ďťż
[łotrzyk] Malcolm Reynolds


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Nazwa konta postaci: ElendilPL
Nazwa postaci: Malcolm Reynolds
Płeć postaci: mężczyzna
Rasa postaci: człowiek
Klasa postaci: łotrzyk
Wiek postaci: 26 lat
Wyznanie postaci: Shaundakul
Pochodzenie postaci: Athkatla
Charakter postaci: chaotyczny neutralny

Opis zewnętrzny: Człowiek, mężczyzna o kruczoczarnych włosach i siwych oczach o przenikliwym spojrzeniu. Na pewno nie dasz mu więcej jak 30 lat; oceniając dokładniej powiedziałbyś, iż ma jakieś 25 wiosen na karku. Dość przeciętnej postury, wzrostem jednak lekko wybijającym się ponad przeciętność - "na oko" oszacowałbyś go na jakieś 180cm. Twarz, prócz kilkudniowego zarostu, znaczy kilka blizn, które jednak dodają swoistego uroku, aniżeli szpecą. Porusza się zwinnym krokiem, ciągle bacznie obserwując otoczenie. Wydaje Ci się, iż jest znacznie sprytniejszy i pewny siebie, niż z pozoru wygląda...

Podstawowe atrybuty: Siła 10, Zręczność 18, Kondycja 12, Inteligencja 14, Mądrość 10, Charyzma 10).

Historia:

Na świat przyszedłem w stolicy Amn, Athkatli. Ojciec mój wraz z matką prowadzili mały sklepik, dzięki czemu powodziło nam się nie najgorzej - w każdym razie na pewno zawsze mieliśmy co do garnka włożyć. Dodatkowo fakt posiadania sklepu przez mych rodziców sprawiał, iż - chcąc nie chcąc - niejako samoistnie nabywałem niezłej wprawy w handlu różnymi towarami, negocjowaniu cen, wycenianiu, słowem - w podstawach, jakie każdy kupiec znać musiał. No, i oczywiście od najmłodszych lat ceniłem sobie złoto. Duże ilości złota. Nie raz wyobrażałem sobie, jak leżę na górach złota, nie mniejszych niż w smoczych skarbcach...W każdym razie, realia zawsze szybko ostudzały moją czasem nazbyt bujną wyobraźnię - wiedziałem, że takie góry złota posiadają pewnie tylko królowie. I to tacy pisani przez duże "K". Jednak wiedziałem również, że dużo mniejsze, acz mimo to znaczne ilości skarbów można zdobyć, podróżując po świecie...jeśli tylko się wie, gdzie takich skarbów należy szukać. Weźmy na przykład taka pustynię Anauroch...No dobra, znów się trochę rozmarzyłem...
A wracając do tematu: mówią, że pieniądze szczęścia nie dają - a ja się zastanawiałem, co za kretyn wymyślił tak idiotyczne i nieprawdziwe porzekadło. Aha, żebyście sobie nie myśleli - nie jestem jakimś ograniczonym marzycielem, którego interesują tylko góry złota, których i tak nigdy nie zdobędzie. Otóż kolejnym moim zamiłowaniem, również od najmłodszych lat, były - i są nadal - podróże. I to nie tylko do miejsc potencjalnego ukrycia skarbu (ech, znów wracam do tematu złota...). Nudziło mnie nudne, miejskie, powolne życie w Athkatli, u boku mojego ojca i matki, toteż od momentu skończenia 16 lat zacząłem pracować w karawanach kupieckich (na marginesie dodam, iż szukając nowych wyzwań, zaciągnąłem się pewnego razu na galerę handlową. Jednak dość szybko uświadomiłem sobie, że "to nie dla mnie - wolę podróżować lądem"). Najpierw tylko w tych zapuszczającymi niedaleko Athkatli, a z czasem w tych większych, wiozących towary aż do bajecznego Calimshanu czy też na pustynię Anauroch.
Lepszego dla siebie zajęcia znaleźć po prostu nie mogłem. Nie dość, że miałem za co się utrzymać, to jeszcze zwiedziłem kawał świata. I nie musiałem gnić w tej cholernej Athkatli. No a poza tym ciągle mogłem szlifować moje i tak niemałe już umiejętności handlu. Podróżujący ze mną kupcy nie raz mnie za nie chwalili, gdy np. wytargowałem sporo niższą cenę za pewne cenne przyprawy calimshańskie.
Tak więc lata mijały, a ja wiodłem to moje ciekawe, awanturnicze życie, gromadząc z mych podróży nieco złota oraz ogromny bagaż doświadczeń i przygód...i to przygód nie tylko tych, co się dobrze kończą. Gdyż nie raz otarłem się o śmierć...lub nawet coś gorszego.

Jedna z historii zapadła mi głęboko w pamięć, choć dałbym wszystko, żeby o niej nie pamiętać, nie rozmyślać już. Dałbym wszystko, żeby ta historia nigdy się nie wydarzyła...

*brak poprzedniej strony pamiętnika*...podróżując już po raz wtóry w mym życiu przez pustynię Anauroch, robiąc kolejny nocny postój w oazie po ciężkim dniu trudnej przeprawy. Mimo to nie chciało mi się spać. Pogawędziłem trochę z ochroniarzami naszej karawany, jednak nie chcieli się zbytnio angażować w rozmowę, żeby nie uśpić swej czujności. No trudno. Z nudów zacząłem krążyć wokół miejsca naszego noclegu, oddalając się coraz bardziej i bardziej. Pustynia w czasie nocy wcale nie jest taka nieznośna...choć nadal trza się wystrzegać potencjalnych niebezpieczeństw. Wędrując tak sobie, podziwiając monotonny krajobraz oraz nosząc się z zamiarem powrotu do karawany, dostrzegłem w nieskażonej powierzchni pustyni jakiś niewielki obiekt, wystający z niewielkiej wydmy. Oczywiście, ma wrodzona ciekawość nie pozwoliła mi nie sprawdzić, cóż to takiego może być. Pospieszyłem w kierunku tajemniczego obiektu...po czym czas się zatrzymał dla mnie.

...pierwszą rzeczą, jaką pamiętam, był okropny ból głowy. Mej uwadze nie mogło również umknąć to, iż wcale nie znajdowałem się już na pustyni. W sumie to nie mam pojęcia gdzie byłem. Wyglądało mi to na jakąś mroczną świątynię. Zdawało mi się że śnię, póki nie dostałem porządnego kopa pod żebra i nie usłyszałem ochrypłego głosu: "Wstawaj!". Dopiero od tego momentu w rzeczywistości zdałem sobie sprawę, że "coś jest nie tak". Miałem związane ręce.
Gdy już wstałem, okazało się, że otacza mnie grupa postaci ubranych w ciemne habity z naciągniętymi kapturami. Niemożliwym było dostrzeżenie rysów twarzy żadnego z otaczających mnie ludzi. Me bystre oko zauważyło za to, iż wszystkie postacie noszą na piersiach amulety z dziwnym symbolem. Symbolem, który widziałem pierwszy raz w życiu. A zdawało mi się, że przez te lata niekończących się podróży poznałem i widziałem już właściwie wszystko.
Podszedłem bliżej ołtarza świątyni, na którym dostrzegłem niewielki kryształ, ciągle poganiany przez zakapturzonych. Nieopodal ołtarza zobaczyłem jeszcze dwóch spętanych, klęczących nieszczęśników. Mnie również nakazano klęknąć. Nie stawiałem oporu, uczyniłem jak mi kazali. W milczeniu obserwowałem rozwój wypadków, usilnie myśląc nad jakimś sposobem ucieczki stamtąd.
Pilnowało nas dwóch zakapturzonych, reszta skupiła się w kręgu przed ołtarzem. Po chwili zaczęli szeptać równocześnie jakieś mroczne inwokacje, nie mam pojęcia w jakim języku oni mówili, w sumie nie interesowało mnie to - dostrzegłem szansę na ucieczkę, skoro pilnowało mnie tylko dwóch strażników. Kątem oka szybko zacząłem rozglądać się po świątyni, gdy nagle usłyszałem huk, niosący się echem po całej budowli, a pośrodku kręgu zakapturzonych - teraz nisko pokłonionych - pojawiło się...coś. Jakiś bezkształtny cienisty obiekt, który z każdą chwilą nabierał ludzkiej sylwetki. Gdy pod koniec zapłonęły czerwone ślepia, nie miałem wątpliwości, iż stoi przede mną jakaś istota. Nie mam pojęcia, kim lub czym ona była, - dla mnie wyglądało to na cień obdarzony życiem i własną wolą. Mimo mego przerażenia, zdołałem dostrzec jeden szczegół - w momencie jak zakapturzeni przywołali ową istotę, niepozorny z początku kryształ zaczął lekko pulsować przygaszonym światłem. Dzięki trzeźwości umysłu i opanowaniu szybko skojarzyłem fakty, znów widząc dla siebie szansę na wykaraskanie się z kłopotów. Chwilę wcześniej, dzięki mym zręcznym palcom zdołałem rozsupłać pętające mnie więzy - jednak ci głupcy, którzy mnie pilnowali tego nie zauważyli. Nic dziwnego, skoro byli ślepo wpatrzeni w istotę.
Nie pozostawało mi nic innego. W pół świadomy, a w pół afekcie, zerwałem się na równe nogi i czym prędzej pobiegłem w kierunku ołtarza, z jednym tylko zamiarem. Niestety, żywy cień szybko zorientował się, co zamierzam. Wydał z siebie nienawistny, bezkształtny ryk, poruszając się szybko w moim kierunku.
Od tego momentu nie pamiętam dokładnie kolejnych wydarzeń. Wiem tylko, iż porwałem w ręce kryształ, zamachnąłem się i cisnąłem nim o posadzkę świątyni. Wiem, że w tym samym momencie, tuż przed roztrzaskaniem się kryształu, cień... chyba zaczął wnikać we mnie, zespalać się z mym ciałem, a ja poczułem niemiłosierny ból w klatce piersiowej. W chwili roztrzaskania kryształu całą świątynię wypełniło oślepiające światło, jeszcze raz usłyszałem przeraźliwy ryk, wystraszone głosy zakapturzonych, krzyki...Nie poświęcając zbyt wiele uwagi na to, na wpół przytomny, otumaniony bólem pobiegłem najszybciej jak się dało w kierunku jedynego wyjścia ze świątyni, nie oglądając się za siebie...

Obudziłem się. Leżałem w jakimś namiocie. Ból w klatce ciągle dawał o sobie znać, choć był o wiele słabszy. Wyszedłem na zewnątrz. Po moich kompanach i karawanie nie było ani śladu.
Niedługo potem dowiedziałem się od kilku bedinów, iż znaleźli mnie półżywego, leżącego
daleko na pustyni i że przewieźli mnie do najbliższej oazy.
Cóż, przynajmniej żyłem...

Nikt prócz mnie, nie wie o tym zdarzeniu. I myślę, że najlepiej będzie, jak nikt nigdy się nie dowie.
Jedno mi nie daje spokoju - do dziś nie wiem, co dokładnie się wydarzyło tamtego dnia w świątyni. Kim była tajemnicza postać? Kim byli zakapturzeni? Co próbowali osiągnąć? nigdy zapewne nie poznam odpowiedzi. Jedno wiem za to na pewno - wybiegając ze świątyni, nie byłem już tym samym człowiekiem, co niegdyś. I to dosłownie. Jestem niemalże pewien, iż w chwili, gdy ów cień wniknął we mnie, utraciłem jakby cząstkę siebie, cząstkę swej duszy?...prawdopodobnie zyskując w zamian o wiele więcej. Oby tylko ten "dar" nie okazał sie mym przekleństwem...

(Przygodą tą chciałbym motywować w przyszłości wybranie klasy prestiżowej Tancerz Cienia. Jeśli żadnemu z MG nie będzie to odpowiadało, w ostateczności mógłbym przyjąć, iż ona się JESZCZE nie wydarzyła, za to będzie mogła się wydarzyć w czasie przygód Malcolma ma wyspie Aeris, co będzie można ciekawie odegrać...trzeba będzie tylko zamiast pustyni Anauroch wybrać jakąś inną lokację )


Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Ech, ten nieszczęsny taniec...jakoś nie wyobrażam sobie Malcolma tańczącego ku uciesze publiki
Mimo, że reszta atutów i predyspozycji TC bardzo by pasowała...no trudno, pomyślę jeszcze nad tym.
Nazwa konta postaci: ElendilPL
Nazwa postaci: Malcolm Reynolds
Płeć postaci: mężczyzna
Rasa postaci: człowiek
Klasa postaci: łotrzyk
Wiek postaci: 26 lat
Wyznanie postaci: Shaundakul
Pochodzenie postaci: Athkatla
Charakter postaci: chaotyczny neutralny

Opis zewnętrzny: Człowiek, mężczyzna o kruczoczarnych włosach i siwych oczach o przenikliwym spojrzeniu. Na pewno nie dasz mu więcej jak 30 lat; oceniając dokładniej powiedziałbyś, iż ma jakieś 25 wiosen na karku. Dość przeciętnej postury, wzrostem jednak lekko wybijającym się ponad przeciętność - "na oko" oszacowałbyś go na jakieś 180cm. Twarz, prócz kilkudniowego zarostu, znaczy kilka blizn, które jednak dodają swoistego uroku, aniżeli szpecą. Porusza się zwinnym krokiem, ciągle bacznie obserwując otoczenie.

Podstawowe atrybuty: Siła 10, Zręczność 18, Kondycja 12, Inteligencja 14, Mądrość 10, Charyzma 10).

Historia:

Na świat przyszedłem w stolicy Amn, Athkatli. Ojciec mój wraz z matką prowadzili mały sklepik, dzięki czemu powodziło nam się nie najgorzej - w każdym razie na pewno zawsze mieliśmy co do garnka włożyć. Dodatkowo fakt posiadania sklepu przez mych rodziców sprawiał, iż - chcąc nie chcąc - niejako samoistnie nabywałem niezłej wprawy w handlu różnymi towarami, negocjowaniu cen, wycenianiu, słowem - w podstawach, jakie każdy kupiec znać musiał. No, i oczywiście od najmłodszych lat ceniłem sobie złoto. Duże ilości złota. Nie raz wyobrażałem sobie, jak leżę na górach złota, nie mniejszych niż w smoczych skarbcach...W każdym razie, realia zawsze szybko ostudzały moją czasem nazbyt bujną wyobraźnię - wiedziałem, że takie góry złota posiadają pewnie tylko królowie. I to tacy pisani przez duże "K". Jednak wiedziałem również, że dużo mniejsze, acz mimo to znaczne ilości skarbów można zdobyć, podróżując po świecie...jeśli tylko się wie, gdzie takich skarbów należy szukać. Weźmy na przykład taka pustynię Anauroch...No dobra, znów się trochę rozmarzyłem...
A wracając do tematu: mówią, że pieniądze szczęścia nie dają - a ja się zastanawiałem, co za kretyn wymyślił tak idiotyczne i nieprawdziwe porzekadło. Aha, żebyście sobie nie myśleli - nie jestem jakimś ograniczonym marzycielem, którego interesują tylko góry złota, których i tak nigdy nie zdobędzie. Otóż kolejnym moim zamiłowaniem, również od najmłodszych lat, były - i są nadal - podróże. I to nie tylko do miejsc potencjalnego ukrycia skarbu (ech, znów wracam do tematu złota...). Nudziło mnie nudne, miejskie, powolne życie w Athkatli, u boku mojego ojca i matki, toteż od momentu skończenia 16 lat zacząłem pracować w karawanach kupieckich (na marginesie dodam, iż szukając nowych wyzwań, zaciągnąłem się pewnego razu na galerę handlową. Jednak dość szybko uświadomiłem sobie, że "to nie dla mnie - wolę podróżować lądem"). Najpierw tylko w tych zapuszczającymi niedaleko Athkatli, a z czasem w tych większych, wiozących towary aż do bajecznego Calimshanu czy też na pustynię Anauroch.
Lepszego dla siebie zajęcia znaleźć po prostu nie mogłem. Nie dość, że miałem za co się utrzymać, to jeszcze zwiedziłem kawał świata. I nie musiałem gnić w tej cholernej Athkatli. No a poza tym ciągle mogłem szlifować moje i tak niemałe już umiejętności handlu. Podróżujący ze mną kupcy nie raz mnie za nie chwalili, gdy np. wytargowałem sporo niższą cenę za pewne cenne przyprawy calimshańskie.
Tak więc lata mijały, a ja wiodłem to moje ciekawe, awanturnicze życie, gromadząc z mych podróży nieco złota oraz ogromny bagaż doświadczeń i przygód...i to przygód nie tylko tych, co się dobrze kończą. Gdyż nie raz otarłem się o śmierć...lub nawet coś gorszego.

(Zmieniłem opis postaci, poprzedni był trochę niefortunny. Tym samym prosiłbym, prócz akceptacji oczywiście , o usunięcie mojej obecnej postaci (Malcolm Reynolds, konto: ElendilPL) - bo edycja opisu postaci PO jej stworzeniu jest chyba niemożliwa? Przyznaję, pospieszyłem się trochę, i chciałem jak najszybciej na wlasne oczy ujrzeć OPSa, bo czekałem naprawdę dłuuugo, żeby na niego w ogóle wejść (ech, ten worldgate). Proszę więc o wybaczenie . Nową postać zrobię dopiero po akceptacji)


Heh, widzę że tu na na Oficjalnym Serwerze NWN2 dużo bardziej przywiązuje się wagę do początkowego poziomu postaci, i potencjalnych przygód, jakie taka postać może przeżyć...sorry za moje zagalopowanie, pewnie mam nawyki z oficjalnego serwera NWN1.
W takim więc razie, skoro ma być 1-poziomowy szarak, tak też będzie :

Nazwa konta postaci: ElendilPL
Nazwa postaci: Malcolm Reynolds
Płeć postaci: mężczyzna
Rasa postaci: człowiek
Klasa postaci: łotrzyk
Wiek postaci: 26 lat
Wyznanie postaci: Shaundakul
Pochodzenie postaci: Athkatla
Charakter postaci: chaotyczny neutralny

Opis zewnętrzny: Człowiek, mężczyzna w młodym wieku o kruczoczarnych włosach i siwych oczach o przenikliwym spojrzeniu. Dość przeciętnej postury, wzrostem jednak lekko wybijającym się ponad przeciętność. Twarz, prócz kilkudniowego zarostu, znaczy kilka blizn, które jednak dodają swoistego uroku, aniżeli szpecą. Porusza się zwinnym krokiem, ciągle bacznie obserwując otoczenie. Wydaje Ci się, iż jest znacznie sprytniejszy i pewny siebie, niż z pozoru wygląda...

Podstawowe atrybuty: Siła 10, Zręczność 18, Kondycja 12, Inteligencja 14, Mądrość 10, Charyzma 10).
Nazwa konta postaci: ElendilPL
Nazwa postaci: Malcolm Reynolds
Płeć postaci: mężczyzna
Rasa postaci: człowiek
Klasa postaci: łotrzyk
Wiek postaci: 26 lat
Wyznanie postaci: Shaundakul
Pochodzenie postaci: Athkatla
Charakter postaci: chaotyczny neutralny

Opis zewnętrzny: Człowiek, mężczyzna w młodym wieku o kruczoczarnych włosach i siwych oczach o przenikliwym spojrzeniu. Dość przeciętnej postury, wzrostem jednak lekko wybijającym się ponad przeciętność. Twarz, prócz kilkudniowego zarostu, znaczy kilka blizn, które jednak dodają swoistego uroku, aniżeli szpecą. Porusza się zwinnym krokiem, ciągle bacznie obserwując otoczenie.

Podstawowe atrybuty: Siła 10, Zręczność 18, Kondycja 12, Inteligencja 14, Mądrość 10, Charyzma 10).
Akceptuję.
Tak jak wcześniej napisałam, akceptuję.
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl