ďťż
Inna sesja na forum


Bo człowiek głupi jest tak bez przyczyny

Przede wszystkim chce przeprosic Prof Rajdora za robienie mu konkurencji. Przepraszam!
Sesja ktora ja mam zamiar poprowadzic rozni sie sporo od normalnych sesji w ktore graliscie.
1 Nie ma MG. (zdziwieni? 8) ) Ja podaje historie, ktora wy mozecie w dowolny sposob modyfikowac. Licze jedynie na Wasza uczciwosc. Chodzi o to, zeby ciekawie opisywac. To jak zbiorowe pisanie ksiazki. Najwazniejsze jednak jest to, zeby nie przesadzac z sila swoich postaci. Wszystko ma wygladac realistycznie. Gralem juz kiedys w cos takiego. Sesja nazywala sie SEN i prowadzona byla na forum klanu Dzieci Bhala. Jesli zagracie to szybko zauwazycie ze jesli zbyt przypakujecie postaci to zniszczycie zabawe sobie i innym. W SNIE udalo sie to swietnie. Walki z bosami ciagnely sie przez kilka stron, wielu graczy ginelo w bitwach. Licze na Wasz rozsadek. Swiat fantasy. Wymyslcie postaci jak pierwszy lv D&D. HF

Thangrim szedl traktem do Neverwinter juz od czterech dni. Wyruszyl jako obstawa pewnego wasatego kupca z Nuln. Mial pomoc mu dostarczyc jakis ladunek materialow na ubrania dla kobiet z Neverwinter. Thangrim gardzil swym pracodawca za brak krzepy fizycznej i umiejetnosci walki, a zarazem chciwosc godna kupca z Kalimportu. Niechec do niego nie przeszkodzila mu jednak w walce z bandytami, ktorzy zaatakowali kupca podczas przechodzenia przez most. Thangrim zawsze byl krasnoludem wystarczajaco bystrym, by widziec kiedy odwaga staje sie glupota. Wobec przewazajacych sil wroga wskoczyl na konia i zaczal galopowac w strone Neverwinter. Kon trafiony strzala padl kilkaset metrow dalej, ale umozliwilo to najemnikowi ucieczke. Cztery dni pozniej Thangrim zblizal sie do jakiejs malej wsi. Byla juz pozna noc i deszcz padal mocno. Krasnolud mocniej opatulil sie plaszczem i przyspieszyl kroku. Stary, rozpadajacy sie szyld przedstawiajacy kufel piwa i weza wydal sie krasnalowi nader piekny. Thangrim otworzyl drzwi i wszedl do tawerny. W pokoju panowal straszliwy zaduch porownywalny z tym w krasnoludzkich kuzniach. Krasnolud oparl swoj obureczny topor o jedyny wolny stol i zamowil kufel ale.


Nocny elf, Vanedor siedział samotnie w najciemniejszym miejscu w tawernie. Nie było to przypadkowe. Jego zadaniem było odnaleść zbujców atakujących wędrujących kupców do Neverwinter. Vane, bo tak mówili na niego przyjaciele był wysokim , średnio zbudowanym nocnym elfem, który wypełnia różne, dobże oplacalne zadania. Zlecenie które dostał od pewnego kupca, polegało ma złapaniu tych bandytów i odebraniu pewnego kkamienia , który został "prawdopodobie" skradziony przez nich. Ta sprawa śmierdzi na kilometr, ale Vanedor wiedział że musi zdobyc pieniądze. Dlaczego? Aby spłacić swojego brata, który zawsze pakował sie w kłopoty, ale to już inna historia. Nagle do tawerny wszedł, krasnolud. Coś zaświtało w głowie elfa. Co tu robił krasnolud uzbrojony w Topór.Vane zaczął się przyglądać broni. Zauważył czerwoną plamę. Tak to musi być krew-pomyślał Vane. Ten krasnolud coś wie. Ale młody nocny elf nie podszedł do niego. Siedział dalej wpatrując się w krasnoluda...tu jest za dużo ludzi... porozmawiam z nim kiedy będzie sam...
Thangrim sidzial spokojnie popijajac sobie ale. Cieszyl sie ze jego stolik znajduje sie blisko kominka, gdyz zmarl straszliwie z powodu ulewy i porywistego wiatru panujacego na zawnatrz. Krzeslo, wyraznie przeznaczone dla ludzi bylo dla niego sporo za wysokie, wiec polozyl nogi na stole i skupil sie na popijaniu swego alkoholu. hmm.. Gorsze niz krasnoludzkie, lecz lepsze niz bym sie tego spodziewal po ludzkiej karczmie. Pomyslal biorac kolejny lyk. W pewnym momencie zauwazyl elfa siedzacego w kacie, ktory z jakiegos powodu przygladal sie jego toporowi. Thangrim wstal, chcac zamowic pokoj. Nie szukal problemow z elfami. Gdy podchodzil do karczmarza, droge zagrodzil mu jakis czlowiek. Ubrany byl w kiepskiej jakosci ubranie. Krasnolud szybko poczul okropny zapach starego potu i alkoholu (z dodatkowa delikatna nuta zapachu zgnilej ryby). Ta kombinacja podzialala nawet na niezbyt wyczulony wech Thangrima. Powstrzymal sie przed przylozeniem reki do nosa.
- Ty! Kurduplu! - Krzyknal czlowiek.
- Co sie na moja dziewczyne gapisz ty smierdzacy krasnalu??!!
Thangrim mial ochote wspomniec o zapachu pijanego jegomoscia, lecz wszelkie uwagi zatrzymal dla siebie.
- Na prawde nie patrzy...
Zdanie krasnoluda przerwalo uderzenie czlowieka. Thangrim upadl na plecy, i zlapal sie za nos. Cos szybki ten czleczyna jak na pijaka.
Wojownik podniosl sie szybko na nogi, i udezyl szybkim prostym. Prosto ponizej brzucha. Czlowiek upadl na ziemie i zaczal kwilic z bolu. Thangrim wytarl krew z nosa, po czym przeszedl nad lezacym pijakiem i podszedl do karczmarza.
- Po prosze jeden pokoj na jedna noc. - Zarzadal. Karczmarz widzac, ze krasnolud nie ma ochoty na bojke pokazal reka ochroniarzowi, aby ten nie atakowal.
- Naturalnie zacny panie, prosze bardzo! - Powiedzial wykladajac jakis stary, miedziny klucz na lade. Thangrim mruknal cos w podziekowaniu, wzial klucz i swoj topor i poszedl poschodach w strone pokojow. Nie klopotal sie juz elfem. Wiekszasc osob tak reaguje na jego topor. Wszedl do pokoju, zdjal kolczuge, oparl topor o szafke nocna i polozyl sie na lozku. Na bogow, jaki byl zmeczony...
Sala karczmy robiła się pusta. Vane postanowił spotkać się z krasnoludem. Nie chciał jednak rzucaćsię w oczy karczmarzowi, i tak by go nie wpóścił po ostatnmiej bujce . Wziął ostatni łyk Ale i założył ciemnozieloną z czarnymi paskami toge swojego plemienia, i wyszedł z karczmy. Dokładnie sie przyjrzał jaki pokój krasnolud dostał, a karczme znał jak własną kieszeń. Udał się z tyłu budynku. Tam zauwarzył dwóch ludzi dobierających się do elfa kobiety. Jeden z nich miał już złamany nos, ale mimo to Vane postanowił pomóc nieznajomej , tymbardziej że miała na sobie barwytego samego plemienia co Vanedor. NIe atakował odrazu stanął przednimi i powiedział cichym , lecz bardzo mocnym głosem: Zostawcie ją, Jeden z bandziorów rzucił opierającą się przy ścianie elfkę na pobliskie pudła. Wydawała sie nieprzytomna ale, wzrok nocnego elfa pozwolił dostrzec w ciemności przymróżone oczy spoglądające na Vanedora.Szukasz guza , [cenzura]?!Vane nie wachał się, wyjął dwa miecze i rzucił się przed bańdziorów.AAAAH! Zostaw nie bij!!My już nigdy.AAH!!Kiedy zobaczyli oczy rowścieczonego nocnego elfa, zmiękli . Zresztą to byli jakieś mlodziki. Ale Vane nie póścił im tego płazem.odłożył broń , na co tamci się zamknęli, ale w następnej chwili , niczym atakujący tygrys rzucił się na jednego, potem na drugiego i swoim mieczem , zrobił bliznę, znak na rękach obydwóch. Był to symbol bardzo podobny do znaku"X" tyle , że z dwoma górnymi ramionami. Zbójcy natychmiast uciekli. Niewiadomo dlaczego, ale Vanedor zawsze robił taki znak swoim ofiarom. Tych jednak nie zabił.Wracając do rzeczywistości, zwrócił się do leżącej na pudłach elfki, . To było jeszcze dziecko, no może nastolatka, wyglądałana 15 lat ludzkiego życia. Vane wziął ją w ręce i powiedział nie bój się wszystko bedzie dobże, dał jej kilka złotych monet ,idz do tej karczmy i wynajmij pokój tam bedziesz bezpieczna. ll ale dlaczego ich nie zabiłeś ??zapytałaoni zginą maja a sobie mroczny znak, który zapewnij im rychłą śmierć, nie dożyją jutra... ona przytanęła i powiedziała: dziękujepo czym pobiegła do karczmy . Vane spojrzał na jedno z okien. Wiedział, że tam jest tajemniczy krasnolud. Dzięki swoim zdolnością wszedł do pokoju i zostawił list przyczepiony do ostrza toporu .Brzmiał on tak :Jutro o północy spotkamy się przy końcu wioski , przy słupie wyzwolenia. , wiesz kim jestem....Zeskoczył z piętrowego okna i udał się ku ciemnej uliczce..... zniknął w ciemności.


wow niezle historyjki
Thangrima obudzil dzwiek poruszajacych sie zaslon. Ktos tu przyszedl. Pewnie ten pijak ktorego walnalem wczoraj. Krasnolud sturlal sie z lozka, lapiac przy okazji topor. Odskoczyl pod sciane i stanal w pozycji obronnej. Dzieki wpadajacym promieniom ksiezyca, polaczonymi z jego infrawizja mogl dokladnie rozejrzec sie po pokoju. Nikogo tam nie bylo. Thangrim byl jednak pewien ze nie otwieral okna. Rozejrzal sie jeszcze raz i katem oka zauwazyl cos przyczepionego do topora. Zerwal to szybkim ruchem reki. Kartka . Odczepil ja i przeczytal, co bylo zapisane w srodku. "Jutro o północy spotkamy się przy końcu wioski , przy słupie "wyzwolenia". wiesz kim jestem". No coz.. ten ktos za duzo zaklada. Nie mam pojecia kto to moze byc... Ale pojde tam. Spotkam sie z nim. Nikt nie dotyka mojego topora. Thangrim ze zlosci zacisnal dlon na rekojesci topora, po czym odlozyl go z powrotem kolo lozka. Coz.. bede musial poczekac do jutra. Se wymyslil pore... . Krasnolud zamknal okno, po czym polozyl sie znowu do lozka. Kilka chwil pozniej w pokoju slychac bylo jedynie glosne, krasnoludzkie chrapanie.

Nastepnego dnia Thangrim wstal wczesnie. Zalozyl kolczuge i przyczepil topor do specjalnego zaczepu na plecach. Zszedl na dol, zamowil sniadanie i czekal...
Vane obudził się, w pokoju pewnego rzemieślnika, który wynajął mu lokal za darmo za namową pracodawcy, elfa. Plany na dziś?? spotkać się ze swoimi informatorami, hmm.. to chyba wszystko... A i ten krasnolud. im więcej o nim myślał , tym bardziej tracił do niego zaufanie i chęci do zwykłej rozmowy. trudno pomyślał.Ubrał się,założył swoje dwa miecze, i toge, która zapewniała mu dyskrecje i respekt, dzieki barwom jego plemienia. Wziął ostatni łyk z dziwnej butelki na stoliku nocnym. Wyszedł z pokoju. W czasie drogi do wyjścia z budynku spotkał gospodarza.
-Wychodzisz??- zapytał.
-Tak , prosze na mnie nie czekać,- po czym poszedł dalej bez słowa.

W karczmie znowu widział tego krasnoluda. przeklęty pomyślał , będzie musiał się domyslić, nawet na mnie nie spojrzał usiadł do stolika gdzie siedział jakiś chudy i marny mężczyzna. Człowiek spojrzał na nocnego elfa i szepnął
-jaaaa nie nie wiem.
Vane złapał go dyskretnie za krtań -
-Ty chcesz mieć we mnie wroga??następnym razem nie będe mieć takiej cierpliwości do Ciebie.
W nastepnej chwili podniósł go i wyrzucił przez okno. Narobiło to tyle hałasu że wszyscy gapili sięna Vanedora.A on nic , spojrzał na karczmarza, rzucił sakiewke z monetami i wyszedł.Gdy wychodził zerknął na krasnoluda , który najwyraźnij zauważył go i domyslił się kto jest autorem tajemniczego listu.Poszedł do hotelu aby wypytać właściciela o kupców zmierzających do neverwinter, może to oni będą coświedzieć...............
Czego się dowiedział??Niczego, ciągle to samo pomyślał zamaskowani uzbrojeni mężczyźni, wygląda na to,że ten krasnolud jest jak narazie jedyną nadzieją właśnie szedł dorgą, kiedy minął go wóz bardzo bpgatego elfa który wiózł jakieś tkaniny. Co było dziwniejse jacyś mężczyzna przyglądał się temu wozowi , uśmiechnął się w stronę jakiegoś innego stojacego po drugiej stronie ulicy. Vane wiedział co się stanie wskoczył do wozu parę przecznic później. ............
Vanedor utykał szedł w stronę tzw. słupa wyzwolenia dobże że złapałem tego jednego typka w końcu zmięknie... ha ha , ale nieźle mnie załatwili Stanął spojrzał w na kałużę przy słupie , miał podbite oko, przeciętą wargęi jakby tego było mało złamane rzebro. mam nadzieję że ten krasnolud, nie będzie miał ochoty na bójkę.... Oparł się o wspomniany wcześniej słup i spojrzał na księżyc już prawie północ....
Thangrim siedzial spokojnie przy stole, popijajac piwo. Byl wstrzasniety tym, ze komus udalo sie wejsc do jego pokoju nie budzac go. Spojrzal przez okno spode lba. Za kilka godzin bede musial sie spotkac z tym kolesiem od lisciku. Kto to moze byc? Nie znam tu nikogo poza tym pijakiem ktorego wczoraj obilem, a on nie zdolalby wejsc do mojego pokoju... Po chwili odpowiedz na rozwazania Thangrima weszla przez drzwi frontowe. Byl to elf, dosc wysoki. Mial na sobie jakies dziwne ubranie z.. herbem? Uwage krasnoluda zwrocily dwa miecze przyczepione do pasa przybysza. Umie walczyc dwoma dlugimi bronmi? Za duzo sie nasluchal historii o tym dobrym Drowie. Tak sie nie da walczyc. Wojownik domyslil sie ze to jest autor listu. Byl elfem, wiec pewnie byl wystarczajaco sprawny zeby wejsc niepostrzezenie do pokoju. Elf dosiadl sie do jakiegos czlowieka o pociaglej twarzy przypominajacej pyszczek lasicy. Zamienil z nim kilka slow po czym wyrzucil go przez okno. Thangrim spojrzal na niego ze zdziwieniem. Elf zwawym krokiem wyszedl z tawerny. Krasnolud dopil swoje piwo, po czym poszedl w strone miejsca spotkania. Gdy tam dotarl, schowal sie za jakims murkim oddalonym o kilkanascie metrow od slupa i czekal na przyjscie elfa. Tuz przed polnoca uslyszal kroki przy slupie. Wyskoczyl z wyjetym toporem i warknal.
- Mamy do pogadania elfie. Czego chcesz od Thangrima, syna Urgrima?
Vanedor nie ruszył sie. Uśmiechnął się zdjął kaptur i obrucił się do krasnoluda.
-Spokojnie, jedyne czego chce to informacji Thangrimie. Jestem Vanedor , MOże nawet towarzysza.
Thangrim sppojrzał na Vane pytająco.
- Wiem, że podróżowałeś z jednym z kupców do neverwinter, powóż został napadnięty . Chce wiedzieć wszystko na temat istot jakie was zaatakowały.
Po tym alef odsłonił togę na tyle , żeby było widać jego dwa, ślniące w blasku księżyca miecze.
- Coz.. nie moja sprawa jest powod twojej ciekawosci, elfie. Pomoge Ci jednak. Jesli jest szansa odegrac sie na tych sukinsynach,to wchodze w to. Co moge ci o nich powiedziec.... byli to zwykli ludzie. Moze wyjatkowo dobrze uzbrojeni i zdyscyplinowani jak na zwyklych bandytow, ale to wszystko. Chociaz... - pomyslal krasnolud - Bylo w nich cos specjalnego. Trzech z nich mialo takie same medaliony . Okragle, z roznymi dziwnymi wzorkami.
Mozliwe, ze to znak jakiejs organizacji...Niezaleznie od wszystkiego, we dwoch sobie nie damy rady. Bedziemy potrzebowac czyjejs pomocy. Najblizszy oddzial zbrojny jest pewnie w Neverwinter, a oni maja tyle pracy ze na pewno nie zdolaja tu przybyc. Musimy poszukac kogos do pomocy.
- Masz racje. - kiwna glowa elf - poza wszystkim nie wiemy ilu ich jest.
-Tak... Dobrze. Spotkajmy sie tu pojutrze. Tylko... w jakiejs normalnej godzinie. Okolo poludnia. Jesli znajdziesz kogos do pomocy, to go tu przyprowadz. - Elf kiwnal glowa i odwrocil sie aby odejsc - Jeszcze jedno elfie - zatrzymal sie i spojrzal na Thangrima - Jeszcze raz wejdziesz do mojego pokoju bez pozwolenia - zabije jak psa...
Vanedor , na wieczór( a właściwie poranek) wrócił do karczmy, było to jedyne ciekawe miejsce w małym miasteczku. Jak zawsze było w niej paru ciemnych typów, ale Vane zauważył jednego . Był to olbrzymi człowiek z póltoraręcznym mieczem przy boku. Zaczęło sie do niego rzucać dwóch pijanych kolesi. Taki kompan, i przyjaciel zawsze sie przyda W tym momencie jeden z nich wbił mu w tors sztylet, podczas kiedy teb walczył z drugim. Vanedor przeskoczył przez stół , przeciął ręke jednego i wyrzucił go za lade karczmarza. Człowiek zranił drugiego tak mocno , że ten utykając go uciekał. W następnej chwili wojownik skieował swój miecz na Vane'a , który dzięki swojemu refleksowi, zablokował go tworząc swoimi mieczami znak X, i kopnął go w tors. Ten upadł i rośwcieczony krzyczał:
-I tak cie dorwe !!
-Nie zauważyłeś , ze ci pomogłem?!-zapytał zrównoważonym głosem człowieka, trzymając miecz przy jego szyi.Uśmiechnął się , zabrał miecz i podał mu rekę.
Obaj wstali , po czym Vane powiedział:
-Chodźmy z tąd, nie jesteśmy tu mile widziani.Chodź ze mną.
Vanedor w drodze do wynajętego pokoju u rzemieślnika na obrzerzach wsi, opowiedział mu o całej sprawie. Ten człowiek nazywał się Herron i był zwykłym wojownikiem wydalonym ze służby za swoje zachoawanie. Po prostu łatwo go wkurzyć. Wszedli do Domu .
-Zaopiekuj się tym człowiekiem , nakarm , ulecz i daj pokój.
Karczmarz popatrzył na niego jak na głupka. Jednak bez słowa poszedł na piętro przygotować pokój.
-Dziękuje, i dobranoc , pomoge Ci , tamci bandyci, też się mi naprzykrzyli. I tamci pijacy , taż odnich byli , dzięki za pomoc.- powiedział Herron
-CO!? Dlaczego nie mówiłeś!?- po tych słowach Vane wybiegł w stroę karczmy. Jedyne co znalazł to gniew karczmarza. Po tych typkach nie było śladu, Vane wróciłł odpocząć. Wracając spojrzał na pokój Thangrima, paliło się światło, a pokoju było więcej niz jedna osoba. Vane się uśmiechnął , założył kaptur od swojej togi na głowę i ruszył dalej w blasku wschodzącego słońca...
Thangrim wiekszosc dnia odsypial spotkanie z elfem. Gdy sie obudzil, bylo juz poznie popoludnie. Zszedl na dol do tawerny. Musi tu byc ktos, kto sie nada do pomocy. Pomyslal krasnolud. Rozejrzal sie po sali, lecz nie zauwazyl nikogo, poza kilkoma pijakami, dziewka karczemna i kobieta ubrana w dluga, czerwona, obszyta zlotymi nicmi suknie. Thangrim usiadl przy swoim stoliku i zamowil ale. W pewnym momencie do tawerny wpadl mezczyzna. Wkazal na Thangrima.
- To ten kurdupel!
Zza niego weszlo do tawerny trzech poteznie zbudowanych ludzi. Kazdy z nich trzymal w rece palke. Krasnolud rozpoznal w tym, ktory na niego wskazal pijaka, ktorego pobil dwa dni wczesniej. Thangrim usmiechna sie lekko i siegnal reka po topor, ktory wisial na jego plecach. A przynajmniej, topor ktory powinien wisiec na jego plecech. Wojownik z przerazeniem zrozumial, ze zostawil bron w pokoju. Zastanowil sie szybko, czy warto prosic tych ludzi, by dali mu czas na pojscie po bron, lecz szybko odrzucil te koncepcje. Pierwszy z ludzi rzucil sie na niego. Byl to wysoki, rudy facet z broda, ktorej nie powstydzilby sie nawet krasnolud. Thangrim podniosl szybko lewa reka krzeslo, i przyjal na nie uderzenie. Natychmiast uderzyl czlowieka kuflem trzymanym w prawej rece. Brodacz trafiony w skron upadl na ziemie. Drugi przeciwnik zaatakowal go od lewej. Thangrim, wiedzac ze nie zdola uniknac ciosu, przyjal go na lewe przedramie. Tylko jego krasnoludzka wytrzymalosc powstrzymala palke przed strzaskaniem mu reki. Wojownik sprobowal uderzyc przeciwnik trzymanym w prawej rece kawalkiem kufla, lecz czlowiek przechwycil jego reke. Thangrim katem oka zobaczyl atakujacego czlowieka. Widzial nadlatujaca palke.
a wiec to koniec. Nagle rozblyslo jakies dziwne, blekitne swiatlo, a napastnik wywrocil sie na jeden ze stolow tlukac przy okazji kilka talerzy. Thangrim kopnal trzymajacego go przeciwnika w pachwine, po czym rozbil na drzazgo na jego glowie krzslo. Krasnolud rozejrzal sie. Pijaczyna juz uciekl a zaden z napastnikow nie mial juz ochoty na walke. Thangrim spojrzal na stojaca obok kobiete. Sklonil glowe.
- Jestem ci winien wiele lady..
- Nie mow do mnie "lady" - odpowiedziala z usmiechem kobieta - to sprawia, ze dziwnie sie czuje. Nazywam sie Lithaya Norrtim. Czemu ci ludzie cie zaatakowali.
- To bylo tak...

Thangrim byl zadowolony. Nie dosc, ze znalazl dzis silnego sprzymierzenca, to okazalo sie ze w tej malutkiej miescinie maja sliczniutka krasnoludzka kurtyzane. Krasnolud siedzial teraz na lozku w samych spodniach. Krasnoludzka kobieta - Daffna, jak sie przedstawila, podeszla do Thangrima. Wojownik zasmial sie rubasznie po czym zgasil swiece......
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • latwa-kasiora.pev.pl