Bo czĹowiek gĹupi jest tak bez przyczyny
Tłum zebrany przed świątynią, w której mieszka Maelijn odetchnął z ulgą - Namiestnik wyszedł sam i nie kazał wejść strażnikom do środka. Kilka kobiet podeszło do drzwi, niosąc koszyki z pieczywem i owocami - najwidoczniej uznały, że poturbowanej "bohaterce" dobrze zrobią. Pierwsze godziny po zajściu na przedmieściach były spokojne, ale gniew niczym fala pchana światłem księżyca rozszedł się po mieście - mieszkańcy Aulos nad ranem dali jemu upust.
Zrujnowane stragany elfich kupców były początkiem - Straż nie znalazła winnych, lecz przechodzący obok mieszczanie rzucali w stronę elfów nieprzychylne spojrzenia. Na niektórych budynkach pojawiły się karykatury Ferrana oraz jego drowiej oblubienicy - otaczali swymi ramionami gromadkę szarych dzieci, uważni mogli dostrzec podobieństwo do niektórych członków Elfiej Rady. Wyzwiska pojawiły się tuż po tym jak słońce stanęło w zenicie.
Kilka godzin później elfom wzbraniano wejśćdo portowych zaułków - Straż stwierdziła, że nie mogą im tam zapewnić bezpieczeństwa, tych którzy wsiąść mieli na statek odprowadzały zbrojne patrole, nie uchroniło ich to jednak przed wyzwiskami oraz latającą zleżałą kapustą. Co bardziej agresywnych mieszkańców Straż zamknęła w celach, lecz szybko okazało się, że skala problemu przerasta możliwości więzienia.
Na polu, gdzie odbył się niesławny pojedynek pod wieczór spalono kukłę elfiego kapłana - mieszkańcy pokusili się nawet o wykucie granitowego nagrobka: "Tu spoczywa drow Ferran, kapłan Corellona".
A drowy? te które miały szczęście być w domach gdy zamieszki się zaczęły zostały zmuszone do zabarykadowania się w nich. Te, które miały nieszczęście zostać pochwycone przez motłoch czekała kąpiel w morskiej wodzie. Długo skrywany strach przerodził się w otwartą nienawiść.
Na miłość Hanali... Las Ludu jest jednak jedynym bezpiecznym miejscem.
*mruknęła złotooka elfka, czym prędzej wynosząc się z ludzkiego miasta*
*Czerwonowłosa Kapłanka wyglądająca z Świątyni Mystry na sytuację panującą na ulicach ukazała przez jedynie drobną chwilę delikatny uśmiech, jakby ukrywając go przed światem. Postarała się w miarę pomóc Strażnikom w opanowaniu chaosu i opatrzeniu rannych lub dostarczeniu ich do środka. Następnie wróciła z powrotem by przekazać radosne informacje do młodszej kapłanki*
*Pewien odziany w dość stary i zużyty, brązowy strój mężczyzna o długiej, jasnej grzywie oraz jasnej, zadbanej bródce przez dłuższy czas przebywał wśród motłochu, samemu jednak nie angażując się w żaden sposób w jego poczynania. Nie próbując nikogo powstrzymywać czy wspierać, obserwował jedynie poczynania ludu. Nasłuchawszy się sporo niedobrych rzeczy o elfach postanowił w końcu udać się do portu, gdzie na piciu i rozmowach w karczmie spędził dłuższy czas.*
OOC: Opisana postać to rzecz jasna po prostu Marvis w przebraniu wspomaganym magią.
Edit: Na przyszłość postaraj się nie dzielić wiedzą OOC z graczami
*Jiriki pospiesznie zebrał swoje rzeczy i z gracją czmychnął z miasta najbliższą drogą*
Z tymi drowami same problemy... Od dawna to mówiłem, jednak Lud stał się tu zbyt ufny i pewny siebie...
*Syknął coś niemiłego o drowach i pilnując swoich pleców pognał za miasto. Gdy był już na jasnej polanie, odetchnął spokojniej i pomaszerował do lasu*
*Ilryn był zmuszony poruszać się po mieście w zmienionej magią postaci, starał się dojrzeć pełnie sytuacji ale będąc jak najdalej od tłumu. Gdy zamieszki przybrały na sile, Drow zrobił pokaźne zapasy a następnie opuścił miasto udając się w kierunku gór*
*Lia nie waha się spacerować po mieście, załatwiając swoje sprawy, chodzi z uniesioną wysoko głową i emanuje pewnością siebie. Nieprzychylne spojrzenia i zaczepki po prostu ignoruje. Po jej wizycie na polu, w miejscu gdzie był granitowy nagrobek, został tylko dołek.*
* Gdy wieści o niepokojach dotarły do północnego lasu Dębowy Druid ze smutkiem pokręcił głową, po czym nakazał strażnikom kręgu by unikali rozjuszonego tłumu.... *
* Paladyn Kaston, sierżant straży Nowego Aulos wraz z innymi strażnikami Nowego Aulos miał tego dnia pełne ręce roboty, a nadchodząca noc wcale nie zapowiadała się lepiej... *
*Po zaistniałych sytuacji Renny odzyskał dawny wigor (Raczej przestał pić częściej niż raz dziennie), i oczywiście jako jeden z pierwszych ciskał kapustą w pierwszego-lepszego elfa, przy czym niemal nie trafił do mamra. Widać jednak, że to już nie ten sam niegdysiejszy "charyzmatyczny" przywódca ruchu chłopskiego.*
....
*Sehet tylko z rozbawieniem przyglądał się kolejnym wydarzeniom, nie przykładając do nich z byt dużej wagi.*
Elf w czarnej niczym noc płytowej zbroi z mithralu, o rozwianych na wietrze długich włosach ciemnych jak otchłań ze zwyczajową sobie obojętnością dla wszelkich niebezpieczeństw kroczył spokojnie przez miasto, w stronę domu aukcyjnego. Nie zdziwiły go wcale rzucane cichaczem, a niekiedy i głośniejsze wyzwiska pod jego adresem, nie zdziwiła go nawet czarna chmura dymu, którą przez chwilę się rozkoszował, gdy tylko spalono podobiznę Ferrana, a co więcej - wykazał temu zdarzeniu dozę zrozumienia i nie rozsmarował krwawą smugą po ścianach grupki ludzi, którzy próbowali mu zagrodzić przejście w jednej z uliczek. Nawet więcej, bowiem okazał się być na tyle łaskaw, że gdy tylko jeden z mężczyzn spróbował szczęścia w obrzucaniu elfiego wojownika kapustą, ten jedynie rozciął nadlatujące warzywo koniuszkiem szpica swego prastarego miecza. Potem z szybkością błyskawicy dopadł człowieka, chwycił go jedną ręką za kołnierz i bez większego wysiłku uniósł nad ziemię, ponad swoją głowę. Wtedy ich spojrzenia się spotkały.
To było jak dziwna skrajność, spotkanie nienawiści z nihilistycznym objawem całkowitej obojętności. Wrzawa zamarła, gdy postacie mierzyły się spojrzeniami przez dłuższą chwilę, aż wreszcie człowiek został zmuszony do poddania się i okazania niezbyt chcianej, ale jednak dozy szacunku.
- Nie wiem co chcesz osiągnąć, człowieku, wpychając się wprost na mój miecz, ale nie obchodzi mnie to tym razem. Chcę przejść... i przejdę, tak czy inaczej. Możesz tutaj tak stać wraz ze swymi towarzyszami, a ja przejdę po was. Możesz też pozwolić mi przejść, a rozstaniemy się w pokoju. Wybór należy do ciebie.
Przerośnięty elf postawił mężczyznę z powrotem na ziemi i westchnął ciężko, z typową dla siebie mieszanką znużenia i zmęczenia zarazem. Człowiek natomiast, po czole którego spłynęło kilka długich strużek potu pokiwał nerwowo głową i oddalił się pośpiesznie za najbliższy zaułek, a wraz z nim kilku jego towarzyszy.
Potem już nikt nie odważył się niepokoić Vasaryna, gdy ten z pochyloną głową i ciasno okryty czarną peleryną ruszył dalej swoją ścieżką ku domowi aukcyjnemu...
*Fryne oparta ramieniem o ścianę jakiegoś domu w Aulos z założonymi rękami na piersiach przyglądała się całemu zajściu z lisią miną. Tylko sam Shevarash doskonale znał jej myśli oprócz niej samej. Kiedy przechodziła obok niej spora grupka rozwścieczonych ludzi z kukłą Ferrana jej oczy zabłyszczały niebezpiecznie a przez twarz przeleciało zadowolenie skryte za nasuniętym na twarz kapturem. Spojrzała na swoich towarzyszy stojących niedaleko oczyma chłodnymi i opanowanymi po czym jeszcze raz spojrzała na tłum teraz już skręcający za węgłem jednego z domów i pozwoliła sobie na chwilę zadumy rozkoszując się tym widokiem po czym odwracając się do swych kompanów wyciągnęła bardzo powoli miecz z pochwy i skinąwszy im pędem udali się poza miasto w nieznanym kierunku...*
Vean, która miała nieszczęście niedawno wrócić z podróży i zatrzymać w Aluos, trafiła na zamieszki. Jej ametystowe oczy rozszerzyły się ze strachu. Wokół szalał tłum szukający ofiar, kogoś kto nakarmi ich bezrozumny gniew i nienawiść. Przycisnęła dłoń do piersi, nie wierząc, że to wszystko dzieje się naprawdę.
Widząc zbliżających się ludzi, mamroczących jakieś przekleństwa, przeraziła się do reszty. Półdrowka nie czekała dłużej, wokół jej rąk zamigotały fioletowe wstęgi i dziewczyna zniknęła z oczu niedoszłych prześladowców. Cicho, na palcach opuściła port pod osłoną niewidzialności.
Tego dnia (czy tam wieczora) Namiestnik Nowego Aulos w asyście około 10 Legionistów IV Kohorty, której to zwykł używać czasem w charakterze swoich przybocznych, udał się w stronę świątyni Mystry, aby porozmawiać z poturbowaną kapłanką Azutha. Wszedł sam. Rozmowa trwała krótko. Jeżeli byli jacyś świadkowie tej romowy (kapłani Mystry, zapewne), to potwierdzą oni, że Dragan wcale nie pytał o samo zajście czy jego przebieg a jedynie o to, jak się ona czuje i czy czegoś jej nie potrzeba. Później zaś udał się wraz z Legionistami do Magistratu, aby zwołać natychmiast zebranie swoich ludzi i wyjaśnić naprędce kilka kwestii i wydać parę rozkazów.
Po jakimś czasie, gdy mieszkańcy Aulos dali już upust swojej złości, na placu przed Magistratem zebrała się calutka IV Kohorta a pomniejsi urzędnicy pracujący w Magistracie rozpuścili po mieście wieści, że Namiestnik ma zamiar przemówić do mieszkańców i oznajmić im stanowisko władz Nowego Aulos w sprawie incydentu. Dał im wszystkim trochę czasu - mieszkańcom na zebranie się a legionowym gońcom na dostarczenie rozkazów do poszczególnych Kohort i listów do Wysokich Lordów Aeris. Około półtorej gnomiej godziny. Później pojawił się na placu - w asyście należących do miasta golemów (bo o tym, że jakieś są wiemy już od dawna - pozostaje jeszcze oficjalne potwierdzenie, jakie dokładnie). Gdy już upewnił się, że w ten sposób zapewnił sobie zarówno bezpieczeństwo, jak i (jaką-taką) uwagę zebranych, rozpoczął przemowę...
- Mieszkańcy Nowego Aulos. Doskonale rozumiem waszą reakcję, waszą złość i waszą chęć odwetu za to, co się stało. Nie mogę jednak dopuścić do tego, by nasze Miasto pogrążyło się w chaosie i anarchii z powodu drowów i tych spośród elfów, którzy otaczają mroczne elfy opieką z jakichś kompletnie niezrozumiałych powodów.
Podjąłem decyzję o tym, że Legion Szafirowej Dłoni wspomoże Straż Miejską, jeżeli chodzi o utrzymanie porządku w Nowym Aulos oraz zapewnienie bezpieczeństwa wam - jego mieszkańcom. Nie jest to jednak decyzja spowodowana przez waszą - jakże usprawiedliwioną - reakcję na ten oburzający występek, ale ze względu na doniosłe i ważne dla całego Aeris wydarzenia, których świadkami będziemy w ciągu najbliższych paru dnich. Jest to szansa dla całej naszej Wyspy i wszystkich jej mieszkańców. Szansa, której nie wolno nam pod żadnym pozorem zmarnować. Dlatego apeluję do was o bezwzględne zachowanie spokoju i nie uleganie żadnym dalszym prowokacjom.
Nie oznacza to jednak, że Nowe Aulos nie zareaguje na ten - popełniony na naszej ziemi - akt niewdzięczności i pogardy dla naszych praw, naszych zwyczajów i naszych bogów. Taka impertynencja nie pozostanie nieukarana...
Gdy Namiestnik wypowiadał ostatnie zdanie, w jego oczach pojawił się dziwny błysk. Zrobił krótką, ledwie kilkusekundową, przerwę w swojej wypowiedzi i omiótł wzrokiem tłum. Potem znowu zaczął mówić.
...Proszę was jednak, drodzy Mieszkańcy Nowego Aulos, abyście zostawili to mnie, Magistratowi oraz pozostałym organom naszego Miasta. Prawo jest takie samo dla każdego spośród mieszkańców Nowego Aulos i takim pozostanie. Jednak są w błędzie ci, którzy uważają - czy to z ignorancji, czy ze złej woli - że 'równość wobec prawa' oznacza dla nich przyzwolenie na robienie wszystkiego, co zrodzi się w ich głowach. Nowe Aulos zapewni swoim mieszkańcom bezpieczeństwo od zagrożeń ze strony takich osobników. Z mojego rozkazu, żadnemu drowowi, od dzisiaj aż do odwołania, nie wolno na terenie Nowego Aulos nosić przy sobie żadnej broni, ani używać jakiejkolwiek magii. Zabrania im się również zasłaniania oblicza w jakikolwiek sposób. Każdy, który złamie zakaz, zostanie ukarany z całą surowością, jaką przewiduje nasze prawo.
Nie mogę dopuścić do tego, aby nasi kapłani byli w przyszłości znów obrażani lub atakowani. Jako, że Ferran jest członkiem Rady Elfów, to sprawa dotyczy całej elfiej społeczności na Aeris. Obiecuję wam, Mieszkańcy Aulos, że jako jeden z Lordów Aeris, tak tej sprawy nie zostawię. W ciągu dekadnia tak Radzie Elfów, jak i odpowiedzialnym za ten incydent drowom, zostanie dostrarczona właściwa odpowiedź.
Gdy Dragan zakończył przemowę, przez chwilę obserwował reakcję mieszkańców. Jaka by ona nie była, po jakimś czasie wrócił do Magistratu, aby podpisać kilka dokumentów, potwierdzić kilka rozkazów i wydać następne. Jeszcze w trakcie przemowy została zwolniona większość aresztowanych uczestników anty-elfich wystąpień - na mocy wcześniejszej decyzji Namiestnika (co zresztą zostało im oznajmione - wraz z ostrzeżeniem, że nie będzie litości w przypadku recydywy). Do patroli Straży Miejskiej dołączyli Legioniści - w sumie trzy Kohorty. Zarówno Legat oraz Kapitan Straży, jak i Sędzia otrzymali od Namiestnika polecenie, by zwykłych mieszkańców traktować ze zrozumieniem i należytym wyczuciem, lecz stanowczo - jeżeli tego wymaga zaprowadzenie porządku. Na żadną 'taryfę ulgową' nie mogą jednak liczyć ci, którzy próbowaliby znowu wzniecić 'zamieszki', lub zaczęli jakąś agitację. Zatrudnione przez Nowe Aulos osoby odpowiedzialne za utrzymanie w mieście czystości likwidują napisy na murach.
Po podjęciu najpilniejszych działań zmierzających (w jego mniemaniu) do przywrócenia porządku w Mieście, Namiestnik mógł działać dalej. Jednak jedno wydaje się być pewne - nadchodzą ciężkie czasy dla drowów mieszkających w Nowym Aulos...
OOC: To, co pogrubione służby Nowego Aulos i inne uprawnione organy (Straż Miejska Nowego Aulos, Legion, Magistrat, Mistrzowie Bitewni KWMu i tak dalej) mogą traktować jako wiążące decyzje Namiestnika.
Mieszkańcy Aulos wysłuchali przemowy Dragana w spokoju. Gdy skończył na rynku zapadła chwilowa cisza, która ustąpiła szmerowi podekscytowanych głosów by w końcu zamienić się w okrzyki aprobaty dla decyzji Namiestnika.
Tłum widząc, że złapani podczas zamieszek zostali wypuszczeni i że krzywda im się nie stała rozeszli się w spokoju wychwalając nadchodzące lepsze czasy. Kilku bardziej zatwardziałych wciąż krzywo spoglądało na elfy, które zwykły przebywać za często wśród drowów, lecz zaczepki niemal zupełnie zniknęły. Co mogło okazać się zaskoczeniem, dość spora liczba mieszkańców wyszła wieczorem z domów i zaczęła sprzątać ślady swego wczorajszego wybuchu.
Czerwonowłosa Kobieta wysłuchała przemówienia Namiestnika z pewnym pobłażaniem w zielonych oczach, zachowując mimo tego żelazną wojskową maskę. Stanęła na dziedzińcu Świątyni Mystry i spojrzała po ludności z pewną opiekuńczością. Osoby przychodzące do niej po pomoc lub przebywający w świątyni, gdzie się zatrzymała mogli jednak od niej usłyszeć pouczające słowa z wyrytym wręcz doświadczeniem życiowym.
-Opowiadałam i prowadziłam wykłady o działalności bogów na wyspie Aeris. Tworzyłam dysputy omawiające sytuacje drowów w mieście Aulos. Sami zobaczyliście na własne oczy lub poprzez swoją rodziną, że musimy zadbać o siebie. By ludzie byli zjednoczeni, dbali o siebie, a także wiedzieli jaka jest prawda ukryta w cieniu kłamstw. Czy ich bogini zrobiła coś dla zwykłej ludności? Zajmuje się tylko drowami i ich rzekomym nawracaniem. To Torm, Mystra, Lathander i Ilmater, a także Azuth wszelkimi siłami zapewnia wam zdrowie, bezpieczeństwo, jedzenie. To wydarzenie powinno nam ukazać prawdziwe twarze. Bowiem ci, którzy słuchali moich wykładów doskonale wiedzą, że łatwo jest udawać i zdobyć przychylność by móc knuć czy prowadzić swoje interesy na terenie Ludzi zabierając im pracę czy handel. Ja wierna służka Lojalnej Furii i Oficer Purpurowych Smoków, a także osoba, która chroniła was podczas zjednoczenia potworności pod sztandarami Jaszczurów zapewniam was o szczerości moich słów, a także chęci byście byli bezpieczni i żyło wam się lepiej. Przekazuję także wolę Torma, który niejednokrotnie wam pomógł, że zło należy niszczyć natychmiast.
Po całym dniu pełnym przekonywania osób chętnych do wysłuchania, zajmowała się codziennymi problemami wszelkiej maści. Torm nakazywał jej poprzez sugestie zmianę niekoniecznie dobrego prawa, co wykonała z czystą radością. Sam fakt, że nie będzie musiała widywać twarzy drowów i innych nie-ludzi z większą częstością również sprawił poprawę jej humoru, co wyrażała większą łagodnością niż ma to w zwyczaju.
*Saeval nakazał wpuszczenie wszystkich uciekających elfów do Księżycowego Sierpu a następnie zamknięcie lokalu. U progu karczmy elf zaklęciem pokrył ziemię niezwykle śliską substancją która miała uniemożliwić co bardziej krewkim próby taranowania drzwi. Wewnątrz zresztą czekała grupa ciężkozbrojnych elfów zarówno strażników ambasady jak i zwykłych gości, która ewentualnych napastników szybko obezwładniała, skuwała po czym wydawała straży kiedy ta przybyła. Oblicze Ambasadora przybrało ponury wyraz.*
*Ghaunlyn przyglądał się zamieszkom z okna wieży Konwentu. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Stał tak dłuższy czas po czym wrócił do czytania jednej z wielu ksiąg znajdujących się w obszernej bibliotece.*
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL