że ci którzy pomogli Cytadeli w potrzebie, mogą czuć się zaproszeni na jego wesele, kiedy będzie miało ono miejsce. Ale to już całkiem inna historia na inne dni. Może bliskie, a może dalekie...
OOC: przepraszam, że dopiero teraz, ale jakoś zapomniałem o tym... Ehh...
Gdy do uszu elfa doszły wieści o ataku na kopalnie, jaki miał miejsce niedawno oraz o tajemniczym czarnym żaglowcu, którego widziały krasnoludy odpływającego, spojrzał na gwiazdy i zmarszczył brwi w głębokim zamyśleniu. Odkąd postanowił wzmocnić straż w Lesie swoja osobą po ataku na świątynie Seldarine, codziennie myślał o tym kim byli tamci napastnicy. Pamiętał dobrze, że napastnicy wykonali desant z morza, a po napaści widać było na horyzoncie odpływający czarny żaglowiec. Teraz spoglądając w mrok nocnego nieba mówił do siebie w myślach:
Czy te dwie sprawy są ze sobą powiązane. Są praktycznie identyczne. Jednak o co może chodzić tym napastnikom i czemu tak odważnie porywają się na ziemie poszczególnych lenn. Wiedziałem dobrze, że tamten atak na świątynię nie był jednorazowy.
Po chwili wstał, poprawił łuk na ramieniu i ruszył w kierunku Eiverhow, najwidoczniej myśl o dziwnych zdarzeniach mających miejsce zaledwie w ciągu kilku dekadni i dość ściśle (w jego mniemaniu) powiązanych ze sobą, nie dawała mu spokoju. W końcu dlatego ostatnio tak wiele przesiadywał w Lesie i ziemiach elfów tak często przechodząc przez tereny świątyni i spoglądając uważnie na horyzont kreślący się daleko na morzu.
OOC: Coś czuję, że kroi się coś większego, a że już dawno, od ataku na świątynię, mój elf myśli o tym statku myślę, że zainteresuje się tym, delikatnie. Dlatego, jakbym mógł kiedyś porozmawiać z kilkoma krasnoludami o tym, byłbym wdzięczny. *patrzy na opis Khaluma* No chyba, że nie chcecie
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL