ďťż
[Łotrzyk] Berengar Bękart


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Nazwa konta postaci: ssilva
Nazwa postaci: Berengar Bękart
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Człowiek
Wiek postaci: 20
Wyznanie postaci: Selune
Charakter: Chaotyczny Neutralny
Klasa: Łotrzyk
Pochodzenie: zamtuz w Waterdeep

Opis postaci:
Widzisz szczupłego mężczyznę średniego wzrostu, całkiem atrakcyjnego. Kruczoczarne włosy kontrastują z jego jasną cerą. Jego brunatne oczy z wyraźnym zainteresowaniem lustrują otoczenie.

Historia postaci:
Mój przydomek tłumaczy wszystko. Tak, jestem bękartem. I to jest powód, by mnie nienawidzić. Przynajmniej był dla mojego ojca... ale od początku, od początku...
Mój ojciec był bogatym kupcem w Waterdeep. Wiodło mu się dobrze, bywał na salonach i bardziej “elitarnych” balach. Miał żonę, piękną szlachciankę, która urodziła mu równie piękne córki. Słowem była to porządna, kochająca się rodzina.
Ale ojciec wiódł też drugie, ukryte życie. Choć miał piękną żonę, nie mógł zaspokoić wszystkich swoich... pragnień cielesnych. Oczywiście nigdy mu nie przyszło na myśl, by prosić ją o więcej, niż chciała. Dlatego bez jej wiedzy był dość częstym gościem portowych zamtuzów. Nie mógł odwiedzać tych najlepszych, gdyż fakt ten szybko by wyciekł... No i zbyt wiele pieniędzy nie mogło tajemniczo znikać.
Jak się zapewne domyślacie, ojczulek miał dziecko z jedną z kurtyzan. A dokładniej mnie. Matka zataiła moje istnienie. Nadała mi imię Berengar i oddała mnie kapłankom Selune na wychowanie. Od małego szkoliły mnie na akolitę, ale nie szło im to zbyt dobrze. Byłem oporny, chciałem kroczyć własnymi ścieżkami, nie chciałem być niczyim sługą. Więc uciekłem, mając 13 lat.
Kolejne 5 lat swego życia spędziłem na ulicy. Ulica mnie wychowała. Kradłem, by przeżyć. Była to twarda szkoła. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że mogę polegać wyłącznie na sobie. I na ulicy poznałem swojego ojca.
Wracał z zamtuza, zadowolony, zaspokojony. Nie wiedziałem, kim jest. U boku miał pełen mieszek. Pomyślałem, że to świetna okazja. Obezwładniłem go i zabrałem mu sakiewkę. Ale wtedy coś zauważyłem. Byliśmy do siebie strasznie podobni, on i ja. Te same włosy, te same rysy twarzy, wzrost prawie identyczny. Tylko oczy inne. Domyślił się, kim jestem. Uciekłem z łupem.
Nie musiałem długo czekać, aż naśle na mnie kogoś, by się mnie pozbyć. Żywy stanowiłem zagrożenie. Nasłał kilku zbirów. Umknąłem im, jednego nawet zdołałem zabić. Ale nie mogłem już zostać w Waterdeep.
Uciekłem do Brodu Sztyletu i zaciągnąłem się do karawany idącej na południe, do Wrót Baldura. Uciążliwa podróż przebiegała dość spokojnie, bez napaści. Na miejscu przyznam się, że podpadłem miejscowej gildii złodziei. Okradłem nieodpowiednią osobę. Gildia wyznaczyła sporą nagrodę za moją głowę. Nie zastanawiałem się długo. Za wszystkie pieniądze, jakie posiadałem, kupiłem sobie miejsce na statku płynącym na Aeris...

(Utworzę tą postać bezzwłocznie po zaakceptowaniu przez MG)


Hmm, jak przeczytałem to, co napisałem rano, rzeczywiście zauważyłem niedociągnięcia. Z tą Selune strzeliłem, by w miarę dopasować bóstwo do charakteru. Do tego osobiście lubię tę boginię, często gram jej wyznawcą. Prawdopodobnie jednak wybranym wyznaniem będzie Maska... albo ateizm.

Poprawiona wersja:
Mój przydomek tłumaczy wszystko. Tak, jestem bękartem. I to jest powód, by mnie nienawidzić. Przynajmniej był dla mojego ojca... ale od początku, od początku...
Mój ojciec był bogatym kupcem w Waterdeep. Wiodło mu się dobrze, bywał na salonach i bardziej “elitarnych” balach. Miał żonę, piękną szlachciankę, która urodziła mu równie piękne córki. Słowem była to porządna, kochająca się rodzina.
Ale ojciec wiódł też drugie, ukryte życie. Choć miał piękną żonę, nie mógł zaspokoić wszystkich swoich... pragnień cielesnych. Oczywiście nigdy mu nie przyszło na myśl, by prosić ją o więcej, niż chciała. Dlatego bez jej wiedzy był dość częstym gościem portowych zamtuzów. Nie mógł odwiedzać tych najlepszych, gdyż fakt ten szybko by wyciekł... No i zbyt wiele pieniędzy nie mogło tajemniczo znikać.
Jak się zapewne domyślacie, ojczulek miał dziecko z jedną z kurtyzan. A dokładniej mnie. Matka zataiła moje istnienie. Nadała mi imię Berengar i oddała mnie kapłanom Helma na wychowanie. Od małego szkolili mnie na akolitę, ale nie szło im to zbyt dobrze. Byłem oporny, chciałem kroczyć własnymi ścieżkami, nie chciałem być niczyim sługą. Więc uciekłem, mając 13 lat.
Kolejne 6 lat swego życia spędziłem na ulicy. Ulica mnie wychowała. Kradłem, by przeżyć. Była to twarda szkoła. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że mogę polegać wyłącznie na sobie. I na ulicy poznałem swojego ojca.
Wracał z zamtuza, zadowolony, zaspokojony. Nie wiedziałem, kim jest. U boku miał pełen mieszek. Pomyślałem, że to świetna okazja, aby zarobić. Powaliłem go i przygwoździłem do ziemi. I wtedy spotkały się nasze spojrzenia. Byliśmy do siebie strasznie podobni, on i ja. Te same włosy, te same twarze, wzrost prawie identyczny. Wymieniając przekleństwa podczas szamotaniny okazało się, że mamy identyczne głosy. Tylko oczy inne. Oczy tamtej kurtyzany... Domyślił się, kim jestem. Uciekłem z jego sakiewką.
Nie musiałem długo czekać, aż naśle na mnie kogoś, by się mnie pozbyć. Żywy stanowiłem zagrożenie. Raz, że mogłem się ujawnić i wywołać niemały skandal. Dwa, że mogłem się ubiegać o część majątku po jego śmierci. Nasłał kilku zbirów. Umknąłem im, jednego nawet zdołałem zabić. Ale nie mogłem już zostać w Waterdeep. Nie miałem przyjaciół ani znajomych, którzy mogliby mnie kryć.
Uciekłem do Brodu Sztyletu i zaciągnąłem się do karawany idącej na południe, do Wrót Baldura. Uciążliwa podróż przebiegała dość spokojnie, bez napaści. Na miejscu przyznam się, że podpadłem miejscowej gildii złodziei. Okradłem nieodpowiednią osobę. Gildia wyznaczyła sporą nagrodę za moją głowę. Nie zastanawiałem się długo. Za wszystkie pieniądze, jakie posiadałem, kupiłem sobie miejsce na statku płynącym na Aeris...
Akceptuję

Aczkolwiek nadal wydaje mi się nieco ta historia z ojcem naciągana.... Jakie zarożenie może stanowić 19letni chłystek dla bywająceo na salonach faceta? Toć badań DNA nie zrobisz.
Nie mówiąc o tym, że prawie kazdy szanujący szlachcic w Waterdeep ma kilku bękartów i nie jest to jakiś dyshonor (no chyba, że ich się nazbiera zbyt wielu).


Racja, ale skąd postać może o tym wiedzieć? Wie tylko, że jest bękartem, może podejrzewać, że jednym z wielu. Możliwe, że to właśnie on przebrał miarę?

[ Dodano: Sro Lip 25, 2007 1:43 pm ]
Bądź co bądź, jego ojciec miał pewne problemy... innymi słowy był seksoholikiem, no nazwijmy rzeczy po imieniu.

[ Dodano: Sro Lip 25, 2007 1:57 pm ]
Coś jeszcze zmienić/poprawić/wymazać/uściślić?

[ Dodano: Sro Lip 25, 2007 10:34 pm ]
Porozmawiałem z jednym z Mistrzów. Poprosił mnie o wyjaśnienie pewnych spraw. A więc wstawiłem dalsze poprawki do tekstu.

----------------

Nazwa konta postaci: ssilva
Nazwa postaci: Berengar Bękart
Płeć postaci: Mężczyzna
Rasa postaci: Człowiek
Wiek postaci: 20
Wyznanie postaci: bez wyznania (nie obchodzą go bogowie)
Charakter: Chaotyczny Neutralny
Klasa: Łotrzyk
Pochodzenie: zamtuz w Waterdeep

Opis postaci: Widzisz szczupłego mężczyznę średniego wzrostu, całkiem atrakcyjnego. Kruczoczarne włosy kontrastują z jego jasną cerą. Jego brunatne oczy z wyraźnym zainteresowaniem lustrują otoczenie.

Historia postaci:
Mój przydomek tłumaczy wszystko. Tak, jestem bękartem. I to jest powód, by mnie nienawidzić. Przynajmniej był dla mojego ojca... ale od początku, od początku...

Mój ojciec był bogatym kupcem w Waterdeep. Wiodło mu się dobrze, bywał na salonach i bardziej “elitarnych” balach. Miał żonę, piękną szlachciankę, która urodziła mu równie piękne córki. Słowem była to porządna, kochająca się rodzina.

Ale ojciec wiódł też drugie, ukryte życie. Choć miał piękną żonę, nie mógł zaspokoić wszystkich swoich... pragnień cielesnych. Oczywiście nigdy mu nie przyszło na myśl, by prosić ją o więcej, niż sama chciała. Dlatego bez jej wiedzy był dość częstym gościem portowych zamtuzów. Nie mógł odwiedzać tych najlepszych, gdyż fakt ten szybko by wyciekł... No i zbyt wiele pieniędzy nie mogło tajemniczo znikać.

Jak się zapewne domyślacie, ojczulek miał dziecko z jedną z kurtyzan. A dokładniej mnie. Matka zataiła moje istnienie. Nadała mi imię Berengar i oddała mnie kapłanom Helma na wychowanie. Od małego szkolili mnie na akolitę, ale nie szło im to zbyt dobrze. Byłem oporny, chciałem kroczyć własnymi ścieżkami, nie chciałem być niczyim sługą. Więc uciekłem, mając 13 lat.

Kolejne 6 lat swego życia spędziłem na ulicy. Ulica mnie wychowała. Kradłem, by przeżyć. Była to twarda szkoła. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że mogę polegać wyłącznie na sobie. I na ulicy poznałem swojego ojca.

Wracał z zamtuza, zadowolony, zaspokojony. Nie wiedziałem, kim jest. U boku miał pełen mieszek. Pomyślałem, że to świetna okazja, aby zarobić. Powaliłem go i przygwoździłem do ziemi. I wtedy spotkały się nasze spojrzenia. Byliśmy do siebie strasznie podobni, on i ja. Te same włosy, te same twarze, wzrost prawie identyczny. Wymieniając przekleństwa podczas szamotaniny okazało się, że mamy identyczne głosy. Tylko oczy inne. Oczy tamtej kurtyzany... Domyślił się, kim jestem. Uciekłem z jego sakiewką.

Nie musiałem długo czekać, aż naśle na mnie kogoś, by się mnie pozbyć. Żywy stanowiłem zagrożenie. Raz, że mogłem się ujawnić i wywołać niemały skandal. Dwa, że mogłem się ubiegać o część majątku po jego śmierci. Nasłał kilku zbirów.
- Pozdrowienia od tatusia, bękarcie! - powiedział największy z nich. - Mamusi już się pozbyliśmy...
Umknąłem im, jednego nawet zdołałem zabić. Byłem wściekły. Ale nie mogłem już zostać w Waterdeep. Nie miałem przyjaciół ani znajomych, którzy mogliby mnie kryć, a tamci już pewno donieśli memu ojcu, co zaszło.

Uciekłem do Brodu Sztyletu i zaciągnąłem się do karawany idącej na południe, do Wrót Baldura. Uciążliwa podróż przebiegała dość spokojnie, bez napaści. Po drodze, majac w głowie słowa zbira, nadałem sobie przydomek Bękarta.

Na miejscu przyznam się, że podpadłem miejscowej gildii złodziei. Okradłem nieodpowiednią osobę. Gildia wyznaczyła sporą nagrodę za moją głowę. Nie zastanawiałem się długo. Za wszystkie pieniądze, jakie posiadałem, kupiłem sobie miejsce na pierwszym lepszym statku wypływającym możliwie jak najszybciej. Okazało się, że płynę na wyspę...

Dokleiłem opis postaci z posta powyżej.
Całkiem w porządku. Akceptuję.
Chciałbym wprowadzić drobną zmianę w mojej postaci. Otóż w trakcie długiej nieobecności na Aeris (wielomiesięcznej), gdy był na kontynencie, nawrócił się na Maskę, patronkę złodziei.
Maska, patrona nie Maskę, patronkę. To męskie bóstwo
Ups... moja pomyłka
Czy wyznanie zostanie zmienione?
Sprawa wyznania już załatwiona.

Chciałbym wziąć drugą klasę dla swojej postaci i zrobić z niego Łotrzyka/Wojownika. Muszę szukać sobie trenera oręża i dopiero wtedy awansować (mam już dość PD), czy też mogę awansować do zaraz?
Lepiej byś jednak znalazł kogoś, kto by Cię przeszkolił
Chyba, że uciekasz się, poza atakami z zaskoczenia, do otwartej walki wręcz (i to dosyć często), wtedy nie musisz szukać nauczyciela, aczkolwiek będzie to mile widziane.
Mentor znaleziony, opłacony, wszystko odegrane, Berengar awansowany. Dziękuję Heksagonowi za odpowiedzi na PMce.
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl