Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
*Ogłoszenie wywieszone w pobliżu karczmy "Pod Rynną", starannie wykaligrafowane litery oznajmiają: *
Łaskawe Panie!
Szlachetni Panowie!
Z najwyższą przyjemnością pragnę zaprosić państwa na koncert, który odbędzie się wedle gnomiej miary w sobotę 7.06 w karczmie Pod Rynną odbędzie się występ she'Ahellanny. Kto imię to zna z pewnością przybędzie, kto zaś nie zna niech żałuje i czym prędzej brak ten nadrobi!
*na samym końcu ogłoszenia widnieje jeszcze dopisek*
Wstęp wolny
OOC: Możliwe, że Lindar się pojawi. A jeżeli się pojawi i będzie miał przy tym dobry humor..to należy się szykować na pojedynek bardów
*daren czyta ogłoszenie i wchodzi zainteresowany do karczmy w poszukiwaniu bardki*
*Arudaln zerknął na ogłoszenie z szerokim uśmiechem - uśmiechem ciepłym i serdecznym. Skinął tylko lekko głową z aprobatą i odszedł*
OOC: I niech się gnomy, czy inne takie nie zdziwią jak będzie ich czekało małe kazanie w przypadku przeszkadzania. O ile oczywiście znajdę czas aby się pojawić... mam szczerą nadzieję, że znajdę, ale kto wie, jak to będzie. Przy okazji trzeba uzbierać pieniążki na jakiś upominek, a w sakwie Arudalna pajęczyny
OOC: Jeśli ktoś myśli o przeszkadzaniu i ogólnie rzecz biorąc o uprzykrzaniu koncertu tak jak to miało miejsce w przypadku koncertu Althrana to:
1. Moja prośba - niech sobie daruje i nie przychodzi, przygotowanie występu jest jednak czasochłonne i kiedy ktoś rozwala całą imprezę, bo ma taki kaprys jest to po prostu brak szacunku dla wysiłku innego gracza.
2. Jeśli już ktoś ma ochotę bruździć to przypominam, że na "wyposażeniu" karczmy jest wykidajło...
3. Warto podczas piosenek nie pisać emotów i nie rozmawiać. Wówczas strofy ułożą się całkiem ładnie i w miarę czytelnie. O wiele lepiej odbiera się tekst piosenki gdy ma się go wers po wersie, zamiast
- wers piosenki
- emot gracza
- emot gracza
- emot gracza
- emot gracza
- wers piosenki
itd.
*Nevrandel przyjrzał się kartce, a mały zwierz na jego ramieniu patrzył się razem z nim czarnymi ślepkami, wyciągając się na łapkach w stronę tablicy i poruszając poplamionym noskiem. Mieszaniec wydobył z sakwy kałamarzyk, wyciągnął korek zębami i dopisał coś poczochranym piórem na ogłoszeniu.*
Początek koncertu: wieczór (18-y dzwon)
OOC: Ard, z emotami i czytelnością co prawda to prawda, ale nie powinno się zabraniać ludziom odgrywania ich zachowań i przeżyć z koncertu, mimo wszystko. Pozostaje liczyć na umiar i wyczucie. No i na opłaconego Łamacza Kości
Proszę zgłaszać jak komuś pora nie pasuje.
OOC: emoty i wypowiedzi zawsze mozna pisac na szepcie, jest wtedy i odgrywanie i spokoj dla piosenkarki
*Hagef czyta ogłoszenie i uśmiecha się szeroko*
- Takiego wydarzenia ominąć nie mogę
*Avasil czyta ogłoszenie i mówi:*
Jeśli nic mi nie wypadnie, to na pewno przyjdę...
*Jinn przeczytała ogłoszenie, z minuty na minutę uśmiechając się szerzej*
- Och świetnie, będę! - powiedziała głośno i zadowolona odeszła.
OOC:
Jeśli będę miał czas. Chętnie.
*Sae uśmiecha się lekko*
Zawsze miło posłuchać muzyki...
OOC:
Jak się uda to będę.
*Gerafin rzucił okiem*
Hmm...
*odszedł*
Koncert sie odbył, kto nie był niech żałuje. Tekstów tym razem na forum nie dam (a co ) za to jeśli ktoś z osób będących na koncercie jest nimi zainteresowany to zapraszam na PW.
Jak już zostało napisane powyżej *grzeczniutki, acz zjadliwy uśmieszek do Ard* dziękujemy za przybycie uczestnikom - przez jakiś czas można było odnieść wrażenie, że będą tylko trzy niezłomne osoby;) Ale było git.
Dla drowki, która tak przymilaście prosiła się o paszkwila na swoją osobę, coś się wymyśli
Zaczęło się spokojnie. Wszyscy usadowili się przy jednym stole:

W międzyczasie pojawiła się Sinzyne, blady strach padł niwecząc nut takt:

Artystka ze złych emocji się podniosła i w międzyczasie wtórowała jej nieznana osoba:

Ci co byli się ubawili, reszta:
Wisi słońce, księżyc blady
Ciągle latają na zwiady
Do kopalni, krypt i jaskiń uzbrojeni pędzą z wrzaskiem
Znać radości moją mój panie
tym jak ktoś im spuści lanie
OOC: Świetny występ! 5+ , miło spędzone godziny przed komputerem.
Tyalar mnie namówiła
Przed kominkiem
Siedzę tu przed kominkiem
Myślę o rzeczach z przeszłości
Uskrzydlonych motylami wonnych kwiatach
Z lat, które minęły
Złotych liściach, babim lecie
Z jesieni minionych,
Z poranną mgłą, srebrnym słońcem
I wiatrem w włosach mych
Siedzę tu przed kominkiem
Myślę, jaki ten świat będzie
Gdy nadejdzie zima bez wiosny,
Której już nie ujrzę.
Bo ciągle jest tak wiele spraw
Których nie poznałam
Bo każdy las, każda wiosna
Inne pąki puszcza.
Siedzę tu przed kominkiem
myśląc o ludziach z dawnych lat
I o tych, co zobaczą świat
Któego nie ujrzę ja.
Lecz gdy tak siedzę i myślę
O czasie minionym
Nasłuchuję powrotu stóp
I głosu u drzwi mych.
Tytuł oryginału: Beside the fire - a kto śpiewa to nie wiem. Tłumaczenie dość swobodne.
Gnaj. Bywaj.
Ujeżdżasz najpiękniejszego konia, jakiego znam.
Wysoki w kłębie. Dzikie jak wiatr zielone ślepia
Gnasz go tak sprawnie, jakby samą myślą...
Nie mogłabym gnać z Tobą, nieważne jak chciałam tego.
Jedź już. Bywaj. Nie mogłabym gnać z tobą
nieważne jak chciałam tego.
Gdy jedziesz galopem w noc, nie zostawiając śladu
Stalowy szpon żalu przebiega me gardło.
Odwracam twarz ku pustce, gdzie zawsze sypiałeś
I czekam światełka pośród tego mroku.
Ale to tylko blask łzy w moim oku...
Jedź już. Bywaj. Nie mogłabym gnać z tobą
nieważne jak chciałam tego
nieważne jak chciałam tego.
Tytuł oryginału: Ride on. Kto śpiewa - też nie wiem, tłumaczenie zaś jest baaaaardzo dowolne.
Kołysanka
Nie znałam smaku mojego życia
Aż po ten dzień, gdy w nim zawitałeś.
Kiedy trzymam cię śpiącego w objęciach
Widzę cel, który mi w nie wpisałeś.
Gdy mój świat zabrzmi twym cichym oddechem
Zanucę cicho kołysankę dla ciebie.
Pamiętaj, że zawsze jestem blisko
Wołaj mnie gdy tylko chcesz.
To czego się boisz, wszystko
Okaże się cieniem na ścianie.
Jestem tak blisko, że zawsze
Scałuję z twarzy twej łzy
I zanucę cicho tej kołysanki wersy.
Powiedz jak mam zapobiec dzikiej gonitwie lat.
Czy jest ktoś, kto potrafi?
Nie pochwycę wszystkich wspomnień, które gonię
Ale nie chcę dać im odejść.
A gdy świat będzie ci chłodnym
I poczujesz się całkiem bez sił
Usłyszysz cichutki głos,
- twój powód by dalej iść.
I gdy już nie będzie mnie blisko
By twoje scałować łzy
Zaśpiewaj mi proszę cicho
Naszej kołysanki wersy.
Tytuł oryginału: ??. Tłumaczenie też dość luźne
AERIS
Na Aeris! Na Aeris!
Płyńmy do tej wyspy cudów
Wszak jesteśmy cudakami
Więc to dobre miejsce dla nas.
Pierwiej Silwood bo tu przystań.
Miasto schludne, ładne, czyste.
Tylko kanał ma cuchnący
W wodę zaopatrujący.
Nad kanałem mostek biegnie
Przeludniony niepotrzebnie
Zdałaby się drodzy goście
Na was czasem dziura w moście.
Jest gazeta w Silwood znana
Prawie darmo rozdawana
(Gdyby więcej kosztowała
Czytelników by nie miała)
Piszą w niej o sobie głównie
Kim są, jakie związki lubią
Kto ma z panów dłuższy mieczyk
Toż to chyba tworzą dzieci!
Piwne Oko – sama słodycz
Karczma ciepła i przemiła
Co tam drobne niewygody
Pożar, zjawy, ghul zgniłe...
Blyth komnaty dzieli szczodrze
Nie bacząc nawet czy goście
Poprzedni się już wynieśli
Jak mam ćwiczyć przy nich pieśni?
Jak ostatnio – młoda pani
Gdy siedzimy wpada z ryjem
Że jej pokój, że wynocha,
Kopie w drzwi i straszy kijem
Taka słodka i urocza
Wzywa Piekieł dla poparcia
Chyba jednak nie uczona
Miast Dziewięciu Siedem starcza.
Pokój z widokiem na morze
Suczka Umberlee mieć chciała
Cóż, wychylić się przez okno
Dosyć mocno by musiała.
Oby biedna nie wypadła!
Cóż to by za strata była.
Dzida wszak na mieście warta
Pięć złociszy (chyba tyle).
Aulos za to – port wspaniały
Choć na farmach rozszalały
Balor hulał, to nie szkodzi
Wszak wszystkim nikt nie dogodzi!
Są na wyspie lunatycy
Co ich czasem trudno zliczyć.
Wisi słońce, księżyc blady
Ciągle latają na zwiady.
Do kopalni krypt i jaskiń
Uzbrojeni pędzą z wrzaskiem
Znać radość mają mój panie
W tym jak ktoś im spuści lanie.
A dla panów co w sukienkach
Długich gusta pokładają
Jest specjalny konwent w mieście
Gdzie do woli w nich chadzają
Szyld, że niby biblioteka
Magia, wiedza – mami człeka
Wszak to sami trans... *She sie zająknęła i dokończyła:* przebierańcy
Których dzisiaj trudno zliczyć.
Przedsiębiorcy? Kwiat kupiectwa!
Same cnoty. Zero męstwa.
Czyści, szczerzy, najuczciwsi.
Tak przystojni, urodziwi *westchnienie milosne*
Poematy wręcz krytyczne
Na swój temat zamawiają
I uparcie ku przestrodze
Po mieście je rozwieszają
Zaś kapłanki, w bożej służbie
Nie baczą, z panią czy z panem
Dzielą się swą żarliwością
Byle ulżyć namiętnościom.
Kapłani to inna sprawa
Im nie w głowach jest zabawa
Wciąz w rozterkach: z tą czy z tamtą?
Czy wytrzyma ze mną? Warto?
Wojowie zaś są jak leci
Przykładami dużych dzieci.
Jak hełm dorwą, to nie zdejmą.
Widzą coś, czy nie – za jedno.
Piwo wprawdzie piją, ale
Przez słomkę siorbią, lub wcale.
Jak wiadomo od krasnali
Piana w braku wąsów PALI!
Z wojowniczek wyspa słynie
Co uczestniczą w każdej zadymie.
Wszak ich uroda pilnie skrywana,
Lecz za to jak dobrze zakonserwowana!
Co tam siniaki, otarcia, odciski
- nikt nie ujrzy przez twarde miski
Któe umyślnie tak rozmieszczają
I łudzą się, że te ich nie spłaszczają.
Ale są też czarodzieje
Wielcy mędrcy – świat się śmieje
Zawinięci jak ich zwoje
I odziani w babskie stroje.
Nie raz widziałam kolego
Jak szukają alter-ego.
Pod postacią wielkich trolli
Czy kolosów – hmm... kompleksy? *puszcza oko*
*patrzy na Nevrandela*
Zaklinacze – też porażka.
Pustelnik to, czy watażka?
Swe problemy ze zwidami
Leczą durnie piorunami.
I metalem zagryzaja.
Kobiety ich omijają.
„A są przecież taaacy mili”.
Nic, że szczur z ramienia kwili!
*gra tylko, nie śpiewając, odpowiedź Nevrandela*
Moja piękna, słodka bardko,
rozpuściłem cię zanadto.
BACZ, bym nie zjadł biżuterii,
a mój szczur dla fanaberii
nie wyżłopał cud perfumów,
co są do wabienia tłumów
gdy opada ci natchnienie.
Dalej, dalej. Graj, marzenie.
*She śpiewa dalej*
Babska liga – super sprawa.
Tu ploteczki, a tam kawa,
tu romansik, zlot na miotłach,
Zamiast zabrać się do kotła
I do garów i do dzieci!
Patrzaj! To na sabat leci!
Na Aeris sztuka kwitnie
Na zasadzie „to się wytnie”.
Potem z kwiatów – robaczywki
Miast moreli – zwykłe śliwki.
Co bard, to wątłe natchnienie.
Opada, gdy tylko na scenie.
Na święto Obfite Plony
Ich zbiory to pomidory.
Tylko bardki tu głos mają
I z polotem wżdy śpiewają.
Mądre, skromne, sympatyczne
I na szczęście tak nieliczne.
Autorem powyższej pieśni, podobnie jak i pozostałych tłumaczeń jest Tyalar.
Była jeszcze jedna piosenka, przygotowana na bis, ale się nie domagaliście
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL