ďťż
Diamentowa łza


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Księżyc odznaczał się jasną poświatą na niebie oświetlając budynki wykonane z kamienia bądź drewna. W wielu domach już dawno zapadła cisza, tylko nie w karczmie, tam panował jak zawsze hałas, szum i ogólno pojęty rozgardiasz. Wielu podróżników zatrzymało się przy niej, aby napoić konie, porządnie zjeść oraz dać odpocząć zmęczonemu ciału. Zapach tanich trunków i przypieczonego mięsiwa roznosił się na dobre kilka stóp wokół karczmy starego mężczyzny, który pamiętał niemal powstanie tej niedużej mieściny.

Spokój i cisza były zaledwie chwilową idyllą, która miała zostać szybko pogrzebana z ciałami zmarłych, którzy od wschodu ścielili się coraz ciaśniej i częściej. Duża grupa składająca się z orczych wojowników oraz kilku goblińskich zwiadowców w niesamowitej ciszy podrzynało gardła mieszkańcom domostw nie oszczędzając ani dzieci, ani dorosłych. Jeden z członków bandy, goblin z zasłoniętą twarzą, trzymał pochodnię... każdy dom, martwy dom, był podpalany. Wchodził do środka otaczając ogniem meble, a później zostawiał resztę naturze.

Stary wojownik, o śniadej cerze i gęstej brodzie wyszedł z karczmy czując mięsiwo, którego świeżość pozostawiała wiele do życzenia. Jego mętne oczy, mimo upojenia alkoholowego dostrzegły coś w oddali... ogień.
- PALI SIĘ!!!- wykrzyczał z całych sił, jednak nie zdążył wbiec już do karczmy... grot starzył przebił jego szyję, a mężczyzna opadł na ziemię, zaś mętne oczy były martwe.


W karczmie, przy jednym ze stolików siedział samotnie wojownik. Popijał sobie piwo czytając jakiś list. Od czasu do czasu rozglądał się po karczmie poprawiając swój miecz. Gdy tylko ktoś chciał się dosiąść do stolika, Serg dawał do zrozumienia, że chce siedzieć sam.

Jak tylko usłyszał starca, powoli odwrócił głowę, aby zobaczyć jak mężczyzna już leży na ziemi.
"Pali się?" - powiedział do siebie - "Nie mam nic innego do roboty... sprawdzę to."
Serg schował swój list, położył na stole kilka monet i wstał z krzesła. Podniósł z ziemi swój pawęż i wyszedł z karczmy, żeby zobaczyć co się stało.
Nie był zbyt ucieszony widokiem, ale dla niego to była świetna okazja, aby poćwiczyć swoje umiejętności.
"Ahh.. nareszcie się rozruszam." - znów powiedział do siebie rozciągając kark na boki. Włożył swój hełm na głowę i wyciągnął miecz z pochwy. Ruszył powolnym krokiem w stronę wroga.
Karczmarz widząc wstającego wojownika, momentalnie podszedł do stolika biorąc kilka monet i chowając do fartucha. W pomieszczeniu zapadł momentalnie chaos, mężczyźni zdolni do walki, wojownicy, podróżni szukający przygód, czy najemnicy wstali ze swych miejsc wychodząc przed budynek.

Ork o zielonkawej skórze, z kolczykiem w nosie spojrzał wprost na wojownika. Jego topór pokrywała krew, która z wolna skapywała na przygniecioną trawę. Ogromne palce zaciskał na świeżo ściętej głowie jakiejś kobiety, której twarz była wykrzywiona groteskowo. Zawył rzucając zdobycz w bok do reszty ciała. Wściekle obnażył dwa złamane kły i puścił się biegiem w stronę wojownika zakładającego hełm. Topór został uniesiony wysoko ku górze, a cielsko poruszało się niezgrabnie w szarży.
Serg widząc szarżującego orka, który przed chwilą zamordował kobietę, uśmiechnął się szyderczo, jakby wiedział, że taki ruch wykona przeciwnik. Zatrzymał się w swoim kroku i postawił przed sobą pawęż i oparł się o nią czekając na orka. Miecz trzymał swoimi magicznymi rękawicami z tyłu, aby mógł się dobrze zamachnąć. Czekał tylko jak ork go zaatakuje lub ruszy obok.

"Przewidywalny głupiec..." - powiedział do siebie Serg, dalej uśmiechając się pod hełmem nie odciągając oczu od wroga.


Orczy wojownik z wysoko uniesionym toporem, śliną spływającą z otwartych ust, wydarł z siebie donośny krzyk. Tuż przed mężczyzną podskoczył do góry chcąc uderzyć prosto na swojego wroga.

Pewne, bystre oczy przyglądały się całej sytuacji. Postać zamaskowana kapturem, uśmiechała się pod nosem podziwiając coraz bardziej palące się domy. To wszystko było dla niej cudowne. Płacz matek, krzyki mężczyzn, zapach krwi i spalonego mięsa... czego chcieć więcej?
Długa laska powoli zagłębiała się w ziemię wraz z każdym ruchem. Rubinowe oko błyszczało niczym ogień, który trawił większość chat.
Widząc lecącego już na niego orka, wojownik szybko podniósł pawęż, aby móc obronić się przed uderzeniem topora. Zmienił położenie miecza, tak aby mógł trafić orka prostym pchnięciem, tuż po tym jak odsunie pawęż z wbitym toporem, lub nie. Serg wiedział, że ta walka może się skończyć w jednej sekundzie i postawił wszystko na jedną kartę, że zderzenie będzie po jego myśli.
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl