Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
- Nazwa konta: marekb74
- Nazwa postaci: Malstag Darkcrown
- Płeć postaci: mężczyzna
- Rasa postaci: człowiek
- Klasa postaci: łotrzyk
- Wiek postaci: 20
- Wyznanie postaci: Tymora
- Pochodzenie postaci: Waterdeep
- Charakter postaci: Chaotyczny neutralny
- Opis zewnętrzny:
Mężczyzna jest średniego wzrostu i szczupłej budowy ciała. Na czoło i twarz opadają w nieładzie kosmyki czarnych włosów, które są dłuższe z tyłu i opadają na kark. Twarz jest podłużna, ze średniej wielkości, lekko zadartym nosem, zwykle gładko ogolona. Skóra jest lekko brązowa. Normalnej wielkości oczy mają kolor czerwony. Jego dłonie są smukłe zakończone długimi palcami.
Akceptuje
Akceptuję
*wpis w alzhedo*
6 Eleint 1376 RD
Tydzień minął od przybycia na tą deszczową wyspę. Może przelanie myśli na papier pomoże mi zrozumieć co się dzieje... i co robić dalej.
Deszcz, deszcz, wiatr i wszechogarniająca wilgoć. Wyjdziesz z budynku na dłużej niż dziesięć minut i prawie możesz być pewien, że zmokniesz. Do tego żaden kupiec w Silwood nie sprzedaje płaszczy. Jak to możliwe?
Moje poszukiwania nie dały żadnego rezultatu. Ani krzty informacji o ojcu. Może to i dobrze. Może by mnie nie poznał i uznał za oszusta, który dybie na jego majątek? Nie wiem. Na razie... nie mam czym zapłacić za informacje. I nie wiem komu. Poczekam, nie spieszy się. Ta sprawa jest przynajmniej w miarę prosta.
Dziewczyna, Kyoko. Nie mam się co oszukiwać. Została wysłana by mnie znaleźć i... zabić? Mogę sobie mieć złudną nadzieję, że to zbieg okoliczności, ale wiem że tak nie jest. Dwie podobnie wyglądające dziewczyny z Kara Tur w odległym zakątku Faerunu. Zresztą pamiętam ją. To ona. Przybyła na wyspę przez przypadek - chwiałbym w to wierzyć, ale to nierozsądne. Nie, na pewno nie.
Tylko czemu Afun ją wysłał? Ktoś inny mniej by się rzucał w oczy. I jakie jest jej zadanie. I co ważniejsze, czy zamierza je wypełnić? Zamierza mnie zabić, czy tylko odzyskać kamień? Pytania, pytania a odpowiedzi nie ma.
Potknęła się o mnie. Przypadek? Niemożliwe. Nigdy mi się w Climporcie nie przyjrzała - a może tego nie widziałem. Ale inni mnie znali. Musiała mnie rozpoznać. Ścięcie włosów, to za mało by ją zmylić. Na pewno wie kim jestem. Ale dobrze to ukrywa. Zresztą, sam nie jestem gorszy.
Powinienem był uciec tylko gdy ją zauważyłem. Tylko dokąd? I za co? Poza tym, coś mnie do niej ciągnie. Jest piękna. Jej głos jest... tak śmiesznie wymawia nasze słowa. Malstag san... brzmi dziwnie, ale mi się podoba. Wygląda na biedną samotną, niewinną dziewczynkę, która nie ma domu ani przyjaciół. Biedna. Ale muszę uważać. Muszę być czujny. Ona nie jest niewinna. Afun by jej nie wysłał inaczej. Muszę to przyznać. Ta dziewczyna mnie fascynuje. Mam tylko nadzieję, że nie stracę przez to rozumu, że ta fascynacja nie doprowadzi mnie do zguby.
Może trzeba było sprzedać ten kamień... a może dobrze, że togo nie zrobiłem. Skoro wysłali ją za mną, to chyba kamyk jest cenniejszy niż mówił to krasnolud. I nie odda mi go za mare parę sztuk złota, które mi dał za niego. Ale potrzebowałem pieniędzy. Co miałem robić? Nie mogę się Kyoko przyznać gdzie jest kamień... to moja szansa. Może uda mi się ją oczarować, wzbudzić sympatię. Może wtedy mnie nie zabije. Kamyk - właściwie to mogę go oddać (jeśli będę miał za co go wykpić). To tylko kamyk. Byle przeżyć...
Wiem, wiem. Powinienem ją zabić jak najszybciej. Właściwie powinienem był ją zabić, gdy usłyszałem jej imię. Nie spodziewałaby się, poszłoby łatwo. zabić we śnie. Ale nie mogę. Nigdy nie zabiłem człowieka. Zabić orka czy goblina - nie wzbudza to we mnie wstrętu (o ile byłbym w stanie to zrobić), ale zabicie z zimną krwią człowieka czy elfa. Nie. Może będę kiedyś żałował mych skrupułów...
Ciekawość... moja przeklęta ciekawość. Zgubi mnie kiedyś. A może jednak jeszcze nie teraz.
*w alzhedo*
7 Eleint 1376 RD
Kolejna rozmowa do późna. Jakby ktoś nas obserwował z boku, a nawet słuchał, to chyba by nigdy nie powiedział że jesteśmy przeciwnikami... Kim właściwie dla siebie jesteśmy? Wrogami? Przeciwnikami? Szermierzami w ringu na słowa? I kim się staniemy? Przyjaciółmi czy może śmiertelnymi wrogami i jedno z nas skończy swój żywot z ręki drugiego?
Wydaje mi się, że ją zrozumiałem. Nie do końca - to niemożliwe. Za dużo nas dzieli - lata wychowania w innej kulturze. Ale chyba wiem czemu właśnie ją Afun wybrał do tego zadania. Chyba tylko ona jedna, z całej jego zgrai, może do niego wrócić i oddać mu kamyk.
Wylała na mnie wino. To był taki sam przypadek jak wtedy gdy się na mnie potknęła. Niech myśli, że dałem się nabrać. Szuka i spieszy się. Pozwolę jej przeszukać me rzeczy. Byle nie za łatwo i nie za szybko, bo nabierze podejrzeń.
Jest dobrą aktorką. Kultura oraz jej przeżycia sprawiły, że swe prawdziwe uczucia zagrzebała głęboko. By nie dać zbrukać swej duszy... choć duszę można zbrukać tylko samemu. Nikt inny tego nie uczyni.
Wczoraj zauważyłem ogniki emocji przebijające spod maski. Rozdmuchać je. Wydobyć na wierzch jej duszę. Jak to się uda - będę bezpieczny... będziemy bezpieczni. Czy się uda?
I po co to robię? Nie łatwiej ją zabić? Łatwiej. Ale chyba ona też ma rację. We mnie też jest coś z samuraja. Mam pewne zasady, których nie chcę złamać. Nie chcę zbrukać swej duszy... Jacy my jesteśmy do siebie podobni a zarazem jak różni...
Uzgodniłem z Blythem, zostawiam te zapiski u niego. I tą blaszkę od krasnoluda. Dyskretnie, za kilka sztuk złota. jeszcze na trochę mi wystarczy. Potem... potem będę musiał poszukać Gerrana. Wyciągnę tez Kyoko. Zostaniemy wspólnikami i partnerami - taką mam nadzieję.
Oby Blyth okazał się godny zaufania i złota, które mu dałem. A jeśli nawet - i tak nie ma tu żadnych wskazówek gdzie jest kamyk. To wiem tylko ja. I tak pozostanie. Na razie.
*w alzhedo*
8 Eleint 1376 RD
Biedna dziewczyna. Umi jej dzielna siostra. Powiedziałem jej prawdę. Umi była samurajką. Naprawdę tak myślę i ją podziwiam. Czy umiałbym poświecić wszystko dla kogoś... dla kogoś kogo kocham. Raczej nie, a może... nigdy nie znasz siebie żebyś mógł być pewien. Ich tradycja... kultura są dla mnie takie niezrozumiałe. Czasami. Dobrze, że jej nie powiedziałem co myślę o jej ojcu. To właśnie on wybrał łatwiejszą drogę. Postąpił wedle tradycji wcale nie dbając co się stanie z rodziną. Zabrać to co mógł i wyjechać, choćby tu, do Faerunu. Lecz wybrał wyjście honorowe... tylko dla kogo? Zyskali jego wrogowie - jego rodzina przegrała, a sam był martwy. Choć może pochopnie go osadzam...
Zapłakała. Może to za mocne słowa. Zaszkliły jej się oczy. Udałem, że nie widzę, by jej nie speszyć. Z ukrywania swych uczuć uczyniła sztukę. Zresztą ja też, w niewoli. Potem... potem już nie musiałem. I nie miałem wpojonej, wyssanej z mlekiem matki tysiącletniej tradycji.
Bała się, że ją upiję albo uśpię. Może mógłbym, ale na razie nic to nie da. Zdobyć jej zaufanie... czemu to napisałem? Przecież to niemożliwe. Tak samo jak nie mogę jej zaufać... nie do końca. I ona mi do końca nie zaufa.
Tacy jesteśmy podobni. Oboje mieliśmy szczęśliwe dzieciństwo. I życie zmusiło nas byśmy stali się kim jesteśmy. Gdyby nie to kim bylibyśmy? Ja szanowanym kupcem? A może bym ruszył w świat - niewinny i naiwny. A ona? Pewnie byłaby żoną jakiegoś samuraja. A może zostałby samurajką, ta z legend. Lecz byśmy się nie spotkali.
Musze uważać. Ona za bardzo mnie fascynuje. To może być zgubne... rozumu muszę słuchać, nie serca.
Ciekawe jak długo potrwa ta szermierka słowna. Mówimy tyle prawdy sobie... i tyle przed sobą ukrywamy. Kiedy się przyzna... kiedy zapyta o kamyk? I co jej wówczas odpowiem? Najpierw musi przeszukać me rzeczy. Upewnić się, że nie mam tego przy sobie. Może nie użyje na mnie swojego sztyletu. Mam cichą nadzieję.
*w alzhedo*
9 Eleint 1376 RD
Pracowity dzień za mną. Przenoszę się do Maski. Będę bliżej Kyoko. Po co to robię? Bo mnie fascynuje? Bo z nikim do tej pory nie umiałem tak rozmawiać jak z nią? Głupieję chyba... choć może się uda ma intryga, a przeprowadzka trochę uwiarygodni tą historię.
Maska otwiera dużo nowych możliwości. Odwiedziłem pokój Kyoko. Nie wie chyba o tym - zauważyłem, ledwo, ledwo, włos. Ostrzeżenie. Tak jak się spodziewałem nic nie znalazłem.
Porozmawiałem dziś rano z Blythem. Nikt mnie nie widział... a nawet jeśli to mnie nie poznał. Nie z daleka. Zgodził się na mą intrygę. Za kilka kolejnych sztuk złota. Przygotowałem zapiski dla Kyoko* i prosiłem Blytha by ich zbyt starannie nie chował. Nie będę leżały na widoku, ale któraś z dziewczyn na pewno przyuważy gdzie. Szczególnie gdy codziennie będę je uzupełniał. No prawie codziennie.
A te prawdziwe... te też będę oddawał Blythowi, ale tak by nikt tego widział. Kyoko dostanie w swoje śliczne łapki to co dla niej przygotowałem. Czy uwierzy? Zapewne nie od razu. Ale zasieje to wątpliwości. w jej umyśle, a tego potrzebuję. I do tego nie będzie szukała prawdziwych - przynajmniej przez jakiś czas. A może dojdzie do wniosku, że Afun nas wypróbowuje lub... ze się chce nas pozbyć? Doświadczyła już w życiu zdrady.
*w alzhedo*
10 Eleint 1376 RD
Udało mi się dostać pokój tuz koło niej. Elline dała się przekonać. Kilka uśmiechów może czynić cuda. Jest lepiej. Mamy wspólną łaźnię. Jak wróciłem (przywieźli płaszcze!) Kyoko się kąpała. Myślałem, że uda mi się to wykorzystać i przeszukać jej rzeczy, ale była zbyt ostrożna. Przyglądałem się jej przez chwilę... a potem zapukałem i zaprosiłem ją na wieczór z winem. Przyjęła zaproszenie.
Siedzieliśmy prawie do samego świtu. Jakie to było niebezpieczne. A może nie? Znów zabawa z kieliszkami. Właściwie to nie ma sensu, ale staje się naszym rytuałem. Gdyby chciała mnie zabić, to już by to zrobiła. Jak mi się dobrze z nią rozmawia... za dobrze. Jej dotyk... zapach... Jest piękna. Nie oszukiwałem, nie czarowałem. Mówiłem prawdę.
Jej dotyk... czuje go nawet teraz. I jej gładkie ciało pod moimi palcami. Jej ubranie... jakby go nie było. Nie cofnęła swej ręki, nawet... nawet mnie prowokowała.
Zaczynam tracić kontrolę, tak mnie fascynuje... bardziej niż myślałem, że to możliwe. Ale widziałem sygnały, że z nia się dzieje podobnie. Ujawnia uczucia... na chwilę, wypryskują spod jej skorupy jak woda ze studni. Otwór jest na razie mały, poszerzyć go trzeba.
Naprawdę jej współczuje. Żałuję... chciałbym.... chciałbym byśmy się spotkali bez bagażu naszych smutnych doświadczeń.
Nasze wypowiedziane marzenia były chyba prawdziwe. Moje na pewno. A jej? Też, chyba też. Choć jak zawsze nie powiedzieliśmy wszystkiego.
Zasnąłem od razu. Gdy się obudziłem jeszcze spała. Przeszukałem jej rzeczy i jak się spodziewałem, niczego ciekawego nie znalazłem. Długo się potem przyglądałem jak śpi. Jak jej pierś unosi się w spokojnym oddechu. Piękna... Coś miała ukryte pod kimonem. Musiałbym włożyć rękę pod jej ubranie, rozebrać ją... Nie, tego nie zrobię. Nie mogę. Nie bez jej zgody... Co się ze mną dzieje!
*w alzhedo*
11 Eleint 1376 RD
Siedziałem pod pomnikiem na rynku. Dobre miejsce by zebrać garść informacji, plotek. Miałem nadzieję, że pojawi się ten gnom - Merin. Straszna z niego gaduła. Bez większych problemów wyciągnąłbym od niego czego się dowiedział o Kyoko. Może wie coś interesującego? W pewnej chwili stanęła mi przed oczyma scena sprzed kilku dni: Kyoko i ta druga karaturanka mówiące w obcym, dziwnym języku i Merin wykonujący gesty dłońmi i szepczący zaklęcie. A potem... chyba rozumiał co one mówią. Zrozumieć ojczysty język Kyoko...
Podszedłem do starego maga (mocno się ostatnio postarzał), Andiris go chyba wołają i zapytałem się o magię języków. Czy będę potrafił użyć takiego zwoju? Nie przekonam się dopóki nie spróbuję. Obiecał, że przygotuje mi kilka zwojów. Do tego wydaje się, że nie zechce za nie pieniędzy. Chyba myśli, że jestem zakochany w Kyoko, że jesteśmy w sobie zakochani... Czy wyglądamy na zakochanych? Czy wyglądam na zakochanego? I ważniejsze... czy jestem zakochany? Nie... na pewno nie... chyba nie... czy aby na pewno nie?
Kolejny wieczór z Kyoko. Tym razem krótki. Oboje byliśmy zmęczeni, niewyspani. Znów rytuał z winem. Ale wyglądał inaczej, jawnie. Wymieniliśmy się kielichami, z każdego upiliśmy po łyku. Chcemy poznać marzenia i duszę drugiej strony. Czy chcemy? Chcę? Tak. Zaczyna mi na niej zależeć... to jest niebezpieczne, powinienem uciekać, ale... coś mnie trzyma. Zaufam Tymorze. Nie zawiedź mnie Uśmiechnięta Pani.
Co zrobi Afun, jeśli Kyoko nie wróci z kamykiem? Wyśle za nią albo za mną jednego ze swych zabójców? A może machnie ręką... nie sadzę. Jeszcze usłyszymy o Afunie. Jestem tego pewny. Szkoda, że go nie mam i nie odzyskam szybko. Co by zrobiła gdybym oddałbym jej kamyk i powiedział: ,,Oddaj go Afunowi i wróć na wyspę. Spróbujmy zrozumieć swe dusze''?
Poczęstowała mnie suszonymi morelami. Dobre, choć mają taki dziwny smak. Inny. Powiedziała, że podobno smakują jak pocałunek. Potem mnie za to przepraszała, choć nie zauważyłem by czuła się winna. Po co mnie przepraszała i za co? Tradycja, przyzwyczajenie? Jak smakuje pocałunek...? Czy Kyoko wie jak smakuje pocałunek? Na koniec dostałem słoik z tymi owocami. Pułapka? Jeśli chciałby mnie otruć lub zabić, to miała już wiele okazji. Może jednak lepiej kupię owoce i zamienię te ze słoika... na wszelki wypadek.
Powiedziała, że Faerunczycy są obłudnie pruderyjni. Chyba jest w tym dużo racji. W Climporcie widziałem niejedno obserwując z boku, ukryty w cieniu. Czy ja jestem taki sam?
Zdradziła, że zabawiała rozmową mężczyzn. Żonatych mężczyzn. Dlaczego? Muszę się wypytać o to... kolejna karta z jej życia, kolejny krok do zrozumienia jej duszy, do zdobycia jej zaufania... mam nadzieję.
*w alzhedo*
12 Eleint 1376 RD
Nie wypiliśmy wczoraj ani kropelki wina. Jakie to dziwne... brakowało mi tych kilku chwil przed kominkiem z winem. To tylko półdekadnia a już to uważam za tradycję?
Wieczór na rynku. Sporo osób było. Niestety, nie miałem okazji porozmawiać z Merinem. Najpierw dyskutował z Lavietem i jakimś mnichem, a później przyszła Kyoko. Merin przypomina mi Millaca. Ciekawe, co z nim się dzieje? Może udało mu się zdobyć złoto i pojechał do Lurien szukać ukochanej. Nie pasował do bandy Afuna. Czy umiałbym jeszcze pisać i mówić w jego języku?
*w alzhedo*
13 Eleint 1376 RD
Miałem dość siedzenia w jednym miejscu. Pod latarnią morską, tuż za brama odkryłem ciemny, mokry tunel. Nie dostrzegłem żadnych śladów. A na końcu zbyt dobrze zamknięte drzwi. Przyglądałem się im przez dłuższą chwilę, ale nie znalazłem sposobu by je otworzyć. Ciekawe jaką zagadkę kryją. Może lepiej nie zaglądać? Ech, ciekawość moja i tak zwycięży.
Wyszedłem. Owiał mnie wiatr. Ruszyłem traktem, przed siebie. Gdy tylko zanurzyłem się w las na samym środku ścieżki zauważyłem łanię. Dziwne, nie uciekała. A powinna. Zupełnie jak ja? Zamyśliłem się i o mały włos nie podeptałem niziołki. Sympatyczna Rika. Swatka i Duszek - figlara z niej. Przypomina mi Millaca - pasowaliby do siebie. Może udałoby się jej przepędzić smutek, stale w nim obecny... lecz cóż. Czy uda mi się przepędzić smutek z duszy Kyoko? A może spróbuję napisać do Millac? Wyswatałbym swatkę! Zaskoczyłem ją tym ze znam jej język. Dawno w nim nie mówiłem, zapomniałem trochę, ale z każdym zdaniem było lepiej. Chyba mnie polubiła. Muszę to wykorzystać. Niziołków, my, duzi ludzie, zwykle nie zauważamy, a Rika mieszka w Masce i ma bystre oczy. Na pewno już widziała Kyoko. Może uda mi się z niej wyciągnąć jakieś użyteczne informacje? Myślę, że mi pomoże. Swatka...
Później na rynku widziałem kolejnego niziołka. Wyglądał na bardzo młodego. Zaczepiał ludzi. Ostrzegłem go - jego mina gdy odezwałem się w jego języku była taka zabawna - że duzi mogą mu zrobić krzywdę. Potem go pogoniłem - nie chcę by widzieli mnie zbyt często w towarzystwie niziołków. Moją sympatię do Małego Ludu wolę utrzymać w tajemnicy.
Po chwili pojawiła się Kyoko. Czy mnie wcześniej obserwowała? Przyszła w przemoczonym ubraniu i z mokrymi włosami - tutejsze deszcze potrafią przemoczyć w kilka chwil. Tak uroczo się opinało na niej odsłaniając jej kształty. Okryłem ją płaszczem, wziąłem pod rękę i zaprowadziłem do Maski. Martwiłem się... tak chyba naprawdę sie martwię by nie zachorowała.
A potem... wieczorna, czy raczej nocna rozmowa przy kominku i winie. Karmiliśmy się suszonymi morelami zanurzanymi w winie... To było takie... nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś takiego. Jej palce na mych wargach, jej wargi i język spijające wino z mych palców. Przez moje ciało przebiegały dreszcze. Ileż mnie kosztowało by to ukryć. Śmiałem się. Głośno i dużo. Pomagało. Masowała mi plecy - co za uczucie! A jakie to było głupie, że jej na to pozwoliłem. Mogla mnie zabić jednym ruchem. Przestaję się jej bać... zaczynam jej ufać... jej czy czy temu, że mnie nie zabije dopóki nie dowie się gdzie jest kamyk? Sam nie wiem.
Jej zimne dłonie w moich, stające się coraz bardziej ciepłe, jej palce na mym policzku, jej gładka skóra przesuwająca się pod mymi rękoma. Miałem wrażenie, że kilka razy tego wieczoru zobaczyłem w jej oczach autentyczną radość. Chciałbym wierzyć, że to ja wzbudziłem radość, że mi ufa... zaczyna ufać. Chciałbym wygnić smutek z jej duszy - powiedziałem to z głębi serca. Chciałbym wierzyć, mam nadzieję, że jej radość nie jest spowodowana tym, że wydaje jej się, że zdobywa nade mną kontrolę. Nie, nie wydaje się jej. Zdobywa. Może wolniej niż myśli, ale po trochu... Prowadzę śmiertelnie niebezpieczną grę.
Zobaczyła troskę w mych oczach - autentyczną troskę. Budzi się we mnie coś... mógłbym to stłumić. Byłoby łatwiej, bezpieczniej. Ale nie chcę. Szkoda mi tej biednej, tak straszliwie samotnej dziewczyny. Jak to się skończy? Chyba sami bogowie tego nie wiedzą. Ale jedno jest pewne. Żadne z nas nie będzie już takie same.
Rozmawialiśmy o nadziei. Oboje mamy rację. Nadzieja może prowadzić do rozczarowania, ale jest światłem, dzięki którym można przetrwać i zachować swą duszę. Wiem o tym. Tylko dzięki nadziei przetrwałem niewolę i jestem wolny. Jeszcze nie całkiem. Ostatnia nitka wiążąca mnie z Calimportem pozostała. Ona ma moc ją przeciąć.
Morze. Nie zwracałem na nie uwagi, ale wczorajsze słowa Kyoko i jej, zdawało mi się, autentyczny zachwyt bezmiarem wód - musiałem to sprawdzić. Wyszedłem rano z miasta i siadłem nad morzem, za murami, na skraju lasu. Wsłuchałem się w szum fal mieszający się z szumem drzew. Wiatr rozwiał me włosy. Podziałało to na mnie uspokajająco. I przed oczami pojawił mi się obraz Kyoko... Czyżbym się w niej zakochał? Tego nie planowałem....Powinienem uciekać, daleko...
Przed oczyma mam ostatnią scenę zeszłego wieczora. Pociągnąłem Kyoko pomagając jej wstać, zachwiała się - może zrobiła to specjalnie, a może rzeczywiście wino jej zaszumiało w głowie - wystarczyło poczekać a wpadałby w me ramiona. Chciałem, pragnąłem tego. Przytulić ją mocno, poczuć na sobie ciepło jej ciała - tak jak czułem przez chwile, gdy mi masowała plecy. Ale coś mnie powstrzymało. Nie mogłem wykorzystać sytuacji. Przytrzymałem ją i... dałem jej wybór. Jeśli zachce... czy kiedyś w ogóle zachce... musi mi się sama rzucić w ramiona, bez sztuczek, bez niby to przypadków. Musi to być jej decyzja. Na pewno wie jak moje ciało reaguje na nią. Może nawet wie to lepiej ode mnie. Zna mężczyzn, wie jak ich sprowokować. Ale na o się nie mogę dać nabrać. Muszę być czujny. za bardzo ją cenię... nie chciałbym się okazać jak wielu innych mężczyzn... To będzie trudne. Piekielnie trudne. Ale jeśli przejdę cały przez to piekło... Widzę po drugiej stronie światełko nadziei.
*w alzhedo*
14 Eleint 1376 RD
Zaskoczyłem ją. Przestraszyła się i zaczęła się zsuwać ze skarpy wprost w morze. Chciałem ją złapać, ale wyłożyłem się na ziemi jak długi. Na szczęście udało jej się chwycić gałęzi i skończyło się na stłuczonej kostce. Zaniosłem ją na rękach i Elline uleczyła ją.
Jakie to dziwne uczucie. Trzymać ją w na rękach, zawieszoną u szyi. Jest taka lekka i krucha. I wydawała się taka słaba. Ale nie mogę się dać zmylić. Nie mogę zapomnieć kim ona jest.
Skończyliśmy jak zwykle - przy winie i kominku. Po poprzednim wieczorze, na wszelki wypadek, zostałem w zbroi. Bałem się. Bałem się, że nie dam rady się oprzeć jej prowokacjom. A muszę... Z drugiej strony, gdzieś w głębi mnie jest pragnienie by się jej podać, by wpaść w jej ramiona, skosztować jej pocałunków, smaku jej ciała. Ale wiem, że mimo tego że mnie prowokuje, Kyoko w głębi duszy chce bym się jej oparł. Bym nie okazał się jak wielu innych mężczyzn. Myślę, że gdyby naprawdę pragnęła mnie uwieść, toby się jej udało. A ja... ja chcę zdobyć jej duszę. Nie ciało. Nie mogę pozwolić się uwieść. Jeszcze nie teraz.
Zaufanie... skąd mi się to wzięło. Nigdy nikomu nie ufałem. No może Millacowi. I nikt mi nie ufał tak było bezpieczniej. Skąd więc to pragnienie teraz? I czemuż Kyoko mnie tak fascynuje... czemuż to.
*w alzhedo*
15 Eleint 1376 RD
Kupiłem sobie zapasowe stroje. Obiecałem to Kyoko. Powinienem mieć coś na zmianę. Długo przebierałem ubrania, aż wybrałem trzy stroje. Jeden jest szkarłatny. Spodobał mi się - przypomina mi Kyoko. Ciekawe jak na niego zareaguje.
Morze i zamknięte drzwi po latarnią. Spędziłem sporo czasu na skarpie, w tym samym miejscu co przedwczoraj i kilka stóp od miejsca w którym przedwczoraj spotkałem Kyoko. Szum morza pomieszany z szumem lasu mnie uspokaja. Nie wiadomo skąd w mej głowie pojawiła się tęsknota za Kyoko. Dobre słowo: tęsknota. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego. Przed oczyma przeleciał mi obraz: siedzimy ramię w ramie, trzymając się za rękę, patrząc się zamyślonym wzrokiem w dal, a na naszych twarzach widoczne jest odprężenie; wiatr rozwiewa nam włosy.
Potem poszedłem do tunelu pod latarnią. Zamknięte drzwi na końcu. Za nimi coś musi być. Deski w wodzie w tunelu, niby stare, jedna za dobrze utrzymane. Przyjrzałem się drzwiom. Choć wydają się pordzewiałe i stare, to zamki i zawiasy mają utrzymane tak w najlepszym porządku. Wydaje się, że można je otworzyć bez najmniejszego hałasu. Przyglądałem im się dłuższą chwile i nic nie wymyśliłem. Jeszcze tu wrócę.
Nigdzie nie widziałem Kyoko. Mam nadzieję, że nic się jej nie stało...
*w alzhedo*
17 Eleint 1376 RD
Wczoraj znowu pojawiła się Kyoko. Ucieszyłem na jej widok, że nic się jej nie stało w drodze do Aulos. A nie powinienem. Mój problem sam by się rozwiązał. Na szczęście (czy rzeczywiście na szczęści?) wróciła. Przyszła, siadła koło mnie na ławce i zaczęliśmy naszą szermierkę słowną. Pojawił się Laviet - samuraj (czy on jest samurajem, czy tylko chce nim być?), rozwinęła się rozmowa o dwóch drogach bushido i hitokiri. Co się stalo Kyoko? Ściskała swe ręce aż jej palce zbielały. Co wywołało aż takie emocje, choć bardzo umiejętnie maskowane. Jestem przekonany, że Laviet nic nie zauważył.
Zaglądam, staram się zajrzeć w jej duszę, tak starannie ukrytą. Rany zadane jej w przeszłości powodują, że zbudowała skorupę, pod którą się ukrywa. By nie zranić jej raz jeszcze. Czy jest hitokiri? Nie... chyba nie. Już miała tyle okazji by mnie zabić. Albo mnie uwięzić. Wie, że poszedłbym z nią gdziekolwiek by poprosiła. Ona nie jest hitokiri, nawet jeśli nią była. Nawet jeśli o tym sama jeszcze nie wie, jeśli nie chce się do tego przed sobą przyznać.
I znów długa rozmowa przy winie i morelkach. Świętowaliśmy szczęśliwy powrót z Aulos. Nie wypiliśmy tym razem wiele. Dotyk jej palców na mojej twarzy, jej ciepła gładka skóra przemykająca pod moimi palcami. Jest piękna, fascynująca. Myślę, że gdyby chciała, tobym się nie oparł jej urokowi, jej kobiecości. Lecz ona chyba tego nie chce. Czemu? Czyżby w niej jednak rodziła się jakaś malutka nić sympatii do mnie? Chciałbym by to była prawda.
Powiedziała, że ma dusza ma kolor fiołkowy. Radosny choć smutny. Jakie to prawdziwe!
Nie mogę jej zranić. Nie potrafię. Wystarczająco się nacierpiała w swym życiu. I coraz trudniej będzie mi odejść. Powinienem to zrobić już. Myślę, że nawet by mi wystarczyło na rejs na Moonshae lub do Neverwinter. Zniknąć. Nie ryzykować swego życia, ale.. już nie potrafię chyba. Wciągnęła mnie gra i chcę wygrać... a przynajmniej nie przegrać. I widzę to coraz wyraźniej: z każdym dniem wzrasta we mnie sympatia do niej
Wieczorne rozmowy. Fascynujące. I chyba szczere... nie wszystko sobie mówimy, często tylko półprawdy. Ale prawie nie kłamiemy. Ja nie kłamię. Już nie. A ona? Czy tylko gra by wydobyć ode mnie to czego pragnie się dowiedzieć?
Jakbym jej powiedział wszystko: zabiłaby mnie czy darowała życie?
Jesteśmy sobie tak bliscy i tak dalecy... Jestem przekonany, ze dziewczyny z Maski uważają nas za kochanków. Jestem dla nich miły, lubią minie. Wykorzystam to i podpytam o Kyoko. Pewnie nie dowiem się nic wielkiego, ale każdy szczegół może się okazać ważny.
Może poszukam dla niej kapelusza. Czerwonego. Pięknie by w nim wyglądała.
*w alzhedo*
18 Eleint 1376 RD
Kupiłem Kyoko kapelusz. Nie mogłem się potrzymać. Miałem rację. Cudownie w nim wygląda. Idealnie pasuje do jej stroju.
Muszę sobie kupić niebieski kapelusz. Ten co mam nie pasuje mi do płaszcza i nowych szat.
Na placyku na ławce siedział Merin. Chwilę porozmawialiśmy o gnomich snach, a potem opowiedział krótką legenda o jednym z gnomich bogów. Miałem wypytać Merina o Kyoko, ale zrezygnowałam z tego. Wśród ludzi jest jeszcze bardziej ostrożna i skryta niż podczas naszych wieczornych rozmów przy kominku. Nie sądzę by Merinowi cokolwiek zdradziła.
Czy uda mi się skruszyć tą tarczę którą się otacza?
*w alzhedo*
20 Eleint 1376 RD
W moim drugim pamiętniczku nie było monety, którą tam włożyłem. Czy to znaczy, że Kyoko dostała go w swoje łapki? Możliwe… choć nie mogę wykluczyć, że Blyth był nieostrożny i to jemu wypadła moneta. Muszę obserwować Kyoko, może coś w jej zachowaniu zdradzi mi, że zapoznała się z moim pamiętniczkiem. Nie włożę już monety. Gdybym to zrobił, Kyoko mogłaby nabrać podejrzeń, jeśli ponownie zdobędzie pamiętniczek. Ciekawe kto jej pomógł…
Wczoraj długo rozmawialiśmy z Merinem. O gnomich snach, machinach latających – chciałbym taką zobaczyć – o samurajach… Ciekawa rozmowa. Merin jest bardzo ciekawym gnomem. Dużo wie, ciekawie opowiada. Ma niesamowite poczucie humoru. Podziwiam go, tak się umieć śmiać ze wszystkiego! To musi ułatwiać życie. Sam śmieje się często, ale przynajmniej część z tego to gra, która o dziwo zaczyna mi się podobać. O ileż przyjemniej się rozmawia z Merinem niż z członkami bandy Afuna.
Bez problemu namówiłem Kyoko na kieliszek wina przed snem. Coraz mniej pijemy a rozmawiamy coraz dłużej. Powiedziała, że nasze rozmowy sprawiają jej przyjemność. Czy mówiła szczerze? Czy rozmawia ze mną tylko i wyłącznie, gdyż chce zdobyć informację o kamyku?
Prowokuje mnie. Rozpięła mi, niby przypadkiem guzik w kamizelce. Musze przyznać, że nawet mi się to podoba. Czy ma serce? Oczywista odpowiedź. Ale musiałem ją o tym upewnić. Przyłożyła swoją głowę do mej piersi. Przyłożyłem moją głowę do jej piersi. Nie powiem, było to przyjemne. Czułem pod policzkiem ciepło jej ciała. Jej pierś. Ale opanowałem się. Nie mogę stracić panowania nad sobą. I naprawdę myślę, że jest dobrą dziewczyną i że ma dobre serce. Jeśli nie... dawno już bym nie żył, lub tkwił zamknięty w jakiejś ciemnej jaskini.
Nasza rozgrywka staje się coraz bardziej fascynująca i coraz łatwiej zapominam o pierwotnym celu. Czy ona także?
*w alzhedo*
22 Eleint 1376 RD
Posłuchałem rozmów na rynku – nic ciekawego. Zamyślony ruszyłem nad morze. Obudziła się we mnie fascynacja wodą, wiatrem, szumem fal i drzew. Gdy wspiąłem się na skarpę zauważyłem błysk czerwonego materiału. Kyoko stała prawie dokładnie w tym samym miejscu co kilka dni temu. Tym razem gałąź nie spadła mi pod nogę i przez chwilę mogłem niezauważony obserwować dziewczynę. Była okazję by wyciągnąć kuszę i ją zabić – jej ciało spadłoby do morza, nikt by się o tym nie dowiedział. A nawet nie pomyślałem o tym rozwiązaniu! Przyglądałem się Kyoko, morzu, rozkoszowałem szumem wiatru i przepysznym widokiem. Musiała mnie wyczuć, odwróciła się. Wyglądała zupełnie spokojnie. Albo ma stalowe nerwy, albo wie, że nic jej nie zrobię. Czy już mi trochę ufa. Nie sądzę… za krótko się znamy. Choć chcę wierzyć, że jakaś iskierka zaufania kiełkuje w jej wnętrzu, nawet jeśli ona sobie z tego nie zdaje sprawy.
Staliśmy nad urwiskiem, patrzyliśmy w morze. Dwójka wypróbowanych przyjaciół? Kochanków? Wrogów? Kim właściwie dla siebie jesteśmy? Słowo do słowa i rozmawialiśmy o oswajaniu smoków. Każde zdanie miało podwójne znaczenie. Czyżby Kyoko mnie ostrzegała, że jest smokiem, żebym jej nie oswajał? Że wcześniej czy później mnie zabije? Czy nie zdawała sobie sprawy jak brzmią jej słowa? W jakim celu to robiła? Tak, mogę tak skończyć, jako posiłek Kyoko – smoka, ale ufam że uda mi się, że będę miał szczęście. Że ta dziewczynka, która tkwi w niej, która z rzadka , ale jednak, pojawia się w jej oczach, weźmie górę. Że Kyoko uwolni się od mrocznej części swej przeszłości – tak jak mnie się to udało. Czy aby na pewno mi się udało?
Spojrzała zafascynowana na kilka muszelek wyrzuconych na brzeg. Za nisko, za ślisko – nie zdecydowałem się po nie zejść. Przyszła fala i odpłynęły w swą podroż w nieznane – muszelki podróżniczki. Czym dla niej są muszelki? Czym było to co zobaczyłem na jej twarzy, gdy powiedziałem, że jest muszelką wyrzuconą na daleki brzeg. Obudziłem bolesne wspomnienia z dzieciństwa? A może coś innego?
Poszliśmy do Maski i przed kominkiem, z lampką wina, siedzieliśmy do rana. Kyoko rozłożyła się zmysłowo na dywanie. Ależ ta dziewczyna jest piękna! Prowokuje samym swym wyglądem. Ale tym razem jakoś łatwiej było mi się oprzeć sygnałom, które wysyłało me ciało. Nie będę się oszukiwał. Oszukiwanie samego siebie nie ma sensu. Czy chcę tego czy nie, budzi się we mnie szacunek do niej i zaczyna mi zależeć na niej jako na człowieku, nie tylko kobiecie, czy osobie która może zdecydować o moim życiu lub śmierci. To dziwne, obce uczucie. Do tej pory niczego takiego nie doświadczyłem. Może jakąś namiastkę przyjaźni z Millacem. Muszę napisać do niego list. I ta legenda o samuraju, który oddał swe życie za pocałunek. Kolejne ostrzeżenie? Jeśli tak jest, to znaczy, że jej bardziej na mnie zależy niżby się chciała przyznać. To znaczy, że wcale nie chce mnie zabić. Choć również to może być pułapka. Może mnie zwodzić świadomie – lecz mam nadzieję, że tak nie jest.
Zapytała się mnie czy doświadczyłem smaku kobiecej miłości. Biłem się przez chwile z myślami i odpowiedziałem jej prawdę. Zasługuje na nią. Dziwne, przez pięć długich lat w Calimporcie nie byłem z dziewczyną, choć nie powiem, że nie miałem okazji. Dlaczego? Sam nie wiem do końca. Na pewno byłem ostrożny – nie raz widziałem do czego może doprowadzić folgowanie swym pragnieniom. Ale czy to była jedyna przyczyna? Odpowiedziała mi na podobne pytanie. Szczerze. O szczegóły nie będę się pytał. Nie wypada i nie interesują mnie.
Kyoko zaproponowała by odegrać przedstawienie na użytek dziewczyn, by miały nowy materiał do plotek – jeśli by nas podglądały. Wątpię by to robiły. Lubią Kyoko i chyba lubią mnie i, wbrew pozorom, mają swój honor, więc nie sądzę by nas podglądały. Nasze usta zbliżyły się do siebie w imitacji pocałunku. Miałem ochotę ją pocałować. Czy ona też, czy tylko sprawdzała jak silna jest ma wola? Oboje świadomie wkroczyliśmy na tą naszą ścieżkę. Żadne z nas jednak nie wie dokąd ona nas zaprowadzi. Co więcej mam wrażenie, że żadne z nas nie kontroluje w pełni tego co się dzieje z nami i w nas samych. I z każdym dniem ten efekt się potęguje. Dokąd mnie zaprowadzisz Tymoro?
*w alzhedo*
23 Eleint 1376 RD
Postanowiliśmy z Kyoko poszukać latarni morskiej koło Aulos. Podobno jest z niej piękny widok na morze. Jednak nie dane nam było tam dojść. Tuż pod murami Silwood, znikąd pojawiła się tajemnicza kobieta z różkami i ogonem – diablica chyba. Szukała wysp Moonshae. Wyrecytowała jakąś formułę i otoczyło nas rażące w oczy światło. Znaleźliśmy się w nieznanym miejscu a po nieznajomej została na podłodze kupka popiołów. Zaraz też pojawił się mały latający stwór – chochlik jak mi powiedział później Merin – wyśpiewujący jakąś melodyjkę. Nie mieliśmy specjalnie wyjścia. Musieliśmy grac w jego grę. Pierwsza zagadka była w miarę łatwa, musieliśmy odtworzyć zaśpiewaną przez chochlika melodię grając na dziwnych wysokich kryształach. Kolejność dźwięków mi się myliła, ale w końcu udało się. Druga zagadka była trudniejsza. Okazało się, ze trzeba było napisać odpowiedni wiersz po karaturańsku. Jakie to szczęście, że Kyoko się tego uczyła. Wróciliśmy.
Posiedzieliśmy z Kyoko nad morzem, sprawdziła że nie jestem demonem, że nie mam rogów. Nie przyznałem się. Może powinienem? Ona może o tym wiedzieć, w Calimporcie użyłem swych zdolności. Ale może nie. Afun nie należy do wylewnych i mógł o wszystkim jej nie powiedzieć. Wyjawić swoją prawdziwą tożsamość… nie jeszcze nie teraz. Wspomnienia z dzieciństwa, śmiechy za plecami, uderzenia kamyków z niewiadomo skąd. Obawa tkwi w mej podświadomości. Poza tym, rozsadek nakazuje nie ujawniać swych wszystkich atutów. Musze tylko pamiętać, że ludzie nie widzą w ciemności.
Prowokujemy się i czerpiemy z tego przyjemność. Zaprosiłem ją do siebie gdyby potrzebowała towarzystwa. Nie była to „propozycja”. Myślę, że zrozumiała me intencje, choć udawała że jest inaczej. Czasem obecność drugiej osoby możne dać poczucie bezpieczeństwa, może Ci pomóc. Właściwie w obecności Kyoko powinienem się czuć zagrożony, a nie czuję tego. Co więcej, czerpię z jej obecności radość. A Kyoko? Z pewnością nie dowiem się tego. A szkoda.
*w alzhedo*
28 Eleint 1376 RD
Kolejny dzień nie widziałem Kyoko. Gdyby nie dziewczyny z Maski, to pomyślałbym, że zniknęła. Albo zaginęła. Ale od nich wiem, że się pojawia w swym pokoju niczym duch i znika nie wiadomo gdzie. Chciałem ją wyśledzić, ale nie udało mi się. Pewnie dziewczyny zdradziły jej gdzie czekam i ominęła to miejsce.
Unika mnie. Czemu? Któż zgłębi tajniki ludzkiego umysłu!
Parę dni temu poszedłem do karczmy Stodoła. Zastałem w niej krew i trupy na podłodze. Nie wiem co się tam stało. Wróciłem do Maski.
Skoro Kyoko mnie unika, to sam zniknę na dzień lub dwa. Wyjdę z Maski jeszcze dziś wieczorem. Może karczma Stodoła już działa. Jak nie, postaram się dojść do Aulos. Ciekawe czy Kyoko będzie mnie szukała.
Ech, co się będę oszukiwał. Tęsknię za nią... mimo, że może mnie zabić jak ta dziewczyna z legendy
*w alzhedo*
30 Eleint 1376 RD
Wycieczka do karczmy w lesie nie była najmądrzejszym pomysłem, choć na szczęście skończyła się dobrze.
Na rynku wysłuchałem ciekawej opowieści Merina o jego przygodach z demonami. Po chwili pewien bard zagrał na mandolinie. Melodia nie była zła, le brakowało słów...
Kolejny dzień nie widziałem Kyoko. Z rozmów dziewczętami z Maski wywnioskowałem, że mnie unika. Czyżby się mnie bała? Czyżbym wywarł na niej takie wrażenie, że musiała mnie unikać, by móc rozsądnie myśleć? Nie wolno mi tak myśleć - zbytnia pewność siebie może być niebezpieczne. Przyjmę lepiej, że Kyoko szykowała jakaś pułapkę na mnie. Tak będzie bezpieczniej.
*w alzhedo*
Obfite Plony 1376 RD
W mieście pojawił się dziwny latający stwór. Bara się nazywał, a słyszałem, że mówili na niego ,,mefit’’. Wydawał się sympatyczny, ale wywoływał sporo zamieszania i przykuwał uwagę. Idealna okazja dla złodzieja. Kusiło mnie by wykorzystać zamieszanie, ale byłoby to nie opłacalne. Poza tym, od przybycia na wyspę wiodę ,,uczciwe’’ życie i nie przeszkadza mi to. Drobne prace w porcie wystarczają mi na opłacenie pokoju w Masce i małe zakupy dla siebie. Muszę przyznać, że nawet mi się to podoba. Chociaż tęsknię trochę za dreszczykiem emocji towarzyszącym akcji.
Poszedłem na chwilę nad morze – otrząsnąć się z szumu miasta i uspokoić myśli. Gdy wróciłem na rynku zauważyłem Kyoko. Ucieszyłem się na jej widok bardziej niż bym chciał. Obserwowaliśmy zamieszanie na placu i kłótnię trupio bladego czarodzieja z elfem. Po pewnym czasie pojawiła się Hitomi i zaprosiła nas do Kociej Maski. Podała nam dziwny alkohol i usługiwała – jak później mi wyjaśniła Kyoko tak się powinna zachowywać pani domu. Dziwne to dla mnie… Z drugiej strony sam wychowywałem się na ulicy i w domach gdzie było pełno służących i niewolników a gospodarze nie brukali rąk pracą. A w mglistych wspomnieniach z dzieciństwa nie mogę dostrzec by moja mama zapraszała kogokolwiek do domu.
W końcu zostaliśmy sami, w naszym miejscu przed kominkiem i od razu przystąpiliśmy do naszej szermierki słownej. Brakowało mi jej. Czy mam kilka serc? Przyłożyła głowę do mej piersi i przez cienką koszule czułem ciepło jej policzka. Bardzo przyjemne uczucie. Prowokowała mnie, czy może wykorzystywała okazję by dotknąć mego ciała? A może jedno i drugie? Myślę, a może mam nadzieję, że choć trochę w niej było chęci by się do mnie zbliżyć. Mam nadzieję, że trochę za mną tęskniła przez te kilka dni – choć zapewne się do tego przed samą sobą nie przyzna. Wyjęła miecz i przyłożyła do mej piersi, by ją rozciąć i sprawdzić czy rzeczywiście mam tylko jedno serce. Nie okazałem strachu, ani się nie odsunąłem. Co mną powodowało? Odwaga? Brawura? Chłodna kalkulacja, że mnie nie zabije, bo potrzebuje informacji ode mnie? A może… zaufanie, wiara w to że nie chce mnie zabić. A może wszystkie te rzeczy po trochu. Wierzę, chcę wierzyć, że mnie nie zabije dla kaprysu. Cholerny kamyk… ile przez niego problemów. Choć może właśnie dzięki niemu poznałem Kyoko. Nie zawiedź mnie Uśmiechnięta Pani!
Muśnięcia ciała o ciało, jej ciepła, delikatna skóra pod moimi palcami, jej ciepłe dłonie na mej piersi. Nasza gra. Już nie tylko słowna ale gra ciałem. Ile w tym jest gry, a ile rzeczywistej ciekawości, pragnienia bliskości drugiej osoby? Chciałbym wiedzieć jak to jest u Kyoko, czy wolę się łudzić? Jak mogę się dowiedzieć co się dzieje w jej duszy, skoro nie wiem do końca co się dzieje w mojej. Bliskość drugiej osoby, zaufanie, spokój – pamiętam to jak przez mgłę z dzieciństwa. I nasze rozmowy z Kyoko… są momenty gdy zapominam, że jesteśmy przeciwnikami. Gdy zdaje mi się, ze jesteśmy bliskimi sobie duszami i czuję się dobrze, bezpiecznie… Jakież to może być złudne uczucie. Odłożyła wczoraj swą broń. Czyżby, choć podświadomie, zaufała mi? Czy ja jej ufam? Chyba zaczynam ufać pierwszej osobie od ilu to już lat? Obym się nie zawiódł. Oby się ona nie zawiodła na mnie.
Śmiertelnie niebezpieczną prowadzimy grę. Co będzie nagrodą dla zwycięzcy? I jaki będzie wynik tej gry? Z każdym dniem utwierdzam się w przekonaniu, że gdy gra się skończy, żadnemu z nas nie będzie zależało na tym, na czym mu zależało gdy zaczynał grę. Będę ze sobą szczery – ta gra mnie przenika i mnie zmienia. Gdy patrzę na wczorajszy wieczór, to trudno mi ocenić czego było więcej: gry czy prawdy. Chyba z każdym spotkaniem więcej jest prawdy… to dobrze czy źle? A u Kyoko? Myślę, że jest podobnie – czasem wydaje mi się, że znam ją lepiej niż ona sama, choć to być może złudne wrażenie.
*w alzhedo*
3 Marpentoh 1376 RD
Plaża i muszelki. Nie wiem czemu ale poszedłem na plaże, daleko od miasta poszukać muszelki dla Kyoko. Tymora uśmiechnęła się do mnie i znalazłem piękną, dużą i niezniszczoną muszelkę. Intuicja mnie nie zawiodła. Dar wywołał w Kyoko uczucia, tak rzadko okazywane. Radość w jej oczach była chyba autentyczna, ale mieszała się z mniej przyjemnymi odczuciami – żalem chyba i bólem. Domyślam się, muszelka przypomniała jej dzieciństwo i utracone szczęśliwe, niewinne życie.
Zauważyła mnie gdy oglądałem muszelkę – nie było to roztropne z mej strony – chciałem podarować jej muszelkę w bardziej intymnej atmosferze. Nie na rynku. Mimo tego, że szybko nam przeszkodzono, jestem zadowolony z efektu. Tylko z czego bardziej: z radości, którą sprawiłem Kyoko, czy z udanego posunięcia w naszej grze? Czy w ogóle to można rozdzielić? Czyż nie gram teraz o to by zdobyć zaufanie Kyoko? A czy samemu jej zaufam?
Rozmowy na placu – takie mało istotne. Prawie ich nie pamiętam już. I kolejny wieczór przy winie. Tym razem w moim pokoju. Ta sama gra. Udawała zawstydzoną i zarumienioną z powodu moich komplementów. A ja udałem, że dałem się nabrać. Jaki to ma sens? Przecież oboje wiemy jak jest.
Kolejna gra słowami. Kotek – Myszka – Muszelka. Kai, Kai-chan, Kai-san. Zbladła gdy smakowałem obco brzmiące Kai-san, pani Muszelka. Czemu? I wyjaśnienie, że się źle poczuła. W to nawet uwierzyłem, ale nikt mnie nie przekona, że to był zbieg okoliczności. Co takiego jest w tym słowie? Pamiętam, gdy nazwałem ją muszelką podróżniczką też drgnęła. Wywołane wspomnienia z dzieciństwa? A może… może ktoś ją tak nazywał? Muszelka, w pewien sposób pasuje to imię do niej.
Nie obyło się Baez naszych małych prowokacji. Dotknięcia, muśnięcia, zbliżone do siebie nosy i policzki. I coś przyciągającego w jej wzroku. Prawie, prawie i był ją pocałował. Miałem na to ochotę… ale czy ona też? Czy z jej strony to tylko gra, chce wykorzystać swe ciało by mnie obłaskawić? Jak to poznać? Nie chcę, by później żałowała swych czynów. Muszę się oprzeć… ale na jak długo starczy mi sił? Uwieść ją? Z jednej strony tego chcę a z drugiej nie…
Najbliższych najłatwiej jest skrzywdzić. Czy wystarczy nam odwagi by zaufać sobie? By się na siebie wzajemnie otworzyć? By odrzuć lata doświadczeń, gdy od innych doświadczaliśmy zdrady i krzywd. Chciałbym tego, chciałbym poczuć znów atmosferę, którą pamiętam z dzieciństwa. Wiem, to jest nierealne marzenie… a szkoda.
*w alzhedo*
4 Marpentoh 1376 RD
Ledwo wyszedłem z pokoju, ledwo się obejrzałem a drowka z elfką skorzystały z otwartych drzwi. Zapukałem do Kyoko. Tak jak się spodziewałem, przyjęła mnie u siebie. Wino, morele, komplementy. Piękny wieczór z piękną dziewczyną. Ta sama gra co wcześniej, muśnięcia ręki, niby przypadkowe dotknięcia. Dziwne słowa Kyoko o mej niewinności. Niby rozumiem co miała na myśli – nie dzieliłem dotąd łoża z kobietą. Ale z drugiej strony nie wiedziałem o co jej chodzi. Niezbadany jest umysł kobiety.
Leżeliśmy tuż obok siebie. Wystarczyło bym delikatnie przysunął ręką a znalazłaby się w mych obcięciach. Jej ręka na mym karku… Chciałem to zrobić, chciałem ją przytulić, pocałować. Ledwo się powstrzymałem. Dałem jej wybór – mogła się skryć w mych ramionach sama, lub nie. Cofnęła się. Właściwie tego się spodziewałem. Chciała mnie uwieść. Chcę wierzyć, że ta próba nie była w całości podyktowana jej zadaniem. Chyba nie – wydaje mi się, że się jej podobam jako mężczyzna, budzę w niej niejaką sympatię. Jednak wciąż za małą bym mógł się czuć bezpieczny. Żałuje że się nie dałem uwieść. Naprawdę żałuję. Ale to by skrzywdziło ją – jej duszę. Tak jest lepiej. A i mnie łatwiej trzeźwo myśleć. Dziękuję Ci Tymoro.
Zostałem u niej w pokoju. Gdy się obudziłem, Kyoko nie było. Od dziewcząt dowiedziałem się, że wyszła nad ranem… chyba zaraz po tym jak zasnąłem – w końcu położyłem się gdy prawie już świtało. Czemu to zrobiła? Chyba się mnie nie bała? A może jednak? Cóż robić dalej?
Koniecznie muszę porozmawiać z Rika. Dobry duszek, z pewnością pomoże mi. I wyślę dziś list do Milaca.
*w alzhedo*
6 Marpentoh 1376 RD
Siedzieliśmy z Kyoko na ławce na rynku, gdy przyszedł Merin i poprosił nas byśmy mu doradzili prezent dla jego gnomki Teretti. Od razu przypomniała mi się moja rozmowa z Kyoko z poprzedniego wieczora. Doradziliśmy mu podarowanie kamienia w odpowiedniej oprawie jako wisiorek albo spinkę do włosów. Merin podziękował nam i zobowiązał się pomóc gdybyśmy tego potrzebowali. Cenna oferta i cenny sojusznik. Wygląda na niepozornego gnoma, ale jeśli jego opowieść o diabłach i demonach była prawdziwa (a na taką wyglądała), to jest potężnym czarodziejem. Jego pomoc może zdecydować o naszym przeżyciu, jeśli Afun zdecyduje się skontrolować Kyoko.
Afun... co on zrobi. Od kradzieży minęło już ponad trzy miesiące. Kiedy zacznie się niecierpliwić i wyśle kogoś? W rozmowie z Merinem zaproponowałem szmaragd, choć wiedziałem, że to drogi kamień. Kyoko zareagowała jak się spodziewałem, choć sam nie wiem po co mi była ta próba? Przecież ja wiem że ona wie i ona wie, że ja wiem i że ja wiem że ona wie, że ja wiem. Żadne z nas nie chce się przyznać, że przejrzało grę? Tak chyba jest łatwiej, szczególnie że chyba sprawa kamyka przestała być dla nas ważna. Zafascynowała nas nasza wspólna gra i z niej czerpiemy przyjemność. Czerpiemy przyjemność z gry, czy może ze swojej obecności? A może z jednego i drugiego?
Co bym zrobił gdyby Kyoko zapytała się mnie wprost o kamień? Nie wiem... Czas chyba skończyć zabawę z fałszywym pamiętniczkiem. Nie chcę Kyoko oszukiwać bardziej niż to konieczne, a poza tym w ten sposób za bardzo ujawniam swoje uczucia. Nie mogę uciąć strumienia informacji ot tak. Zrobię to subtelniej. Od dziś wpisy będą krótsze, mniej znaczące. Tak jakbym coś podejrzewał. Mniej prawdy.I umieszczę w tym pamiętniczku mały włos - zabezpieczenie. Może go Kyoko dostrzeże, może nie. Będzie to kolejna poszlaka, że informacje były prawdziwe. Kiedyś przestanę pisać... jeszcze nie teraz.
Wczorajszy dzień obfitował w wydarzenia. Najpierw spotkałem Dobrego Duszka - Rike. Miła istota. Powiedziałem jej dużo - nie wiem czemu ale mam do niej zaufanie - tak jak do Milaca. Powiedziała, że pocałunek zdradza czasem więcej niż słowa. Już od jakiegoś czasu kołacze we mnie pragnienie by pocałować Kyoko. Powstrzymywałem je na razie. Ale... tak, pójdę za radą Duszka. Ciekawy jestem jaka będzie reakcja Kyoko. Jaka będzie moja? Tymoro, miej mnie w swej opiece bo igram z ogniem.
W porcie był statek wypływający do Calimportu. Wykorzystałem okazję i przekazałem list do Milaca. Mam nadzieję, że dojdzie. O ile niziołek nie wyjechał już do Lurien. Któż to wie? I o ile marynarz dostarczy list - wyglądał na uczciwego. W dodatku obiecałem mu kilka dodatkowych sztuk złota jeśli przywiezie mi odpowiedź.
Laviet - Pan Poważny, strażnik. Ciągle się pojawia. Budzi we mnie antypatię. Sam nie wiem dlaczego.
Usłyszałem o starożytnych ruinach, pełnych pułapek, w lesie blisko miasta. Znalazłem je bez problemów, z pewną obawą wszedłem do środka. Kolejne drzwi - wyglądały na jakiś portal - nic nie było za nimi widać. Przeszedłem kawałek korytarzem, zauważyłem pułapkę. Przeciąłem linkę przy gruncie unieszkodliwiając mechanizm. Chwilę myślałem czy nie udałoby mi się wymontować całego mechanizmu, jednak był zbyt skomplikowany. Nie odważyłem się jednak zapuścić głębiej. Jeszcze nie teraz.
Wróciłem do pokoju i wszedłem do łaźni zmyć z siebie kurz drogi. Nie usłyszałem kiedy się pojawiła Kyoko. Syk pary, wyjrzałem i zobaczyłem ją. Suknie odsłaniająca fragmenty jej ciała. Chciałem wyjść z pomieszczenia i nie chciałem. Poprosiła mnie o pomoc w umyciu jej dłoni. Prowokowała mnie, czy czerpała z tego taką samą przyjemność jak ja? Zdjęła suknię i została w cienkiej koszuli, pod którą znakomicie było widać jej piękną figurę. Czoło miałem mokre - nie wiem czy od potu czy od pary. Z wielkim trudem opanowałem się i wyszedłem. Chciałem zostać, kusiło mnie to bardzo. Lecz wiem, że moje ciało zdradziłoby więcej niż chciałbym jej teraz zdradzić. Tak jak zdradza jej mój drugi pamiętniczek. Koniec z nim.
Zaprosiłem ją do siebie. Przyszła. Rozczesała sobie mokre włosy. Opowiedziała mi o Kamiyi. Sprzedaż dziedzictwa - okropny zwyczaj. Cieszę się, że Kamiya ją uratował, choć ryzykował wiele. Dzielny człowiek. Nazwała go głupcem - tak jak mnie. Głupcem, bo troszczył się o nią? Czy ja też dlatego jestem głupcem? Powinienem chyba być zazdrosny, a lubię go - mimo wszystko. Uratował honor Kyoko a potem życie. I ona była dzielna. Opuściła tego którego lubiła... a może kochała, by chronić jego życie. I swoje też. Wspaniała dziewczyna. Który raz już to piszę, że podoba mi się ona coraz bardziej, z dnia na dzień.
Na sam koniec wieczoru rozczesałem jej włosy - mała przyjemność i dla mnie i dla niej. Schyliliśmy się razem po grzebień - prawie stuknęliśmy się czołami. Świetna okazja by skraść jej pocałunek... ale nie chcę jej go skraść. Chcę ją pocałować. Nie muszę się śpieszyć, będą jeszcze okazje. Z pewnością będą.
*w alzhedo*
7 Marpentoh 1376 RD
Poszedłem po butelkę wina. Gdy wracałem drzwi do pokoju Kyoko były otwarte. Zajrzałem, wszedłem - potoczyła się zwykła rozmowa przy kominku i winie. Pełna dwuznaczności, zabawa słowami, nasza zwykła gra. Muśnięcia ciała o ciało, seria prowokacji. Nasze usta się zbliżyły, czułem na mych ustach drgania powietrza gdy Kyoko coś mówiła.
Przyłożyła nóż do mego gardła. W jakim celu? Chciała mnie zabić - nie sądzę. To nie miałoby najmniejszego sensu. Miała wiele lepszych okazji. Bała się? Może... nie chciała noża odłożyć... a ja całą siłą swej woli powstrzymywałem się by jej nie pocałować. Bałem się? Raczej czułem niepokój, nie o to że świadomie zrobi mi krzywdę, ale że zrobi to nieświadomie - ręka jej drgnie. Potem by żałowała. Choć i to nie był niepokój tak wielki, by mnie powstrzymać. Lecz ów nóż przy mej szyi był niczym szeptane słowa Kyoko: ,,Bawię się z Tobą, tylko się bawię, nic więcej''. Nie tego chciałem. Nie chciałem grać według jej reguł. Żadne nie chciało ustąpić - zagrać według reguł drugiej strony. Po pewnym czasie się wycofała. Zostawiłem ją i poszedłem do siebie. Długo nie mogłem zasnąć tej nocy.
Co mnie powstrzymało? Czemu jej nie uległem? Nóż był symbolem, symbolem jej reguł, symbolem zabawy ze mną. A jego odłożenie - namiastka zaufania (choć wcale by to nie było żadne zaufanie) byłoby symbolem poddania się mym regułom. Żadne z nas nie było na to gotowe - by ustąpić. Tak, chyba tak. Oboje baliśmy się - a przynajmniej ja się bałem - utracić kontrolę nad sobą, poddać się woli drugiej strony i jej irracjonalnemu życzeniu (sądzę, że ma prośba była z jej punku widzenia równie irracjonalna co dla mnie jej nóż przy mej szyi).
Kilka godzin przesiedziałem na wzgórzu, wiatr owiewał me włosy, przemokłem zupełnie. Wróciła mi trzeźwość myślenia. Teraz widzę, że upór i chęć postawiania na swoim zwyciężyły nad mym umysłem i (chyba) nad mym sercem. Pocałunek miał być drogą do jej zaufania a ja usiłowałem ją zmusić by ufała już. Chciałem zaspokoić swą męską dumę... zamiast krok po kroczku realizować swój plan. I nie dostrzegłem, że ustąpienie jej wcale nie musiało oznaczać poddania się jej kontroli. Gdyby uznała mnie za pokonanego - wówczas o wiele łatwiej byłoby mi osiągnąć me cele. Osłabiłaby swą czujność. Choć z drugiej strony jedno ustępstwo mogłoby się zamienić ich serię.
Następnym razem? Jeśli będzie następny raz... może będę mądrzejszy, będę myślał trzeźwiej, A wczoraj... oboje straciliśmy i nic nie zyskaliśmy. Choć może nie nic - doświadczenie jest cenne.
Może się wybiorę do Aulos? Kilka dni z dala od Kyoko powinno pomóc.
*w alzhedo*
9 Marpentoh 1376 RD
Wyprawa do Aulos dobrze mi zrobiła. Musiałem się skupić na drodze i wypatrywaniu niebezpieczeństw. Uspokoiłem swoje myśli. Jednak las ma w sobie coś. Powoli się z nim oswajam. Drzewa i krzewy dają dużo cienia i tyle możliwości ukrycia się. Musiałem tylko bardzo uważać, by nie nadepnąć na suchą gałąź lub na coś innego. Udało mi się. Widziałem kilu orków, jedengo goblina, parę żuków, ale żaden mnie nie dostrzegł. Droga powrotna minęła podobnie.
Na placyku w Silwood spotkałem Kyoko. Ukłoniłem się, przywitałem, jakby nigdy nic. Nic po sobie nie pokazaliśmy - tak musi być. Pojawił się Laviet - dziwnie nie lubię tego strażnika. Niewątpliwie ma to coś wspólnego z tym, w jaki sposób patrzy na Kyoko. Ale nie tylko. Denerwuje mnie jego poza samuraja - zupełnie fałszywa według mnie. Gdyby rzeczywiście chciał nim być - a nie tylko go udawać - pojechałby do Kara-Tur.
Dałem mu znalezioną ulotkę. Nie wiem, kto ją rozrzucał, ale albo jest to prowokacja, albo rozrzucająca ją osoba nie ma za gorsz rozumu. Myślałem nawet żeby się zgłosić i potem dostarczyć tą osobę Straży,, lecz dałem sobie spokój. Za duże ryzyko, a nawet nie wiem czy Straż dałby jakąś nagrodę.
Miałem ochotę usiąść z Kyoko przy winie lecz podróż z Aulos mnie zmęczyła. Byłbym zbyt łatwym celem. Poszedłem odpocząć.
*w alzhedo*
10 Marpentoh 1376 RD
Spędziłem pracowity dzień pomagając przy rozładunku w porcie. Przy okazji dowiedziałem się o zbliżających sie wyborach. Zupełnie nie rozumiem sensu tego przedstawienia. Na rynku wieczorem się wieczorem, spotkałem Merina i jakiegoś szlachcica. Kyoko nie było. Rozmowa zeszła na wybory i ich sens, ale nie wielee więcej zrozumiałem. Poszedłem zobaczyć nowe towary u Alany a gdy wróciłem zastałem Kyoko koło wejścia do Piwnego Oka. Widać było, że wróciła znad morza. Poinformowała mnie, że Laviet otrzymał jej towarzystwa. Czyżby chciała wywołać we mnie zazdrość? Widziałem minę Lavieta - odszedł na ławkę kawałek dalej. To mi wystarczyło, żeby się nim nie przejmować. Lecz powinienem uważać na strażnika. Kyoko jest piękna i sztuka zawracanie mężczyznom w głowie nie jest jej obca (czego sam jestem najlepszym przykładem). Może wykorzystać Lavieta jako pionka w swej grze.
Zaprosiłem ją na wino i morelki przed snem. Zachowując pozory spotkaliśmy się u mnie. Sam nie wiem czemu ułatwiam jej jej zabawę z Lavietem. Może dlatego, że nie lubię tego pseudo-samuraja i sam wykorzystuję Kyoko by jemu zaszkodzić? Choć może powinienem był okazać zazdrość... czy ją czułem? Chyba nie. Umysł mi dyktuje, że nie ma to sensu i to samo podpowiada serce. Chyba chciałbym zdobyć Kyoko, dobyć jej serce, a nie tylko ciało, ale z pewnością nie chcę jej zniewolić. Zdobyć jej serce? Dlaczego? Gdyż wierzę, że wówczas mnie nie będzie w stanie zabić, czy po prostu mi na niej zależy jako na kobiecie? Chyba oba elementy są obecne, który przeważa? Nie jestem w stanie jasno tego określić.
Wino i morelki. Małe prowokacje, jakby nic się kilka dni temu nie wydarzyło. Nie będe się oszukiwał - ciągnie mnie do Kyoko. Chyba oboje planowaliśmy krótki pocałunek, jednak czasem cieżko utrzymać żelazna dyscyplinę i sew ciało w ryzach. Pocałunek się wydłużył, pojawiły się następne. Czerpalem z tego niesamowicie dużo radości - i mam wrażenie, że Kyoko podobnie. Przez trochę przestała, lub może tylko mnie się wydawało, być tą zimną dziewczyna, która ma wszystko zaplanowane. Poddała sie atmosferze i, mam nadzieję, swym uczuciom (do których pewnie się nie przyzna). Mnie jest się ciężko przyznać do sympatii jaką darzę Kyoko.
Tym razem zagrałem według jej reguł. Zignorowałem sztylet, który w końcu upuściła. Jeśli uważa, że się jej poddałem - tym lepiej dla mnie.
Przerwaliśmy pocałunek, z lekką niechęcią odsieliśmy się od siebie, lecz byliśmy już zmęczeni i trzeba było iść wypocząć. Rano, gdy się obudziłem, poszedłem na wzgórze w lesie. Nie nad samym morzem, wiatr owiewał mi twarz, a przez drzewa w oddali widziałem wodę. Zebrałem myśli, odzyskałem, mam nadzieję trzeźwość myślenia.
*w alzhedo*
11 Marpentoh 1376 RD
Znowu dzień spędzony w porcie. Sporo można się dowiedzieć od osób tam pracujących, choć wiele tych informacji jest nieprecyzyjnych.
Wieczorem odwiedziłem Kyoko - z butelką wina. Odrobina rozmowy, przyjemny wieczór przy winie. Jak można odgonić cienie jej przeszłości? A mojej? Muśnięcie palcami jej skóry, krótki pocałunek, potem dłuższy... Dostrzegłem dziwny wyraz jej oczu, jakby na chwilę udało mi się przebić przez jej skorupę, wydobyć uczucia (a może jedynie ich ślad) i przepędzić cienie.
Nie byłem w stanie ukryć tego jak me ciało reaguje na jej pieszczoty i pocałunki. Tego nie jestem w stanie zrobić i nie chcę. Kolejny etap naszej gry dostarcza mi sporo radości. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko jestem w stanie kontrolować siebie i zapanować nad swymi czynami.
Wkroczyliśmy na bardzo niebezpieczną ścieżkę. Stąpam, stąpamy po cienkiej linie nad przepaścią. Kyoko - jak to kobieta - dużo lepiej panuje nad swym ciałem. Doskonale pamiętam z Calishamnu jak niektóre dziewczyny wykorzystywały swoje wdzięki by omotać mężczyznę i trzymać go na króciutkim sznurku. Mam świadomość, że chwila nie uwagi i mogę skończyć jak piesek na łańcuchu Kyoko. Skrzętnie ukrywa swe uczucia i je tłumi. Te przebłyski fal pod maską spokojnej wody, to na razie za mało bym mógł się czuć bezpieczny. Mam jednak nadzieje, że mi się uda. Że moja szczera troska - z pewnością, zależy mi na niej i to już nie jest tylko gra - obudzi w niej ciepło, obudzi w niej tą małą Kyoko, którą kiedyś była.
Przed rozstaniem zasugerowała mi zimną kąpiel. Trochę się wykręcałem, a później poszedłem do łaźni. Zafundowałem sobie kąpiel w przyjemnie ciepłej wodzie. Musiałem z siebie zmyć kurz dnia, a dodatkowo jestem przekonany, że usłyszała odgłosy dochodzące z łaźni i zinterpretowała je odpowiednio. Nie mam nic przeciwko jeśli przeceni siłę swego wpływu na mnie. To mi tylko pomoże później.
*w alzhedo*
13 Marpentoh 1376 RD
Przeszedłem się po mieści, zajrzałem do portu, pogadałem z robotnikami. Mieli dziś mniej pracy. Wróciłem do Maski, przygotowałem wino i kieliszki i zasiadłem przed kominkiem w zamyśleniu. Tak jak sądziłem, późnym wieczorem pojawiła się Kyoko. Słyszałem jak się kąpie w łaźni a chwilę potem zapukała do mnie. Weszła, pięknie wyglądająca, z mokrymi włosami opadającymi jej na plecy.
Była ranna. Wybrała się na wycieczkę do wodospadu, o którym jej mówiły dziewczyny z Maski i po drodze została napadnięta. Cieszę się, że przeżyła, choć bezpieczniej dla mnie byłoby gdyby zginęła... Chciałem pójść po Elleine by ją uleczyła ale mnie powstrzymała. Opatrunki wydawały się być cienkie, więc może rzeczywiście miała rację.
Po krótkiej dyskusji zgodziłem się by wymasowała mi stopy. Nie spodziewałem się, ze masaż stóp może być tak przyjemny i... podniecający. Byłem tym tak zaskoczony, że po krótkiej chwili przerwałem go pod pretekstem by Kyoko się nie przemęczała. Kyoko obiecała mi porządny masaż, gdy jej rany się zagoją. Chyba już wiem co mnie czeka i muszę się na to przygotować. Taki masaż będzie rozkosznie przyjemny i aż za rozkoszny. Będę musiał się rozluźnić i czerpać z niego maksymalnie wiele przyjemności, lecz nie mogę zapomnieć, że Kyoko może być dla mnie śmiertelnie niebezpieczna. Ona.. i moja nią fascynacja.
Wczorajszy dzień był spokojniejszy. Wyszedłem wieczorem z Maski, lało jakby deszcz miał ugasić ognie wszystkich piekieł. Zaszedłem do Oka. W karczmie zobaczyłem Merina i Teretti., siedzieli z boku przy oddzielnym stoliku. Od razu domyśliłem się, że dziś są urodziny gnomki. Usiadłem z boku i jedząc obserwowałem otoczenie. Po chwili Merin, chyba na prośbę Teretti zaprosił mnie do stolika. Wesoła rozmowa się potoczyła. Skosztowałem elfiego wina - elverquissta. Dobre, ale mocniejsze niż zwykłe wino. Teretti szybko udała się na górę. Z Merinem posiedzieliśmy trochę nad winem. Wracając zajrzałem do pokoju Kyoko, ale jej nie zastałem, więc udałem się na spoczynek.
*w alzhedo*
17 Marpentoh 1376 RD
Kilka samotnych wieczorów dobrze mi zrobiło na trzeźwość myślenia. Choć muszę to przyznać, że brakuje mi wieczornej pogawędki przy winie z Kyoko. Powtarzam sobie, że muszę być ostrożny, że nie mogę sobie pozwolić na zbytnią fascynację tą dziewczyną. Bo ona nie jest zwykłą dziewczyną - ale właśnie to chyba mnie w niej pociąga.
Znowu pojawiły się myśli o ucieczce. Mam dobre układy w porcie, więc bez trudu udałoby mi się zmylić Kyoko... ale nie chcę. Pociąga mnie gra o dusze Kyoko, o nasze dusze. Ryzykuję wiele, ale przez to sama gra jest bardziej podniecająca.
Wczoraj w ,,Piwnym Oku'' spotkałem Kyoko rozmawiająca z Merinem o dziwnych wierzeniach z Kara-Tur, że istoty po śmierci odradzają się w innych ciałach. Nie wiem czy to prawda - nie wydaje mi się, choć może w Kara-Tur tak jest. Nasi bogowie są trochę inni. Kyoko zapytała się nas kim byśmy chcieli być, gdybyśmy mogli wybrać. Byliśmy z Merinem zgodni, że chcielibyśmy być tymi którymi jesteśmy. A gdyby to nie było możliwe? Merin wybrał ciało elfa. A ja? Czy rzeczywiście chciałbym być wesołym gnomem? Możliwe, lubię radość i beztroskę tych małych istot. A może lepiej by było gdybym był dumnym złotym elfem? Merin zaproponował, ze nas zamieni w gnomy - nie ma to dużego sensu. Sama zmiana ciała nie wystarczy. A duszy, całe szczeście, zmienić się nie da tak prosto. Choć może szkoda... Proste zaklęcie przywracające Kyoko jej ukrytą niewinną duszę. Jedno małe zaklęcie, a jak ułatwiłoby sprawy!
*w alzhedo*
18 Marpentoh 1376 RD
Wieczorem siadłem na ławeczce na rynku. O dziwo nie padało. Słuchałem, obserwowałem. Na przeciw zgromadziła się dziwna grupa: elfka, drow, człowiek, potem dołączył do nich jeszcze jeden. Chyba to o nich opowiadał barman w Masce. Nie zrozumiałe z jego opowieści dużo, ale wystarczająco by mnie to zainteresowało. Nic dziwnego, że mają kłopoty. Rozmawiać o dość delikatnych sprawach pod nosem barmana i dziewczyn... prawie tak jakby rozmawiali o tym na środku Silwood krzycząc na głos.
Pojawił się Merin i jak zwykle rozweselił towarzystwo. Prosił Kyoko o jakąś radę. Nie powiedział o co chodzi - było za dużo ludzie, ale domyślam się, że chodziło mu o Teretti. Kyoko przegrała zakład z jednym elfem, że wejdzie do miasta mimo zamkniętych bram i bez użycia magii. Ciekawe jak mu się to udało - podejrzewam, ze jest jakiś tunel prowadzący zza murów do miasta. Warto to zbadać.
Poszliśmy z Kyoko na lampkę wina przy kominku. Byliśmy zmęczeni, więc szybko udaliśmy się spać - każde do siebie. Zasnąłem od razu.
*w alzhedo*
21 Marpentoh 1376 RD
Rozglądałem się za Kyoko, ale nigdzie jej wczoraj nie dostrzegłem. Od kilku już dni rzadko się z nią widuję. jakby mnie unikała. Może się mnie boi? Ale dlaczego? A może zdała sobie sprawę, że nie jestem jej zupełnie obojętny, niezależnie od tego kamyka Afuna. Mam nadzieje, że tak jest, że zyskałem przewagę w naszej grze. Lecz lepiej będzie jeśli założę coś przeciwnego.
Krótki wieczór na rynku. Merin opowiedział o dziwnej istocie, która zabijała i więziła dusze dzieci by uchronić je od cierpień. Nie umiem tego pojąc, a wszelkie przejawy niewolenia innych są dla mnie obrzydliwe - może dlatego, że sam doświadczyłem niewoli. Chwilę później pojawił się bard i zaczął opowiadać dziwną historię. Byłem już zmęczony i nie zrozumiałem jej przesłania. Położyłem się spać dość wcześnie. Dziś ma przypłynąć statek - obiecałem chłopakom w porcie, że pomogę przy rozładunku.
*w alzhedo*
2 Uktar 1376
Dawno nie pisałem. Ciągle jestem w Silwood. Pomoc w porcie, wyprawy po okolicy zajmują mi coraz więcej czasu. Kyoko ostatnio również gdzieś znika, rzadko ją widuję. Może to i dobrze?
Kilka dni temu wybrałem się do Aulos. O dziwo droga była całkiem spokojna. Kilka szczurów nie stanowiło żadnego zagrożenia, a gobliny, które widziałem udało mi się podejść i pokonać. Niestety, zostałem także ranny, na szczęście nie bardzo poważnie. Za to za dwa zdobyte na goblinach łuki dostałem niezła cenę. U krawca w porcie znalazłem ładne rękawice. Są warte swej ceny. Ułatwiają rozmowę z kupcami.
Chłopcy w porcie opowiadali o skarbach, które podobno można znaleźć w podziemiach pod domkiem kowala w Kanionie. Wybrałem się tam wczoraj. Nie wiem czy opowieści były prawdziwe - najpierw goblin mocno zranił mnie rękę i przez to później nie umiałem poradzić sobie z założonymi w podziemiach pułapkami. Wróciłem do Silwood. Niedaleko murów spotkałem Kyoko - z pewnością stała nad morzem. Byłem jednak zbyt zmęczony i obolały by z nią dłużej rozmawiać. Wydawało mi się, że moje rany ją zaniepokoiły - ale może to było złudzenie...
*w azhedo*
25 Uktar 1376
Tymora znów pokierowała mymi krokami. Pomagałem jak zwykle w porcie gdy przypłynął statek płynący z Wrót Baldura do Caer Callidyrr. Zawinął do portu uzupełnić wodę i wysadzić na ląd chorego chłopca okrętowego – kapitan szukał zmiennika. „Co za okazja by dostać się na Wyspy Moonshae” – pomyślałem i popłynąłem. Nie widziałem już Kyoko od kilku dni, znowu chyba zniknęła w sobie wiadomych sprawach. Trochę było mi szkoda ją zostawiać, ale posłuchałem się swego wewnętrznego głosu. Rejs był ciężki, a praca majtka pokładowego do przyjemnych nie należy. Grunt, że dotarłem na wyspy i przy okazji zarobiłem kilka monet. Miałem nadzieję, że szybko znajdę ojca – nic bardziej mylnego – żadnych śladów. Wczoraj zdobyłem trochę złota by opłacić przejazd na kolejną wyspę. Tym razem płynę już jako pasażer.
2 Młot 1377
Rozpoczął się Rok Koszmarów, a moje poszukiwania zakończyły się fiaskiem. Wczoraj wróciłem do Caer Callidyrr po włóczędze po wyspach. Co zrobić dalej? Wracać na Aeris czy płynąć w siną dal? Chyba wrócę. Może Kyoko też tam będzie. Brakuje mi jej. A jeśli jej nie będzie?
3 Młot 1377
Znalazłem ślad. Włóczyłem się bez celu po mieście. I nagle dostrzegłem szyld „U Crowna”. Popytałem i dowiedziałem się, że już miesiąc albo dwa jak sklep stoi zamknięty. Opis właściciela pasował do mego ojca – na tyle na ile mogę go pamiętać. Co robić dalej? Chyba będę musiał przeszukać sklep. Może znajdę jakieś informacje. Tymoro! Sprzyjaj mi.
*w azhedo*
7 Alturiak 1377 RD
Znowu w Silwood. Statek przypłynął wczoraj o zmierzchu. Niby nic na statku nie robiłem, a czułem się zmęczony. Udałem się prosto do Maski, pozmawiałem z Elleine. Ku mojemu rozczarowaniu okazało się, że Kyoko wyjechała. dawno temu przybył jakiś mężczyzna, z opisu wygląda mi na Calishitę, i Kyoko z nim gdzieś poszła. Czyżby posłaniec od Afuna? To może być bardzo ważne. Szkoda, że dziewczyny nic więcej nie wiedziały. Ciekawe czy wróci. A może by się udać za nią? Nie, to zbyt niebezpieczne.
Otwarcie drzwi sklepu mego ojca nie sprawiło mi żadnych trudności. Przeszukałem sklep, znalazłem księgi rachunkowe, trochę złota i list - zaproszenie na spotkanie w interesach oraz sporo lichej jakości broni, ubrań, amuletów. Bez wątpienia to był sklep mojego ojca – imię się zgadzało, opis osoby też. Nie wierzę,, by mógł to być zbieg okoliczności. Z ksiąg wynikało, że na początku interes szedł znakomicie. Towar chyba był niezłej jakości, a ceny nie za wysoki. Niestety, jeden transport towaru zakupionego na kontynencie nie dotarł – podejrzewam, że statek zatonął, a może obrabowali go piraci. Ojcu kończył się chyba towar i musiał zamówić taki jaki był dostępny – lichej jakości. Nie był z tego zadowolony – uwaga na marginesie nie pozostawia co do tego wątpliwości. Dlatego też zdecydował się chyba udać na spotkanie z kontrahentem, niejakim Gerranem. Z listu wynikało, że ma go szukać w tawernie ,,Wilk Morski’’ w Port Aulos. Zabawne... gdybym pozostał na wyspie może bym ojca spotkał. Bardzo mi to nie pasuje. Imię i miejsce dziwnie mi się kojarzy z niezbyt legalnymi interesami. Kto wie, czy ojciec nie wpadł w jakąś pułapkę. Ale może miał szczęście.
Poczekałem na niego trochę na wyspie – nie pojawił się. Sklep był już zamknięty dwa miesiące, a według niektórych i dłużej, gdy zdecydowałem się popłynąć statkiem do Silwood. Czemy nie do Aulos? Sam nie wiem. Może miałem nadzieję, że zastanę Kyoko i mi pomoże? W każdym razie wróciłem.
*w azhedo*
10 Mirtul 1377 RD
Dużo czasu minęło od ostatniego wpisu. I wiele dziwnych rzeczy się przez ten czas działo. Dziwnych i nieprzyjemnych. Silwood uległo zniszczeniu po ataku smoków. Tymora nade mną czuwała i udało mi się wymknąć z miasta, choć wielu zginęło w płomieniach i pod gruzami. Z karczmy i Kociej Maski nie pozostał kamień na kamieniu. Ale to był tylko początek.
Zatrzymałem się, jak wielu innych, w Karczmie Stodoła. Niestety nie dane mi było długo cieszyć się spokojem. Przybyli Strażnicy i zarządzili ewakuację. Dotarłem do Aulos. W mieście panował chaos, na ulicach zastanawiano się czy po Silwood przyjdzie kolej na nich. Poszukiwacze przygód przygotowywali plan obrony. Do tego działy się dziwne rzeczy. Ludziom znikały nawet bezwartościowe przedmioty, a w ich miejsce czasem pojawiały się inne. Usiłowałem się czegoś dowiedzieć o ojcu, ale bez powadzenia. Jedni byli zbyt przestraszeni możliwością smoczego ataku, inni zbyt skupieni na przygotowaniach do obrony, a jeszcze inni zbyt rozkojarzeni szukając łyżek, kufli, ubrań i pokazując mi inne przedmioty, których jak twierdzili nigdy wcześniej nie widzieli. Jakby ich pamięć zawodziła lub z ich umysłami było coś nie w porządku. A potem...
Obudziłem się z potwornym bólem głowy. Słyszałem szum fal, czułem na twarzy powiew morskiej bryzy. Z trudem otworzyłem oczy i nie uwierzyłem w to co zobaczyłem. Zatoka wyglądała dokładnie tak jak ta, w której stało Aulos. Tyle, że miasta nie było, jedynie mały pomost prowadzący w morze. Z trudem wstałem. Teren się nie zmienił, ale miasto zniknęło. Jakby wyparowało, jakby go nigdy tutaj nie było. Przedmieścia i farmy zniknęły. Znaczy teren znów wyglądał tak jakby nigdy tam żadnych budynków nie było, jakby tętniące życiem miasto nigdy nie istniało. Dookoła było więcej takich jak ja. Niektórzy leżeli na ziemi nieprzytomni, niektórzy już wstali. Rozpoznałem kilka osób, z którymi rozmawiałem w Aulos. Na farmach, a raczej tam gdzie kiedyś były farmy, obóz uchodźców z Silwood się rozrastał. Co się stało z Aulos? Ból głowy nie mijał.
Minęło kilka dni zanim doszedłem do siebie. Zacząłem wypytywać o ojca. W obozie go nie znalazłem. Ale czym bym go poznał? Od jednego z marynarzy, uwięzionych teraz na lądzie, dowiedziałem się, że ktoś, kto był podobny do mego ojca, był widziany w mieście. Natomiast jeden z mieszkańców pokazał mi sygnet znaleziony w mieście. Był dokładnie taki jak ten, który kiedyś nosił mój ojciec... chyba, że pamięć mi płata figle. Przyjmę zatem, że ojciec był na wyspie i już go nie ma. Ale co się stało? Mam nadzieję, że przeżył i odpłynął gdzieś. Jesli Tymora pomoże, to może go kiedyś odnajdę.
Pojawiły sny o Kyoko. Tak dawno jej nie widziałem. Tęsknię za nią. Życie teraz jest takie nudne. Teraz, gdy do wyspy nie przybijają statki handlowe, raczej nie przypłynie i ja nie mam jak się udać na jej poszukiwania. Nawet nie wiem dokąd mógłbym płynąć. Ale dziwne. Od kilku dni sny stają się bardziej intensywne. Zdaje mi się, że śnię o tym samym, ale po przebudzeniu nie umiem sobie nic przypomnieć. Pozostaje wrażenie, że było to to samo co wczoraj. I pewność, że śniłem o Kyoko. Ale skąd się bierze ta pewność nie mam pojęcia.
*w azhedo*
14 Mirtul 1377 RD
Kolejne dnie na wyspie. Zacząłem trochę pomagać drwalom. Jestem za słaby, by dźwigać wielkie bale i mam za mało doświadczenia by ścinać drzewa, ale szybko się uczę. Na razie robię za chłopca na posyłki. Nie jest to zajmujące, ale zawsze można zarobić kilka sztuk złota. I powoli zdobywam zaufanie tych ludzi. Kto wie czy w przyszłości mi się nie przyda ich pomoc. Poza tym, im szybciej powstanie port, tym lepiej.
Kilka dni temu w obozie spaliła się dziewczyna - drowka chyb - wraz z czyimś ciałem w jej ramionach. Straszny to był widok, jak fioletowe płomienie wydobyły się z jej rąk i ogarnęły ją całą. Magia jest niebezpieczna. Tego dnia musiało się stać coś bardzo złego. Nawet Merin, zwykle skory do zartów, był niezwykle poważny.
Kolejnego wieczoru diablica, która się przedstawiła jako Marina, uczyła mego towarzysza stołu (jak on miał na imię?) gry w kości. Oczywiście wygrała. Ciekawy jestem, czy uczciwie, czy oszukała trochę. Śmieszna gra, ale raczej nudna. Jednak wolę nie wystawiać Tymory na próbę w tak błahej sprawie. Nie będę grał. Na razie.
Tutaj na wyspie na diabelstwa patrzą trochę inaczej niż gdzie indziej. Mniej się nas boją, ale... nie. Pozostanę przy mojej historyjce. Będzie bezpieczniej.
Wczoraj wieczorem byłem dziwnie rozkojarzony. Moje myśli ciągle błądziły ku morzu i ku... Nie będę się oszukiwał, ku Kyoko. Rozum i logika podpowiadają mi, że tak jest bezpieczniej, ale coś we mnie myśli inaczej. Brakuje mi jej. Poszedłem nad morze, znalazłem muszelkę. Przypomina mi ją. Małą muszelkę...
W nocy miałem sen. Znowu z niego nie wiele pamiętam, ale teraz już jestem pewien. Śniła mi się Kyoko i była w niebezpieczeństwie. Gdzie? Czy to tylko sen? A może Afun postanowił ją ukarać, bo nie udało jej się wypełnić misji? Może cierpi przeze mnie? Inna myśl przeleciała mi przez głowę: czy Afun nie przyśle po kamyk kogoś innego? Może już przybył - widziałem nowy statek kotwiczący niedaleko pomostu. Podobno przypłynął z północy, ale to o niczym nie świadczy. Na wszelki wypadek, muszę się nim zainteresować.
*sen*
*w azhedo*
18 Mirtul 1377 RD
Przesiedziałem wczoraj wiele godzin na brzegu morza wsłuchując się w szum wiatru i fal oraz stukot siekier drwali. Gdy słonce już zaszło dobiegły mnie odgłosy walki. Na szczęście sytuacja nie okazała się groźna. Dwie nie znane mi osoby, elfka i ciemnoskóra dziewczyna, ćwiczyły walkę. Dzikuska jak ją nazywała elfka wydawała się zwyciężać za każdym razem. Nic mi nie groziło, mogłem wrócić do kontemplacji morza i... Właściwie mogę to napisać, przecież siebie nie muszę oszukiwać, i do zastanawiania się co się dzieje z Kyoko. Ciekawe, że ostatnio nie mam snów - budzę się rano i zupełnie nic nie pamiętam.
Mam nadzieję, że Merin odpowie na mój list
*w azhedo*
19 Mirtul 1377 RD
Spotkałem wczoraj Lavieta. Pytał się o Kyoko. Nie wiem czemu powiedziałem mu co wiedziałem. No prawie. Nie zdradziłem, że wiem, a może tylko się domyślam, dokąd Kyoko popłynęła.
Na początku nie zauważyłem, ae okazało się, że Laviet nie ma swojego miecza. Bardzo to dziwne. Usłyszałem od niego samego, że miecz przejął nad nim kontrolę i został zabrany przez magów. Słyszałem o myślących mieczach, ale nie sądziłem, że efekty mogą być aż takie. A może Laviet sam się oszukuje i chciał tego kogoś zaatakować a teraz zwala winę na miecz? Tak jak się oszukuje, czy udaje, że jest samurajem. Nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale zdaje mi się, że samuraj który straci swój miecz musi popełnić samobójstwo. Szkoda, że nie ma Kyoko, zapytałbym się jej.
Znowu miałem sen. Nie wiem jaki, ale zbudziłem się zlany potem.
*sen*
*w azhedo*
28 Mirtul 1377 RD
Minęło kilka spokojnych i nudnych dni. Pomoc drwalom przy wyrębie, wieczorne przesiadywanie w obozie i gromadzenie niezbyt cennych informacji. Zaczynam się nudzić. Zaczyna brakować mi wyzwań. W obozie czuję się nie pewnie. Prawie całe moje życie spędziłem w miastach większych i mniejszych więc brakuje mi solidnych murów, ścian, domów. Przyzwyczajam się, ale bardzo powoli.
Wczoraj podjąłem ryzyko. Poszedłem na plażę koło ruin Silwood. Jest piękna. I do tego tak miło mi się kojarzy. Brakuje takiej plaży w pobliżu obozu. Wycieczka dobrze mi zrobiła. Poczucie niebezpieczeństwa, przekradanie się prawie pod nosem uzbrojonych... krew od razu szybciej zaczęła mi krążyć w żyłach. Niejako przy okazji znalazłem cudowne miejsce na wszelkie potajemne spotkania. Kawałek plaży, osłoniętej głazami, tak że nie widocznej z traktu, kilka kamieni nad szumiącym morzem - idealne miejsce by porozmawiać dyskretnie. Do najbliższych miejsc nadających się do ukrycia jest wystarczająco daleko by ewentualny podsłuchujący nic nie usłyszał oprócz szumu fal.
Zastanawiałem się co robić. Mojego ojca na wyspie nie znajdę. Czy przepadł wraz z Aulos, zginał wcześniej, czy może Tymora nad nim czuwała i odpłynął gubiąc jedynie pierścień? Sprzedawca pierścienia nie był zbyt rozmowny. Twierdził, że go znalazł jeszcze w Aulos. Ale czy powiedział całą prawdę? Trudno mi to ocenić. Jeśli ojcu udało się odpłynąć, to może teraz być wszędzie. Nie dam rady go znaleźć bez dodatkowych wskazówek. Kapłani lub czarodzieje mogliby mi pomóc magią, ale to kosztuje. Dużo kosztuje.
Pewnie znalazłbym statek, który płynie do Calimportu. Ale to zbyt niebezpieczne. Za dużo ludzi i nie ludzi Afuna mnie zna i może rozpoznać. Owszem, nie będą się mnie tam spodziewać, ale... ryzyko przypadkowego rozpoznania jest zbyt duże. Tutaj łatwiej mi będzie się obronić przed ewentualnymi wysłannikami. Do tego każda osoba wysłana tutaj nie mało kosztuje Afuna. Więc jest pewna, choć muszę przyznać, że nie bardzo duża, szansa, że zrezygnuje z zemsty. A może znów przyśle Kyoko, by wyciągnęła ode mnie gdzie znajduje się szmaragd? I wówczas może uda mi się ją przekonać, że nie warto pracować dla tego dusigrosza bez serca. Że jest nie jest mu nic winna.
Muszę poszukać w sklepach odpowiednich materiałów i nauczyć się jak zastawiać pułapki. Szczególnie tutaj, na bezdrożach, ta umiejętność może być bardzo cenna.
*w alzhedo*
4 Kythorn 1377 RD
Podczas pracy przy wyrębie usłyszałem ciekawą informację, że podobno chatka kowala niedaleko kanionu koło Silwood jest zupełnie opuszczona a sam kowal przebywa w obozie. Daleka droga, lecz miałem już dość siedzenia w obozie. Zresztą ciekawiło mnie czy w domku nie zostało coś cennego. Mało to było realne, wszak od zniszczenia Silwood minęło już sporo czasu, ale jako pretekst do wyprawy nadawało się bardzo dobrze.
Spodobały mi się te moje samotne wycieczki. Ukrywanie się w lesie nie jest tak bardzo rożne od tego w mieście. Działają te same zasady. Tylko muszę bardziej uważać by nie złamać jakiejś gałązki. Droga nie jest zbyt bezpieczna, ale przeważnie udawało mi się przejść. Nie raz pod nosem czających się przy trakcie. Za bardzo zwracali uwagę na to co dzieje się na drodze, za mało na to co poza nią. Choć parę razy musiałem salwować się ucieczką.
Zgodnie z moimi oczekiwaniami nic cennego w domu nie zostało. Skrzynia na górze, zabezpieczona przemyślną pułapką nie zawierała żadnych cennych rzeczy. Za to w piwnicy znalazłem przejście w głąb, do jakiś podziemi. Włos mi się jeżył na głowie lecz podziemia te są takie fascynujące. Ileż tam przemyślnych pułapek. Niektóre są tak skomplikowane, że nawet nie mam pomysłu czego można dotknąć bezpiecznie, o zneutralizowaniu takiej pułapki już nie mówiąc. Inne zaś są trochę mniej skomplikowane. Niektóre nawet udało mi się rozłożyć bez uszkodzenia i zapakować do plecaka. Przydadzą mi się. Albo je sprzedam. Mogę się tutaj wiele nauczyć, choć nie raz przyszło mi zapłacić za naukę bolesnymi ranami.
Wreszcie spotkałem Merina. Jakież było moje zdumienie gdy dowiedziałem się, że otrzymał kartkę z dokładnie tymi słowami, o których przetłumaczenie chciałem go poprosić. I to nie list, który mu wysłałem. Ciekawe od kogo dostał tą kartkę?
"Nie można pójść do przodu nie schylając karku." Cóż to może znaczyć? Czy to jest powiedzenie z Kara-Tur czy może wiąże się z jakąś opowieścią? Czy Laviet będzie wiedział? Nie sądzę, ale spytać nie zaszkodzi. Merin ofiarował się, że może porozmawiać z nim, ale to nie będzie konieczne. Nie lubię tego udającego samuraja wojownika, ale to nie powód by nie uzyskać od niego cennych być może informacji.
Dość długo rozmawiałem wczoraj z Merinem o magii. Jaka jest ona potężna. Merin mówił, że zna zaklęcie, które umożliwiłoby mi podejrzenie Kyoko. I ewentualnie przeniesienie się tam. Kusząca propozycja. Ale czy z niej skorzystać? Czy zostawić Kyoko w spokoju? Długo wczoraj nad tym myślałem nie mogąc zasnąć. I wydaje się, że próba podejrzenia co się dzieje z Kyoko jest warta zachodu. Co do reszty, to na decyzję muszę poczekać aż zdobędę więcej informacji. Ale w ten sposób można by porwać Kyoko sprzed samego nosa Afuna (bo nie wątpię, że to on ją wezwał)! Dowcip byłby przedni! Tylko czy ona byłby zadowolona? W każdym razie Merin by rzucić czar, dzięki któremu można by podejrzeć Kyoko potrzebuje lustra i czegoś co do Kyoko należało. Powiedział, że najlepszy byłby włos lub coś co nosiła. Zdobycie lustra nie powinno być wielkim problemem. Ale przedmiot należący do Kyoko? Z pewnością mam słoiczek z morelkami, który mi kiedyś dała - teraz już są w nim świeże morelki oczywiście. Czy to wystarczy? A jej włosy z pewnością zawieruszyły się gdzieś na moim ubraniu. Ale to było tak dawno - czy jeszcze się nie zgubiły? Czy potrafię odróżnić jej włos od mojego? Zobaczymy. Jak znajdę, zabiorę się za szukanie lustra.
*w alzhedo*
7 Kythorn 1377 RD
Dziwne miałem spotkanie wczoraj wieczorem. Siedziałem nad morzem, opodal prowizorycznego portu gdy podszedł do mnie pewien człowiek (o ile to był człowiek). Wyglądał na starego i chorego. Po krótkiej rozmowie zaproponował mi górę złota w zamian za fiolkę mojej krwi. Podobno ta krew potrzebna mu jest do odzyskania młodości. Czemu akurat moja krew? Domyślam się, że chodzi nie tyle o mnie co o moje, nie do końca ludzkie pochodzenie. Propozycja była kusząca - dwa tysiące w zamian za odrobinę krwi. Zbyt kusząca. Intuicja mi podpowiada, że jest tutaj jakieś drugie dno, którego dostrzec nie mogę. Odłożyłem decyzję do dziś. Napisałem do Merina. Mam nadzieję, że może wyjaśni choć trochę na jakie niebezpieczeństwo się narażam zgadzając się na propozycję starca. Jedno co mi przyszło do głowy, to że tamten chce oszukać diabła podpisując cyrograf moją krwią, ale nie sądzę by to było możliwe.
Czy Merin odpowie czy nie i tak mam ciężki orzech do zgryzienia. Cóż zrobić? Czy zaryzykować, czy być ostrożnym? A może zażądać więcej? W końcu skoro ów starzec jest zdesperowany, to może zapłaci dwa lub trzy razy tyle?
Tymoro, Uśmiechnięta Pani, uśmiechnij się do mnie!
*w alzhedo*
11 Kythorn 1377 RD
Merin nie odpowiedział. Trudno. Postąpiłem zgodnie z zaleceniem Tymory i zaryzykowałem. Oddałem fiolkę mojej krwi w zamian za dwa tysiące sztuk złota. Na razie jestem tylko bogatszy. Staruszek obiecał mi także lustro, takie jak potrzebuję by Merin mógł zobaczyć co się dzieje z Kyoko. Choć, prawdę mówiąc, nie wierzę że spełni swoją obietnicę. Ale za złoto, które dostałem pewnie mogę spokojnie takie lustro kupić. W pewnym momencie zastanowiłem się co by było gdybym uciekł dostawszy złoto. Ale wolałem nie ryzykować. Stary on może był, ale to czarodziej. Teraz muszę znaleźć lustro i zobaczyć co się dzieje z Kyoko.
*w azhedo*
20 Eleint 1377RD
Spotkaliśmy się z Merinem w karczmie w powstającym porcie. Malutki pokój na poddaszu wyśmienicie nadawał się do naszych celów. Merin wziął lustro, wypowiedział kilka słów i zwierciadło jakby ożyło. Obraz się wyostrzył. Przypłynęły wspomnienia i zapachy południa. Wspomnienia życia, które tak dawno zostawiłem za sobą. Musiałem się mocno skoncentrować by z tłumu wyłowić znajomą postać. Kyoko. Znów mnie zalały wspomnienia, zapach, smak wina i morelek. Skupiłem swą wolę, podążyłem za jej wzrokiem i dostrzegłem mężczyznę wyróżniającego się z tła. Tak jak ona. Niewątpliwie pochodził ze wschodu. Myśliwy i ofiara. Kyoko polowała. Czego chciała od tego mężczyzny? Nagle obraz się rozwiał. Merin ze smutkiem oznajmił, że czas zaklęcia minął.
Tymoro! Co mam robić? Kyoko bez wątpienia jest w świetnej formie czymś zajęta. Nawet mogę się domyślać dlaczego Afun ją odwołał. Dziwne, że nikim jej nie zastąpił. A może zastąpił? Ostatnio na wyspie tyle się działo, że sługus Afuna mógł zginąć bez śladu zanim mnie znalazł. Smoki, koboldy, nieumarli. Merin proponował mi podróż do Calimportu. Jestem prawie pewien, że Kyoko jest w Calimporcie. Miły, dobry gnom. Ofiarował się, że się ze mną teleportuje. Przyjąć tą propozycję?
21 Eleint 1377RD
Zdecydowałem, że nie pojadę do Calimportu... choć chciałbym spotkać Kyoko. Ale to miasto jest zbyt niebezpieczne. Jestem przekonany, że byłbym w stanie uniknąć zbirów Afuna przybywając do miasta, ale gdybym chciał się do niej zbliżyć, to byłoby dużo trudniej. Poza tym, niestety, jeszcze nie mogę zaufać Kyoko. A z pewnością nie w Calimporcie. Ryzyko często popłaca, ale głupota nigdy.
Nic mnie w tej chwili nie trzyma na tej wyspie. Wśród licznie przybywających podróżnych bardzo łatwo może się ukryć zabójca Afuna, a mnie będzie łatwo znaleźć na tej małej przestrzeni. Chciałem popłynąć i zobaczyć czy ojciec wrócił do swojego sklepu, ale żaden statek nie odpływa na razie w tamtym kierunku a czuję, że pozostawanie dłużej w Aulos może się dla mnie źle skończyć. Może mi się tylko zdaje, ale wolę zaufać intuicji. Za kilka dni odpływa statek do Waterdeep. Jutro udam się jeszcze do tuneli pod Silwood i zarobię na podróż.
25 Eleint 1377RD
Jednak Afun przysłał zastępcę Kyoko. Był to ślepy traf. Tymora bez wątpienia miałą w tym swój udział. Wracałem z Silwood. Jak zwykle ostrożnie przemykając się cieniami. Dostrzegłem na drodze zasadzkę i postanowiłem obejść ją z daleka. Już się oswoiłem z lasem na tyle, że nie sprawiło mi to problemu. W pewnym momencie, dostrzegłem na ziemi błysk. Sztylet w spalonej ręce, tuż koło strawionego ogniem drzewa. Z ledwością rozpoznałem ludzkie kości i kawałek papieru obok. Jakim cudem się zachował? Podniosłem go i przetarłem oczy ze zdumienia. Hassan i opis kamyka, który zabrałem Afunowi. Nie mogłem w to uwierzyć. To był znak. Podjąłem słuszną decyzję. Odpływam jutro z porannym odpływem.
*w azhedo*
12 Marpenoth 1377RD
Mówią o Waterdeep Miasto wspaniałości i nie ma w tym przesady. To miasto jest zupełnie inne niż Calimport, dużo bardziej przypomina Aulos, choć to trochę jak porównywać kota z panterą. Wynająłem pokój w taniej gospodzie i przez kilka dni zwiedzałem miasto. Pamiętam, że mama opowiadała mi o Waterdeep i że mieszkaliśmy tutaj jak byłem mały, ale wspomnienia całkiem się zatarły. Niczego sobie nie przypominałem.
Pieniądze zdają się leżeć na ulicy i zapraszać by je brać. Ale to złudzenie. Większość sklepów i bogatych posiadłości jest dobrze strzeżona, często magicznie. Tak przynajmniej słyszałem i sądzę, że to jest prawda. Podobno też nie ma tutaj żadnej gildii złodziei, lecz z pewnością są lokalne grupy, które niechętnie będą patrzyć na wolnego strzelca na ich terenie. A nie chcę ryzykować a przyłączenie się do grupy nie wchodzi w grę. Na szczęście na Aeris nauczyłem się wielu przydatnych rzeczy i bez problemu znalazłem zajęcie w porcie. Praca nie jest lekka, nie jest dobrze płatna, ale na życie wystarczy. A dodatkowe środki, jeśli będę potrzebował, zdobędę mniej legalnie.
Święto Księżyca 1377RD
Aż nie mogę w to uwierzyć! Tymoro, dlaczego? Spotkałem wczoraj mego ojca. Wiem na pewno to był on. Czemu nie zachowałem zimnej krwi? Czemu... Po co podszedłem do niego wszystko wyznałem w jednym zdaniu? Nie zrozumiał do końca albo się przestraszył. Sam nie wiem. Przez jego twarz przebiegł skurcz bólu rzucił ,,Mój syn i moja żona nie żyją'' odwrócił się na pięcie i zniknął w tłumie zanim zdążyłem zareagować. Głupi, głupi, głupi jestem... Tak zmarnować taką okazję. Szkoda słów.
Ale przynajmniej wiem, że żyje.
3 Młot 1378RD
Ileż razy wracałem w tamto miejsce gdzie dostrzegłem ojca. Ile czasu tam spędziłem. Bez powodzenia. Szukałem gdzie indziej. Również bez skutku, ale Waterdeep to ogromne miasto.
Nie dawno zmieniłem pracę. Zatrudnił mnie pewien kupiec Bran. Od kiedy zdradziłem się, że znam alzhedo, od czasu do czasu wysyłali mnie by porozmawiać z przywożącymi towar lub spojrzeć jakiś dokument napisany w dziwnym języku. Pewnego dnia Bran, który kilkakrotnie wysyłał towary na południe, zaproponował mi pracę. Ciekawe czemu zdecydował się na mnie. Większość ludzi mnie się boi i przez kolor moich oczu mało kto potrafi mi zaufać. Podejrzewam, że głównym powodem jest pensja. Mi, robotnikowi z doków, płaci kilka razy mniej niż by musiał zapłacić pisarzowi. A cała moja praca polega na tłumaczeniu dokumentów handlowych z azhedo (Bran prowadzi mały sklep z egzotycznymi towarami i przyprawami z południa). Płaca lepsza, praca lżejsza...
Mógłbym się zadomowić w tym mieście, ale ciągle, od czasu do czasu, powracają wspomnienie o Kyoko. Ciekawe co się z nią dzieje...
1 Tarsakh 1378 RD
Wczoraj spotkałem Millaca. Aż nie mogę to uwierzyć. Tymoro, Pani Szczęśliwego Przypadku, dzięki ci. Wracałem do mojego pokoju ubrany w ten eleganci płaszcz zakupiony na Aeris. Bardzo go lubię. Przypomina mi Kyoko i niebezpieczną choć zadziwiająco przyjemną grę jaką z nią prowadziłem. Choć w kieszeni miałem tylko kilka monet mogłem wyglądać na bogatego szlachcica. Nagle poczułem, że ktoś na mnie wpada i mruczy ,,Przepraszam'' i jednocześnie poczułem małą dłoń przesuwającą się pod moim płaszczem w poszukiwaniu zdobyczy. Niziołek chyba nie spodziewał się, że ,,szlachcic'' może się nie dać. Mocno przytrzymałem zdumionego człowieczka przyciskając mu sztylet do boku. Był kompletnie zaskoczony a na jego twarzy malowało się przerażenie. Wówczas go rozpoznałem. Millac! On też mnie rozpoznał a jego mina była warta wszystkie pieniądze. Nie wiedział czy czuć ulgę, czy błagać o przebaczenie czy się bać. Dopiero po chwili zorientowałem się, że nadal przyciskam do jego boku sztylet. Schowałem broń i po chwili w najlepszej zgodzie udaliśmy się do pobliskiej karczmy, gdzie spędziliśmy dobrych kilka godzin.
Po moim zniknięciu z Calimportu Afun był trochę zdenerwowany, ale szybko wszystko wróciło do normy. Wkrótce też zniknęła Kyoko. Mówiono o tym, że Afun ją gdzieś wysłał, ale nikt nie wiedział dokąd. O mnie nic nie mówiono - nie rzucałem się w oczy tak jak Karaturanka. A potem zaczęło się źle dziać w grupie Afuna. Znikąd pojawił się ktoś - mężczyzna ze wschodu. Ludzie znikają, krew się leje. Jak ktoś się nie zgodzi do niego przyłączyć to znika... Jakiś czas później pojawiła się Kyoko z powrotem. Millac długo opowiadał o kłopotach i jak wzrastała w nim chęć ucieczki. Zaczął oszczędzać miedziaki na podróż. Wydawało się, że gorzej być nie może. Pewnego dnia u Afuna pojawiła się zakapturzona szara postać, a humor Afuna popsuł się jeszcze bardziej. Słudzy losowali tego który ma mieć pecha i zbliżyć się do Afuna. Wszyscy wiedzieli, że Afunowi coś zginęło, nie może tego znaleźć i swoją złość wylewa na każdego, kto mu wpadnie pod rękę. Długo Millac już nie wytrzymał. Wsiadł na statek i za parę miedziaków i sprzątanie pokładu dostał się do Waterdeep. A w mieście zajmował się głównie obrabianiem sakiewek co lepiej odzianych obywateli. Jak na razie szczęście mu dopisywało.
Opowiedziałem mu, choć bez szczegółów, co się ze mną działo. O kamyku, na wszelki wypadek, nie wspominałem. Wprawdzie nie sądzę by Afun wysłał za mną niziołka (mogę się założyć, że Millac by nie wrócił do Afuna z kamieniem), ale ostrożności nigdy za wiele. Opowiedziałem mu o Rice - dobrym duszku. Usiłował ukryć zainteresowanie ale te kilka kufli piwa mu to zdecydowanie utrudniało. Wyraźnie miał ochotę popłynąć na Aeris i poszukać niziołki, ale z drugiej strony moje opowieści o smokach, nieumarłych, znikających miastach strasznie go wystraszyły.
Późno w nocy, z pustą kieszenią, dotarłem do mojego pokoju. Myślałem nawet przez chwilę czy nie pomóc Millacowi i nie wykupić mu miejsca na statku na Aeris lub w karawanie w stronę Lurien, ale się nie zdecydowałem. Jakby mnie poprosił, to pewnie bym nie odmówił pożyczki... bezzwrotnej zapewne, ale sam nie zaproponował. Właściwie po co? Złoto mi się przyda. Kto wie, czy znów nie przyjdzie mi zwijać żagli i jechać gdzieś dalej. Ustaliliśmy z Millaciem sygnał gdybyśmy chcieli się ze sobą spotkać, więc może jeszcze się zobaczymy. O ile nie popłynie na Aeris. Ciekawe co porabia Dobry Duszek.
Długo nie mogłem zasnąć w nocy. Myślałem o Kyoko. Nie mogę się pozbyć myśli o niej. Tyle już jej nie widziałem a wspomnienia ciągle wracają. Umiem sobie wytłumaczyć, że Kyoko działa wyłącznie z rozkazu Afuna i grała by wyciągnąć ode mnie informację (a potem bym skończył z nożem w sercu)... ale coś, może to intuicja a może pobożne życzenie, mówiło mi, że to nie była tylko gra. Nie do końca. Na początku z pewnością. Ale potem... były momenty, pamiętam je tak dokładnie, że prawie mogę dotknąć jej kimona i twarzy, kiedy spod skorupy wyglądała prawdziwa Kyoko, zagubiona dziewczyna poszukująca bezpieczeństwa, ciepła i zaufania. Tego, czego nie dane jej było skosztować przez większość życia. Tak jak i mi. Choć moje życie się zmieniło, niewątpliwie na lepsze, odkąd opuściłem Afuna. I wiem, że Kyoko też by potrafiła tak zmienić swoje życie. Tylko czy zechce zaryzykować? Czy sprzeciwi się dusigroszowi z Calimportu. O ile przeżyje konfrontację z tym przeciwnikiem Afuna ze wschodu. Bez wątpienia z jego powodu wróciła do Calimportu. Jak szkoda, że Merin jest gdzieś daleko, na Lantanie zapewne. Teraz powinienem sprawdzić co się dzieje z Kyoko. Może udałoby nam się jej pomóc... Tylko czy byłaby z tej pomocy zadowolona? Pewnie nigdy się tego nie dowiem...
*w azhedo, zapiski dużo mniej staranne niż pozostałe*
12 Tarsakh 1378 RD, Morze Mieczy
Bran nie był zachwycony moją decyzją, zaoferował mi nawet podwyżkę. Ale decyzji nie zmieniłem. Opowiedziałem mu bajeczkę podszytą prawdą: o mojej niewoli, ucieczce z niej. Wymyśliłem uwięzienie mnie przez grupę rzezimieszków z Calimportu i mojej ucieczce od nich podczas której zabrałem im magiczny naszyjnik, który szybko sprzedałem. I opowiedziałem mu o Kyoko - pięknej egzotycznej dziewczynie, którą jestem zafascynowany. Pominąłem fakt, że pracuje dla Afuna, a Bran się nie pytał.
Mój pracodawca przemyśliwuje czy nie przenieść się z Waterdeep, choć interesy nieźle mu idą. Mówił, że trochę mu się znudziło w tym miejscu. Opowiedziałem mu, zupełnie szczerze i nic nie ukrywając, o Aeris. Poprosiłem go także, by jeśli przypłynie na wyspę udawał, że mnie nie zna i nie szukał mnie, bo mógłby się znaleźć w niebezpieczeństwie. Dobrze byłoby mieć kogoś, o kim nikt nie wie, że mnie zna, do pomocy w krytycznej sytuacji. Ale nie sądzę, by Bran się zdecydował na przeprowadzkę. Zbyt wygodnie mu w Waterdeep.
Za kilka dni zawijamy do Wrót Baldura. Odwiedzę krasnoluda i przekonam się co się stało z kamykiem.
*staranniejsze już zapiski*
25 Tarsakh 1378 RD, Wrota Baldura, ,,Pod Trzema Baryłkami''
Tego się obawiałem. Krasnolud sprzedał kamień. Udawał, że jest mu bardzo przykro, że mnie tyle nie było, więc myślał, że nie wrócę nigdy. Zmiękł, gdy zapowiedziałem, co z nim zrobię jak wyjdzie z lombardu. Przestraszył się i rozwiązał mu się język. Sprzedał kamień dawno temu. Opisał mi klienta bardzo dokładnie. Mężczyzna w średnim wieku, ubrany w zwyczajnie jak szlachcic, ale krasnolud twierdził, że biła od niego moc. Że jest magiem. Imienia niestety nie znał. Krasnoluda musiałem nieźle przestraszyć, bo zaoferował mi sakiewkę złota jako rekompensatę za stratę kamienia. I tak z pewnością wyszedł na swoje. Lecz dzięki złotu udało mi się znaleźć trochę informacji o kupcu kamienia. Kilka osób go pamiętało. Wygląda na to, że krasnolud miał rację. To mag. Pokazano mi jego dom, lecz od jakiegoś czasu nikt go w mieście nie widział. Niestety, jego imienia nie udało mi się poznać. Zamierzałem przeszukać jego dom, ale za raz na wstępie napotkałem takie magiczne alarmy i pułapki, które może i potrafiłbym dezaktywować, ale nie potrafiłbym ich potem przywrócić do stanu poprzedniego. Czyli, wcześniej lub później, właściciel dowiedziałby się o nieproszonym gościu, a tego nie chciałem.
Skoro kamyk zniknął, trudno. Jak Kyoko w końcu zdecyduje się na szczerość, to poszukamy razem tego cacuszka. A jeśli nie spotkam Kyoko? Zobaczę. Ostatni sen w połączeniu z opowieściami Millaca pobudził moją ciekawość. Czymże jest ten kamyk? Co tak na prawdę zabrałem Afunowi? Więc może wtedy sam go poszukam.
Już niedługo popłynę na wyspę i zobaczę co się stanie. Tymoro, niech Twe szczęście będzie ze mną.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
*w alzhedo*
18 Kythorn 1378 RD
Kilka dni temu dopłynąłem na wyspę. Skromny port zmienił się w wielkie miasto. Do tego rządzone twardą ręką. Trwa stan wojenny wprowadzony pod pretekstem ataków demonów. Cóż, jakieś ataki faktycznie były, lecz nie wydaje mi się, by ów stan wojenny pomógł w ich odparciu. Sytuacja w mieście mnie się bardzo nie podoba.
Wypytałem się dyskretnie, nikt Kyoko nie widział. Chyba jej nie ma na wyspie. Czy przyjedzie? Wierzę, że sen był prawdziwy. I tak nie mam nic lepszego do roboty, poczekam trochę może się pojawi. Muszę też uważać na ewentualnych innych wysłnników Afuna.
W mieście usłyszałem plotki o ,,Karczmie Pod Trzema Mieczami'' w miejscu gdzie niegdyś stała Karczma Stodoła. Wybrałem się tam wczoraj. Droga wydawała się w miarę bezpieczna oprócz krótkiego fragmentu przed karczmą gdzie na podróżnych zasadziły się gnolle i jacyś bandyci. Udało mi się przemknąć i myślę, że było warto. Karczma ma swój urok. Do tego do karczmy nie są wpuszczane osoby z Kara-Tur. Wydaje się być idealną kryjówką, w której Kyoko nie powinna mnie zaskoczy. Myślę, że tutaj też łatwiej będzie mi rozpoznać ewentualnych wysłanników Afuna. Może nie jest to kryjówka idealna, ale lepsza niż karczmy w Aulos. Pod Trzema Mieczami pracuje też kilka dziewcząt z ,,Kociej Maski''. Pamiętają mnie oraz Kyoko. Dobrze spotkać znajomą twarz. Niestety, obawiam się, że dzięki nim Kyoko może uzyskać dostęp do karczmy i moich rzeczy, więc będę musiał się pilnować.
Zaraz po wyjściu z karczmy, Gdy szedłem do Aulos po swoje rzeczy zostawione pod Ilichidem, spotkałem tajemniczą dziewczynę. Była przekonana, że jeszcze się spotkamy. Ciekawe czy tak będzie.
*w alzhedo*
21 Kythorn 1378 RD
Tymora nade mną czuwała. W porcie w Aulos spotkałem starego znajomego, z którym czasem pracowałem w Silwood. Obiecał mi zwrócić uwagę na wszystkie statki przypływające z południa i na Kyoko. Widział ją parę razy w Silwood i powinien ją poznać. A przynajmniej dowiem się czy przybył jakiś statek z Calimportu.
Wieczorem w karczmie elfia bardka urządziła koncert. Muszę przyznać, że jej występ całkiem mi się podobał. Trochę później, gdy siedziałem przy barze zajadając się morelkami z winem i wspominając pełne niebezpieczeństwa rozgrywki z Kyoko, do baru podeszła urodziwa kobieta. Jestem niemal całkowicie pewien, że to ta sama dziewczyna, którą spotkałem kilka dni temu przed karczmą. Jej twarzy wprawdzie wyraźnie nie widziałem, ale głos, ruchy i sposób bycia były prawie takie same. W zamian za sto złotych monet pomogłem jej otworzyć kuferek, w którym zamek się zaciął. Łatwa i szybka praca. Coś jednak mi się nie zgadza. Jakoś nie do końca wierzę w jej historię. W szczególności, że kobieta, którą spotkałem przed karczmą nie wyglądała na taką, coby nie poradziła sobie z otwarciem kuferka. Choć muszę przyznać, że mogła się bać zamontowanego zabezpieczeni przeciw złodziejom. Było ono proste, ale trzeba wiedzieć jak się za nie zabrać.
Moja intuicja jednak podpowiada mi, że mam rację i spotkanie to miało drugie dno. Myślę, że wkrótce się przekonam czy mam rację.
*w alzhedo*
22 Kythorn 1378 RD
Właśnie byłem w porcie, gdy przypłynął statek z Calimportu a na nim Kyoko. Zbieg okoliczności? Tymora to sprawiła? A może, tak jak mówi Kyoko, Los tak chciał? Przypłynęła, trochę inaczej niż w moim śnie, ale pojawiła się na wyspie. Włosy opadał jej na twarz, inaczej niż kiedyś, lecz pomylić było nie sposób. Piękna jak kiedyś, tajemnicza i równie niebezpieczna. ,,Pod Ilichidem'' odnowiliśmy stare rytuały. Wymiana kieliszków z winem. Tylko morelek brakowało. Opowiedziałem o wydarzeniach na wyspie, o których wiedziałem. Spokojnie przyjęła wiadomość o zniszczeniu Silwood i zniknięciu Aulos. Unikaliśmy odpowiedzi gdzie byliśmy i co robiliśmy - szermierka słowna jak kiedyś.
Gra się zaczęła. Właściwie druga jej część. Fascynująca i niebezpieczna. Jaki będzie wynik? Myślę, że teraz gra może potoczyć się szybciej. Jeśli dobrze zgaduję z tego co mi opowiadał Millac, Afunowi zaczyna się śpieszyć. Właściwie to jesteśmy teraz w sytuacji patowej. Ja wiem (a przynajmniej Kyoko tak myśli), gdzie jest kamień. Jeśli to zdradzę najpewniej zginę... Ciekawe jak wyjdziemy z tego pata.
Zastanawiam się na ile Afun ufa Kyoko. Oczywiście, ona była najlepsza do tego zadania - poznała mnie. I to jest jej siłą, choć może się też okazać słabością na co w głębi duszy liczę. Lecz nie zdziwiłbym się, gdyby Afun przysłał za nią drugą osobę, by dopilnowała, że Kyoko go nie zdradzi. I że zadziała dostatecznie szybko. Może dane mi będzie się przekonać.
Muszę pomyśleć co zrobić z pamiętniczkiem. Nie byłoby dobrze, gdyby Kyoko go przeczytała. Porozmawiam z Tobiaszem może coś na to poradzi. Na razie trzymam go w mym kuferku, dobrze zamkniętym i zabezpieczonym pułapką, ale na Kyoko to może nie wystarczyć.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
*w alzhedo*
3 Flemerule 1378 RD
Kyoko wyraźnie ucieszyła się ze spotkania. Czy to dlatego, że myśli, że jestem kluczem do odzyskania cacuszka dla Afuna, czy może rzeczywiście radość jej sprawia przebywanie w mym towarzystwie? A może i jedno i drugie wymieszane... Wieczór w karczmie, przy winie i morelkach - jak kiedyś. Miałem tylko wrażenie, że jesteśmy bardziej rozluźnieni, bardziej zadowoleni. Czy ja rzeczywiście byłem, czy zapomniałem się w mej grze? A Kyoko? Czy mój widok poruszył jej duszę? Jej głęboko schowaną duszę, którą zawsze chciałem wydobyć na światło? Mam nadzieję, ale na razie nie śmiem na to liczyć.
*w alzhedo*
5 Flemerule 1378 RD
Jak tu opisać wczorajszy dzień? Tyle się działo.
Widziałem w Aulos Brana. Chyba się zdecydował przybyć na wyspę. Chyba zauważył mnie, ale zgodnie z moją prośbą nie pokazał że mnie poznaje. Mam nadzieję, że nie będę potrzebował jego pomocy, ale kto wie co i Los przyniesie?
Tymora nade mną czuwała i moja wyprawa do podziemi pod Silwood była wyjątkowo udana. Wróciłem do Aulos z pękatym mieszkiem złota. W mieście otrzymałem informację, że mój rapier został umagiczniony a zamówione rękawice też są gotowe. Wspaniale. A ma sakiewka pozwala planować kolejne zakupy.
Wieczorem spotkałem Kyoko. Rozmawiało nam się nadzwyczaj miło. Gdyby nie ten kamyk, który wisi nad nami niczym miecz demona... Wydaje mi się, że Kyoko jest mną zainteresowana. Ale czy to jest prawda, czy to tylko jej gra? Nie wierzę, a może nie chcę wierzyć, że to tylko gra, ale... Wiem, że teraz nie zawahałby się dłuzej niż drgnienie serca gdyby miała mnie zabić, by odzyskać szmaragd. Mam nadzieję, że uda mi się zmiękczyć jej skorupę i uratuję w ten sposób swoje życie, Kyoko zaś uwolni się od Afuna i jego bandy i może... Co jest nam pisane? A może wszystko zależy od moich decyzji? Nie istotne. Muszę działać tak jakby wszystko zależało ode mnie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
*w alzhedo*
13 Flemerule 1378 RD
Udało mi się dojść do porozumienia z Tobiaszem ,,Pod Trzema Mieczami''. Za kilka monet schował małą kasetkę z częścią mych zapisków. Nowsze będę trzymał jak dotąd, w dobrze zabezpieczonym kuferku. A co jakiś czas, może raz na dekadzień albo dwa, oddam je Tobiaszowi na przechowanie. Jestem prawie pewien, że żadna z dziewczyn z karczmy nie zdecyduje się (ani nie ma umiejętności) by się dobrać do mego pamiętnika, ale tutaj wolę nie ryzykować, że Kyoko uda się dostaćdo mojego pokoju, przeczytać i dowiedzieć za dużo. Właściwie to chyba lepiej będzie pisać w innym języku.
*w niziołczym*
W lesie opodal karczmy pojawiła się dziwna brama. Kusi mnie by sprawdzić dokąd prowadzi, ale jeszcze nie teraz.
*w niziołczym*
17 Flemerule 1378 RD
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL