Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Dzisiejszy wieczór nie zanosił się na wyjątkowy.
Ludzie zajęci byli swoimi codziennymi sprawami: zamykali stragany, marynarze zwijali żagle, dzieci korzystały z ostatnich chwil słońca, bawiąc się wesoło. Nic nie zapowiadało tego co się miało zdarzyć.
Jasna Selune pnęła się w górę widnokręgu.
W pewnej chwili ciemny, smukły cień o pokaźnych wymiarach, wyposażony w ogromne skrzydła przykrył Aulos. Zarówno zwykli mieszkańcy, jak i strażnicy stanęli jak wryci. Nie mogli uwierzyć swym oczom. Nad ich ukochanym miastem z dużą szybkością przeleciał czerwony, pokryty łuską gad, siła jego lotu powaliła wielu ludzi, statki przycumowane w przystani zachwiały się niebezpiecznie na wodzie.
Ogromny czerwony smok nie zatrzymał się nad miastem, poleciał dalej - w stronę Lasu elfów. Straż podniosła alarm.
Gdy gad znajdował się nad Lasem, wzbił się wyżej w powietrze, chowając się nad sklepieniem ciemnych chmur. Jego ryk zatrząsł okolicą, elfy w panice zaczęły przygotowywać się do obrony swego domu. Czekały w napięciu.
Smok w końcu zaatakował, jednak jego cel zaskoczył nie tylko długouchych mieszkańców wyspy. Słup ognia przedarł niebo, spadając na wzgórze, na którym znajdował się posterunek brodatego ludu. Krasnoludy nie miały szans, nie były przygotowane na taki atak. Okrzyki bólu i cierpienia rozeszły się ze wzgórza, a smród palonych włosów i ciał zaatakował nozdrza znajdujących się nieopodal miejsca tragedii.
Po chwili zapanowała cisza, przerywana jedynie trzaskaniem potężnego, smoczego ognia, roztaczającego czerwonokrwistą łunę, widoczną z prawie każdego zakątka wyspy.
Pod wzgórzem w pośpiechu zaczęli zbierać się śmiałkowie Aeris, ich serca ogarnęło przerażenie i trwoga, to co zastali było jak z sennego koszmaru...
Gad przez długi czas ukrywał się pośród chmur, jedynym jego oznakiem obecności były pojedyncze słupy spadające na okolice wzgórza i potężne ryknięcia napawające bohaterów zwątpieniem.
Po chwili oczom śmiałków ukazały się mniejsze sylwetki opadające z nieba, były to rozwścieczone wywerny, pragnące zasmakować świeżego mięsa...
W uczcie przeszkodziły im miecze wyćwiczonych wojowników i magiczne pociski magów, jednak nie dodawało to otuchy - niebezpieczeństwo nadal wisiało w powietrzu. I to aż nazbyt dosłownie.
W końcu smok ukazał się zgromadzonym. Wylądował z impetem przed śmiałkami, omal nie zwalając ich z nóg. Jaszczur był ogromny i majestatyczny, otaczająca go zasłona ognia, którą sam stworzył dodawała mu przerażającego, demonicznego wręcz uroku. Smok niedbale plunął ogniem w stronę zgromadzonych, skoczyl do góry i zniknął, kryjąc się za chmurami.
Prawie w tym samym momencie na wyspę padł drugi, jeszcze bardziej przerażający cień. Selune okryły ciemne chmury. Przybył on znad kanionu, udając się w kierunku Aulos. Jego właścicielem był ogromny, jeszcze bardziej przerażający smok, pokryty czarną łuską. Kolejny smoczy ryk przeszył serce Aeris. Śmiałkowie widzący chowającego się w chmurach czerwonego gada, chwilę później ujrzeli nisko przelatującego, innego smoka. Ich serca zabiły niebezpiecznie szybko, popiół powstały ze zgliszczy posterunku osiadał na ich głowach, oręż nie wypadł z ich dłoni chyba tylko dzięki nerwowym skurczom rąk, wywołanych strachem...
Czarny gad szybko poleciał w strone Przedmieść, niektórzy z bohaterów ruszyli jego tropem.
Ledwie kilka chwil później strumienie żrącego kwasu opadły na stojące nieopodal Aulos domy, farmy i pola. Alarmowy dzwon stolicy zaczął zdzwonić ze zdwojoną siłą. Bezbronni ludzie przedmieścia nie mieli szans. Ginęli jeden po drugim, ich ciała, a także kości ulegały niszczycielskiej sile smoczego kwasu.
Atak nie trwał długo, lecz mimo tego mieszkańcy Aulos ponieśli bardzo duże straty. Po kilkuminutowym piekle na ziemi, czarny smok zniknął za zasłoną ciemnych chmur. Równolegle trwała ewakuacja ludzi ze stolicy, zostali oni wydelegowani na Zachodni Stok.
Zapadła ciemna, głucha noc.
Noc pozornie spokojna, lecz przepełniona bólem i cierpieniem, spowodowanym stratą bliskich, przyjaciół i krewnych.
Cień strachu padł na mieszkańców wyspy.
*Ronan wracając w pospiechu do Silwood pomógł w organizacji ewakuacji ludności w bezpieczne miejsca po czym z grupa śmiałków i strażą wypatruje gadów na niebie*
*przytłoczony ogromem tragedii Ferran szlochnął cicho, poszedł się pomodlić a następnie wziął czynny udział w fortyfikowaniu Lasu*
O Najwyższy, Corellonie Larethianie - wspomóż swe dzieci w ich niedoli. Nie pozwól... nie pozwól... - te słowa nie spełzły z ust adoness...
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL