Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
- Nazwa konta postaci: heksagon
- Nazwa postaci: Hesk
- Płeć postaci: mężczyzna
- Rasa postaci: człowiek
- Klasa postaci: łotrzyk
- Wiek postaci: 23
- Wyznanie postaci: Maska
- Pochodzenie postaci: Athakla
- Charakter postaci: Chaotyczny Neutralny
- Języki: Chondathański, Wspólny, argot Amn.
- Opis zewnętrzny
Średniego wzrostu dojrzały młodzieniec o jasnych, zielonych oczach. Jego twarz przyozdabiają na ogół czyste blond włosy, swobodnie falujące na wietrze i niewielka, aczkolwiek zadbana bródka. Mężczyznę charakteryzują półpełne wargi i wystające kości policzkowe, lekki i przeważnie spokojny krok oraz często goszczący na jego twarzy delikatny uśmieszek.
Wiadomo?? ukryta / Hidden messageWiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy odpowiedzieć w temacie.
Akceptuję.

Odkrywam historię.
- Nazwa konta postaci: heksagon
- Nazwa postaci: Hesk
- Płeć postaci: mężczyzna
- Rasa postaci: człowiek
- Klasa postaci: czarodziej
- Wiek postaci: 23
- Wyznanie postaci: Maska
- Miejsce urodzenia postaci: Athakla
- Miejsca w których postać żyła ponad rok w każdym: Skullport, Waterdeep
- Charakter postaci: Neutralny Zły
- Języki: Chondathański, Wspólny, argot Amn, drowi, Illuskański, smoczy.
- Opis zewnętrzny
Średniego wzrostu dojrzały młodzieniec o jasnych, zielonych oczach. Jego twarz przyozdabiają na ogół czyste blond włosy, swobodnie falujące na wietrze i niewielka, aczkolwiek zadbana bródka. Mężczyznę charakteryzują półpełne wargi i wystające kości policzkowe, lekki i przeważnie spokojny krok oraz często goszczący na jego twarzy delikatny uśmieszek.
Historia postaci:
Tępy, pozbawiony konkretnego źródła ból powoli rozchodził się po jego ciele, coraz mocniej dając o sobie znać. Leżał bezwładnie, czując jak niespiesznie wraca do niego świadomość i czucie. Pierwszym zwiastunem świadomości było cierpienie, dopiero później poczuł serce, pulsujące niebezpiecznie szybkim tempem. Próbował otworzyć oczy, jednak odmówiły one posłuchu. Szum w uszach ustawał, a błędnik zaczynał poprawnie pracować. Czuł lekkie ruchy, wahania podłoża, znał to uczucie. Czyżby był na statku? Spróbował wrócić pamięcią do ostatniego zdarzenia, które zapewniło mu ten los, jednak wszystkie wspomnienia owiane były gęstą i ciężką mgłą. Trakt, noc, krzyk, grupa ludzi, mocne uderzenie w głowę... Umysł mężczyzny zaczynał pracować coraz prężniej, jednak okupione było to narastającym bólem fizycznym. Chłopak mocniej odczuwał każdy najmniejszy siniak na ciele, obrzęk narządów wewnętrznych, obite kości. Skulił się lekko, powstrzymując wymioty, nieposłuszeństwo cierpiących jelit i żołądka. Nadal nie mógł otworzyć oczu, lecz pozostałe jego zmysły pracowały już poprawnie; nozdrza drażnione były przez zapach wilgoci, stęchlizny i zakrzepniętej krwi, do uszu dobiegał odgłos leniwych fal, niespokojne pomruki i powarkiwania zwierząt.
- Nie wiem co za [cenzura] mi to zrobił, ale zapłaci za to... – szepnął słabym głosem, zapadając w błogi, ratujący od cierpienia sen.
***
Oczy otwarły się z głuchym hukiem świdrującym umysł młodzieńca. W pomieszczeniu panował półmrok, pod ścianami siedziało mnóstwo skulonych sylwetek. Źrenice człowieka powoli przyzwyczajały się do warunków panujących pod pokładem, już po kilkunastu sekundach potrafiły uchwycić otaczającą je przestrzeń. Pomieszczenie to, było obszerną ładownią statku wypełnioną różnymi istotami. Pod ścianą na przeciwko majaczyła duża grupa gnolli, ich ręce i nogi skute były ciężkimi kajdanami, a pyski skrępowane prowizorycznymi, skórzanymi kagańcami. Jedna z tych istot została umieszczona w pewnej odległości od stada. Jej ciało pokryte było licznymi tatuażami, a sierść w niektórych miejscach jaskrawo ufarbowana. A więc to był szaman? Mężczyzna zmrużył lekko oczy, dostrzegając dodatkowe więzy i zabezpieczenia krępujące gnolla. Tak, zdecydowanie szaman.
Pod ścianą po prawicy młodzieńca widniała tylko jedna sylwetka. Należała ona do dużego, potężnie zbudowanego ogra, spokojnie rozglądającego się po ładowni. Różnił się on od ogrów, które mężczyzna widział wcześniej. Oczy tego ogra były pełne rozwagi, a jego twarz nie miała tępego wyrazu, który był charakterystyczny u większości przedstawicieli jego rasy.
Lewa część pomieszczenia zajęta była przez parę baryłkowatych, mocno skrępowanych krasnoludów. Ich ubrania były brudne, brody niechlujnie poukładane, a gniewne oczy lekko przymrużone. Niewątpliwie świadczyło to o zaciekłym stawianiu oporu przy porwaniu, mężczyzna uśmiechnął się mimowolnie.
- Zabierają nas do Skullportu – odezwał się dudniący głos. Młodzieniec spojrzał na wpatrzonego w niego ogra, starając się przetrawić jego słowa.
- Skullport – powtórzył za stworem cicho, krzywiąc się lekko. Znał to miejsce zbyt dobrze, by przyjąć tą wiadomość ze stoickim spokojem. Poczuł niepokój, namiastkę strachu. Czuł, że musi coś zrobić. Spojrzał na swoje kajdany, by po chwili delikatnie się uśmiechnąć. W przeciwieństwie do więzów szamana gnolli, nie były one zbyt ograniczające – bez większego problemu mógł wykonywać proste gesty. Zamknął oczy starając się myślami przywołać któreś z zaklęć, jednak żadnego nie mógł sobie przypomnieć. Westchnął teatralnie, raz jeszcze rozglądając się po ładowni.
- Kiedy ktoś z tych przeklętych durni przyjdzie nas odwiedzić?
- Cóż, ostatnio byli niedługo przed Twym przebudzeniem...
- Świetnie, mamy więc trochę czasu – rzekł młodzieniec, podwijając do kolan nogawki podartych i brudnych spodni. -Aha, jestem Hesk... - dodał po chwili, zerkając na swoje nogi.
***
Piszczele i łydki mężczyzny pokryty były drobnymi wzorami i znakami misternie wytatuowanymi jasną sepią. Ogr przyglądał się jego poczynaniom Heska z zaskoczeniem, śledził wzrokiem palce przesuwające się po tatuażach, skupione spojrzenie i spokojne ruchy warg młodzieńca. Czyżby to był jakiś mag? Jego wygląd i odzienie zdecydowanie temu przeczyły – nie różnił się on od przeciętnego mieszczanina mogącego pochodzić z każdego zakątku Północy czy całego Wybrzeża Mieczy.
- Ja jestem Mur' – odrzekł z konsternacją ogr.
Blondyn zerknął na olbrzyma przerywając swój trans. Skinął lekko i zerknął na parę krasnoludów. - A oni właściwie za co są tak skrępowani?
- Byli trochę za głośni... Chyba nie lubią się z gnollami. - odparł z lekkim rozbawieniem. Hesk zmierzył brodaczy wzrokiem, zastanawiając się nad ich kondycją. - Cóż, przydadzą się później.
Nie więcej niż godzinę później mężczyzna z satysfakcją stwierdził, że kilka jego ulubionych zaklęć utrwaliło się w jego umyśle. Uśmiechnął się szeroko, lekko prostując- był już gotowy, teraz wystarczyło czekać na ofiarę. Poruszanie ciałem sprawiało mu coraz mniej bólu, dzięki czemu łatwiej było mu się skoncentrować. W miarę czekania Hesk odbiegał myślami coraz dalej od miejsca w którym się znajdowały. Zamknął oczy.
Stał na dziobie statku podobnego do tego, którym płynął teraz. Miał jedenaście lat, a u jego boku stał brodaty, prawie dwukrotnie wyższy od niego mężczyzna koło czterdziestki. Z oddali dobiegały ich krzyki mew i głuche uderzenia fal rozlewających się po skałach. Wpływali do dużej jaskini.
- Poczujesz teraz dziwne szarpnięcie, właśnie wpływamy do Skullportu – rzekł mężczyzna, zerkając na jasnowłosego chłopca. Brodacz był jego opiekunem i bliskim przyjacielem jego nieżyjącego od roku ojca.
- Jeżeli nauczysz się przetrwać w tym mieście, to będziesz potrafił przystosować w każdym miejscu. W każdym – mruknął cicho, przeczesując ręką czarne włosy. - Od jutra zaczniesz uczyć się jak korzystać z magii, a za rok nauczę cię twego pierwszego zaklęcia. Gdy poznasz odpowiednich ludzi, zaklimatyzujesz się i nabierzesz trochę mądrości do swego małego rozumku, przeniesiemy się do Waterdeep, Miasta wspaniałości. - kontynuował z lekkim uśmiechem.
Młody Hesk wpatrywał się z swego opiekuna nieśmiało. Lubił go, chyba nawet bardziej od swojego prawdziwego ojca, który nigdy nie miał dla niego czasu i traktował go z dystansem. „Kruczy” - tak miał nazywać swego nowego ojca, w którego był zapatrzony dzięki jego urokowi osobistemu, podejściu do życia, a także dzięki temu, że biegle posługiwał się magią. Może byłby ojczymem idealnym...może - gdyby nie był bliskim przyjacielem Złodziei Cienia...
***
Cieniści towarzyszyli Heskowi odkąd pamięta- jego ojciec był przywódcą ich niedużej komórki, działającej na terenie Dzielnicy Rządowej w Athakli. Przyszły czarodziej wychowywany był przez wynajętą opiekunkę, gdyż jego matka zginęła dwa lata po jego narodzinach. Kontaktu z ojcem nie miał zbyt dobrego, gdyż jego rodziciel był wiecznie zajęty i oddany swej pracy. Nad wykształceniem młodziaka czuwał przyjaciel ojca – Kruczy. Ten sam który zaopiekował się Heskiem po zamachu na jego rodzica. Mógł na niego liczyć nawet teraz, gdy był już dorosły i często spotykały go różne przeciwności losu. Gdy przebywali w Skullporcie, Kruczy uczył chłopaka życia w ostrożności, przezorności i radzenia sobie dzięki sprytowi, a także Sztuki, która to okazała się wielką pasją Heska. Gdy Hesk skoczył dwadzieścia trzy lata, postanowił rozpocząć całkiem samodzielną działalność. Kruczy doradził mu by zaczął w Calimporcie, a młodzieniec usłuchał go, wyruszając tam prawie od razu. Nie przewidział jednak, że to on może zostać ofiarą napaści ...
***
Ciche skrzypnięcia drewnianej podłogi wytrąciły młodzieńca z zamyślenia, szybko rozłożył ręce i z uśmiechem wyszeptał kilka słów. Chwilę później do ładowni wszedł niewysoki brunet, trzymający w dłoniach kuszę. Stanął pośrodku pomieszczenia i zaczął doszukiwać się jakichkolwiek nieprawidłowości. Hesk odchrząknął.
- Jestem głodny, chciałbym coś zjeść. - mruknął odważnie patrząc porywaczowi w oczy. Brunet podszedł do niego z drwiącym uśmiechem i cichym pobrzękiwaniem pęku kluczy przyczepionych do jego pasa.
- To bardzo interesujące co mówisz, chcesz coś dodać? - Rzekł z niekrytym rozbawieniem.
- Tylko to, że nie robiłbym teraz gwałtownych ruchów – Wskazał palcem za plecy pirata.
Klucznik zerknął za siebie i to co zobaczył sprawiło, że jego puls podskoczył w niebezpiecznym galopie. Tuż przed nim stał bowiem niewielki kobold z kuszą gotową do strzału, wymierzoną prosto w jego głowę.
- Na Twoim miejscu zachowałbym spokój, nie chciałbyś sprowokować naszego przyjaciela, hm? - Zaczął Hesk z zadumaniem. - Ostatnio jest bardzo nerwowy i nieprzewidywalny. - Zmierzył bruneta zimnym spojrzeniem.
Nastąpiło pełne napięcia milczenie. Brunet intuicyjnie odłożył kuszę na ziemię i uniósł ręce. Hesk skinął na kajdany bez słowa, co zadziałało na marynarza niczym urok. Pospiesznie odpiął z pasa pęk kluczy i rozkuł iluzjonistę, który bez słowa chwycił leżącą na ziemi kuszę, odszedł na bezpieczną odległość kilku kroków i wycelował bronią w nieszczęsnego porywacza.
- Lubię takie drobne ironie losu, są całkiem zabawne, nieprawdaż? Rozkuj pozostałych: najpierw krasnoludy, następnie ogra. Gnolle zostaw na koniec. Ach, i połóż na ziemi cały swój oręż. Nóż ukryty w bucie również. - Ciągnął z uśmiechem, przypatrując się posłusznej ofierze.
Zestresowany były prześladowca w przypływie adrenaliny nie spostrzegł, iż uzbrojony kobold po prostu zniknął.
***
Wszystkie istoty w ładowni stały już swobodnie, pozbawieni ciężaru kajdan i łańcuchów. Klucznik stal przed Heskiem cicho błagając o puszczenie go wolno.
- Cóż, zgodnie z obietnicą nie zabiję Cię. - Oznajmił spokojnie blondyn, po czym odszedł w stronę dwóch krępych krasnoludów. Po drodze skinął dwóm najbliższym gnollom, które bez ostrzeżenia i z dużą szybkością rozwiązały problem błagającego marynarza. - Ja nie. - Mruknął do siebie młodzieniec. Przystanął, obejmując wzrokiem całą salę.
- Słyszeliście. Zbrojownia jest niedaleko, zatem proponuję odwiedzić ją, a potem szybkim szturmem zająć statek, ktoś ma jakieś obiekcje? - W sali zapanowała względna cisza. - W takim razie, do roboty! - Uśmiechnął się lekko.
- Ja i krasnoludy zajdziemy im od tyłu i odetniemy drogę ucieczki. Waszym natarciem pokieruje Mur'. Cała akcja nie powinna zająć nam dłużej niż dwa kwadranse.
Ogr chwycił za miecz klucznika i ruszył ku drzwiom, nawołując psie mordy. W tym samym czasie drugim wyjściem szybkim krokiem wyszła brodata trójka.
- Nie oceniajcie mnie pochopnie, lecz nie postąpimy teraz wybitnie po krasnoludzku. - Zaczął Hesk z delikatnym uśmiechem. Krasnoludy mierzyły go nieufnym, acz wyrażającym umiarkowaną wdzięczność wzrokiem. Mimo ich potłuczeń i niezbyt godnego wyglądu szli z dużą mocą, potężnie i pewnie stawiając kroki.
- Nawet jeżeli byśmy wygrali z tymi łowcami niewolników na ich własnym statku, to nasze towarzystwo po krótkim czasie zaczęłoby przeszkadzać tym wyszczekanym istotom. Zabiliby nas uważając, że statek należy się tylko im. - Zerknął na baryłkowatych wojowników, wiedząc, że w głębi ducha podzielają oni jego przemyślenia.
- Pójdziemy prosto do szalup, bez wdawania się w zbędne walki.
Skinęli bez słowa, walcząc ze swymi myślami.
***
Niedługo później płynęli szybko niewielką łodzią, oddalając się od statku dzięki legendarnej sile i wytrwałości brodatego ludu. Wojownicy siedzieli przy wiosłach, Hesk natomiast na dziobie, wypatrując na horyzoncie czegoś poza niekończącą się wodną przestrzenią, modląc się w myślach.
Po godzinie energicznej podróży Hesk ujrzał średniej wielkości statek, prawdopodobnie kupiecki.
- Tymora nam sprzyja...- Z ulgą podniósł rękę do góry, strzelając w powietrze dwoma magicznymi racami. Byli uratowani.
Jak się okazało, statek kierował się ku niewielkiej wyspie zwanej Aeris. Blondyn uznał, że nie będzie to miejsce gorsze od Calimportu, zwłaszcza jeżeli to sama Tymora zagnała go w to miejsce.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL