ďťż
[Łotrzyk] Reto Ishivin


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

- Nazwa konta postaci: other8ph
- Nazwa postaci: Reto Ishivin
- Płeć postaci: M
- Rasa postaci: Półelf
- Klasa postaci: Łotrzyk
- Wiek postaci: 23
- Wyznanie postaci: Sune
- Pochodzenie postaci: Tethyr
- Charakter postaci: CN

Opis zewnętrzny:
Niewysoki półelf o dobrze wyrzeźbionej sylwetce, ciemnej, koloru kory cerze i blond włosach. Dosyć dziwne ułożenie fryzury uwydatnia jego elfie uszy, w których jest mnóstwo kolczyków. Na przystojnej twarzy widnieją zielone jak szmaragd oczy. Na szyi i ręce widać tatuaż zachodzący pod ubranie. Przedstawia on winorośle i kwiaty. Na jego nadgarstku widnieje rzemyk z paciorkami.
Spokojny, pewny siebie krok. Lekko zachrypnięty głos.

Atrybuty:
Siła- 10
Zręczność- 16
Kondycja- 12
Inteligencja- 14
Mądrość- 12
Charyzma- 14

Historia:
Reto spędził wiekszość swego życia na karawanie kupieckiej jeżdżąc po Tethyr wraz matką. Podróżowali z wioski do wioski, czasem zajeżdżająć do większych miast, sprzedając i kupując towary. Ojca nigdy nie poznał, matka nie chciała mu o nim opowiadać. Półelf stwierdził że jego ojciec to po prostu łajdak, który zabawił się z jego matką i nigdy więcej się niepokazał. Jednak taty nigdy mu niebrakowało. Zastępował mu jego bliski przyjaciel Artrisan, który był jednym z najemników ochraniających karawane jego matki Riki. Spędzali ze sąbą dużo czasu i świetnie się dogadywali. W czasie podróży, Artrisan uczył młodzieńca jak posługiwać się lekkimi brońmi i łukiem. Reto traktował to raczej jako zabawę niż naukę, ale to z korzyścią dla niego, bo przychodziło mu to z niewiarygodną łatwością. Nauczył młodzieńca też jak przewidywać i unikać ciosów przeciwnika. Chłopak był zadowolony z świetnej zabawy a Artisan czuł się pewniej wiedząc że młodzieniec sobie poradzi w razie ataku bandytów.
Ataki na karawanę były dość częste, dlatego Rika zaopatrzyła się w dość dobrą ochronę. Reto widząc często z jaką łatwością najemnicy odpierają ataki łotrów, czuł się bezpiecznie. Lecz do czasu. Pewnego dnia ich karawana wpadła w zasadzkę. Z początku wyglądało to na zwykły atak, lecz tym razem bandyci przechytrzyli najemników. Zastosowali wilcze doły a wrogów okazało się więcej niż by się można było spodziewać. Najwidoczniej zbiry musieli obserwować ich od dłuższego czasu. Reto oglądał z przerażeniem jak bandyci mordują, najemnika za najemnikiem. Artresana atakowało co najmniej trzech. Chciał mu pomóc lecz strach go paraliżował. Zauważył jak jeden z bandytów rzucił się na jego matkę. Szarpali się. Półelfa ogarnął niewyobrażalny gniew chwycił nóż, skoczył na łotra i dźgnął go w plecy. Odrzucił przeciwnika na bok by sprawdzić czy jego matce nic się nie stało. Miała wbity sztylet w brzuch.
-Matko! Nie!- krzyknął z przerażeniem w głosie.
-Reto... synu... uciekaj. – Rika mówiła słabnącym głosem zalewając się powoli krwią.
-Nie! Mamo nie! Sam nie idę! – oczy zalewały mu się łazami.
-Nie bądź głupi synku... ekh!ekh! – kaszlała krwią – to już mój... ekh! Koniec. Ratuj się.
Chłopak rozejrzał się. W tej chwili jeden z bandytów przeszył Artrisana mieczem na wylot. Reto pochylił się nad matką i pocałował ją w czoło. Podniósł się i zerwał jej bransoletkę z nadgarstka.
-Kocham cię mamo.
Jeszcze kilku ochroniarzy trzymało się przy życiu. Reto bez chwili namysłu zaczął kierować się w stronę lasu, który znajdował się obok drogi. Nagle przed jego oczami pojawił się jeden z bandytów, który najwidoczniej obrał sobie półelfa za cel. Chłopak był sparaliżowany. Łotr już wyciągnął miecz z pochwy i zaczął zbliżać się do młodzieńca, aż tu nagle z lasu wybiegł koń, taranując bandytę. Była to jedna klacz która się zerwała, na początku ataku. Zbliżyła się do chłopaka.
-Dobry Kasztan – powiedział Reto i bez chwili namysłu wskoczył na grzbiet zwierzęcia.
Pogalopował wzdłuż drogi. Znał ten szlak, nie pierwszy raz tędy jechał. Droga prowadziła do portu Valen.
W przypływie adrenaliny galopował aż do zachodu słońca. Gdy nagle spostrzegł że słońce zachodzi za horyzontem, zwolnił tępo konia. Nagle doszło do niego co się stało. Stracił wszystko co miał, matkę, przyjaciela, cały dobytek z karawany. Zatrzymał Kasztana i zsiadł z niego. Usiadł na ziemi. Czuł się taki bezradny, samotny. Zaczął płakać. Siedział i płakał... Następnego dnia obudziły go promienie słońca. Chłopak uświadomił sobie że musiał zasnąć. Konia który go tu przywiózł już nie było. Rozejrzał się. W oddali widać było port Valen. Nie miał już nic, więc postanowił się do niego udać.
Gdy Reto trafił do Valen miał jakieś 18 lat. Teraz miał już 23. Półelf spał pijany na blacie jednej z karczm. Obudziło go jakieś szarpanie. Otworzył oczy. Przez chwile miał wrażenie że leci. Zbliżał się ku wyjściu i nagle BACH!!!. Właśnie wyrzucił go ktoś z karczmy.
-Apsik! – kichnął. – Zasrane półorki. Mam na nie uczulenie – wytarł nos i wstał.
Wziął swój mieszek, w którym zazwyczaj trzyma się pieniądze i wywrócił go do góry nogami. Pusto. Nie miał ani grosza przy duszy.
W porcie żył z drobnych kradzieży. Najczęściej jego celem byli pijacy z karczm, albo ładne kobiety, które uwodził a potem obrabiał. Kiedyś też pożyczał, pieniądze od niektórych obywateli Valen. Teraz to nie miało sensu. Nie dość, że większości jeszcze nie oddał ani jednej monety to niektórzy na jego widok zaczynają go gonić i wyklinać, aby w końcu spłacił pożyczki. Wiedział że nie ma tu już żadnych perspektyw.
Spojrzał w stronę Morza Mieczy. Jakiś statek szykował się do odpływu. Nie mając bladego pojęcia dokąd statek płynie. Schował się w jednej ze skrzyni towarowych. Podczas gdy wnosili go na statek usłyszał że statek płynie na wyspę Aeris...


Brakuje języków.

Postać powinna znać wspólny, elfi i chondathski i lokalny argot łotrzykowski, a do tego dwa języki premiowe z listy: alzhedo, gobliński, lantański, orkowy, złodziejski migowy.
- Nazwa konta postaci: other8ph
- Nazwa postaci: Reto Ishivin
- Płeć postaci: M
- Rasa postaci: Półelf
- Klasa postaci: Łotrzyk
- Wiek postaci: 23
- Wyznanie postaci: Sune
- Pochodzenie postaci: Tethyr
- Charakter postaci: CN

Opis zewnętrzny:
Niewysoki półelf o dobrze wyrzeźbionej sylwetce, ciemnej, koloru kory cerze i blond włosach. Dosyć dziwne ułożenie fryzury uwydatnia jego elfie uszy, w których jest mnóstwo kolczyków. Na przystojnej twarzy widnieją zielone jak szmaragd oczy. Na szyi i ręce widać tatuaż zachodzący pod ubranie. Przedstawia on winorośle i kwiaty. Na jego nadgarstku widnieje rzemyk z paciorkami.
Spokojny, pewny siebie krok. Lekko zachrypnięty głos.

Atrybuty:
Siła- 10
Zręczność- 16
Kondycja- 12
Inteligencja- 14
Mądrość- 12
Charyzma- 14
Języki- wspólny, elfi, chondathski, lokalny argot łotrzykowski, złodziejski migowy, orkowy

Historia:
Reto spędził wiekszość swego życia na karawanie kupieckiej jeżdżąc po Tethyr wraz matką. Podróżowali z wioski do wioski, czasem zajeżdżająć do większych miast, sprzedając i kupując towary. Ojca nigdy nie poznał, matka nie chciała mu o nim opowiadać. Półelf stwierdził że jego ojciec to po prostu łajdak, który zabawił się z jego matką i nigdy więcej się niepokazał. Jednak taty nigdy mu niebrakowało. Zastępował mu jego bliski przyjaciel Artrisan, który był jednym z najemników ochraniających karawane jego matki Riki. Spędzali ze sąbą dużo czasu i świetnie się dogadywali. W czasie podróży, Artrisan uczył młodzieńca jak posługiwać się lekkimi brońmi i łukiem. Reto traktował to raczej jako zabawę niż naukę, ale to z korzyścią dla niego, bo przychodziło mu to z niewiarygodną łatwością. Nauczył młodzieńca też jak przewidywać i unikać ciosów przeciwnika. Chłopak był zadowolony z świetnej zabawy a Artisan czuł się pewniej wiedząc że młodzieniec sobie poradzi w razie ataku bandytów.
Ataki na karawanę były dość częste, dlatego Rika zaopatrzyła się w dość dobrą ochronę. Reto widząc często z jaką łatwością najemnicy odpierają ataki łotrów, czuł się bezpiecznie. Lecz do czasu. Pewnego dnia ich karawana wpadła w zasadzkę. Z początku wyglądało to na zwykły atak, lecz tym razem bandyci przechytrzyli najemników. Zastosowali wilcze doły a wrogów okazało się więcej niż by się można było spodziewać. Najwidoczniej zbiry musieli obserwować ich od dłuższego czasu. Reto oglądał z przerażeniem jak bandyci mordują, najemnika za najemnikiem. Artresana atakowało co najmniej trzech. Chciał mu pomóc lecz strach go paraliżował. Zauważył jak jeden z bandytów rzucił się na jego matkę. Szarpali się. Półelfa ogarnął niewyobrażalny gniew chwycił nóż, skoczył na łotra i dźgnął go w plecy. Odrzucił przeciwnika na bok by sprawdzić czy jego matce nic się nie stało. Miała wbity sztylet w brzuch.
-Matko! Nie!- krzyknął z przerażeniem w głosie.
-Reto... synu... uciekaj. – Rika mówiła słabnącym głosem zalewając się powoli krwią.
-Nie! Mamo nie! Sam nie idę! – oczy zalewały mu się łazami.
-Nie bądź głupi synku... ekh!ekh! – kaszlała krwią – to już mój... ekh! Koniec. Ratuj się.
Chłopak rozejrzał się. W tej chwili jeden z bandytów przeszył Artrisana mieczem na wylot. Reto pochylił się nad matką i pocałował ją w czoło. Podniósł się i zerwał jej bransoletkę z nadgarstka.
-Kocham cię mamo.
Jeszcze kilku ochroniarzy trzymało się przy życiu. Reto bez chwili namysłu zaczął kierować się w stronę lasu, który znajdował się obok drogi. Nagle przed jego oczami pojawił się jeden z bandytów, który najwidoczniej obrał sobie półelfa za cel. Chłopak był sparaliżowany. Łotr już wyciągnął miecz z pochwy i zaczął zbliżać się do młodzieńca, aż tu nagle z lasu wybiegł koń, taranując bandytę. Była to jedna klacz która się zerwała, na początku ataku. Zbliżyła się do chłopaka.
-Dobry Kasztan – powiedział Reto i bez chwili namysłu wskoczył na grzbiet zwierzęcia.
Pogalopował wzdłuż drogi. Znał ten szlak, nie pierwszy raz tędy jechał. Droga prowadziła do portu Valen.
W przypływie adrenaliny galopował aż do zachodu słońca. Gdy nagle spostrzegł że słońce zachodzi za horyzontem, zwolnił tępo konia. Nagle doszło do niego co się stało. Stracił wszystko co miał, matkę, przyjaciela, cały dobytek z karawany. Zatrzymał Kasztana i zsiadł z niego. Usiadł na ziemi. Czuł się taki bezradny, samotny. Zaczął płakać. Siedział i płakał... Następnego dnia obudziły go promienie słońca. Chłopak uświadomił sobie że musiał zasnąć. Konia który go tu przywiózł już nie było. Rozejrzał się. W oddali widać było port Valen. Nie miał już nic, więc postanowił się do niego udać.
Gdy Reto trafił do Valen miał jakieś 18 lat. Teraz miał już 23. Półelf spał pijany na blacie jednej z karczm. Obudziło go jakieś szarpanie. Otworzył oczy. Przez chwile miał wrażenie że leci. Zbliżał się ku wyjściu i nagle BACH!!!. Właśnie wyrzucił go ktoś z karczmy.
-Apsik! – kichnął. – Zasrane półorki. Mam na nie uczulenie – wytarł nos i wstał.
Wziął swój mieszek, w którym zazwyczaj trzyma się pieniądze i wywrócił go do góry nogami. Pusto. Nie miał ani grosza przy duszy.
W porcie żył z drobnych kradzieży. Najczęściej jego celem byli pijacy z karczm, albo ładne kobiety, które uwodził a potem obrabiał. Kiedyś też pożyczał, pieniądze od niektórych obywateli Valen. Teraz to nie miało sensu. Nie dość, że większości jeszcze nie oddał ani jednej monety to niektórzy na jego widok zaczynają go gonić i wyklinać, aby w końcu spłacił pożyczki. Wiedział że nie ma tu już żadnych perspektyw.
Spojrzał w stronę Morza Mieczy. Jakiś statek szykował się do odpływu. Nie mając bladego pojęcia dokąd statek płynie. Schował się w jednej ze skrzyni towarowych. Podczas gdy wnosili go na statek usłyszał że statek płynie na wyspę Aeris...
Upłyneło już 76 godzin... grzecznie się upominam.


Czemu wyznaje Sune a nie np. Tymorę pasującą do kupców? Kto mu wpoił wiarę w Sune?
Reto spędził większość swego życia na karawanie kupieckiej jeżdżąc po Tethyr wraz matką. Podróżowali z wioski do wioski, czasem zajeżdżając do większych miast, sprzedając i kupując towary. Ojca nigdy nie poznał, matka nie chciała mu o nim opowiadać. Półelf stwierdził że jego ojciec to po prostu łajdak, który zabawił się z jego matką i nigdy więcej się nie pokazał. Jego piękna matka, była wyznającą boginie Sune. Opowiadała i pokazywała synowi różne piękne rzeczy. Twierdziła że jeśli dbasz o piękno, między innymi o piękne klejnoty, to Sune będzie dbała o ciebie. Rika uczyła swoje dziecko jak postępować według zasad bogini Sune. Jednak taty nigdy mu nie brakowało. Zastępował mu jego bliski przyjaciel Artrisan, który był jednym z najemników ochraniających karawanę Riki. Spędzali ze sobą dużo czasu i świetnie się dogadywali. W czasie podróży, Artrisan uczył młodzieńca jak posługiwać się lekkimi brońmi i łukiem. Reto traktował to raczej jako zabawę niż naukę, ale to z korzyścią dla niego, bo przychodziło mu to z niewiarygodną łatwością. Nauczył młodzieńca też jak przewidywać i unikać ciosów przeciwnika. Chłopak był zadowolony z świetnej zabawy a Artrisan czuł się pewniej wiedząc że młodzieniec sobie poradzi w razie ataku bandytów.
Ataki na karawanę były dość częste, dlatego Rika zaopatrzyła się w dość dobrą ochronę. Reto widząc często z jaką łatwością najemnicy odpierają ataki łotrów, czuł się bezpiecznie. Lecz do czasu. Pewnego dnia ich karawana wpadła w zasadzkę. Zastosowanie wilczych dołów i ataki z zaskoczenia łuczników, przechyliło szale zwycięstwa na stronę zbirów. Najwidoczniej bandyci musieli obserwować ich już od dłuższego czasu. Reto oglądał z przerażeniem jak bandyci mordują, najemnika za najemnikiem. Artrisana atakowało co najmniej trzech. Chciał mu pomóc lecz strach go paraliżował. Zauważył jak jeden z bandytów rzucił się na jego matkę. Szarpali się. Półelfa ogarnął niewyobrażalny gniew chwycił nóż, skoczył na łotra i dźgnął go w plecy. Odrzucił przeciwnika na bok by sprawdzić czy jego matce nic się nie stało. Miała wbity sztylet w brzuch.
-Matko! Nie!- krzyknął z przerażeniem w głosie.
-Reto... synu... uciekaj. – Rika mówiła słabnącym głosem zalewając się powoli krwią.
-Nie! Mamo nie! Sam nie idę! – oczy zalewały mu się łzami.
-Nie bądź głupi synku... ekh! ekh! – kaszlała krwią – to już mój... ekh! Koniec. Ratuj się.
Chłopak rozejrzał się. W tej chwili jeden z bandytów przeszył Artrisana mieczem na wylot. Reto pochylił się nad matką i pocałował ją w czoło. Podniósł się i zerwał jej bransoletkę z nadgarstka.
-Kocham cię mamo.
Jeszcze kilku ochroniarzy trzymało się przy życiu. Reto bez chwili namysłu zaczął kierować się w stronę lasu, który znajdował się obok drogi. Nagle przed jego oczami pojawił się jeden z bandytów, który najwidoczniej obrał sobie półelfa za cel. Chłopak był sparaliżowany. Łotr już wyciągnął miecz z pochwy i zaczął zbliżać się do młodzieńca, aż tu nagle z lasu wybiegł koń, taranując bandytę. Była to jedna klacz która się zerwała, na początku ataku. Zbliżyła się do chłopaka.
-Dobry Kasztan – powiedział Reto i bez chwili namysłu wskoczył na grzbiet zwierzęcia.
Pogalopował wzdłuż drogi. Znał ten szlak, nie pierwszy raz tędy jechał. Droga prowadziła do portu Valen. W przypływie adrenaliny galopował aż do zachodu słońca. Gdy nagle spostrzegł że słońce zachodzi za horyzontem, zwolnił tępo konia. Nagle doszło do niego co się stało. Stracił wszystko co miał, matkę, przyjaciela, cały dobytek z karawany. Zatrzymał Kasztana i zsiadł z niego. Usiadł na ziemi. Czuł się taki bezradny, samotny. Zaczął płakać. Siedział i płakał... Następnego dnia obudziły go promienie słońca. Chłopak uświadomił sobie że musiał zasnąć. Konia który go tu przywiózł już nie było. Rozejrzał się. W oddali widać było port Valen. Nie miał już nic, więc postanowił się do niego udać.
Gdy Reto trafił do Valen miał jakieś 18 lat. Teraz miał już 23. Półelf spał pijany na blacie jednej z karczm. Obudziło go jakieś szarpanie. Otworzył oczy. Przez chwile miał wrażenie że leci. Zbliżał się ku wyjściu i nagle BACH!!!. Właśnie wyrzucił go ktoś z karczmy.
-Apsik! – kichnął. – Zasrane półorki. Mam na nie uczulenie – wytarł nos i wstał.
Wziął swój mieszek, w którym zazwyczaj trzyma się pieniądze i wywrócił go do góry nogami. Pusto. Nie miał ani grosza przy duszy.
W porcie żył z drobnych kradzieży. Najczęściej jego celem byli pijacy z karczm, albo ładne kobiety, które uwodził a potem obrabiał. Kiedyś też pożyczał, pieniądze od niektórych obywateli Valen. Teraz to nie miało sensu. Nie dość, że większości jeszcze nie oddał ani jednej monety to niektórzy na jego widok zaczynają go gonić i wyklinać, aby w końcu spłacił pożyczki. Wiedział że nie ma tu już żadnych perspektyw.
Spojrzał w stronę Morza Mieczy. Jakiś statek szykował się do odpływu. Nie mając bladego pojęcia dokąd statek płynie. Schował się w jednej ze skrzyni towarowych. Podczas gdy wnosili go na statek usłyszał że celem podróży byłą wyspa Aeris...
Ja bym jednak prosił też o informacje z którego konkretnie miasta Tethyru postać pochodzi.
- Nazwa konta postaci: other8ph
- Nazwa postaci: Reto Ishivin
- Płeć postaci: M
- Rasa postaci: Półelf
- Klasa postaci: Łotrzyk
- Wiek postaci: 23
- Wyznanie postaci: Sune
- Pochodzenie postaci: Omszały Kamień
- Charakter postaci: CN
- Języki: wspólny, elfi, chondathski, lokalny argot łotrzykowski, złodziejski migowy, orkowy

Opis zewnętrzny:
Niewysoki półelf o dobrze wyrzeźbionej sylwetce, ciemnej, koloru kory cerze i blond włosach. Dosyć dziwne ułożenie fryzury uwydatnia jego elfie uszy, w których jest mnóstwo kolczyków. Na przystojnej twarzy widnieją zielone jak szmaragd oczy. Na szyi i ręce widać tatuaż zachodzący pod ubranie. Przedstawia on winorośle i kwiaty. Na jego nadgarstku widnieje rzemyk z paciorkami.
Spokojny, pewny siebie krok. Lekko zachrypnięty głos.

Atrybuty:
Siła- 10
Zręczność- 16
Kondycja- 12
Inteligencja- 14
Mądrość- 12
Charyzma- 14

Reto spędził większość swego życia na karawanie kupieckiej jeżdżąc po Tethyr wraz matką. Podróżowali z wioski do wioski, czasem zajeżdżając do większych miast, sprzedając i kupując towary. Ojca nigdy nie poznał, matka nie chciała mu o nim opowiadać. Półelf stwierdził że jego ojciec to po prostu łajdak, który zabawił się z jego matką i nigdy więcej się nie pokazał. Jego piękna matka, była wyznającą boginie Sune. Opowiadała i pokazywała synowi różne piękne rzeczy. Twierdziła że jeśli dbasz o piękno, między innymi o piękne klejnoty, to Sune będzie dbała o ciebie. Rika uczyła swoje dziecko jak postępować według zasad bogini Sune. Jednak taty nigdy mu nie brakowało. Zastępował mu jego bliski przyjaciel Artrisan, który był jednym z najemników ochraniających karawanę Riki. Spędzali ze sobą dużo czasu i świetnie się dogadywali. W czasie podróży, Artrisan uczył młodzieńca jak posługiwać się lekkimi brońmi i łukiem. Reto traktował to raczej jako zabawę niż naukę, ale to z korzyścią dla niego, bo przychodziło mu to z niewiarygodną łatwością. Nauczył młodzieńca też jak przewidywać i unikać ciosów przeciwnika. Chłopak był zadowolony z świetnej zabawy a Artrisan czuł się pewniej wiedząc że młodzieniec sobie poradzi w razie ataku bandytów.
Ataki na karawanę były dość częste, dlatego Rika zaopatrzyła się w dość dobrą ochronę. Reto widząc często z jaką łatwością najemnicy odpierają ataki łotrów, czuł się bezpiecznie. Lecz do czasu. Pewnego dnia ich karawana wpadła w zasadzkę. Zastosowanie wilczych dołów i ataki z zaskoczenia łuczników, przechyliło szale zwycięstwa na stronę zbirów. Najwidoczniej bandyci musieli obserwować ich już od dłuższego czasu. Reto oglądał z przerażeniem jak bandyci mordują, najemnika za najemnikiem. Artrisana atakowało co najmniej trzech. Chciał mu pomóc lecz strach go paraliżował. Zauważył jak jeden z bandytów rzucił się na jego matkę. Szarpali się. Półelfa ogarnął niewyobrażalny gniew chwycił nóż, skoczył na łotra i dźgnął go w plecy. Odrzucił przeciwnika na bok by sprawdzić czy jego matce nic się nie stało. Miała wbity sztylet w brzuch.
-Matko! Nie!- krzyknął z przerażeniem w głosie.
-Reto... synu... uciekaj. – Rika mówiła słabnącym głosem zalewając się powoli krwią.
-Nie! Mamo nie! Sam nie idę! – oczy zalewały mu się łzami.
-Nie bądź głupi synku... ekh! ekh! – kaszlała krwią – to już mój... ekh! Koniec. Ratuj się.
Chłopak rozejrzał się. W tej chwili jeden z bandytów przeszył Artrisana mieczem na wylot. Reto pochylił się nad matką i pocałował ją w czoło. Podniósł się i zerwał jej bransoletkę z nadgarstka.
-Kocham cię mamo.
Jeszcze kilku ochroniarzy trzymało się przy życiu. Reto bez chwili namysłu zaczął kierować się w stronę lasu, który znajdował się obok drogi. Nagle przed jego oczami pojawił się jeden z bandytów, który najwidoczniej obrał sobie półelfa za cel. Chłopak był sparaliżowany. Łotr już wyciągnął miecz z pochwy i zaczął zbliżać się do młodzieńca, aż tu nagle z lasu wybiegł koń, taranując bandytę. Była to jedna klacz która się zerwała, na początku ataku. Zbliżyła się do chłopaka.
-Dobry Kasztan – powiedział Reto i bez chwili namysłu wskoczył na grzbiet zwierzęcia.
Pogalopował wzdłuż drogi. Znał ten szlak, nie pierwszy raz tędy jechał. Droga prowadziła do portu Valen. W przypływie adrenaliny galopował aż do zachodu słońca. Gdy nagle spostrzegł że słońce zachodzi za horyzontem, zwolnił tępo konia. Nagle doszło do niego co się stało. Stracił wszystko co miał, matkę, przyjaciela, cały dobytek z karawany. Zatrzymał Kasztana i zsiadł z niego. Usiadł na ziemi. Czuł się taki bezradny, samotny. Zaczął płakać. Siedział i płakał... Następnego dnia obudziły go promienie słońca. Chłopak uświadomił sobie że musiał zasnąć. Konia który go tu przywiózł już nie było. Rozejrzał się. W oddali widać było port Valen. Nie miał już nic, więc postanowił się do niego udać.
Gdy Reto trafił do Valen miał jakieś 18 lat. Teraz miał już 23. Półelf spał pijany na blacie jednej z karczm. Obudziło go jakieś szarpanie. Otworzył oczy. Przez chwile miał wrażenie że leci. Zbliżał się ku wyjściu i nagle BACH!!!. Właśnie wyrzucił go ktoś z karczmy.
-Apsik! – kichnął. – Zasrane półorki. Mam na nie uczulenie – wytarł nos i wstał.
Wziął swój mieszek, w którym zazwyczaj trzyma się pieniądze i wywrócił go do góry nogami. Pusto. Nie miał ani grosza przy duszy.
W porcie żył z drobnych kradzieży. Najczęściej jego celem byli pijacy z karczm, albo ładne kobiety, które uwodził a potem obrabiał. Kiedyś też pożyczał, pieniądze od niektórych obywateli Valen. Teraz to nie miało sensu. Nie dość, że większości jeszcze nie oddał ani jednej monety to niektórzy na jego widok zaczynają go gonić i wyklinać, aby w końcu spłacił pożyczki. Wiedział że nie ma tu już żadnych perspektyw.
Spojrzał w stronę Morza Mieczy. Jakiś statek szykował się do odpływu. Nie mając bladego pojęcia dokąd statek płynie. Schował się w jednej ze skrzyni towarowych. Podczas gdy wnosili go na statek usłyszał że celem podróży byłą wyspa Aeris...
Akceptuję
Akceptuję i życzę miłej gry.
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl