Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
konto: Demand-PL
nazwa postaci: Gasspare Keller
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 23
Wyznanie: Bane
Pochodzenie postaci: Calimport
Wygląd: Młody człowiek o intensywnie zielonych oczach i jasnobrązowych włosach. Pomimo dużego wzrostu porusza się nadzwyczaj miękko. Jego głos jest dosyć niski i przyjemny dla ucha, zaś słownictwo wyszukane. Przy dłuższej rozmowie zwraca uwagę fakt, że bardzo rzadko podnosi głos.
***
Banda rozwrzeszczanych dzieciaków przebiegła ulicą potrącając kilku przechodniów po drodze. Ludzie klnąc szli dalej, chcąc załatwić swoje interesy. W momencie gdy przychodziło do zapłaty, wszyscy potrąceni przeżywali niemiłe zaskoczenie, w postaci braku sakiewki. Kilka ulic dalej, w małym zaułku wszystkie z biegnących dzieci oddawały sakiewkę mężczyźnie ubranemu w szarą szatę.
- No, no, niezły połów dzieciaki... - mężczyzna przeglądał zdobycze. W pewnej chwili chwycił wyjątkowo pękaty mieszek
- Kto to zwędził? - spytał. Rękę podniósł chudy, wyglądający na około 8 lat chłopiec w poszarpanej koszuli i poplamionych spodenkach.
- No, Gasparre widzę, że coraz lepiej Ci idzie. Z takim okiem wróże ci niezłą przyszłość.
Chłopiec pochylił głowę tak, by mężczyzna nie widział wyrazu zawziętości na jego twarzy.
***
Idąc na spotkanie Kohelard, postawny, by nie powiedzieć otyły, mężczyzna w średnim wieku wiedział, że zawartość jego sakiewki jest na tyle cenna, że ochrona, która go otaczała nie jest tylko fanaberią. Czuł się o wiele pewniej widzac dookoła siebie pięciu zbrojnych ludzi.
- Tędy, panie. Będzie szybciej - przywódca ochrony wskazał na wąską uliczkę
- Jesteś pewny, Gasparre?
- Oczywiście, Zaufaj mi, panie.
Cały orszak skręcił w uliczkę. Kupiec rozglądał się niepewnie po zaułkach, odchodzących od uliczki. Nagle Gasparre zatrzymał się i odwrócił w kierunku Kohelarda.
- Cóż przyjacielu, w tym miejscu zmuszony jestem prosić cię o szybkie zrzucenie całego ubrania jakie aktualnie nosisz
- Ale... ale... Co ty u licha wyprawiasz?! - na twarzy kupca malował się szok
- Okradam cię - odpowiedział obojętnym tonem młodzieniec
- Przecież pracujesz dla mnie od dziecka! Od kiedy Frick przyprowadził cię do mnie, szkolę Cię i traktuje niemalże jak syna! Dzięki mnie zacząłeś obracać się w wyższych sferach, przeszedłeś szkołę manier! Jak możesz to robić?! - Oczy Kohelarda zaczynały przybierać wygląd właściwszy szaleńcom niż szanowanym kupcom.
- Tak, doprawdy, wzruszająca historia, urzekłeś mnie Kohelardzie, ale mógłbyś ją opowiadać rozbierając się jednocześnie? Trochę mi się spieszy, a nie chciałbyś przecież żeby rozbierał cię obecny tu z nami Grumpf? - wskazał na potężnego półorka obok siebie. Drżącymi rekami kupiec zaczął zdejmować szatę. Po chwili stał nagi na brudnej ulicy, ząs Gasparre pakował wszystkie jego rzeczy do worka.
- Dziękuję za współprace, już się chyba nie zobaczymy, więc żegnaj! - powiedział wesoło młodzieniec
- Idź do demonów, psi synu. Wiedz, że... - potężne uderzenie pięścią Grumpfa, sprawiło że Gasparre nie usłyszał już, co powinien wiedzieć.
- Dobra panowie, trzeba teraz dosyć żwawo uciekać. Spotykamy się przy bramie wychodzącej na szlak prowadzący do Tethyru. Przypominam - na koniach! - Gasparre, pobiegł w kierunku wylotu uliczki, co było sygnałem do rozejścia się dla reszty. Nie dłużej jak za godzinę wszyscy czekali gotowi przed bramą do odjazdu. Gasparre przybył ostatni, rzucił towarzyszom krótkie spojrzenie.
- W drogę - rzucił krótko, po czym ruszył traktem.
***
Podróż trwała blisko 16 dni, lecz obyła się bez większych przeszkód. Ponieważ wiedzieli, że Kohelard na pewno wysłał za nimi pościg, starali się wykorzystać początkową przewagę i zatrzymywali się tylko wtedy gdy było to absolutnie niezbędne. Wreszcie ich oczom ukazała się Athkatla. Wszyscy patrzyli na miasto jak zahipnotyzowani.
- Nam się udać! - przerwał wreszcie ciszę Grumpf. Jego słowa wywołały wybuch entuzjazmu wśród wszystkich. Zdecydowano na rozbicie obozu. Rozpalono ognisko i zaczęła się zabawa, oczywiście wspomagana bukłakami z winem, zakupionymi po drodze w Zazesspur. Nad ranem cała kompania zasnęła zadowolona. Gdy rano się przebudzili, wszystko wydawało się w porządku, oprócz jednej rzeczy. Brakowało konia Gasparre'a i co więcej, samego Gasparre'a oraz worka z łupem.
- Co za łajdak! - Glorin, jeden z trzech krasnoludów. Troin chwycił swój nadziak i wskoczył na swego kuca.
- Panowie, tak nie może być, chędożyć obóz i ognisko, na koń i gońmy go póki możemy!
Wszyscy zgodnie podbiegli do swych zwierząt i zaczęli je odwiązywać. Po chwili powietrze wypełnił tętent galopujących koni i kuców. Tymczasem w Athkatli...
***
- ...tyle wystarczy kapitanie? - Gasparre rozwiązał mieszek i pokazał jego zawartość kapitanowi "Białej Mewy", Doussalardowi. Marynarz tylko zakrztusił się, wytrzeszczył oczy i wykrztusił
- Stanowczo...
- Cieszy mnie to, czyli możemy ruszać?
- T-tak, załoga jest na statku, woda i pożywienie w ładowni. Jesteśmy gotowi. Nie powiedziałeś tylko młodzieńcze gdzie Cię wysadzić.
Gasparre rozwinął małą mapę i przyjrzał się uważnie. Wreszcie pokazał palcem jeden punkt.
- Tutaj. Aeris.
- Dobrze, będzie jak powiesz. Chodźmy.
***
Noc nad Morzem Mieczy była bezchmurna. Obserwując gwiazdy Gasparre myślał o wielu sprawach.
"Klejnoty są warte około dwóch tysięcy koron... Ubrania pewnie też trochę. Jakby przejrzeć je dokładnie, pewnie znalazłoby się coś cennego. Tylko po co mi to?"
Młodzieniec chwycił w rękę worek z łupem i postawił na krawędzi burty. Chwilę jeszcze myślał, lecz po chwili wyrzucił całą zdobycz do wody...
Imię i nazwisko postaci kłóci się (i to bardzo) z jej pochodzeniem.
Hmm... a jakie standardy obowiązują w Calimshanie? Coś jak na Bliskim Wschodzie w prawdziwym świecie?
Poradnik
Dobrze, już rozumiem dysonans. (a taki offtopic, w poradniku jest forma "łotrzycy" od słowa łotrzyk. Nie lepiej brzmiałoby "łotrzykowie"?)
konto: Demand-PL
nazwa postaci: Rahmid Khaz
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Wiek: 23
Wyznanie: Bane
Pochodzenie postaci: Calimport
Wygląd: Młody człowiek o intensywnie zielonych oczach i jasnobrązowych włosach. Pomimo dużego wzrostu porusza się nadzwyczaj miękko. Jego głos jest dosyć niski i przyjemny dla ucha, zaś słownictwo wyszukane. Przy dłuższej rozmowie zwraca uwagę fakt, że bardzo rzadko podnosi głos.
***
Banda rozwrzeszczanych dzieciaków przebiegła ulicą potrącając kilku przechodniów po drodze. Ludzie klnąc szli dalej, chcąc załatwić swoje interesy. W momencie gdy przychodziło do zapłaty, wszyscy potrąceni przeżywali niemiłe zaskoczenie, w postaci braku sakiewki. Kilka ulic dalej, w małym zaułku wszystkie z biegnących dzieci oddawały sakiewkę mężczyźnie ubranemu w szarą szatę.
- No, no, niezły połów dzieciaki... - mężczyzna przeglądał zdobycze. W pewnej chwili chwycił wyjątkowo pękaty mieszek
- Kto to zwędził? - spytał. Rękę podniósł chudy, wyglądający na około 8 lat chłopiec w poszarpanej koszuli i poplamionych spodenkach.
- No, Rahmid widzę, że coraz lepiej Ci idzie. Z takim okiem wróże ci niezłą przyszłość.
Chłopiec pochylił głowę tak, by mężczyzna nie widział wyrazu zawziętości na jego twarzy.
***
Idąc na spotkanie Kohelard, postawny, by nie powiedzieć otyły, mężczyzna w średnim wieku wiedział, że zawartość jego sakiewki jest na tyle cenna, że ochrona, która go otaczała nie jest tylko fanaberią. Czuł się o wiele pewniej widzac dookoła siebie pięciu zbrojnych ludzi.
- Tędy, panie. Będzie szybciej - przywódca ochrony wskazał na wąską uliczkę
- Jesteś pewny, Rahmid?
- Oczywiście, Zaufaj mi, panie.
Cały orszak skręcił w uliczkę. Kupiec rozglądał się niepewnie po zaułkach, odchodzących od uliczki. Nagle Rahmid zatrzymał się i odwrócił w kierunku Kohelarda.
- Cóż przyjacielu, w tym miejscu zmuszony jestem prosić cię o szybkie zrzucenie całego ubrania jakie aktualnie nosisz
- Ale... ale... Co ty u licha wyprawiasz?! - na twarzy kupca malował się szok
- Okradam cię - odpowiedział obojętnym tonem młodzieniec
- Przecież pracujesz dla mnie od dziecka! Od kiedy Ilhaz przyprowadził cię do mnie, szkolę Cię i traktuje niemalże jak syna! Dzięki mnie zacząłeś obracać się w wyższych sferach, przeszedłeś szkołę manier! Jak możesz to robić?! - Oczy Kohelarda zaczynały przybierać wygląd właściwszy szaleńcom niż szanowanym kupcom.
- Tak, doprawdy, wzruszająca historia, urzekłeś mnie Kohelardzie, ale mógłbyś ją opowiadać rozbierając się jednocześnie? Trochę mi się spieszy, a nie chciałbyś przecież żeby rozbierał cię obecny tu z nami Grumpf? - wskazał na potężnego półorka obok siebie. Drżącymi rekami kupiec zaczął zdejmować szatę. Po chwili stał nagi na brudnej ulicy, zaś Rahmid pakował wszystkie jego rzeczy do worka.
- Dziękuję za współprace, już się chyba nie zobaczymy, więc żegnaj! - powiedział wesoło młodzieniec
- Idź do demonów, psi synu. Wiedz, że... - potężne uderzenie pięścią Grumpfa, sprawiło że Rahmid nie usłyszał już, co powinien wiedzieć.
- Dobra panowie, trzeba teraz dosyć żwawo uciekać. Spotykamy się przy bramie wychodzącej na szlak prowadzący do Tethyru. Przypominam - na koniach! - Rahmid pobiegł w kierunku wylotu uliczki, co było sygnałem do rozejścia się dla reszty. Nie dłużej jak za godzinę wszyscy czekali gotowi przed bramą do odjazdu. Rahmid przybył ostatni, rzucił towarzyszom krótkie spojrzenie.
- W drogę - rzucił krótko, po czym ruszył traktem.
***
Podróż trwała blisko 16 dni, lecz obyła się bez większych przeszkód. Ponieważ wiedzieli, że Kohelard na pewno wysłał za nimi pościg, starali się wykorzystać początkową przewagę i zatrzymywali się tylko wtedy gdy było to absolutnie niezbędne. Wreszcie ich oczom ukazała się Athkatla. Wszyscy patrzyli na miasto jak zahipnotyzowani.
- Nam się udać! - przerwał wreszcie ciszę Grumpf. Jego słowa wywołały wybuch entuzjazmu wśród wszystkich. Zdecydowano na rozbicie obozu. Rozpalono ognisko i zaczęła się zabawa, oczywiście wspomagana bukłakami z winem, zakupionymi po drodze w Zazesspur. Nad ranem cała kompania zasnęła zadowolona. Gdy rano się przebudzili, wszystko wydawało się w porządku, oprócz jednej rzeczy. Brakowało konia Rahmida i co więcej, samego Rahmida oraz worka z łupem.
- Co za łajdak! - Glorin, jeden z trzech krasnoludów. Troin chwycił swój nadziak i wskoczył na swego kuca.
- Panowie, tak nie może być, chędożyć obóz i ognisko, na koń i gońmy go póki możemy!
Wszyscy zgodnie podbiegli do swych zwierząt i zaczęli je odwiązywać. Po chwili powietrze wypełnił tętent galopujących koni i kuców. Tymczasem w Athkatli...
***
- ...tyle wystarczy kapitanie? - Rahmid rozwiązał mieszek i pokazał jego zawartość kapitanowi "Białej Mewy", Doussalardowi. Marynarz tylko zakrztusił się, wytrzeszczył oczy i wykrztusił
- Stanowczo...
- Cieszy mnie to, czyli możemy ruszać?
- T-tak, załoga jest na statku, woda i pożywienie w ładowni. Jesteśmy gotowi. Nie powiedziałeś tylko młodzieńcze gdzie Cię wysadzić.
Rahmid rozwinął małą mapę i przyjrzał się uważnie. Wreszcie pokazał palcem jeden punkt.
- Tutaj. Aeris.
- Dobrze, będzie jak powiesz. Chodźmy.
***
Noc nad Morzem Mieczy była bezchmurna. Obserwując gwiazdy Rahmid myślał o wielu sprawach.
"Klejnoty są warte około dwóch tysięcy koron... Ubrania pewnie też trochę. Jakby przejrzeć je dokładnie, pewnie znalazłoby się coś cennego. Tylko po co mi to?"
Młodzieniec chwycił w rękę worek z łupem i postawił na krawędzi burty. Chwilę jeszcze myślał, lecz po chwili wyrzucił całą zdobycz do wody...
***
Poprawione imię
Akceptuję
O szlag, właśnie zauważyłem, że opis wyglądu bardziej pasuje do mieszkańca Doliny Lodowego Wichru... poprawiam:
Wygląd postaci: Widzisz drobnego mężczyznę, lekko stąpającego po ziemi, pewnie patrzącego na mijanych ludzi. Jego czarne włosy bardzo dobrze współgrają z piwnymi oczami i ciemną karnacją. Gdy przemówi, możesz stwierdzić iż ma niezwykle niski głos i wyszukane słownictwo.
Jesli nie chcesz, nie musisz zmieniać, jakiś Tethyrczyk mógł się osiedlić w końcu w Memnonie, czy Calimshanie.
Wolę zmienić, bo to jest takie "dziecko ulicy" pochodzące z biednej rodziny mieszkającej od pokoleń w slumsach.
[ Dodano: Sro Sie 08, 2007 10:27 am ]
Mógłbym poprosić drugiego MG o sprawdzenie historii?
Hm... podoba mi się
Mam nadzieję, że nie będzie to bezmózgi kleptoman (wydaje mi się, że nie nie rozczaruj mnie )
Akceptuję
dzień pierwszy
Pod wieczór statek dotarł do Silwood. Załoga spuściła żagle i zacumowała okręt przy akompaniamencie krzyków Hagena.
- Dojechaliśmy - rzucił do Rahmida majtek. Młodzieniec podniósł się ze swej pryczy i wyszedł na pokład. Przez chwilę patrzył zafascynowany na grę świateł na wodzie. Zachody słońca nad morzem zawsze były jego ulubionym krajobrazem. Przy zejściu na ląd zachwiał się trochę, odzwyczajony od braku kołysania po długiej podróży. Rozejrzał się, i postanowił pójść ścieżką wzdłuż rzeki. Po chwili dotarł do małej kładki, na której z zapałem dyskutowało kilka osób. Rahmid pokręcił się chwilę przy straganie obok, udając że przegląda towar, jednocześnie bacznie słuchał rozmowy. W pewnym momencie dyskusję przerwało pojawienie się barczystego, jednookiego półorka. Wprowadziło to trochę zamieszania, gdyż przybysz starał się popisać swymi zdolnościami. Gdy tylko zamieszanie trochę ustało, Rahmid postanowił wkroczyć. Podszedł do goblina w zielonym kubraku.
- Hej, mały! Potrzebuję informacji - szepnął
- Tia?
- Szukam pracy... tylko, że nie chodzi mi o bezmyślne machanie maczugą jak ten półork przed chwilą. Ktoś potrzebuje człowieka od myślenia?
- Popytaj Irasiela, to tamten w ozdobnej szacie, aczkolwiek wkrótce będę miał ładniejszą - odpowiedział gnom.
- Dziękuję - młodzieniec podszedł do mężczyzny stojącego nieopodal. Stał tyłem, wpatrzony w rzekę, więc Rahmid chrząknął cicho, żeby zwrócić jego uwagę.
- Tak?
- Mogę na słówko? - Irasiel rozejrzał się po czym rzucił tylko "Chodźmy" i poszedł w kierunku zaułka.
- O co chodzi? - zapytał gdy dotarli
- Żeby nie uchybić grzeczności to przedstawię się: jestem Rahmid. A teraz do rzeczy: szukam pracy. Potrzebny Ci ktoś myślący... - urwał i przyjrzał sięszacie Irasiela - ... sear - dodał
- Nie szukam już ludzi do biblioteki, więc chyba mi się nie przydasz... Ale wiesz, popytaj, może coś znajdziesz.
- Na pewno nic się nie znajdzie? - Rahmid spojrzał głęboko w oczy Irasiela. Ten chwilę się zastanowił.
- Wiesz, może i mogę ci pomóc... pójdź i znajdź Irenez, ona ma rożne kontakty. Powołaj się na mnie, może będzie coś dla ciebie miała. Powinna być na tym mostku na którym staliśmy - Irasiel opisał wygląd Irenez.
- Cóż, dziękuję pójdę bezzwłocznie.
- Czekaj, czekaj, zanim pójdziesz to chyba musisz moje imię poznać, żeby się na mnie powołać - uśmiechnął się. Rahmidowi błysnęły oczy.
- Nie musisz mówić, już wiem Irasielu - powiedział tylko i odszedł. Wrócił na mostek i poszukał wzrokiem kobiety, która pasowałaby do opisu Irasiela. Zadanie było proste, bo w okolicy były tylko dwie kobiety i tylko jedna pasowała do opisu.
- Pani Irenez?
- Tak
- Mam sprawę od Irasiela...
- Chodźmy zatem do mnie - ruszyła w kierunku budynku Straży
- O co chodzi? - spytała gdy doszli
- Irasiel powiedział, że może będziesz miała dla mnie pracę, pani. Siły mi może brakuje, ale nadrabiam pomyślunkiem...
- Nie - rzuciła krótko Irenez i odeszła szybkim krokiem zostawiając zdziwionego Rahmida.
- No to chyba dzisiaj nocuje w polu - mruknął jeszcze i odszedł w kierunku bramy.
dzień drugi
Własnie rozpalał ognisko koło swego namiotu, gdy po trakcie przebiegł znany mu z wczoraj gnom.
- Hej, gnomie! - krzyknął
- Są jeszcze?
- Ale co jest?
- Znaczy, że są! - uradowany gnom pobiegł w kierunku pobliskiego krzaka, zanurzył się na chwilę w niego i wyszedł z garścią jagód. Rahmid uśmiechnął się pod nosem.
- Najlepsze są wilgotne od rosy - powiedział, pałaszując owoce, gnom - dobrze, że żuki ich nie pozżerały.
- Tak, też się cieszę, że nie ma ich w pobliżu, bo słyszałem, że lubią sobie wzbogacić dietę mięskiem od czasu do czasu.
- Mhm, zaiste dobrze, bo idę z tym łukiem - gnom pokazał dosyć ładnie zrobioną broń - do Silwood, sprzedam go za jakieś 30 koron, a jak znajdę tego łotra Cienia to i za 50! - krzyknął uradowany gnom.
- Cienia? Kto to? - zainteresował się Rahmid
- Złotrzałe diabelstwo
- Jakiś handlarz rozumiem?
- Tak, handlarz - powiedział z dziwnym uśmiechem gnom - zwykle gości w Silwood, a znaleźć go łatwo, wystarczy, że krzykniesz "mam łup do sprzedania" i pojawia się - zaśmiał się
- Może zechcesz zanocować tutaj? Do miasta jeszcze kawałek stąd...
- Nie, dam sobie radę
- A... - Rahmid nie zdążył już powiedzieć niczego, bo gnom pognał dalej. "Cień? To chyba to!" pomyślał jeszcze przed zaśnięciem.
[ Dodano: Wto Sie 21, 2007 4:14 pm ]
Cóż z przykrością stwierdzam, ze do czasu wydania dodatku zawieszam grę na Aeris (niezbyt długą zresztą:P) bo bugi gry bardzo utrudniają mi życie, szczególnie słynne zwiechy u kowala
I'll be back!
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL